Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na bezpłatną konsultację
zapisz
się
2 maja 2018

Marcin 'groh’ Grośkiewicz: od etatu w domu mediowym do globalnego biznesu muzycznego

39 min czytania
Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Marcin 'groh’ Grośkiewicz – pochodzi z Włocławka i tam w szalonych latach 90-tych zaczął działać muzycznie – koncerty, imprezy, pierwsze winylowe zakupy. Potem wziął się za wydawanie rapu (JuNouMi od 2002), funku (Funky Mamas and Papas od 2008) i zwariowanej elektroniki (U Know Me od 2010). Od początku skupiony na winylach, których do dziś wydał już prawie 100 tytułów. Jako wydawca, aktywny didżej, menadżer muzyczny i promotor odwiedził wiele zakątków świata. Prywatnie kolekcjoner płyt, komiksów i koneser koszykówki.
 

 

 

Zapis Rozmowy

Dziś bardzo cieszę się, bo naszym gościem jest Marcin Grośkiewicz – nie zwykłem do niego nawet tak mówić, bo ma ksywę Groh, której zawsze używam – bardzo się cieszę, że jesteś Marcin.

Cześć.

Czy mogę do ciebie mówić Grohu na potrzeby tego podcastu?

Oczywiście, ja myślę, że większość osób tak do mnie mówi i spora ilość, spora liczba moich znajomych nie ma zielonego pojęcia, jak mam na imię.

No właśnie, tak myślałem, że tak może być. No to fajnie, Grohu, zatem pokrótce powiedz o co chodzi z tymi winylami? Wydawałoby się, że winyle to jest coś, co już dawno wyginęło i – z dinozaurami, razem z CD, taśmami magnetofonowymi oraz tymi zadrukowanymi płytami perforowanymi do komputerów – zostanie wrzucone gdzieś tam do przemiału i zrobi się z tego opakowania na jogurty, ale jednak tak nie jest.

Winyle wróciły, triumfalnie, ale one zawsze były, to jest ciekawe, bo nośniki, o których wspomniałeś, one często znikały. Kasety magnetofonowe, to przestały być produkowane przez jakiś czas, teraz znowu wracają jako takie gadżety, ale jeśli chodzi o płyty winylowe ich historia jest bardzo długa i lata świetności to przede wszystkim XX wiek, kiedy były przez wiele, wiele lat i jeśli nie dekad najważniejszym nośnikiem, jeżeli chodzi o muzykę i dźwięk.

Potem, bo myślę, że ten rys historyczny jest istotny, więc pozwolę sobie tutaj sięgnąć trochę wstecz, po tym boom’ie płyt, po prostu po erze płyt winylowych pojawiły się nośniki dużo bardziej skompresowane i też w inny sposób zupełnie produkowane, czyli kompakty.

Były też później kasety, ja sam jestem wychowany w latach 90. i doskonale pamiętam nośnik kasetowy, który dla mnie był w pewnym momencie najistotniejszym i to było też fajne, bo można było samemu nagrywać te kasety, więc to było coś wyjątkowego. Później pojawiły się kompakty i tam już był ten kłopot, że z nagrywaniem nie było tak łatwo, nagrywarki dopiero pierwsze pojawiały się u znajomych, więc też te kompakty, ale z drugiej strony były też bardzo ładnie wydane i ten nośnik zawojował rynek na wiele, wiele lat.

No i teraz mniej więcej przechodzi do lamusa powoli, mówię tutaj o kompaktach, a winyle zawsze gdzieś tam były, no i płyty winylowe przede wszystkim moją uwagę zwróciły nie tylko ze względu na to, że są po prostu bardzo ciekawym przedmiotem, ale w klubach na koniec lat 90. to był jedyny nośnik, który był używany przez DJ-ów. Więc, mimo że tych płyt winylowych w sklepach za dużo nie było, to na imprezach, w klubach, DJ-je, szczególnie hip-hopowi, ale też elektroniczni korzystali tylko i wyłącznie z tego nośnika, dopiero później weszła technologia cyfrowa, która pozwala łączyć gramofony z komputerem i używać plików cyfrowych, ale koniec lat 90., lata 90. to ogólnie i początek dwutysięcznych, to czas w klubach dla płyt winylowych.

I też początek, można powiedzieć, mojej przygody jako wydawcy, bo kolekcjonowałem już płyty wcześniej, bawiłem się też jako DJ, ale cała historia mojego wydawania płyt winylowych zaczęła się w tym momencie, kiedy zorientowałem się, że nie ma zupełnie płyt z polskimi wykonawcami hip-hopowymi na winylach albo było ich tak mało, że można ich było policzyć na palcach jednej ręki dosłownie. Był to 2001 rok i w momencie, kiedy zaproponowałem znajomym, bo obracałem się w środowisku głównie hip-hopowym, znałem tych wykonawców, organizowałem wcześniej koncerty w moim rodzinnym Włocławku, i gdy zaproponowałem znajomym, słuchajcie, zrobię winyl, bo potrzebujemy wszyscy, żeby te wasze utwory pojawiły się w klubach.

To każdy z entuzjazmem do tego projektu podszedł i w bardzo szybkim czasie miałem materiał na dwie płyty, które w 2002 ujrzały światło dzienne i wyprzedały się momentalnie, to dało mi, ale także mojemu przyjacielowi Linkowi, z którym wtedy robiłem, wiatr w żagle i tak zaczęła się historia wytwórni  JuNouMi 1 2.

I która w sumie teraz się na chwilę odradza, bo to jest dla mnie też ciekawa historia, bo właśnie wydajemy po raz pierwszy na winylu jedną z klasycznych płyt hip-hopowych Praktica 3, album z 2004 roku, wychodzi to za tydzień, więc to jest też bardzo dla mnie ciekawa historia, taka klamra trochę czasowa. Ale wracając do samej genezy i tych płyt winylowych, nastąpiły później te czasy, kiedy w klubach zaczęły się pojawiać pliki cyfrowe, więc DJ nie musieli już kupować płyt winylowych, jest to przełom, mniej więcej, dekad 2000, chyba mniej więcej, 6, 7, 8 rok.

Wtedy to nastąpiła ogólnie rewolucja dosyć duża, pojawia się YouTube, tudzież Facebook, to są cały czas te same lata, iTunes startuje ze sprzedażą MP3, i to mocno podcięło skrzydła branży winylowej. Wtedy też zamykało się mnóstwo sklepów z płytami, niektóre wytwórnie kończyły po prostu swój żywot, przechodziły na cyfrę, bądź skupiały się na kompaktach. Tych płyt było niewiele. My ten moment też przetrwaliśmy, też powstawały kolejne label’e, związane z różnymi innymi gatunkami, zaczęliśmy też wydawać płyty ogólnie na świecie, bo ten rynek płyt winylowych przez to, że zmalał lokalnie, to pojawiło się kilka sklepów bardzo silnych, które działały po prostu globalnie i skupiały kupujących z wielu, wielu krajów. I tam nam się udało dostać z nowymi płytami, z nowymi nagraniami.

Co to znaczy, że udało wam się dostać, bo rozumiem, że pojawiają się różne sklepy, wy macie winyle, jak się dostałeś do tych sklepów?

Ogólnie to za każdym razem było to wszystko robione od nas zupełnie oddolnie, od samego początku, kiedy wymyśliliśmy, że chcemy wydawać winyl. Zaczęliśmy szukać, gdzie to można zrobić, okazało się, że w Polsce już żadna tłocznia nie istnieje, stąd tak mało tych płyt winylowych było na początku XXI wieku. Znaleźliśmy tłocznię w Czechach, która do dzisiaj istnieje i radzi sobie bardzo dobrze, a wtedy zaczęliśmy wszystkie projekty robić u nich.

I mniej więcej do 2008 roku skupieni byliśmy na tym hip-hopowym label’u JuNouMi, wydawaliśmy różne hip-hopowe płyty, ale wtedy poprzez też fascynację muzyką funkową, która, bo to też jest istotne, wszystko działo się naturalnie, ja byłem wychowany głównie na hip-hopie, ale inne gatunki muzyczne też nie były mi obce. Moi przyjaciele z Włocławka zawsze podrzucali bardzo ciekawe rzeczy, choćby drum&bass 4 czy jungle 5, to gatunki, których zawsze słuchałem.

Ale najbardziej w momencie kiedy byłem właśnie maturzystą, to słuchałem hip-hopu przede wszystkim. Ten hip-hop w Polsce też był wtedy w bardzo ciekawym momencie, rozwijał się niesamowicie i dla mnie był bardzo autentyczny. Zresztą rapowali moi rówieśnicy, więc po prostu była to muzyka dla mnie dedykowana. I w sumie ten fenomen hip-hopu do dziś polega na tej autentyczności, to jest ten fenomen, który pewnie szybko nie przeminie. No ale wracając do tego, do tych początków, później zacząłem odkrywać, że te wszystkie podkłady, czyli beaty na hip-hopowych kawałkach są tak naprawdę samplowane z funku, z jazzu, z soulu, którego praktycznie nie znałem, bo nie miałem skąd go znać.

Znałem głównie nowa muzykę, która się pojawiała, a okazywało się, że hip-hopowi producenci czerpali garściami z płyt starszych, z lat 70. głównie, czasem 80. I zacząłem odkrywać później te rejony, i zafascynowany funky’iem, soulem, też spróbowaliśmy z innym kumplem wydać funkową siódemkę, to była, założyliśmy nowy label, się nazywał Funky Mamas and Papas Recordings, 2008 rok. Poznałem wcześniej – miałem dużo imprez – więc poznałem wielu, wielu ciekawych DJ-ów, jednym był Papa Zura, który do dziś jest moim kumplem i aktywnym DJ-em, fenomenalnym DJ-em, warto dodać 6 7.

