Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Juliusz Kornaszewski – Mindspot: od pisania o technologiach do komunikacji największych brandów na 15 rynkach

33 min czytania

Juliusz Kornaszewski – Mindspot – posłuchaj rozmowy:

Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Juliusz Kornaszewski – Mindspot – opis odcinka:

Juliusz Kornaszewski jest założycielem i dyrektorem zarządzającym agencji Mindspot, która od 11 lat zajmuje się komunikacją marketingową dla największych światowych i polskich marek. Ma ponad 20 lat doświadczenia w dziedzinie komunikacji, dziennikarstwa i prowadzenia działań dla takich firm jak Intel, BMW, HP, SAP, Ergo Hestia, ESL, Accenture.

Ekspert ds. marketingu B2B, doświadczony w budowaniu kampanii zwiększających sprzedaż. W przeszłości, przez 5 lat odpowiedzialny za PR, Social Media i marketing biznesowy w regionie CEE w Intelu – największej na świecie firmie produkującej procesory.

5-krotny laureat najbardziej prestiżowej nagrody branży PR „Złote Spinacze” przyznającej wyróżnienia za najlepsze kampanie PR w Polsce.

W 144. odcinku #GregAlbrechtPodcast, Juliusz opowiada m.in.:

• jakie umiejętności i doświadczenia zdobyte w pracy dziennikarza pomogły mu później w prowadzeniu firmy,
• jak przekonać pierwszych klientów do współpracy,
• jak przygotować się do odejścia z korporacji i kiedy warto to zrobić,
• dlaczego zdecydował się wrócić z własnej firmy na 5 lat na etat w dużej korporacji,
• co składa się na ABC skutecznej komunikacji dla przedsiębiorców,
• czy jest możliwe, by będąc przedsiębiorcą zapominać czasem o biznesie?

Dołącz do Klubu Greg Albrecht Podcast, aby mieć dostęp do ekskluzywnych materiałów, spotkań i wpływ na kształt tego podcastu: https://albrechtpartners.com/klub

Masz pomysł na temat odcinka? Znasz kogoś, kto powinien być moim gościem? A może chcesz zostać sponsorem podcastu? Napisz do mnie: gregalbrechtpodcast (at) gmail.com

Juliusz Kornaszewski – Mindspot – obejrzyj wideo:

Film

Juliusz Kornaszewski – Mindspot – przeczytaj zapis rozmowy:

Dziś w Greg Albrecht Podcast Julek Kornaszewski, twórca Mindspot. Bardzo się cieszę z tej rozmowy i cześć, Julek!  

Cześć, Grzesiek.  

Greg Albrecht: To jest niezwykłe dla słuchaczy, że my z Julkiem poznaliśmy się – próbowałem dzisiaj to przeanalizować – prawdopodobnie 16 lat temu, tak mniej więcej to oceniam. Jest to nawet możliwe, że 17 lat temu. Każdy z nas wtedy w zupełnie innej roli, ale ty już wtedy byłeś związany z technologiami i z IT. I mam nadzieję, że o tej historii twojej dzisiaj pogadamy, ale zanim to, to powiedz o Mindspot. Czym się zajmujesz?

Juliusz Kornaszewski: Witam, witam wszystkich. Również o tym myślałem, co mówiłeś, jak długo się znamy i rzeczywiście jest to gdzieś tak z 16-17 lat i tak naprawdę w świecie takim technologicznym chyba jesteś jedną z osób, które znam dużej, co jest bardzo ciekawe. Wracając do firmy, którą reprezentuję i prowadzę. Mindspot jest to agencja komunikacji marketingowej, zajmująca się trzema podstawowymi obszarami. Pierwszy to działanie PR-owe, które realizujemy dla naszych klientów, czyli dbamy o dobre imię marek, którymi się zajmujemy, o to, żeby o nich mówiono w odpowiedni, dobry sposób. Dbamy zarówno o ich komunikację wewnętrzną, jak i zewnętrzną. Drugi bardzo mocny obszar naszych działań to są sieci społecznościowe, czyli to jest komunikacja w sieciach społecznościowych, gdzie również prowadzimy kanały na różnych platformach dla naszych klientów. I trzecia rzecz to są działania marketingowe zarówno w social mediach, jak i online, offline, czasami nawet w outdoorze, czyli są to kampanie marketingowe, które zazwyczaj spajają w jedną całość te wszystkie działania, które prowadzimy dla klientów.

Co to są kampanie w społecznościach, ten drugi punkt, bo to mnie bardzo zaciekawiło. O ile ta pierwsza rzecz i ta trzecia wydają mi się dość zrozumiałe i jednoznaczne, i też wydaje mi się to powszechnie zrozumiałe, to ta środkowa część mocno mnie zaciekawiła. Możesz coś więcej powiedzieć na ten temat?

Zazwyczaj jest tak, że dla naszych partnerów nie realizujemy wszelkich działań. Czyli dla jednej firmy na przykład prowadzimy PR, dla innej media społecznościowe, a czasami zdarza się, że robimy obie te rzeczy jednocześnie. Ta cała część kampanijna wynika z potrzeby połączenia tych wszystkich działań, które robimy. W dzisiejszych czasach jedno zazwyczaj nie jest oderwane od drugiego i jeśli przygotowujemy treści, prowadzimy dialog z konsumentami na Facebooku czy na Instagramie danej marki, to wymaga to również wsparcia budżetowego, ponieważ chcemy dotrzeć z określonymi treściami do odbiorców o określonym profilu. Czyli nie kierujemy tej komunikacji do wszystkich, tylko na przykład do ludzi związanych z biznesem od poziomu menedżer wzwyż i wtedy wkraczamy z kampaniami w społecznościach, które pozwalają nam bardzo precyzyjnie tego odbiorcę zdefiniować i skomunikować się z nim w sposób zależny od tego, jaki cel chcemy osiągnąć. Sporo działań, które realizujemy w tym obszarze, jest w domenie biznesowej. Na przykład realizujemy w 15 krajach kampanie leadowe dla SAP-a, który ma produkty o określonym profilu, na przykład platformy marketingowe, i z nimi chcemy dotrzeć tylko do marketingowców w Szwajcarii, którzy potencjalnie będą zainteresowani współpracą czy nawet pierwszym kontaktem. Te platformy pozwalają nam na bardzo precyzyjne dotarcie i rozpoczęcie tego dialogu.  

Hmm, SAP-a. Tak właśnie też mi się zdaje, że pracujecie dla bardzo dużych marek. Czy to jest taka domena waszej specjalizacji? Jakie marki?

To jest bardzo ciekawe, bo my nie jesteśmy dużą agencją. Pracuje u nas 10 osób. Natomiast mamy bardzo dużo znaczących klientów. Robiłem taką analizę i 90% z nich to są klienci z top 50 największych marek na świecie według różnych rankingów. To też jest taka rzecz, z której bardzo się cieszę, która udowadnia, że nie trzeba być wielką agencją, żeby pracować dla dużych klientów. To jest też taki argument, który często trafia do naszych nowych, potencjalnych klientów. Często się pojawiają pytania: „Dlaczego? Jak to jest możliwe?”. To jest możliwe dzięki naszej elastyczności i dbałości o jakość współpracy. My pracujemy głównie dla marek technologicznych, co wynika z mojego backgroundu i z backgroundu osób, które później do agencji dołączały. W tej chwili pracujemy dla ludzi Logitech, dla HP, dla SAP-a, dla Fibaro, dla Sharpa, ale mamy też marki motoryzacyjne, takie jak BMW, z którym mamy dwa fajne projekty. Natomiast zarówno ja, jak i BMW również traktujemy to jako markę technologiczną. To już nie jest marka motoryzacyjna. To jest high-tech w najwyższym wymiarze. Pracowaliśmy, czy pracujemy też na przykład dla deweloperów, czy dla marki takiej jak Husqvarna, która najczęściej kojarzona jest z rzeczami ogrodowymi – my akurat skoncentrowaliśmy się na robotach do koszenia trawy, czyli to też są technologie. To jest mniej więcej taki przekrój klientów.

W jaki sposób wygląda to, co realizujecie? Czy tworzycie niezależne projekty, które są projektami autorskimi, czy raczej wdrażacie korporacyjne strategie na lokalnych rynkach? Jaki jest model tej współpracy z globalnymi brandami?

