Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Olga Kozierowska: od kryzysu do sukcesu – w biznesie i rodzinie

31 min czytania
Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00
olga-kozierowska

Trener biznesu, dziennikarka, mówca motywacyjny, ekspertka od życiowych zmian. Założycielka Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką 1, która od ponad 9 lat wspiera rozwój zawodowy i osobisty kobiet w Polsce. Do 2009 roku związana z międzynarodowymi korporacjami KLM, Unilever, DPD i GeoPost. Piastowała stanowiska menedżerskie, w tym regionalne, odpowiadając za Marketing i Komunikację w 14 krajach regionu CSEE. Certyfikowany trener metody Points of You®.

Prowadzi autorskie audycje na antenie radia Chilli Zet. Felietonistka, autorka trzech książek, audiobooka „21 Dni Przebudzenie” oraz cyklu „Update” na audioteka.pl. Wcześniej związana z TVN24 i TVP2. Od lat szkoli kobiety bazując na praktycznej wiedzy, badaniach w zakresie identyfikacji potrzeb rozwojowych kobiet w Polsce i na świecie oraz doświadczeniach własnych.

Współtwórczyni klubu Champions of Change 2 działającego na rzecz rozwoju i wdrażania polityki diversity and inclusion 3 w największych firmach w Polsce. Laureatka wielu prestiżowych nagród. W 2014 roku trafiła do grona 25 liderów Polski na przyszłe 25 lat, a w 2018 otrzymała prestiżową nagrodę Women’s Tertiary European Award. Prywatnie jest mamą trójki dzieci.

olga-kozierowska

Jak można być mamą i businesswoman równocześnie? O tym rozmawiamy. Olga opowiedziała o radzeniu sobie w kryzysie, o sposobach na łączenie bycia rodzicem z prowadzeniem biznesu i o tym, gdzie naprawdę leży problem z gender balance. Między wierszami wspomniała też o swoim traumatycznym doświadczeniu, które sprawiło, że zdecydowała się zająć sprawą kobiet w biznesie. Trochę o toksycznym wstydzie, zarabianiu na pasji i zarabianiu dla pasji oraz o zarządzaniu czasem.

Zapis Rozmowy

Czy organizacje, które wspierają kobiety i komunikują tę kobiecość, jak na przykład Sukces Pisany Szminką czy inne fundacje wspierające przedsiębiorczość kobiet, pomagają kobietom, czy raczej znów ustawiają je w roli słabszych, potrzebujących wsparcia, jak to jest?

– Ja mogę mówić za swoją organizację i za swoją fundację: my na pewno pomagamy kobietom i nie mówię tego tylko dlatego, że z takim zamierzeniem stworzyłam Sukces Pisany Szminką. Będziemy miały 10. rocznicę już zaraz, a jak zaczynałam to aż się prosiło o ten feminizm, bo sytuacja na rynku była jaka była, nie było nawet podstawowych praw, na przykład powrotu z macierzyńskiego, żeby kobieta się nie bała, żeby miała gdzie wrócić, żeby prawo ją chroniło. Dodatkowo w poważnych programach publicystycznych praktycznie w ogóle nie było kobiet ekspertek, nie mówiło się o sukcesie kobiecym. Jak raz od wielkiego dzwonu, Forbes, czy jakiś inny magazyn, zrobił wywiad z kobietą, to albo nie była Polką, albo była kobietą, która zbudowała swój biznes w latach 90., czyli można by rzec, była dinozaurem tego biznesu, znaną osobą. I zawsze ten jej sukces był pod tytułem „sukces na obcasach”, a ten męski był normalny, czyli sukces, a nasz był jakiś taki inny. Oczywiście ktoś by teraz mógł powiedzieć, ale przecież nazwałaś organizację Sukces Pisany Szminką. Tak, 10 lat temu tak ją nazwałam, pewnie dziś nazwałabym ją inaczej, natomiast wtedy zdecydowanie chciałam wskazać, że działam na rzecz kobiet i będę działała na rzecz kobiet i naszą podstawową misją i pierwszym zamierzeniem, celem, który chciałam zrealizować, było dostać się do mediów. W mediach, poważnych mediach, bo ja tu mówię o radiu Pin 4 wtedy i TVN 24 – właśnie specjalnie nie TVN Style, tylko TNV 24 – chciałam pokazywać sukces kobiet. W moich programach były przede wszystkim kobiety, które mówiły o tym, jak osiągnęły sukces, bo według mnie role model, czyli przykład, na którym można się wzorować, ułatwia drogę do sukcesu. Sukces Pisany Szminką wyrósł więc na feminizmie, i nie zgadzam z tymi wszystkimi określeniami, że feministka to jakaś straszna, i trzeba się bać i w ogóle. Niech się ludzie zastanowią naprawdę nad definicją słowa feminizm, bo to pochodzi od kobiecości, więc mówienie, że wszystkie feministki są takie lub śmakie, to jest bzdura. Znam mężczyzn feministów i oni nie palą staników na ulicy, a i też to się przydaje jak widać.

Pewnie tak, ale czy dziś – kiedy już tyle uzyskałyście twoimi działaniami i innymi działaniami uświadamiającymi, że to nie jest nic dziwnego, że kobieta odnosi sukces, że prawa są zrównywane – w sytuacji, kiedy kontekst się zmienia, czy nadal dobrym argumentem jest mówienie o tym, że ktoś po prostu jest kobietą, czy nadal trzeba grać w tę samą grę, czy też uważasz, że jeszcze należy coś zrobić z tym, żeby kobiety były bardziej wyrównane w szansach?

– Wiesz co, cały czas żyjemy w świecie stereotypów, dzisiaj nawet podczas jednego wystąpienia słyszałam, że pewne pokolenie musi wymrzeć, żeby te stereotypy umarły razem z nim. Te stereotypy żyją i w twojej głowie i w mojej głowie, pomimo tego, że ja pracuję na rzecz kobiet, a ty jesteś nowoczesnym, młodym mężczyzną. Nadal to funkcjonuje, bo gdzieś to słyszeliśmy, byliśmy wychowani w jakimś systemie wartości, w jakimś systemie obdarzania określonej płci daną rolą. Więc to funkcjonuje i wśród kobiet i wśród mężczyzn. Nawet same kobiety oceniają inne kobiety według tych stereotypów. Na przykład kiedy menedżerka wraca do pracy z macierzyńskiego szybciej niż przewiduje ustawa, od razu wszystkie inne mówią „zła matka” prawda? Choć może w duchu myślą „też bym tak chciała, ale się boję” albo „u mnie w rodzinie to nie przystoi”. I ciągle słyszymy, że to wstyd! U nas w Polsce to z ambony słyszymy i z telewizji teraz słyszymy, od polityków słyszymy, co to kobieta powinna, czego nie może, o czym może decydować, o czym nie może decydować, a tak naprawdę to powinna siedzieć i wychowywać dzieci w domu i tym się zająć. No więc ja uważam, że nadal jest bardzo dużo do zrobienia, bo jeżeli popatrzymy chociażby na wyniki badań – o których w mediach można przeczytać i w różnych raportach – to w dużych korporacjach nadal na wysokich stanowiskach kobiet nie ma. Bo jeżeli mówimy o 7% czy 6% kobiet w zarządach – jeżeli popatrzymy na duże spółki notowane na giełdzie – no to czy to jest super wynik? To żaden wynik. I teraz już dziś, my jako fundacja zainicjowałyśmy taki klub Male Champions Of Change 5. Zresztą pierwszy raz w historii konkursu Bizneswoman Roku, mężczyźni otrzymywali nagrody 6, dlatego że dziś mocno działamy na rzecz diversity and inclusion, czyli na rzecz tego, żeby to kobiety miały równe szanse, ale żeby to mężczyźni te szanse inicjowali, w tym sensie, żeby oni posunęli się na swoich ławeczkach, zrobili miejsce i inicjowali na przykład programy mentorskie. Bo teraz co? Siedzą na stanowisku prezesa i myślą, dobra, udowodniliście nam, że opłaca się zatrudniać baby: „no to chodźta baby, chodźta, przychodźta, zapraszamy”. „No co, nie chcecie?” I teraz „nie chcą, nie chcą”, albo „nie mamy”. I okazuje się, że jeden prezes z drugim się dziwi, że zarząd minus jeden nie ma, zarząd minus dwa nie ma kobiet, no to co on, zarząd minus trzy, specjalistkę sobie weźmie do zarządu? No nie, musi ją przygotować. Więc trzeba talent management wprowadzić odpowiedni i odpowiednie polityki. I świat już to robi, chociażby popatrzmy na Belgię. Odbierałam teraz w Mediolanie nagrodę 7 dla fundacji Sukcesu Pisanego Szminką, właściwie dla Sukcesu Pisanego Szminką, który działa od wielu lat, i tam też poznałam dwie organizacje, z którymi teraz współpracujemy. Jedna to jest właśnie organizacja belgijska, która już od wielu lat specjalizuje się w obszarze diversity and inclusion. No i teraz my będziemy się w tym szkolić, i przekazywać to dalej, żeby te polityki w odpowiedni sposób tworzyć, ale nie taki, żeby mężczyźni czuli się dyskryminowani i mówili, „no jak to, te baby, i tylko baby, mówimy tylko o babach”, ale żeby czerpać z talentów z dwóch stron, a nie tylko z jednej.