Ale wtedy po którejś z imprez powiedział, że ma coś ciekawego do wydania, no i zaryzykowaliśmy, wydaliśmy siódemkę, czyli taki mały krążek, można powiedzieć singiel, gdzie są dwa utwory po jednym na każdej ze stron. I był to pierwszy numer, tak naprawdę, który nie był hip-hopowy, więc nie miał polskiego języka i można było z nim spróbować zrobić coś poza granicami Polski. No i odezwaliśmy się do tych sklepów, czy nie chcą po prostu tej płyty wziąć w swój asortyment. I okazało się, że, nie tylko, że spodobała im się ta płyta, wzięli ją momentalnie, to ona stała się bestsellerem i…

Marcin Groszkiewicz

Jaka to była płyta?

Ta właśnie pierwsza płyta Funky Mamas and Papas 8, to były edity Papa Zury, nie były to mówiąc wprost jakieś oryginalne zupełnie utwory, tylko można powiedzieć blendy, czyli wokale wzięte z innego kawałka, do tego podłożone, podłożona muzyka z innego, trochę przearanżowane, ale to też były takie czasy, kiedy tego typu muzyka była popularna w klubach i z tym trafiliśmy idealnie. Nagle odezwał się ktoś z Japonii, kto chciał kupić całość nakładu, i przecieraliśmy oczy ze zdumienia, bo chcieliśmy po prostu zaistnieć, chcieliśmy po prostu być w tych sklepach.

A okazało się, że sprzedaliśmy momentalnie nakład tej pierwszej płyty i uwierzyliśmy, że można coś zrobić poza granicą Polski, bo w JuNouMi, jeżeli chodzi o hip-hop i jeśli chodzi o winyle, to mieliśmy wrażenie, że osiągnęliśmy sufit troszeczkę tamtych czasów, czyli wyprzedawaliśmy te nasze płyty, docieraliśmy do wielu, wielu ludzi, do wielu hip-hopowców. W tamtych czasach byliśmy bardzo znani i wielu raperów bardzo znanych też u nas wydawało, i zgłaszało się samych, żebyśmy wrzucili ich numer na nową płytę.

Czy możesz podać, jacy to byli raperzy, bo może słuchacze ich kojarzą?

Wielu artystów, którzy obecnie wciąż tworzą, to byli nasi wykonawcy 9, może to za mocno powiedziane, dawali nam utwory, więc byli związani z nami, to byli Pezet, Ten Typ Mes, Gural z Poznania, czyli Donguralesko. Tak naprawdę Pezet, jak wspomniałem z Noonem, Flexxip u nas zaczynał zupełnie, Webber, Łona, w sumie jest tu kilku, nie kilkudziesięciu, ale kilkaset osób można by wymieniać, ile się przewijało przez JuNouMi, bo tam było mnóstwo i producentów i raperów. Rasmentalism u nas wydał jedną epkę, no naprawdę, no masa, masa osób.

No ale sporo osób już nie rapuje Eis, Dizkret, to były postaci z tamtych czasów bardzo znane i rozpoznawane i oni dawali nam też bardzo ciekawe rzeczy i to pchaliśmy na winylach, i w tamtych czasach, to było coś wyjątkowego. Pomagaliśmy też w ich karierach solowych na dobrą sprawę, bo u nas jakby wychodziły głównie składanki, i przede wszystkim jak wspomniałem były to płyty też dla DJ-ów, więc przez, że to takie single, takie numery pojawiały się na płytach, to w związku z tym mogły pojawiać się na imprezach. Więc to było też dla wszystkich ważne. No i Funky Mamas and Papas, 2008 rok bodajże, i to było takie dla nas niesamowite, że możemy coś zrobić zagranicą, żeby pójść dalej. No i później szybko pojawia się kolejna płyta Papa Zury [8], również wyprzedana.

I zaczęło się robić coś, z czego jestem bardzo zadowolony, bo zaczęli się odzywać producenci z różnych miejsc na świecie, żeby wydawać ich właśnie w Funky Mamas and Papas. W tym label’u do tej pory wyszło chyba 16 płyt, chyba mniej więcej winylowych, wciąż jest to stricte tylko i wyłącznie winylowy label, Funky Mamas and Papas. Głównie są to siódemki, i wydawaliśmy je regularnie tak mniej więcej do 2012, 13 roku 10.

Czasem się coś sporadycznie jeszcze pojawi. W zeszłym roku wydaliśmy płytę o nazwie Kita Koguta 11, która też nam się fajnie wyprzedała, taki powrót, bo to była składanka osób związanych z klubem Kita Koguta, który jest takim koktajl barem w Warszawie, gdzie pracują bardzo fajni ludzie, dla których muzyka jest bardzo ważna i zrobiliśmy właśnie taki projekt dedykowany dla Kity.

I udało się namówić fajnych artystów, żeby też nam dali swoje utwory i też nie tylko Polacy w tym uczestniczyli, więc też fajny projekt, który odświeżył jeszcze Funky Mamas and Papas, bo wróciliśmy na chwilę 12 13.

W mojej karierze wydawniczej później pojawił się rok 2010 i to był przełomowy moment, bo dostałem demówkę od Pawła Teielte  i była to muzyka tak inna od tego co do tej pory wydawałem, czyli nie był to ani hip-hop ani funk, a było to ciekawe i chciałem bardzo to wydać, więc podjąłem decyzję o założeniu nowego label’u, który będzie nawiązywał nazwą do tego hip-hopowego i też się nazywa U Know Me, tylko zaczęliśmy pisać zupełnie inaczej tę nazwę, wcześniej pisaliśmy po polsku fonetycznie od Ju, a teraz U Know Me, tak zwane elektroniczne jak to często określam, pisane jest przez u, U Know Me, mówiąc wprost.

Jest to label, którym teraz głównie się zajmuję 14 15 16, wydałem przed chwilą sześćdziesiąty piąty release od tego 2010 roku.

Z czego 40 ponad, chyba 44, to winyle, więc myślę, że całkiem pokaźny katalog. Bardzo dużo ciekawych artystów z bardzo różnych środowisk i, no i nie zamierzam oczywiście przestać wydawać tych płyt. Pewnie za chwilę porozmawiamy o kondycji rynku winylowego, ale w sumie rozgadałem się i trochę uciekłem od tego pytania pierwotnego skąd ten boom obecny na winyle, więc przeszliśmy troszeczkę, faktycznie długą drogę od momentu, kiedy winyle były elementem koniecznym do tego, żeby zaistnieć w klubach, czyli ten przełom wieków, potem pojawił się wielki kryzys płyt winylowych i stąd nawet święto, które co roku jest obchodzone około 20-któregoś kwietnia.

Tydzień temu mieliśmy okazję je świętować, Records Store Day 17, święto powstało mniej więcej 10 lat temu, właśnie muszę sprawdzić kiedy dokładnie, ale powiedzmy mniej więcej 10 lat temu 18, kiedy to był największy kryzys na rynku winylowym na świecie i padały sklepy, znikały z map miast sklepy z winylami, ponieważ ludzie przerzucili się na pliki przede wszystkim, no i kompakty oczywiście były tym nośnikiem głównie promowanym, w klubach też zniknęły, może niezupełnie, bo mnóstwo DJ-ów wciąż jeszcze korzystało z płyt winylowych, ale na pewno wiele, wiele osób porzuciło płyty. Powód czysto techniczny, jeżdżąc po świecie, czy nawet po Polsce, przemieszczając się nie trzeba już brać tych 20 kilogramów płyt ze sobą, a wystarczy wziąć komputer ze sobą albo pendrive’a teraz i ruszać w trasę. Więc jest to olbrzymia wygoda dla DJ-a, który podróżuje, więc w związku z tym płyty winylowe trochę przygasły, ich sprzedaż też przez pewien moment.

grośkiewicz

A w jaki sposób ty poradziłeś sobie w tej sytuacji, w której jesteś w jakimś tam cyklu rozwoju swojego biznesu winylowego. Na początku wydajesz hip-hopowców, potem zaczynasz wydawać swoich własnych artystów, jak rozumiem, powiedziałeś ok. 2008, czyli de facto podejmujesz większe ryzyko, bo wybierasz ludzi , którzy mogą być na razie mniej znani i jeszcze inwestujesz swoje własne środki w wydanie tego. I następuje krach. W jaki sposób, jako wydawca, odnalazłeś się w takiej sytuacji? Jak to wpłynęło na twoje, nie tylko biznes, ale na twoje samopoczucie, jak widziałeś swoją przyszłość w tym momencie?

To jest istotne, właśnie ten fragment biznesowy, całe przedsięwzięcie jest tutaj kluczowe. Więc początki wytwórni, czyli moment, kiedy wydawałem hip-hop. Nigdy nie podchodziliśmy do tego zarobkowo. Co więcej, no to było zupełnie dla nas hobby i coś, co dawało nam mnóstwo satysfakcji, czuliśmy, że dajemy coś ciekawego światu. I oczywiście to się spinało, bo jak wspominałem sprzedawaliśmy, wyprzedawaliśmy te płyty. Ale robiliśmy to w ten sposób, że inwestowaliśmy te środki od razu w kolejną płytę.

I tak to się ciągnęło. My wtedy byliśmy studentami, więc jeszcze nie myśleliśmy o biznesach, początkowo nawet nie było to zarejestrowane formalnie, tylko pomagaliśmy, znaczy legalizowane było to przez znajomych, więc sami nawet nie podpisywaliśmy tych kontraktów, tylko było to przez znajomą firmę prowadzone. To były początki, oczywiście płaciliśmy podatki, żeby było to legalne, ale, no nie myśleliśmy o tym, żeby rozwijać stricte biznesowo.

Z czego wtedy żyłeś?

No byłem wtedy studentem, więc miałem jeszcze pamiętam drobne wsparcie od rodziców, też byłem DJ-em, o i tak, to jeszcze były takie czasy zupełnie beztroskie, można powiedzieć. Potem zaczęły, no też byłem promotorem, robiłem imprezy, więc jakby jakoś udało się funkcjonować w tamtych czasach. Moment ten kiedy zaczęliśmy wydawać płyty na świat, też nie był momentem, kiedy od razu zaczęliśmy funkcjonować pełną parą jako solidna, prężnie działająca firma.