Najczęściej jest to nasza lokalna strategia, którą albo my przygotowujemy, albo przygotowujemy ją wspólnie z lokalnym oddziałem klienta. Musi się wpisywać w ramy globalnych celów. To jest oczywiste i zazwyczaj tak to wygląda. My przygotowujemy zawsze jakieś nasze lokalne strategiczne podejście do tematu. Mamy dwa modele współpracy. Głównie pracujemy z markami na stałe, czyli obsługujemy je najczęściej latami. To jest codzienna, bieżąca obsługa. W przypadku PR-u to są kontakty z mediami, z dziennikarzami, blogerami, influencerami, całym tym ekosystemem, który teraz jest bardzo szeroki. Łączymy to wszystko z mediami społecznościowymi, czyli tak jak ci wspominałem, prowadzimy kanały na wszystkich platformach, łącznie z TikTokiem, LinkedInem, Instagramem, Facebookiem i tak dalej. Ale też mamy czasami projekty zupełnie niezależne, takie jak BMW. To jest ciekawy przykład, bo pracując kilka lat temu jeszcze w Intelu, zidentyfikowałem ciekawy moim zdaniem obszar, którym była technologia w motoryzacji, gdzie firmy IT przygotowywały technologiczne rozwiązania dla autonomicznych samochodów, do wszystkich systemów bezpieczeństwa, które uwielbiamy w nowych samochodach. Już wtedy powiedziałem sobie, że jeśli wrócę do swoich indywidualnych działań, to będę chciał taki projekt zrealizować. Po powrocie do swojej agencji poszedłem z taką propozycją do BMW i wspólnie realizujemy od trzech lat projekt BMW Tech Club, który integruje media technologiczne, biznesowe nie wokół tradycyjnych elementów, które podkreślone są przez media motoryzacyjne, na przykład jak silnik, zawieszenie, wielkość pojazdu, jakieś cechy designu, ale tak naprawdę dyskutujemy. Stworzyliśmy taki klub dyskusyjny, think tank, gdzie media, influencerzy dyskutują właśnie o zagadnieniach technologicznych napędzających motoryzację. I tutaj na przykład mamy taki indywidualny projekt, który już trwa bardzo długo i jest stale rozwijany, natomiast nie jesteśmy agencją, która zajmuje się stricte PR-em czy mediami społecznościowymi. Znaczy mediami społecznościowymi tak, bo prowadzimy LinkedIna BMW Group Polska, ale – tak, jak widzisz – są też rzeczy projektowe.  

To cofnijmy się w czasie do momentu, gdy się poznaliśmy, bo to jest jakaś tam cezura tak odległa w czasie, że jestem w stanie zaryzykować, że część z naszych słuchaczy jeszcze ówcześnie była niepełnoletnia, a pewnie był to rok jakiś 2003 i wtedy –  pamiętam, jak dziś – ja wtedy też pracowałem w branży IT, zajmowałem się sprzętem importowanym z Chin pod marką Pentagram i to chyba były te pierwsze momenty, zanim potem przeszedłem do Megabajtu i do Asusa –  to ty naówczas byłeś dziennikarzem. Czy to się zgadza?  

Tak, zgadza się. Byłem dziennikarzem przez 10 lat. Pracowałem w wydawnictwie IDG. W ówczesnych czasach to było największe wydawnictwo technologiczne na świecie, amerykański brand, można powiedzieć, że korporacja, chociaż może nie w takiej formie jak dzisiaj się kojarzy z największymi firmami FMCG czy nawet technologicznymi, ale była to de facto korporacja z siedzibą w Bostonie. Ja tam przeszedłem całą ścieżkę kariery od osoby, która zajmowała się na początku pisaniem informacji na portale. A IDG miało różne tytuły: PC World, IDG.pl, taki portal agregujący treści Computerworld i masę innych tytułów. Zacząłem tam jako newsman, można powiedzieć, po czym rozwijałem swoje kompetencje w tym wydawnictwie przez redaktora wydawnictw takich papierowych “PC World”. Prowadziłem laboratorium testowe – byłem szefem tego laboratorium. Prowadziłem też magazyn “Kino Domowe”, kiedyś coś takiego było, i tak naprawdę zakończyłem na funkcji zastępcy redaktora naczelnego “PC World”.

To kiedy nastąpiły pierwsze twoje kroki w obszarze bycia przedsiębiorcą – czy to jakoś było związane z twoją karierą dziennikarską, czy skąd to się wzięło, że dzisiaj jesteś po prostu przedsiębiorcą, który prowadzi swój biznes?  

Wiesz co, ja myślę, że przez te 10 lat bardzo dużo się nauczyłem z takiego prowadzenia biznesu z racji tego, że piastowałem tam, można powiedzieć, funkcje kierownicze, oprócz tego, że bardzo dużo pisałem… Ja zawsze byłem bardzo pracowity i tak naprawdę potrafiłem miesięcznie napisać do różnych tytułów kilkadziesiąt stron i dodatkowo prowadzić różne działy. W pewnym momencie zarządzałem około 20 czy nawet 30 osobami i chociaż to nie była moja firma, to jednak nauczyła mnie poruszania się w tym świecie i pracowników, relacji z pracownikami, ale też z partnerami zewnętrznymi, z którymi oczywiście mieliśmy dużo do czynienia. Po 10 latach zdecydowałem się odejść, bo, po pierwsze, już byłem trochę zmęczony tym światem dziennikarstwa od tej strony, którą realizowałem. Po drugie nie było za bardzo już pola rozwoju w wydawnictwie, a z kolei widziałem ogromny potencjał właśnie w komunikacji na linii media-marka. Znałem oczekiwania, bo byłem dziennikarzem. Wiedziałem, po pierwsze, czego oczekują dziennikarze i jak chciałbym, żeby te informacje były im przekazywane. Po drugie – też to było dużą zaletą – wiedziałem, co lubią, czego oczekują czytelnicy, co się czyta, bo my w owym czasie prowadziliśmy portal IDG.pl, który już teraz niewiele pewnie osób pamięta, ale to była kiedyś potęga. Siódmy największy portal w Polsce nie IT, tylko ogólnie, więc tak naprawdę rywalizowaliśmy z Onetem, z WP, z Interią – nie z portalami technologicznymi. Teraz oczywiście są zupełnie inne czasy i to już nie wróci, natomiast to, że działaliśmy tam w grupie naprawdę bardzo fajnych, doświadczonych, świetnych specjalistów, którzy teraz są rozrzuceni po wszystkich topowych firmach na rynku, dało mi też taką wiedzę i przekonania, że nawet jeśli odejdę i założę swój własny biznes, to mam sporo wiedzy, która jest dosyć unikalna na rynku i potrafi połączyć te oba światy.  

Zanim zostałeś dziennikarzem, czy myślałeś o tym, żeby kiedyś zostać przedsiębiorcą? Czy to była rzecz, która wyewoluowała w Tobie i jest po prostu konsekwencją twoich kroków w karierze?   

Raczej wyewoluowała. Zawsze interesowała mnie ta rzecz związana z wizerunkiem, z budowaniem wizerunku i to jest ten PR, którym się teraz również zajmujemy. Powiem ci, że moja praca magisterska to była “Sztuka kreowania wizerunku osób publicznych”, chociaż zupełnie wtedy nie wiedziałem, że będę się tym zajmował. To było bardziej od strony marketingu politycznego, ale kręciło mnie to.

Bo ty jeszcze zajmowałeś się personal brandingiem, zanim to było modne.  

Można tak powiedzieć, przynajmniej w wersji teoretycznej, jak to jest w przypadku prac magisterskich.

I ze strony dziennikarskiej przeszedłeś do strony brandowej. Co ta zmiana perspektywy dała ci w postrzeganiu biznesu? Jaka lekcja płynie z tej zmiany – z korporacji, ale jednak z dziennikarstwa do bycia po drugiej stronie, czyli bycia w komunikacji dużej marki?  

Ja miałem ciekawą ścieżkę. Po tym, jak opuściłem ten świat dziennikarski, co było też związane trochę z tym, że widziałem, że sprzedaż prasy, jej pozycja, cały czas jednak nie rośnie, tylko ta prasa IT zaczęła spadać i to był ten czas, żeby – może nie powiem, że się ewakuować – ale spróbować czegoś innego. Wtedy założyłem agencję Mindspot i ani przez moment nie miałem jakiegoś zawahania, że to się nie uda. Nie wiem czemu, ale nie przyjmowałem w ogóle czegoś takiego do wiadomości. Może to było trochę naiwne, ale też sprawdziło się w praktyce. Może pomogło mi po prostu szybko ruszyć do boju i w ciągu dwóch miesięcy od startu swojej firmy mieliśmy już klientów. I to naprawdę takich nie byle jakich, bo pierwsi nasi klienci to był Intel, Toshiba, CD Projekt, więc to też mnie nakręcało, żeby działać dalej. To też pokazywało, że ten plan, który miałem, czyli żeby wykorzystać swoją wiedzę zdobytą w świecie dziennikarskim, aby tworzyć dobre treści, których brakowało moim zdaniem wtedy na rynku, to znalazło swoich odbiorców i przekonań. Oczywiście nie odbyłoby się to też bez relacji, które wcześniej zdobyłem przez te 10 lat. Nie oszukujmy się, to było dosyć kluczowe.

