Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Doradca zarządu – warto korzystać z jego pomocy czy nie?

W czym może pomóc doradca zarządu? Zobaczcie, co mówią o swoich doświadczeniach Bartek Wilim i Marcin Żukowski z Nieagencji, którzy skorzystali z pomocy doradcy – Grega Albrechta.

Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Doradca zarządu – dlaczego warto:

  • pomaga w każdym niemal aspekcie prowadzenia biznesu
  • współpraca z doradcą zarządu to proces wymagający czasu niczym edukacja
  • doradca zarządu jest osobą z zewnątrz, mającą bardziej obiektywne spojrzenie na firmę, niż jej właściciele/zarząd
  • doradca pomaga wyjść ze strefy komfortu i skonfrontować pomysły
  • przyspiesza proces uczenia się biznesu, wprowadzania najlepszych rozwiązań
  • w pracy doradcy zarządu nie chodzi o to, by powiedzieć, co jest dobre, ale raczej pokazać perspektywy
  • doradca zarządu wspiera, ale jest również jak sparingpartner, dzięki czemu trudniej odpuścić, zawiesić proces
  • praca z doradcą pozwala oszczędzić czas w porównaniu z samodzielną edukacją w tym zakresie.

Jak wygląda praca z doradcą zarządu i jakie przynosi korzyści?

Bartek Wilim: Oczekiwaliśmy spojrzenia z zewnątrz na nasz biznes. Byliśmy w miarę szybko rozwijającą się firmą, ale czuliśmy, że potrzebujemy wsparcia – stąd pomysł na rozpoczęcie współpracy z doradcą zarządu, czyli w tym przypadku był to Greg. Stopniowo stawał się kimś, kto patrzy na firmę również od wewnątrz. Zna nasz zespół, i jako doradca zarządu pomaga w niemal każdym aspekcie prowadzenia biznesu. Pomoc doradcy zarządu to proces.

Marcin Żukowski: Istotne jest to, że potrzebowaliśmy i potrzebujemy takiej osoby, która daje nam input z zewnątrz. Jednak jest na tyle blisko, że rozumie to, co się dzieje w środku. Rozumie nasze myślenie, nasze procesy, a jednocześnie ma więcej dystansu niż my, jako founderzy tego biznesu. U nas to czasami przypomina rollercoaster. Potrzebujemy więc Gwiazdy Północy. Dokładnie kimś takim jest doradca zarządu. 

Bartek Wilim: Ważne jest też challengeowanie naszych pomysłów. Greg potrafi nas wyprowadzić z tak zwanej strefy komfortu i postawić w sytuacji, w której konfrontujemy pomysły. 

Marcin Żukowski: Lubię brać przykład z większych organizacji czy działalności polityków. Prezydenci mają swoich doradców, duże firmy także zatrudniają konsultantów. Weźmy za przykład firmę farmaceutyczną. Mówią: „Badamy temat nowego leku, ale zespół jest interdyscyplinarny, więc zatrudniliśmy też humanistę”. Chociaż teoretycznie on nie ma zielonego pojęcia o składnikach np. antybiotyku, a jednak jest niezbędnym elementem udanego działania firmy.

Greg: Podobno, gdy publikowaliście informację, że współpracujemy, podaliście przykład anonimowego Janusza biznesu, który mówił: po co brać doradcę zarządu, to jest wyrzucanie pieniędzy w błoto. Być może czasem jest. Ciężko mi ocenić. Natomiast jestem ciekaw, jaki był Wasz proces myślowy, który przełamał tę barierę? 

Wsparcie w prowadzeniu biznesu przez doradcę zarządu

BW: Złożyło się na to kilka rzeczy. Po pierwsze potrzebowaliśmy trochę oddechu w życiu osobistym, trochę wytchnienia, ponieważ rozwijający się biznes – mnie przynajmniej – zaczął nieco przytłaczać. Pojawił się chaos. Mogliśmy się uczyć dalej sami, nabierać kompetencji biznesowych. Jednak doszliśmy do wniosku, że potrzebny jest ktoś, kto ten proces przyspieszy, z kim możemy skonfrontować nasze myślenie, czy idziemy w dobrym kierunku.