Wręcz też bawiliśmy się tym, i na początku naprawdę nie wiedzieliśmy, że tak pójdzie, więc później szybko pamiętam zakładaliśmy spółkę z o.o. z przyjacielem. I również działała ta zasada inwestujemy cały czas pieniądze z płyt w kolejne produkty. Ja wychodzę też z założenia, i myślę, że to się u nas sprawdza, szczególnie właśnie w tej branży, to jest sposób na przetrwanie tego kryzysu, w momencie kiedy wydawaliśmy często i dużo, stawaliśmy się dużo bardziej atrakcyjnym kontrahentem dla zagranicznych odbiorców. Bo taki wydawca, taki sklep duży nie czekał, my też nie czekaliśmy z wydawaniem płyt dopiero kiedy się pojawia nowe wydawnictwo czy powiedzmy raz na, nie wiem, pewnie niektóre wydawnictwa wydają coś dwa razy w roku albo czasem nawet i rzadziej, my staraliśmy się to wydawać dużo częściej.

W związku z tym taki sklep zamawiał od nas nową płytę, ale też domawiał te starsze. Ten asortyment im był bogatszy, tym byliśmy lepszym, lepszą firmą dla takiego dużego sklepu. I tak, w ten sposób zaczęliśmy funkcjonować całkiem nieźle i też poszerzaliśmy te rynki, pojawiały się kolejne sklepy, pojawiały się kolejne sklepy w Japonii, które po prostu regularnie od nas sprowadzały płyty. Europejskie największe dwa sklepy od zawsze, od początku tego 2008 roku, od początku były mniej więcej z nami, więc też jest to ciekawa historia, te sklepy nadal funkcjonują i działają i jesteśmy tam obecni, więc to jest też taka fajna sprawa, bo z nowymi rzeczami eksperymentalnymi dużo łatwiej mi tam wejść niż wcześniej.

A jak się nazywają te dwa największe sklepy?

Dwa największe sklepy w Europie, a możliwie, że i na świecie, jeden to Juno z Anglii, 19, polecam, olbrzymi sklep, ale nie zaglądam tam ostatnio zbyt często, ten drugi skradł moje serce troszeczkę, to niemiecki hhv 20 nazywa się, czyli hahavi, mówiąc po polsku. Nazwa też mówi o tym jak ta branża się zmienia, bo on zaczynał jako hip-hop winyl i stąd ten skrót, ale już nie jest absolutnie sklepem hip-hopowym, ale sklepem, który ma tysiące, dziesiątki tysięcy, może i setki, ciężko mi powiedzieć, bo ten katalog jest niesłychany, płyt.

I też wiem, że mają taki model biznesu, że chcą mieć po prostu wszystko, dosłownie. Oni też na tym zbijają, bo wchodząc tam poszukujesz jakiejś płyty rzadkiej, wchodząc do tego sklepu, nagle dostajesz, on jest bardzo fajnie skonstruowany, dostajesz podpowiedzi, inne płyty z tego label’u, inne płyty, które kupili ludzie, którzy kupili tą płytę, której szukasz, inne płyty tego wykonawcy, inne płyty powiązane z wykonawcą i naprawdę tam można wejść, i tam po prostu powędrować, posurfować przez tą muzykę, odsłuchać, zobaczyć, dowiedzieć się czegoś ciekawego. No i oczywiście przy okazji kupić te płyty.

Więc ten hhv jest dla mnie jako taki wzorowy sklep zagraniczny z przebogatym asortymentem. No ale wracając do samego biznesu, Funky Mamas and Papas, też nie podchodziliśmy do tego tematu zarobkowo, ja wtedy miałem inną pracę, więc to traktowałem jako hobby.

A czym się wtedy zajmowałeś?

Wtedy, miałem różne zajęcia, miałem okazję pracować w biznesie muzycznym z Hirkiem Wroną, kiedyś pracowałem w firmie Pink Crow 21, w jego wytwórni, którą zakładał. Potem trafiłem do mediów, pracowałem przed 5,5 roku w domu mediowym i to był też ten moment kiedy założyłem wspomniany wcześniej label około elektroniczny U Know Me, który zaczął się od wspomnianego Teielte.

I w pewnym momencie zorientowałem się, że już jestem na tym etapie, że albo w jedną albo w drugą. Albo stawiam na działalność i rozwój tego muzycznego świata, bo wydawnictwo przede wszystkim, ale było też jeszcze sporo rzeczy dookoła, bo wciąż jestem aktywnym DJ-em, albo zostaję w tej branży, która mówiąc wprost, też nie do końca dawała mi satysfakcję. Oczywiście nie żałuję, że spędziłem tam trochę czasu, bo to była dla mnie bardzo cenna nauka, ale robiłem rzeczy, które po prostu nie sprawiały mi frajdy i wielu klientów, których miałem, już nie będę mówił, kto to, ale nawet miałem takie moralne zagwozdki, nie czułem się z tym wszystkim dobrze.

Chodziło o to, jakie produkty musiałeś promować?

Tak. Ja podchodzę też do życia dosyć, mam jakiś tam swój kodeks i z tym nie do końca czułem się dobrze. Farmaceutyki, branża finansowa, tam jest dużo takich fragmentów rynku, które są, z którymi nie chciałbym mieć nic do czynienia więcej, a trochę musiałem pracując w tym domu mediowym, taka praca po prostu. Często, nie zawsze mamy wpływ na to jakich klientów się dostawało do obsługi. Ale świat był interesujący, poznałem też te media od środka, na pewno zmieniło to mój obraz na świat.

Konstrukcja kampanii reklamowych, bo tym się głównie zajmowałem, byłem media planner’em, to jest bardzo interesujące, i myślę, że fajna nauka. I polecam, ogólnie doświadczenie każde jest interesujące, ale to na pewno pozwoliło mi później trochę inaczej spojrzeć na wiele spraw, również związanych z wydawaniem płyt, no bo te media w tym momencie, to też jakiś nieodzowny element promocji płyty. Oczywiście nie, kampanii telewizyjnych nie kupuję i nie planuję, chociaż kto wie, nie wiadomo, żyjemy w takich czasach, że przenosi się wszystko do internetu, więc tam z kolei nasze kampanie czasem się pojawiają. Więc to już jest trochę podobne.

Czyli był ten moment, w którym pracujesz na etacie w domu mediowym, trochę cierpisz, dlatego że produkty, które wytwarzasz, po pierwsze są niezwykle efemeryczne i za chwilę znikają, nie kreujesz długoterminowej wartości, i jeszcze czasem masz, tak naprawdę, zagwozdki natury etycznej, czy tak naprawdę poświęcasz swój czas, inwestujesz swój czas w coś, co jest nie dobre dla świata i dla ludzi. Więc z jednej strony masz ten bodziec do tego, żeby zmienić, poza tym masz U Know Me, które cię gdzieś tam kręci, twoje dziecko, które rośnie. Ale jest taki moment, pewnie wielu słuchaczy stanie przed tym momentem, czyli pracuję gdzieś, chciałbym przełożyć wajchę, na 100%, to jest taki niezwykle trudny moment.

Bardzo trudny.

I w jaki sposób ty przeżyłeś ten moment? Pamiętasz jakąś historię z tego czasu?

Tak, dużo tych momentów było. Oczywiście chodziło mi to po głowie od dawna i moim zdaniem nigdy nie ma najlepszego na to momentu, bo też nikt nie jest w stanie przewidzieć jak to się wszystko potoczy, żyjemy w dosyć czasach zmiennych i koniunktura, nawet na tym rynku muzycznym się tak zmienia, trendy się tak zmieniają, tego nie da się w stanie przewidzieć. Więc zawsze jest jakieś ryzyko. Ja wychodzę z założenia, że kto nie ryzykuje nie wygrywa.

To jest zawsze motto moje od wielu, wielu lat. I chciałem zaryzykować, wiedziałem, że jeżeli podwinie się ta noga, i może nie pójdzie ten biznes muzyczny tak jak zamierzałem, żeby poszedł, no to mam gdzie wrócić w sumie. Przepracowałem te 5,5 roku w dobrym domu mediowym, więc jestem w stanie tam pewnie, niekoniecznie do tego samego miejsca, ale do tej branży wrócić, jeżeli byłoby coś nie tak, więc to ryzyko nie byłoby tak duże. Poza tym nie byłem związany żadnymi kredytami, co pewnie też wiele osób trzyma przy swoich stołkach i w sumie wiem, że często to kredyt to jest taka główna wymówka tego czy ktoś chce być szczęśliwy czy nie.

Ja się po prostu z tym spotkałem i najbardziej przerażające było to dla mnie, kiedy odszedłem z firmy, wszyscy mi tego gratulowali i wszyscy w firmie mówili mi jak bardzo mi zazdroszczą. I wróciłem tam odebrać coś po pół roku, nie pamiętam, jakąś korespondencję. I wszedłem do tego mojego pokoju, oczywiście nastąpiły tam drobne zmiany, bo oczywiście ktoś inny siedział już na moim miejscu, ale poza tym moim zdaniem nie zmieniło się nic, kompletnie.

Jak posiedziałem tam parę minut, zjedliśmy tam chyba jakiś lunch czy piliśmy kawę, jak usłyszałem te problemy, które tam się cały czas przewijały, to tak naprawdę wyszedłem szczęśliwszy stamtąd jeszcze, utwierdzony w tym, że moja decyzja była słuszna. Tam po prostu ten świat reklamy jest, tam po prostu czas leci przez palce i faktycznie ten powód główny, dla którego odszedłem z mediów, czyli poczucie, że moja praca jest troszeczkę bezsensowna i ona znika, jej efekty są pamiętane przez tygodnie, to mnie najbardziej też drażniło, że dużo, duży wkład pracy, naprawdę często nadgodziny, dużo stresu, wszyscy tam przeżywają mocno, wiadomo, napięcie od strony klienta, napięcie wewnętrzne, duże pieniądze, bo te pieniądze przecież, które tam się pojawiają w kampaniach reklamowych są olbrzymie. Mnóstwo stresu, często, bardzo często niepotrzebnego.