To jest bardzo ciekawe, bo też przypomina mi moje doświadczenia, jak ja odszedłem z dużej organizacji. Otworzyłem wtedy swoją agencję, której już dziś nikt nie pamięta, ale przez jakiś czas bardzo dobrze funkcjonowała i też niektóre z tych firm były moimi klientami, jak Toshiba czy Logitech, który jest dzisiaj Waszym klientem. 

Tak.  

I to też dobrze wspominam. Co przesądziło o tym, że wtedy oni zdecydowali się na współpracę? Co takiego zaproponowałeś? Jak wyglądała ta sytuacja, w której nagle powiedziałeś: „Słuchajcie, uruchamiam biznes”? Myślę, że wiele osób jest w tym momencie, w takiej sytuacji lub szuka tego, żeby powiedzieć: „OK, chcę przekuć swoją kompetencję w jakiś biznes”. Jak przekonać tych pierwszych klientów do działania?  

Przede wszystkim myślę, że kluczowe było to, że oni wiedzieli, co przez te wcześniejsze 10 lat robiłem i to, co zawsze podkreśla Michał Szafrański nawet w swojej książce. To było zaufanie, jakie mieli do mnie i do mojej wiedzy, i do tego, co wcześniej reprezentowałem, co wspólnie mieliśmy okazję zrobić przy różnych projektach. W momencie, gdy założyłem swoją agencję i zaproponowałem im, że stworzymy od podstaw na przykład kanały Intela w Polsce w mediach społecznościowych, gdzie wtedy na Facebooku Intel miał 288 osób, z czego pewnie 100% to byli pracownicy R&D w Gdańsku, to oni powiedzieli: „Dobra spróbujmy. Wiemy, że wcześniej robiłeś dobre treści, że fajnie nam się współpracowało, to może się udać”. To samo było z firmami takimi jak Toshiba, gdzie wcześniej przez wiele lat prowadziłem magazyn „Kino Domowe”. I w momencie, gdy zaproponowałem im prowadzenie działań PR-owych w tym obszarze, na przykład telewizorów, bo tym się zajmowaliśmy, tym działem TV Toshiby, również jakby merytorycznie udało mi się przekonać ich, że to jest dobry plan. Na pewno przygotowaliśmy dla nich od razu dosyć ciekawą strategię, która mówiła, co możemy osiągnąć, w jakim czasie, co możemy zrobić lepiej w stosunku do tego, co oni teraz realizowali. Więc to były te kluczowe rzeczy. A później tak naprawdę to już powiem ci, że jeden projekt napędzał drugi i ja nigdy nie… w naszej agencji tak w sumie jest do dzisiaj… nie prowadzimy jakiejś takiej bardzo aktywnej akwizycji naszych klientów. Oni raczej przychodzą do nas sami czy zgłaszają się na pewnym etapie, widząc to, co robimy z innymi naszymi partnerami. Oczywiście dbamy o to, żeby oni to widzieli i wiedzieli, co robimy. Natomiast jeden fajny projekt napędza drugi.

Jest tyle naczyń połączonych. Po pierwsze twoje zainteresowanie wizerunkiem publicznym, które wtedy zgłębiłeś, a które de facto dzisiaj prawdopodobnie cały czas procentuje w tych działaniach, które prowadzisz. Drugi ten wątek skupienia do wewnątrz, czyli skupienia na dostarczaniu wartości klienta, nie na tworzeniu wielkiej chmury, żeby ich jak najwięcej ściągnąć, co czuję, że buduje te długoterminowe relacje i tym samym przekłada się na rezultaty. Takie pytanie techniczne… W jaki sposób wtedy wymyśliłeś, jak wyceniać swoje usługi, kiedy pierwszy raz wyszedłeś na rynek? Jaki był twój model myślenia w tym zakresie?  

Wiesz co, zrobiłem jakiś research na rynku, mniej więcej wiedziałem, ile te usługi kosztują. W niektórych przypadkach nie było to wcale jakieś takie bardzo łatwe. Bo gdy my startowaliśmy 11 lat temu, to tak naprawdę też startował w Polsce Facebook. Nie był w takiej fazie rozwoju… To wszystko było na takich początkach. Natomiast ja miałem też sporo znajomych  choćby ze studiów, którzy już w owym czasie prowadzili agencje interaktywne, zajmowali się również prowadzeniem takich działań. Mieliśmy nawet jakieś wspólne początkowo projekty, więc wiedziałem mniej więcej, ile to jest warte, jak mogę te nasze usługi wycenić.  

Wydaje się, że wiesz wszystko o tym, jak dostarczać jakość, też o tym mówisz. Mówisz, że to decyduje, że klienci są z Wami wiele lat i przychodzą nowi. Więc słyszę dużo tego zaangażowania w rezultaty, co jest bardzo fajne. Często rozmawiam z przedsiębiorcami, którzy gdzieś się specjalizują, chcę powiedzieć, że wyłącznie w tym obszarze komunikacji zasysania klientów, co też jest wspaniałą kompetencją. Natomiast mnie ciekawi, jak w takim razie zadbać o tę jakość na wszystkich etapach działania? Jak zadbać o tę jakość, myśląc o ludziach, których zatrudniasz, myśląc o procesach? Co, uważasz, jest krytyczne w kontekście dostarczenia tej jakości, żeby można to było w jakimś tam stopniu skalować i zarządzać na właściwym poziomie, przy jednak biznesie opartym o ludzi?  

Tak, wiesz co? To jest taka rzecz, dobrze to wyłuskałeś z tego, co mówiłem, bo ja zawsze powtarzam moim pracownikom, ludziom, z którymi pracujemy, a mamy taką dosyć płaską strukturę, bo też chcę, żeby tak właśnie było, że naszym nadrzędnym celem we współpracy z dowolnymi markami czy z ludźmi po drugiej stronie, którzy te marki reprezentują, to jest to, żeby zrealizować ich cel. To nie są nasze cele, to są ich cele i my w pierwszej kolejności mamy im pomóc. Mamy im pomóc osiągnąć ich własny sukces i sukces ich firm, a dopiero w drugiej kolejności to ma szansę się przekuć na nasze dobre imię. A wydaje mi się, że nauczyłem się tego z kolei w korporacji, bo tego Greg nie powiedziałeś, ale po dwóch latach

od rozpoczęcia moich działań – założenia agencji Mindspot, jedna z korporacji wciągnęła mnie na 5 lat do siebie i to był Intel, dla którego pracowaliśmy. I na pewnym etapie zmian wewnętrznych uznali, że po prostu potrzebują osoby o kompetencjach takich w dziedzinie komunikacji, social media, która pozwoli im rozwinąć to wewnętrznie. I wtedy powiem ci, że miałem dość duży dylemat, czy dalej angażować się w swoją firmę, która szła świetnie, czy przejść do Intela. I zdecydowałem się przejść do Intela. Natomiast miałem akurat na tyle komfortową sytuację, że nie musiałem zamykać swojej agencji, tylko dalej prowadziła ją moja żona. Oczywiście nie obsługiwaliśmy już wtedy Intela ze względów etycznych i zasad korporacyjnych. Natomiast ja postanowiłem, że pójdę do jednej z największych firm na świecie w swojej kategorii, żeby zobaczyć, jak to jest od środka, poznać tę ogromną korporację od środka. Godząc się nawet na downgrade finansowy, bo jednak u siebie zarabiałem więcej, ale bardziej istotna dla mnie była ta wiedza. Pracując od strony korporacji, tam zajmowałem się komunikacją, PR i mediami społecznościowymi na region Europy Środkowo-Wschodniej, a przez ostatnie 2 lata jeszcze marketingiem biznesowym. Tam poznałem oczekiwania pracowników korporacji od środka… Czego oni oczekują? Jak to powinno zostać im przekazane? To jest ogromna wartość. Moim zdaniem każdy, kto miał okazję przepracować parę lat w dużej korporacji, wyniesie z tego ogromnie dużo i będzie mu łatwiej później po drugiej stronie, nawet po stronie agencyjnej czy jakiejkolwiek innej. Zrozumie tego pracownika korporacyjnego, czego on oczekuje i jak ułatwić mu pracę i życie. 