Jak opowiadasz o tym, to powiem ci, że trochę się sam zaczynam bać bycia mężczyzną.

– 🙂

Bo jesteś tak przekonująca, że mój niepokój przed tą rozmową powraca, dlatego zmienię trochę temat, bo chciałbym posłuchać o twoim sukcesie. Opowiedz historię twojego sukcesu. Czy był napisany szminką, czym był napisany, jak to się zaczęło?

– Zaczęło się od tego, że nauczyłam się jeszcze w szkole podstawowej ogromnej systematyczności w pracy i bycia bardzo dobrze zorganizowaną, trochę wbrew swojej naturze. Byłam w dwóch szkołach, bo byłam i w szkole muzycznej i w tak zwanej szkole normalnej, co powodowało, że trzeba było naprawdę mieć wszystko super zorganizowane. Wstać o 5:00, poćwiczyć na skrzypcach, pójść do szkoły, wrócić ze szkoły, pójść do szkoły muzycznej, wieczorem odrobić lekcje i tak dalej, i tak dalej. Więc ja mam w DNA wysiłek. I teraz stwierdzam – dzisiaj nawet z Miłoszem Brzezińskim o tym rozmawiałam – że nie chcę, żeby sukces to była krew, pot i łzy. Dziś, jak już jestem na tyle duża jaka jestem, i zrobiłam to co w życiu chciałam zrobić, to chciałabym żeby mój sukces był z radości, 🙂 a nie tylko z wysiłku. Bo jak człowiek tak ponad 40 lat cały czas się wysila, to trochę zmęczony zaczyna się robić. I myślę, że moje wewnętrzne dziecko też. Podczas różnych rozmów na temat drogi do sukcesu, ktoś zawsze się pyta, co takiego się stało, albo co takiego w sobie ktoś ma, że mu się udało. Nie lubię tego słowa, bo nic się w życiu nie udaje, możemy mieć oczywiście trochę szczęścia i ja myślę, że dużo szczęścia miałam, ale byłam zdeterminowana. W wielu przypadkach – nieważne co robiłam – jak byłam w korporacji to chciałam szybko, i chciałam się uczyć i podnosiłam zawsze rękę. Trochę tak jak się mówi o mężczyznach, że „podnoszę rękę, a potem zmenadżuję te 30%, których nie umiem”. Więc ja to miałam w tym sensie, że podnosiłam rękę, a potem się zastanawiałam, co z tym zrobię. I nie bałam się też wycofać. Z jednej strony oczywiście bardzo długo bolało mnie to, co ludzie powiedzą. Z drugiej – i to było takie moje odkrycie, takiej młodej 30-latki – odkryłam, że w ogóle nie trzeba się tym przejmować. To mi dodało skrzydeł. Myślę, że dlatego odeszłam z korporacji. Przedtem, jak patrzyłam na to co ludzie powiedzą, no to status musiałam mieć odpowiedni, pieniądz, bezpieczeństwo, pozycję. A tu nagle wszystko rzucasz, schodzisz ze swojego szczytu, no i trzeba się wspinać ponownie i nie wiadomo czy ci się uda. I tu była chyba rzecz taka, która mnie powstrzymywała, jakiś toksyczny wstyd (wiesz, teraz to studiuję, jestem najmądrzejsza w tym temacie). Toksyczny wstyd 8, który w ogóle jest trochę charakterystyką Polaków, w zachowaniach właśnie przejawia się tym, że zaczynasz być pracoholikiem, zaczynasz strasznie dużo pracować, bo nigdy nie jesteś wystarczająco dobry, albo wystarczająco dużo wiesz. To się też wiąże z poczuciem winy, łatwo w tobie wzbudzić poczucie winy, i z utrzymywaniem rodowych wartości, które w ogóle nie są twoje. No ale je powtarzasz, więc wstydzisz się tego, że jesteś przedsiębiorcą, bo przecież u ciebie w rodzinie ciągle mówili, przedsiębiorca to złodziej. No jak się mówiło? Na to było słowo, to miało wydźwięk pejoratywny 9 10, prawda? Więc dla mnie ten moment porzucenia, a właściwie może działania na zasadzie „psy szczekają, karawana jedzie dalej”, to było wyzwalające.

A jak ten moment wyglądał, co to było? Co cię wyzwoliło i skąd ten pomysł na zmianę? To łatwo jest powiedzieć patrząc z perspektywy, że to cię wyzwoliło, ale…

– Mnie wyzwoliło tylko to, że nagle okazało się, że nie trzeba się przejmować tym, co ludzie powiedzą.

No bo to jest wyzwanie! Jak wspominam swoje doświadczenie kiedy odchodziłem z korporacji, czy obserwuję ludzi, to jest to pewnego rodzaju zdjęcie złotych kajdan – powiedziałbym to tak brutalnie – i wyskoczenie w przepaść, w której jest jeden wielki znak zapytania. To nie jest takie proste. Jak ty to zorganizowałaś?

– Nie byłam ryzykantem, zresztą wtedy byłam młodą mamą, która miała kredyt i byłam jedynym źródłem utrzymania domostwa, więc ta odpowiedzialność była bardzo duża. Tym bardziej, że – żeby mnie przestraszyć – i rodzice i ówczesny mój małżonek mówili „po co to, komu to, lepiej żeby było tak bezpiecznie jak jest”. Bo ja bardzo dużo pieniędzy zarabiałam wtedy pracując w korporacji. Myślę, że wszystko składało się u mnie na puzzle, żebym ja wreszcie zrobiła coś innego niż zawsze. 🙂 Przedtem szłam jak to się mówi go with the flow 11, i nie podejmowałam decyzji. Tak, chciałam śpiewać, ale nie można było śpiewać, bo rodzice powiedzieli, że do Gawędy nie pójdę, tylko mam grać na skrzypcach, bo miałam dobry słuch. Nie chciałam na tych skrzypcach grać, ale grałam 16 lat 🙂 na skrzypcach i byłam bardzo dobra. Nie byłam mistrzem, a ja chciałam gdzieś zawsze być mistrzem. O ten śpiew nie zawalczyłam, potem Pan Bóg się zlitował i powiedział: „dobra, Kozierowska, jak tak się męczysz na tych skrzypcach, to masz zwyrodnienie ścięgien, i już nie będziesz mogła grać”. Niby wydarzyła się tragedia, bo ja myślałam, że nic więcej nie umiem, niż grać na skrzypcach, i że będę nikim. No i wtedy wkroczył mój tata, i znowu za mnie zadecydował, powiedział „idź na Uniwersytet Warszawski, Zarządzanie Marketing, to taki nowy kierunek – bo wtedy jeszcze nie był modny, ale był nowy – to tam pójdź”. Tak jak mi powiedział, poszłam i tam też się nie mogłam odnaleźć. Potem pojechałam na studia za granicę, tam się naharowałam, bo źle przeczytałam. Zgłosiłyśmy się z moją przyjaciółką na te studia, zdałyśmy egzaminy i wtedy okazało się, że zgłosiłyśmy się na program 2 lata w jednym roku 🙂 i miałyśmy 16 egzaminów na semestr. Pamiętam, nigdy w życiu się tak nie uczyłam, a z braku magnezu i potasu tylko mi oczy skakały tak, że nie mogłam spać, wiesz, to było coś strasznego :). Pierwszy semestr tych studiów był w Amsterdamie, więc jak przyjeżdżałam do Polski, wszyscy się pytali „o, tam to się bawiłaś, co?”. Ja tak, uczyłam się cały czas. Potem jak wróciłam stamtąd, to wiadomo, wtedy było tak, że jak się wracało ze studiów z zagranicy, to od razu na starcie fory były. W moim przypadku jak wróciłam tutaj, to był rok 2000, więc dostałam pracę, dostałam pracę w Unileverze 12, wydawało mi się, że w ogóle Boga za nogi złapałam. Tam, na tych studiach, nauczyli mnie myśleć samodzielnie. To było niesamowite, bo mówili, że może ja się nie zgadzam z książką. Jak to? Nie zdam, jak się nie będę zgadzała z książką! 🙂 Tak uważałam po doświadczeniach w polskiej uczelni, a tam okazało się, że właśnie ceni się to, że ja powiem, że nie i uzasadnię, dlaczego nie. Taka wróciłam, otwarta, z buzią otwartą na wypowiadanie swojego zdania. Bardzo szybko mnie z tego Unilevera wychrzanili :), nie pasowałam, ręce mi wystawały z szuflady.