: Pytałeś jak przebiegał proces decyzyjny? Mniej więcej tak, jak inne procesy w naszej organizacji. Słuchaliśmy podcastów, w tym Twojego. Pogadaliśmy i pyk: „Dobra, to może zadzwonimy do Grega?”. Mówisz, że niektórzy myślą w ten sposób: „Dobra, wezmę doradcę zarządu, będę mu płacił, ale przecież te pieniądze mógłbym wydawać na leasing Porche albo na cokolwiek innego”. Według mnie zatrudnienie doradcy nie przekracza możliwości takiej firmy, jak nasza. A jednak korzyści są niewątpliwe.

Greg: Pamiętam, że pierwszym krokiem w naszej współpracy był jednodniowy warsztat, na którym analizowaliśmy Wasz biznes. Był pakiet różnych pytań, który miał pomóc Wam spojrzeć z innej perspektywy na funkcjonowanie firmy, na to, co jest dla Was personalnie ważne w prowadzeniu firmy. Okazało się dla Was przydatne?

BW: Tak. Bardzo istotne było to, że każdy z nas uzupełniał i odpowiadał na te pytania, które przed warsztatem zadałeś nam oddzielnie. To było ciekawe, że mogliśmy zderzyć swoje myślenie o biznesie podczas tych warsztatów. Nie pracowaliśmy nad nimi wspólnie, ale każdy z nas przyszedł ze swoimi odpowiedziami, bez wiedzy o tym, co napisał ktoś inny. Wypracowaliśmy kilka wspólnych punktów, które realizowaliśmy później miesiąc po miesiącu. Te warsztaty wniosły moim zdaniem bardzo dużo do Nieagencji.

Długoterminowe korzyści z warsztatu z doradcą

MŻ: Wciąż wracamy do tego warsztatu, choć był już 2 lata temu. Zaglądamy do notatek z tamtego spotkania. Wtedy zarysowaliśmy wizję ekosystemu Nieagencji. Tak to nazwaliśmy. To jeden z naszych inside joke’ów. Mieliśmy różne koncepcje, które dzięki temu warsztatowi wybiliśmy sobie na szczęście z głowy dość szybko. Teraz wiemy, jakich błędów unikać, w co iść. To jest ciągły proces, podobny do edukacji. Bardzo wartościowe są jego elementy. Janusz biznesu łatwo tego nie zrozumie, bo wydaje mu się, że ważne są tylko twarde liczby, efektywność w pracy, Excel i tak dalej. Sedno leży jednak gdzie indziej.

Greg: Oczywiście spotykam się z poglądami typu: „Kto inny może wiedzieć coś na temat mojego biznesu, kiedy ja go robię od początku?”, „Wiem najlepiej, co dla mnie jest dobre i nikt mi nie musi tego mówić.” W pracy doradcy zarządu nie chodzi o to, żeby powiedzieć, co jest dobre, ale raczej pokazać pewne perspektywy, opcje. Uważam, że właśnie ten jednodniowy warsztat ma dać bardzo dużą wartość samą w sobie. On minimalizuje ryzyko, że ktoś powie: „Po co ja będę brał doradcę zarządu?” i daje punkt wyjścia, który może być działaniem samym w sobie. W naszym wspólnym przypadku zdecydowaliście się kontynuować współpracę. Czym to było podyktowane?

Decyzja o współpracy z doradcą zarządu

BW: Myślę, że była to naturalna konsekwencja tego warsztatu, na którym wypracowaliśmy sobie narzędzia, z których korzystamy do dziś. To narzędzia dotyczące biznesu, pozyskiwania klientów, związane z zarządzaniem, z zespołem. Otworzyło się też sporo furtek, które chcieliśmy kontynuować i rozwijać, otwierać kolejne. Greg uczestniczył i uczestniczy cały czas w rozwoju Nieagencji.

MŻ: Od czasu, kiedy my zaczęliśmy współpracę upadło chyba z 80% firm, które wtedy powstały. My już faktycznie przeszliśmy długi proces. 

Greg: To jest przede wszystkim Wasza zasługa. Wdrażacie swoje pomysły, co nie zawsze się dzieje w firmach. Mieć pomysł nie jest jednoznaczne z jego realizowaniem.  Doradca zarządu wspiera, ale jest też jakby sparingpartnerem, trudniej więc odpuścić, zawiesić proces. 

Ogromną Waszą zasługą jest fakt, że nie zrobiliście tego na zasadzie: „Okej, zrealizujmy coś fajnego, a potem róbmy business as usual”. Macie elastyczność i chęć, żeby po prostu pracować inaczej. Moja strategia odpowiada na Wasze głębokie potrzeby i wartości. Dlatego pewnie naturalnie dążycie do jej wdrożenia. Takie mam refleksje a propos procesu, który Nieagencja przeszła w tym czasie. Mam poczucie, że dzisiaj jesteście dojrzałą organizacją, z fajnym core teamem. 

