Zmień język:

Rozwiązuję większość problemów firmy w jeden wieczór dzięki AI | Franciszek Georgiew

Zasubskrybuj Greg Albrecht Podcast
YouTube
Spotify
Apple Podcasts

Zaczynał od zera jako dziennikarz, by zbudować agencję marketingową rosnącą o 100% rocznie. Dziś z Dubaju zarządza holdingiem technologicznym i udowadnia, że w dobie AI tradycyjne wykonawstwo umiera, a wygrywają ci, którzy potrafią budować cyfrową dźwignię.

Franciszek Georgiew – założyciel holdingu 22 Ventures, w skład którego wchodzą agencja Tigers, Huqiao, Automation House oraz technologiczna spółka AI AION MIND. Przeszedł drogę od dziennikarza sportów walki do lidera organizacji skalujących się o 100% rok do roku. Dziś zarządza portfelem spółek z Dubaju, wierząc w „życie w ofensywie” – głęboki wgląd w siebie, który pozwala skracać czas od trudnej decyzji do konkretnego działania.

Rozmawiamy o tym, jak przetrwać biznesową „dolinę śmierci”, gdy zyskowność nagle wyparowuje, dlaczego tradycyjne agencje w obecnym modelu mogą przestać istnieć oraz jak AI sprowadza wartość „wykonawstwa” do zera. Jako strateg i miłośnik technologii, Franciszek zdradza kulisy budowania software’u bez umiejętności kodowania i tłumaczy, czego biznesmen może nauczyć się od zawodnika jiu-jitsu w kwestii zachowania spokoju pod presją. To rozmowa o nowym paradygmacie pracy, w którym odrzuca się stare schematy na rzecz budowania potężnej dźwigni technologicznej.

🎙️ Posłuchaj #357 odcinka Greg Albrecht Podcast: Rozwiązuję większość problemów firmy w jeden wieczór dzięki AI | Franciszek Georgiew

Partnerzy Greg Albrecht Podcast:

Formeds – Odbierz 20% rabatu na suplementy formeds z kodem GREG20. Popraw swoją wydajność, formę i samopoczucie z pomocą wysokiej klasy polskich produktów ze 100% czystym składem, optymalnymi dawkami składników aktywnych i jakości potwierdzonej przez niezależne laboratoria.

👉 formeds.pl/greg

Wspierając naszych partnerów, wspierasz rozwój podcastu!

Transkrypcja:

(Transkrypcja jest generowana automatycznie, może zawierać drobne błędy)

Franciszek Georgiew: I wiesz, nagle widzimy, kurde, no grzęźnie to, to nie zarabia, jest nerwowo, całkowicie zyskowność po prostu wyparowała. Pamiętam, że siedziałem w samochodzie i czułem, że ściska mnie brzuch. Dopóki nie usiądę i tego nie wyklikam, to jestem spięty, nie? Bo może to się dzieje szybciej, nie jestem w stanie tego kontrolować. Miałem wrażenie, że wszystko jest szare, beznadziejne i w ogóle tragedia.

Greg Albrecht: Jak to się stało, że zaangażowałeś się w tyle przedsięwzięć biznesowych i jakimś cudem nie zbankrutowałeś?

Franciszek Georgiew: W mojej perspektywie, gdzie zaczynałem zupełnie od niczego, no to jestem i tak trzy razy dalej, niż wyobrażałem sobie w najśmielszym scenariuszu.

Greg Albrecht: Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners, mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu i executive coaching. 

Greg Albrecht: Dziś w Greg Albrecht Podcast Franciszek Georgiew, twórca agencji Digital Tigers, spółki Hu Chao, która zajmuje się wprowadzaniem zachodnich gier na rynek chiński, a także Eye on Mind, aplikacji AI. O tych wszystkich aspektach i o tym, jak można prowadzić kilka firm naraz, dlaczego są rozrzucone po całym świecie, porozmawiamy w tym odcinku. Cześć Franciszek.

Cześć, bardzo miło mi tutaj być. Słuchaj, trzy filary twojego biznesu: Tigers, agencja digital. Projekt, który chyba na rynku polskim jest najbardziej rozpoznawalny. Chciałbym trochę się przyjrzeć temu, bo prowadzisz to już wiele lat i jak powiedziałeś przed nagraniem, były pewne wyzwania związane z prowadzeniem tego typu biznesu. Powiedz coś o tym więcej. Co się zmieniło w prowadzeniu agencji? I uwaga, czy w ogóle agencje mają jeszcze sens w epoce AI i wspaniałych, samodzielnych przedsiębiorców i marketerów, którzy z technologią AI są w stanie zmieniać świat?

Franciszek Georgiew: Jasne, wiesz, gdyby wszyscy byli super seniorzy w marketingu i super wiedzieli, co trzeba zrobić, to agencje byłyby bardzo niedługo niepotrzebne. To tak zupełnie z grubej rury zaczynając. Jestem tego świadomy i to bardzo mocno wpływa na to, jak kierunkujemy dalszy rozwój Tigers. Mówię: „kierunkujemy”, no bo ja nie jestem nawet w zarządzie. Jestem czysto w pozycji właścicielskiej.

Mam jedno spotkanie w miesiącu ze wspólnikami, na którym rozmawiamy o rozwoju tego biznesu. Ale całe te trudności, te wyzwania, muszę powiedzieć, że historia Tigers to jest jedna wielka historia trudności, mimo wielu sukcesów, które ta firma osiągnęła, bo przez siedem lat ona się zwiększała dwukrotnie co roku. I to jest ten okres, gdzie wspominałeś, że właśnie to był taki moment, kiedy zwracało to nawet twoją uwagę, gdzie też masz doświadczenia z podobnej dziedziny, branży. I no, to szybko rosnący biznes to jest jedna pula wyzwań, prawda? Kilka dolin śmierci. Jak oddajesz rzeczy w ręce menedżerów, oni zaczynają tworzyć swoje procesy.

To się nawarstwia, nawarstwia, zaczyna się ze sobą konfliktować. Firma spowalnia, tak? Z drugiej strony moment, kiedy jesteś w strategii wzrostu. I ja miałem takie założenie w siódmym roku działalności, kiedy oddawałem stery w Tigers Karolinie. To miałem takie założenie, że skoro rośliśmy 100% rocznie, no to dobra, rozumiem, teraz będzie ciężej z roku na rok. No to dobra, najwyżej urośniemy 10%, też przeżyję, a będę się zajmować innymi projektami, tak? Tak, firmy, których nawet tu nie wymienialiśmy, bo ich jest więcej, tak naprawdę, nie? I kurczę, powiem ci, że okazało się, że ten rynek post-covidowy, kiedy nasycenie reklamą digitalową stało się bardzo duże, koszt reklamy wzrastał. Z drugiej strony konkurencyjność na tym rynku.

Po prostu wszyscy zaczęli pchać się do digitalu i jednocześnie gospodarka mocno, jakby, schłodziła się. No to był moment, kiedy my byliśmy cały czas: „dobrze, rekrutujmy pod przyszły wzrost”, a tego wzrostu nie było. Nawet zaczęliśmy się kurczyć, więc po prostu całkowicie zyskowność po prostu wyparowała. Cash flow coraz… znaczy, wiesz, my zaczynaliśmy kiedyś tam złotej płynności finansowej, że wszystko sobie uregulujemy z własnego cashu, jak trzeba i tak dalej. Nie zawsze warto. I wiesz, nagle widzimy: „kurde, no grzęźnie to, to nie zarabia, jest nerwowo i tak dalej”. I to powiem ci szczerze, dwa, trzy lata ostatnie to było takie odnajdywanie się w nowej rzeczywistości i tak. Ja wiem, że tak przejść do podcastu i powiedzieć, że teraz już wiemy, ale naprawdę z całego serca, z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że znaleźliśmy ten nowy paradygmat działania. Jeszcze nie jesteśmy w nim w stu procentach, ale jesteśmy w nowej rzeczywistości i nowym, jakby, podejściu w ogóle do tego biznesu.

Greg Albrecht: No to co to jest ten magiczny sposób na to, żeby ta agencja funkcjonowała właśnie teraz? Ten nowy paradygmat, co go definiuje?

Franciszek Georgiew: Wiesz co, wydaje mi się, że to jest szersze niż biznes agencyjny, co może być fajne dla różnych Twoich słuchaczy, bo ja uważam, że to już jest kwestia tempa, ale w dobie tego, gdzie jesteśmy, czyli sztucznej inteligencji, jak odrzucimy na chwilę, bo nawet jak ktoś słucha, to może mieć przekonania, że nie, że to nie działa, tam halucynuje i tak dalej, ale jak na chwilę odrzucimy te w dużej mierze błędne przekonania, jeśli faktycznie wiemy, jak z tego skorzystać i rozumiemy, co jest następne in tym, jak to się będzie zmieniać, jakie ograniczenia będą stopniowo zdejmowane, to nawet jak będą zdejmowane wolno, to nie ma sensu się do tego sceptycznie nastawiać. To jest bardzo duży błąd. To wtedy ta zmiana paradygmatu dotyczy każdego biznesu, małego, dużego, w każdej dziedzinie.

