Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Marcin Kurek – Market One Capital – od Niania.pl do inwestycji w topowe startupy

35 min czytania

Marcin Kurek – Market One Capital – od Niania.pl do inwestycji w topowe startupy – posłuchaj podcastu:

Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Marcin Kurek – Market One Capital – opis odcinka:

Marcin Kurek to współtwórca funduszu VC Market One Capital i współzałożyciel grupy Pomocni (niania.pl, remontuj.pl, pomocedomowe.pl) – największego polskiego serwisu rekrutacyjnego dla rodzin i gospodarstw domowych oraz funduszu Protos Ventures. Inwestował i doradzał w ponad 20 firmach, takich jak Brainly, Docplanner czy Allani.

Marcin opowiada m.in.:
• czy zrealizował przedsiębiorcze marzenia z dzieciństwa,
• jak kiepskie wyniki na studiach mogą pomóc w wyborze ścieżki zawodowej,
• co, z punktu widzenia inwestora, jest ważne w startupach,
• czym się różni bycie aniołem biznesu od roli partnera w funduszu VC,
• jakie były trzy najważniejsze lekcje, dzięki którym z anioła biznesu stał się inwestorem VC,
• na co zwracać uwagę przy wyborze wspólników i co jest najważniejsze w zespole założycielskim,
• co ma wspólnego prowadzenie biznesu z zakochaniem,
• dlaczego warto być “najgłupszym w pokoju” i jak ciągle dbać o swój rozwój,
• jak posiadanie dziecka może wpłynąć na efektywność w biznesie.

Warto posłuchać:
#25 Paweł Chudziński – Point Nine Capital: od etatowego bankiera do twórcy globalnego funduszu venture capital: https://albrechtpartners.com/podcast/pawelchudzinski/

Dołącz do Klubu Greg Albrecht Podcast, aby mieć dostęp do ekskluzywnych materiałów, spotkań i wpływ na kształt tego podcastu: https://albrechtpartners.com/klub

Masz pomysł na temat odcinka? Znasz kogoś, kto powinien być moim gościem? A może chcesz zostać sponsorem podcastu? Napisz do mnie: gregalbrechtpodcast (at) gmail.com

Wideo – Marcin Kurek – Market One Capital:

Film

Transkrypcja:

Bardzo się cieszę, bo dziś w Greg Albrecht Podcast – Marcin Kurek, współtwórca funduszu Market One Capital. Cześć Marcin!

Cześć Greg! Bardzo mi miło. 

Strasznie się cieszę, że jesteś tutaj, bo zamierzam wyciągnąć z Ciebie dużo różnych tajnych informacji, na temat Twoich doświadczeń, które, mam nadzieję, że posłużą różnym słuchaczom tego podcastu. 

Bardzo chętnie jestem do dyspozycji. 

Co było początkiem Twojej przedsiębiorczej przygody? Jeżeli byś się cofnął w czasie do pierwszego momentu, kiedy pomyślałeś, że będziesz przedsiębiorcą, to co to było? 

Wiesz co, chyba to, że jakby cała moja rodzina mama, tata i też jakby wujkowie, wszyscy, byli zawsze przedsiębiorcami, więc zawsze mnie w tym kierunku ciągnęło i nawet jak byłem małym dzieckiem to wyobrażałem sobie, jednym z marzeń było to że mam, jestem właścicielem jakiejś firmy, która ma sklepy odzieżowe w Krakowie. Bo jestem z Krakowa i generalnie zawsze to gdzieś, krążyło u mnie w głowie. Natomiast zaczęło się dość późno, bo pierwszą firmę założyłem dopiero w wieku 27 lat, ale kiedy już zacząłem to zobaczyłem, że to jest po prostu dokładnie to co chcę robić i w tym się czuję najlepiej. W sumie to już jest trzecia firma, którą założyłem, czyli Market One. Pierwsza to był startup, druga firma to był pierwszy fundusz, a teraz drugi, oprócz jeszcze tego, że współuczestniczyłem w bardzo wielu innych jakby spółkach jako współzałożyciel czy inwestor. 

A jak myślisz o tym momencie jak byłeś dzieckiem wyobrażałeś sobie, że to będzie sklep z odzieżą. Jak to wyglądało? Jeżeli pamiętasz z perspektywy dziecka, co takiego, wydawało Ci się takie super fajne w tym jak byłeś dzieckiem i wyobrażałeś sobie, że będziesz przedsiębiorcą. 

Wiesz co, do tej pory pamiętam, że właśnie chciałem mieć odpowiednich… Jak chodziłem do podstawówki czy do liceum to do tej pory pamiętam, że w określonym miejscu w Krakowie, przy plantach, chciałem mieć po prostu tam mini dom towarowy i już wymyślałem dla niego markę. Wymyślałem nazwę, wymyślałem logo i do tej pory pamiętam, że chodziło mi to po głowie i mnie bardzo emocjonowało. 

No widzę, że markę wypracowałeś, bo nawet masz koszulkę MK czyli Marcin Kurek. Także własną markę już odzieżową wprowadziłeś w życie. 

Okazało się właśnie, że Stanach ktoś już splagiatował moje inicjały i zrobił na tym biznes robiąc markę odzieżową. 

To co się wydarzyło jak miałeś 27 lat, że nagle wskoczyłeś do tego świata biznesowego? Bo to jakaś długa przerwa pomiędzy byciem dzieckiem, a 27 rokiem życia. 

Wydaje mi się, że w życiu są takie momenty, które decydują o tym, w którą stronę pójdziesz i tych momentów jest kilka i nie wiesz o tym, że one są jeszcze ważne, ale z perspektywy czasu one Cię nakierują zupełnie w innym kierunku i bardzo często te momenty są totalnie przypadkowe, nie? U mnie taki przypadek właśnie nastąpił w 2004 roku, gdzie miałem jechać za granicę na Erasmusa podczas studiów. A że byłem niemieckojęzyczny, drugi język, no to musiałem wybrać sobie szkoły, do których chce jechać. No i tam wybrałem ich siedem, z czego na pierwszym miejscu był oczywiście Wiedeń, potem Monachium czyli miasta którymi mi się dobrze kojarzyły, mimo że o uczelniach nie wiedziałem niczego. A na ostatnim miejscu wybrałem Lipsk w NRD, we wschodnich Niemczech, które zupełnie nie brzmiało ciekawie dla studenta, ale okazało się, że akurat w tym semestrze ważniejsze od nauki dla mnie były inne rzeczy, więc moja średnia była akurat taka sobie. Wystarczyło mi punktów tylko na ten Lipsk, nie? Dojechałem do tego Lipska po prostu zamulony strasznie, że wyląduje w jakiejś dziurze, a wylądowałem w chyba w najlepszej albo drugiej najlepszej prywatnej uczelni w Niemczech, gdzie jeszcze Polska nie była w Unii Europejskiej. Więc musiałem mieć wizę, żeby jechać do Niemiec. Na tej uczelni, która miała chyba 200 studentów, gdzie czesne było tam po pięć, dziesięć tysięcy euro, nagle po prostu trafiłem do genialnego miejsca, które zupełnie mnie ukierunkowało właśnie w stronę technologii, nie? Wcześniej nie byłem blisko technologii. Ona nawet nie szczególnie mnie interesowała, tak powiedziałem. Bardziej myślałem o domu towarowym z odzieżą w Krakowie. 

Wszystko przed Tobą.

Tak i na przykład na tej uczelni właśnie poznałem Pawła Chudzińskiego i Łukasza Gadowskiego, czyli dwóch takich Polaków z niemieckimi korzeniami. Czyli 16 lat temu no i od tej pory, jakby wtedy zupełnie wszystko się potoczyło inaczej, nie? Zacząłem pracować wtedy, zrobiłem praktykę w startupie potem pracowałem w tym startupie przez 4 lata, czyli Spreadshirt, a później właściciel tego startupu razem z Pawłem Chudzińskim zainwestowali w mój startup. No i zaczęło się to wszystko później toczyć. 

Jaki to był startup i kiedy się zdecydowałaś na to, żeby go odpalić? 