🙂

– Oczywiście wtedy mi się wydawało, że w ogóle jestem beznadziejna, więc jeszcze jak mnie wyrzucili z tego Unilevera, to tak sobie myślę, że to było dla mnie błogosławieństwo. Gdyby mnie nie wyrzucili, to bym tam siedziała, bo płacili bardzo duże, dobre pieniądze, i to był jednak prestiż. Na szczęście mnie wyrzucili i wtedy miałam odwagę pierwszy raz zainteresować się sobą i zastanowić się, co ja chcę robić, pozostając nadal w tym, powiedzmy, twardym biznesie. Stwierdziłam, że to jest PR, ale wtedy, rok 2001, PR-owców nikt nie potrzebował. Nie wiem, były ze trzy agencje PR na krzyż, które chciały wszystkich z doświadczeniem, a ja miałam zero doświadczenia. Zrobiłam kurs w London School Of Public Relations 13, no i się rozglądałam, pracując w agencji marketingowej, zajmującej się reklamami na tych dużych telewizorach, nazwijmy to tak. Kiedy pojawiła się pierwsza oferta pracy PR-owca, specjalisty do spraw PR w branży logistycznej, to stwierdziłam „trudno, branża jak branża, nie widzę się tam za bardzo, ale idę”. I to był początek bardzo szybkiego rozwoju kariery, bo trafiłam do firmy, która sama się cały czas rozwijała. Widać to było nawet po budynku, bo jak tam przyszłam to mieliśmy trzy przęsła, to był wtedy Masterlink 14. Potem przyszła poczta szwedzka i zainwestowała, kupili też markę DPD i tak to się rozrastało. Potem mieliśmy cały budynek, potem budynek i kawałek, i to było niesamowite, bardzo, bardzo szybko, więc ja po pół roku miałam stanowisko kierownika. Myślę, że to była super korporacja, oni naprawdę dali wolną rękę, ja sobie zatrudniłam cały dział marketingu, grafików sobie zatrudniłam, po prostu agencja in house. I to też spowodowało, że ja tam byłam długo, bo miałam poczucie, że mi spod rąk wszystko wyrasta. Potem dostałam region, i jak miałam 27 lat, zarządzałam 5 krajami, jeżeli chodzi o marketing i komunikację, więc taki spread na te inne kraje. Robiłam też wszystko w Polsce, i tutaj się spełniałam, bo tworzyłam. Potem jak urodziłam dziecko – miałam bardzo grzeczne pierwsze dziecko, była to reklama macierzyństwa, co nie sprawdziło się przy drugim podejściu 🙂 – to wszyscy się dziwili, że się nudzę na macierzyńskim i chcę pracować. Pamiętam bardzo duża ta ocena była, trochę taki hejt moich znajomych koleżanek. Bo ja przeczytałam wszystkie książki, które miałam, to dziecko tylko spało, jadło, no i czasem się uśmiechnęło, 🙂 i wszystko. Ale przez te 5 miesięcy to naprawdę miałam takie poczucie, więc dzwoniłam do prezesa i go molestowałam, żeby mi dał jakąś robotę, w końcu pracowałam pod pseudonimem. 🙂

Naprawdę?

– Coś tam robiłam. Tak, pisałam jakieś felietony, dużo by opowiadać. Nawet jakąś nagrodę mBanku zdobyłam właśnie wtedy. Zgłosiłam się a propos kobiet posiadających konto Aquarius i ciekawe historie życiowe. Tam też 🙂 poleciałam z tą historią. I napisałam taki felieton – bo jako PR-owiec wiedziałam, że tytuł jest ważny – „Po strunach kariery do symfonii macierzyństwa”, czujesz? 🙂