Chodzi o to, że wykonawstwo przestaje być cokolwiek warte. Im prostsze jest to wykonawstwo, im bardziej jest algorytmicznie, zero-jedynkowo, jaką decyzję podjąć, tym większa szansa, że ja podepnę jednego skilla do tego, że w taki sposób rozpatruję, nie wiem, wiąże wniosek kredytowy. W taki sposób, nie wiem, tam układam schemat tam jakiegoś newslettera. I teraz newslettera nie jestem w stanie dzisiaj wygenerować tak, żeby to puścić do ludzi i uznać, że to jest dobre. Są przykłady całych kanałów na YouTubie, całych newsletterów, które to robią. Ale tak opiera się to na takim unikalnym smaku i kreatywnym pomyśle tego twórcy, żeby to się klikało. Ale jeśli chodzi o jakieś naprawdę odtwórcze rzeczy, to ta praca po prostu staje się bardzo szybka. Jak wiesz, czego chcesz i masz czas myśleć nad tym, to zmienia się to, w jaki sposób działasz. Ja wiem, że agencja się kojarzy, wiesz, że puszczam jakieś acy, piszę jakieś posty, robię jakieś strategie i tak dalej, ale to nie chodzi o to, żeby pisać posty szybciej. Ja mówię o tych wszystkich przepływach informacji wewnętrznych, o klientach, ich potrzebach, jakby wiesz, odnoszeniu się do ich potrzeb. Można mieć jeden przykład, bo już się troszeczkę rozkręciłem. No nie wiem, wyobraź sobie, że masz po prostu client’s portal.

Czyli masz portal kliencki, w którym są notatki ze spotkań, strategie i tak dalej, w bezpiecznym środowisku z klientami, którzy się na to zgodzili. I teraz wyobraź sobie, że ktoś, kto coś robi, może w każdej chwili zaznaczyć sobie. Weź pod uwagę ostatnie preferencje ze spotkania z klientem, który wyraził, weź pod uwagę ostatni raport, weź pod uwagę strategię tego klienta i powiedz, czy to realizujemy. I to bardziej chodzi o coś takiego. I teraz, jak to pomierzyć? Czy w badaniu McKinsey’a wyjdzie, że to zwiększa produktywność, czy nie? Szczerze mam kompletnie gdzieś badanie McKinsey’a w tym obszarze, bo widzę, jaką dźwignię mi to daje na co dzień. A to jest tylko jakiś wierzchołek góry lodowej, o który zaczynamy się ocierać i po prostu patrzeć, gdzie tu jeszcze coś można ze sobą skleić i wykorzystać.

Greg Albrecht: Tak, tak. Rozumiem ten drugi poziom, bo samo, powiedzmy, takie automatyzacja procesów biznesowych, no to i bez tego AI-a już jakby było dość zaawansowane, a teraz to się może dziać jeszcze bardziej, plus ma ten element quasi-kreatywny, nazwijmy, czyli kreowanie postów, treści i tak dalej. Natomiast analiza ogromnych zasobów danych w taki meta-sposób, to jest coś, gdzie ta dźwignia też jest dla mnie bardzo widoczna, czyli też to stosuję.

Kiedy mam zagregowane dużo wiedzy na temat tematu X, to po prostu tak dobre wyciągnięcie pewnych aspektów i zobaczenie pewnych wzorców, których czasem intelektualnie nie jesteśmy w stanie wyłapać, a czasem ze względu na czas zaangażowany w to, to jest niesamowita wartość. Jak ludzie rzeczywiście, a nie teoretycznie, czyli w tej firmie, jak oni reagują na to, bo ty masz ten komfort, że nie jesteś w zarządzie, więc możesz przychodzić, wrzucać swoje pomysły, ale A, ktoś musi to przełożyć na rzeczywistość, B, to może budzić pewnego rodzaju opór wewnętrzny. Ta technologia, chociażby lęk związany z tym, że tą technologią będziecie wymieniać ludzi.

Franciszek Georgiew: Tak, ja to rozumiem i szanuję, naprawdę. Ja sam doświadczam bardzo dużej lękowości związanej z AI, bo mimo tego, że siedzę w tym głęboko i czuję, od jakiegoś czasu czuję, że nadążam, bo miałem takie pół roku, że mówię, kurde, z każdym miesiącem czułem, wiesz, tam zwiedziłem 15 krajów na świecie, jeździłem. Też dużo tam pracowałem stamtąd i jakby, ale nie miałem tego czasu, żeby robić takie, wiesz, że siedzę w pokoju, który się nadaje do pracy, z dobrym internetem, z dobrym tam, wiesz, krzesłem, monitorem i mam takie 8 godzin takiego skupienia, żeby naprawdę zanurkować w to. I teraz, jak wróciłem do Polski w grudniu, na chwilę, no to od grudnia mam czas, żeby się tego, wiesz, trochę troszeczkę nadrobić, ale mimo to mam ogromną, miałem takie stany, dosłownie stany lekkie lękowe, nie?

Że, wiesz, wyszedł ten cloud co-work, na przykład była duża premiera, wiesz, poczytałem nagłówki na Twitterze i musiałem przejechać tam z Francji do Genewy, nie? I pamiętam, że siedziałem w samochodzie i czułem, że ściska mnie brzuch, nie? Bo jakby rozumiałem, czym jest cloud code i jak usłyszałem, że robią cloud tam, wiesz, co-work do pracy, knowledge work tak zwanego, czyli jakby całej tej pracy intelektualnej, to dopóki nie usiądę i tego nie wyklikam, to jestem spięty, nie? Bo może to się dzieje szybciej, nie jestem w stanie tego kontrolować, a potrzeba kontroli, kiedy budowałeś coś 10 lat i wypróbujesz sobie flakiem, umówmy sobie, to wiesz, to była ogromna praca, ogromny wysiłek i że możesz to stracić.

Ale wracając do samego pytania, no w związku z tym mam też jakąś empatię do ludzi, którzy się tego AI też obawiają i tak dalej i uważam, że na szczęście podjąłem dużo wcześniej, jeszcze przed AI-em dobre decyzje dotyczące tego, jak budować kulturę organizacyjną i przez pryzmat jakich wartości firmowych patrzymy na ludzi, których szukamy i ludzi, których chcemy w firmie i chcemy ich promować, wystawiać i tak dalej, nie? I u nas te wartości, jedną z nich, pierwszą zresztą, jest growth mindset, definiowany jako otwartość na zmianę i wiara. Tam jest kilka zachowań opisujących, ale jedną z nich i głównych, co nam przyświecało, była otwartość na zmianę. Potrzebowaliśmy tego, bo firma rosła, wiesz, 100% rok do roku i teraz dopóki to był model oparty na ludziach, a już nie jest, w sensie na liczbie ludzi, no to wiedziałeś, że jeśli rośniesz 100%, to znaczy, że za rok w firmie, na przykład miałeś 30 osób w firmie, jest powiedzmy w uproszczeniu 60, część ci zrotuje, co oznacza, że ponad połowa firmy to są ludzie, którzy są w niej mniej niż rok.

I teraz utrzymanie wysokich ocen satysfakcji klientów, które mają naprawdę od lat bardzo dobre, to jest zasługa Karoliny, pewnego systemu, który też sobie teraz ogarniamy, ale już wcześniej, bo naprawdę świetny, oparty na tam frameworku Joey-a Colemana, który ma taką książkę Nigdy więcej nie trać klienta, no to jakby to, jeżeli wiesz, że firma tak szybko rośnie, to potrzebujesz ludzi otwartych na zmianę, bo za chwilę będzie już, nie będziesz chodził z pytaniem do tego, tylko nie wiem, do HRu, ale musisz czytać newsletter firmowy, a potem, wiesz, kolejna zmiana, ciągle się zmieniać coś.

Greg Albrecht: Formeds, producent suplementów o stuprocentowo czystym składzie. Z kodem GREG20 zamów z 20% rabatem na formeds.pl. 