To była Niania.pl i to było tak, że jakby historia powstania tego startupu też była dość nietypowa, ponieważ ja pracowałem wtedy w startupie Spreadshirt w Niemczech i też właśnie trochę w Stanach. I w pewnym momencie, po czterech latach pracy w tym startupie, właśnie CEO założyciel Łukasz Gadowski, który później był założycielem między innymi Delivery Hero i bardzo wielu innych biznesów, powiedział mi, że chciałby odpalić startup w Warszawie, w Polsce. Nie wie do końca jeszcze jaki. Na razie ma tam dwóch developerów, którzy chcą coś takiego zrobić i brakuje im kogoś właśnie. Mówi: “Nie wiem jeszcze co, nie znam tych gości, jedź do Warszawy pogadajcie”. No i pojechałem do Warszawy i wtedy spotkałem właśnie Mariusza Gralewskiego. Był na spotkaniu, który wtedy robił w GoldenLine plus Marcin Popielarz i Michał Skrzyński, czyli właśnie dwóch kolegów Mariusza, którzy chcieli coś robić. No i generalnie, po prostu też absurdalna sytuacja, nie? Gdzie zagrali, tam było kilka pomysłów. Ogólnie chodziło o Marketplace w kategorii household services, czyli bardziej myśleliśmy o czymś w rodzaju MyHammer niemieckim tylko w Polsce albo właśnie opieka nad dziećmi i generalnie chodziło o to, żeby łączyć popyt, podaż w usługach wokół domu, nie? No więc taki totalnie Dziki Zachód, gdzie po prostu nie znamy się w ogóle. I do tego jeszcze właśnie kasa od Łukasza Gadowskiego i kilku business angeli z Niemiec. Więc bardzo dziwny setup, ale się to udało. Więc od razu się przeprowadziłem się do Warszawy. Stwierdziliśmy, że idziemy w kierunku właśnie, ściśle, opieki na dziećmi bo sprawdziliśmy, że w Niemczech czy w Stanach działa to świetnie. Zrozumieliśmy ten model. I mieliśmy chyba bardzo dużo szczęścia, bo po pół roku już biznes był na break even. I tam w sumie po trzech latach doszedł do prawie 60-70% udziału w całym polskim rynku, jakby w tej kategorii. Czyli ogromna, bardzo niszowa kategoria, ale w bardzo krótkim czasie jakby ją zajęliśmy. Niania stała się takim trochę synonimem w ogóle tej kategorii, takim adidasem w opiece nad dziećmi, że tak powiem, nie? 

Jak to było, że budowaliście biznes Niania, który miał taką dość specyficzną tematykę jednak, która wtedy była, z tego co wiem, Tobie jeszcze dość obca, bo dopiero od niedawna jesteś nianią. Więc jak ta tematyka wpływała na jakby umiejętność i kształtowanie tego biznesu? I jak pewnego rodzaju może brak doświadczeń, wtedy jeszcze, wpływał na to jak ten biznes zbudowaliście? 

Jasne, wtedy to nie miało znaczenia. Przynajmniej tak nam się wydawało, bo po prostu bardzo szybko weszliśmy jakby w ten cały Marketplace Gameplay mechanikę. Zaczęliśmy rozumieć tak naprawdę jak to wszystko działa. Jakby nauka była w postępie geometrycznym. Natomiast z perspektywy czasu, ja bardzo zwracam uwagę na to, jak inwestuje w startupy i poznaję founderów, jaki jest origin ich biznesu i skąd on się bierze, nie? I dużo bardziej, wyżej, cenię to, że ktoś zauważył problem tak, że tak powiem, wewnętrznie i on go dotknął, który chce rozwiązać albo był z danego segmentu, niż jak ktoś robi coś oportunistycznie. Czyli po prostu wie, że coś gdzieś działa i robili tego copycat. Więc my tak naprawdę, mówiąc szczerze, robiliśmy to oportunistycznie, tak? Czyli ta kategoria nas nie interesowała z oczywistych względów, mieliśmy po 20 lat. Ja miałem 27 lat. Koledzy mieli 24. Więc ogólnie nie mieliśmy o tym zielonego pojęcia. Natomiast po prostu widzieliśmy, że coś gdzieś, gdzieś działa. Natomiast po prostu chcieliśmy zrobić coś dobrze, coś co działa, coś co daje pracę i jakąś kategorię gospodarki posuwa do przodu. Bo mówiąc szczerze, dla mnie każdy biznes, który działa – nieważne co robi – oczywiście poza tymi, które są illegal albo jakby są w jaki sposób harm dla społeczności to każdy jest dobry, bo każdy posuwa nawet jakąś niszę do przodu. Food delivery jest dobry bo udrożnia, powoduje, że bardziej optymalnie działa jakiś rynek mimo, że nie ma jakiegoś social global impact, ale to zawsze jest jakiś postęp, nie? Więc my się cieszyliśmy z tego powodu, że nagle po prostu rozwiązywaliśmy lepiej niż ktokolwiek inny te problemy znalezienia opieki nad dzieckiem. I jakby bardzo szybko to zrozumieliśmy jak to działa. Natomiast absurdalne były sytuacje, gdzie byłem zapraszany do Pytanie na śniadanie czy Dzień Dobry TVN. I jechałem po prostu. Jechał 27-letni koleżka z żelem na włosach i po prostu wymądrzał się o tym, jak znaleźć dobrą opiekunkę, jak przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną. Więc byłem bardzo mało w tym wiarygodny. Więc szybko zatrudniliśmy ludzi, którzy byli bardziej w tym wiarygodni od tego typu rzeczy. 

Co uważasz, na ów czas, było takim najważniejszym elementem tego powodzenia, tego, że ten biznes osiągnął w cudzysłowie i dosłownie sukces? 

Tak. Wiesz co, to był jeden z takich pierwszych w ogóle takich venture backed startupów w Polsce. Nie było wtedy żadnych VC. Praktycznie więc jedną z takich first stories która dostała. Oczywiście na obecne czasy to ten exit był malusieńki, nie? Pewnie. Natomiast wtedy to było coś. Inwestorzy wszyscy zarobili po kilkanaście razy pieniądze w ciągu 2 i pół roku od startu. Więc wszyscy się bardzo, bardzo cieszyliśmy. To co myślę, że zagrało to było to, że oczywiście mieliśmy trochę szczęścia w jakbym w doborze tematyki i w tym, jak to wszystko się potoczyło. Natomiast zagrało przede wszystkim zespół. Czyli świetnie po prostu to zagrało. Ja plus Michał i Marcin, jakby stworzyliśmy bardzo dobrze działający zespół, który zrobił też totalny all in. To jest jakby dla mnie must be każdego przedsiębiorcy. Czyli Ty robisz totalny all in. Nie chodzi o ilość godzin, które przesiedzisz w pracy tylko o to, co masz w głowie jako priorytet, o czym myślisz. To już przestaje być pracą tylko musi być life stylem. Czyli oczywiście musisz mieć work life balance. Natomiast w przerwach pomiędzy, nie wiem, bieganiem, kupowaniem bułki musisz o czymś myśleć. Więc lepiej żebyś nie myślał o tym co będą grali teraz w kinie, tylko żebyś jakby myślał o jednej rzeczy. Bo tak naprawdę najwięcej pracy robi się nie w biurze, tylko poza biurem i tak było wtedy. Ja pamiętam, że przez praktycznie cały ten czas to było tak, że w biurze realizowałem rzeczy, realizowaliśmy, o których myśleliśmy, czytaliśmy in between. A nawet podczas snu się śniły, śniły nam nianie wtedy. 

To nie są złe sny. 

No nie. Więc generalnie było tak, że czułeś po prostu, że jesteś all in w temacie, a nie jest to od 9:00 do 17:00. To była ogromna zmiana u mnie, bo wcześniej po prostu traktowałem pracę jako etat, mniej lub bardziej. A to było tak, że nagle cały Twój mózg po prostu się otworzył i skupił się na jednej rzeczy i czułeś, że to jest super. Bo też dawało to ogromną przyjemność, nawet taką biochemiczną, nie? Wiadomo że tam skupienie się na jakimś temacie powyżej 20-30 minut powoduje wyzwalanie tam dopaminy i tak dalej, nie? Więc to była ogromna przyjemność. Generalnie to chce widzieć u każdego foundera. Czyli, że on po prostu wchodzi w to full, bo wtedy to dla mnie jedyna w sumie taka, wiesz to jest takie must be, żeby osiągnąć sukces, nie? 

A jak wyglądał exit? Co to znaczy exit? Jaka była skala i co zrobiliście z tym biznesem? 