🙂

– Tym felietonem zdobyłam nagrodę. A jak wróciłam, to szybciutko dali mi 14 krajów. I był to dla mnie – po jakimś czasie – sygnał, że to na pewno nie jest dla mnie. Nawet tam pracowałam jeszcze długo, ale już stałam się kontrolerem, czyli już nic nie tworzyłam. Polskę mi zabrali w takim znaczeniu bezpośrednim, Polskę mi zabrali. Polska była tylko jednym krajem z regionu, a ja jeździłam po świecie, te 2-3 dni w tygodniu w podróży, czasem nie wiedziałam w jakim jestem mieście. Ciągle miałam problem z Litwą, źle przestawiałam zegarek, 🙂 nie w tę stronę. I po jakimś czasie miałam poczucie, że przestałam marzyć. Wiesz, że praca była dla mnie zawsze bardzo ważna, szczególnie, że ja uciekałam z domu do pracy, taki miałam czas w życiu, niestety nieszczęśliwy i ta praca była moim azylem. A jak jeszcze praca przestała działać, może tak ktoś tam na górze wymyślił, no to trzeba było się pozbierać i zastanowić się co dalej. Najpierw zaczęłam szukać innej pracy. Pamiętam miałam wtedy ofertę z Google, bo to Google wchodził do Polski, ale w Google – 20 krajów. Gdzie nie poszłam to mi 20, 25 dawali, potem w Knauffie miałam rozmowę i ciągle mi dawali więcej niż te 14 🙂 . Mówię, nie, nie mogę zostać kontrolerem, bo to przecież będzie fatalne. Wszędzie też 50% czasu w podróży, a tu moje małe dziecko. Tęsknota to jest wielkie wyzwanie dla kobiet, wybór. Cały czas mamy wrażenie, że dokonujemy wyboru, choć może właśnie powinnam to nazwać inaczej. Twoje serce – które jest sercem dla ciebie, bo każdy z nas siebie kocha, szanuje i pragnie coś osiągnąć w życiu tak dla siebie – i twoje aspiracje cię gdzieś ciągną, masz marzenia, cele. Z drugiej strony jest poczucie „no jak to, masz być matką”. Jeszcze i społeczne poczucie, że jesteś złą matką, bo przecież pojechałaś w podróż. Wczoraj widziałam taki śmieszny film, pokazujący różnicę między kobietami i mężczyznami w różnych aspektach i była też podróż służbowa. On był pokazany, jak wychodzi z domu, jako taki kwadracik i dookoła świata leci, tu leci, tam leci. Potem wychodzi kobitka jako kółeczko z tego domu i chce lecieć, ale ją taki sznurek, takie lasso do domu przywiązuje. 🙂 I właśnie to jest to: czy to jest serce, czy bezpośrednio cię ktoś przywiązuje do tego domu, no to tak.
– No i pamiętam, był taki czas w 2007, że zaprosił mnie do radia Roderyk Więcek, do programu Globtrotter 15. Bo ja swego czasu pomieszkiwałam w Afryce, gdzie moja mama z ojczymem byli 10 lat. Miałam tam bardzo dużo przygód, ale to na inny nasz podcast. Poszłam do tego radia, było tam cudownie, była taka wspaniała atmosfera i intymność, która się stworzyła. Wtedy stwierdziłam, że coś mnie tu fascynuje i że może to z czymś połączyć. Ja się chyba urodziłam artystką, a to jest tak: artystą się rodzisz, artystą umierasz i tego artyzmu ci gdzieś tam w życiu brakuje. A potem jeszcze zaczęły się różne doświadczenia w tej korporacji, nie tutaj w Polsce, ale za granicą. W niektórych krajach, na przykład we Francji, czy w Anglii, naprawdę można doznać sexual harassment 16, zresztą ja mam taki case za sobą, właśnie w Anglii. I to była taka głośna sprawa u nas w korporacji, którą się tutaj Polska bardzo mocno i ładnie zajęła. To spowodowało, że zaczęłam się przyglądać, czytać, obserwować, i mocno mi to zaczęło dzwonić w głowie, że jak to, ja mam tutaj takie super wykształcenie, no bo w końcu skończyłam naprawdę bardzo dobre dwie uczelnie, mam studia podyplomowe, umiem dwa obce języki, i co tu ktoś mówi – jeszcze wtedy miałam blond włosy – że jestem jakąś idiotką, kochanką prezesa? I że ja muszę mu udowodnić, że jestem mądra? W ogóle, co to znaczy, że ja mam mu udowodnić? On przychodzi i jest mądry, profesjonalny, a ja mam udowodnić, że jestem mądra. I ciągle kobieta jest jakaś, prawda? Jak nie wie to jest głupia, jak wie – to się mądrzy. Piękny felieton napisał Eicherberger 17 na ten temat. No i tak trochę pomyślałam sobie, Jezu, dosyć tego, jesteśmy tak samo mądre, tak samo fajne, ale z jednej strony w siebie nie wierzymy, a z drugiej strony nie mamy możliwości. Bo jak już wierzymy i chcemy, to nie mamy jak i gdzie. Myślę, że ta misja mi bardzo dużo pomogła i ja jestem człowiekiem misji. Dla mnie ludzie biznesu dzielą się na dwie grupy, i każda jest super żeby nie było. Jedna to jest taka grupa, która może robić generalnie w życiu wszystko zawodowo, byle by zarobić na swoją pasję, na przykład do takiej grupy należy mój mąż. Czyli zarabiam pieniądz w określony sposób, idę, nie przynoszę pracy do domu, ale mam na swoje pasje i to jest właśnie to, te pasje mi wszystko rekompensują. No ale są tacy jak ja, czyli dla nich praca jest pasją i wtedy muszą realizować też misję, co nie wyklucza pieniądza. Taką ostatnio fajną książkę dostałam od znajomego, że serce i portfel to się nie wyklucza 18. Bo żeby mieć duże serce, to musisz mieć duży portfel, bo jak nie masz, to możesz popracować jako wolontariusz najwyżej, prawda? Ja byłam też bardzo dobrze przygotowana przez korporację. Jak patrzę na niektóre start-upy – bo jestem mentorem w wielu programach – to uważam, że by im się przydało pójść do korporacji na jakiś rok, dwa lata, żeby się systematyczności nauczyć, żeby się nauczyć, co to znaczy zarządzać projektem, jak budżet zrobić, jak nawet Excela obsłużyć, formuły wypisać. Bo dzisiaj mamy takie pokolenie, które mówi „urodziłem się ze smartfonem”, albo „z komputerem” i co? I umie grać w grę. Komputer nie tylko służy do grania w grę, więc to, że umiesz przesuwać palcem po ekranie, to nie znaczy, że znasz się na nowych technologiach. Więc ja opracowałam sobie strategię, plan. Przygotowałam się też finansowo, oszczędzałam pieniądze. Ktoś powie, no tak, ale zarabiałaś dużo pieniędzy (ostatnio coś takiego usłyszałam). Tylko że ja miałam inne wydatki, bo jak ktoś zarabia, nie wiem, 3 tysiące miesięcznie to ma inne wydatki niż jak ktoś zarabia 30, prawda? Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc jeżeli ktoś musi przyciąć, to z jednych można przyciąć i z drugich. Potem przez pół roku dublowałam pracę, ale pół roku to jest maks. Może jak ktoś jest młodszy, nie ma dzieci, albo nie ma zobowiązań, to może można dłużej, ale ja pamiętam, że już pod koniec tych 6 miesięcy, to na rzęsach chodziłam. Bo wtedy nadrabiałam w nocy, jak już dziecko spało. Do 2:00-3:00 w nocy na przykład ścinałam audycję, bo sama też to robiłam, przygotowywałam konferencję, pisałam artykuły na stronę, przecież robiłam to wszystko sama na początku, ja nikogo nie miałam do tego, czytałam jakieś badania, robiłam prezentacje sprzedażowe, bo trzeba było znaleźć sponsorów. Potem sobie założyłam, że mój taki break even point 19 to będzie po pół roku funkcjonowania Sukcesu Pisanego Szminką i że przez pół roku muszę określone pieniądze zarabiać, żeby mi starczyło na kredyt, na jakieś podstawowe rzeczy w życiu. No i tak się zaczęło.

Niesamowite. A jak byś dzisiaj, z perspektywy czasu, powiedziała: jakie są najbardziej fascynujące, ekscytujące momenty, czy największe osiągnięcia, które do tej pory przeżyłaś razem z Sukcesem?

– Dla mnie najbardziej fascynujący jest moment końca drogi. Każdy projekt ma jakąś swoją drogę i nie samo przysłowiowe zwycięstwo, tylko ten koniec jest taki fascynujący, i jednocześnie przekorny. Zauważyłam, że przed samym sukcesem przychodzi kryzys, i to jest ten moment. One przychodzą więcej razy w ciągu drogi, mówi się, że średnio 6 :), różnych, małe i większe, zależy jaką ktoś ma definicję kryzysu, bo może ktoś małego w ogóle nie zauważyć, na przykład ja takich nie widzę za bardzo. Ale jest tak przekornie, że najpierw, wiesz, idziesz na fali, przychodzi pierwszy, wywala się wtedy najwięcej ludzi i ci, co przetrwają, potem wywalają się często, jakaś część na tym ostatnim, a mnie to fascynuje, bo ja sobie wtedy myślę, oj, czyli sukces już niedługo. 🙂 I to jest dla mnie takie najbardziej podniecające. Wiesz co, myślę, że takim największym skarbem, który ja mam przy tym Sukcesie Pisanym Szminką, to są ludzie. Uwielbiam ludzi i to, że mogę w radiu rozmawiać, to mnie fascynuje. Tak dużo się uczę, bo sobie zapraszam gości, których ekspertyza mnie interesuje. I dowiaduję się różnych rzeczy, które mnie fascynują. Cudownych ludzi poznaję dookoła, szkolimy tysiące kobiet rocznie. Niesamowite, ta energia kobieca niezwykle mi służy. Już ostatnio nawet zapomniałam, jak się mówi do mężczyzn, kiedy występuję i są mężczyźni na sali. Bo ja cały czas w rodzaju żeńskim, ale oni potem mówią, „dobrze pani Olgo, już się przyzwyczailiśmy”. To tak jak z moim bratem pracowałam i mówiłam „zrobiłyśmy, byłyśmy”, a Jasiu mówi, „tak zrobiłyśmy, byłyśmy”, prawda? 🙂 Tak, to rzeczywiście gdzieś mocno we mnie jest i ta energia kobieca mi służy w takim sensie, że ja naprawdę jak idę gdzieś na minus z samymi dziewczynami, to po prostu skupiam się na radości z tego. To jest chyba moje największe szczęście, że robię to co lubię, naprawdę mi to sprawia dużo radości. Nie jest tak oczywiście, że ja codziennie wszystko wykonuję co mi sprawia radość, no bo to nie da się bez wysiłku, czyli jakbym miała robić tylko to co mi sprawia radość, to na przykład bym na maile nie odpowiadała, bo mi to radości nie sprawia, bo nadal piszę trzema palcami. 🙂 Po latach też, po ostatnim kryzysie właściwie, zorientowałam się, że uwielbiam sprzedawać i że naprawdę jestem bardzo dobrym sprzedawcą. Stwierdziłam, że Polish National Sales Award 20 to ja powinnam zgarnąć… 🙂
🙂
– …w tym roku. Więc są oczywiście takie momenty, które można by wpisać na taki timeline sukcesu. To moment, jak się udało z pierwszej strategii wszystkie punkty zrealizować. Najpierw było radio 21, potem były konferencje 22, potem była strona internetowa, potem konkurs Bizneswoman Roku 23, a na końcu program w telewizji 24. To wszystko zrealizowałam, ale jak to zrealizujesz, to potem patrzysz co ci leży, co ci nie leży. W czym się odnajdujesz najlepiej, w czym nie. Potem na przykład odkryłam, że kocham scenę, że kamera jest dla mnie martwa. Po prawie 3 latach robienia programu w telewizji TVN 24 miałam takie poczucie, że jednak nie zmieniam świata i wtedy przerzuciłam się na scenę i zrobiłam Power Show 25. Wymyśliłam go sobie, wiesz, to jest niesamowite, że sobie wymyślam i robię. 🙂 I wymyślam i robię. 🙂 I to mi dało tyle radości, połączyłam wtedy swoją pasję-muzykę, z pasją do aktorstwa. Zamierzam się w tym bardziej wyszkolić, dla siebie chcę to zrobić, dla fun’u. Nie dość, że na tym moim pomyśle zarobione zostały pieniądze i ja się dobrze pobawiłam, to jeszcze znalazłam cudowną przyjaciółkę, patrz Gabi Drzewiecka 26, która grała muzykę, więc takie kamienie milowe mogłabym powymieniać.