Greg Albrecht: Fajnie, no to jest, to jest inspirujące, ten growth mindset, to dobrze o nim mówić i na pewno też jest czymś, czego, jak myślę z perspektywy inwestycyjnej, to też na przykład w Momentum Capital Partners, gdzie jestem partnerem, bardzo szukamy też tego u founderów, w których chcemy inwestować, bo to pal sześć ludzi w zespole, bardzo istotne, ale wyzwaniem jest, kiedy founder jakby jest skuteczny, ale niekoniecznie ma ten mindset i w związku z tym, żeby zmienić swój paradygmat działania i wejść na kolejny poziom, to on jeszcze bardziej potrzebuje tego growth mindsetu.

Co o tym powiedzieć bardziej z perspektywy takiej autodiagnozy osób, które nas słuchają? Jestem founderem, coś osiągnąłem i być może dochodzę do pewnego sufitu i tym sufitem mogę być ja, zazwyczaj tak jest. Więc ten growth mindset to jest dla nas każdy w lustrze, dobrze, żebyś spojrzał i powiedział, czy jestem gotów, żeby usłyszeć niewygodną prawdę na temat tego, że to, jak działałem do tej pory, już przestało działać i to jest to, co mówisz o tym Cloud i o tym ścisku żołądka, jak jechałeś.

Franciszek Georgiew: Tak, ale powiem Ci, totalnie się zgadzam, bo jeśli przechodzimy przez te, no ja to zawsze nazwałem Doliną Śmierci. Ja zauważyłem bardzo wyraźnie, że jakby to, co pozwala Ci osiągnąć jakiś poziom, blokuje Cię przed osiągnięciem kolejnego. Totalnie się pod tym podpisuję.

Greg Albrecht: 100%. Dokładnie to jest to. Tak jest.

Franciszek Georgiew: No tak, bo wiesz, zaczynasz biznes, to mikrozarządzasz wszystkim, Twój gust jest we wszystkim, Twoja decyzja jest we wszystkim i bardzo dobrze. I jakby Ty się nie czytaj książek z, wiesz, z korporacji, że to jest mikrozarządzanie, nie?

Greg Albrecht: No i poza tym masz pewną wizję, masz pasję, masz umiejętność kreowania, ale kiedy firma w pewnym momencie musi być bardziej strukturą niż narzędziem kreatywnym, bo jest mniej przestrzeni na kreację, a więcej na powtarzalność i przewidywalność i metodą zróbmy to tak i zmiany spontaniczne i przynosimy coś odwrotnego. Naprawdę to jest zabawne, bo miałem okazję pracować teraz z kimś z firmy, naprawdę dłużej, powiedzmy takiej, co większość pewnie osób, które słuchają, to aspirują do tego, żeby zbudować taką skalę i tam widać tę dynamikę między founderem, który zaczyna trochę przeszkadzać w budowie tej firmy i to jest albo ja zmieniam swój paradygmat myślenia i akceptuję to, że będę działał na jakimś wycinku, na przykład nie będę zarządzał, być może to była też jakaś kulisy twojej decyzji w tamtej sytuacji. Myślę, że podświadomie.

Franciszek Georgiew: Jeszcze wtedy nieświadomie, ale tak.

Greg Albrecht: No albo po prostu to doprowadzi do ruiny, bo nie można wymyślać koła na nowo, tylko w pewnym momencie trzeba to koło włączyć do roweru i takich kół wyprodukować 100 i sprzedać 50 rowerów i to może się wydawać komuś, kto jest kreatywny, nudne, ale w praktyce jest drogą do

Franciszek Georgiew: skalowania. A na początku z kolei twój unikalny gust pozwala ci zająć unikalną pozycję na rynku, ale ponieważ to jest nowe, często albo inne, no to ktoś musi to dobrze wytłumaczyć. Jak to wytłumaczy lepiej niż osoba, która to stworzyła, no nie? Przynajmniej w założeniu, bo czasem, jak opowiadam o swoich projektach, to mam duże wątpliwości, czy tak jasno je prowadzę, je tłumaczę, ale no pracuję nad tym, właśnie. To jest bardzo ważne. A wiesz, przy tych kolejnych etapach tak samo, bo to się nie kończy, tak nagle wchodzisz na ten etap biurokratyzowania się firmy i tego wszystkiego.

No i to wiesz, nagle musisz, wiesz, dać większe zaufanie ludziom, ale znowu pytanie: jak? Jak za dużo, za mało i znowu, wiesz, boksujesz się z tym, wywalasz, tracisz i tak dalej. No i dopiero po tym. Ja naprawdę teraz mam poczucie, jak pracuję, jak wchodzę gdzieś tam, wiesz, powiedzmy, wchodzę to jakieś duże słowo, bo nie jestem na tych spotkaniach, ale nawet obserwując ten nasz ClickUp chat, gdzie tam piszą ludzie i gadają, to ja widzę, że to jest firma i decyzje ludzi. Ja widzę, że to jest zupełnie inny poziom dojrzałości. Jestem z tego naprawdę mega dumny, bo miałem taki okres w Tiger, że nie byłem dumny z tej firmy, że miałem takie poczucie, że nie, że to już jakby tak podświadomie, że to takie jest jakieś, takie, wiesz, takie nie do końca, nie?

A ostatnio naprawdę bardzo mi się to zmieniło, ale to wynika z tego, że właśnie, no, znalazło się wystarczająco dużo menedżerów, z którymi pracuję od lat, czy ekspertów, którzy znaleźli w sobie, no nie wiem, jakąś taką wytrwałość, może jakiś sens tego, żeby jednak zostać w tym i to budować i dojść, że oni w obliczu tych trudności nie wycofali się, tylko jakby stwierdzili: nie, przejdę i się nauczę. I to było na pewno trudne. Myślę, że w pewnych sytuacjach nawet traumatyzujące, tak patrząc na swoje własne doświadczenia, że wiele tych rzeczy naprawdę jest takich lekkich.

Greg Albrecht: Jeszcze nie.

Franciszek Georgiew: Czy się zabliźniły? Nie.

Greg Albrecht: Podaj przykład traumy, żeby jakoś dać ludziom zrozumieć, o czym ty mówisz, co to za trauma.

Franciszek Georgiew: Myślę, że każdy przedsiębiorca może z tym empatyzować na pograniczu, wiesz, ludzi, jakichś pierwszych sytuacji, nawet jakichś prawnych czy coś takiego. Wiesz, mnie kiedyś pozwał jeden z najbogatszych Polaków, powiedzmy, nie? Gdzie krążyły legendy i luptoprawników na spotkanie przyjdzie, no nie? To akurat nie było jakieś traumatyczne, z tego jestem bardzo dumny, bo wiedząc, że jego aparat biurokratyczny jest tak przerośnięty, to kiedy wszyscy się schowali pod stół i naprawdę, bo wszyscy się mocno zestrachali, no nie? Tym bardziej, że to już takie kwoty sześciozerowe i tak dalej, to mówię, kurczę, po pierwsze, jak to my ich pozywamy. Teraz niech oni szukają sobie tych dokumentów, jak ja wiem, że tam jest taka rotacja, że za trzy miesiące będzie nowy prezes, on w ogóle w końcu się wykupimy, no i wyszliśmy z tego, ale były też takie sytuacje, które jednak, no nie było, to i tak z przed z półtora roku, więc tak brzmi, wiesz, historia fajna, ale wyobraź sobie, że półtora roku wisi nad tobą tego typu rzeczy.

Jakieś drobne tematy, nie? No nie wiem, jest jakaś finalna zyskowność, myślę, dobra, jeszcze wypłacę dywidendę, jak ktoś tam przeklikał coś w adsach, 180 tysięcy spalone, nie? Ale najgorsze i też zupełnie szczerze mówiąc, to są kwestie z ludźmi, bo jeżeli masz firmę pełną młodych ludzi, u nas dziś pewnie ta średnia wieku i ten management jest dużo dojrzalszy, jeżeli młodzi ludzie zażądają młodymi ludźmi, no wiesz, naczytasz się tego LinkedIn’a, jak powinno być, i tak dalej. No wiesz, no jakby, no i potem, wiesz, przechodzi, jak kiedyś napisałem taki mailing, to było dla mnie takie dosyć przełomowe właśnie zrozumienie, że firma nie istnieje. Jakby taki filozoficzny mailing.

Greg Albrecht: No tak, tak, oczywiście.

Franciszek Georgiew: Że nie ma czegoś tego, że o widzisz, to z Harariego trochę.