Wiesz co, ten biznes był bardzo szybko dochodowy i generalnie śmieszne było to, że pieniądze, które dostaliśmy od inwestorów – nie wydaliśmy z nich nawet złotówki. Bo przez dwa i pół roku po prostu leżały na koncie i w momencie, kiedy sprzedawaliśmy, ta sama kwota była na koncie. Mimo że, inwestorzy dostali udziały, więc to jest takie unusual. Wiesz co, biznes sprzedał się za kilkanaście milionów złotych po 2,5 roku od startu. I to było tam 10 lat temu, nie? Więc jakby biorąc pod uwagę wiesz inflację i zmianę tych wycen, to pewnie to byłby teraz… Można to porównać, wiesz pewnie do czegoś dużo większego. Natomiast wtedy to było naprawdę coś i sprzedaliśmy biznes do właśnie Wydawnictwa Edipresse, z którym później jeszcze pracowaliśmy przez parę lat nad rozwojem tego biznesu gdzie jeszcze wraz z wydawnictwem udało się go zwiększyć kilkukrotnie, dzięki tej współpracy, więc to też wyszło fajnie. Natomiast środki z jakby z exitu, też właśnie mieliśmy dużo szczęścia, bo w momencie kiedy robiliśmy exit to dokładnie w tym roku, kiedy my zrobiliśmy exit powstały 2 chyba największe polskie sukcesy startupowe czyli Brainly i Docplanner – Znany Lekarz. Dokładnie w tym roku były zakładane. Więc mieliśmy szczęście, że byliśmy pierwszymi inwestorami też w tych dwóch największych biznesach, największych sukcesach, znaczy angelami, plus tam oczywiście w wielu innych startupach. Bo w sumie chyba zainwestowaliśmy wtedy w około 7 do 8 spółek. Te środki z exitu, praktycznie całe środki wrzuciliśmy w startupy. Więc zawsze miałem takie bardzo dużo szczęście, trochę do ludzi, do timingu. Czyli właśnie w Niemczech poznałem Pawła Chudzińskiego, z którym wciąż jakby ta relacja jest bliska, współpracujemy. Później poznałem Mariusza Gralewskiego jak zaczynałem Nianię. Później jak kończyłem Nianię, no to akurat był dobry czas właśnie, że powstawały te dwa główne powiedzmy sukcesy, które też pomogły mi później bardzo dużo się nauczyć. Więc jakoś chyba na przestrzeni lat miałem zawsze bardzo dużo szczęścia do odpowiednich ludzi w danym momencie. 

Co w tym procesie, jeżeli chodzi o ten proces sprzedaży, to czy jest w tym doświadczenie, które jest uniwersalne i można o tym też powiedzieć teraz przedsiębiorcom, którzy rozważają w przyszłości wyjście z biznesu? 

Tak. Wiesz co generalnie no i wtedy masz ogólnie z perspektywy czasu to uważam, że sprzedaliśmy biznes zbyt wcześnie i oczywiście jakby historia później potoczyła się bardzo fajnie. Ponieważ dzięki tym środkom udało się zainwestować w inne spółki i być częścią bardzo wielu innych wspaniałych historii. Natomiast w życiu ogólnie ja uważam, że ma się prawdopodobnie jeden do dwóch takich lewarów, za które należy pociągnąć i dojechać jak najdalej. To nie jest tak, że każdy biznes Ci się udaje jak jesteś „serial entrepreneur”. Raczej większość Ci się nie uda. Uda Ci się te 1-2 w życiu, gdzie trafisz Product Market Fit, dobry team, dobry timing. I to wszystko po prostu zagra, że będziesz na tym trakcie. I jeżeli już to zrobisz to uważam, że wręcz takim Twoim obowiązkiem wobec siebie i wobec w ogóle jakby gospodarki, i w ogóle wszystkich jest to, żeby wykorzystać tą szansę na maksa bo ona się nie powtarza często. Powtarza się to, jak powiedziałem, pewnie kilka razy w życiu. Więc my wtedy zachowaliśmy się trochę jak typowi founderzy polscy jeszcze, którzy zaczęli dekadę temu, z bardzo dużymi kompleksami na zasadzie: „Okej, udało się w Polsce. Przecież nie wejdziemy do Niemiec, nie wejdziemy do Francji i tam są pewnie dużo bardziej konkurencyjne gospodarki”. Więc mieliśmy dużo takich typowych właśnie kompleksów polskich founderów, z tego pokolenia nie wiem, którzy się urodzili w latach 80, nie? Którzy się wychowali jeszcze przed Unią Europejską, przed byciem w Unii Europejskiej i bardzo dużo founderów wtedy jakby szybko exitowało. Polska była na tyle dużym krajem, że dało się zrobić exit. A sukcesów, które wyszły za granicę można było policzyć na palcach jednej ręki. Tak zawsze było. Teraz to się nieprawdopodobnie oczywiście zmieniło. Przede wszystkim dlatego że mamy do czynienia z innym pokoleniem founderów, którzy myślą tak samo jak founderzy, jak ich rówieśnicy z Niemiec czy z Holandii. Jak ktoś się urodził w latach 90 to nie ma żadnych kompletnie kompleksów wobec rówieśników za granicą. Natomiast u nas było tak: „Okej, jest sukces no to cashujmy go jak najszybciej. Miejmy na koncie już jakby ten zcashowany sukces, który nas podbuduje, rodzice będą dumni, coś z tymi środkami zrobimy. ” I to bardziej jakby w głowie funkcjonowało niż to: “Jedźmy z tym najdalej jak się da”. Ponieważ się tego baliśmy i to było raczej ogólne przeświadczenia founderów wtedy, poza niektórymi wyjątkami. 

Co zrobiłeś później, jaki był kolejny krok oprócz tego, że zainwestowałeś we wspaniałe spółki pieniądze z tego exitu. To jaki był Twój kolejny krok, taki w kreowaniu swoich własnych biznesów? Co potem po sprzedaży biznesu? Zainwestowałeś w kilka pięknych spółek i jaki był Twój kolejny krok zawodowy? 

Tak. Więc wtedy jeszcze zostaliśmy parę lat, wciąż jakbyśmy pracowaliśmy nad Niania.pl, tylko w ramach grupy Edipresse i jakby byliśmy na tak zwanym earnoucie. No i wtedy, tak naprawdę przez te kilka lat zastanawialiśmy się, co dalej zrobić. Czy zakładać kolejny biznes, czy jakby wciąż rozwijać Niania.pl i grupę Pomocni w ramach grupy mediowej. I wyszło trochę, też można powiedzieć, tak trochę przypadkiem, że zauważyliśmy że fajnie nam idzie działalność business angelowa. No i wtedy stwierdziliśmy: „Dobra, skoro idzie nam to fajnie, więc może powinniśmy to sprofesjonalizować i spróbować robić to przez jakiś wehikuł czyli fundusz inwestycyjny”. Wydawało nam się to naturalne przedłużenie i czymś jakby kolejnym krokiem. Nie mieliśmy pojęcia o tym, co to jest venture capital żadnego. I w grupie właśnie jeszcze z dwoma bardziej doświadczonymi właśnie wspólnikami, którzy wcześniej pracowali w venture capital założyliśmy taki mały fundusz Protos. To było tam właśnie około kilku milionów euro. To był mały seedowy fundusz. No i generalnie myśleliśmy: „No okej, jakby mamy wszystkie karty”. Byliśmy przedsiębiorcami, później właśnie robiliśmy business angeling, no więc teraz kolejny krok. No i oczywiście zaskoczenie było ogromne, kiedy się okazało, że to jest zupełnie coś innego i jest to bardzo trudne i mówiąc szczerze na początku ja miałem dość duże rozczarowanie, jakby tym jak działa fundusz versus to, co robiłem wcześniej. 

Jaka jest różnica pomiędzy byciem angelem, a prowadzeniem funduszu VC? 

Wiesz co, różnica jest bardzo duża. Jest tak, że jeżeli jesteś angelem, to przede wszystkim jakby w tym jest wciąż bardzo dużo takiej przedsiębiorczości i bycia bardzo blisko teamu, bardzo blisko founderów i tak naprawdę decydowania wciąż o tym, co Ci się podoba, kogo lubisz. Jakby sam jesteś panem trochę swojego budżetu. I tak naprawdę niewiele w tym jest matematyki, niewiele w tym jest planowania. Bardzo dużo jest takiej po prostu friendly entrepreneurship network. A w funduszu musisz nagle jakby zarządzać w możliwie najbardziej efektywny sposób środkami w danym momencie. Jest bardzo dużo matematyki i bardzo dużo finansów, bardzo dużo liczenia. Jest jeżeli chcesz oczywiście robić to dobrze, bo oczywiście można robić venture capital tak jak  business angeling i to zazwyczaj się źle kończy. A natomiast jeżeli chcesz to robić, robić naprawdę dobrze, to jest po prostu kawał machiny i procesu, który musisz zbudować i jest to zupełnie inne. Twoja rola też jest zupełnie inna, bo tak naprawdę bierzesz zupełnie inną odpowiedzialność za spółkę. Jakby, wchodzisz też zupełnie inaczej i inny masz dostęp do spółek, bo miejsce dla business angeli zawsze się znajdzie w każdej spółce. Jeżeli masz dobry brand business angela, jakby jasną specjalizację to, po prostu zawsze znajdzie się jakiś ticket, nawet w najlepszych spółkach w których możesz być. Możesz też bardzo łatwo z nich wyjść przy każdym secondaries. Twój jakby okres bycia jest bardzo elastyczny. Jesteś totalnie, totalnie wolny. Jesteś bardzo blisko founderów. Nikt od Ciebie nie oczekuję, że będziesz robił follow-ony na kolejnych etapach, więc Twoja rola jest zupełnie inna, a w przypadku funduszu tak naprawdę walczysz o bycie lead inwestorem z innymi, walczysz o to, to żeby być w danych syndykatach. Później tak naprawdę nie masz opcji za bardzo wyjścia przez wiele lat. Musisz brać odpowiedzialność za to. Również, oczywiście, musisz robić rezerwy na kolejne follow-ony. Jest to zupełnie, zupełnie inny biznes. My myśleliśmy, że jest taki sam tylko trochę, trochę większy. Więc na początku ja byłem dość mocno tym rozczarowany, że to jest po prostu taka machina, po prostu zupełnie trzeba się przestawić na coś co, po prostu jest nie takie down to earth, tylko po prostu trzeba się nauczyć bardzo dużo. Ale po wielu latach to pokochałem i teraz to uwielbiam.  