A jakie kamienie milowe, no bo mówisz o tych fantastycznych doświadczeniach…

– No bo o to zapytałeś. 🙂

No i to jest super, bardzo się cieszę, że o tym opowiadasz, bo sama energia bije z tego jak to mówisz i to słychać, z tej wiary w ludzi, tej energii, którą czerpiesz z ludzi. Ale pewnie też miałaś takie doświadczenia – w skali tych wszystkich kontaktów, tego entuzjazmu, nawiązywania relacji z ludźmi – które nie były takie korzystne z ludźmi. Czy masz coś takiego, co mogłabyś opowiedzieć, a co mogłoby ustrzec kogoś, kto też ma dużo entuzjazmu, dużo zaufania do ludzi i dużo wiary w to, że po prostu rzeczy się same dzieją, przed jakimiś trudnościami?

– Wiesz, ja nawet napisałam książkę „Mój przyjaciel kryzys” 27, bo moje życie było bardzo bogate w kryzysy i myślę, że to moje wewnętrzne dziecko pozwoliło mi przetrwać i iść dalej bez utraty entuzjazmu, 🙂 jak to się mówi. Dzisiaj myślę, że jakbym miała mieć rozmowę rekrutacyjną, jakby mnie mieli przyjmować na przykład do korporacji, to bym powiedziała, że moją największą wartością jest to, że jestem wańka wstańka. Dziś mam takie poczucie i taką ciekawość dnia, chwili, ale też dnia jutrzejszego, że tylko sytuacje związane z moimi dziećmi mogłyby mnie zniszczyć. Ale nic, co związane jest z moją pracą zawodową, i ze mną w znaczeniu biznesu. Już tylu rzeczy doświadczyłam, że właściwie tylko otrzepuję się, i zastanawiam się gdzie zrobiłam błąd, bo to jest też istotne, żeby uczyć się na swoich błędach. Bo upadamy, podnosimy się, myślimy, że jesteśmy wytrwali, ale popełniamy ten sam błąd, który nawet nie wygląda tak samo z zewnątrz, ale tak naprawdę rdzeń zachowania i mechanizmu jest taki sam i znowu się wywalamy. I mówimy, jejku, tyle razy już i cały czas się wywalam. No bo ten mechanizm jest ten sam.

Jakiś konkretny przykład takiej sytuacji?

– Wiesz co, mogę się posłużyć tą najświeższą, bo myślę, że to jest ważne, bo taniej jest i lepiej uczyć na cudzych błędach, i jeżeli miałabym dzisiaj mówić do młodych przedsiębiorców to pierwsza podstawowa zasada: nie oszczędzać pieniędzy na prawnika, podpisywać umowy. Umowy są na czas, jakby się coś nie udało. Na przykład, jeżeli zakładacie start-up, albo firmę z kimś i zapraszacie kogoś do pracy, bo sami się po prostu boicie i to jest główny powód – a nie ten, że ktoś naprawdę uzupełnia wasze kompetencje, albo ma super kontakty – no to dlaczego go brać na wspólnika? Lepiej mu zapłacić i niech zasuwa i tyle. To szczególnie mówię do pań: tak jak my do toalety razem, to i do biznesu razem. Nie, jeżeli nie musisz, to jej nie bierz. Bo tylko będą z tego problemy. 🙂 W takim znaczeniu, że jak ktoś ma pasję i pomysł, a ktoś się tylko dołącza, ale nie ma pasji i pomysłu, tylko czerpie z drugiej strony, to po jakimś czasie, może być taka sytuacja, że jednak pomyśli, „ale jak to, ale dlaczego, a co ja mam tutaj robić, albo będę mniej robił, albo robiła”, no i z tego powstają problemy. Więc pierwsza rzecz, umowy, druga rzecz, pieniądze przy orderach i to jest moja największa nauka z ostatniego kryzysu. Jeżeli bierzesz do współpracy kogoś, dajesz mu dostęp do konta, to naprawdę sprawdzaj każdy przelew, a przede wszystkim zrób tak, żeby przelew nie mógł wyjść bez podwójnej autoryzacji. Kontroluj naprawdę – ufaj, ale kontroluj. Nauka z ostatniego kryzysu była też taka, że jest bardzo cienka linia pomiędzy zaufaniem a naiwnością. Jak rozmawiam z ludźmi biznesu, to wielu ludzi takich jak ja, którzy są idealistami, którzy mają pasję, którzy wierzą w ludzi, było oszukanych i – jak tu siedzimy – to wszystkich właściwie znasz. Oni może o tym głośno nie mówią, ale jak dowiedzieli się, co się u mnie wydarzyło, no to zaczęli dzwonić i mówić: słuchaj, mnie to ktoś na 400 tysięcy, a mnie na milion, a ja miałem prawie sprawę w sądzie, a ja 2 lata miałem w zawieszeniu za przyjaciela, który położył firmę, albo okradł firmę. To są takie sytuacje, gdzie jak ktoś, o kim myślimy, że to jest nasz kolega albo koleżanka bliska w umiejętny sposób potrafi manipulować – no bo przecież nie powie, jestem złodziejem tak, :), no nie powie – no to potem mamy szok i psychiczny i finansowy. Najpierw się trzeba z tego psychicznego podnieść, bo masz poczucie, że… [rozmowa telefoniczna]

Byliśmy w obszarze zaufania.

– Tak, że najpierw trzeba się podnieść z tego kryzysu głową i sercem, no bo najpierw człowiek nie może uwierzyć, że coś takiego się stało, zadaje te pytania bez odpowiedzi, potem zaczyna walić w siebie, co też nie jest najlepszym pomysłem i, no i to jest ten moment trudny. U mnie bardzo dobrze zadziałało słuchanie ludzi. Myślę, że w takich sytuacjach kryzysowych trzeba rozmawiać z innymi, a nie się tego wstydzić, bo inni naprawdę przeżyli te rzeczy, nawet jak po nich nie widać. Jak zaczęłam rozmawiać z niektórymi ludźmi, to mówili, co zrobili w podobnych sytuacjach, i wtedy można się nauczyć. W różnych, oczywiście, nie tylko w takich jak ktoś kogoś na pieniądze zrobi, bo kryzysy biznesowe są różne. Pamiętam, że po pierwsze rozmowy z innymi ludźmi dały mi siłę, poza tym miałam takie poczucie: Jezu to ja nie jestem jedyna! 🙂 Druga rzecz to wyzwolenie w sobie złości. Smutek, rozpacz, wstyd, to najniższe emocje w tak zwanej hierarchii Hawkinsa, psychiatry 28, one zabierają nam energię. A złość już jest wysoko, złość daje i to wyzwolenie złości na takim wczesnym etapie daje ci energię. Pamiętam, właśnie wtedy Leszek Mellibruda 29 jak z nim rozmawiałam powiedział mi, „weź ty się Kozierowska wreszcie wkurw, nie bądź taka Matka Boska Kozierowska, tylko się wkurw. Złodziej raz na zawsze będzie złodziejem, odcinaj się, idź na prokuraturę, zrób porządek, do końca to doprowadź, a potem idź w rynek i sprzedawaj, szukaj pieniędzy. Albo się poddać!” To był taki moment, że myślałam, że to już jest koniec Sukcesu Pisanego Szminką.