Greg Albrecht: Ja robiłem kiedyś taką prezentację dokładnie, której dokładnie użyłem tej tezy. W takim sensie, że patrzysz na logo i myślisz: jest sobie firma X produkująca samochody, ale prawda jest taka, że to jest tylko umowa społeczna, jakaś grupa osób skupionych wokół pewnej idei. Dokładnie. No i jakiegoś kapitału na pewnym etapie. No tak, potem na pewnym etapie oczywiście wokół tego faktycznie. To chyba było…

Franciszek Georgiew: Mówię o Peugeocie chyba, czy coś takiego w Sapiensie we wstępie i właśnie to mnie tak uderzyło. Mówię: „Kurde, przecież w naszej firmie też tak jest. To nie jest taka firma, czy coś da, czy nie da, że firma jest zła, czy dobra. Jakby finalnie to jest ten menedżer twój albo ewentualnie jakiś system, który ktoś według swojej najlepszej wiedzy zrobił”. I wiesz, często nagle się łapiesz na tym, że ludzie oczekują bardzo dużo empatii i wyrozumiałości względem nich, ale do tego swojego przełożonego…

Wiesz, to ile ja się nasłuchałem, jak mieliśmy jeszcze team leaderów, taką funkcję, później troszeczekę poprzestawialiśmy, że ci team leaderzy są tacy źli i tak dalej. I wiesz, naprawdę zrotowało nam wielu świetnych specjalistów, bo po prostu zostali rozszarpani na strzępy w pewnym sensie, bo oni chcieli być dobrzy dla zespołu, który składał nierealistyczne oczekiwania, które po prostu nie mogły się spiąć. Komunikacja wewnętrzna jeszcze nie była dobra, więc to się tak stało. I wiesz, ja na przykład też czułem, że jedną z głównych rzeczy, które muszę zrobić, to komunikacja wewnętrzna. Wiesz, ja wychodzę, ja sobie powiem:

„Ludzie, kurczę, co wy w ogóle, jakby dajcie spokój, w ogóle to jakby… albo wiesz, albo coś na takiej pasji, złości”. A ludzie czasem potrzebują tego bezpieczeństwa, nie? I dzisiaj Michał na przykład, który jest prezesem w wyniku fuzji, którą zrobiliśmy z agencją GetNoticed, ma dużo większy dar do powiedzenia czegoś spokojnie, kulturalnie, prosto, wiesz, jakby czegoś, gdzie ja zacznę, wiesz, mówić o jakiejś empatii względem czyjejś potrzeby, to skończę na tym, że musimy wyrażać AI i wiesz, jakby i tyle. No to w ogóle bez sensu w perspektywie tych ludzi.

Greg Albrecht: I zanim przejdziemy do innych firm, to jakbyśmy się mieli przenieść w przeszłość i zobaczyć ciebie i ty sobie wyobrażasz spotkanie z kimś, z kim spotkanie sprawiło, że zostałeś przedsiębiorcą. To masz taką chwilę, takie spotkanie, taką osobę, która ci się pojawia przed oczami.

Franciszek Georgiew: Nie, to szczęście. Tak jak słyszałem, że twoja firma też powstała dość przypadkowo, to znaczy, jakieś, wiesz, tam miałeś umowę B2B, to jest dokładnie mój case. Czyli dostałem z UFC, czyli Organizacji Sportów Walki Największej na Świecie, umowę. Tak się podpaliłem, że będę dla nich coś tam robić na ćwierć etatu, jakoś tam po godzinach i tak dalej. A już miałem, to mówię, i tam było napisane, że trzeba invoice wystawić. Ja mówię: dobra, no nie będę tam, mój ojciec jest fotografem, ma jakąś tam działalność, no ale nie będę z ojca do UFC wystawiać faktury. To założyłem działalność.

To jest dokładnie to. I po prostu dokładnie tak jak w twoim przypadku, jak zacząłem patrzeć: kurde, to mogę. Nagle się zgłaszają firmy, poszła taka fama po środowisku, bo jestem dziennikarzem w tej dziedzinie sportów walki, który zresztą trenowałem długie lata i w sumie nadal rekreacyjnie trenuję, no to poszła taka fama i po prostu klienci zaczęli się zgłaszać. I to było to. Ja porąbałem, że ja nigdy w życiu nie chciałem się zajmować jakimiś VATami, jakimiś, wiesz, takie, mi mama tłumaczyła, co to jest VAT, jakby to wieś.

Greg Albrecht: To dziesięć lat temu, nie? Słuchaj, ja dzisiaj rano byłem w urzędzie skarbowym właśnie w temacie VAT i nadal nie do końca rozumiem. Na pewno nie tak dobrze jak urząd skarbowy, więc nie można być ekspertem we wszystkim, ale trzeba jednak rozumieć, w jaką się grę gra. Tak, tak. I potem to podobiłem.

Franciszek Georgiew: Powiem Ci szczerze. Dzisiaj z ogromną fascynacją robię rzeczy, które wydawały mi się zupełnie obce, nienaturalne, jakby, wiesz, w ogóle jakoś. Od bardzo niedawna w ogóle patrzę na pieniądze w firmie. Bo jednak wcześniej kierowałem się taką chęcią rozwoju, pokazywania ludziom, że można tam najpierw wykorzystywać te Facebooka, potem kolejne kanały marketingu dużo lepiej. Jakby chciałem nieść ten kaganek, czy nie wiem, jak to się powiedzieć. I dopiero później się pojawiają te pieniądze, paradoksalnie, jak przestały się spinać. Bo dopóki się spinały, to miałem to w dupie. Jakby kompletnie. Jakby to nie było tak, że chciałem wypłacać, nie wiem, pięćdziesiąt, sto, dwieście, jakby bez znaczenia.

Tak długo, jak mi starcza, to spoko. Ale ten moment, kiedy zaczęło brakować, był jakiś brak bezpieczeństwa i tak dalej, że z tym, jak ważne dla mnie też jest bezpieczeństwo i że trzeba o to zadbać i że prowadzenie zdrowej firmy to też jest sport. Wcześniej to była zdrowa, tylko po prostu nie rozpoznałem zmiany na rynku. Bo jedna sprawa to są fazy rozwoju firmy, ale druga sprawa to jest faza, w jakiej jest właśnie rynek, twoja dziedzina, czy makro, jakaś ekonomia, coś. To też bardzo ciekawe wątki.

Greg Albrecht: Jak to się stało, że interesowało cię zmienianie świata, zaangażowałeś się w tyle przedsięwzięć biznesowych, które tylko trzy wymieniłem na początku, i jakimś cudem nie zbankrutowałeś w tej misyjności swojej?

Franciszek Georgiew: Nie, może nie było, nie to, że było blisko, ale jakby tak szczerze, bardzo zmarnowałem dużo potencjału z zeszłych lat. W sensie zjadłem te jakieś tam górki i tak dalej, więc to jest, powiem szczerze, wciąż trochę frustrujące, no nie? Ale, no wiesz, no margines błędu był duży.

No jednak ta myśl, że rośliśmy 100%, a rośniemy 10%, no to nawet jak się kurczyliśmy, to jakoś, wiesz, no to jednak wciąż była marka, która ma swoje momenty, ma naprawdę silny brand tam w tych kanałach, tych social mediowych, czy coś. To jesteśmy chyba najmocniejszą agencją wciąż. To już aż tak się tym nie interesuje teraz, ale wiesz, liczba tych followersów, zaangażowania, tego wszystkiego jest ogromna i to nie jest jakieś puste zaangażowanie. To są faktycznie takie inboundowe leady, czyli te spływające same do nas, bardzo wysokiej jakości, którą chcemy z wami, nie? No, więc…

Greg Albrecht: Uwierzyłeś w swoją własną historię, czyli na zasadzie, jak budujesz agencję komunikacyjną, to jest to powiedzenie podobno wśród dealerów, że don’t get high on your own supply i być może to cię też trochę pociągnęło, nie?

Że taka, wiesz, propaganda sukcesu na zewnątrz, rzucam tezę, nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, że czasem tak jest, że jakby z jednej strony nie możemy być zbyt skromni i zbyt lękliwi, bo też zaczynamy w to wierzyć i rzeczywistość za tym podąża, bez jakiejś tam filozofii o sztuce przyciągania, czy jak się to nazywa, ale generalnie w tym kierunku. I w drugą stronę, że trochę kiedy budujemy te pawie skrzydła, szczególnie w tej branży, w której działa ta spółka, jest bardzo istotne, żeby też się wyróżnić, na wyróżnić się wśród tych, co się zajmują wyróżnianiem. Mało kto to robi, prawda? Szczerze?

Franciszek Georgiew: Jakby w agencjach takich większych już, tak jak trochę tam, wiesz, no jakby pewnie, nie wiem, tak mi się wydaje, że mało kojarzę takich agencji, które mają jakiś, wiesz, taki content marketing, który naprawdę ma jakieś, tam jest jakaś substancja w tym, że dobra, nawet może prowadzą te kanały, ale to jest tak puste. Ja nie mówię, że my to wszystko robimy idealnie. Akurat ostatnio, od pół roku mamy fajny progres, zaczęliśmy bardzo optymalizować te działania i tak dalej. To była taka moja ostatnia misja, żeby to jakby odchować w spółce po fuzji i od nowego roku to już działa samodzielnie. No i wiesz, i faktycznie znowu to jest jakieś, jakieś.