W Protosie jakie trzy rzeczy zapamiętałeś, czego się nauczyłeś, które dzisiaj wykorzystujecie w Market One Capital? Jakie były trzy najważniejsze lekcje, które które z anioła biznesu zrobiły z Ciebie inwestora VC. 

Wiesz co, generalnie bardzo dużo się nauczyłem. Praktycznie na każdym, na każdym kroku, na każdym etapie kariery bardzo zwracam uwagę na to, staram się regularnie robić taki rachunek sumienia w każdym roku działalności prawie, że i patrzeć na rzeczy, które mogę z tego wyciągnąć. Najbardziej się człowiek uczy naturalnie na błędach. Błędy i porażki są super. Ja je uwielbiam. Wszystkie moje jakby właśnie porażki i jakieś właśnie dołki są jakby czymś, co zawsze pozwala pójść etap, jakby wskoczyć na level wyżej. I na przykład taką rzeczą, którą najbardziej jakby zwróciłem uwagę jest to, że przez to, że byliśmy przedsiębiorcami to jest też bardzo częsty błąd, który popełniają przedsiębiorcy, którzy zajmują się inwestowaniem, czyli patrzą na daną spółkę w kategorii: „Jak ja, jako przedsiębiorca bym ją rozwijał?” Czyli, generalnie myślą, można powiedzieć, jarają się biznesem bardziej niż zespołem. I na zespół patrzą na zasadzie: „Jak ja mogę im pomóc?” i to w ogóle brzmi super, nie? Natomiast jest pułapką i tak było też właśnie w Protosie gdzie, po prostu widzieliśmy, przychodziły do nas biznesy gdzie czuliśmy, ale po prostu mega, mega temat, pierwszy na rynku. Sami bardzo chętnie byśmy coś takiego robili. W ogóle chłopaki fajnie do tego podchodzą, w ogóle pomożemy im w tym. Michał im pomoże w SEO, ja im pomogę w produkcie. I generalnie w ogóle patrzysz na to w kategoriach, nie jako VC, tylko zaczynasz się zachowywać jako trochę cofounder. No i to jest ogromna pułapka, bo po prostu to nie jest Twoja rola, żeby wykonywać operacyjnie albo nawet operacyjnie pomagać spółkom i też trzeba bardzo uważać, żeby właśnie nie zakochiwać się w samych tematach, biznesach. I to jest bardzo trudne, szczególnie jeżeli jesteś przedsiębiorcą z krwi i kości, bo po prostu to się dzieje regularnie i tym żyjesz, nie? Że się po prostu zakochujesz w biznesach, w ideach i tak dalej. Natomiast do tego trzeba podchodzić na zasadzie przede wszystkim, przede wszystkim ludzie, tylko i wyłącznie. Biznes to jest druga rzecz, bo ten biznes może się zmienić za pół roku, a ludzie muszą być lepsi od Ciebie, najlepiej. Minimum twój poziom, tak? Nigdy nie inwestujesz w kogoś, komu musisz pomóc, bo pomocy potrzebuje, bo ma braki. Więc w ogóle najlepiej inwestować w ludzi, przy których czujesz, że szczęka Ci opada i czujesz się gorszy od nich. To jest też trudne, więc trzeba dojść swoim ego do pewnego etapu, w którym czujesz się dobrze, będąc najgłupszym zawsze w pokoju, a nie najmądrzejszy. Bycie najmądrzejszym w pokoju jest pułapką, nie? Bo po prostu nie uczysz się, nie rozwijasz się i inwestujesz w ludzi, których Ty musisz do góry ciągnąć. A nie, że nagle wiesz, widzisz, że ktoś po prostu jest super, nie? Więc, bardzo dużo takich learningów, nie? I to był jeden z takich podstawowych, że teraz po prostu patrzymy przede wszystkim oczywiście na superteam i to jest jakby taki must be, gdzie właśnie sprawdzamy ich referral, spędzamy z nimi więcej czasu i w ogóle tak chcemy poczuć po prostu taką magię, trochę. Nie zawsze, oczywiście, da się to na początku wyczuć, bo tą magię dopiero widać w długim okresie, ale jeżeli nawet masz skuteczność trafiania w magię na poziomie kilkunastu, kilkudziesięciu procent, to i tak jest super. Więc, to był chyba taki główny learning. Drugi to był taki, że po prostu właśnie ta ekonomika w funduszu do biznes angela, po prostu, żeby fundusz się udał to tak naprawdę musisz rozumieć początek i koniec. Musisz mieć dobrze zaplanowany cały model inwestycyjny, to musi być cały biznes plan dla Twojego funduszu, a nie tak naprawdę klub inwestycyjny, który tak naprawdę po prostu, patrzy – jak mi się podoba jakiś projekt to w niego inwestuje, jeżeli inny fundusz mówi: “No to ja bym dołączył. Spoko lubię Cię to dołącz”, nie? To jest jakby, nie tędy droga. Trzeba to wszystko mega po prostu zaplanować i jest tak, że musisz liczyć każdy swój ticket, rozumieć jaki może być potencjalny endgame danej inwestycji w spółkę, rozumieć to jaką musisz mieć na nią rezerwę w długim okresie. Tak naprawdę zaczynając fundusz musisz już mieć policzone co będzie za 8 lat, nie? I po prostu bez tego to idziesz trochę tak na ślepo i może Ci się uda, nie? I zrobisz super zwrot, a po prostu, a może się okazać, że zrobisz po prostu zwrot taki, taki sobie, nie? Więc bardzo dużo się nauczyłem tego, że w Protosie jakby zaczęliśmy to tam liczyć. Ja wcześniej tego jakby jako business angel zupełnie nie rozumiałem. Natomiast Market One jakby stało się to dla nas jakby totalnym corem i jakby liczymy praktycznie wszystko co się da, nie? 

Jaka najbardziej pozytywna rzecz z Protosa, najciekawsza inwestycja czy taka rzecz którą pamiętasz jako taki pozytywny element, poza oczywiście lekcją, bo wcześniej powiedziałeś, że dla Ciebie błędy to też są fajne rzeczy, bo to jest rozwój więc rozumiem, że pewne kwestie, które teraz odpowiedziałeś są też pozytywne, bo się nauczyłeś. 

Jasne. 

Dzięki temu lepiej działacie w Market One. Czy było coś takiego w Protosie co pamiętasz? Jakąś inwestycję czy jakiś projekt, który rzeczywiście dostarcza Ci, dostarczył Ci dużo dumy, satysfakcji, uśmiechu? 

Jasne. Ogólnie Protos – bardzo, bardzo jesteśmy zadowoleni z Protosa. To jest, jak na pierwszy fundusz zakładany tam wiele lat temu, to jest duży sukces. On jakby pozwolił zarobić inwestorom na pewno więcej niż jakby, jakby inwestowali te środki na lokacie czy w inne rzeczy więc generalnie dużo dobrych exitów między nimi właśnie Allani.pl, które było bardzo dobrym exitem czy też Shopla, na przykład. Więc bardzo dużo fajnych dobrych historii w Protosie. Ciężko mi wskazać taką jedną. Myślę że, Allani było czymś bardzo fajnym czyli jakby w bardzo krótkim czasie było chyba dwa i pół roku od inwestycji. Biznes, który właśnie Mateusz zrobił, bardzo dobry exit i później jakby też mamy bardzo dużą przyjemność, że teraz zainwestowaliśmy w Market One, jego kolejny startup. Więc bardzo fajnie się inwestuje we właśnie kolejny biznes z founderów, w których inwestowałeś wcześniej. Też jakby Mateusz, który wcześniej zakładał Allani, teraz robi Summer Home. Jego pierwszym choice było to, żeby wziąć jakby znowu inwestycje od nas, więc to jest takie bardzo fajne, gdzie widzisz, że ta współpraca trwa już od bardzo wielu lat. To jest kolejny biznes w tym samym układzie, więc to jest super. 

A w jaki sposób pracujesz czy pracujecie z tymi relacjami tak, że one jakby są cały czas aktualne, cały czas na bieżąco. No bo w czasie to są dziesiątki przedsiębiorców, dziesiątki inwestorów, dziesiątki partnerów. No nie jest to pięć osób na pewno. W jaki sposób jesteście na bieżąco, w jaki sposób utrzymujesz ten kontakt? Jaka jest Twoja metoda na to? 