Aż tak? To była aż taka sytuacja? No ale jak to osiągnęłaś, bo kiedyś rozmawialiśmy o tym, i powiedziałem ci, że ja mam, niestety, niski poziom zaufania do instytucji publicznych, które pomagają w egzekwowaniu tego typu zobowiązań. Niestety też kiedyś padłem ofiarą, trochę innej sytuacji, ale powiedziałbym, że inwestor, który kupił udziały w mojej spółce nigdy się z tego nie rozliczył ze mną i to jest też ciekawa lekcja, jak sprzedajecie udziały w spółce, to nie sprzedawajcie tego inwestorowi, który działa jako spółka cypryjska, bo temat jest nie do wyegzekwowania realnie, więc ja nigdy nie odzyskałem tak naprawdę tych pieniędzy, co było dla mnie źródłem bardzo dużego cierpienia takiego jak opowiadasz, złości, ale też frustracji, ale też bezradności. Jak usłyszałem o tym, że ty osiągnęłaś swój cel, czyli powiedziałbym, że odzyskałaś w jakimś stopniu tę swoją prawdę, czy utraconą wartość, to mnie podbudowało, że takie rzeczy są możliwe. Jak to się wydarzyło?

– Ja nie mogę mówić o wierze. Powiem ci czy wierzę, jak skończy się sprawa. Prokuratura postawiła zarzuty, i teraz zobaczymy, co wyegzekwują. Rzeczywiście długo to trwa, bo to już 2 lata tam leży. Oni przesłuchują, bo okazało się, że dla osoby z którą ja współpracowałam, nie jestem pierwsza, więc inne osoby do mnie dołączyły, i jest to też jakaś siła. Co istotne, zakasałam rękawy i po prostu poszłam w rynek i przekonałam się, że jedna osoba mnie zawiodła, ale za to 10 innych mnie z tego podniosło. Miałam zatrudnione osoby, to musiałam pieniądze zarobić na to, niektóre dziewczyny miały trudną sytuacje, jednej koleżanki mama była bardzo chora. Takie miałam poczucie odpowiedzialności za innych, więc najpierw przez rok nie zarobiłam grosza jako ja. I wszystko co zarabiałam, to spłacałam te jakby długi, które tam gdzieś powstały, niepłacone ZUS-y, VAT-y i tak dalej. Wtedy też mi pomogli inni ludzie, pomogli mi ludzie którzy współpracowali ze mną jakiś czas, którzy dali dodatkowe zlecenia, też anioły czuwały :), jak to mówię. Jak już byłam w totalnej desperacji, na koniec czerwca, nagle spotkałam się na jednym z event’ów z – wtedy już właściwie byłą – panią prezes coca-coli, która potem napisała do mnie na LinkedInie żebyśmy się spotkały. Na początku lipca się spotkałam z panią prezes i ona mnie skierowała do działu komunikacji w coca-coli i jakby coca-cola przyszła do nas z pomysłem stworzeniem fundacji, a dodatkowo ze zrobieniem największego programu aktywizacji, bezpłatnej aktywizacji zawodowej kobiet 30 31. Wtedy zaczęłam się skupiać nad nowym projektem, żeby go wymyślić od początku, żeby tymi zasięgami, tym programem dojść do tylu tysięcy kobiet i w jaki sposób to zrobić. To mnie wciągnęło, więc zaczęłam znowu tworzyć z radością, co spowodowało, że pieniądze same zaczęły przychodzić. To jest taki moment, że udowodniłam sobie, że mogę, że jestem w stanie takie pieniądze zarobić w tak krótkim czasie. I zamknąć to za sobą, bo dla mnie ta sprawa już jest zamknięta, i w mojej głowie, i teraz czy prokuratura kogoś skaże, czy nie skaże, powiem ci, że, naprawdę wywalone mam na to.

Czyli odebrałaś pewnego rodzaju bodziec, który cię zastymulował do tego, żeby tak naprawdę uciekać do przodu. To jest trochę jak z nasionami sekwoi, nie wiem czy wiesz, że sekwoja nie jest w stanie wyrosnąć, jeżeli nie przejdzie pożaru. Bo dopiero wtedy te szyszki się otwierają, kiedy płonie, czyli musiało coś spłonąć, żeby mogło wyrosnąć coś nowego.

– Ja w ogóle uważam, że ten ostatni kryzys mnie tak przetrzepał biznesowo, że też ja przeszłam swoje granice. Bo zawsze miałam pieniądze, po prostu zawsze były, a potem nagle, wiesz, dół i to taki dół niespodziewany, bo się nie zorientowałam wcześniej.