 

To jest niesamowite. To chciałbym jeszcze troszeczkę podrążyć ten temat, bo myślę, że to takie niekonwencjonalne postępowanie, tak jak mówisz. Masz dynamicznie rozwijającą się firmę, na koncie 10 lat pracy w korporacji o innym charakterze. I sobie może wrócę, zrobię (w cudzysłowie oczywiście) wielki miszmasz. No bo de facto oczywiście nie był to staż, była to odpowiedzialna rola. Ale w kontekście twojej kariery to troszeczkę tak, jakbyś poszedł znowu na staż, żeby zrozumieć pewien kontekst, pewną specyfikę tego rynku. Jak w trakcie tej przygody w Intelu patrzyłeś, przyglądałeś się okiem, wspierałeś? Czy przeszkadzała ci twoja agencja, którą w tym czasie prowadziła twoja żona? No ale jednak było ci to prawdopodobnie nieobojętne jako ojcu założycielowi? Jak wyglądała ta dynamika? I co przesądziło o tym, żeby jednak zrobić ten krok do agencji, po tych pięciu latach?  

Wiesz co, ja jestem zawsze bardzo zaangażowany w te zadania, które realizuję w firmie. I tak prawdę mówiąc, będąc w Intelu, skoncentrowałem się w 100% na Intelu. No może w 98, bo zawsze, tak jak mówisz, to 2% poświęciłem na to, żeby przyglądać się, jak rozwija się agencja. I ja jestem też taką osobą, która zawsze szuka sobie dodatkowej roboty. Więc w korporacji można być pracownikiem, który przeżyje tam 20 lat, realizując jakby swoje minimum i pnie się po szczeblach drabiny korporacyjnej. Natomiast ja zawsze musiałem sobie wyszukać jeszcze jakąś dodatkową pracę, przez co byłem niezwykle zapracowany, ale też dawało mi to satysfakcję i wierzyłem, że jeśli kiedyś odejdę z tej firmy, to to zaprocentuje, bo po prostu inni będą wiedzieli, co robiłem i jakie projekty realizowałem. I tak też się stało. Po tych pięciu latach doszedłem do wniosku, że nie jestem pracownikiem korporacyjnym i po prostu to nie jest do końca mój świat. Ze względu na ten indywidualizm, który często w korporacji jest, że tak powiem, trochę upiłowany. Uznałem, że to jest dobry czas, żeby powrócić do siebie i wykorzystać z kolei te doświadczenia zebrane przez 5 lat Intelowych różnych zadań. Natomiast nie żałuję ani minuty tam spędzonej. Jednak praca w środowisku międzynarodowym, odpowiedzialność za różne rynki, różne obszary, to są  doświadczenia, których nikt ci nie odbierze i które niosą dużo wiedzy. Także był też jeszcze jeden powód, który był dosyć istotny dla mnie, czyli taka bariera wiekowa, zbliżałem  się do czterdziestki i powiedziałem sobie, że jeśli nie teraz, to później, po prostu, już mi się nie będzie chciało i to będzie trudniejsze. Więc był ten czas, żeby wykonać  jakiś odważny krok i wykonałem go. Natomiast, podobnie jak w pierwszym przypadku, było mi łatwiej, bo po pierwsze wiedziałem, że to ma szansę powodzenia, bo się wcześniej udało i nie miałem  takich obaw, które ma bardzo dużo pracowników korporacyjnych, którzy spędzili 15-20 lat w firmie i nigdy nie prowadzili swojej działalności, nie wiedzą, z czym to się wiąże i czy podołają. Ja wiedziałem, na czym to polega i w związku z tym, było mi dużo łatwiej.

Z jakiej rzeczy najbardziej jesteś dumny, najwięcej się nauczyłeś, jeżeli chodzi o twój czas spędzony w Intelu?

Myślę, że dużo jest takich rzeczy, bo jednak pomimo, że nie pracowałem długo jak na takie standardy (powiedzmy) korporacyjne, a szczególnie Intelowe, bo tam ludzie pracują po 20 lat, to jest taka firma, z której ciężko odejść. Miałem kilka takich obszarów. Pierwszy, który właśnie teraz procentuje, to jest rozwój w kierunku tego B2B. Przez ostatnie 2 lata mocno zaangażowałem się w działania takie skoncentrowane na leadach, na pozyskiwaniu kontaktów, na budowaniu contentu do odbiorcy biznesowego. I wierzyłem, że to jest taki  segment, który będzie się bardzo mocno rozwijał w przyszłości. I tutaj te działania, które tam prowadziliśmy, były naprawdę efektywne, jedne z efektywniejszych w Europie i nowatorskich jednocześnie, bo pozyskiwaliśmy te treści, kontakty do osób, za pomocą fajnie budowanego contentu, interesującego, angażującego, takiego, gdzie ktoś chciał się z nami dalej skontaktować i drążyć te wątki biznesowe. A drugie z kolei spektrum, zupełnie inne, to jest taka część, którą wiesz, ale niektórzy twoi widzowie na pewno nie, że byłem bardzo mocno zaangażowany w taką część gameingową. Miałem to szczęście, że w czasie, gdy byłem w Intelu, sprowadziliśmy wspólnie z firmą ESL, największą firmą na świecie zajmującą się e-sportem, mistrzostwa świata w grach komputerowych do Polski, Intel Extreme Masters, które odbywają się już od siedmiu lat w katowickim Spodku, które tak naprawdę są największą imprezą na świecie tego typu, która sławi Katowice na cały świat co roku. A przy okazji było to ogromne, gigantyczne wręcz wyzwanie komunikacyjne, przed którym stanęliśmy. Bo po pierwsze e-sport był wtedy w Polsce praktycznie na bardzo niskim poziomie świadomości społecznej. A po drugie polska impreza była pierwszą imprezą na świecie, która była samodzielna, czyli wcześniejsze Intel Extreme Masters towarzyszyły na przykład targom CeBIT czy targom Comic Con w Stanach Zjednoczonych. A my postanowiliśmy, że mamy wypełnić Spodek widzami bez żadnych dodatkowych imprez towarzyszących. Co oczywiście sprawiło, że wszyscy byli sparaliżowani strachem, jak to wyjdzie i groziło nam ogromne fiasko imprezy, ale moc wykonanej pracy sprawiła, że pierwsza edycja już stała się ofiarą swojego sukcesu i mieliśmy takie widziane w telewizji, kilometrowe korki przed Spodkiem w -18 stopni, gdzie ludzie stali w kolejkach. A potem to już szło coraz lepiej. Co roku w Spodku było ok 130 000 widzów. Tak naprawdę miałem możliwość zrealizowania komunikacji dla największej takiej imprezy na świecie, no gigantycznej, bo 130 000 osób na miejscu to jest naprawdę duże przedsięwzięcie. Dwa tysiące dziennikarzy z całego świata, którzy przyjeżdżają, plus 40 milionów osób, którzy oglądali to online. Ta komunikacja internetowa również była bardzo ważna.   

To z perspektywy wszystkich twoich doświadczeń na przestrzeni czasu, w zasadzie trzech perspektyw: tej dziennikarskiej, korporacyjnej i przedsiębiorczej, która troszeczkę jest takim łącznikiem pomiędzy tymi dwoma światami. Choć dziś dziennikarstwo pewnie inaczej wygląda, więcej jest influencerstwa niż dziennikarstwa, albo gdzieś wyrosła taka nowa gałąź a’la dziennikarska w postaci influencerów, jako tego kanału dotarcia. Jakie są takie kluczowe rzeczy, jakieś zagadnienia, kluczowe tematy, na które powinni zwracać uwagę przedsiębiorcy w swojej komunikacji, a co często robią źle lub tego nie robią?  