A później kiedy kampania rusza, kiedy się kończy, następuje to rozliczenie, nikt o niej nie pamięta już po tygodniu czy po dwóch, bo wszyscy się zajmują już kolejnymi projektami. I to było też dla mnie troszeczkę demotywujące do działania. Że ta moja praca, no tak na dobrą sprawę znika i jest niepotrzebna troszeczkę.

Oczywiście korzystają z tego firmy, nasi klienci, też warto podkreślić, że zarobki w tego typu firmach są całkiem niezłe i myślę, że spełniały wtedy zupełnie moje oczekiwania i żyłem sobie na takim poziomie, na jakim chciałem, a decydując się na wyjście stamtąd, wiedziałem, że mój poziom zarobków, przynajmniej na pewno na początku dużo spadnie, ale absolutnie tego nie żałowałem, bo moja głowa się po prostu odblokowała. Mogłem sobie pozwolić na robienie tego, co przez długi czas było troszeczkę odłożone, te właśnie marzenia, spełniać marzenia. I wyjście stamtąd pozwoliło mi wiele tych marzeń spełnić. To było niesamowite.

A pamiętasz jakąś chwilę, w której podjąłeś tę decyzję? Czy chwilę poprzedzającą tę decyzję, jak wyglądał ten moment, bo wielu z nas ma różne takie marzenia, i długo nie decyduje się na podjęcie ryzyka, żeby urzeczywistnić to marzenie. I może zasymulowanie tego momentu, tego punktu pomoże komuś, że tak powiem, przeskoczyć na tę drugą stronę płotu?

Samego takiego jednego momentu nie pamiętam, ale to po prostu się powoli zaczęło składać wiele rzeczy na to, że musiałem podjąć tę decyzję, albo w jedną, albo w drugą. U Know Me zaczęło się na tyle rozwijać, że można powiedzieć moje hobby, to też po prostu było technicznie potrzebne, dostawałem w ciągu dnia, podczas pracy dużo telefonów, w sprawach muzycznych.

Musiałem robić jakieś rzeczy związane z wytwórnią, po godzinach, czasem musiałem z kimś się spotkać podczas pracy, wyskoczyć. Więc to też stało się uciążliwe, i też wiedziałem, że muszę tę decyzję podjąć, więc i to nawet absolutnie nie zaważyły tutaj pieniądze. To zaważyła bardziej w sumie do dziś, ta nasza wytwórnia; nie zaczyna się od Excela, to jest zabawa, która daje satysfakcję w tworzeniu nowych projektów, taka właśnie projektowa, bo płyty to takie małe projekty można powiedzieć, więc w sumie widzę mnóstwo analogii pomiędzy tym co robiłem kiedyś, a robię teraz.

Tylko, że teraz dużo jest przyjemniej, z dużo ciekawszymi ludźmi dookoła pracuję, takimi kreatywnymi, którzy dają mi fajnego kopa do działania. No i późnej te efekty faktycznie są, no i to, o czym wspomniałem wcześniej, że po tych kampaniach nic nie zostawało, a płyty zostają i to jest też piękne, że spotykam mnóstwo ludzi, dla których te płyty są też bardzo ważne.

I to jest coś, kiedy rozumiem, że warto to robić, bo nie robię tego tylko i wyłącznie dla siebie, bo gdyby nie było tych odbiorców, osób, które kupują nasze płyty, słuchają naszej muzyki, to też wiadomo, musiałbym szukać innego zajęcia. A póki co odpukać jest zainteresowanie spore, i te projekty są coraz większe, i coraz ciekawsze, i to też nakręca mnie samego do działania.

Z tego widzę taką pewną zasadę ogólną, być może ona się jakby, w ogólnym rozrachunku sprawdzi, bo nawet widzę analogię do Phil’a Knight’a, twórcy Nike, który zrobił coś podobnego, czyli że pracował na etacie, zaangażował się w te buty i od początku go to tak wciągnęło, że już nie było odwrotu, i ty podobnie. W pewnym sensie wszedłeś w to, czyli zbudowałeś sobie tę dźwignię, nie hipotetyzowałeś zaczęciem, tylko po prostu…

Zaczęło się to dziać, to się samo działo, to się samo napędziło, tak.

…i był moment, w którym był taki napór z obu stron, i wtedy to tak naprawdę pomogło ci podjąć decyzję, bo miałeś na co zmieniać, a nie zmieniałeś na wizję firmy, tylko zmieniałeś na firmę, która miała już jakiś swój zaczyn, już miała jakąś swoją wartość.

Tak, no mieliśmy już, nie pamiętam, w którym momencie dokładnie odchodziłem, ale już było sporo płyt na koncie, już jeździłem na zagraniczne konferencje, już zaczęło to działać międzynarodowo. Zaczęliśmy koncertować z różnymi projektami zagranicą, więc to już było naturalnie, że musiałem to robić. No i faktycznie nie było tutaj wielkiego planu, to po prostu się działo.

Czyli od 2008 roku jest ten nowy label?

2008 to było Funky Mamas and Papas, U Know Me zostało założone w 2010.

2010, czyli 8 lat. Co przez te 8 lat takiego się wydarzyło, najbardziej dla ciebie znaczącego? Co najlepiej wspominasz, czy uważasz za takie kamienie milowe tego biznesu?

Wspomniałem wcześniej o spełnianiu marzeń. Spełnianie marzeń:  ja – pewnie wielu ludzi w sumie, nie jestem tutaj taki oryginalny zbytnio – uwielbiałem podróże i uwielbiałem poznawać nowych ludzi, a szczególnie poznawać te miejsce nowe przez muzykę, no i to moje największe spełnione marzenie, to kilka niesamowitych podróży muzycznych. Miałem okazję niedawno być, to było 2 lata temu, ten czas bardzo szybko leci, ale miałem okazję być w Japonii z zespołem Rysy, który wydawałem 22 23, byłem z Night Marksami w Korei na festiwalu, byliśmy tam 2 tygodnie.

Miałem okazję być w Rio na konferencji muzycznej i w Stanach na konferencji, w Nowym Jorku. Więc to są takie rzeczy, które naprawdę utwierdzają mnie w tym, że ta decyzja była słuszna i były to momenty, które dawały mnóstwo satysfakcji, no i były dosłownie spełnieniem marzeń, absolutnie. No i zakładam, że to nie koniec tej przygody, bo mam jakiś plan związany z niektórymi z tych miejsc, o których wspomniałem, i chcemy tam wracać i działać.

I pchać tą muzykę dalej do przodu, ponieważ jakby co jest istotne, dla mnie ten 2008 rok i Funky Mamas and Papas, i ten moment, kiedy sprzedaliśmy tę płytę z sukcesem zagranicę, był bardzo ważny i zawsze podkreślam, że to był myślę, przełomowy moment w mojej muzycznej i zawodowej karierze, bo wtedy naprawdę uwierzyłem, że możemy działać zagranicą z sukcesami. I label U Know Me, założony w 2010 roku, ten elektroniczny był na przykład od początku prowadzony po angielsku na Facebooku 24.

Więc ten zamysł i pomysł, żeby działać globalnie i, żeby to nabrało rozmachu dużo większego niż do tej pory, był od założenia aktywny, był w planach. I teraz krok po kroku staram się to realizować. Chociaż ostatni rok też postanowiłem się troszeczkę skupić na Polsce, podziałać specjalnie tutaj bardziej, bo też miałem świadomość, że sporo projektów, które ostatnio wydałem, też były to często dosyć nowatorskie historie, bo jak wspomniałem label U Know Me miał być od początku promowany na całym świecie, a 2 lata temu zdecydowałem się na płytę po polsku, był to Sonar 25.

Więc zdecydowanie wiedziałem, że ta płyta jest skierowana do polskiego odbiorcy, na polski rynek. I co ciekawe nagle się okazało, że zostało, jeden numer został wybrany do Bandcamp Weekly takiej wpływowej audycji cotygodniowej, promującej najciekawsze rzeczy, które się ukazują w Bandcampie. Oczywiście głównie po angielsku, a tu nagle numer…

CO to jest Bandcamp 26?

Bandcamp jest to platforma, z którą jestem związany prawie od początku prowadzenia label U Know Me, jest to platforma, która umożliwia bezpośrednią sprzedaż muzyki w formie cyfrowej, ale nie tylko, bo również tak zwany merch teraz jest tam dostępny, czyli można też wrzucać płyty, koszulki, cokolwiek. Ale fenomen polega na tym, tej platformy, że bardzo łatwo założyć swoje konto, jakbyś chciał, to nawet tą rozmowę możesz za chwilę zacząć sprzedawać czy udostępniać na Bandcampie.

I jeżeli będą ludzie, którzy będą chcieli zakupić, bo głównie jest to oczywiście platforma muzyczna, wspierać ciebie to, to możesz stać też się gwiazdą, dosłownie zaraz, sam, bez pomocy żadnego wydawcy, żadnego dystrybutora. Ta platforma to umożliwia. W związku z tym jest tam oczywiście morze muzyki i mnóstwo ludzi się wydaje. Dla nas to jest jakby część całego rynku, ale taki fragment, który bardzo ludzie – bo właśnie tam mamy bezpośredni kontakt z ludźmi – kupują od nas bezpośrednio, bez żadnych pośredników.

Więc ten Bandcamp też rozwinął się niesamowicie, skorzysta teraz na tym boomie i na tych – o tym za chwilkę – tych streamingach 27, tej aktualnej sytuacji, bo to jest bardzo ciekawe, co się teraz dzieje, obecnie na rynku muzycznym, no ale ten Bandcamp, też rośnie, z czego akurat się cieszę, bo to jest właśnie platforma, której idea bardzo mi się podoba. No i ponieważ tam jest tak dużo muzyki, postanowili wydawać tak zwany Bandcamp Weekly, audycję, którą też polecam słuchać, bo to jest też interesująca rzecz, żeby zobaczyć sobie co tam jest ciekawego, co tam jest promowanego.