Nie ma, nie ma metody i w żaden sposób tego nie sprofesjonalizowaliśmy. Natomiast teraz zaczynamy to robić, ponieważ największą wartością jaką może dać fundusz, przynajmniej jedną z największych, jest właśnie jego network, a nie akurat ten core team inwestycyjny. I to jest jakby ekosystem i to co fundusz zbudował wokół siebie. To jest jedno z największych value i jakby bardzo o to dbamy. Jest to robione wciąż dość często manualnie. Natomiast jakby już uruchomiliśmy kanały slackowe dla wszystkich naszych inwestorów. Teraz na przykład budujemy zespoły wszystkich Product Managerów ze wszystkich spółek czy wcześniejszych i obecnych, żeby budować jakby clustery, tylko product, tylko marketing. Żeby udrażniać jakby przepływ tej wiedzy, żeby każdy nie musiał wynajdywać koła na nowo i uczyć się na tych samych błędach na których nauczyły się poprzednie biznesy, tylko żeby to udrożnić. I to jest jedna z rzeczy, którą najbardziej fundusz może dać, jakby mieć tutaj największy wpływ wdrażania tej wiedzy. 

A jak powstał Market One Capital? Co leży u jego podstaw i jak nastąpiła Twoja też transformacja z Protos do Market One? Też inny team. Jak to wszystko się podobało? 

Jasne. Było tak, że w momencie kiedy już skończył nam się okres inwestycyjny w Protosie, ja właśnie wspólnie z Michałem Skrzyńskim z którym wcześniej zakładaliśmy Niania.pl i byliśmy z wspólnikami od wielu lat, zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej? Czy jakby zostać dalej w venture capital i otwierać nowy fundusz, czy może wrócić do entrepreneurship i założyć startup. To ciągle był taki trochę trade-off w głowie, ponieważ już jakby mieliśmy DNA, powiedzmy po jednej i drugiej stronie. Spróbowaliśmy obu rzeczy. Znam bardzo wiele osób, które próbowały jedno, drugie. Wracało w tą albo w tą. To jest jakby częsta historia na rynku i tak naprawdę wtedy zaczęliśmy się zastanawiać i stwierdziliśmy: „Okej, robimy kolejny fundusz, ale tylko wtedy kiedy jakby będziemy czuli, że jakby jego strategia jest dokładnie taka jak chcemy i jego focus”. Bo Protos był bardziej, można powiedzieć, agnostyczny niż chodzi o kategorie w które inwestował. Mniej agnostyczny jeżeli chodzi o geografię czyli głównie to była Polska. A my po prostu jakby przez to, że całe nasze życie technologiczne było związane z platformami, z marketplace, to czuliśmy najbardziej. I chcieliśmy założyć fundusz ściśle jakby marketplace network effects. Stwierdziliśmy, dobra, no to pójdziemy tą drogą, ale musi się zgadzać kategoria. Musimy mieć odpowiedni size, jakby funduszu. Musi być jakby odpowiednia ilość, jakby środku, żeby móc zainwestować odpowiednią ilość spółek. Czyli my chcieliśmy od początku zainwestować w między 25 a 30 spółek. Nie chcieliśmy, żeby to było więcej ani mniej, czyli mieliśmy w głowie takie ścisłe kryteria bo stwierdziliśmy: „Okej, bo robienie funduszu to jest commitment na 10, kilkanaście lat.” To jest ogromna odpowiedzialność. Możesz zacząć robić startup, potem mogą być jakieś roszady w teamie, tych founderów jest kilku. Możesz odejść na różne, możesz przejść do rady nadzorczej u siebie w startupie. Jakby to jest bardziej płynne, natomiast fundusz – bierzesz środki, bierzesz odpowiedzialność, środki finansowe od całego Twojego networku, od instytucji finansowych i to jest zabawa na bardzo długi okres czasu. Więc my stwierdziliśmy: „Okej. Jeżeli mamy wziąć za to odpowiedzialność i to bardzo możliwe, że będzie już nasz lifetime biznes, to muszą być spełnione takie a takie kryteria”. I to się akurat udało w 100%, nie? Czyli właśnie w tym czasie fundusz Hedgehog, w którym pracował, zakładał Marcin Zabielski, też kończył się mu okres inwestycyjny. Zaczęliśmy właśnie rozmawiać o tym, że może zamiast jakby otwierać dwa kolejne fundusze, może się połączyć i pracować razem, też jakby połączyć bazy inwestorów z dwóch funduszy i daliśmy sobie taki właśnie jasne kryteria czyli ten fundusz musi mieć te minimum trzydzieści kilka milionów euro w pierwszym closingu, żeby mógł zainwestować w minimum 25 spółek na etapie seedowym, żeby mógł mieć minimum rezerwę 50% na kolejne etapy, żeby mógł mieć mógł mieć mandat na całą Europę i żeby mógł mieć jakby strategie jasno, że to jest głównie marketplace. I wszystkie te rzeczy, jakby całe to story, które zbudowaliśmy się udało. Więc stwierdziliśmy po prostu: „Super! Jest dokładnie to co chcieliśmy.” I weszliśmy w to all in. 

Niesamowite! Niesamowite z tej perspektywy, że tyle elementów różnych na poziomie teorii poskładaliście, ale też na końcu istotny był ten team, no bo tak jak sam mówiłeś o startupach, no ten Wasz fundusz też jest startupem poniekąd. 

Dokładnie. 

De facto, no bo robicie go, ten konkretny fundusz w tym zespole robicie po raz pierwszy. 

Tak. 

Oczywiście, nie jesteście pierwszy raz założycielami firmy więc macie te doświadczenia. Co takiego było istotne w kontekście podejmowania decyzji osobowych Waszego zespołu founderskiego, dogadania się z Marcinem Zabielskim w kontekście bycia wspólnikami, potem dołączania kolejnych osób? Jakie były elementy, które, no jednak doświadczeni founderzy, każdy ma swoją osobowość, każdy może mieć swoją wizję, to nie jest łatwe do pogodzenia. 

Tak. 

Bo to nie jest tak, że: „Dobra zróbmy coś, nie mamy nic do stracenia”. To jest zupełnie inny etap, tak? Zrobiliśmy już dużo, jak mówisz, jest to lifetime commitment. Co było istotne, żeby się przekonać, że będziecie dobrymi wspólnikami? 