Wiesz co, myślę, że warto wynieść zawsze kilka takich wskazówek, które są jakimś abecadłem dobrej komunikacji w korporacjach. Te korporacje światowe, mające już dziesięciolecia doświadczeń, one mają to wypracowane i pomimo, że to wygląda trochę na takie sztywne, jest mało w tym freestyle’u, to jednak niesie ze sobą jakość i przekłada się potem na efekty. Pierwsza rzecz, to myślę, że to, co obserwuję też często w komunikacji – nie krytykuj swoich konkurentów. Nie staraj się iść z komunikacją w tę stronę, raczej podkreślaj systematycznie swoje zalety, swoje przewagi wobec konkurentów. Pokazuj fajne projekty, ale nie realizuj tego w sposób taki, który mógłby komuś zaszkodzić, bo to nie jest droga, która może ci pomóc. A jeśli ci pomoże, to w dłuższym terminie może być to rzeczywiście szkodliwe. Zawsze bądź przygotowany. To może są takie, wiesz, podstawy, ale miej przygotowaną strategię, miej przygotowane scenariusze zachowania w określonych przypadkach zmian na rynku, co było szczególnie istotne teraz na przykład w okresie pandemii. Widać było, że firmy często takich scenariuszy nie miały, były przygotowane na komunikację w czasie pozytywnym, a tutaj trzeba było bardzo dynamicznie się dostosowywać, cały czas trzeba się dostosowywać do tego, co dzieje się na świecie i lokalnie. Trzecia taka rzecz to jest: pamiętaj o komunikacji wewnętrznej. Często firmy o tym zapominają. Nie chcę tutaj piętnować czy pokazywać konkretnych przypadków, ale to jest widoczne bardzo wyraźnie nawet w przypadku największych firm, gdzie przy budowaniu wyników kwartalnych, za 10 minut inny komunikat idzie do pracowników. Myślę, że możemy tutaj podać taki przykład – ostatnio CD Projekt w przypadku opóźnień, gdzie w Internecie zainteresowani znajdą sobie taki dysonans, co usłyszeli akcjonariusze, jakiego maila dostali pracownicy. Więc to musi być spójne, to trzeba zawsze pamiętać, żeby dbać o to, by pracownicy byli dobrze poinformowani i wiedzieli, co dzieje się w firmie wcześniej, niż wie to rynek. Z takich kolejnych rzeczy – musisz zawsze być uczciwy. I to moim zdaniem jest podstawa całego biznesu, w każdej kategorii. Pewnie jest trochę biznesów zbudowanych na jakiejś kombinacji. Natomiast ja wychodzę z założenia, że musisz być uczciwy w tym, co robisz. Ludzie muszą mieć do ciebie zaufanie, nie mogą się na tym zawieść, muszą wiedzieć, że chcesz realizować ich cele i dbać właśnie o ten ich sukces, i to wróci. Po prostu takie pozytywne, uczciwe podejście wraca. I przygotowanie tak naprawdę, czy komunikacja do rynku, czy to komunikacja w dzisiejszych czasach do klienta końcowego, to tak naprawdę wszystko jest PR. Zakładając swoją agencję, nigdy nie nazywałem jej agencją PR-ową. Już 10 lat temu uważałem, że to jest komunikacja marketingowa, czyli to jest taka kombinacja różnych elementów – i takiego czystego PR-u, i mediów społecznościowych. De facto nawet komunikując się z klientem końcowym czy z odbiorcą, fanem, followersem, to musimy to traktować tak samo. To musi być spójne, przemyślane i uczciwe.  

Gdzie zaczyna się taki punkt w rozwoju firmy, w którym przedsiębiorca może dysponować odpowiednim kapitałem finansowym i wewnętrznymi zasobami, by móc efektywnie skorzystać z tego piaru. Powiem ci, dlaczego o to pytam. Dlatego, że jest wielu przedsiębiorców, z którymi działam. Oczywiście jest takie stadium mówienia: „No nie, PR, firmy, agencje PR-owe – to nie działa. Musimy sobie zatrudnić PR-owca wewnątrz. To na pewno lepiej zadziała, bo on będzie znał lepiej firmę. Poza tym nie mamy zasobów wewnętrznie. Jak musimy kogoś i tak zatrudnić do współpracy z agencją, to w tej sytuacji po co nam w ogóle agencja?”. Takie słyszę często obiekcje. I w niektórych sytuacjach trudno się nie zgodzić. Zastanawiam się, gdzie według ciebie, z twojego niesamowitego doświadczenia z wszystkich stron, wynika, gdzie jest moment, w którym te pierwsze działania można podejmować z takim partnerem zewnętrznym jak wy? Jakie powinny być pierwsze kroki podejmowane w ogóle, jeżeli zaczynasz budować swój biznes i zatrudniasz 20-30 osób?  

Myślę, że najpierw trzeba zdefiniować, co komunikacyjnie chcemy osiągnąć, na czym nam zależy. Widzę też, że firmy, które są właśnie takiej wielkości, jak Ty mówisz, które już nawet osiągnęły duży sukces rynkowy, w pewnym momencie widzą, że taka poszerzona komunikacja może im pomóc dalej przeskalować ten biznes. Z drugiej strony może jest wręcz niezbędna właśnie po to, żeby też uporządkować nawet te tematy wewnętrzne razem z pracownikami i żeby płynnie przekazywać też to, co dzieje się w firmie, to, co chcemy, żeby pokazywać, to, co dzieje się w firmie na zewnątrz. Zgadzam się też z tobą, że rola PR-u rośnie w miarę zwiększania skali tych firm. W przypadku firm kilkudziesięciu osobowych czy dużych korporacji, to jest wręcz niezbędne, żeby taka firma pracowała z agencją, najlepiej mając właśnie wewnętrznie osobę, która koordynuje te działania. Często to jest taki marketingowiec, który też zajmuje się social mediami i to jest moim zdaniem bardzo dobre, bo to jeszcze dodatkowo poprawia płynność tej komunikacji. Natomiast pracując w korporacji, znając też specyfikę tych korporacji, ja wiem i ty pewnie też wiesz, że tam po prostu nie masz czasu często na realizowanie takich działań, bo potrzebujesz kogoś, kto cię wesprze operacyjnie i koncepcyjnie. Wszelkiego rodzaju konferencje, telekonferencje, inne projekty wewnętrzne zabierają taką masę pracy, że ja zawsze mówiłem, że nie ma czasu pracować. To jest jedna rzecz. W przypadku mniejszych firm z kolei, to taki PR może gigantycznie pomóc małej firmie, nawet startupowi, nabrać rozpędu. Dam ci jeden przykład. Mamy taką firmę BeCREO Technologies z Poznania, która opracowała pierwszą na świecie grę do nauki programowania przez dzieci Scottie Go! i to jest taki klasyczny przykład, jak tutaj PR pomógł. Projekt – genialny. Gra jedyna w swoim rodzaju, łącząca fizyczne bloczki do programowania z aplikacją mobilną, gdzie robot Scottie przemierza swoje krainy. Została stworzona przez naukowców, informatyków z Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego. To był taki przykład, że stworzyli genialny produkt, natomiast w pewnym momencie ocknęli się, że jeszcze go trzeba sprzedać i jakoś to nagłośnić. Te działania w firmie, która cały czas ma pewnie mniej niż 10 pracowników, pozwoliły nam dotrzeć do mediów, do influencerów z taką informacją, żeby sprzedać ją w jak najlepszym świetle, przygotować też treści, które ludzi przekonają do zainteresowania tym produktem. I wtedy pamiętam, w trzy miesiące chyba sprawiliśmy, że w sumie ta gra znalazła się gdzieś tam w Top 5 Empiku najlepiej sprzedających się gier przed świętami, co z kolei pozwoliło tej firmie zarobić na ekspansję zagraniczną, przygotowanie kolejnych wersji językowych tej gry i teraz po kilku latach już to ta gra jest dostępna chyba w 100 krajach, w 30 wersjach językowych, więc to jakby pokazuje, że nawet na bardzo wczesnym etapie, gdzie rzeczywiście trzeba trochę funduszy zainwestować w taką komunikację, to często bardzo się opłaca, tak? Zdaję sobie sprawę, że to może być ciężki orzech do zgryzienia, kiedy masz dylemat, czy zainwestować w reklamę, we współpracę z partnerami, a komunikacja wydaje się takim elementem, który tylko może doprowadzić do strat czy przede wszystkim do mało namacalnych efektów na początku. Ale warto zaufać partnerowi i nawet w przypadku takich małych projektów, zawsze warto dobrze sparametryzować, ustalić KPI, co chcemy osiągnąć i na podstawie tego później podejmować kolejne kroki odnośnie rozszerzenia tej współpracy czy też może zmiany kierunku.   