No i wspomniany Sonar, album Pętle, debiutantka Lena, wszystkie numery w polskim języku 28 i nagle numer tamten z tej płyty jest w Bandcamp Weekly, dla nas to było takie, wow, serio? Dlaczego, no tego się nie spodziewaliśmy, że ten polski język zaistnieje światowo. Później dostaję SMS-a od znajomej z Rosji, która mówi mi, że Pętli słucha non stop, co też mnie zaskoczyło. Aczkolwiek wiadomo Rosja, Polska, jakby ten język nie jest aż tak bardzo inny, ale mimo wszystko obcy dla tej osoby, to nie była Polka, to była Rosjanka. I wtedy nagle mocno się zdziwiłem, że ten język nie jest przeszkodą, więc ten projekt polski nie jest do końca na Polskę tylko i wyłącznie przekierowany.

Teraz wydaliśmy drugą płytę Sonara 29 tam jest już połowa utworów po polsku, połowa po angielsku. I wiemy, że to zainteresowanie zagraniczne też jest, graliśmy w styczniu na festiwalu w Holandii, mamy agencję blokingową, która mieści się w Stambule. Więc to też może działać również w takich zaskakujących konfiguracjach.

Trochę ci przerwę, bo w sumie zacząłem sam kierunkować tę rozmowę na początku tylko na winyle, ale ty, jako wydawca dziś, to jest coś więcej niż tylko winyle, bo tak naprawdę wynajdujesz artystów, wybierasz tych artystów i też prowadzisz w jakimś stopniu tych artystów, o ile dobrze rozumiem? Czyli to nie jest tylko to, że wybierzesz go, wyprodukujesz winyl i go wypromujesz, ale jest jeszcze cała otoczka. Co to oznacza bycie wydawcą?

No to jest bardzo szeroki termin. Aczkolwiek dobrze, samo bycie wydawcą, można być. Na przykład – same początki, nasze wydawanie tych hip-hopowych winyli – tam byliśmy stricte wydawcą, nie zajmowaliśmy się, oczywiście wydawaliśmy tę płytę, dobieraliśmy materiał, ale reprezentowaliśmy tylko ten nośnik winylowy, nie zajmowaliśmy się później sprzedażą kompaktów, albo reprezentowaniem tych artystów, organizowaniem ich koncertów.

Była to stricte wydawnicza zabawa. Później z biegiem czasu, już mniej więcej przy tym elektronicznym U Know Me, faktycznie zacząłem się zajmować bardziej niż tylko samym wydawaniem, ale opieką nad artystami, i tutaj trzeba rozumieć to jako management. I to też wynikało z tego, że ci artyści też się zmienili. I jeśli kiedyś wydawałem osoby, które często w domu coś produkowały, i jeżeli występowały, to były to jakieś Live Act’y, albo po prostu DJ-set’y, czyli takie powiedzmy jednoosobowe występy, a teraz to są często zespoły, projekty, które są nawet często z myślą tylko o festiwalach tworzone.

Pierwszy Sonar jak wydaliśmy, ten wspomniany album po polsku, to od razu mieliśmy koncerty. Pierwsze cztery koncerty odbyły się na festiwalach, graliśmy chyba na kilku z nich z kwartetem smyczkowym plus cztery osoby na scenie, jako trzon zespołu, do tego często jacyś goście wokalni, to były naprawdę olbrzymie przedsięwzięcia. I to też się zmieniło naturalnie, naturalnie musiałem się zmienić troszeczkę z wydawcy na bardziej mendżera.

Praca oczywiście dużo trudniejsza, ale w obecnych czasach, i to troszeczkę właśnie już wchodzimy właśnie w to pole, jak ta branża muzyczna obecnie wygląda. Bo mocno się zmieniła nie tylko konsumpcja muzyki przez zwykłych słuchaczy, ale cały krajobraz, bo w tej chwili nawet dzisiaj czytałem artykuł dotyczący streamingów, który ogłosił ostatnio chyba Spotify, że stał się streaming źródłem zarobków w branży muzycznej numerem jeden. I są to, można się domyślać, miliardy dolarów, niestety dla mnie nie są to dobre wieści, paradoksalnie.

Ten boom winylowy, o którym też tak często można usłyszeć i tak często się o nim mówi, to również paradoksalnie nie jest dla mnie w takim krótkim terminie dobra informacja. Ja patrzę na to też ogólnie, jestem optymistą i w szerszej perspektywie ten boom winylowy uważam za coś pozytywnego, ale na chwilę obecną, mówiąc tylko o winylach, rynek jest nasycony do granic. I nigdy nie było za mojego życia tak dużo płyt winylowych wychodzących jak teraz.

Czyli trudniej się wyróżnić, i pewnie też ci wielcy gracze zdecydowali się zalać ten rynek swoimi rzeczami wykorzystując stare narzędzia?

Zejdźmy jeszcze zupełnie do podstaw: żeby wyprodukować płytę winylową, jest to proces bardzo trudny i skomplikowany. Tłocznie, które świetnie sobie radziły w tych latach 70., 80., nakłady były niesamowite, bo to były dziesiątki tysięcy płyt danego tytułu, tłoczyło się przecież i w Polsce. Też chyba mieliśmy ze trzy, co najmniej, tłocznie winylowe, które zamknęły się w latach chyba 80., 90., transformacja ustrojowa u nas, zakładam, też zabiła te zakłady. Plus zmiana oczywiście, nowe nośniki muzyczne. Los maszyn z tych fabryk, nie wszystkich los tych maszyn jest znany.

Prawdopodobnie część została od razu wyprzedana do Niemiec, do krajów, które za bezcen kupiły maszyny. No i też trzeba podkreślić, że to były fabryki. Jeżeli ktoś myśli, teraz słuchając tego o utworzeniu tłoczni winyli, jest to wielomilionowa inwestycja na same maszyny. A chyba tak naprawdę najtrudniejsze i to z czym się borykają takie firmy, które postanowiły nagle stworzyć tłocznie, to kwestia personalna, czynnik ludzki jest bardzo istotny, bo za wytworzenie płyty tej pierwszej, takiej matrycy, odpowiada inżynier, którego doświadczenie jest tutaj nieocenione, i to są największe skarby w tym procesie produkcyjnym, To jest najistotniejszy element, żeby dobrze przygotować płytę do tłoczenia, bo niekoniecznie, oczywiście płyty winylowe brzmią świetnie, ale można też tutaj zrobić dużo złego i źle tę płytę przygotować, źle ją wytłoczyć. Jest tu dużo pułapek, a kosztowny to jest też bardzo proces, więc na błędy nie ma miejsca zupełnie.

Więc tłocznia płyt winylowych jest to bardzo skomplikowana rzecz i zaczynałem od czeskiej tłoczni, olbrzymia fabryka, jak pojechałem to zobaczyć, to byłem pod wrażeniem skali przedsięwzięcia, potem przerzuciłem się na długi czas do tłoczni francuskiej, takiej też bardzo znanej MPO 30. Ostatnio były ciekawe artykuły o niej, że tak się zapchała ta tłocznia z zamówieniami, że sparaliżowała brytyjski rynek muzyczny elektroniczny, i było mnóstwo opóźnień wielomiesięcznych płyt. Czyli zapowiedziane płyty nie dojeżdżały przez wiele miesięcy do sklepów, do wytwórni, no i paraliż.

No a w dzisiejszych czasach, znaczy to co było kiedyś fajne w winylach, właśnie zanim ten boom nastąpił, to było, w miarę szybko wydawało się te płyty, czyli na przykład, jeżeli producent jakiś stworzył coś nowego, to na dobrą sprawę po miesiącu, po półtora miesiąca można już tą płytę było mieć i grać ją. No bo tak to działa troszeczkę, szczególnie w tym rynku takim, albo w takim obiegu klubowym, coś tam się pojawia w radio, jakiś przeciek i nagle wszyscy czekają, żeby to usłyszeć w klubie.

Wtedy jak jeszcze były te czasy, że się grało tylko z winyli w klubach, to trzeba po prostu czekać na ten winyl i to był taki moment, kiedy się tą płytę dostawało, no fantastyczne historie wokół tych ciekawych krążków były. Teraz to się mocno zmieniło, na winyle już się tak nie czeka, na tę premierę, bo można oczywiście to wszystko wydać wcześniej w formie cyfrowej. No ale tak, tłocznie się zapchały, zamówień jest mnóstwo, majors’y, czyli firmy, które nad naszym, nad rynkiem globalnym muzyki panują, czyli są to te największe firmy, które znamy Universal, Sony, Warner, które posiadają przebogaty katalog płyt, tak naprawdę, o czym byśmy nie pomyśleli, starych czasów, no wszystko jest w rękach tych kilku firm.

I one zaczęły tłuc reedycje nowe, na nowo tych starych płyt, bo koniunktura na winyle istnieje, więc wielotysięczne zamówienia, które oczywiście dla tłoczni są bardzo opłacalne, no bo wiadomo, lepiej zrobić wielotysięczne zamówienie niż tam 300 sztuk, zazwyczaj takie małe nakłady, w których ja również się specjalizuję, 300 sztuk. I to jest też takie minimum, można powiedzieć, opłacalności. No i one się zapchały, więc małe tłocznie, znaczy małe label’e, małe wytwórnie mają spory kłopot z wydawaniem. Na szczęście jesteśmy w dobrej sytuacji, że w Warszawie nawet, stricte, pojawiła się tłocznia, która produkuje płyty na bardzo dobrym poziomie, i nie jest to kryptoreklama. Ja z nimi współpracuję od 2-3 lat i bardzo ich po prostu polecam i jestem zadowolony,

Więc to jest też taki…

grośkiewicz

A jak się nazywa ta firma?

W tym momencie się nazywa WM Fono 31, kiedyś to była GM Records 32 i jest to firma z bardzo bogatą historią, i to jest też przykład, oni znaleźli maszynę, która gdzieś była nieużywana, polską, znaczy z polskiej fabryki, była gdzieś w jakiejś szopie, w jakimś magazynie, oni ją odrestaurowali, kupili też nowe maszyny, zmodernizowali sam proces produkcyjny.