Greg Albrecht: No, moją intencją, żeby podsumować tę dygresję, którą zrobiłem, jest to, że czasem po prostu zaczynamy wierzyć w swoją historię i to nas może zgubić. Ja myślę, że to jest jakby prawda w wielu sytuacjach. Kiedyś, wiele, wiele lat temu z Miłoszem Brzezińskim, może kojarzysz, był też tu kiedyś w podcaście, to jakiś najbardziej, największy odcinek w historii, no bo Miłosz jest i rozpoznawalny, i mądry, więc to daje bardzo dobre kombo. I dawno, dawno temu my się z Miłoszem znamy, pewnie z 15 lat, albo co najmniej 12.

I kiedyś mi powiedział coś takiego, to bardzo zarezonowało we mnie, że wiesz, jak będziesz budował ten swój brand, będziesz mówił te rzeczy, to w pewnym momencie zaczniesz wierzyć w to, że masz rację, uwierzysz w swoją własną historię i że to jest moment, w którym może nastąpić taka duża pułapka. I to mnie gdzieś, tak we mnie to zostało, żeby zawsze być jednak w jakiś sposób sceptycznym wokół nawet pewnej propagandy komunikacyjnej, która jest naturą rzeczy bycia w przestrzeni publicznej, że to nie ma złych intencji, są dobre intencje, komunikować firmę, budować wizerunek, napinać trochę muskuły, trochę się pokazać, tylko, że trzeba zawsze pamiętać, że jest jakaś prawda obiektywna, można się też mylić.

Franciszek Georgiew: Wydaje mi się, że pułapka jest w innym miejscu u mnie, bo totalnie się zgadzam z tym, tylko samo to, że my się komunikowaliśmy, że mamy zadowolonych klientów i robimy dla nich fajne rzeczy, to było cały czas prawdziwe. Na pewno trudno, żebyśmy chodzili, mówiąc: „O, mamy stratę w tym miesiącu”. No to jakby to samobójstwo bez sensu, jakby po prostu nie ma to żadnego sensu.

Powiem Ci szczerze, że nawet byłem za otwarty, jeśli chodzi o trudności w różnego rodzaju podcastach, bo do mnie ludzie pytali, mówię: „O, chyba już się skończyło wszystko i tak dalej”. Mówię: „Nie, no bez przesady”. Powiedziałem trzy negatywne zdania w długim wywiadzie, a ludzie się tak na tym uwiesili. Ja nie wiem, czy to jest jakaś charakterystyka narodowa, czy coś, czy jakaś chęć współczucia, czy może właśnie podszczypywania, nie mam pojęcia. Dziwna akcja, bo bez przesady, to wciąż była, no najwyżej by się, nie wiem, zrobiło jakieś cięcie 30% i by wszystko się z powrotem spinało, tylko my tego nie robiliśmy po prostu, więc też bez przesady. Ale tą prawdziwą pułapką było moje przekonanie, że tam świetne wbudowanie firm usługowych, że usługi B2B, to jest mój, kurde, playbook, że już, wiesz, mam powtarzalny model operacyjny, bo naprawdę miałem.

W sensie, jakby jakość tego modelu działania, tego rytmu jest bardzo wysoka, widzę to w kolejnych firmach, w których się udało to wdrożyć. Więc wszedłem w 3, 4, nie wiem nawet ile, tych firm usługowych na jakieś mniejsze udziały i mówię: „Słuchajcie, no to teraz zrobimy cztery takie Tigersy, tylko szybciej, nie?”. No tak, rynek się zmienił. Może to by się, swoją drogą, może by wyszło, gdyby rynek cały czas był tak dogrzany, ale nie był. Nagle się okazało, że ci founderzy nie są mną, może są lepsi w coś innego, ale ten mój playbook nie jest dla nich w ogóle, jakby to ten. Po drugie, rozmiar tych firm był za mały, to był mój ogromny błąd, bo po co ci rutyna, wiesz, operacyjna, wzorowana w zasadzie na takich efektywnych korporacjach w momencie, kiedy jesteś trzosową? Masz jakieś na product market fit?

Greg Albrecht: To jesteś mikro, nie?

Franciszek Georgiew: No tak. I tu chyba największy błąd. Rozproszyłem uwagę, zająłem się rzeczami bez sensu, próbowałem tam odtworzyć wcześniej drogie struktury, przepalając zysk z Tigers i tak dalej. Teraz, jak to uwolniliśmy, no nie? Każda firma, jeśli przetrwała, to jest samodzielna i musi na siebie zarabiać, nawet jeśli jest mniejsza. To Tigers też odetchnęło, że nie jest ściągane w jakiś venture building, na które się nie umawiało, więc tu było takie zamieszanie, nie?

Greg Albrecht: No tak, bo niektórzy mają taką ambicję, aspirację i myśl o tym: budujmy grupę kapitałową i budujmy jakieś być może centrum usług wspólnych i tak dalej. A to wszystko jakby ma sens, ale jeżeli każdy z tych podmiotów jest podobnej wielkości, ma jakąś skalę i jest gdzie budować, a na sobie…

Franciszek Georgiew: Jakbyście byli podobni klienci,

Greg Albrecht: To jest w ogóle super.

Franciszek Georgiew: A tego też zabrakło, nie?

Greg Albrecht: Rozumiem, no to też jest interesująca perspektywa na to, czy jest w ogóle coś takiego jak B2B Playbook. To może nie jest pytanie podchwytliwe, ale ciekawi mnie to naprawdę, bo słyszałem kilka osób, które mówią: „No, ja w zasadzie mniej więcej wiem, jak replikować biznes B2B”. I na przykład, jeżeli firma doszła z punktu A do punktu B, no to ja wiem, jak na przykład skutecznie ją wyskalować na rynki, przyjmijmy twój ciekawy obszar, azjatyckie. Czy to istnieje coś takiego? Uważasz, jak to działa? Bardzo trudno.

Franciszek Georgiew: ale uważam, że zrozumienie modelu biznesowego tak na wskroś, no, mega pomaga. Modelu biznesowego.

Greg Albrecht: Ale to nie znaczy modelu biznesowego firmy usługowej, tylko związanego z modelem biznesowym konkretnej kategorii bardziej, czy jak to widzisz?

Franciszek Georgiew: Czy taki model agencyjny, jakby ktoś mi powiedział: „Wejdź do tej agencji i wyciśnij więcej z tego i niech rośnie szybciej i tak dalej”? To jestem pewien, że bym to zrobił. To znaczy, że nie jest tak, że jeżeli ktoś tu widzi sprzeczność, nie chciałem robić godzinnej dygresji na ten temat, ale wiesz, to, że źle dobrałem narzędzia za pierwszym razem, to nie znaczy, że te narzędzia nie działają, bo mam firmy, w których je wdrożyłem i działają. I teraz, jeżeli ja rozumiem, powiedzmy, w jaki sposób generować te inbound leady i robię to w kolejnych spółkach, często bez personal brandu, bo często ludzie mają marki oparte na personal brandzie.

No i wtedy jakby to jest trochę inna historia. No to to huta tam w Hongkongu, to bierze leady z całego świata i nie ma tam jakby, wiesz, to jest tak jak Tigers, że Tigers, jak mnie nie było w Tigers 3 lata, to już były leady. Ja nie gadałem o Tigers praktycznie, więc pewnie jakieś tam małe coś było, ale nie przeceniałbym. Więc kilka takich komponentów, jak to powinno działać, na co zwracać uwagę, co robić, czego nie robić i jak wygląda taki dojrzały model, żeby to działało, jak zwiększać lifetime value klientów, retencję ich poprawiać, co jest ważne i tak dalej, to jakich ludzi potrzeba, na jakie pozycje. Myślę, że to jest bardzo duża taka wiedza domenowa.

Greg Albrecht: I są jakieś takie typy, które mógłbyś wrzucić jako taki nisko wiszący owoc. Na zasadzie: nie pomyśleliście o tym, ale jak prowadzicie biznes usługowy, to 1, 2, 3.

Franciszek Georgiew: Biorąc pod uwagę, że większość tych firm jest mniejsza niż Tigers, to skupię się na takim segmencie. Czyli jakie są dwa największe błędy albo szanse? Pierwsza rzecz to jest próba odepchnięcia od siebie sprzedaży i w ogóle odpychania od siebie rzeczy na maksa. Za wcześnie, za szybko, za agresywnie, w zbyt wielu miejscach naraz. Na tym przepaliłem mnóstwo pieniędzy, mnóstwo błędów.

