Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Rafał Nykiel – ICC Polska: od pracy w sprzedaży do wykształcenia 500 coachów

38 min czytania
Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Rafał Nykiel – prowadzi ICC Polska – jest trenerem coachingu indywidualnego i jedynym w Polsce trenerem Team Coachingu ICC. Na przestrzeni ponad 12 lat przygotował do zawodu coacha ponad 500 osób. Stworzył EQdo zestaw kart do pracy z emocjami.

Rafał Nykiel

Opis – Rafał Nykiel:

Z wykształcenia socjolog, a karierę zawodową rozpoczynał w sprzedaży. Jego ukrytym talentem jest rysowanie – własnoręcznie projektuje materiały do kursów i prezentacji.

Więcej informacji:
ICC Polska
EQdo
Strona Rafała

Z rozmowy dowiesz się:
– Czym naprawdę jest coaching (a czym nie jest)
– Jakie korzyści przynosi praca z coachem
– Ile czasu spędza się w wodzie morsując

Dołącz do klubu Greg Albrecht Podcast:
www.gregalbrecht.io/klub

Wideo – Rafał Nykiel:

Film

Zapis rozmowy – Rafał Nykiel:

Dziś w Greg Albrecht Podcast nie kto inny, ale Rafał Nykiel 1, 2, ekspert w zadawaniu pytań.

To prawda.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Czy jesteś ekspertem w zadawaniu pytań?

Tak, ponieważ zajmuję się coachingiem.

Czy coaching to jest posiadanie białych zębów, skakanie po scenie i mówienie „dasz radę”?☺

Tak i jeszcze „jesteś zwycięzcą”.☺

Aha, no to super, to pewnie już możemy zakończyć naszą rozmowę tym samym.

Tak.

A czym naprawdę jest coaching?

Najkrótsza definicja coachingu, którą najbardziej lubię: to jest transformująca rozmowa. Czyli moment, kiedy dwoje ludzi sobie siedzi, rozmawia i w efekcie tej rozmowy jedna z tych osób doświadcza subiektywnej zmiany, którą potem przekłada na otoczenie.

A jaka jest gwarancja, że ta zmiana nastąpi?

Gwarancji oczywiście nie ma żadnej, bo bardzo dużo zależy od tego, jaka jest motywacja samego klienta, czyli coachee 3. Może okazać się, że nie ma specjalnie dużej motywacji, z różnych powodów, bo na przykład zmiana jest nieopłacalna, i to dopiero okazuje się w czasie coachingu. Natomiast przy sprawnym coachu, przy dużej motywacji klienta jest tak, że zmiany są bardzo prawdopodobne i następują bardzo często.

Zmiana, to znaczy w jakich obszarach można przeprowadzić zmianę w ramach coachingu?

Właściwie prawie w każdym obszarze. To jest tak, że w zależności od tego, nad czym chce pracować klient, wyznacza sobie jakiś cel i nad tym celem potem pracuje. W coachingu biznesowym to są najczęściej cele, które dotyczą życia zawodowego, czyli powiedzmy ktoś chce mieć większą efektywność, czy też w jakiś sposób wpłynąć na zespół albo na siebie jako managera i w ramach tego pracuje w coachingu po to, żeby bardziej siebie poznać, żeby mieć większą świadomość tego jak przebiegają te mechanizmu, z czego wynika nieskuteczność, z czego wynikała kiedyś skuteczność i to sobie ładnie połączyć, przenieść, żeby w przyszłości zastosować te same mechanizmy.

Jako że jestem adeptem sztuki coachingowej, twoim poniekąd naśladowcą w tej kwestii i doświadczenia mam mniej, to wiem, że takie rozmowy zazwyczaj trwają około 90 minut i odbywają się raz na kilka tygodni. Czy to prawda?

To prawda.

Jakiego efektu można się spodziewać po takim procesie?

To może być związane na przykład z podejmowaniem decyzji. Ktoś chce podjąć ważną, życiową decyzję. To może być związane ze zwiększeniem efektywności działań, czyli z sesji na sesję ktoś obserwując siebie – ale też pod wpływem pytań, które mu się zdaje, czyli które mu zadaje coach – poznaje siebie coraz bardziej i na przykład ma coraz większą świadomość tego, z czego wynika efektywność albo brak efektywność. Bardzo ogólnie mówię, chyba że jakieś konkretniejsze pytanie?

Już sprawdzasz, czy umiem pytania zadawać, czy się nauczyłem. Pracuję nad tym. Podaj przykład spektakularnej przemiany, która nastąpiła w twoim, w cudzysłowie, gabinecie.

Spektakularny, to zależy z jakiej perspektywy. Dla klienta zmiany których doświadcza, są spektakularne. To nie jest tak, że ktoś pod wpływem coachingu wszedł na Mount Everest, natomiast czasami podjęcie decyzji związanej na przykład z przyjęciem albo nie przyjęciem oferty pracy jest dla danej osoby spektakularne, czyli jest bardzo subiektywne. Przykład: pracowaliśmy z klientem nad wartościami, czyli nad określeniem tego, co jest dla niego ważne w życiu, co jest mniej ważne, czym powinien się kierować, co jest dla niego motywatorem. I przyszła oferta awansu. Pierwsze warunki były, że miałby na bardzo długo wyjeżdżać z domu, czyli z miasta, w którym mieszkał – do Warszawy, bo tu życie korporacyjne się kumuluje. Postawił pewne warunki. Kiedyś nie byłoby go na to stać, a teraz postawił warunki, że mogę przyjąć tę ofertę, pod warunkiem, że będę mógł być w Warszawie tylko 2 dni w tygodniu. Na początku była dosyć burzliwa dyskusja, ale miał na tyle odwagi, bo to też przepracowywaliśmy, żeby takie warunki postawić i firma zgodziła się na warunki, które postawił. To dla niego był spektakularny sukces, nie wiem, czy z perspektywy nas też by był. To jest bardzo subiektywne.

Rozumiem, że efektem było też zbudowanie w sobie pewności siebie, odwagi i motywacji do tego, żeby tę decyzję podjąć po swojemu.

Tak.

Będąc coachem od wielu lat, obserwujesz różne obawy, które mają ludzie, którzy chcą rozpocząć coaching. Jakie są najczęstsze obawy? Taka, którą ja dostrzegłem to jest „ja przecież prowadzę ten biznes od 20 lat, nigdy nie potrzebowałem coacha i potrafię podejmować świetne decyzje”. Nie wiem, czy bym to nazwał obawą, ale to argument przeciw. Jakie ty widzisz argumenty i dlaczego ich nie czujesz? Obawy, argumenty.

Obawy osób, które przystępują do coachingu czy chcą zostać coachami?

Rozważają żeby zostać, najpierw żeby zostać w ogóle adeptami sztuki, czy uczestniczyć w sesji coachingowej.

W sesji coachingowej.

Na razie w sesji, a potem pogadamy o ludziach, którzy chcą zostać coachami.

Myślę sobie, że to jest to, od czego zaczęliśmy, czyli wiele osób nie wie czym jest coaching. Wiele osób myśli, że to jest ktoś, kto ma – tak jak mówiłeś – białe zęby, skacze po scenie i opowiada, że możemy więcej osiągnąć i jesteśmy zwycięzcami. Chyba bardzo często coaching kojarzy się z tego typu działaniami. Dodatkowo mogą też nie wierzyć, że coaching jest skuteczny, że może w ich przypadku pomóc. Może być kłopot przed otworzeniem się, dodatkowo jeżeli to jest coaching biznesowy, to jest presja firmy bardzo często. I teraz mamy taką sytuację, że firmy wykorzystują coaching, czy płacą za niego dlatego, żeby pomóc w zwiększeniu efektywności. I czasami jest tak, że te oczekiwania trochę mogą się rozjeżdżać, rozchodzić. I firmy i samego coachee. Różne mogą być tego przyczyny, natomiast coaching jest coraz popularniejszy, coraz więcej osób chce być coachami, coraz więcej osób korzysta z coachingu, jest coraz więcej firm coachingowych, coraz więcej odmian coachingu, więc myślę, że z perspektywy ekonomicznej, biznes rośnie. Oczywiście jak to zwykle bywa, jest taki rodzaj coachingu, który pomaga, który jest szlachetny, ale też ten, o którym mówiłeś, który de facto nie jest coachingiem, to są raczej mówcy motywacyjni. Z jakiegoś powodu w Polsce to się skleiło, te dwa pojęcia. Kiedyś się zastanawiałem dlaczego, myślę, że dlatego, że bardzo często mówcy motywacyjni są też coachami, więc przedstawiając się, albo kiedy inni ich przedstawiają, mówią też jako o coachach, więc jakby te dwie rzeczy się nałożyły.

Dziś prowadzisz też kuźnię coachów. To znaczy nie jesteś de facto tylko coachem, ale jesteś też osobą, która wprowadza osoby niebędące coachami w życie coacha.

Tak.

Od kiedy tym się zajmujesz i w ogóle od kiedy coaching jest w twoim życiu?

Szkolenia z coachingu prowadzę od 2007 roku, czyli prawie 12 lat w tej chwili. To są szkolenia certyfikacyjne, międzynarodowe, kończą się certyfikatem szkoły ICC. To są same szkolenia, a teraz jeśli chodzi o coaching to trzeba dodać kilka lat, czyli wcześniejsze kilka lat byłem coachem, zanim zacząłem uczyć coachingu. W sumie to było chyba ponad 50 edycji szkoleń coachingowych, plus jeszcze dodatkowo na uczelniach. Uczę coachingu na studiach podyplomowych: uczelnie też wchodzą, to znaczy wykorzystują ten trend popularności coachingu i są studia podyplomowe, na których studenci mogą poznać tajniki coachingu.

Ilu coachów, że tak powiem, wyszło spod twoich rąk?