No taka przymusowa dieta, przymusowa głodówka, która cię wygłodziła…

– Z efektem jojo. 🙂
No tak, dokładnie.
– Z dobrym efektem jojo. 🙂
Dobry efekt jojo, wygłodziła cię i po prostu obudziły się w tobie instynkty i poszłaś polować. Jak to baba…
– 🙂
…która poluje, samica lwa też poluje, prawda? A ci ludzie, mówisz o nich dużo jako o inspiracji i też o punkcie odniesienia, energii. Jakie inne źródła inspiracji odnajdujesz w otoczeniu, skąd czerpiesz inspiracje?
– Wiesz co, na pewno od ludzi, których słucham, czasem jest tak, że jedno zdanie potrafi tak gdzieś zakiełkować, że z tego tworzy mi się jakiś cały nowy projekt, albo jakiś artykuł, albo gdzieś to przeplatam w swoich wystąpieniach publicznych. Ale też dużo inspiracji czerpię od dzieci moich. Ja mam troje dzieci, teraz na przykład fascynuje mnie komunikacja damsko-męska. Diversity i w pracy, i w domu, to jest niesamowite jak ich słucham, ich wywodu, bo ja mam bliźniaki, właśnie różnej płci. Dają mi mnóstwo, mnóstwo inspiracji i też zapisuję sobie wszystkie takie śmieszne, ale też mądre ich teksty. Inspirują mnie też filmy, ostatnio oglądałam kilka kreskówek z moimi dziećmi i oglądam je trochę pod innym kątem i na przykład niektóre cytaty sobie zapisuję, zresztą niektórych użyłam też w mojej książce „Mój przyjaciel kryzys”, właśnie na początku rozdziałów, bo te cytaty są naprawdę niesamowite. Fascynuje mnie też zdjęcie, czasem to, co widzę albo co się gdzieś dzieje, ćwiczę uważność. Medytuję i słucham tego co się dzieje wokoło. Na przykład przymknąć oczy, jak idziesz ulicą i posłuchać wszystkich dźwięków, które do ciebie dochodzą. Kierować uwagę: to pies szczeka, to inny pies szczeka, a to samochód przejeżdża. Niesamowite, idziesz i widzisz jakąś konwersację pomiędzy ludźmi i coś się zadziewa i to też stanowi inspirację. Powiem ci, gdybym ja się mogła sklonować (bo ja mam taki zeszyt pomysłów niezrealizowanych, ale takich o których wiem, że to może nie teraz, albo to trzeba nad tym popracować, ale mi tak głowa kiełkuje, 🙂 zresztą ja mam ADHD, 🙂 z jednej strony dobrze, bo mam dużo energii, a z drugiej strony sama się czasem sobą męczę) 🙂 – to ja bym bardzo dużo zrobiła, jeszcze więcej. Zastanawiam się, jak odchowam dzieci i ten cały czas będę miała dla siebie w dużej mierze, to dopiero zawojuję po 60-tce ten świat. 🙂
Właśnie zaciekawiło mnie też to, jak ty to w ogóle wszystko godzisz? No bo masz troje dzieci, masz różne pasje, twoją pasją jest twoja praca, jak to się dzieje, jak to się mieści w 24 godzinach, żeby tak niesamowite sytuacje, jak podnoszenie się z kryzysu, równocześnie dbanie o dzieci, bo przecież to nie jest coś, co możesz odłożyć na bok i zająć…
– Teraz zamknę was w szafie na 3 miesiące… 🙂
…dokładnie, na 3 miesiące, jak się ogarnę to po was wrócę. Więc to jest jakby, to jest projekt, w cudzysłowie wielkim i przerysowaniu, projekt taki trwały, że tak powiem, niezbywalny i niesamowita część życia, to jak ty zarządzasz swoim czasem, że to się w ogóle skleja?
– Paradoksalnie, im go masz mniej, tym lepiej nim zarządzasz. Tak się zastanawiam teraz, jak mam troje dzieci – co ja robiłam z czasem, kiedy miałam jedno. 🙂 Na pewno nie mam takich wieczorów, jak potrafiłam mieć przy jednym dziecku, że sobie siedziałeś, zjadłeś sobie kolacyjkę, obejrzałeś jakiś film, gdzieś poszedłeś, coś tam zrobiłeś tak na luzaku. Teraz u mnie, jeżeli ma się odbyć jakaś przyjemność, to musi być zaplanowana, 🙂 czyli wiadomo, że jak idę do teatru, albo gdzieś mam wyjechać na weekend, to wszystko wcześniej trzeba zaplanować. Ale ja do tego też podchodzę z radością, bo cieszę się na to wyjście, więc wiem też, że jak sama to zorganizuję, to się odbędzie. Nauczyłam się efektywnie pracować, w tym sensie, że się skupiam na priorytetach, i wykonuję tylko te rzeczy, które mnie przybliżają do rezultatu. Zrobiłam sobie ze 2 lata temu takie ćwiczenie na sobie – bo dużo rzeczy ćwiczę na sobie i sprawdzam – co się wydarzy, jak nie zrobię 30 albo 40% zadań, które normalnie wykonuję, albo wykonujesz, żeby osiągnąć cel. I okazuje się, że nic. Na 30% maili w ogóle nie odpowiadam, bo jak ktoś pisze i coś ode mnie chce, ale pisze nieskładnie, to ja nie będę się zastanawiała i wymieniała z nim 10 maili, co on tak naprawdę chce, tylko niech się nauczy pisać, a jak będzie zdeterminowany to i trzy razy napisze i wtedy docenię go za determinację 🙂 i tyle. Więc pozbyłam się poczucia winy, że musisz komuś odpowiedzieć, bo w końcu ktoś napisał i tak dalej i tak dalej, albo ktoś coś zrobił, albo ktoś cię o coś prosi. Nie umawiam się w ogóle na kawy, w takim sensie, że ludzie często lubią się umawiać na kawę po nic, a ja po prostu piszę asertywnie, bo to jest prawda. Chcesz konkretnie, napisz, powiedz, to się spotkamy, umówimy, ale ma coś z tego być. Albo na przykład piszę „teraz nie mam przepustowości na to żeby włożyć nowy projekt, więc nie”. Po prostu, w czerwcu. To nawet się potem nie przejmuję, jak ktoś mi złośliwie pisze, no proszę w czerwcu, to tak planujesz kalendarz? Tak, ja planuję kalendarz, ja mam terminy na 2019 już zaplanowane, więc tak, planuję, szczególnie czerwiec już dawno mam zaplanowany. 🙂 Zostawiam sobie czas na tak zwane myślenie. Czyli jak mam spotkania sprzedażowe, czy spotkania tak zwane biznesowe, to staram się tak ułożyć, żeby je grupować dniami. Do radia idę raz na dwa tygodnie i nagrywam hurtem, choć wszyscy myślą, że nagrywam na żywo. 🙂
Goście przybijają piątkę przy obrotowych, przy tych obrotowych przejściach tylko.
– Generalnie, to ja o 16:00 jestem w domu. Jestem z dziećmi, odrabiam z jednym lekcje, właściwie pomagam mu, bo ostatnio mnie wyrolował: przychodzi do mnie i mówi, „mamy do zrobienia prezentację, mamy do napisania…”, Jakie mamy? Ty masz, ja mogę ci pomóc, a nie, że mamy, prawda?. 🙂 Łapałam się na to, widzisz, jaki sprytek Witek. Te małe też potrzebują czasu oddzielnie, więc na jakieś tak zwane randki co jakiś czas z jednym trzeba pójść posłuchać, z drugim. Ta dziewczynka, czyli moja córka, 🙂 moja córcia potrzebuje czasu, no babskiego, :), więc też muszę to jakoś zagospodarować, ale to mi daje dużo przyjemności. Stwierdziłam, że będę wymyślać takie zabawy, które mi dają przyjemność. Dlaczego mam się bawić w to co napisał ktoś w książce albo powiedział, że tak trzeba, albo zmuszać się do czegoś. Na przykład przy tej mojej dwójce nie mam takiego parcia jak niektórzy. Jezu twoje dziecko ma 6 lat i nie umie czytać? Twoje dziecko ma 6 lat i nie umie liczyć do 100? Nie umie, a ja nie znam nikogo dorosłego, kto by nie umiał czytać, więc myślę, że się nauczy. Ja się nauczyłam czytać jak miałam 8 lat… Myślę, że jak ma predyspozycje do czegoś innego, to znaczy, że da radę, prawda? No i kupuję sobie czas. Pamiętam, z naszym ulubionym przyjacielem Miłoszem Brzezińskim 32 siedziałam na lunchu i wtedy jęczałam – to było ze 3 lata temu – nie mam czasu na to i nie mam czasu na to… A on mówi, weź se kup czas, ja mówię jak to mam se kupić czas? I można sobie kupić czas za pieniądze albo można sobie kupić czas bez pieniędzy, tylko generalnie nazywam to kupowaniem sobie czasu. Czyli zaplanować to wszystko, bo my kobiety – tak jak rozmawiam ze swoimi koleżankami – mamy taką funkcję biadolenia, czyli jak to my jesteśmy biedne, ale to ktoś inny powinien za nas to zorganizować. Nie, do cholery, jak se sama nie zorganizujesz, to nie będzie. Więc biorę sprawy we własne ręce, organizuję męża, bo na przykład chcę wyjść z koleżankami i mówię „ty zostajesz”. Mam bardzo dobrego męża, nie mówię, że wszystko ja sama, nie. Gdyby nie on…gdybym miała męża tradycyjnego, który ma mnie walić, mówić, że jestem złą matką – bo tacy się zdarzają, że powinnam siedzieć w domu bo to moja praca, albo że moja praca nieważna, a jego ważniejsza, to pewnie by mi nie było tak dobrze jak mi jest. Ale ja mam męża, który mnie nie ogranicza, który rozumie to, co ja chcę zrobić, a jak się go ostatnio zapytałam za co mnie kocha najbardziej, to on powiedział, za to, że jesteś taka wytrwała. No myślałam, że za nogi może :), albo że mam ładne nogi :). A on, że jestem taka wytrwała i że świat mi się chce zmieniać. Innym się nie chce, a mi się chce. No więc to też rozumie. Myślę, że cała ta moja układanka działa, jakby ktoś z góry pomyślał „dobra, no to już się nachetałaś”. Bo moje pierwsze małżeństwo zupełnie takie nie było, więc wiem co to znaczy, że taka idylla, tak. Może czasem trzeba dotknąć dna, żeby się z niego odbić, bo jak nie jesteśmy na dnie tylko na takim półdnie, no to cały czas sobie myślimy, że będzie lepiej, albo zawsze może być gorzej. 🙂 Ale jak już gorzej nie może być, no to trzeba się odbić i okazuje się, że można wysoko polecieć, no i chyba w tym to moje doświadczenie, no i kupuję sobie, kupuję sobie uberem czas na przykład. Kiedyś woziłam starszego syna do szkoły i stałam w różnych korkach, a teraz korzystam z ubera, najpierw się trzęsłam i patrzyłam na ten samochodzik, tydzień tak było, a potem: on ma telefon, dzwoni, melduje się. Mam zupełnie inne poranki, nie w nerwie, tu włosy – wiesz ile moje włosy trzeba układać Grzesiu? 40 minut! 🙂 – to ja muszę wstać przed 6:00, żeby te włosy ułożyć…A teraz wstaję spokojnie 7:30, robię sobie kawusię, nie, przepraszam, najpierw piję wodę gorącą z cytrynką, potem sobie robię kawusię, robię śniadanko mojemu synkowi, nawet czasem mąż się załapie, i wszystko jest na spokoju, potem go wypuszczam: on ma na 8:30, więc o 8:00 zamawiam mu uberka, ja się idę w tym czasie szykować i o 9:00 to ja już jestem na spotkaniu ready, gotowa. 🙂 Więc można.
Czyli świetna organizacja, bardzo dobrze. Olga, jakbyś miała jedno przesłanie teraz rzucić w eter tym wszystkim osobom, które myślą o założeniu biznesu, albo chcą wzorować się na tobie i przezwyciężać kryzysy, bo dużo o tych kryzysach rozmawialiśmy – tak, tak czuję i taki wątek przewodni nam wyszedł – to co byś powiedziała?