To jest oczywiście pewnie uniwersalne dla wszystkich modeli. Masz na myśli delegowanie? Tak, także takie delegowanie przez abdykację. Że ja teraz, wiesz, nauczyłem się, że potrzebny jest HR, sprzedaż, coś tam rekrutuję, marketing, manager sprzedaży. Mamy dobry okres. I zaczynam rekrutować tych menadżerów, oddaję im to, to wszystko wybucha i potem sprzątam i wiesz, i zaczynam się zatruwać. Tracę dobrą energię, wiarę w to, co robię. Niechęć do ludzi się pojawia. Sam prezes to przychodziłem. Musiałem się z tego wydać. Szczerze, z dwa lata się wyleczyłem z niechęci do ludzi, bo byłem tak sfrustrowany, a to były tak naprawdę jakieś moje błędy. Więc to. I uważam, że sprzedający CEO tak długo, jak się da, to jest game changer.

Teraz Michał w zasadzie, no Tigers jest tak ułożony, że Michał prezes Tigers jest na froncie sprzedażowym, bo po prostu nie miałby co robić. W sensie ta firma jest naprawdę samodzielna. Ona jest przyzwyczajona do tego, że CEO jest na wakacjach wiecznych, w sensie, wiesz, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo co i tak dalej. I to nam daje dużą przewagę. Już widzimy, że wyniki sprzedażowe są dużo wyższe. Customer acquisition cost spada. I wydaje mi się, że niezrozumienie tego, że to chyba największe, tej roli account managera. My bardzo długo byliśmy dumni z tego, że nie mamy account managerów, ponieważ wystawialiśmy specjalistów do pracy z klientami, którzy byli bardzo dobrzy w wiedzy domenowej. No ale w pewnym momencie zaczęliśmy od nich oczekiwać coraz lepszego kontaktu. Dlatego też ci ludzie są takimi komandosami, bo w większości agencji siedzisz w piwnicy i klikasz teatr, a u nas musisz co tydzień pójść na klienta i porozmawiać z nim o tym.

Co jest zupełnie inną historią. Ale i tak od pewnego jakiegoś tam segmentu klientów, którzy mają troszeczkę większe gdzieś kontrakty, jest po prostu account manager i to jest najważniejsza funkcja w firmie usługowej. Wytłumaczenie, co zaraz będzie, co było, po co to robimy, sprawdzanie, monitorowanie i tak dalej. Też upsell, ale upsell, który jest korzystny dla klienta, kluczowa funkcja. Większość ludzi tego nie rozumie, no bo bootstrapując, no wiesz, firmy usługowe nie są firmy, które mają super dojrzałych przedsiębiorców, którzy biorą zewnętrzny kapitał i mówią, teraz wyskaluje agencję na cały świat. Ja myślałem kiedyś, że to zrobię, już widzę, że ewentualnie przez kupowanie innych firm czy coś, ale to w ogóle jakby nie mój fokus, to uważam, że ta rola jest tutaj kluczowa. I to jest bardzo niedoceniane, szczególnie przez młodych founderów, którzy i trzecia, ale to bardziej ogólnie do młodych przedsiębiorców, to jest traktowanie ludzi jak AI.

Czyli na zasadzie nagrałem im luma do onboardingu, to widzę, mam dużo ludzi z agencji, którzy do mnie piszą po jakieś tam wskazówki czy coś. No ja im tam nagrałem luma, oni tego nie robią, tam jest wszystko pokazane, ludzie to debile, w ogóle bez sensu. W ogóle tak nie działa. To, że nagrałeś luma, to jakby good for you. Że to jest jednak, musisz posiedzieć, popatrzeć jak ta osoba klika, wytłumaczyć, po komentować, porozmawiać, że to się nie zrobi. To jest człowiek, to nie jest maszyna, więc tego ludzie też nie rozumieją.

Greg Albrecht: Mam do ciebie prośbę. Jeżeli podobają ci się rozmowy w tym kanale, to koniecznie zasubskrybuj ten podcast, bo pozwoli nam to lepiej rozwijać kanał i zapraszać więcej ciekawych gości. Chciałbym zrozumieć i przedstawić naszym słuchaczom, co to znaczy dzisiaj twój dzień, jak wygląda w twoim rozumieniu praca, bo tak, zaczęliśmy od Tigers, tam nie jesteś w roli operacyjnej, więc przyjdziesz raz w miesiącu na spotkanie i się uśmiechniesz albo coś namieszasz. Są dwa inne podmioty, o których mówiliśmy, a mówisz, że jest ich wiele. Jeden z nich, nawiasem mówiąc, jest w Dubaju, a drugi jest w Chinach. Wiesz, śmialiśmy się, że jesteś jak Pitbull, Mr. Worldwide, po prostu.

Franciszek Georgiew: Że działasz globalnie. Mam taki syndrom oszusta, dlatego też się przeprowadziłem, bo miałem takie coś, że fajnie, że wyszło to huczało w tych Chinach, no nie, ale to nie ja zrobiłem. W sensie ja może zasiałem to do momentu, kiedy to jeszcze było jakoś tam inkubowane, rozwijane. I ja stwierdziłem, że muszę zrobić to z tego Dubaju, na tym Dubai A.A. Campus, tego naszego IonMinda, bo bardzo mnie zainspirowało to, co chłopaki rozwinęli. Miałem z nimi takie spotkanie strategiczne.

Z którą spółką? Z tym huczało, nie? Że tam jest, John jest Kanadyjczyk, Grek jest CEO, a Wojtek Jaworski jest takim first founderem i moim wspólnikiem. I wiesz, i oni mają super zyskowność, fajnie się rozwijają, robią niszową bardzo rzecz w skali całego świata, no bo firm, które wprowadzają zachodnie gry na chiński rynek jest bardzo niewiele, a jeszcze PC games, specjalizacje i tak dalej. I mnie to zainspirowało. I to mnie wypchnęło. Miałem taki syndrom oszusta, że muszę się tego nauczyć. I dlatego zacząłem myśleć o tym, żeby tego IonMinda tam założyć, w sensie na tym Dubai A.A. Campus, gdzie jest taka mini Dolina Krzemowa, można powiedzieć, i tam działam. I będąc na co dzień tam, ja dążyłem do tego, żeby właśnie po posprzątaniu tego holdingu, który pod pewnymi względami się rzeczy ostały i są skuteczne, ale wszystko, co jest nieskuteczne, pozamykałem, powyczyszczałem, zmniejszyłem, uprościłem, no nie?

I w tej chwili mam właśnie jeden dzień na spotkania, które ustalają w tym rzeczy, w tym Ionie, co kto robi w tym tygodniu, jakie są priorytety i tak dalej. I potem są cztery dni na to, żeby to zrobić, no nie? I ja skupiam się na tym, żeby znajdować kolejne elementy tego biznesu, które mogę zastąpić AIem, żeby to przyspieszało, no nie? Czyli na przykład, jeśli mamy analitykę produktową w aplikacji PostHop, no takie Google Analytics, powiedzmy, dla aplikacji mobilnych, no to ja mówię, kurczę, mogę prosić Maxa, który, żeby mnie tam sprawdzał i mówił, co się dzieje w produkcie, ale ostatnio w weekend, w ten weekend, jeszcze Max tego nie wie, mówię, kurde, wepnę się w ten MCP, czyli połączę się po prostu z tym PostHopem i będę po prostu prosić o codzienny brief rano, co się zmieniło w aplikacji, z czego ludzie korzystają, z czego nie korzystają, jakieś takie rzeczy.

Oczywiście, co oni tam piszą, to jest w pełni prywatne i tak dalej, ale jeśli chodzi o to, które klikają przyciski i tak to wywołuje wydarzenia, które są monitorowane, widzimy liczbę użytkowników, czy rośnie, czy spada, co się dzieje, trajektorie i tak dalej, czy coś się nie wywaliło i codziennie rano dostaję raport, nie? Jeżeli mam jakiś raport, to mogę o to dopytać. I teraz, czy to znaczy, że Max jest niepotrzebny? Nie, Max może to robić, tak? To on może dostawać te wnioski i może o nich rozmawiać. Bo to myślę, kurczę, mamy tak szczerze za dużo ludzi. My jakby trzymam ten zespół tylko dlatego, że jest bardzo fajny, bo moglibyśmy to robić w połowę mniejszym zespołem, ale wiem, że jak urośniemy, to jakby to będzie super, że to budowaliśmy razem i ma to potencjał. I ja na przykład zauważyłem, że dużo przedsiębiorców, czy tych osób w małej firmie, jest ich dziewięcioro nas, jest razem.