Około 500, nie licząc uczelni, czyli same osoby, które są na kursie certyfikacyjnym. Tylko pewnie część z tych osób pracuje aktywnie jako coachowie, część była, ponieważ chcą się rozwijać, a część pewnie dlatego, że firma pozwoliła być i potem, po jakimś czasie – mam taki przykład – ludzie wracają do tego, żeby coachami być, w sensie chcą odświeżyć wiedzę, bo jeżeli nie używają tych umiejętności, po jakimś czasie okazuje się, że potrzeba to sobie odświeżyć.

Co zazwyczaj zyskuje osoba, która decyduje się zostać coachem? Czego się uczy, co może być jej przydatne nie tylko w formie nowego zawodu, ale w życiu w ogóle?

Oprócz samego zawodu? Oprócz samego zawodu to jest takie szkolenie, które pozwala na doświadczenie pewnej zmiany. Ta zmiana wynika często nie z tego, że mamy intencje coś zmieniać, chociaż też, natomiast ona jest trochę przy okazji tego, że pracując z drugą osobą, która chce stać się coachem, pracuję nad rzeczami, które są dla mnie bliskie, które są prawdziwe w moim życiu, które chcę zmienić, chcę udoskonalić, chcę zmodyfikować. Dając szansę drugiej osobie, żeby mogła się coachingu uczyć i przy okazji, mówiąc tak kolokwialnie, pewne rzeczy sobie załatwiam, czyli mogę zwiększyć efektywność, mogę zmniejszyć opór w pewnych obszarach swoich własnych, znaleźć większą odwagę, decyzje, które mogliśmy podjąć.

Jeżeli chodzi o twoje doświadczenia biznesowe, to od kiedy pracujesz zawodowo, jakie one były zanim zostałeś trenerem coachingu?

Pracuję od 96 roku. Na początku pracowałem w różnych firmach, nigdy w korporacji, ale często były to duże firmy, w kilku firmach po drodze to były często działy sprzedaży i po jakimś czasie takiej pracy pomyślałem, że chciałbym się porozwijać troszeczkę i trafiłem na szkolenie NLP 4. Wtedy to znaczyło troszeczkę coś innego niż dzisiaj, pewnie też budzi zupełnie inne skojarzenia w tej chwili, pewnie bardziej z manipulacją. Wtedy, w 98 roku to była dziedzina, która pozwalała lepiej się komunikować, trochę wykorzystywana w psychoterapii, szczególnie krótkoterminowej, to była nowość, która przyszła do nas z zagranicy. Uczyliśmy się fantastycznych rzeczy, bo w tej chwili to są pewnie bardziej skojarzenia związane z manipulacją, z uwodzeniem, z wykorzystywaniem ludzi; spodziewam się, że wiele osób może mieć takie skojarzenie.

To powiedz o jakiejś fantastycznej rzeczy, której się nauczyłeś w ramach NLP, która nie jest jedną z wymienionych przez ciebie przed chwilą negatywnych.

To trochę jest tak, że…

Pewnie wiele osób nie wie co to jest NLP 5 i jakie mogą być te techniki, więc chętnie by usłyszeli.

Tak, bo tak zaczynałem. To jest programowanie neurolingwistyczne, czyli jest takie założenie trochę ze świata komputerów, że umysł jest właśnie takim komputerem i możemy go w jakiś sposób zaprogramować, czy przeprogramować. Są różne programy, które się uruchamiają w różnych sytuacjach, więc mamy na nie wpływ i ta część lingwistyczna mówi o tym, że możemy za pomocą języka, za pomocą myśli, mówienia do siebie, do drugiego człowieka pewne zmiany wprowadzić w tym, w cudzysłowie, oprogramowaniu. I przykłady? Przede wszystkim dotyczyło to sposobu rozmowy z drugim człowiekiem, ale też drugą bardzo ważną warstwą było to, w jaki sposób sam siebie poznawałem, to było pierwsze szkolenie, na którym byłem, więc było niezwykle ważne. Samo NLP powstało poprzez studiowanie efektywności znanych psychoterapeutów, Fritza Perlsa 6 i Virginii Satir 7, i okazało się, że to są ludzie, którzy pracując psychoterapeutycznie, stosują pewne, moglibyśmy powiedzieć, triki komunikacyjne, czyli zadają specyficzne pytania. I teraz odtworzenie tego sposobu pracy i potem upowszechnienie pozwoliło innym osobom na skuteczną pracę.

Podaj przykład takich pytań.

Te pytania są zawarte w metamodelu języka, czyli to jest kilkanaście pytań – w różnych wersjach, ale kilkanaście pytań – które pozwalają dotrzeć do głębszego rozumienia pewnych rzeczy. Czyli jeżeli ktoś na przykład mówi, w sposób niejako automatyczny „boję się”, to za pomocą pytań metamodelu możemy dowiedzieć się różnych ciekawych, dodatkowych rzeczy. Na przykład czego się boisz, kiedy się boisz, jak się boisz, czyli odzyskujemy te informacje, które są trochę bardziej na poziomie nieświadomym, i kiedy o nich mówimy wtedy okazuje się, że sami sobie często je uświadamiamy, drugiej stronie i sobie też.

Okej, czyli konkretyzujemy rzeczy, co do których używamy uogólnień w języku i dzięki temu one stają się mniej straszne, bo ta zjawa wychodzi z cienia, jesteśmy w stanie powiedzieć kim ta zjawa jest.

I zająć się nią w sposób adekwatny. Bo być może nie jest taka straszna, jak nam się wydawało na początku.

Czyli 98 rok, pracujesz w sprzedaży, idziesz na pierwszy kurs NLP. Co następuje później, co doprowadza cię do 2019 roku, kiedy przeszkoliłeś już 500 coachów?

Wtedy pojawiło się marzenie, że już nie chcę pracować w handlu, nie chcę pracować w biznesie, nie chcę pracować w firmach. Tylko sposób pracy polegający na uczestniczeniu w rozwoju innych osób jest czymś takim, myślałem, co bym bardzo kochał. I wtedy rozpoczęła się ta moja droga. Dosyć dawno temu to było, więc trochę mniej możliwości było, ale szukałem sposobów na to, jak takim trenerem zostać. W tej chwili ta droga jest dosyć prosta, bo wiadomo, że trzeba pójść na szkolenie trenerskie i potem w zasadzie się już jest trenerem, (najwyżej) kłopot z klientami może czasami być. Wtedy troszeczkę to inaczej wyglądało, więc najpierw próbowałem, szukałem wszystkich możliwości, gdzie mógłbym się sprawdzić, zobaczyć, czy to jest rzeczywiście droga dla mnie, i po wielu latach, łącząc to na początku z pracą w różnych firmach, dodawałem krótkie szkolenia, potem trochę dłuższe i okazało się, że to jest to, co rzeczywiście kocham. I z czasem się pojawił coaching, czyli okazało się, że szkolenia już nie dają takiej efektywności, jakiej oczekiwaliby klienci, że potrzeba trochę innego podejścia, trochę innej pracy, bardziej zindywidualizowanej. I gdzieś wyłaniał się właśnie coaching, jak była okazja. Taka anegdota: kiedyś coachingu nauczyłem się bardzo szybko, w ciągu kilku minut w zasadzie! Robiliśmy projekt dla sieci marketów, i koleżanka powiedziała mi, że w projekcie też jest coaching. Ja mówię „a co to jest coaching?” Ona powiedziała „no to słuchaj, to jest tak, że stajesz tu za regałem, obserwujesz jak obsługuje klientów pracownik sklepu, i jeżeli okazuje się, że potrzeba jakieś korekty wprowadzić, to ty wyskakujesz zza regału, podchodzisz i instruujesz tę osobę i ona wtedy już jakby zupełnie inaczej obsługuje klienta”. I tak wyglądały moje początku z coachingiem…Okazało się, że to zupełnie nie o to chodzi, i cały czas, tak jak mówiliśmy na początku, są nieporozumienia definicyjne. Trudno to jednym zdaniem zdefiniować, poza tym jest tak, że każdy ma trochę swoją definicję, więc czasami tak się zdarza.

Kto nadaje się na coacha, a kto się nie nadaje?

To bardzo dobre pytanie, aczkolwiek trudno tak jednoznacznie odpowiedzieć. Bardzo różni są coachowie. W tej chwili część osób to są osoby, które skończyły psychologię i chcą ten zawód zdobyć po to, żeby pracować też w rejonach okołopsychologicznych. Są managerowie, którzy kończą karierę i chcą dodatkowo przejść na tę drugą stronę, powiedzmy consultingową troszeczkę. Jeśli mielibyśmy zastanowić się nad tym, jakie cechy powinien mieć coach, to myślę, że to jest taka osoba, która – oprócz oczywiście formalnego przeszkolenia, być może jakichś pierwszych doświadczeń – coś robi ze sobą, czyli pracuje nad sobą, jakoś się rozwija. Myślę, że szkolenie na pewno, chęć zdobywania wiedzy z książek też, ale myślę, że dla wielu osób dobrą drogą mógłby być własny proces psychoterapii, oprócz coachingu oczywiście. Pozwala dodatkowo siebie poznać, przygotować do tego, żeby prowadzić inne osoby. Niezwykle ważne jest też to, żeby mieć ciekawość, ciekawość drugiego człowieka. Trochę to jest ciekawość związana z tym, jak ktoś sobie poukładał różne rzeczy w głowie, że osiąga takie, a nie inne efekty w życiu. Bo duża cześć pracy coachingowej sprowadza się do tego, że klienci porządkują sobie najczęściej myśli, czyli to jest ten pierwszy obszar, na który mamy największy wpływ, czyli zmienia się percepcja tego, jak postrzegamy siebie, jak postrzegamy otoczenie, jak postrzegamy innych ludzi, problemy. Z tego dopiero wynika mnóstwo fajnych rzeczy.