No i to brzmi naprawdę teraz dobrze, bardzo się cieszę, że mam to pod ręką, bo jest naprawdę to też atut, ja też tutaj nie bez powodu prawie o pieniądzach nie rozmawiamy, bo dla mnie to jest takie troszeczkę, nigdy przez pryzmat tych kwot nie operowałem. Dla mnie właśnie często dużo ważniejsze są takie aspekty, które są niepoliczalne pieniędzmi, i to, że tłocznię mam pod Warszawą, to jest właśnie jeden z takich momentów, kiedy wiem, że wolę zapłacić nawet im więcej pieniędzy, ale mieć ten komfort, że mogę tam podjechać i zadzwonić, dowiedzieć się na bieżąco jaka tam jest sytuacja niż czekać nie wiadomo na co z Francji.

Tam miałem kiedyś takie też przygody, kiedy przy pierwszej płycie nie mogłem zupełnie dowiedzieć się kiedy ona przyjdzie, a trzeba było za nią zapłacić z góry i, no jest to, było dla nas to mocno kłopotliwe. A nie mogłem się ani dodzwonić, nie odpowiadali na maile, no było po prostu mocno stresujące. I są takie rzeczy, które są właśnie niepoliczalne, a nadają duży komfort pracy i bardzo się cieszę, że ta tłocznia jest tutaj pod ręką. No i, tak odbiegłem od tematu, że aż.

Nie, ale byliśmy w tym miejscu, że dziś z jednej strony streaming jest numerem jeden na rynku.

No właśnie ten streaming.

A z drugiej strony, mimo to jest boom na winyle. Ale ani jedno ani drugie zjawisko, specjalnie wam nie pomaga, bo możecie zginąć w gąszczu, po prostu innych rzeczy.

Jest trudno. My na szczęście mamy już taką jakąś pozycję swoją ugruntowaną, jak wspomniałem U Know Me 44 winyle już wydało, więc ludzie, którzy zaczynają nawet zabawę z winylami, albo dowiadują się o tych winylach, to mają spory wybór u nas, sporo też artystów. Też filozofia tej firmy polega na tym, żeby nie skupiać się na jednym gatunku, ja też bardzo nie lubię szufladkować muzyki, nie lubię ogólnie używania gatunków, więc mówię około, o naszej muzyce, że to jest około elektroniczna. Mamy też parę jazzowych projektów na koncie i kilka takich, których absolutnie, ja nawet często zupełnie nie wiem jak je nazwać, i lubię te eksperymenty.

Ostatnio też się zorientowałem… z takich ciekawostek, bo U Know Me od założenia miał być właśnie tą odnogą elektroniczną, miał być ucieczką od hip-hopu i trochę od tego funku, ale nagle zorientowałem się niedawno, że utworów z raperami mam już tyle, że będziemy zaraz wydawać właśnie mix, tylko i wyłącznie tych elektronicznych utworów z raperami.

Czyli można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, i znowu ta płyta Sonara się pojawia, bo tam też właśnie mieliśmy czterech raperów, i nagle z logo U Know Me, tym elektronicznym, pojawia się płyta gdzie są raperzy, jest płyta po polsku, co w 2010 roku absolutnie nie przyszło mi do głowy, nawet byłem przekonany, że to jest niemożliwe i co więcej rok przed wydaniem Sonara i Pętli założyłem sublabel, bo dostałem też taką płytę, Ciemnogrody się nazywała, właśnie też po polsku i wtedy pomyślałem, no nie, to jest po polsku, nie mogę tego wydać w U Know Me, to łamie moją filozofię. I założyłem sublabel, który się nazywał Stuk, wydał tylko jedną i to kasetę, właśnie tych Ciemnogrodów, bardzo ciekawa płyta 33.

No i minął rok i wyszły Pętle po polsku, co w rok, nagle zmieniła się trochę koncepcja, może nie zmieniła się koncepcja tylko właśnie rzeczywistość wymusiła we mnie to, że taka płyta powstała. I nagle ten nasz katalog się jeszcze bardziej rozszerzył i zmienił zupełnie swój charakter.

A taka rzecz, która ciśnie mi się na usta. Jest tych kilkudziesięciu artystów, a pewnie zgłasza się do ciebie ich setki, jaki masz sposób wybierania tych najlepszych?

Ja już mam wyrobioną ścieżkę, polecenia. Przyznam szczerze i tutaj, to nie jest tajemnica wielka, ja bardzo rzadko odsłuchuję demówki, bardzo rzadko. Dostajemy faktycznie bardzo dużo materiału, ale wynika to z tego, że zazwyczaj 95%, to są po prostu złe rzeczy. A sporo z nich naprawdę, to już w ogóle zaskakuje mnie, że ktoś wysyła i myśli, że to się już nadaje, bo to często są bardzo, bardzo domowe produkcje. Więc już dawno porzuciłem przesłuchiwanie tych demówek.

No czasem, jeżeli, bo obserwuję moją skrzynkę mailową, jeżeli ktoś napisze w tak intrygujący sposób, że mnie po prostu zaciekawi, to sprawdzę to coś czasem. Ale zazwyczaj wtedy i tak utwierdzam się w tym, że to był błąd. Ale polecenia, o których wspomniałem, to jest coś, na czym bazuję od dawna. I można powiedzieć, że od zawsze, bo nawet jeżeli jeszcze kogoś nie znam osobiście, ale ktoś komu ufam muzycznie, tych osób, którym ufam muzycznie jest bardzo dużo i często też się konsultuję z przyjaciółmi, mamy tak zwaną ogólnie rodzinę U Know Me, to jest też taka ciekawa, moim zdaniem, rzecz, że w tej naszej wytwórni wytworzyło się coś takiego, taki klimat, kiedy ludzie czasem zupełnie siebie nie znający wcześniej nagle po tym, że wydali w U Know Me poznają się i pojawiają się projekty między tymi osobami, które się zupełnie wcześniej nie znały. I one też wychodzą w U Know Me i to jest też takie fajne.

Ale wracając do tych poleceń, na tym bazuję, bo ufam tym osobom, jeżeli ktoś z tego grona podrzuca mi jakiś materiał i mówi, zobacz, poznaj gościa, to jest mój kumpel, może ci się to spodobać. To to sprawdzę. I niedawno, nawet w tym roku miałem taki moment, że po prostu mam klęskę urodzaju, za dużo fajnych projektów do wydania. To jest też często kłopotliwe, bo, no jeżeli chcemy wydawać, to też jest istotne przy tym naszym działaniu, na winylach, staramy się, ale nie wszystko nadaje się, można powiedzieć na winyl. Są to czasem eksperymentalne rzeczy i czasem wiem, że ryzyko jest zbyt duże i decyduję się tylko na wydanie digitalowe. Nieraz też źle to sondowałem, i coś co wyszło tylko digitalowo, bardzo żałuję po jakimś czasie, że nie wyszło na winylu.

A to jest droga bez odwrotu?

Nie, można to robić za jakiś czas, tylko u mnie to troszeczkę tak pędzi, że jak już tego nie zrobiłem, to trochę źle się trochę z tym czuje, że wydaję coś, co jest starsze niż to, co właśnie teraz mam do wydania ciekawego, bo mam, jakbym chętnie bym wydawał jeszcze więcej, bo tych rzeczy naprawdę jest dużo i tych nowych projektów.

I właśnie mam to szczęście, z tego jestem w sumie dumny, że ci artyści zazwyczaj wracają do mnie i chcą kolejne swoje płyty wydawać w U Know Me, więc jak już wspomniałem tych płyt jest już dużo. I więc ci artyści cały czas, moi starzy przynoszą mi nowe materiały, a do tego dochodzą ci zupełnie nowi, i ja też lubię ich odkrywać i też czasem wrzucić coś zupełnie nieoczywistego do katalogu, więc tak naprawdę jest to, czasem się robi kłopotliwe. I ta klęska urodzaju, paradoksalnie, u mnie jest odczuwalna dosyć często.

Czyli teraz, nawet te algorytmy odsiewania, które zastosowałeś, czyli niesłuchanie demówek, tylko słuchanie znajomych niestety też już nie wystarcza i musisz szukać jakichś nowych algorytmów, które pozwolą ci selekcjonować.

No niestety tak. Często muszę odmawiać bardzo fajnym projektom i robię to z bólem. Ale też czasem się muszę skupić na…, ponieważ to co mówiłem wcześniej, nasze projekty zrobiły się coraz większe i w związku z tym, że są coraz większe, wymagają coraz więcej pracy.

Artyści też są coraz bardziej wymagający i niektórzy też przeszli ciekawą drogę, o której też wspomniałem z tego bycia tak zwanym bedroom producer’em, osobą, która sobie gdzieś tam w domu dłubie po godzinach, do takiego artysty, który nagrywa i już wie, że będzie jesienią trasę robił po Polsce, więc z tym materiałem nowym. Więc ci ludzie bardzo się zmienili, i ja trochę pewnie z nimi również przeszedłem tę drogę, i też pewnie inaczej patrzę na te projekty.

Więcej od ciebie dzisiaj wymagają ci artyści?

No i słusznie, tak powinno być.

Sprawiają, że też się musisz dalej rozwijać. A wspomniałeś coś pięknego, mówisz, że tak naprawdę spełniasz, czy spełniłeś w dużym stopniu swoje marzenia, bo dzięki temu, że kiedyś zacząłeś wydawać płyty, później zbudowałeś kolejne label’e i one się, no nie same przyjęły, ale ty sprawiłeś, że one zaistniały globalnie, teraz jesteś też menadżerem i wspierasz niektórych artystów, podróżujesz po świecie. Kiedy się spełni te marzenia, to jaki jest napęd do tego, żeby działać dalej? Co ciebie nakręca i jakie widzisz przed sobą rzeczy?

No właśnie czasem się nad tym zastanawiam, czasem były takie chwile, kiedy wydaje się, że może ten sufit nie został osiągnięty, ale że już niewiele jeszcze można dołożyć. No i jednak mija trochę czasu i się okazuje, że projekt, który pojawia się właśnie na horyzoncie może być jeszcze krokiem naprzód, no i cały czas tak mam.