To jest taki problem, że co chwila ktoś coś wymyśla. I ja mówię, nie no, to jakby nie jesteśmy w stanie nic zrobić, bo na każde rozwiązanie ktoś wyskakuje z jakimś nowym pomysłem, a może tak, a może siak. Więc robimy sobie AIa, który codziennie przegląda klików, na którym pracujemy. Jest tam cała praca, źródło pracy, całej Wikipedia, czat, taski. I mi codziennie monitoruje, czy powstają jakieś nowe open loops, jak ja to nazywam, czy takie jakieś otwarte pętle. I jak liczba open loops zaczyna być duża, to klik up wysyła mi alarm i mówi, słuchaj Franek, tu jest lista rzeczy, które są otwarte, chyba musicie bardziej się skupić na domykaniu. No i po prostu wskakuję w to i zamykam szczerze połowę tych pętli i to mogę w jeden wieczór zamknąć.

Mówię, dobra, tu taka decyzja, tu taka, tu wiesz, ja mogę to zrobić. Wiesz, okazało się, dobra, trzeba w Emiratach mieć jakieś takie robo, nie? No to co zrobiłem? Wpiąłem się w repozytorium GitHub, nie jestem programistą, nie umiem ani linijki kodu napisać w HTML, dzięki AI w jeden wieczór jak tego korzystać i mówię, kurde, no dobra, mogę to zdać w jakiejś kancelarii za, nie wiem, pięć tysięcy dirhamów, czyli złotych w uproszczeniu, a mogę wpiąć się w repozytorium, zapytać, jak przetwarzamy dane osobowe i powiedzieć, spójrz na wymagania z Dubai International Financial Center, czyli tej strefy, w której powstaliśmy i mi napisz tę, wiesz, politykę prywatności. No i napisał, czytam to i mówię, no kurde, no wszystko się zgadza.

Robię double check z jakimś innym AI, który nie ma tej historii, tego mojego sentymentu, że mi się to podoba i mówię, spójrz na wymagania tej strefy i spójrz tak mega krytycznie, czy coś tu jest, wiesz, nie tak, czy coś może mi się nie spodobać. On mówi, że nie. Wysłałem, tam wszedłem na jakiś tam portal DAFC, wysłałem i mówię, patrzcie, czy jest okej? Jest okej, dzięki. Pięć tysięcy oszczędzone, zajęło mi to, nie wiem, godzinę, nie wiem, szczerze, nie, ten wycinek tej pracy to dziesięć minut, więc ciekawe czasy.

Greg Albrecht: Ciekawe czasy. Jak ty się znalazłeś w tych ciekawych czasach? Doprecyzowuję pytanie: opowiedziałeś o tym, że miałeś dla UFC coś robić i trzeba było założyć działalność, ale zanim tam dotarłeś, sporty walki – przed rozmową opowiadałeś mi, że historia cię fascynuje.

Franciszek Georgiew: Do dziś.

Greg Albrecht: Egzotyczny zestaw ciekawych zajawek, który cię w jakiś sposób zbudował i pewnie zbudował twój unikalny styl działania. Gdzie tam się pojawił w tej przestrzeni biznes? Czy on się naprawdę pojawił wtedy, jak to UFC się złożył?

Franciszek Georgiew: To było dokładnie wtedy. Wcześniej ja myślałem, ja byłem przekonany, że w agencji, w której pracuję, w pewnym momencie mi się odpaliła taka, to był taki bardzo skrajny moment, że ja byłem bardzo niepewny, że w ogóle znajdę coś na rynku pracy. Byłem tym dziennikarzem w branży MMA. To było takie hobbystyczne, takie powiedzmy niby byłem wspólnikiem, ale pewnego dnia zostałem odcięty od wszystkich dostępów, bo kolega się na mnie obraził, potem zmienił zdanie, ale już nie chciałem tam wracać, bo jakby to było bardzo słabe. I po prostu ja mówię takie:

„Kurczę, no ja nie wiem, czy dostanę tę pracę, tam pewnie robią nie wiadomo co”. Ja pamiętam dosłownie jednego dnia, że przyszedłem do tej agencji, akurat PR-owej, do działu social media i zobaczyłem i mówię, bo ludzie nie mają pojęcia, co oni robią. Że przysięgam, że te lata tego działania bez budżetów na YouTubie, Facebooku bardzo wcześnie, dużo wcześniej niż często marki, że ja miałem już taką, jakąś taką czutkę, że napisałem tych 2,5 tysiąca newsów, jakieś wiesz, SEO, lajki, szmajki i tak dalej, że bardzo szybko mówię: „Kurczę, dajcie mi więcej odpowiedzialności, dajcie mi robić, bo ja czuję, że możemy zrobić coś na nowym jakby poziomie”. I to był, wiesz, to jest ten moment wczesny jeszcze, że ludzie nie wiedzą, jak te adsy robić, nie?

Tam były jakieś takie power plays, nie? Że oni widzieli, bym, jakieś tam zagrożenie z tego PR-u, więc nie wiem, wszyscy szli na jakieś szkolenie, a Franek siedział sam w biurze, nie? To była bardzo dziwna firma, powiem szczerze. No ale wiesz, potem to jakoś poszło, ale i tak chciałem tam to budować, nie? Jakoś nie chciało mi się rozkminiać, wiesz, zmiana pracy, no i w ogóle nie chodzi o pieniądze, chodzi o budowanie, nie?

I zbudowałem, i chciałem budować ten dział social media jak największy, no jak mnie tak ciągle podstawiali te, wiesz, no, masz kogoś, kto jest takim intrapreneur, chcecie rozwijać firmę, a ty mu cały czas tylko utrudniasz robotę, no to w końcu, jak on skuma, że może wystawić fakturę gdzieś indziej i ty mu nie dajesz żadnych takich enablerów, takich ułatwiaczy, nie? Tylko mu przeszkadzasz, no to jest no-brainer, że ta osoba wyjdzie po prostu, więc tak to po prostu wyglądało.

Greg Albrecht: Na przestrzeni lat, kiedy prowadzisz firmę, wzloty, quasi upadki, na szczęście nie upadki, kolejne wzloty, czyli jakby uciekanie trochę w nowe projekty, część z nich kiełkuje, część z nich nie kiełkuje, oddanie, sukcesja. Bardzo dużo lekcji praktycznych na swojej własnej skórze, na doświadczeniach, to wybrzmiało już w tej rozmowie. Czy poza lekcjami na własnych doświadczeniach masz jakieś techniki, rozwiązania, które, czy doświadczenia inne niż prowadzenie firmy, które miały znaczenie, jeżeli chodzi o twój rozwój, albo to, jakim jesteś przedsiębiorcą teraz? To dowolna rzecz, łącznie z tymi sztukami walki.

Franciszek Georgiew: historią i czymkolwiek. W tym sztukach walki nie pomyślałem, ale tak szczerze, jeśli chodzi o odporność na stres i wyluzowanie się w stresie, to myślę, że to, myślę, że top 3, tak szczerze. Tylko już zapomniałem o tym, bo to było dawno. Ja pamiętam, że w tej super stresującej pierwszej pracy jeszcze, to ona była naprawdę bardzo toksyczna. Tam wszyscy byli tak negatywni i nastawieni, żeby się, jak polityka trochę, nie? Naprawdę było bardzo dużo polityki w bardzo małej firmie, co się wydaje trudne do wyobrażenia, bo to zazwyczaj duże firmy mają z tym problem, nie?

I ja pamiętam, że codziennie wieczorem jechałem na trening jiu-jitsu, bo trenowałem często więcej niż codziennie i oni normalnie, w sensie więcej niż raz dziennie, mówiąc to prościej. I pamiętam, że wszyscy byli zdziwieni, że przychodzą następnego dnia rano tacy wyluzowani albo, że jest jakaś super stresująca sytuacja, a ja się tutaj, wiesz, a to wszystko chodzi o to, że jeżeli ktoś w brazylijskim jiu-jitsu zaczyna cię dusić, to od tego, że ty się rzucasz na lewo i prawo, to nic się nie stanie, to tylko się spompujesz. To ty czekasz, aż tamten się spompuje i jeśli duszenie jest szczelne, a jak po prostu przegrywasz, no to odklepujesz i koniec. Więc nie ma sensu takie miotanie się, nie? I tam jest bardzo dużo o tym robieniu rzeczy z luzu. I to jest też coś, teraz właśnie po tym okresie tej walki, chciałbym właśnie odzyskiwać. Więc sporty walki na pewno.