Moja droga była taka, bo też mogę się podzielić tym, że właśnie najpierw byłem w procesie psychoterapii, potem przeszedłem przez proces coachingu jako coachee, czyli jako uczestnik. Coaching bardzo mi pomógł podjąć trudną decyzję o dużej zmianie w mojej karierze i później zafascynowany tymi doświadczeniami, poszukiwałem dalej, a że uwielbiam pracować z ludźmi, to chciałem po prostu być bardziej skuteczny w tym. I myślę, że to, czego ja się najbardziej nauczyłem, jeżeli chodzi o kurs coachingu, to jest bardziej cierpliwe zadawanie pytań i czasem dziwniejszych pytań niż te, które przychodzą mi automatycznie do głowy. Znaczy, przemodelowanie sposobu zadawania pytań, po to żeby naprawdę wychwytywać w tym co ktoś mówi to, co jest najbardziej intrygujące i za to, że tak powiem, ciągnąć.

Mówi się, że w coachingu te pytania są trochę jak latarka, oświetlają pewne miejsca, które klient ma w danym momencie zaciemnione i zwraca uwagę na to, co tam zostało oświetlone, czyli możemy zapytać o rzeczy, nad którymi w ogóle klient nie myślał, albo takie, które – jak ta metafora i wykorzystując ją w dalszej części tej wypowiedzi – zmieniają perspektywę, czy też oświetlają coś z innej perspektywy i wtedy te rzeczy wyglądają trochę inaczej.

Na chwilę bym chciał wrócić jednak do normalnego procesu coachingowego i do koncepcji sprzedania takiego procesu komuś. Czasem mam do czynienia z osobami, które powiedzmy nie miały żadnych doświadczeń związanych w ogóle z introspekcją, z rozwijaniem siebie w rozumieniu psycho-emocjonalnym, czyli kończą kursy merytoryczne, na przykład mistrz Excela, zarządzanie projektami i tak dalej, ale w ogóle nie pracują nad kompetencjami miękkimi. Mają twardy bardzo sposób patrzenia na rzeczywistość, oparty o fakty bardziej. Powiedzmy, jest pomysł taki, że można by było opowiedzieć im o coachingu, coś im proponuję. Widzę, że jest reakcja na zasadzie „co jest, w ogóle jakaś czarna magia, co, będziesz latał z różdżką, będę ci płacił za to, że będziemy rozmawiać?”, czyli że jest duża awersja do tego. I oczywiście wiem, że nie chodzi o to, żeby kogoś na siłę przekonywać, tylko jestem ciekaw, czy masz jakiś sposób, którym można zaciekawić osobę, dla której to jest totalnie nowy świat do tego, żeby do tego świata wstąpiła?

W większości przypadków to są osoby, które już coś wiedzą na temat coachingu, to nie wygląda w taki sposób jak sprzedaż w niektórych obszarach, że jest osoba, która tej potrzeby nie ma, rozmawiamy i nagle ona stwierdza, o Jezu, coaching to jest fantastyczna rzecz, chcę to mieć, chcę w tym uczestniczyć. Bardziej jest tak, że coacha, czy tego procesu się szuka, szuka się zmian, czyli punktem wyjścia bardzo często jest sytuacja, w której sobie nie radzę wystarczająco dobrze, albo wiem, że mam potencjał, że mógłbym sobie radzić jeszcze lepiej. I teraz tak dygresyjnie, najczęściej w procesie coachingu uczestniczą osoby, które mają wiedzę i mają umiejętności, tylko z jakiegoś powodu ich nie wykorzystują. I to jest to ważne pytanie, z jakiego powodu nie wykorzystuję wiedzy i umiejętności, tak można na to pytanie odpowiedzieć w czasie procesu coachingu. I teraz wracając do procesu sprzedaży to jest tak, że mógłbym coś robić efektywniej i szukam sposobu na to, w jaki sposób mogę do tego dotrzeć, w jaki sposób mogę to zmienić. Pewnie można na mnóstwo sposobów. Mogę porozmawiać z kimś zaufanym, ta osoba mi często doradzi coś, co czasami jest skuteczne, czasami nie. Mogę porozmawiać być może z mentorem, mogę pojechać na szkolenie, mogę przeczytać książkę, czymś się zainspirować i wpaść na jakieś rozwiązanie. Natomiast proces coachingu polega na tym, że działania podejmowane w trakcie są mocno zintensyfikowane, czyli zwiększa to prawdopodobieństwo dokonania zmiany, ale w taki sposób, że klient bierze za nią odpowiedzialność. I to nie jest tak, że ktoś mi powie co mam zrobić. Skoro mam wiedzę i umiejętności, to najprawdopodobniej tego nie potrzebuję, potrzebuję jakiegoś rodzaju być może odblokowania, czy uzyskania dostępu do tego, co tam gdzieś wewnątrz mnie jest schowane.

Czyli jest to zarazem bardziej intensywny, ale też, z tego co mówisz, bardziej zindywidualizowany, jest to najbardziej zindywidualizowany sposób pracy, jeżeli chodzi o skupienie uwagi. Moje doświadczenie jest takie, że to jest coś, co daje człowiekowi możliwość w ogóle skupienia się na pewnego rodzaju sferze życia, w której często w ogóle nie przebywa gdyby nie coaching, dlatego że jest cały czas skupiony na jakichś celach, na codziennej gonitwie, na odhaczaniu tasków, na robieniu rzeczy i rzadko wychodzi na poziom meta, czyli dlaczego ja robię coś w dany sposób.

I często jest tak, że wykonując te zadania potyka się, czasami przewraca i wtedy jest czas na refleksję, czemu tak się stało. Jak mógłbym temu zapobiec wcześniej, jak się zabezpieczyć, jak na przyszłość mógłbym, czy w przyszłości inaczej działać, to jest często ten moment, takiego mikro kryzysu.

Czyli drogą do coachingu jest pewnego rodzaj dyskomfort.

To z jednej strony, ale z drugiej strony mamy sytuację, że są osoby, które chciałyby coś robić lepiej. Czyli to jest zadowalający poziom wykonywania obowiązków, ale jest tak, że ktoś czuje, że ma większy potencjał albo mógłby coś robić łatwiej, albo z większą przyjemnością, takie dwie drogi mogłyby być, myślę, czy są właśnie najczęściej, w coachingu przez klientów wykorzystywane.

Rafał, czym różni się coaching od psychoterapii?

To jest tak, że na pewno w psychoterapii pracujemy na zupełnie innym…, najczęściej na zupełnie innych tematach, czyli inne tematy są poruszane. Na przykład uzależnienia, na przykład trudne sprawy z dzieciństwa, takie związane z traumami. Coaching tych rzeczy w ogóle nie dotyka, chociaż gdyby zobaczyć dwie osoby, które siedzą, to czy tu jest terapia, czy jest coaching, to wygląda bardzo podobnie. Czyli dwie osoby rozmawiają, natomiast wnikając trochę w szczegóły, okazuje się, że to jest zupełnie inny rodzaj pracy, inne jest też potrzebne do tego wykształcenie, jeśli chodzi o psychoterapię. Coachingu uczymy się dosyć szybko, to jest najczęściej kilkunastodniowe szkolenie rozbite na kilka miesięcy, i ono przygotowuje do tego żeby zostać coachem. Jeśli chodzi o psychoterapię, to jest dużo dłuższy czas szkolenia, dużo większą uwagę zwraca się na własny rozwój. Inne przygotowanie do zawodu jest, dlatego pracujemy na zupełnie innych rzeczach. Najczęściej w coachingu nie dotykamy rzeczy, które były trudne w dzieciństwie, czasami sięgamy do przeszłości, ale po to, żeby klient mógł znaleźć, co wyszło fajnie, jak może to wykorzystać w przyszłości, natomiast terapia generalnie w dużej mierze bazuje na tym, żeby to uchwycić. To pewnie zależy od moralności. Rodzajów psychoterapii jest bardzo dużo, czy podejść i szkół, są też krótkoterminowe, które są podobne do coachingu, w sensie coaching do nich jest podobny, natomiast generalnie to dwie różne dziedziny pracy.

A czy to nie jest tak, że te tematy się trochę przeplatają, w końcu to jest jedna głowa jednego człowieka?

Mogą się troszeczkę przeplatać. Czasami jest tak, że coaching jest w trakcie psychoterapii, że klient uczestniczy również w procesie coachingu, natomiast trochę innych rzeczy dotyczą oba procesy. Coaching dotyczy rzeczy, które nie są tak bardzo głębokie jak psychoterapia. Aczkolwiek psychoterapeuta pewnie w niektórych sytuacjach mógłby również pomóc w rzeczach coachingowych.

A jak to jest być przez tyle lat coachem? Czy nie jest tak, że umiejąc zadawać pytania i rozumiejąc może lepiej trochę jak funkcjonuje umysł człowieka, czy to nie jest tak, że stajemy się najtrudniejszym coachem dla samych siebie, czy to nie jest tak, że nieustannie, krótko mówiąc, zadajesz sam sobie pytania i próbujesz znajdować odpowiedzi i to doprowadza do jakichś nerwowych sytuacji i buduje jakiś dyskomfort?

Nie. Znaczy, jeżeli potrzebuję wsparcia, to go rzeczywiście szukam na zewnątrz. Jest tendencja do tego, żeby pewne rzeczy troszkę, myślę, inaczej analizować, żeby sobie te pytania zadawać, żeby stosować narzędzia coachingowe do takiego autocoachingu, natomiast obecność drugiej osoby jest niezwykle istotna, to w obecności drugiej osoby rodzą się te fajne rzeczy. Myślę sobie, że jest możliwość oczywiście dokonania zmian samodzielnie, ale często zajmują więcej czasu, może większy wysiłek jest, i trzeba jednak skonfrontować się z inną osobą. Z taką osobą, która myśli zupełnie inaczej, stąd te pytania, które zadaje są czasami od czapy, są takie spoza w ogóle naszego świata, dlatego pozwalają dotrzeć do ważnych rzeczy i miejsc, w których jeszcze nie byliśmy.