Jedyne czego się boję, no myślę że pewnie wielu – no w sumie jestem trochę biznesmenem -biznesmenów ma takie obawy, że są to projekty czasem tak duże, że one mogą przytłoczyć, no bo raz, że artyści są jak wspomniałem coraz bardziej wymagający, rynek się bardzo zmienił. I tego jeszcze w sumie nie dotknąłem podczas naszej rozmowy, bo te streamingi, które zdominowały na chwilę obecną rynek, one niestety nie przynoszą korzyści finansowych dużych, albo inaczej, one są niewielkie, stosunkowo do tego, jaki robią zasięg wśród słuchaczy.

Czyli innymi słowy słuchając streamingów, a tak naprawdę teraz świat po prostu słucha streamingów, do artysty i wydawcy trafia bardzo mało pieniędzy za te odsłuchania. Za jedno odsłuchanie to jest jakieś tam tysięczne grosza, więc to, żeby to był jakikolwiek pieniądz sensowny, to muszą odsłuchać naprawdę dziesiątki tysięcy, więc małe wytwórnie i mali artyści mają olbrzymi kłopot.

grośkiewicz

To na czym w takim razie zarabiają?

Jedyne teraz, jedyna teraz szansa dla artystów, i niestety też troszeczkę dla wydawców, to wejście w kompleksową obsługę artysty i koncerty, tak naprawdę. Nośnik, który kiedyś był najbardziej dochodowy dla wszystkich, czyli kompakt, też powoli odchodzi do lamusa, on jeszcze w hip-hopie polskim dobrze funkcjonuje, to jest fenomenalne i tam są wciąż te wielkie nakłady, wielotysięczne, czasem kilkadziesiąt tysięcy, O.S.T.R-y 100 tysięcy płyt sprzedał przecież 2 lata temu 34, to fenomen był, bo taka liczba nie pojawiła się już przez naście lat.

Pewnie od 15 lat.

I to są naprawdę olbrzymie pieniądze. Ale my z taką bardziej niszową, nie hip-hopową muzyką, mówiąc wprost, tych takich nakładów, już nie osiągniemy na kompaktach, na kompaktach, które dlatego były ważnym elementem, bo na nich była największa marża. Wyprodukować kompakt, naprawdę nie jest to drogie. A sprzedawane były dosyć, wciąż są dosyć drogo sprzedawane. Z tym że teraz to niestety trzeba to drogo sprzedawać, bo te nakłady są tak małe, że to po prostu tak to się kalkuluje, a kiedyś, no to był czysty zysk.

Tak słucham tego co mówisz, i widzę, że temat muzyki tak niesamowicie masz zgłębiony, w tych wszystkich wymiarach, tym rynkowym wymiarze, też bym powiedział modeli biznesowych, wybierania artystów, że to jest jakby esencja twojego życia. A czy są jakieś miejsca, z których poza podróżami, o których wspomniałeś, i poza muzyką, która jest istotą każdego twojego dnia, czerpiesz inspirację, nie wiem, czytasz coś, słuchasz, spotykasz jakichś ludzi, oglądasz? Jakie są dla ciebie źródła inspiracji, które sprawiają, że dostajesz nowe bodźce i rozwijasz się?

W branży muzycznej, myślę, że fajne jest to, że dociera się do nowych ludzi cały czas. I ci ludzie są dla mnie głównie inspiracją, przebywanie właśnie na koncertach, na imprezach, bo wciąż jestem DJ-em, więc moim zdaniem ludzie zawsze są tym elementem, który może wprowadzić coś nowego i pobudzić do działania. I non stop się pojawiają te nowe pomysły. No i też myślę, że ludzie, którzy mnie otaczają, to też jest mój największy skarb jaki mam w życiu, bo miałem to szczęście, że mam wspaniałych przyjaciół dookoła, i jestem wychowany we Włocławku, mieszkam w Warszawie już 18 lat.

I ta Warszawa jest już oczywiście jakby tym moim domem w tym momencie, ale ci ludzie dookoła, to jest to co jest dla mnie najbardziej wartościowe. No i miałem to szczęście też do poznania bardzo fajnych, kreatywnych osób, bo większość z muzyków, których wydaję, są to bardzo ciekawe osobistości. I też lubię się z nimi spotykać i każdy z nich jest inny, i to jest fajne i to jest właśnie to, o czym porównując do tej mojej poprzedniej pracy w korporacji, to jest ta zmiana, że tutaj te spotkania są często, za każdym praktycznie razem bardzo ciekawe, interesujące.

I to jest to, też taka siła napędowa dla mnie, żeby każdy nowy projekt, to oznacza spotkanie z tymi ludźmi, działanie i finalnie mamy właśnie coś, ta płyta, właśnie, która, którą trzymamy później w ręku jest tym naszym dzieckiem troszeczkę naszym wspólnym. I to jest też, nawiązując do w sumie pierwszego pytania twojego, skąd ten fenomen płyt winylowych? To jest właśnie moim zdaniem dotykanie tej muzyki, bo my tam wkładamy dużo pracy jako…, artysta tworzy muzykę, później jest ten aspekt stworzenia okładki, który w U Know Me jest bardzo ważny i ten aspekt graficzny jest dla mnie traktowany na równi, bo staramy się, żeby to było i pięknie wydane i ta okładka zawsze była czymś specjalnym.

I też bardzo się cieszę, bo mam do czynienia nie tylko ze środowiskiem muzycznym, ale też poznałem mnóstwo grafików bardzo ciekawych i to też są wyjątkowo fajni, interesujący ludzie, bardzo kreatywni. Bo ten aspekt właśnie graficzny jest też bardzo, bardzo ważny w U Know Me, więc to nie tylko muzycy są dookoła mnie, ale i graficy. I te światy się też fajnie przenikają.

Wspominasz dużo o tych światach artystycznych. Czy jest jakiś pierwiastek biznesu, który ciebie też zainspirował, czy po prostu wszystkiego uczysz się na własnych błędach i, błędach i powodzeniach, że tak powiem?

W sumie nigdy się tak bardzo nie zastanawiałem nad tym czy są jakieś biznesowe inspiracje.

Może ich po prostu nie być, może to być twoje własne doświadczenie.

Ja sam jestem wykształconym menadżerem, skończyłem zarządzanie na uniwerku, więc gdzieś taką teoretyczną wiedzę musiałem posiąść. Więc taka smykałka mała do biznesu, gdzieś we mnie jest, aczkolwiek to jest też moja trochę pięta Achillesowa, bo ja nie kalkuluję tego pod kątem zysku, myślę, że to też dzięki temu, ten charakter U Know Me jest jaki jest i dzięki, i możliwe, że dzięki temu też trwamy tak naprawdę, bo nie robiłem nigdy niczego pod publiczkę i pod tą sprzedaż.

Mamy na koncie projekt, który właśnie nawet sprytnie go dzisiaj wziąłem ze sobą, płytę, która jeżeli ją sprzedamy, cały nakład, to wyjdzie na zero. Ale jest to płyta Twardowskiego, która wydana została w taki sposób. Ale zebraliśmy na przykład wiele nagród designerskich za okładkę 35, którą Edgar Bąk przygotował, płyta po naświetleniu świeci w nocy. I wysyłaliśmy ja nawet na wystawę design do Brazylii. Ale to daje satysfakcję i mam też, wychodzę często z takiego założenia, kiedy przychodzi do mnie, na przykład, projektant okładki i mówi, słuchaj, wiem, że to będzie dużo kosztowało, ale jak wrzucimy tutaj pantonowy kolor 36, to uwierz mi, że to będzie wyglądało dużo lepiej niż bez tego koloru. I ja wtedy nawet zazwyczaj się nie zastanawiam, mówię, okej, róbmy to.

Bo w momencie płacenia za tą płytę, oczywiście jest to jakiś tam x drożej, ciut więcej trzeba za to zapłacić, czasami nawet dużo więcej, ale po tych, po 6 miesiącach ja już zapominam, że wydałem ciut więcej na tą płytę, ta płyta zostaje w ręku dużo ładniejsza, i ona zostaje właśnie na zawsze. I to jest dla mnie wtedy ta pamiątka, i ja już, akurat o tej płycie Twardowskiego, to zawsze będę pamiętał, bo to faktycznie już takie ekstremum naszych tutaj fanaberii wydawniczych, ale zazwyczaj takie detale, właśnie się już szybko zapomina, a płyta wydana w oryginalny sposób i ciekawy daje, moim zdaniem, dużo więcej satysfakcji, jest czymś takim, właśnie, czymś, z czego my jesteśmy znani. I w sumie też ci nasi słuchacze wiedzą, że to zawsze będzie dobrze brzmiało, będzie to świetnie zrobione i na tym też nasza siła U Know Me polega.

Super, Grohu na koniec jakbyś powiedział coś o tym, może trochę albo o swoich planach albo o tym, o czym chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy słuchają tego podcastu, w jaki sposób się z tobą nie kontaktować i nie wysyłać ci demówek, na przykład, ale też z jakimi koncepcjami, propozycjami powinni do ciebie pisać? Jak cię znaleźć, bo jesteś ciekawym typem, nie ma cię na Facebooku, jako ciebie, więc jesteś ogólnie człowiekiem wycofanym.

Tak, ale to jest dziwna sytuacja, bo teraz z mediów społecznościowych, akurat Facebook, ja nawet kiedyś próbowałem sobie, niedawno przypomnieć dlaczego tak się stało, że mnie tam na tym Facebook’u nie ma. Bo i mam Twitter’a, i oczywiście ten Instagram też prowadzę, aczkolwiek to uważam ostatnio za bardzo wielkie zło, mówiąc szczerze, ten Instagram troszeczkę zakrzywia rzeczywistość ludziom dookoła.

I to widzę, tego niestety bardzo złe efekty dookoła, bo to jest po prostu takie nieprawdziwe życie w tym Instagramie zazwyczaj. No ale to zostawmy, to zupełnie inna sprawa, ale tak faktycznie i Facebook troszeczkę chyba na początku też taki trochę był, dlatego mnie tam chyba na początku nie było.