To jest też ciekawy wątek i właśnie takie obiekcje, o których mówisz, często słyszę. Słyszę obiekcje, że nie da się tego zmierzyć, więc jak mamy w to zainwestować? Albo słyszę obiekcje, że podobno już się nie da robić takiego PR-u, czyli nie tylko musimy zainwestować w partnera agencyjnego, ale też musimy mieć jakieś budżety na influencerów, na media, bo już media niczego nie dają za darmo. Kiedyś to jednak trochę inaczej wyglądało. Takie słyszę komunikaty i zastanawiam się, jak jeszcze te obiekcje można przepracować. Czyli jaki jest taki minimalny test, uważasz, żeby ktoś powiedział: okej, podejmę próbę, skorzystam, żeby spróbować i czy w ogóle zajmujecie się takimi tematami, czy raczej mówicie okej, wolimy pracować z partnerami, którzy wiedzą, że to jest istotne i koncentrujemy się na tych dużych markach, bo im nie trzeba tłumaczyć, po co to jest. Oni wiedzą, że to jest im potrzebne i chcą iść do najlepszego partnera.

Głównie mamy duże marki, natomiast tak jak ci powiedziałem, dla nas to jest wielki fun pracować z takimi mniejszymi startupami czy markami, żeby im pokazać, że też się da i że to nas jeszcze dodatkowo napędza, żeby takie trudne zadanie wykonać. To jest bardzo fajne. Natomiast ja się nie zgodzę, że tego nie da się zmierzyć. Tak jak powiedziałeś, ten świat komunikacji bardzo się zmienił. Kiedyś, kilkanaście lat temu, gdy zaczynałem, to było dużo łatwiejsze, nie da się tego ukryć, byli dziennikarze prasowi, onlineowi, oni byli gdzieś zgrupowani w kilku największych miastach. Można było ich odwiedzić, porozmawiać, być z nimi w stałym kontakcie i mieć tak naprawdę pokryty cały rynek medialny. Natomiast w dzisiejszych  czasach to wszystko odwróciło się o 180 stopni, najpierw przyszli blogerzy, potem przyszli, youtuberzy i zawsze te środowiska między sobą mają jakieś takie, powiedzmy, pozorne konflikty. Blogerzy czują się wyparci przez youtuberów czy teraz instagramerów pewnie. Z kolei mamy taki rozwój influencerów biznesowych na Linkedin czy wszelkich innych formach, nawet podcastów, w którym teraz występuję. I to jest mierzalne, mamy różne elementy pomiarów, które możemy zastosować. Po pierwsze są to takie rzeczy ilościowe, czyli ile informacji na dany temat jesteśmy w stanie przekazać, w jakich mediach, jakie one będą miały zasięgi. W tym momencie możemy też wprowadzić do tych działań jakieś elementy prosprzedażowe, czyli tak naprawdę linki, jakieś afiliacje, które mogą  bardzo precyzyjnie nam pokazać, jaki jest zwrot tej inwestycji. Czy z mediami, czy z danym influencerem, rzeczywiście w przypadku takiej komunikacji szczególnie w mediach społecznościowych nastąpiła duża zmiana. Kiedyś w serwisach takich jak Facebook czy, nie wiem, Instagram to wszystko się roznosiło wirusowo. Dobra treść potrafiła się rozprzestrzenić momentalnie i pozwolić nam praktycznie bez budżetu dotrzeć do setek czy milionów odbiorców. Teraz ze względu na to, że te firmy jednak są nastawione na zarabianie, są na giełdzie i muszą wykazać jakieś wyniki, w pewien sposób to ograniczają, jakby zachęcając nas do inwestycji w płatną promocję. Ale to nadal jest bardzo korzystna forma reklamy, często dająca dużo większy zwrot z inwestycji bardzo mierzalnych w porównaniu do telewizji, prasy tradycyjnej. Więc z pozostałych takich elementów, które możemy sparametryzować i zmierzyć, to jest to, jakie treści się pojawiły w mediach czy w ogóle w przestrzeni internetowej, czy to jest przekaz, który sobie określiliśmy, który realizuje nasze tak zwane „key messages” – jakieś kluczowe rzeczy, o których chcielibyśmy, żeby się inni dowiedzieli, jak często występuje nasza marka czy nasz produkt, nasz projekt w stosunku do konkurentów. Więc tych parametrów jest dużo, są narzędzia, które pozwalają to mierzyć. Do monitoringu dyskusji w sieci mamy sparametryzowane nawet wyniki w formie konkretnych liczb, kwot finansowych. Więc cała taka kombinacja dobrze skrojonego planu określonych KPI, które chcemy zrealizować i późniejszej ewaluacji tego i reakcji, może nam odpowiedzieć na to, czy chcemy to robić, czy nie.  

Extra. Wracając jeszcze do twojej historii, jakie było najtrudniejsze doświadczenie biznesowe, które miałeś do tej pory jako przedsiębiorca? I jaki z tego wniosek można wyciągnąć?  

Nie mieliśmy takiej sytuacji, żebyśmy byli w jakiś tarapatach finansowych, w dołku. Paradoksalnie nawet ten czas pandemii, dla wielu firm i dla wielu branż bardzo trudny, w naszym przypadku sprawił, że w tym roku będziemy mieli rekordowe wyniki, co jest wynikiem różnych elementów. W dużej mierze też po części tego, że my działamy w tej domenie cyfrowej, więc firmy, które realizowały do tej pory na przykład kilkadziesiąt eventów, w tym momencie koncentrują się bardziej na online. I my też na tym korzystamy. Dla mnie osobiście jako dla przedsiębiorcy chyba najtrudniejsza jest ta część związana z ludźmi, czyli z tym, żeby dobrze zarządzać zespołem, żeby odnaleźć się w tym bardzo konkurencyjnym rynku walki o najlepszych pracowników, o to, żeby ludzie, którzy u mnie pracują, czuli zadowolenie z tej pracy i to jest dla mnie kluczowe. Często najtrudniejsze ze względu na podejmowanie takich decyzji, że z kimś musimy się pożegnać, więc to jest taka część z kolei, do której te korporacje, z którymi miałem okazję pracować, nie do końca mnie przygotowały.   

A jakich narzędzi lub form edukacji używasz, żeby podnosić swoje kompetencje właśnie w tym, w czym nie zostałeś przygotowany organicznie poprzez obserwowanie najlepszych praktyk we wcześniejszych etapach kariery?   

Staram się czerpać z doświadczeń innych przedsiębiorców, czyli czytać sporo na ten temat, słuchać podcastów, z których można rzeczywiście sporo wniosków wyciągnąć, konsultować się też z innymi osobami prowadzącymi biznes w podobnej skali. No i tak naprawdę ucząc się codziennie czegoś nowego, tak? Czyli podejmując czasami odważne decyzje, ryzykowne, ale otwierając się na eksperymenty wcześniej niesprawdzonych przeze mnie rozwiązań.  

Czy jest jakaś książka lub eksperyment albo jakieś działanie, które na przestrzeni ostatnich lat rzeczywiście przyniosło taką wartość dodatnią, którą byś dzisiaj sobie przypomniał i powiedział tak: „To ułatwiło mi bycie w tej roli szefa”?  

Wiesz co, może nawet nie konkretna książka. Natomiast jest wiele książek, czy wiele osób mądrzejszych ode mnie, które to zawsze podkreślały i w końcu dojrzałem do tego, żeby to wprowadzać. Czyli po pierwsze – koncentracja na najważniejszych projektach, na najważniejszych zagadnieniach, co się jednocześnie wiąże z umiejętnością powiedzenia „nie” i z umiejętnością selekcji projektów, które chcemy robić. Bo w tym momencie tak naprawdę dla mnie jakaś wartość przychodowa tych projektów, które realizujemy, nie jest rzeczą numer jeden, tylko jest to, czy ten projekt, który będziemy robić, sprawi nam przyjemność? Czy on rozwinie nas w jakiś sposób? Czy jest etyczny? I to są chyba takie podstawowe rzeczy. Od samego początku chciałem, żebyśmy realizowali te projekty, które nas kręcą. I wiem, że to nie jest standard, tak? Bo często robi się rzeczy, na których firma dużo zarabia, ale nie sprawiają jakiejś przyjemności, nie dają wartości. Wiem, że to jest też potrzebne, no bo to trzeba robić. Natomiast za wszelką cenę dążę do tego, żebyśmy robili coś fajnego, coś wartościowego, co będzie nas napędzało i dawało nam takie paliwo, i też selektywnie podchodzili do tych projektów. Dlatego, tak jak widzisz, mamy fajne marki, pomimo że jesteśmy małą agencją i pewnie moglibyśmy mieć tych klientów dużo więcej. Natomiast mielibyśmy zagrożenie przekształcenia się w pewien sposób w taką fabrykę, a nie miejsce, gdzie to, co robimy, sprawia nam tak naprawdę fun.  