Jak zapytałem cię o twoją historię i o to, jak zdecydowałeś się zostać coachem i pomagać ludziom to powiedziałeś, że to bardzo kochasz i aż rozświetliło się twoje lico. Co napędza cię do tego, żeby prowadzić kursy dla coachów, jaka idea ci przyświeca?

Wtedy, kiedy opowiadałem w ogóle o szkoleniach, to zaczynałem w taki sposób, doświadczyłem tych szkoleń, na których ludzie doświadczają pewnych zmian, czyli taki dłuższy proces był rozbity na kilka etapów. Później, jak pracowałem, to gros szkoleń to były wydarzenia firmowe, czyli dwudniowe na dany temat, albo kilka tematów, bo taka sytuacja często się zdarza w korporacjach, w dużych firmach, że nie zawsze te szkolenia są traktowane z dużym entuzjazmem, z tak samo dużym, z jakim trener podchodzi, załóżmy, więc bardzo różne sytuacje się zdarzały, tacy…

Pięknie to ująłeś, takiego eufemizmu dawno nie słyszałem.

Uczestnicy, którzy mają postawę, „zaskocz mnie, już byłem na tylu szkoleniach, że właściwie oczekuję fajerwerków”. Natomiast na szkoleniach, na których zaczynałem i na tych coachingowych jest zupełnie inaczej. To są szkolenia otwarte, które są wybierane przez te osoby, bardzo często jest tak, że dosyć długo te osoby zwlekają, z różnych powodów, między innymi dosyć duże zaangażowanie czasowe, czy wymagają dużego zaangażowania czasowego te szkolenia. Więc tam jest atmosfera rozwoju, zmiany, wnikania w głąb, tam się rodzą bardzo fajne rzeczy, czyli troszkę coś innego niż na szkoleniach w firmach, które oczywiście są bardzo różne, ja mówię o swoich niektórych doświadczeniach. Natomiast teraz szkoleń jest bardzo dużo i w związku z tym też, można powiedzieć, trochę trudniej zaskoczyć uczestników, szczególnie na krótkim szkoleniu. Trudno doświadczyć jest tam zmiany, a tutaj przy dłuższym…, chociaż pewne zmiany wymagają czasu, więc jakby przy dłuższych projektach szkoleniowych jest to trochę łatwiejsze, intencja jest zupełnie inna, na takich szkoleniach bardziej rozwojowych.

To opowiesz coś o sobie?

A o czym?

No bo pytałem, co ciebie napędza.

Aha, o sobie. Napędza mnie właśnie ta chęć do… Znaczy, uczestnictwo w takim projekcie, który pozwala się zmienić, pozwala być kimś innym, czasami lepszym. Jak patrzę na to, że ludzie zmieniają się w trakcie projektu szkoleniowego, to jest kapitalna rzecz w ogóle. Ale według mnie to jest bardzo ważne, ponieważ ja też doświadczam zmian, czyli obserwując innych, mając możliwość dzielenia się myślami, nawzajem się inspirujemy. Czyli to są trochę takie szkolenia, na których występuje taka, w cudzysłowie, wymiana energii, czyli tyle samo co dam, jestem bardzo często w stanie odzyskać, to nie jest tak, że ja ciągnę grupę, mówiąc tak slangowo, szkoleniowo, po trenersku. Następuje wymiana i to jest myślę najbardziej wartościowe. To jest trochę to samo… to jest bardzo podobne do tego, co dzieje się w procesie coachingu, uczestniczenie w rozwoju, zmianach, które dotyczą w jakimś stopniu obydwóch stron.

A skąd dziś, na tym etapie, czerpiesz najwięcej nowej wiedzy, nowych inspiracji, jakie źródła rozwoju znajdujesz na tym swoim bardzo zaawansowanym w tej materii etapie? Skąd czerpiesz?

Cały czas czytam, najbardziej lubię książki, tam jest najwięcej inspiracji. Dodatkowo jeżdżę na szkolenia, toteż cały czas się rozwijam, ale też uczestniczę w różnych innych procesach rozwojowych trochę bliższych, na przykład superwizji, dosyć istotne jest, żeby móc móc skonfrontować to, jak pracuję, z innymi osobami. A przez niepopełnienie po raz kolejny tych samych błędów – czyli pracując wyciągam wnioski – to też jest ważnym obszarem rozwoju, że mogę dzięki temu się dużo uczyć, czyli pracując w ogóle z klientami.

Jakie książki i jakie szkolenia nietypowe, związane z pogłębianiem samego siebie i innych mógłbyś polecić?

Książki. Książki czytam takie, które poszerzają moją wiedzę. One niekoniecznie są bardzo rozwojowe, aczkolwiek jest to taka grupa książek, po które co jakiś czas sięgam, które są dla mnie niezwykle ważne. Czyli od jakiegoś czasu, od kilku lat, co roku właściwie przeglądam, albo dokładnie czytam nawet, „Przebudzenie” de Mello 8, i za każdym razem odkrywam tam zupełnie inne rzeczy. Tak, że mam kolejny egzemplarz książki, który jest pokreślony i który mnie inspiruje do kolejnych przemyśleń, dlatego dla mnie jest to bardzo wartościowa książka. Pytałeś o takie, które pozwalają wejrzeć w głąb siebie. Dla mnie takimi książkami są też książki, które sięgają do albo trochę opowiadają o buddyzmie. Zostałem wychowany w zupełnie innej kulturze, jak my wszyscy, więc to jest spojrzenie z innej perspektywy, innymi drzwiami, na to, co się dzieje w ludzkim życiu, niż to którego tutaj mnie uczono, nas wcześniej, to są moje inspiracje. Jeżeli chodzi o szkolenia, to co jakiś czas… Tu nie powiem ci o jednym konkretnym szkoleniu, które jest mocno rozwojowe, bo trudno podać nazwę, bo to pewnie też będzie miało znaczenie jaki jest trener, jaki jest czas uczestnictwa danej osoby, więc pewnie każdy potrzebuje poszukać tego dla siebie.

A jakie masz kolejne kroki zaplanowane, czy jaką masz wizję siebie za kolejne kilka lat?

Zawodowo? Zawodowo teraz ten coaching, o którym rozmawiamy od jakiegoś czasu, coaching indywidualny, staram się – może nie przemodelować, ale – poszerzać o inne dziedziny coachingowe, czyli dosyć intensywnie zajmuję się team coachingiem 9, czyli coachingową pracą z zespołami. Polega to na tym, że przekłada się metody pracy coacha na zespół, traktując – powiedzmy najkrócej, jak byśmy mogli to zdefiniować – zespół jako jednostkę, czy jako jedną całość. To jest, myślę, dziedzina, która się teraz bardzo intensywnie będzie rozwijała, więc od jakiegoś czasu już to robię. Prowadzę też szkolenia, aczkolwiek w tej chwili to jest taki trend, że – tak jak na początku trudno było ze szkoleniami tradycyjnymi, potem jakiś czas coaching się przebijał – że taka metoda pracy team coachingowa też potrzebuje chwilę czasu, żeby zaistnieć w świadomości i żeby można było rzeczywiście wykorzystać jej cały potencjał. Dodatkowo jeszcze pracuję nad zwiększeniem świadomości coachów w coachingu, pracy z klientami w obszarze emocji, czyli idziemy w kierunku znalezienia prostych sposobów na to, jak można pracować w coachingu z emocjami. Emocje 10, jak wiadomo, bardzo ważna rzecz, czasami sobie z nimi nie radzimy, czasami nie potrafimy ich wykorzystać w sposób adekwatny, czasami są dla nas zagadką, to jest kolejny obszar, w którym się rozwijam, i to też jest obszar, w którym chciałbym siebie widzieć za kilka lat.

W jaki sposób można przełożyć coaching indywidualny na zespół, bo nie jestem w tym obszarze formalnie wykształcony w żaden sposób, aczkolwiek widzę, że wyzwania zespołowe są czasem bardziej poważne nawet niż wyzwania indywidualne, gdyż jest to bardziej skomplikowany organizm, w którym każdy ma swoje modele myślenie, swoje modele działania, swoje motywacje, które mogą być oparte o różne wartości?

Jak mówiłem, traktujemy zespół jako całość. Tak moglibyśmy zacząć. Teraz mamy taką sytuację, że podobnie jak w coachingu indywidualnym prosimy zespół, pomagamy też w tym, żeby określił cel. Czyli to są cele na dwóch poziomach. Jeden cel to jest biznesowy, dla którego w ogóle zespół istnieje, a drugi cel jest związany z tym elementem rozwojowym, czyli trochę jakim chcemy być zespołem. Tutaj mamy podobną sytuację jak w indywidualnym, że może być to coaching, i tak jest częściej, kiedy coś nie idzie wystarczająco dobrze, i może być taki, kiedy szukamy kolejnych poziomów rozwoju, kiedy jest w miarę okej, ale chcemy żeby było jeszcze lepiej. Coaching interwencyjny najczęściej wynika, potrzeba wynika z tego, że nie jest za dobrze, że coś takiego w zespole się dzieje, o czym warto by było porozmawiać. I teraz mamy taką sytuację, że pracujemy metodami coachingowymi, kiedy wiemy jaki jest cel, czyli mówiąc na bardzo dużym poziomie ogólności, zespół sobie uświadamia pewne rzeczy, czyli właśnie coach pomaga uświadomić te rzeczy poprzez na przykład dawanie informacji zwrotnej, poprzez zwracanie na pewne rzeczy uwagi za pomocą pytań. Czyli ta świadomość w zespole rośnie i potem jest kwestia tego, jak przejąć odpowiedzialność za pewne elementy, za pewne zjawiska, które się dzieją, po to żeby dokonać zmiany.