Tak, takie rzeczy są zawsze są bardzo ryzykowne, bo jak już mówiliśmy, ludzie to jest po prostu totalny core i zespół, który jakby rozwija cokolwiek to jest totalna podstawa. Więc błędy popełnione ludzkie w doborze jakby zespołu są też kluczowe i Twój biznes rozkładają w długim okresie. Więc trzeba tak być nieprawdopodobnie ostrożnym. Więc jakby ten zespół się składał z czterech osób czyli ja, Michał, Kuba Ślusarczyk i Marcin Zabielski, gdzie my, ja, z Kubą, z Michałem pracowaliśmy w Protosie. Jakby wydzieliliśmy się z Protosa, żeby założyć nowy fundusz. Dwóch wspólników z Protosa poprzednich czyli Paweł i Krzysztof założyło inny fundusz, więc jakby te teamy się rozdzieliły. No i oczywiście dla nas i dla Marcina Sobieskiego to był duży risk factor, nie? Nawet może bardziej dla niego, bo nas było trzech, on był jeden. Natomiast, więc bardzo świadomie obie strony podchodziły do tego: „Okej, to jest life time job.” Każdy ma swoje plany, swoje życie i więc jakby wchodzi w to i jeżeli tutaj popełnilibyśmy jakiś błąd to mogłoby być bardzo źle. Więc, po pierwsze znaliśmy się od 3-4 lat wcześniej, zrobiliśmy kilka wspólnych inwestycji razem. Bardzo dużo też jakby rozmawialiśmy, odbijaliśmy tematów, więc czuliśmy chemię na poziomie jakby biznesowym. Ale bardzo ważna jest, może najważniejsza chemia na poziomie ludzkim i values, bo nawet jeżeli dogadujesz się na poziomie biznesowym, odbijasz tematy, to jeżeli na poziomie values i wartości nie masz tego, to nie ma znaczenia, nie? Bo i tak to wyjdzie w pewnym momencie i zacznie Twój biznes rozkładać. Więc jakby generalnie jak zaczęliśmy składać Market One to pewnie każda, każda ze stron zrobiła dużo background checków po drugiej stronie o tym jakim jest człowiekiem, jakie ma wartości. I doszliśmy do wniosku, że one są dość zbieżne. I tą pierwszą wartością zbieżną to było to, że tak naprawdę zawsze najważniejsza jest prawda a nie moja racja najmojsza, mojsza w danym momencie. Czyli po prostu Twoim celem nie jest wygranie, tylko Twoim celem jest dojście do prawdy, najlepszego efektu, nawet jeżeli tej racji nie masz. I niby wydaje się oczywiste, ale dla bardzo wielu osób nie jest oczywiste. Szczególnie, którzy mają background korporacyjny, które po prostu żyją tylko dzięki temu, że po prostu błyszczą na spotkaniach biznesowych i prezes ich najbardziej lubi. I przepychają swoją rację, a nie prawdę obiektywną. Więc generalnie jakby to była pierwsza rzecz i zobaczyliśmy: „Okej no”. Jak rozmawiamy z Marcinem o biznesie czy o czymkolwiek, to po prostu jest tak, że w ogóle nie ma jakby ego po żadnej ze stron. Tego, żeby mieć rację, tylko jest okej, po prostu totalnie. Więc to była pierwsza rzecz, nie? Druga to była taka, że właśnie takie value odnośnie tego czy po prostu chcesz też być czy chcesz się otaczać dobrymi, dobrymi ludźmi i czy chcesz się uczyć. I generalnie każdy z nas po prostu jakby bardzo lubi być najgłupszy w pokoju. To też bardzo jest połączone z tą pierwszą rzeczą, czyli tak naprawdę dochodzeniu do prawdy, a nie dochodzeniu do poczucia wartości siebie samego, że po prostu osiągnąłeś sukces albo coś udało Ci się zapiąć deala. Więc te rzeczy były bardzo spójne, a reszta zagrała i podczas właśnie pracy nad Market One jakby zaczęliśmy pracować coraz bliżej ze sobą. To trwało prawie rok kiedy składaliśmy ten fundusz, więc jakby zobaczyliśmy, że to już wszystko się dociera, więc na samym końcu oczywiście pewnie wciąż była opcja, żeby się wycofać, ale jakby wszystkie rzeczy zaczęły grać coraz lepiej. No i minęły już ponad 2 lata kiedy pracujemy razem i jest po prostu super, nie? Ten zespół zagrał świetnie, jesteśmy już przyjaciółmi. To zaufanie jest stuprocentowe między nami czyli właśnie ja się czuję praktycznie po raz drugi, drugi raz w życiu czuję się tak samo jak wtedy kiedy zakładałem Niania.pl. Czyli czuję taki prawdziwy flow i uważam, że o to też chodzi w biznesie. To jest też jedna z moich ulubionych książek jakby Flow, czyli tak naprawdę to kiedy wchodzisz w coś all in i wszystko Ci gra czyli gra Ci zespół, gra Ci to co robisz i w tym momencie możesz jakby użyć 100% swojego procesora i wejść w coś jakby głęboko i jakby zaczyna się czysta biochemia i przyjemność. Bo wtedy praca przestaje być czymś gdzie musisz rozwiązywać problemy, tylko staje się po prostu Twoim lifestylem i wszystkie klocki tam grają, nie? No i tak się czuję po raz drugi raz w życiu, jak było wtedy właśnie jak zakładałem z chłopakami Niania.pl, gdzie czułeś samą przyjemność z tego, tak samo tutaj, tak się czuję. Nie sądziłem, że znowu mi się to powtórzy, bo to jest prawie tak jak zakochanie się. Można się zakochać pewnie raz albo dwa razy w życiu, więc jakby zakochałem się znowu biznesowo drugi raz w życiu i bardzo się z tego cieszę. 

Wspaniała historia! No to gratulacje dla już nie takich nowożeńców, ale już trochę czasu z tym jesteście i super, no. Gratuluję bo to też jest jakaś tam suma świadomości po obu stronach, że jesteście świadomi tego, co jest Wam potrzebne. I myślę, że to też mocno decyduje o skuteczności tego w długim terminie. A jak radzicie sobie z – może to ja projektuję swoje wyobrażenie – co by było gdybym był partnerem w dużym funduszu? A bo moje doświadczenia, wiesz zresztą, funduszowe są raczej marginalne i dotyczą bardzo takiego małego projektu. Jak radzicie sobie z tą odpowiedzialnością i z tym zobowiązaniem które jest, tak? To bo też różnice między angelem a funduszem VC są na końcu. Jak jestem angelem to wrzucam tą kasę, najwyżej ją stracę. To jest moja kasa, mam całą odpowiedzialność za swoje decyzje więc jest to easy. A tutaj sytuacja jest zupełnie inna, bo jednak na końcu rozporządzasz w dużym stopniu majątkiem nie swoim. Jak jesteś człowiekiem odpowiedzialnym to masz pełną tego świadomość. W jaki sposób jako zespół czy jako człowiek sam, samodzielnie radzisz sobie z pewnym tym zobowiązaniem? 

Tak, więc ogólnie jak rozpoczynaliśmy Market One to musiałem też zrobić mocny taki rachunek sumienia, plus jakby zastanowić się jaki system w głowie chcę sobie wgrać, żeby to osiągnęło sukces. I tak naprawdę doszedłem do wniosku, że ta kategoria biznesu jest na tyle trudna i ciężka z tego względu, że po pierwsze masz ogromną odpowiedzialność nie za swoje, oczywiście też swoje pieniądze. Bo każdy z nas włożył w ten fundusz bardzo dużą część swoich życiowych oszczędności. Powodzenie życiowe mojego gospodarstwa domowego jest uzależnione od Market One też, jak najbardziej. Czyli jestem też inwestorem, tak jak każdy z inwestorów. Ale tak naprawdę bardzo cały Twój, można powiedzieć życiowy network, również koledzy niektórzy ze studiów czy z liceum, z czym się tym bardziej czuję ciężko. Im bardzo odradzałem im wchodzenie w Market One mówiąc, że to jest bardzo ryzykowny temat naturalnie. Bo venture jest jedną z najbardziej ryzykownych kategorii inwestowania. Ale jakby mimo to, w komunikacji byliśmy bardzo otwarci mówiąc: „To jest nasz plan. Też jakby ryzykujemy, chcemy zrobić jak najlepiej, ale może się to nie udać”. Z komunikacji byliśmy oczywiście od samego początku bardzo mało sprzedażowi. I jakby bardzo szczerzy. Więc wiemy, że każdy, kto dołączył z inwestorów jakby jest w pełni świadomy tego, że to jest po prostu ryzykowny biznes, ale jakby wierzy w nas, jakby ponosi wspólnie z nami to ryzyko. Ale też druga rzecz jest taka, że efekty funduszu są bardzo długookresowe. Jak zaczynasz robić startup to widzisz efekty praktycznie z dnia na dzień. Możesz pracować nad produktem. Zmieniać po prostu landing page, zmieniać business model i widzisz efekty po prostu codziennie i to przełożenie jest po prostu bardzo dynamiczne. W venture capital to są bardzo długie cykle i tak naprawdę możesz przez lata robić, inwestować w spółki i tak naprawdę efekty tego, jaki to będzie miało efekt zobaczysz dopiero po bardzo wielu latach. Więc tak naprawdę doszedłem do wniosku, że muszę bardzo uważać, żeby nie być niewolnikiem tego, że to się musi na 100% udać i tych wyników. Dwa – nie być niewolnikiem tej presji. Ponieważ jeżeli chciałbym być w każdym najlepszym dealu, wyszarpywać je, mieć ciągłe FOMO, stresować się tym jakie przyniesie spółka wyniki. Jeżeli którejś spółce idzie źle, po prostu nie spać po nocach i po prostu, nie wiem jeździć i po prostu przeszkadzać wręcz zarządowi, to na pewno bym nie osiągnął dobrego efektu. Więc zacząłem się naprawdę zastanawiać jaki muszę zbudować system, żeby w długim okresie najlepiej to zagrało. I doszedłem do wniosku, że po prostu bardzo skupiam się na codziennej intelektualnej pracy, żeby idąc spać codziennie w skali dnia, w skali tygodnia mieć poczucie, że bardzo odpowiednią dużą ilość części czasu spędziłem intelektualnie nad analizą projektów, nad pracą. Wchodzę bardzo głęboko. Staram się wchodzić bardzo głęboko w rzeczy, żeby mieć poczucie bardzo dobrze wypełnionej intelektualnie pracy. Jeżeli to przyniesie super efekty to ekstra. A jeżeli nie, to trudno. Przynajmniej wiem, że po prostu zrobiłem maksa. Więc podszedłem do tego tak mikroekonomicznie dzień za dniem. I staram się w ogóle nie mieć właśnie FOMO. Jakby nie myśleć bardzo, nie mieć tej presji po prostu. Jak na razie wydaje, że to jest super. Wydaję mi się, że dzięki temu osiągam lepsze te efekty niż wiadomo, że mam w głowie te end game bo chcę, żeby to była firma, która jakby… Nie wiem, może mnie przeżyje kiedyś, żeby była instytucją w tym kraju, w której po prostu jakby będzie firmą wieloletnią jakby, która będzie częścią ekosystemu. Bardzo bym chciał. Natomiast nie chcę być niewolnikiem tego celu. 