Doradca daje motywację do działania

BW: Myślę, że otwartość jest kluczowa. Ja bym porównał rolę doradcy zarządu do terapii czy do edukacji. Lekcja trwa 45 minut, a tak naprawdę najważniejsze jest to, co się dzieje później. Otwieramy sobie jakieś furtki, definiujemy narzędzia. Wracamy i wykonujemy pracę u podstaw.

MŻ: Bez tej osoby – tutora, mentora, doradcy zarządu, nazwijmy go jak chcemy – jest dużo trudniej. Musisz mieć silną motywację wewnętrzną wtedy, a nie każdy ją ma i często trudno ją wykrzesać. Nasze spotkania, np. raz na miesiąc, motywują. Spotykamy się w lasach, parkach – jak zwykle mało typowo, ale bardzo skutecznie. Nasze spotkania w formie 1,5-godzinnych sesji w parku są mega efektywne.

BW: Ile razy się zdarza, że w normalnym dniu idziemy z Marcinem na spacer zarządowy – bo tego też nauczyliśmy się z naszej współpracy z Gregiem. 

Spacer z doradcą czy to jest praca?

MŻ: Faktycznie to jest specyficzny rodzaj współpracy czy specyficzna usługa, albo też specyficzna nasza potrzeba. Tego część osób nie rozumie. Nawet w naszej firmie początkowo napotkaliśmy opór materii, że jak my idziemy sobie na spacer, to jakbyśmy nie pracowali.

Nie zawsze jest zrozumiałe, jak wygląda współpraca z doradcą zarządu. Szczerze powiedziawszy rzadko firmy takie, jak nasza komunikują fakt, że mają doradcę zarządu.

Pokutuje pogląd, że doradca to bywa np. w spółce skarbu państwa. To fajna funkcja na emeryturę – zebrania, potem wspólny lunch za firmowe pieniądze. Jednak to nie do końca tak wygląda. 

MŻ: Ważna jest też kwestia zrozumienia, że współpraca z doradcą zarządu nie daje efektu tu i teraz. To jest głębszy proces. 

Greg: To jest ciekawe, jak ten proces ewoluował. Przełamujemy schematy. Ktoś może powiedzieć: „Hej! Chodzicie sobie po lesie, po parku. Przecież to nie jest praca”. Praca, czyli siedzenie przy biurku – to schemat.

Praca, pracownik, pracodawca…

MŻ: Trzeba by się zastanowić, co to w ogóle jest praca? Mamy taką postsowiecką mentalność, w której praca funkcjonuje jako dziwna rzecz, dziwna figura, według mnie absolutnie nieefektywna. I niszcząca zarówno pracowników, jak i pracodawców – jeżeli w ogóle możemy mówić o takim podziale. Ten mur między pracownikiem a pracodawcą powinien być zacierany, a nie uwypuklany. 

Greg: Zgadzam się. Proces poszukiwania już omówiliśmy. Co jeszcze chcielibyście dodać dla tych, którzy wciąż obawiają się zatrudnienia doradcy zarządu? Czuję z doświadczenia, że czasem ta obawa wynika ze strachu przed pokazaniem swoich słabości, tego, że nie jest się takim wspaniałym liderem, jakim chciałoby się być. To jest oczywiście iluzja, bo nikt nie jest idealny. I też doradca zarządu nie jest osobą omnipotentną, a jest raczej facylitatorem procesu myślowego. Ani jedna, ani druga strona w tym procesie nie jest idealna. Nie ma co stroszyć piór 😊 Myślę, że to jest też mit do obalenia. Ciekaw jestem, co Wy myślicie o otwarciu się, o pokazaniu, jaka jest prawda?

Otwartość i zaufanie we współpracy z doradcą

BW: Tutaj znowu kluczowa jest otwartość, szczerość, nie pokazywanie się w zafałszowany sposób. Ważne też, by nie obawiać się, że doradca zarządu będzie podważał sam pomysł na biznes, sam core biznesu, bo nie o to chodzi. Wydaje mi się, że trzeba sobie mentalnie wypracować tę gotowość na bycie szczerym. My nie mieliśmy z tym większego problemu. Raczej zawsze otwarcie rozmawialiśmy. Być może ktoś się obawia, że nie ma wystarczających kompetencji, żeby z doradcą zarządu rozmawiać, że nie będzie umiał wdrożyć niektórych narzędzi, które wypracują wspólnie, czy korzystać z nich. Jednak według mnie praca z doradcą pozwala oszczędzić czas w porównaniu z samodzielną edukacją w tym zakresie.