Jak duży zespół można coachować team coachingowo, czy są jakieś granice, ile osób może być, krótko mówiąc, przy jednym stole, czy w jednej stali i żeby ten proces miał szanse zaistnieć, żeby wszyscy byli zaangażowani?

Trochę teraz pytasz, rozumiem, o definicję tego, co jest zespołem. Najczęściej jest tak, że w firmach pracują grupy pracownicze, prawdziwych zespołów pewnie niespecjalnie dużo jest, natomiast umownie nazywamy to zespołami. Więc jeżeli byśmy do tej definicji zespołu wrócili, to jednym z elementów jest ograniczona ilość osób, powiedzmy do… Niektóre źródła podają, że do kilkunastu osób, ale bliżej 12 niż 19, najczęściej to są takie grupy, czy zespoły, w których pracuje, nie wiem, od 6 do 10 osób. To jest kwestia tego, jak częste są interakcje pomiędzy członkami zespołu, czyli jak często się komunikują i jaka jest jakość tych komunikatów, jaki jest poziom otwartości i zaufanie w niektórych sytuacjach. Jakbyśmy mieli taki team coaching porównać do czegoś, co pewnie łatwo sobie wyobrazić, to mamy taką sytuację jak w tradycjach plemiennych, że siadają sobie w kręgu, Indianie na przykład, i rozmawiają szczerze, na różne tematy. Jest ktoś, kto być może moderuje tę dyskusję, a ktoś, kto trochę z zewnątrz na to patrzy, to by był ten team coach. Chociaż pewnie nie zawsze tam taka sytuacja miałaby, być może nigdy, to rozmawiają szczerze, szanując nawzajem to, co ktoś mówi. I do takiej sytuacji próbuje też między innymi doprowadzić team coach, żeby było porozumienie na poziomie komunikacyjnym, bo wtedy jest dużo łatwiej w codziennej pracy. I kolejne podobieństwo z coachingiem indywidualnym to jest też cykl pracy, czyli pewien proces, gdzie jest kilka sesji, które trwają nieco dłużej, bo musi być trochę więcej czasu na to żeby dać szansę każdemu na to, żeby się wypowiedział i pomiędzy tymi sesjami są też jakieś zadania, do których wykonania zespół się zobowiązuje. Manager jest członkiem zespołu, też ma uczestniczyć w tego typu sesjach.

To jest bardzo ciekawe z perspektywy projektów, nad którymi pracuję z firmami. Zazwyczaj to są tak zwane core teamy, czy management teamy, czyli to są takie osoby, które de facto ze sobą nie współpracują i to jest największe wyzwanie, czyli…

A powinny współpracować.

Powinny, czyli to są osoby, które prowadzą biznes, każdy jest odpowiedzialny za swój departament, no i niestety często dochodzi do pewnej silosowości, mają mało czasu na to żeby ze sobą się komunikować na co dzień, w związku z tym ten wózek zaczyna jeździć w wiele różnych stron, każdy bierze odpowiedzialność za swój fragment, komunikacja gorzej przebiega. I często właśnie uczestniczę w takich procesach, w których, po pierwsze, prowadzę indywidualne rozmowy z różnymi osobami, żeby zrozumieć ich potrzeby, ale później są też takie moderowane sesje, dlatego pytam, bo jest to ciekawe, bo być może ten właśnie team coaching byłby dla mnie dodatkowym narzędziem, którego mógłbym użyć do tego, żeby bardziej jeszcze skutecznie facylitować to. I tu widzę, największym wyzwaniem, które widzę na co dzień, to jest brak zaufania do procesu, brak wejścia w tę rolę i ogromny sceptycyzm. Oczywiście nie wszystkich, ale są czasem osoby, które postrzegam, obserwuję, są niezwykle sceptyczne, uważają, że to jest jakieś przesłuchanie, że to jest manipulacja, że to jest, proces, gdzie „ktoś chce na nich coś wymusić, a przecież wszystko działa”. Rozumiem, że nie ma jednej złotej zasady jak sobie z tym poradzić, ale czy jest jakaś jedna technika, którą można tych, w cudzysłowie, maruderów włączyć, niemanipulatywnie, czy w jakiś sposób skuteczny do tej grupy?

Włączyć do grupy w czasie team coachingu, czy w ogóle?

W trakcie sesji, więc nazwijmy tę sesję team coachingową, sesję, gdzie jest 8 osób, które wspólnie prowadzą firmę, są odpowiedzialne za różne działy. Jedna osoba jest po prostu na „nie”, ona nie wierzy, ta sesja to jest jakaś manipulacja i w ogóle nam przecież świetnie idzie.

Tak jak mówisz, nie ma jedynej słusznej metody i skutecznej, natomiast to, w jaki sposób ja to robię, to staram się…Team coaching jednak polega w dużej mierze na tym, że pozwalamy rzeczom, przynajmniej na pewnych etapach, dziać się samoistnie, czyli jeżeli zespół się na czymś wywróci, to może być dobry sygnał do tego, żeby to przeanalizować i zastanowić się, jak w przyszłości sytuacją pokierować, żeby już nigdy się nie wywrócił. Mówię na sesji na przykład o wywróceniu w sensie nieporozumienia albo takiej gęstszej sytuacji albo nawet jeżeli coś rzeczywiście nie wyjdzie. Jeżeli się team coach aktywizuje, kiedy ja w jakiś sposób przechodzę do działania – bo często jest tak, że siedzę z boku i obserwuję zespół – to zadaję pytania tym osobom, które się wycofały. Na przykład, czy one się jakoś angażują. Jeżeli to nie jest wystarczające, to wtedy takie pytanie dotyczące zaangażowania tych osób stawiam na forum. Teraz w zależności od tego, jak reaguje grupa, czyli co myślcie o na przykład zaangażowaniu Iksińskiego. No i grupa – to jest mądrość grupy, czyli wpływ zespołu, który powoduje, że najczęściej z tego wychodzą bardzo fajne rzeczy, czyli ktoś może dowiedzieć się w bardzo korzystnej dla nas sytuacji, że zespół oczekuje jego wkładu, bo jest bardzo cenny. I trochę ta sytuacja zaaranżowana w ten sposób, tym pytaniem, dała mu taką wiedzę, że te oczekiwania są takie, że mógłby być bardziej aktywny, że było mnóstwo sytuacji, w których bardzo pomógł coś osiągnąć zespołowi, ale najczęściej tych informacji się nie udziela, członkowie zespołu sobie nie udzielają, no bo nie wiadomo, jak zostanie odebrany, może nie warto, może się obrazi, nie ma czasu i inne tego typu sytuacje pewnie mają miejsce. Więc to jest taki moment, tak jak w coachingu, pewnego wyhamowania i przyjrzenia się temu, jak my funkcjonujemy na co dzień. Jako zespół, jako grupa ludzie, jakie są relacje, jak się komunikujemy, czy warto wprowadzić jakieś zmiany.

I tu, jak zawsze, w każdej sytuacji gdzie ludzie się spotykają i w ogóle w naszym życiu wchodzą w grę emocje. Emocje, które są naszym wewnętrznym paliwem, chyba najgłębszym elementem kontroli w ogóle naszego organizmu, a równocześnie kulturowo raczej nie są mile widziane, raczej są wypierane, raczej nie są wspierane…

Szczególnie w korporacjach.

Szczególnie w dużych organizacjach, ale ogólnie raczej jak obserwuję, to szczególnie facet, no to on nie odczuwa emocji. To są pewne stereotypy oczywiście i nie chcę ich tutaj powielać ani wspierać, tylko odwołuję się do moich doświadczeń. Z tym że raczej, facet, który płacze, no o co chodzi, o co chodzi z tymi emocjami? I prawda jest taka, że jak zapytamy ludzi o emocje, trochę wracając do tematu psychoterapii i innych kontekstów, to w sumie ludzie nie bardzo nawet potrafią nazwać te emocje. Nawet pamiętam z naszego szkolenia, gdy coachem młodym zostawałem, że tam pojawiło się pytanie, jakie znacie emocje i znaliśmy ze trzy emocje, a potem powiedzieliśmy wiele innych rzeczy, które emocjami nie były. Więc nawet osoby, które są, powiedziałbym, zainteresowane własnym rozwojem, czasem tych emocji nie znają. I co można zrobić w takim razie, żeby poznać emocje i dlaczego jest to ważne?

Dlaczego jest ważne, to powiedziałeś, że w zasadzie od momentu rozpoczęcia życia do właściwie jego zakończenia cały czas spędzamy w towarzystwie emocji, bardzo różnych. Ich odczuwanie jest często są dla nas nieprzyjemne. Klasyfikujemy je bardzo często – my, jako ludzie – na takie, które są pozytywne i negatywne. A tych negatywnych często nie chcemy odczuwać, bo oczywiście to jest podział nie do końca użyteczny dla nas, bo mogą być przyjemne i nieprzyjemne. Taka sytuacja łatwa pewnie do wyobrażenia, kiedy idziemy sobie… Bo bardzo często strach, jego odczuwanie, jest czymś bardzo nieprzyjemnym, często mówimy negatywnym. Mamy taką sytuację, że idziemy sobie ciemną ulicą w mieście i widzimy kogoś, kto idzie z naprzeciwka. W tej sytuacji bardzo często ten strach nam pozwala uniknąć dużo większych trudności, czyli na przykład pozwala nam uciec albo w jakiś sposób zadbać o siebie, w ostateczności walcząc. Więc te emocje towarzyszą nam od samego początku, a my ich nie rozumiemy. Nie do końca akceptujemy, szukamy dróg, jak ich nie czuć.

Używając na przykład tabletek przeciwbólowych.

Tabletek…

I innych.

I innych, różnych tabletek. Ale też używając różnych innych środków, te inne środki nam pozwalają poczuć się lepiej. Czyli mając sposoby na to, jak się poczuć dobrze, jak przetrwać w różnych trudnych sytuacjach, wspieramy się czymś z zewnątrz.