Wspomniałeś, że gdy pracowałeś w Intelu, biznes prowadziła twoja żona. Czy nadal pracujecie razem i czy to ma jakieś pozytywne i negatywne implikacje? Ciekaw jestem takiej dynamiki jako takiej inspiracji też dla innych.  

Nie, nie pracujemy razem i wydaje mi się, że gdybyśmy pracowali, to nie byłby to najlepszy pomysł. Chociaż wiem, że tutaj są różne podejścia do tego tematu i znam wielu przedsiębiorców, którzy pracują ze swoimi partnerkami, żonami i uważają, że jest dobrze, im to po prostu wychodzi. Natomiast w moim przypadku to też taki dodatkowy motywator, o którym ci nie powiedziałem. Przy odejściu z korporacji to było to, że zostałem młodym ojcem i po jakimś niedługim czasie zostałem ponownie młodym ojcem dwójki fajnych chłopaków. I to też była taka chęć odciążenia mojej żony i w ten sposób podzieliliśmy swoje kompetencje. Więc przeszliśmy taką sztafetę, w której ja przejąłem od niej pałeczkę i dalej rozwijam ten biznes. Natomiast ona już nie jest w niego zaangażowana. Oczywiście zawsze jest w stanie doradzić mi w jakiejś trudnej sytuacji i pytam ją o pewne rzeczy. Natomiast nie, nie pracujemy razem i staram się, wracając do domu, odłożyć biznes na półkę, na ile jest to możliwe w przypadku bycia przedsiębiorcą.  

No właśnie, czy jest to i jak to jest możliwe w przypadku bycia przedsiębiorcą, żeby odłożyć biznes na półkę i co wtedy robisz, kiedy już to odłożysz?

Wiesz co, jest to trudne i ja cały czas się tego uczę, żeby poprawiać się w tym zakresie. Czyli już nie pracuję w weekendy, co mi się kiedyś zdarzało. Uznałem, że ten balans życiowy jest dla mnie coraz ważniejszy, chcę coraz więcej czasu poświęcać rodzinie. To jest oczywiście związane z tym, że też jednocześnie uczę się każdego dnia, jak lepiej delegować zadania, jak przekazywać projekty innym w mojej firmie. Widzę, że to przynosi po prostu dobre efekty, ludzie to doceniają, ale myślę, że w organizacji tej wielkości jak nasza, która nie jest duża, nie ma rozbudowanej struktury zarządczej, jest to trudne, ale udaje mi się coraz lepiej. I mam takie wyznaczone cele, żeby nauczyć się jak najlepiej oddzielać pracę od życia prywatnego.  

A co robisz, kiedy nie pracujesz?

Najchętniej podróżuję. W tej chwili jest to mocno ograniczone, natomiast bardzo lubię podróżować po całym świecie, odkrywać nowe zakątki, często też uprawiać jakieś sporty tam, gdzie jest to możliwe. Staram się też jak najwięcej czasu spędzać z dziećmi, bo wiem, że są teraz w takim wieku, kiedy chłoną ten kontakt z rodzicami i wiedzę, więc staram się rozwijać ich pasje i zainteresowania. I naprawdę fajnie jest patrzeć, jak możesz im coś przekazać, nawet to, co wiedziałeś, że kręciło cię, jak byłeś mały. Mam teraz taki powrót, co pewnie dla wielu osób będzie trochę zabawne, ale nałogowo kupuję klocki LEGO i razem składamy z nimi najróżniejsze budowle, od jakichś tam mniejszych po LEGO Technic. No mega mnie to kręci. Myślę, że kręci pewnie każdego faceta, który ma dzieciaki. To chyba takie podstawowe rzeczy. Lubię też słuchać muzyki. Jestem audiofilem, więc staram się znaleźć jakiś czas, żeby zawsze ta muzyka stanowiła taką przestrzeń, gdzie możesz trochę odpocząć, zastanowić się, oderwać się od tego życia codziennego.

Jak jesteś audiofilem, to słuchasz muzyki z płyt winylowych?  

Z płyt winylowych również, tak. Głównie to są płyty winylowe, aczkolwiek w dzisiejszym świecie już też ta domena cyfrowa. Myślę, że coraz mniej w CD. W pewnym momencie zarchiwizowałem całą swoją kolekcję CD, ale winyl jest jednak takim środkiem przekazu, który ma duszę i zupełnie inny przekaz, który bardzo lubię.  

A tak dopytałem, bo dla mnie jako nieaudiofila, a osobę też wrażliwą na dźwięk, słyszę tak ogromną różnicę między muzyką z winyla a muzyką cyfrową. Być może to jest kwestia jakości tych materiałów wyjściowych, których słuchałem, ale za każdym razem pewna głębia dźwięku jest tak trudna do odtworzenia. Ciekaw jestem, czy to jest możliwe do odtworzenia na poziomie muzyki innej niż winylowa. 

Myślę, że nie. Natomiast tutaj wydaje mi się, że bardzo też fajną rzeczą jest ten cały rytuał związany z winylem, że masz płytę, musisz ją przełożyć, musisz się skoncentrować po prostu na tej muzyce. To nie jest Spotify, który sobie puścisz w tle i z telefonu zmieniasz playlisty czy albumy. Tu jednak musisz być zaangażowany, musisz wyczyścić tę płytę. To jest właśnie uspokajające i dlatego to mi się tak podoba.  

Wracając jeszcze na chwilę do biznesu: czy jest jakaś prawda o biznesie albo jakiś znowu mit, który funkcjonuje na temat biznesu, który chciałbyś obalić? Jakaś rzecz, która według ciebie jest naprawdę ważna w biznesie jako całości, o której się albo za dużo mówi, albo za mało mówi.  

Bardzo trudne pytanie. Ja myślę, że mitem jest to, co już ci powiedziałem. Jestem dumny z obalania codziennie tych mitów przez nas, że żeby pracować z najlepszymi, z największymi, musisz również mieć działalność odpowiedniej skali. I to wydaje mi się bardzo fajnie. Też to pokazujesz Ty i inni zapraszający takich przedsiębiorców, którzy nie są z pierwszych stron gazet, a którzy często mają fajne, mniejsze czy średniej wielkości biznesy, które pracują z niesamowitymi klientami, z takimi firmami, o których kiedyś nawet nie marzyło nam się, że będziemy pracować. I to jest taki mit, wydaje mi się. Nie musisz być największy, żeby mieć klientów  największych, natomiast na pewno musisz dążyć do tego, żeby być najlepszym. To jest podstawowa rzecz. Jeśli chodzi o inne rzeczy… Wiesz co, nic w tym momencie nie przychodzi mi takiego do głowy, szczerze mówiąc.

  

A jeżeli chodzi o przyszłość Mindspot, jaka jest twoja wizja i czy w ogóle zastanawiasz się nad tym, co będzie za 5 lat? Mówiłeś dużo o planowaniu, więc stąd urodziła mi się w głowie taka myśl, że może masz jakiś plan czy jakąś wizję tego, do czego chciałbyś dojść, ale nie wiem tego. Czy działasz bardziej spontanicznie, czy masz jakąś wizję? Czego powinniśmy ci ze słuchaczami i widzami życzyć?  