Wspomniałeś co najmniej dwa razy w trakcie tej rozmowy, że chcesz być najgłupszą osobą w pokoju czyli, że lubisz otaczać się ludźmi, którzy są w czymś mądrzejsi, aby się uczyć. Jakie inne metody, powiedziałeś też o książce Flow, jakie inne metody absorbowania wiedzy, może jakieś książki, może inne źródła, może po prostu doświadczenia uważasz że dają Ci taką pożywkę do tego, żeby ta gra intelektualna w którą grasz była na coraz wyższym poziomie? 

Tak, generalnie bardzo podziwiam ludzi, którzy potrafią zbudować z tego proces i wręcz taki schedule czyli budzą się codziennie rano o 6:30. Dzień zaczynają od pół godzinnego czytania bloga, książki. Później w drodze do pracy słuchają podcastu i to jest super. Natomiast ja zawsze niedobrze się czułem w ustrukturyzowanym jakby kalendarzu, takim od deski do deski i po prostu od linijki do linijki. I raczej to było tak, że po prostu był okres kiedy bardzo mocno robiłem growth. Później, na przykład robiłem przerwę w learningu. Natomiast mówiąc szczerze teraz się tego uczę i moim jakby celem jest to, żeby przemóc się i zbudować jednak bardzo mocny proces. I zaczynam to robić bo widzę, że to przynosi efekty. Więc staram jakby codziennie przeznaczyć określoną ilość minut na zakolejkowane artykuły, żeby nie robił mi się backlock. Regularnie, tak naprawdę każdy mój lunch z kimkolwiek czy spotkanie zawsze pojawia się pytanie: „Co ostatnio przeczytałeś? ” Robię sobie oczywiście listę tych rzeczy i po prostu cały czas jest zakolejkowywuje. I teraz staram się, żeby to nie było szarpane gdzie nagle czytam, nie wiem, trzy książki w miesiąc, a później przez pół roku żadnej, tylko żeby cały czas po prostu ćwiczyć jak na siłowni mięśnie, ćwiczyć po prostu mózg. Ponieważ w pracy przedsiębiorcy i to, co my robimy to nie pracujemy fizycznie, tylko pracujemy intelektualnie. I tak naprawdę mega trzeba dbać o ten intelekt. I to też, zauważyłem jest ogromna przyjemność. Właśnie dla mnie ogromnym odkryciem było to, że po prostu z procesu myślenia i w ogóle procesu intelektualnego można czerpać bardzo dużą biochemiczność, to jest udowodnione naukowo. Tylko, że to musi odpowiednio długo trwać, czyli prace szarpane takie jak, nie wiem, call center czy jakieś inne, mają trudność w jakby złapaniu tego flow i tej przyjemności z pracy. Natomiast na przykład praca, która sprawia największą chyba przyjemność, udowodniono na świecie to jest programista, który potrafi wejść na kilka godzin w kod. Może nie zwracać uwagi, co w tym czasie je. To może być pizza, to może być kebab. Wiesz, jakby generalnie to jest nieistotne bo się potrafi oderwać od całego świata, ponieważ tak ogromna ilość wyzwala się przyjemności z tej pracy intelektualnej, która po prostu daje mu takie spełnienia, więc jakby tam powyżej 20, 30 minut focusu nad jakąś rzeczą to jest jakby coś do czego cały czas dążę, żeby ta praca nie była właśnie multitaskingiem co jest trudne w VC, bo VC trochę polega na multitaskingu. Startup polega na jednej rzeczy, ale właśnie staram się cały czas fokusować na zadaniach, które trwają długo, w które wejdziesz to pewnie głęboko, więc to dużo. Regularne czytanie, otoczenie się jak najmądrzejszymi ludźmi, regularne jakby też lunche, calle z osobami, które właśnie są w Twoim networku, żeby robić właśnie z nimi pewnego rodzaju challenge, dbanie o swój procesor. Przynajmniej taki mam system na razie i działa mi to. 

To co ostatnio przeczytałeś? 

Na pewno właśnie bardzo duże wrażenie na mnie zrobiła książka High Growth Handbook Elada Gila. Dlatego też, że jest świetnym produktem. Nawet nie chodzi o samą treść, tylko po prostu to jest bardzo dobry produkt. Czyli czyta się ją super krótko. Ma bardzo dużo mięsa i całościowo po prostu wchodzisz, że tak powiem jak w masło i jest świetna. Była też jakby giftem na naszym evencie w zeszłym roku. Bardzo ją polecam. To jest książka do której warto bardzo regularnie wracać i tak naprawdę każdy przedsiębiorca, również VC, powinien ją mieć na półce bo ona jest takim manualem od praktycznie bardzo wielu rzeczy, tak? Na jakim etapie układać biznes, jak budować swojej supervisory i board? Praktycznie bardzo dużo praktycznych rzeczy bardzo na czasie. Od top jakby głów z Silicon Valley. Jeżeli chodzi o książkę, która mi się bardzo podobała, to jest ściśle pod VC, ale też naturalnie pod founderów, to jest Ebay, książka, historia powstania funduszu benchmark czyli jednego z moich ulubionych funduszy. Jak tak naprawdę się to zaczęło jak wyglądały te pierwsze wszystkie porażki, jak powstawał Ebay, na jakich biznesach oni osiągnęli sukces, jak podejmowali decyzje inwestycyjne? Napisana w bardzo taki też przyjemny, dość czasem humorystyczny sposób. Świetna książka. Więc to są takie dwie, które bardzo lubię w ostatnim czasie. Polecam też Flow. Naturalnie to jest stara książka kilkudziesięcioletnia. Chyba nawet opisana w latach 80 tych czy początku lat 90 tych, która generalnie właśnie uczy o tym, tak naprawdę po co człowiek ma pracować, nie? Czym dążyć się tak w swojej pracy? Ja przeszedłem wszystkie etapy dla powodów dla którego pracowałem. Pierwszym to było oczywiście chciałem mieć uznanie, żeby ktoś mi przyklasnął, mieć poczucie wartości, że coś potrafię zrobić. Drugi to, żeby mieć jak najwięcej kasy. Więc pracowałem dla kasy. Żeby zrobić exit. I żeby on był jak największy i w ogóle super. Potem żeby być trochę znanym. Czyli wszystkie niewłaściwe fake powody do pracy, ale też można powiedzieć naturalne etapy, kiedy jesteś młody. No czyli przechodzisz je. One Cię napędzały. W pewnym momencie się wygaszały. I w pewnym momencie dochodzisz do momentu, dlaczego tak naprawdę pracujesz. No i ja doszedłem do tego właśnie kilka lat temu. I pracuję dla własnej intelektualnej potrzeby spełnienia w dobrym teamie, w dobrym towarzystwie, z dobrym planem. I to jest główny powód. Mam nadzieję, że z tego będą jak najlepsze efekty. Natomiast tak jak mówiłem, nie chcę być ich niewolnikiem. No więc, właśnie ta książka Flow też trochę o tym mówi, jak się skupić na tym, jakby co jest ważne w tym procesie, jakby pracy myślowym. Trochę też pod to zahacza książka Principles Raya Dalio. Więc też pewnie warto ją przejrzeć. Też pewnie układa układa rzeczy w głowie. Bardzo często właśnie my pytamy founderów. Mieliśmy takie pytanie już przestaliśmy go zadawać, ale mieliśmy pytanie: „Do you wanna be rich or famous? But you can not have both”. I ktoś miał wybrać co jest jego celem. Bardzo ciekawe odpowiedzi padały od founderów. Dlaczego? Więc bardzo chcemy wiedzieć, po co ktoś robi biznes. Czy chce być po prostu nagle najsławniejszy founderem w Polsce, którego wszyscy znają i jest na okładce Forbesa? Czy chce być najbogatszy, zrobić ekstra mega exit, nie? Ten taki initial, jakby powód jest bardzo ważny, nie? I on też powie Tobie jakby w jakim kierunku ten startup będzie szedł. Jakich on ludzi, ta osoba będzie zatrudniać, w jakim kierunku będzie pchała, nie? 

A co robisz, żeby odpocząć jak nie pracujesz czy kim jesteś w życiu osobistym? 