Czyli zamiast przyjrzeć się tym emocjom i zrozumieć, jaki one dają nam sygnał i skąd wychodzą, to chcemy je po prostu przykryć, zalać, czasem nawet dosłownie zalać czymś, żeby ich po prostu nie czuć. I to jest niepraktyczne.

Niepraktyczne, ale popularne i działa, myślę sobie, krótkoterminowo. Natomiast są inne drogi. Wcześniej rozmawialiśmy o psychoterapii, to jest bardzo dobre miejsce, żeby zająć się własnymi emocjami, natomiast do pewnego stopnia można to też zrobić w coachingu. Tak jak mówiliśmy na początku, coaching w dużej mierze pozwala na uświadomienie sobie pewnych procesów, zjawisk, tego, co się z nami dzieje, więc taka praca nad emocjami, chociażby z poziomu uświadomienia sobie różnych rzeczy, może być niezwykle użyteczna w coachingu 11.

I wtedy wchodzą w grę takie bardzo komfortowe podkładki pod kubki, które tutaj stosujemy, pod piękną mapką, może pokażę, pod piękną mapką EQdo.

EQdo 12, tak.

Emotional quotient, czyli nie IQ, tylko EQ 13. Inteligencja emocjonalna, okej.

Czyli tak, jak mówiliśmy o…

Użyliśmy ich tutaj jako podkładek pod, to widać w wideo, podkładek pod kubki, ale to oczywiście nie jest ich główne zastosowanie.

Bo jak stawialiśmy tutaj szklanki, to wytwarzały hałas.

Tak.

Więc mamy takie karty, którymi możemy się posługiwać, one są suchościeralne, jest mazak. Czyli pierwszym krokiem, tak jak mówiliśmy, jest uświadomienie sobie tego, co czuję.

Szczęście widzę, na tej kartce jest napisane szczęście…

Na przykład. To są emocje, uczucia, różne stany emocjonalne, jest na przykład wstręt. Możemy na sesji coachingowej pracować w taki sposób tym, że rozkładając te karty klient zdobywa wiedzę na temat tego, w jaki sposób tworzy emocje. Celowo mówię tworzy, a nie w jaki sposób powstają emocje, bo założenie jest takie, że to jest proces nieświadomy, ale za który trzeba przejąć odpowiedzialność.

Czyli mogę wziąć odpowiedzialność za to, że w mojej głowie pojawia się lęk?

Do pewnego stopnia tak. To nie jest tak, że mamy w 100% wpływ na to, co czujemy, aczkolwiek pewnie możemy tę granicę przesuwać, brać coraz większą odpowiedzialność. Takim najprostszym, niezwykle popularnym mechanizmem tworzenia emocji jest myślenie. Czyli myśląc o czymś w jakiś sposób, bardzo często generuję emocje. O myśleniu mówię w tym sensie, że nadaje interpretację zdarzeniom, które w moim życiu się dzieją. W zależności od tego, jaka to jest interpretacja, mam możliwość wygenerowania zupełnie innych emocji.

Emocje, o których rozmawiamy i ich odczuwanie. Jak sobie pomóc w ich określeniu i jak możemy wpłynąć na to, jak one się tworzą w naszej głowie? Bo to trochę przekracza mój poziom rozumienia rzeczywistości.

No właśnie, to jest pewnie kwestia nie jak się tworzą, tylko na poziomie sposobu myślenia, jak my je tworzymy, czyli tutaj możemy trochę więcej. Zaczynając w to wierzyć, że mamy wpływ na emocje, możemy trochę więcej wpływu nad nimi przejąć. Oczywiście mówię, to jest pewnie do pewnego stopnia, nie ma takich osób, które w 100% panują nad emocjami, osób zdrowych, natomiast zwiększenie tego wpływu bardzo często w życiu pomaga. Stres. Powiedzmy sobie, że stres nie jest tylko emocją, ale czymś, co odczuwamy, mechanizmy mogą być bardzo podobne. W jaki sposób można nad stresem trochę bardziej zapanować? W wielu sytuacjach on też wynika ze sposobu myślenia, czyli myśląc o czymś jakoś, jesteśmy w stanie się zestresować.

Okej, czyli myśląc na przykład, że mogę zadać trudne pytania i że ty możesz na przykład poczuć, że źle wypadniesz, będziesz zestresowany w trakcie rozmowy jak ta?

Na przykład.

Co w zasadzie jest tylko w twojej głowie, bo to, co powiesz, zawsze będzie prawdą o tobie?

Tak.

Ale twoje przekonania na temat tego, jak na przykład inni mogą chcieć cię postrzegać lub ty chciałbyś być postrzegany, będzie generowało stres.

Tak.

I to jest przykład takiej sytuacji.

Tak.

No dobrze, ale jak te karty, karty EQdo, mogą pomóc? Bo mam te karty, jak wiesz, jakiś czas i miałem pewne trudności, żeby zrozumieć jak z nich korzystać. To co, mam wyjść, wyjąć te karty w trakcie rozmowy z moim klientem?

To jest tak, mamy kilka grup kart i możemy ich używać na różne sposoby. To, co pokazywałem, jedna grupa to są emocje, czyli mamy większą świadomość tego, co odczuwamy, czyli jak się nazywa to, co odczuwamy, zwracamy na to większą uwagę. Druga grupa kart to są takie karty, na których są różnego rodzaju obrazki, te obrazki po drugiej stronie mają pytania.

Pytanie: Co w tym może być zabawnego? i jest chomik w okularach zniekształcających. I co robię z taką kartą?

To jest trochę bardziej skomplikowane, ponieważ odtwarzamy na stole nasz sposób myślenia o emocjach.

Czyli na przykład, wróćmy do tej sytuacji, odczuwasz stres związany z tym, jak wypadniesz w trakcie tej rozmowy. Albo ja odczuwam stres czy będę zadawał dobre pytania, bo ty jesteś mistrzem zadawania pytań. I co w tym może być zabawnego, zadajesz mi takie pytanie i ja wtedy myślę, hej, to może być zabawne.

Na przykład. Ale wtedy już nie myślisz w taki sposób, jak myślałeś do tej pory, czyli zmienia się twoja percepcja, w związku z tym masz szansę na to, żeby trochę inaczej podejść do tej sytuacji. Chociaż tutaj bardziej mówimy o sytuacjach, które mogą się zdarzyć w najbliższej przyszłości. Gdybyś się martwił wczoraj o to, albo gdybym ja się o to wczoraj martwił, o to, jak wypadniemy – to jest tak, że możemy wykorzystać taką sekwencję, gdzie w pierwszym kroku definiujemy sytuację z poziomu zachowań. Czyli co konkretnie ma się zdarzyć, albo co konkretnie jutro będzie się działo. W drugim kroku – jest to dosyć trudno pokazać tutaj, ale postaramy się – w drugim kroku jest tak, że mamy emocje. Okej, akurat wylosowałem smutek, chociaż tych emocji…, nie będę teraz wszystkiego wyjmował, jest tutaj smutek. Tylko że smutek nie wynika bezpośredniego z tego zdarzenia, tylko bardzo często jest efektem tego, jak o czymś myślę, czyli odtwarzam pewną strategię, którą mam w głowie, a uświadamiam sobie ją w taki sposób, że te karty układam. I teraz zabawa polega na tym, żeby zmienić tę kartę, żeby nadać temu inne znaczenie, żeby to inaczej zinterpretować. To jest jedno z zastosowań. Oczywiście jest ich dosyć dużo, ale to jest takie główne, czyli trochę jest tak, że wyjmujemy z głowy myśli i kładziemy je na stole.

Właśnie i jaka jest korzyść z wykorzystania kart versus braku kart i po prostu prowadzenia dialogu?

Troszkę szybciej te zmiany następują, trochę większa świadomość jest, a czasami dużo większa i dużo szybciej zmiany następują. W coachingu nie ma części edukacyjnej, żebyśmy mogli opowiedzieć komuś, słuchaj, wiesz co – nie powinno przynajmniej być – mechanizm powstawania emocji, czy tworzenie jest taki i słuchaj, wiesz, tutaj flip chart i rozrysowujemy to. Bardziej to polega na tym, że, tak jak mówiliśmy wcześniej, zadajemy pytania, ktoś ma większą świadomość. I teraz, jeżeli będzie tymi kartami na stole operował, to mamy szanse na te interwencje coachingowe, a nie takie, powiedzmy, edukacyjne, w sytuacji, kiedy ktoś na przykład zmienia kolejność kart, czyli pytanie może dotyczyć okej, co z czego wynika.

Podaj przykład jakiś, bo to może być dość abstrakcyjne dla osoby, która nigdy nie była w trakcie sesji.