A teraz gdzie cię w takim razie można, jak cię znaleźć, podaj swoje hashtagi, maile, numer buta, co tam chcesz podać.

Jeżeli ktoś mnie chce znaleźć, to myślę, że to też nie jest tak bardzo trudne, bo jak wspomniałem i mam Instagrama, i mam Twittera, jestem tam, pojawiam się jako Fat Groh, ale Groh przez samo h, z błędem zawsze tutaj się pojawiam, Marcin Grośkiewicz. Myślę, że gdziekolwiek się na U Know Me, jakiekolwiek konto odezwie, to też prędzej czy później to do mnie dociera, więc w ten sposób na pewno możemy się złapać.

A czego szukam i co polecam? Na pewno super fajnych pomysłów nigdy nie jest mało, kreatywnych ludzi zawsze chętnie poznam i też często chętnie pomogę, jeżeli ktoś potrzebuje jakiejś pomocy, to lubię to robić, bo to też daje mi dużo satysfakcji, bo czuję się wtedy troszeczkę potrzebny i jeżeli właśnie ktoś ma jakieś zagwozdki, pytania, to chętnie pomogę. Muzycznie nasze plany, no mamy teraz duże, fajne projekty, czyli Sonar i przed chwilą wydaliśmy płytę FFrancis 37, przez dwa F czyli Misia Furtak i Piotr Kaliński, to są takie projekty duże bardzo, festiwalowe właśnie, które mam nadzieję będą działać coraz prężniej i to jest jakby moje zadanie w tym momencie, bo zajmuję się tymi projektami również jako menadżer.

No i oczywiście mnóstwo płyt ciekawych w kolejce, ja też tak żyję troszeczkę w takiej schizofrenii, bo w momencie kiedy płyta światło dzienne ujrzy, czyli powiedzmy wychodzi, to ja już jestem trzy tytuły do przodu, zajmuję się tymi projektami i często już tych płyt, które wychodzą, to już nie mogę słuchać, bo już tak mam obsłuchane je, że jako DJ nawet ich nie grywam, to jest klasyk, że nowa płyta, która się pojawia, to ja wtedy, w tym momencie kiedy ona się ukazuje, to często mam jej, może dość to jest złe słowo, ale już po prostu chwilowy przesyt tą płyta i się zajmuję już tym projektem trzy do przodu.

I teraz też już żyję trochę tym, co się będzie działo jesienią w U Know Me, bo tam mamy też super ciekawe projekty do wydania. No ale w tym momencie też do końca nie wiem, czy to się wydarzy. To jest też takie fascynujące, że my zaczynamy nad nim pracować, już jest koncepcja okładki, mamy już nawet jakąś tracklistę, ale czy to finalnie wyjdzie, to dopiero pokaże przyszłość. I to jest właśnie też taki driver, który działa, który mnie nakręca, czyli żyję tym, co się wydarzy za kilka miesięcy, ale jeszcze można tak dużo zmienić do tego czasu, a co się wydarzy w międzyczasie to jest takie niesamowite.

Grohu, tyle niesamowitej wiedzy na temat, z jednej strony branży muzycznej, z drugiej strony takiego myślenia jakościowego i czuję też misyjnego w biznesie, bardzo się cieszę. Cieszę się, że zdecydowałeś się też na tę rozmowę i mam ogromną przyjemność z rozmowy z tobą…

Dziękuję za zaproszenie.

Tak że dziękuję ci, że zdecydowałeś się i cóż, i życzę ci ogromnego powodzenia na dalszej tej drodze i jakiegoś, jak do tej pory bardzo skutecznego dopasowywania się, w dobrym tego słowa znaczeniu, do realiów rynku i żeby te projekty rosły w siłę.

Oby. No ja tutaj wszystkim dziękuję za zaproszenie i wszystkim życzę, żeby, że warto czasem za tymi marzeniami pomknąć i spróbować, zaryzykować, bo czasem warto naprawdę. I jedna myśl, która zawsze z tyłu głowy, którą zawsze miałem, to, i pewnie każdy może też ją ma, to poczucie, że nie spróbowało się czegoś, że kiedyś była ta szansa na zrobienie czegoś, a się tego nie zrobiło i nigdy nie chciałem z takim poczuciem, po prostu dosłownie umierać, że tego nie spróbowałem.

Mam mnóstwo znajomych, którzy mają wspaniałe pomysły biznesowe i ich nie realizują, bo właśnie się boją, ale jak się ich nie zaryzykuje, to się nie wygra. I to jest moim zdaniem warte wiele, no szczególnie to spełnianie marzeń, o którym, nie sądziłem, że takie rzeczy wychodzą z tej pracy, nie sądziłem, że te parę rzeczy uda się spełnić, a udało się, więc tego wszystkim życzę, żeby te marzenia, bo one są czasem proste w realizacji, a my sobie z tego po prostu nie zdajemy sprawy jak łatwo, to zrobić.

Super, dziękuję ci bardzo jeszcze raz.

DODATKOWE INFORMACJE:

1. Twitter:

4. Addendum:

https://www.goldenline.pl/marcin-groskiewicz/

5. Wywiad z Grohu w 3. Rocznicę powstania U Know Me http://wyborcza.pl/1,75410,14711425,U_Know_Me_Records___mala_wytwornia_w_wielkim_swiecie.html?disableRedirects=true

LINKI:

  1.  Groh i Link zakładają wytwórnię JuNouMi w lutym 2002, we Włocławku https://pl.wikipedia.org/wiki/JuNouMi_Records 
  2.  Dyskografia JuNouMi https://www.discogs.com/label/83444-JuNouMi-Records
  3. Płyta Praktica https://www.discogs.com/de/Lavrenchuki-Praktica/release/467712
  4.  https://pl.wikipedia.org/wiki/Drum_and_bass
  5. https://pl.wikipedia.org/wiki/Jungle
  6. Papa Zura https://goout.net/pl/artysci/papa-zura/loxvf/
  7. Papa Zura, tu udziela wywiadu w 2017 roku https://www.redbull.com/pl-pl/wywiad-papa-zura
  8.  Dwie płyty Papa Zury wydane przez Funky Mamas and Papas Recordings 2008, 2009 https://www.discogs.com/artist/1036394-Papa-Zura
  9.  antologia polskiego rapu https://genius.com/Antologia-polskiego-rapu-praktik-pezet-ten-typ-mes-kilka-lat-pozniej-lyrics
  10.  Płyty wydane przez Funky Mamas and Papas https://pl.wikipedia.org/wiki/Funky_Mamas_and_Papas_Recordings https://www.discogs.com/label/138332-Funky-Mamas-And-Papas-Recordings 
  11.  ostatnia płyta Funky Mamas and Papas https://www.discogs.com/Various-Kita-Koguta/release/10192044 
  12.  Funky Mamas and Papas na Facebooku https://pl-pl.facebook.com/funkymamasandpapas/ 
  13.  Funky Mamas and Papas Rec., nagrania w chmurze  https://soundcloud.com/funkymamasandpapas
  14. ] Powstała w 2010 roku wytwórnia U Know Me Records https://pl.wikipedia.org/wiki/U_Know_Me_Records
  15.  Oficjalna strona U Know Me Records na YouTube https://www.youtube.com/channel/UCwj0ZavtyBCV_ePBl_8dxiQ
  16.  nowa płyta U Know Me Records z 2017 roku http://www.popkiller.pl/2017-12-08%2Cekskluzywne-winylowe-wydawnictwo-od-alkopoligamii-i-u-know-me-records
  17.  Record Store Day w Warszawie 2018. Pierwszy występ na targach należał do Teielte z U Know Me Records http://recordstoredaywarsaw.pl/
  18. Records Store Day, historia https://recordstoreday.com/CustomPage/614
  19. Sklep z muzyką Juno https://www.juno.co.uk/
  20.  Sklep z muzyką hhv https://www.hhv.de/shop/en
  21. Historia Pink Crow http://www.eventmapa.pl/aktualnosci/4040/wysokie-loty-pink-crow 
  22.  Zapowiedź projektu U Know Me Records http://qultqultury.pl/rysy-justyna-swies-zagraja-japonii/ 
  23.  Występy artystów wytwórni U Know Me Records w Instytucie Polskim w Tokio w 2016 roku http://pl.instytut-polski.org/event-archives/archives-music/5791/ 
  24.  Strona U Know Me https://pl-pl.facebook.com/ukm.rec/
  25. Sonar, album Pętle, debiutantka Lena https://www.youtube.com/watch?v=s1ymToAnQQI
  26. Bandcamp Weekly, na platformie Bandcamp https://bandcamp.com/?show=47
  27.  Strumieniowanie muzyki http://www.komputerswiat.pl/testy/internet/uslugi-internetowe/2015/09/muzyczne-serwisy-streamingowe-test.aspx
  28.  Sonar, album Pętle, debiutantka Lena https://www.youtube.com/watch?v=s1ymToAnQQI
  29. Sonar, Torino https://www.youtube.com/watch?v=Z02WGTNV3d4 
  30.  Tłocznia winyli MPO Francja https://www.mpo.fr/en/our-offers/vinyl.html
  31.  Tłocznia po Warszawą, nowa wersja  http://wmfono.com/ 
  32.  Tłocznia po Warszawą ( w trakcie wizyty Grohu) http://www.gmrecords.pl/nowosc-na-winylu-od-u-know-me-records/
  33.  Ciemnogrody https://stuk.bandcamp.com/releases
  34.  Sprzedane 100 tysięcy płyt https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBycie_po_%C5%9Bmierci
  35.  Płyta Twardowskiego, okładka https://culture.pl/pl/artykul/print-control-5-projekty-ktore-warto-znac 
  36.  Pantonowy kolor https://pl.wikipedia.org/wiki/Pantone_(skala)
  37. Płyta Ffrancis http://shop.uknowme-records.com/produkt/ffrancis-off-the-grid-cd/
Może Cię zainteresować

Wypalenie zawodowe szefa – diagnoza, przykłady, rozwiązania

Czytaj

Adrian Wolak – Traffit: Jak biznes usługowy zmienić w produkt? SaaS do rekrutacji w IT

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×