W życiu osobistym od niedawna jestem po raz pierwszy tatą i bardzo się z tego cieszę. Jest to wspaniałe. I mnie też, to muszę powiedzieć, bardzo dużo uczy. Jest to dla mnie ogromny challenge, żeby to odpowiednio połączyć z pracą. Bo wcześniej było tak, że w moim lifestyle była praca. Naturalnie mam bardzo dużo hobby sport, podróże. Natomiast jakby głową cały czas, jakby rozwiązywałem jedną rzecz. Wracałem intelektualnie do tych tematów. Natomiast teraz nagle po prostu mały człowieczek wykroił u mnie w głowie kawał przestrzeni. Nagle się tam wdarł po prostu wbrew jakby mojej woli, nie? Po prostu on tam jest i nagle po prostu i stał się najważniejszy i trochę tak to wygląda. I teraz muszę poukładać to wszystko od nowa. Zajął tą największą, najważniejszą przestrzeń. I to jest też wspaniałe, więc to jest super. Więc uczę się tego. Zupełnie też to zmienia mój schedule. Więc teraz muszę się nauczyć tego, że muszę jednak o tej konkretnej godzinie przestać pracować. Więc to też wymusza, zaczęło wymuszać na mnie dużo większą efektywność w tych godzinach kiedy jesteś w biurze. Gdzie wcześniej po prostu miałeś 24 godziny do dyspozycji dla siebie a teraz masz tych godzin dużo mniej. Więc to super i też osoby, które miałem wcześniej, miały już dzieci. Widzę, że one są też dużo bardziej efektywne. Więc dziecko paradoksalnie nie powoduje, że zabiera Ci czas, nie pozwala Ci osiągać sukcesu i rzeczy, tylko wręcz nawet możliwe że odwrotnie, bo pozwala się wreszcie super zorganizować i wymusza na Tobie to. Więc z tego się cieszę. Bardzo dużo uprawiam sportu. Staram się to robić codziennie. Staram się dużo podróżować. Natomiast teraz tylko i wyłącznie lokalnie. I staram się nauczyć wyłączać właśnie głowę i myślenie. Zawsze miałem z tym problem, ale teraz jakby siłą rzeczy muszę się nauczyć to robić. 

A wracając jeszcze na chwilę do biznesu. Czy jest jakiś jeden mit, który uważasz że nie jest prawdziwy? Czyli ludzie mówią, że biznesie to jest tak Ty to widzisz w ogóle inaczej, uważasz że to nie jest prawda. Albo odwrotnie, może jest jakaś jedna prawda o biznesie, którą uważasz że naprawdę warto powiedzieć, bo bo każdy mógłby skorzystać na tym, gdyby myślał o biznesie właśnie w ten sposób. 

Znaczy, generalnie ciężko mi powiedzieć o jakimś konkretnie micie. Natomiast czymś co uważam, że jest bardzo ważne z czego bardzo wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, to jest to że bycie przedsiębiorcą… Znaczy dla mnie bycie przedsiębiorcą to jest najważniejszy zawód na świecie, ogólnie ze wszystkich. I też mówiąc szczerze powinien być najbardziej szanowany, bo jest też według mnie najbardziej niebezpieczny. I według wszystkich badań przedsiębiorca to jest grupa zawodowa, która ma największe ryzyka wszelkich chorób mentalnych. Od depresji przez wszelkiego rodzaju nerwicę, więc to jest ogromna grupa ryzyka, bardzo duża. Dlatego powinna być bardzo szanowana i wspierana. Ponieważ to są ludzie, którzy biorą na siebie po prostu jakby to ryzyko pchania do przodu jakiejś gałęzi gospodarki, zatrudniania ludzi. Po prostu, dlatego ja jako właśnie przez to, że miałem to doświadczenie też jako founder, zawsze jak bardzo się cieszę, że miałem będąc w VC. Więc bardzo to doświadczenie cenie i patrzę na founderów zawsze na tych, którzy są ponad mną, ponad funduszem. U mnie na to ryzyko jest rozbite na bardzo wiele jakby eventów. A ktoś, kto zakłada swój biznes robi to all in przez ileś lat, to tak naprawdę jeżeli to nie wyjdzie z takich, a z takich względów, bo bardzo dużo rzeczy dzieje się związanych właśnie chociażby, nie wiem, teraz z wirusem, tak? To naprawdę bardzo wiele biznesów jest takich, które robiło kapitalną robotę w świetnym teamie. Praktycznie miało poukładane wszystkie klocki i nagle po sześciu, siedmiu latach wyrzeczeń i bycia all in, po prostu nagle ich biznes wylatuje w kosmos, nie? I niewiele można z tym zrobić. Szczególnie, na przykład, chociażby w biznesie travel, nie? To ciężko zrobić ten pivot, ciężko się dostosować zastosować tak jak, nie wiem, Znany Lekarz mógł zrobić właśnie wizyty online, nie? Czy wiele takich biznesów jakby mogło zrobić, a tutaj nagle wylatujesz z tematu. Dlatego ja po prostu bardzo to cenię. Natomiast uważam, że po prostu bardzo jakby chciałbym odczarować to, że po prostu trzeba koniecznie osiągać sukces. Bo po prostu jak słyszę, że ktoś już, im więcej ktoś zrobił porażek, z founderów z którymi rozmawiam, to tym chętniej mam ochotę w kogoś zainwestować. Jeżeli komuś się udało za pierwszym razem zrobić startup, to się boję, że mógł się mało nauczyć. Bo pewnie, na przykład, udało mu się trafić w bardzo dobry algorytm Google albo whatever. Generalnie na zachodzie, w tych krajach zachodnich jakby porażka jest czymś super, bo na niej uczysz się najwięcej. Im więcej ktoś miał porażek, to tym lepiej i prawdopodobieństwo sukcesu z większą ilością porażek jest większe. A u nas jest tak, że wciąż jakby porażka trochę przekreśla w naszej kulturze. Przynajmniej daję Ci dużo jakby minusów i to chciałbym totalnie odczarować, nie? Że dokładnie odwrotnie, nie? 

Jaką jeszcze jedną rzecz na koniec chciałbyś przekazać lub czego byś chciał, żeby życzyli Ci i Market One Capital słuchacze i ja, tak żeby fajnie spuentować i żeby jeszcze wybrzmiało wszystko to co ważne. 

Ale tak rozumiem bardziej wobec przedsiębiorców, którzy chcą założyć swój… 

Wobec… taka rzecz, która jest, której życzyć Tobie i Waszemu biznesowi. 

Wiesz, co? Generalnie myślę, że w przedsiębiorczości i w biznesie zawsze chodzi o dążenie do prawdy i do, po prostu, najlepszego możliwego rozwiązania w danym momencie. Jest bardzo dużo takich, można powiedzieć, pułapek, które Cię z tego wytrącają na Twojej drodze. I to jest bardzo ważne, żeby cały czas się pilnować, żeby być zgodnym ze swoimi wartościami, ze swoim celami. I można powiedzieć, wręcz sobie je w wytatuować i się ich bardzo mocno trzymać, bo łatwo jest zboczyć, nie? Czy to właśnie mieć pressure, presję w funduszu czy w startupie od inwestorów, czy od rynku. Więc ja życzę wszystkim, żeby doszli do swojego właśnie takiego setupu values. Ja doszedłem tego bardzo późno, po wielu porażkach, po wielu jakby szukaniu tych wartości. I tak naprawdę udało mi się to zbudować dopiero wieku 30 tam 5 lat, kiedy poczułem, że wreszcie ta układanka jest, nie? I mam własny ten taki można powiedzieć Product Market Fit, jeśli chodzi o wartości. Wiem po co coś robię, wiem co chcę robić. Po pierwsze życzę tego każdemu, bo to jest super uczucie, kiedy nagle zaczyna się te klocki, te puzzle układać i wiesz kiedy to się dzieje, nie? Bo to jak coś się stanie to dopiero wiesz, że to się dzieje, kiedy zaczyna to wszystko grać i życzę każdemu, żeby do tego doszedł i żeby nie stracił, bo też łatwo jest się zderegulować, nie? I pójść nagle w jakąś stronę. Nagle widzisz, że zaczynasz podejmować decyzję, zaczynasz popełniać te błędy, które kiedyś, więc jeśli się dojdzie do tej równowagi tych values, i tak dalej, polubi się siebie w tym wszystkim, nie? Polubi się swoją rolę, jest się ze sobą jest zgodnym, nagle przestaje się ścigać z osobami dużo lepszymi od Ciebie, tylko zaczyna się z nimi przyjaźnić i uczyć się od nich. Przestaję się dowartościować osobami, którym się trochę gorzej powodzi, tylko tak zaczyna się im pomagać i nagle zaczynasz być takim zdrowym elektronem w tym ekosystemie, bo masz wgrane dobre rzeczy, to to jest taka największa przyjemność i tego każdemu życzę i też chciałem, żebyś Ty mi tego życzył, żebym tego nie nie stracił i jakby trzymał się tego. 

To razem ze słuchaczami też tego Ci życzymy. Bardzo Ci dziękuję Marcin za niesamowicie, refleksyjną, pełną głębokich przemyśleń i też konkretnych wskazówek rozmowę. Trzymam kciuki, za kolejne sukcesy funduszu i żeby najciekawsze projekty do Was trafiały i żeby ładnie rosły. Wszystkiego dobrego!

Dzięki wielkie!

Dzięki! 

Może Cię zainteresować

Jak ocenić swój biznes i wyznaczyć nowe cele?

Czytaj

Dawid Mędrek – PushPushGo: jak mentalnie jako founder przygotować się na sprzedaż swojej spółki?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×