Czyli sytuacja trudna na przykład, która może… Okej, może być relacyjna sytuacja, czyli ktoś powiedział do mnie coś, co wywołało reakcję, zabolało mnie. Czyli na karcie, o której mówiliśmy, tej z kamerą, czyli to jest opis zachowań, możemy napisać to, co ta osoba powiedziała. Bardzo często jest tak, że w sposób natychmiastowy to wywołuje pewne emocje, i kiedy klient ma świadomość tego, co zaszło, jakie wywołało emocje, to może zastanowić się, z czego te emocje wynikały, czyli jaką interpretację wykorzystał do tego, żeby to poczuć. Czyli mógł na przykład pomyśleć wtedy, że ta osoba chce mnie skrzywdzić, albo mógł pomyśleć, że tej osobie na mnie nie zależy, albo chce mnie wykorzystać, i adekwatne do tego emocje się pojawią. Ale teraz ten przykład z chomikiem, który wykorzystałeś z tą kartą, co by było gdyby. To nie jest oczywiście takie proste, jak teraz o tym mówimy, ale trochę na razie mówimy o uświadomieniu sobie pewnych mechanizmów. Co by było gdyby na przykład zamienić tę interpretację na taką, która mówiłaby okej, no dobrze, to powiedział, ale co jest w tym zabawnego? I nie wiem, ale po zadaniu takiego pytania, położeniu tej karty, klient zaczyna na to patrzeć zupełnie z innej perspektywy, nigdy nie zastanawiał się nad tym, że można tak o tym pomyśleć. Nie wiem, czy efekt będzie od razu, ale bardzo często w coachingu ten efekt jest trochę odroczony, czyli kiedy podamy kilka alternatyw.. Tutaj jeszcze dygresja, pracujemy w taki sposób, że możemy o interpretację poprosić klienta, czyli on może wymyślić, jak może zinterpretować inaczej. To opóźnienie może działać w taki sposób, że jadąc z sesji do domu, czy następnego dnia, czy po kilku dniach, coś takiego zaklika, co spowoduje, że spojrzy na tę sytuację zupełnie inaczej. Czasami efekt jest od razu, bo świadomość tego, że duża część tego, co czujemy wynika z interpretacji, nie jest powszechna. To jest jedna rzecz, to jest ten element uświadamiający. Natomiast później jeszcze będzie to wymagało bardzo często czasu na to, żeby zmienić nawyki. Bardzo często jest tak, że mamy tendencję do reagowania nawykowego, ale już mając świadomość tego, że możemy na to inaczej spojrzeć, bardzo nam to ułatwia codzienną pracę i właśnie zmianę nawyków też.

Moje doświadczenia z coachingiem, zarówno jako osoby korzystającej z tego typu usługi, jak też dającej tego typu usługi, jest takie, że rzeczywiście czasem pewne rzeczy zabierają miesiące, a chcielibyśmy od razu mieć efekt. W jaki sposób uzbroić się w cierpliwość i potrafić, jako klient coachingowy, jakby utrzymać uwagę i motywację do tego, żeby ta zmiana zaszła? Nie widząc efektu po pierwszych 15-stu, 90-ciu minutach?

To pewnie to jest kwestia tego, jakie mamy zaufanie do osoby coacha, z jednej strony. Z drugiej strony pewnie, jak bardzo zależy nam na tym, żeby tej zmiany dokonać. Przekonanie, że te zmiany są natychmiastowe, czy będą się działy tu i teraz, pewnie nie zawsze pomaga. Kolejna rzecz pewnie jest związana z tym, jakie doświadczenia z coachingiem mają nasi znajomi, o czym czytaliśmy, czy słyszeliśmy. Jeżeli wiemy, że tych zmian należałoby się spodziewać w troszkę późniejszym czasie, aczkolwiek one czasami następują dosyć szybko, to zależy od bardzo wielu czynników, od sesji, od etapu całego procesu zmiany. Myślę, że to są te czynniki: to, co wiemy wcześniej, czego się spodziewamy, jak bardzo nam zależy na zmianie.

Z perspektywy biznesowej jest potencjał zostania coachem. Jak ten biznes coachingowy działa, skąd się bierze klientów i w ogóle jak to pracuje?

Po latach to bierze się z rekomendacji, czyli coraz więcej osób zna danego coacha, i poleca. Coraz więcej zadowolonych klientów opowiada o tym. To nie jest taki prosty biznes, w którym te rekomendacje są łatwe. Z jednej strony, powiedzmy chętnie dzielimy się tym, że coś fajnego nas w życiu spotkało. Z drugiej strony może być też taka sytuacja, że przyznanie się do tego, że ktoś nas wspierał, że potrzebowaliśmy coś zmienić, może być dla niektórych osób troszkę krępujące, szczególnie jeśli chodzi o biznes, więc różnie może być. Ale kiedy już na jakimś etapie kariery zawodowej jest coach, to bardzo często są rekomendacje. Wcześniej pewnie to będzie trochę bardziej aktywna, w cudzysłowie, sprzedaż, czyli pokazywanie siebie, bo tak jak mówiliśmy wcześniej, bardzo trudno jest tradycyjne techniki sprzedażowe stosować do coachingu. Nie jesteśmy w stanie nikogo… Mówię tradycyjne w sensie takie, że odczytujemy potrzebę i kogoś – to nie będzie dobre słowo – troszkę przekonujemy, nakłaniamy do tego żeby kupił. To ma wynikać jednak z głębokiej potrzeby tej osoby.

A jak rozpoznać dobrego coacha?

No pewnie po rekomendacjach klientów. Po doświadczeniu, które ma, po tego typu rzeczach.

Które można w jakiś sposób uzyskać. I chciałbym dzisiaj znaleźć coacha, zastanawiam się, czy ta osoba, która mi się podoba, jest dobrym coachem, więc…

Dobrym dla ciebie?

Dobrym dla mnie coachem, właśnie. I co mam zrobić?

Potrzebujesz pewnie trochę dowiedzieć się o tej osobie, czyli porozmawiać, jeżeli są dostępne informacje, z ludźmi, którzy już mieli coaching z tą osobą. A przede wszystkim potrzebujesz spotkać się z tą osobą i chwilkę porozmawiać, dowiedzieć się jaki rodzaj coachingu ona wykorzystuje, bo tych rodzajów, podejść może być pewnie dosyć dużo, znaczy jest. Tutaj mówimy głównie o holistycznym, który obejmuje trochę więcej niż tylko sferę zachowań i umiejętności, też przekonania, wartości. I, jak się mówi slangowo, czy jest chemia, czyli czy sposób funkcjonowania tej osoby, to jak mówi, jak siedzi, jak zadaje pytania, czy to ci odpowiada. Na głębszym poziomie, którego nie będziemy tutaj nazywali, emocjonalnym może trochę, w cudzysłowie – „energetycznym”.

A na co być uczulonym w takiej rozmowie?

Kiedy się wybiera coacha?

No tak.

Na co być uczulonym… Mam taką refleksję, że najczęściej proces wyboru coacha jest dużo bardziej skomplikowany od procesu wyboru terapeuty, psychoterapeuty, bo tutaj mamy tak, że jest rekomendacja, idziemy, sprawdzamy, rozmawiamy z taką osobą, mamy pierwszą sesję i albo jest okej i przychodzimy na kolejną, albo nie. W biznesowym coachingu, tak skrajnie jakby to porównać, to jest tak, że najpierw dział HR selekcjonuje grupę coachów, potem jest tak, że załóżmy trzech przyjeżdża do danego klienta, danego coachee, z każdym jest krótka rozmowa, powiedzmy godzinna, czy trwająca niecałą godzinę i potem jest dokonywany wybór, więc dużo bardziej skomplikowane to jest. Natomiast na co być uczulonym? To bardzo trudne pytanie bo dużo zależy od tego, na czym zależy danemu klientowi. Mówienie o takich rzeczach, jak to, że ktoś miałby tendencję do manipulowania, to myślę, że by było nadużyciem, bo zakładamy, może trochę idealistycznie, że takich coachów nie ma. Manipulacja może się pojawić w sytuacji być może skrajnej, kiedy coach staje się, w cudzysłowie „zbrojnym ramieniem organizacji”, czyli próbuje zmienić klienta w sposób, jak tego oczekuje organizacja. Trochę nie dbając o jego oczekiwania i potrzeby. Mam nadzieję, że takich sytuacji jest bardzo mało, więc trudno powiedzieć, na co być uczulonym. To trochę jest tak, że się czuje, czy ta osoba pasuje, czy też nie, pewne informacje mamy wcześniej, możemy je zweryfikować też.

Ciekawą rzecz powiedziałeś o tym procesie wyboru coacha, pewnie to też zależy do kontekstu i właśnie od źródła pozyskania klienta. Moje doświadczenia do tej pory z projektów, które prowadzę raczej są takie, że niekoniecznie trzeba uczestniczyć w takim konkursie piękności, że może to zależy od konkretnej rekomendacji albo konkretnego kontekstu, w którym ludzie poszukują, ale że można, w cudzysłowie, tę relację zawrzeć łatwiej, takie mam doświadczenia, czyli że to nie musi być taki złożony proces formalny.

Różnie bywa, powiedziałem o sytuacji, która jest najbardziej skomplikowana, w sensie najdłużej trwający proces to jest taki jak mówiłem. Natomiast bardzo często jest też tak, że znamy się z innych źródeł, czyli na przykład ktoś widział kiedy byłeś na jakiejś konferencji, stwierdził tylko Greg, nikt inny, ktoś mógł widzieć danego coacha na szkoleniu, albo jest tak, że poznali się trochę mniej formalnie, i chciałby z tą osobą pracować, więc bardzo różnie to bywa. Natomiast bardzo dużo jest ciekawych pomysłów, jeśli chodzi o rekrutację coachów i one wynikają pewnie z potrzeby, żeby ułatwić wybór na przykład. Ja brałem udział w takim procesie rekrutacji, gdzie był warunek, że trzech klientów musiało mieć jednego coacha. Czyli był stół, tu siedziało trzech klientów, a tu siedziało trzech coachów i pani z HR-u po środku, która moderowała dyskusję, każdy się przedstawiał, opowiadał, zadawaliśmy sobie nawzajem pytania. Albo taki, że jest kilka etapów. Najpierw jest CV wśród wyłonionych kandydatów, potem jest film kilkuminutowy nagrany (każdy coach nagrywa), który jest na platformie i potem klienci oglądają te filmy, wybierają coachów, z którymi chcieliby się spotkać, dwóch, trzech, czasami czterech, rozmawiają z tymi osobami, i w końcu wybierają tego, który jest najbardziej dla nich odpowiedni, którego najbardziej czują, więc bardzo są różne sposoby. Natomiast uśredniony jest taki, że jest kilku coachów, z nimi się rozmawia. Myślę to wynika też w dużej mierze z tego, że firmom zależy na tym, żeby dobór był jak najlepszy. Ponieważ od tego procesu czasami zależy dużo, nie tylko rozwój osoby, ale efektywność działania zespołu, czasami wpływa to na sprzedaż, na obsługę klienta, mnóstwo innych rzeczy, ta efektywność jest niezwykle ważna, szczególnie w sytuacji, kiedy sponsorem jest firma.