– Raz na wozie, raz pod wozem, byleby bez utraty entuzjazmu. 🙂

🙂 Super. Fajnie, będziemy powoli kończyć. Na koniec zawsze daję możliwość gościom pochwalenia się czymś lub też podania jakichś kontaktów do siebie lub jakichś innych ekscytujących możliwości autopromocyjnych i innych szans, więc jeżeli jest coś, co byś chciała powiedzieć, na przykład powiedzieć gdzie cię znaleźć w internecie, gdzie cię należy śledzić, lub żeby cię w ogóle nie śledzić, żeby w ogóle za tobą nie podążać, że chcesz się zaszyć i żeby nikt cię już nigdy nie spotkał, to możesz o tym teraz opowiedzieć.

– Powiem tak, że dla tych, którzy chcieliby skorzystać z darmowej, a naprawdę dobrej wiedzy, to polecam nasz portal Sukces to ja, tam są różne kursy online, podcasty, więc można skorzystać. Mężczyźni też, bo teraz słyszałam, że koledzy z Eurozetu 33 się edukują i mówią, nieważne, że tam mówią do nas „kochana”. 🙂 Więc i panom i paniom polecam te kursy nasze online 34. Sukces Pisany Szminką oczywiście, jak ktoś chciałby się zainspirować, no i czasem można włączyć ChiliZet, albo posłuchać podcastów na Update, które z Małgosią Marczewską o emocjach robię 35. Myślę, że to jest taki temat, który może ludzi zainteresować, bo wszyscy się dzisiaj zastanawiają jak żyć. O biznesie dużo wiemy, ale nie wiemy, co z tym emocjami w biznesie zrobić. Dlatego może najbardziej wartościowy byłby dzisiaj dla nich ten Update.

Dziękuję.

  1. Strona internetowa https://sukcespisanyszminka.pl/ 
  2. Male Champions of Change, dyskusja poprzedzająca powstanie pierwszego klubu, z udziałem Olgi https://biznes.newseria.pl/komunikaty/firma/male-champions-of,b1696388053
  3. Różnorodność i inkluzja https://rownosc.info/dictionary/zarzadzanie-roznorodnoscia/ https://pl.wikipedia.org/wiki/Inkluzja_spo%C5%82eczna
  4.  Radio PIN („Pieniądze i Nowoczesność”) https://pl.wikipedia.org/wiki/Radio_PiN
  5.  Male Champions of Change, dyskusja poprzedzająca powstanie pierwszego klubu, z udziałem Olgi https://biznes.newseria.pl/komunikaty/firma/male-champions-of,b1696388053
  6.  Mężczyźni – finaliści konkursu Bizneswoman Roku 2017 https://sukcespisanyszminka.pl/bizneswoman-roku-2017-male-champion-of-change/
  7.  Wywiad z Olgą, przy okazji Europejskej Nagrody dla Fundacji Sukces Pisany Szminką, przyznanej przez “Women’s Tertiary Group” działającej w ramach Confcommercio Milano https://sukcespisanyszminka.pl/europejska-nagroda-european-womens-tertiary-award-dla-sukcesu-pisanego-szminka/
  8.  Toksyczny wstyd http://cps.org.pl/czytelnia/psychoterapia/186-toksyczny-wstyd
  9.  Pogardliwie o przedsiębiorcach w czasach PRLu: prywaciarz, spekulant, badylarz https://pl.wikipedia.org/wiki/Badylarz_(rolnictwo)
  10.  Pogardliwie o przedsiębiorcach w czasach PRLu: prywaciarz, spekulant, badylarz https://www.bankier.pl/wiadomosc/Prywaciarz-z-PRL-u-zyl-jak-paczek-w-masle-3104282.html
  11.  Go with the flow – iść z nurtem https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/go-with-the-flow
  12.  Praca w Unilever https://www.unilever.pl/kariera/
  13.  Kurs PR-u w London School of Public Relations http://lspr.pl/
  14.  Historia Masterlink Express (później DPD), w którym od 2001 roku pracowała Olga https://pl.wikipedia.org/wiki/Dynamic_Parcel_Distribution
  15.  Roderyk Więcek, dziennikarz radia PiN zaprosił Olgę do programu Globtrotter http://superbrands.pl/wp-content/uploads/2014/04/Radio-PIN.pdf
  16.  Sexual harassment – molestowanie seksualne https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/sexual-harassment
  17.  Wojciech Eicherberger, felietony https://stressfree.pl/daj-sobie-spokoj-bestsellery-wojciecha-eichelbergera-w-nowej-serii/
  18.  Książka „Serce i portfel”, autor Dariusz Duma, wydawnictwo „W drodze”, rok wydania 2016 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4084410/serce-i-portfel-byc-soba-w-pracy
  19.  Break even point – próg rentowności https://pl.wikipedia.org/wiki/Pr%C3%B3g_rentowno%C5%9Bci
  20.  Żart: należna Oldze nagroda dla najlepszych sprzedawców – Polish National Sales Awards http://pnsa.pl/
  21.  Audycje radiowe https://www.chillizet.pl/Radio/Programy/Sukces-pisany-szminka
  22.  Konferencje https://sukcestoja.pl/konferencje-i-warsztaty/
  23.  Konkurs Bizneswoman Roku https://sukcespisanyszminka.pl/nagrody-ix-edycji-konkursu-sukces-pisany-szminka-bizneswoman-roku-rozdane-poznajcie-wszystkie-laureatki-laureatow/
  24.  Program w telewizji TVN24 https://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/sukces-pisany-szminka-odc-33,295732.html?playlist_id=25515
  25.  Power Show Olgi https://www.youtube.com/watch?v=UrgkXkqieP4
  26.  Gabi Drzewiecka http://www.gala.pl/artykul/gabi-drzewiecka-w-teledysku-midnight-natalii-moskal-dziennikarka-muzyczna-zagrala-w-klipie-gabi-drzewiecka-wystapila-w-klipie-natalii-moskal-zobacz-teledysk-171130050603
  27.  Książka „Mój przyjaciel kryzys”, autor Olga Kozierowska, wydawnictwo Edipresse, rok wydania 2017 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4462550/moj-przyjaciel-kryzys
  28.  Złość w hierarchii Hawkinsa http://www.bochenia.pl/?id=159
  29.  Leszek Mellibruda http://www.mellibruda.pl/
  30.  Udział firmy Coca Cola w aktywizacji zawodowej kobiet https://www.cocacola.com.pl/historie/coca-cola-pomaga-kobietom-na-rynku-pracy-startuje-program-aktywizacji-zawodowej-sukces-to-ja
  31.  Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką w 2016 roku zainaugurowała i prowadzi największy program aktywizacji zawodowej kobiet w Polsce „Sukces TO JA”. Program wspierany jest przez Fundację Coca-Cola w Atlancie https://sukcestoja.pl/o-nas/
  32.  Miłosz Brzeziński http://www.miloszbrzezinski.pl/
  33.  Eurozet – stacje radiowe http://eurozet.pl/releases/nasze-marki
  34.  Kursy programu „Sukces to ja” https://sukcestoja.pl/wszystkie-kursy/
  35.  Podcast z Małgorzatą Marczewską https://lectonapp.com/podcast/4e2160bf-39a7-4a24-a874-0f5dc1dc9205
Może Cię zainteresować

How to become a great mentor

Czytaj

Moje lekcje z 20 lat kariery zawodowej

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×