MŻ: Dodam też, że nie trzeba rozumieć słów takich, jak omnipotentny czy facylitator, których użyłeś. To jest pierwsza kwestia, której można by się obawiać – że to wybitnie mądre seminarium z filozofii. Czego można się jeszcze obawiać? Masy rzeczy. Tylko, że rzecz w tym, by nie skoncentrować się na obawach, lękach, strachu, które ma każdy, kto prowadzi firmę. Trzeba nauczyć się radzić sobie z tym lękiem. Potrzeba trochę odwagi, żeby zrobić ten pierwszy krok, a później każdego dnia robić kolejne. 

Greg: Z mojej perspektywy współpraca z Wami jest praktycznym, przydatnym i fajnym doświadczeniem. Bardzo lubię z Wami spędzać czas. A to jest istotne dla obu stron, pomaga budować odpowiednią motywację.

Ja myślę o pracy z Wami tak: „Fajnie. Spotkamy się, pogadamy. Wyjdzie z tego coś konstruktywnego, ale i przyjemnie, zdrowo spędzimy czas”. Też o tym myśleliście w ten sposób?

Współpraca z doradcą zarządu – bez schematów 

MŻ: Nasza współpraca zaczęła się w czasie pandemii. Chodziliśmy na spacery po lesie w maskach, bo taki był wymóg. Robiliśmy też spotkania online. Nie uważam, że to był mega trudny proces dla nas, bo na szczęście nic tragicznego czy bardzo trudnego nam się nie przydarzyło. Ważny jest tu wątek towarzyski, bo jeżeli masz doradcę zarządu, który jest niefajnym gościem, nie macie dobrych „przelotów”, to finalnie nic z tego nie wyjdzie. Musicie się lubić.

BW: To jest o tyle ważne, że pozwala też się bardziej otworzyć. Budujemy relację tak naprawdę nie tylko na poziomie doradca zarządu – biznes, czy doradca – Twój klient. Dochodzi aspekt towarzyski, który jest bardzo ważny. Często z rozmów wydawałoby się nic nie znaczących, wychodziły ciekawe pomysły i otwierały się kolejne furtki, które później mogliśmy rozwijać. Zdecydowanie to ważny aspekt i jeśli ktoś sobie wyobraża spotkanie z doradcą zarządu jako spotkanie w salce konferencyjnej numer 6, to w naszym przypadku na pewno tak nie wygląda.

: Jeśli jesteśmy niewolnikami konwenansów, to tak też wyglądają spotkania – sala konferencyjna, tutaj doradca, tutaj biznesmeni. Kiedyś ktoś powiedział, że nigdy nic kreatywnego nie powstało w sali konferencyjnej. I ja się z tym zgadzam. 

Wartość doradztwa biznesowego

Greg: Jeszcze odwracając tę sytuację, mam taką refleksję, że Wy jako Nieagencja również realizujecie się w roli doradcy, niczym ja w roli doradcy zarządu. Jestem ciekaw czy Wy też widzicie taką analogię między naszym procesem tu w firmie a procesami, które prowadzicie ze swoimi klientami?

: Z pewnością tak. Często nasi klienci traktują spotkania z nami, jak to mówi Bartek, jak wycieczkę szkolną. Trochę jesteśmy w szkole, a trochę na wakacjach. 

Staramy się w naszej działalności łączyć aspekt merytoryczny z aspektem „wesołego miasteczka”. Przyjdziesz do Nieagencji, nie będziemy w garniturach, tylko w krótkich spodniach. Pośmiejemy się, pogadamy o tym, gdzie kto kogo ostatnio widział, może pojawi się temat dzieci. Niektórym to może nie odpowiadać, za bardzo naruszać ich strefę bezpieczeństwa, bo zbliżamy się na mniej niż 45 centymetrów 😊. Rozumiem to, ale taki mamy styl. 

Podsumowując, consulting, doradztwo jest absolutnie czymś, co lubimy i co jest bardzo wartościowe. Jednak widzimy po niektórych klientach, że to nie jest dla każdego. 

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, znajdziecie nas naLinkedIn oraz na www.nieagencja.pl

Może Cię zainteresować

Czy robić interesy z przyjaciółmi?

Czytaj

Jak budować swój network?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×