Wiesz co, nie mam aż tak daleko sięgających planów, na co trochę też wpłynęły ostatnie lata. To, co się teraz dzieje, bo ciężko jest aż tak daleko myśleć, kiedy wokół nas się dzieją naprawdę dynamiczne rzeczy, przełomowe dla całego świata. Od początku swoich działań podjąłem decyzję o takim organicznym rozwoju. Mieliśmy takie sytuacje, gdzie mogliśmy zdobyć na przykład dużego klienta, który nagle spowodowałby, że nasze zatrudnienie wzrosłoby dwu- trzykrotnie i często rezygnowaliśmy z takiego podejścia zupełnie świadomie, wiedząc, że to może po prostu przewrócić naszą kulturę organizacyjną czy zaburzyć działanie agencji ponad normę. Ja wierzę, że bardzo będzie się rozwijał marketing B2B. Rok temu, dając komentarz dla jednego z branżowych wydawnictw, pamiętam, podkreśliłem, że wierzę, że ten rok będzie rokiem największego rozwoju LinkedIna i TikToka. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że dobrze trafiłem. I tak też się stało, więc inwestujemy w ten segment B2B. Rozwijamy się w tym zakresie. Widzę, że te nasze działania przynoszą efekty. Zaczynaliśmy w Polsce, teraz działamy w 15 krajach, realizując te projekty i rywalizując o budżety agencji centralnych największych firm. Ale to jest nadal koncentracja na jakości i też na tym, co my możemy dać, czego inne firmy duże, być może większe, nie są w stanie dać, czyli tej elastyczności, takiej szybkości reakcji na potrzeby klienta i też takiej głębokiej wiedzy, i chęci podzielenia się tą wiedzą z klientem. O, to jest chyba jedna z istotniejszych rzeczy, które nam przyświecają, więc będziemy rozwijali się w tym kierunku. Chcę też wzmocnić w naszej agencji jeszcze obszary, powiedzmy, zajmujące się influencer marketingiem i to cały czas realizujemy, ale też w kierunku takich zorganizowanych, jakościowych akcji, popartych solidną strategią. Myślę, że nie pomylę się, jeśli stwierdzę, że ten segment cyfrowego życia będzie się rozwijał i to są takie główne kierunki, gdzie chcemy się rozwijać, a jednocześnie prowadząc nasze dalsze działania, którymi zajmujemy się dotychczas.  

Co jeszcze chciałbyś dodać à propos biznesu, prowadzenia firmy, komunikacji B2B czy czegokolwiek, co uważasz za ważne, co powinno trafić do słuchaczy? 

Przede wszystkim myślę, że nie będę tutaj jakoś super oryginalny, ale chciałbym zachęcić osoby, które często nawet pracują w korporacjach, robią fajne projekty, są często znużone już w pewien sposób tymi latami, które tam spędziły, do spróbowania, do podjęcia tego odważnego kroku i rozpoczęcia swojego biznesu. Jeśli zrobią sobie taki rachunek czy jakąś taką prostą analizę SWOT swoich możliwości, to jednak myślę, że dużo osób dojdzie do tego, że szansa na powodzenie jako indywidualnych przedsiębiorców czy w partnerstwie z jakimś wspólnikiem jest duża i warto spróbować. W ten sposób, myślę, że mogą zupełnie zmienić swoje życie i nie chodzi mi tutaj tylko o warstwę finansową, która również jest istotna, bo jednak w biznesie sky is the limit, a w korporacji niekoniecznie. Ale też jakby zmieniają od strony takiej poznawczej. W swoim biznesie dzisiaj robisz jeden projekt, jutro możesz robić inny, z zupełnie innego zakresu. Ty o tym w dużej mierze decydujesz, gdzie chcesz skierować swoje zainteresowania i to jest wydaje mi się najfajniejsze. To jest to, co ludzi kręci, a jakby wszelkie inne problemy związane z zarządzaniem, z jakąś biurokracją, które ludzi często ograniczają, powinno być wzięte na drugi plan.  

A propos tego pierwszego kroku, bo o to nie dopytałem, ale to może być ten krytyczny punkt. Jesteś w tym IDG i zaczynasz myśleć o założeniu agencji. Czy najpierw pozyskałeś klientów, a potem odszedłeś? Jak wyglądał ten moment u ciebie? Ten najważniejszy punkt, bo taką mam obserwację… Mamy wiele wspólnych znajomych w tych korporacjach, którzy są fantastycznymi ludźmi. Robią świetne rzeczy i prawdopodobnie jako odbiorcy mogliby jeszcze zwiększyć wpływ na rzeczywistość i swoją satysfakcję, ale jest jakiś powód, dla którego siedzą na tej krawędzi. Czasem potrafią na tej krawędzi siedzieć 10 lat, więc jeżeli byś wrócił do tego momentu… Co takiego wydarzyło się w twojej głowie albo jakie kroki przedsięwziąłeś, żeby jednak skoczyć do tego basenu?  

Może Cię trochę zaskoczę, ale ja tutaj nie podjąłem jakichś kroków zapobiegawczych, które sprawiły, że najpierw miałem klientów czy już jakieś wstępne rozmowy, a potem jakby podjąłem tę decyzję o zmianie. Aczkolwiek to nie jest akurat najlepszy przykład i myślę, że warto by było to zrobić. Jeśli miałbym komuś poradzić teraz, jak zrealizować taki plan transformacji swojej pracy, to rzeczywiście łatwiej to zrobić, jeśli już ma się jakiś punkt  zaczepienia, niż wypłynąć od razu na głębokie wody, więc w moim przypadku to chyba była, wiesz, siła przekonania o wartości, którą mogę wnieść, kontakty, które, myślę, że bardzo dużo osób ma, nawet właśnie będąc 10 lat w tych korporacjach. I też taka motywacja, że jeśli nie teraz, to kiedy? Jednak trzeba podjąć męską decyzję w pewnym momencie. Spróbować. W najgorszym wypadku powrócisz, poszukasz nowej pracy, tak? No oczywiście ja rozumiem te osoby, które wahają się, mając fajne stanowiska, fajne zarobki, ale też z drugiej strony widać, że męczą się w tych firmach, nie są w stanie realizować tych pasji, nie widać tego błysku w ich oku… Myślę, że jeszcze jednym elementem, który może im ułatwić, to jest jednak znalezienie sobie jakiegoś partnera. Ja takiego partnera nie mam. Działam jako samodzielny przedsiębiorca, ale myślę, że gdybym go miał, to byłoby mi w wielu sytuacjach łatwiej, pewnie w wielu też trudniej, bo to niesie ze sobą jakieś konsekwencje. Ale myślę, że jednak warto poszukać jakiejś bratniej duszy, która może dzielić i porażki, i sukcesy, i wtedy teoretycznie będzie łatwiej podjąć taką decyzję o zmianie.  

Super, trzymam kciuki ze wszystkich tych, którzy tego chcą. Też niewiele mogę dodać, bo moja historia była podobna w tym znaczeniu, że po prostu zdecydowałem, że już jednego dnia nie wytrzymam w tej organizacji i następnie dopiero się zastanawiałem, co będę robił dalej. Akurat poszło również dobrze, ale w zasadzie z tego płynie taka lekcja, że statystycznie jest nas tutaj dwóch, obaj mieliśmy przekonanie, zrobiliśmy to, jakoś dajemy sobie radę. W związku z tym to potwierdza prawo podobieństwa, że jest jednak duże i sukces można odnieść, na swoją miarę oczywiście relatywnie prosto, zmieniając kontekst.

Ja też uważam, że działanie jest podstawą. Dużo ważniejsze jest działanie niż filozofowanie w bardzo wielu przypadkach, jeżeli chodzi o testowanie rzeczywistości. 

Julek, bardzo dziękuję za tę rozmowę. Wiem, że jest jeszcze mnóstwo rzeczy, o których moglibyśmy porozmawiać. Jeżeli jest coś jeszcze, co chciałbyś dodać, to też chętnie wysłucham.  

Również bardzo dziękuję ci za zaproszenie. Mam nadzieję, że te elementy, którymi starałem się trochę zmotywować osoby do działania, niektórzy mogą uznać za trafione i jakoś zachęci je to do zmiany, bo tak jak pokazuje to nasze doświadczenie, warto to zrobić. Zdecydowanie nie jestem piewcą takiej teorii, że od razu rzucenie się na głęboką wodę i stworzenie startupów metodą prób i błędów to jest jedyna słuszna droga. Myślę, że zawsze warto spróbować różnych rzeczy i tej pracy korporacyjnej również. Szczególnie, jeśli chce się pracować z klientami po drugiej stronie z korporacji, więc trzeba być cierpliwym, wytrwałym i, wydaje mi się, dążyć do siebie, a przede wszystkim być uczciwym wobec innych i robić dobrą robotę. Nie krzywdzić ludzi, działać w celu, aby to oni osiągnęli sukces w pierwszej kolejności. I to moim zdaniem może jest naiwne, ale pokazuje, że to dobro wraca.  

Super. Julek, bardzo dziękuję za tę rozmowę, trzymam kciuki za kolejne kroki. Cieszę się, że po tylu latach nie pierwszy raz, ale mieliśmy okazję pogadać w szerszym ujęciu i mam nadzieję, że będzie tutaj dużo ciekawych inspiracji, także dla innych. Także wielkie dzięki za tę rozmowę.

Ja również bardzo dziękuję.

Może Cię zainteresować

Jak ocenić swój biznes i wyznaczyć nowe cele?

Czytaj

Dawid Mędrek – PushPushGo: jak mentalnie jako founder przygotować się na sprzedaż swojej spółki?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×