A w jaki sposób ty budujesz swoją osobistą efektywność, to znaczy, co robisz poza pracą coacha i trenera coachingu zarazem, bo te dwie role omawialiśmy?

Staram się dbać o swój rozwój, jakby zawodowo, mówiłem o tym, że co jakiś czas zdarza mi się na szkolenie pojechać, dbam, żeby to było kilka razy w roku, o tych superwizjach mówiłem, o czytaniu, to są tego typu rzeczy.

A pozazawodowo?

A pozazawodowo to staram się jak najwięcej czasu poświęcić rodzinie. To są dwie córki, żona, córki są w takim wieku, że czasu potrzebują teraz sporo, albo właściwie ja potrzebuję teraz dla nich dużo czasu, ponieważ za chwilę może okazać się, że już są w takim wieku, że będą wolały grupy rówieśnicze nad czas spędzany z rodzicami, więc sporo czasu poświęcam, żeby być z rodziną po prostu. A w związku z tym, że jakoś ominęła mnie praca, czy wdrożenie pracy w korporacji, miałem szczęście, nieszczęście, pewnie zależy jak do tego podchodzimy, ale też mam taki charakter, taką osobowość, że nie pędzę, czyli koncentruję się na tym, żeby raczej być. Jeżeli mam taką możliwość oczywiście, czasami jest dużo obowiązków, kilka spotkań, coachingi, trzeba napisać ofertę, odpowiedzieć na maile, ale kiedy mam taką możliwość, to staram się po prostu być. Niezależnie od tego, co robię wtedy. Tak, żeby kontemplować dany moment.

Być, co to znaczy być?

Czytam o takich badaniach, to było w Wielkiej Brytanii, że średnio ojcowie, ci badani, brytyjscy, poświęcają 5 minut dziennie uwagi sfokusowanej na dziecko, czyli czasu spędzają więcej, ale w tym samym momencie piszą coś na komputerze, czytają albo przeglądają wiadomości na smartfonach. To właśnie chodzi o coś takiego, żeby w momencie, kiedy jesteśmy z kimś, koncentrować się na drugiej osobie. Wczoraj miałem taką sytuację na team coachingu. Tam był taki zwyczaj, w tej firmie, czy jest w zasadzie i o to dopytałem, że kiedy odbywają się spotkania, to ludzie w wielu miejscach mają otwarte laptopy, nie ma kontaktu wzrokowego. I ty mówisz do mnie, a ja patrzę w ekran. I szczerze powiem, że zaciekawiło mnie to i zadałem pytanie i tam kilka osób powiedziało, że rzeczywiście może to trochę dziwnie wygląda i może warto by było zmienić ten zwyczaj. Żeby na niektórych spotkaniach po prostu być ze sobą, i skoncentrować się na sobie. Takie podstawowe rzeczy kiedyś, teraz być może to jest jakiś luksus, kiedy gonimy ciągle za czymś.

A poza spędzaniem czasu z rodziną i pracą zostaje jakaś chwila dla ciebie i masz jakieś swoje hobby, albo jakieś inne aktywności, które uwielbiasz, a które cię wzmacniają?

Tak. Teraz jest taki sezon, myślałem, że to jest coś niszowego, ale dowiedziałem się ostatnio, że to jest bardzo popularna rzecz, morsowanie 14. Te pół roku w zasadzie staram się wykorzystać na to, żeby wchodzić do zimnej wody. Mamy taki zwyczaj rodzinny, że wyjeżdżamy na Sylwestra nie w góry, tylko nad morze, i to jest okazja, i od kilku lat w zasadzie na początku tak nieśmiało, a potem coraz dłużej w tej wodzie się takiej lodowatej kąpię.

Ile czasu się morsuje? Bo ja próbowałem morsowania, kilkakrotnie morsowałem, ale nie mam przekonania, czy to było morsowanie właściwe. Ile czasu się powinno spędzać w wodzie w trakcie morsowania?

Morsuję od lat 7, z czego nie jestem ekspertem, to jest niesamowita przyjemność, jakieś endorfinki, inne tego typu rzeczy, ale przez 5 lat morsowałem sam, czyli sam wchodziłem do Bałtyku, a teraz od 2 lat przyłączyłem się do grupy morsów, która spotyka się regularnie, 2 lub 3 razy w tygodniu i zaobserwowałem, że oni po 10 minut najczęściej wchodzą, że to 10 minut. Że najpierw jest rozgrzewka, potem wchodzimy na 10 minut do wody. Ciekawa rzecz, bo miałem silne przekonanie, że morsy nie chorują. No i rzeczywiście przez wiele lat te różne przeziębienia mnie omijały, ale ostatnio okazało się, że coś się przypałętało, czyli jednak morsy chorują czasami. Nie była to choroba, że leżałem w łóżku, natomiast czułem rzeczywiście, że coś przeziębieniowego mnie złapało. Może to wynikało z sytuacji, że wcześniej, bo to był poniedziałek, a wcześniej miałem takie flow, że siedziałem trochę dłużej w tej wodzie. Prawie 18 minut, ale ja nie wiem czy y jedno z drugim jest w jakiś sposób powiązane, bo być może to jest wirus przyniesiony przez córkę ze szkoły, ale… Ale zazwyczaj 10.

No tak, 18 minut to niesamowite, ja nigdy nawet 10 minut nie siedziałem, więc w przyszłym sezonie tyle posiedzę. Jaka jest jedna prawda na temat biznesu, która jest przekazywana i uważasz, że ona jest nieprawdziwa?

Taki mit troszeczkę? Mit na temat biznesu coachingowego, czy w ogóle?

W ogóle. Z pracy z tymi wszystkimi biznesmenami i bizneswomanami, z którymi pracujesz.

Łatwiej mi jest w pierwszej kolejności powiedzieć o prawdzie.

No to powiedz o prawdzie, zamiast o micie.

Bo w tej chwili jesteśmy na takim etapie w takim zespole, w którym pracujemy, odkrywania właśnie tego typu rzeczy. Mam takie wnioski po coachingach indywidualnych, a szczególnie team coachingach, że efektywne zespoły to w dużej mierze jest zasługa, w dużej, można powiedzieć, w dużej mierze zasługa managera. Nie tylko sposobu zarządzania, ale pewnego rodzaju dojrzałości, z jednej strony dojrzałości emocjonalnej, ale też dojrzałości życiowej. I zauważyłem, że jeżeli taka osoba zarządza zespołem, to ma właściwie wpływ absolutnie na wszystko, łącznie też często z dobieraniem odpowiednich osób do tego zespołu i wtedy ten zespół bardzo często osiąga rezultaty ponadprzeciętne, a jeżeli uzyskuje po prostu dobre rezultaty, to tam jest duży komfort pracy. I taką prawdę…, nie wiem, czy to jest coś odkrywczego, dla mnie to było niezwykle ważne, bo bardzo często zwracało się uwagę na techniki, trochę tak jakby właściwie każdy mógł zostać dobrym managerem pod warunkiem, że nauczy się metod. Trochę mam wrażenie, że chodzi o coś innego, że chodzi o to żeby najpierw być kimś, najpierw pewne rzeczy przeżyć, pewnych rzeczy doświadczyć, wyciągnąć z tego jakieś wnioski, to wcale nie jest związane z wiekiem, raczej związane pewnie z tym, na ile szybko jesteśmy w stanie się uczyć z własnego doświadczenia.

Super. Czego tobie Rafał na koniec życzyć i jaką energię chciałbyś otrzymać od słuchaczy, widzów, czytelników?

Takiego myślę rozwoju, jak do tej pory, żeby to szło w taki sposób, żebyśmy mogli my jako coachowie też trochę wpłynąć na sposób postrzegania coachingu, żeby on to miejsce, które ma, rzeczywiście miał stabilne, żeby nie wchodziły inne dziedziny tutaj. To, od czego zaczęliśmy, ci mówcy motywacyjni, żeby po prostu były oddzielone dwie dziedziny rozwoju, wsparcia. A prywatnie to myślę sobie, żeby EQdo jeszcze fajniej się pracowało z ludźmi.

EQdo. Dobra, to tego ci życzę, wielkie dzięki Rafał za tę rozmowę.

Odnośniki – Rafał Nykiel:

  1. https://rafalnykiel.pl/
  2. https://iccpolska.com/rafal-nykiel/
  3. Coachee http://encyklopediacoachingu.pl/haslo52,
  4. Programowanie neurolingwistyczne https://pl.wikipedia.org/wiki/Programowanie_neurolingwistyczne
  5. Polski Instytut NLP https://econlp.com/o-nas/o-nlp/
  6. https://pl.wikipedia.org/wiki/Fritz_Perls
  7. https://pl.wikipedia.org/wiki/Virginia_Satir
  8. Przebudzenie; Autor: Anthony de Mello; Tłumaczenie: Beata Moderska, Tadeusz Zysk; Wydawnictwo: Zysk i S-ka 1996 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/116271/przebudzenie/wszyscy/2
  9. Team Coaching http://www.iccpoland.pl/pl/szkolenia_icc_ii_stopnia/team_coaching_icc
  10. Emocje według lekarza https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/emocje-czym-sa-i-jak-na-nas-wplywaja-rodzaje-emocji-aa-eqAG-SKMP-yegr.html
  11. Coaching emocji http://www.iccpoland.pl/pl/strefa_wiedzy/artykuly_coachow/emocje_sa_prawdziwe
  12. Karty EQdo https://eqdo.pl/
  13. EQ https://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_emocjonalna
  14. Morsowanie https://zdrowie.tvn.pl/a/morsowanie-jako-sposob-na-zdrowie-zalety-i-przeciwwskazania
Może Cię zainteresować

How to become a great mentor

Czytaj

Moje lekcje z 20 lat kariery zawodowej

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×