Na pewno spotkania z dobrymi przedsiębiorcami, mentorami różnego rodzaju. Ja bardzo dużo korzystałem z różnego rodzaju usług konsultingowych na bardzo różnych etapach. Więc na przykład uważam, że ta praca, którą ty wykonujesz, że ona jest naprawdę… Zresztą też miałem taki epizod, gdzie właśnie po tej sukcesji nie wiedziałem, czym się zająć i przez rok czy półtora, dwa konsultowałem. Teraz to przeniosłem na taką społeczność, którą odpaliłem z Jankiem Kamińskim, gdzie przedsiębiorcy mogą się spotykać. Ona jest akurat trochę inny klimat, bo to jest wszystko o celach. Czyli, że każdy kwartał ma znaczenie, czyli wyznaczamy sobie cele na kwartał i w grupach pomagamy je sobie osiągać. Mniej taki mentoring, bardziej wymiana pomiędzy nimi. I uważam, że właśnie te spotkania z innymi przedsiębiorcami, konsulting różnego rodzaju w różnych tematach, tak się mówi, zatrudnianie lepszych od siebie. Tu jest pewna gwiazdka, bo ja zatrudniałem dużo ludzi, znaczy dużo, no kilka osób bardzo znacząco z większych firm, z dużo większym doświadczeniem, bardzo drogich.

Część z tych rzeczy wypaliła, część z tych rzeczy bardzo nie wypaliła. Zawsze to było jakieś, to był duży bet, więc dużo mnie uczył, nie? Jakby, wiesz, pewne rutyny operacyjne na przykład, nie? To jedna osoba. Czasem niektóre te lekcje, które oni musieli przekazać, to one były za wcześnie, że to było niepotrzebne wtedy, ale dzisiaj retrospektywnie, patrząc na to, co oni mówili, jest cenne, tylko oni sami, oni też nie skumali tego, że to nie jest ten moment, jakby to też jest kwestia nawyków z większej firmy. Więc myślę, że te rzeczy są kluczowe. I no i oczywiście właśnie taki banał, frazes, ale to dbanie o siebie, nie? Że śpisz, że się ruszasz, że coś, to bez tego to biznes może człowieka absolutnie zniszczyć. To jest jak, dla mnie to jest jak, jeśli to nie jest taki biznesik, że robisz sobie go i utrzymujesz status quo, tylko cały czas miescisz dalej, to uważam, że to bardzo przypomina taki sport po prostu, nie? Że przygotowujesz się na jakieś zawody czy coś w tym stylu i musisz się traktować jak takiego sportowca, więc jakieś wątki psychologiczne, samoświadomości, też w sumie kolejne. Jest tego dużo.

Właśnie widać o to, że jak chcesz robić coraz większe rzeczy, jakby ja nie wiem jakichś nie wiadomo jak wielkich rzeczy, ale jednak w mojej perspektywie, gdzie zaczynałem zupełnie od niczego, no to jestem i tak trzy razy dalej, niż wyobrażałem sobie w najśmielszym scenariuszu, to jednak, żeby to szybko pokonać tę drogę, to tych rzeczy, które są ważne, jest nieskończoność tak naprawdę, nie? Wszystko jest ważne i nawet jest negatywna selekcja, kolejna rzecz, co odrzucić, bo nie da się tego wszystkiego zrobić naraz. To jest bardzo ciekawy wątek. No, no, pewnie twój ulubiony. Z tego, co się zorientowałem, odrzucanie, tak?

Greg Albrecht: No, wiesz… Usuwanie. Poszukuję tych dróg właśnie do usuwania różnych rzeczy. To jest trudne. Jak powiedzieć, że to trudne, to jak nic nie powiedzieć, natomiast rzeczywiście stoimy przed takim wyzwaniem tej ograniczoności wobec czasu i tutaj nasze ambicje są czasem przeciwskuteczne do naszego dobrostanu i tego komfortu, który jesteśmy w stanie zapewnić i niestety wydaje mi się, że taką największą sztuką to jest to właśnie zbalansowanie pomiędzy tą ambicją, która jest ogólnie przydatna, a tym, jaki to koszt się ponosi tego, szczególnie w szerszym kontekście życia, bo jak miałem 19 lat, to dopóki się jakby nie zadłużyłem, nie zajechałem, to każda rzecz była kosztem akceptowalnym do tego, żeby się rozwinąć, bo baza była bardzo nisko i potencjał bardzo wysoko, ambicje były nieposkromione, natomiast na pewnym etapie życia myślę, że też jest dobrze świadomie zarządzać tą swoją ambicją. Takie mam ja refleksje.

Ciekaw jestem, jak ty to postrzegasz. Rozumiesz, mam na myśli rodzinę, jakiś czas zajmowania się czym innym niż pracowanie z całą miłością i pasją dla pracy, tworzenie takiego balansu między tymi ogrodami. Jak na to patrzysz jako taki, wiesz, pełnokrwisty przedsiębiorca przez przypadek, ale jednak w efekcie bardzo zaangażowany w wiele rzeczy i pewnie mógłbyś 28 godzin na dobę nimi zająć.

Franciszek Georgiew: Mógłbym, gdyby się dało. W sensie utrzymać nawet ten poziom energii, bo to jest często ta obserwacja, że ta energia jeszcze chce coś robić, ale już po prostu, wiesz, po iluś godzinach pełnego skupienia, już po prostu czujesz, że nie możesz, że już to odpuścisz. A im starszy człowiek jest, tym wcześniej to następuje. Albo mi się tak wydaje, może sobie wkręcam to tak z drugiej strony.

Wiesz co, takie moje metaspojrzenie, bo to jest jedno z takich odwiecznych dylematów, żeby widzieć, że tych rzeczy jest po prostu nieskończoność i chciałbyś i czytać, i podróżować, i robić duże firmy, i coś tam, i tak dalej, więc jest tych pokus nieograniczona liczba. Ja myślę, że po pierwsze każdy musi mieć swoją własną receptę, czyli mamy jakieś takie metaprogramy, uwarunkowania, czasem genetyczne, czasem nabyte, które są dla nas bardziej naturalne. Ja bardzo lubię ten test Gallup Strengths Finder.

No i wiesz, jeżeli tam ci wyjdzie, że jesteś, nie wiem, tam powiedzmy learner i musisz pochłaniać książki, to twój balans będzie wyglądać inaczej niż kogoś, kto lubi, nie wiem, jest tam, ma czar i w ogóle musi emanować tym czarem i wiesz, jakby tego typu rzeczy. No ja mam tam na przykład, wiesz, strategia, osiąganie, indywidualizacja, rywalizacja, coś tam. Dawno tego nie robiłem, zrobiłem sobie drugi raz, może wyjdzie już coś innego na tym etapie.

Greg Albrecht: Jako coach Gallupa mogę powiedzieć, że Gallup nie zaleca powtarzania.

Franciszek Georgiew: Wiem, wiem, wiem.

Greg Albrecht: Ale po prostu z ciekawości. No, z ciekawości. Może też po 11 latach bym powtórzył.

Franciszek Georgiew: No właśnie tak dla sportu bardziej, no nie, bo chodzi o to, że jeśli to jest dla mnie w pewnym sensie naturalne, no nie, no to kurczę, to też takie biczowanie się, że lubię przycisnąć, to jest bez sensu, no bo jeżeli ja prowadzę swój dziennik w naszej własnej aplikacji IonMind i on mi mówi, że twoje stany z tego tygodnia wysokiej energii i ja mówię, to jest związane z pracą i z rozwojem, który wykorzystam w pracy. No mówię, zaraz, jeżeli sprawia mi to frajdę, jakby mówię o tym pozytywnie i jestem z tego powodu szczęśliwy, no to to było absurdalne, gdybym zaczął to na siłę odcinać.

Oczywiście, gdybym robił tylko to, to co jakiś czas eksperyment, czy nie wiem, odetnę się od tego na, nie wiem, miesiąc, szczególnie już w sytuacji bycia właścicielem firmy, który na przykład może, to miałem takie momenty, że odetnę się od czegoś i zobaczę, czy mi tego brakuje, czy mi to pomaga i tak dalej. Więc taka autorefleksja i obserwacja siebie z jakimiś czasowymi eksperymentami, ale jednak pozostawanie w tym, że kurczę, ja lubię osiągać, chcę osiągać, żartujemy sobie z moją żoną, że nasze dzieci będą miały przerąbane, ale wiesz o co chodzi, że nie sądzę, że nagle pojawi się dziecko i zmieni mi się podejście, że na pewno tam będzie mnóstwo miłości i wszystkiego, ale że w takim razie, wiesz, niech robi cokolwiek, jakkolwiek i w ogóle róbmy to jakkolwiek. Nie, ja myślę, że to będzie dobrze przekute z AIem, żeby to zrobić naprawdę, naprawdę jakoś fajnie. Powodzenia. No to myślę.

Greg Albrecht: Myślę, że wiesz, myślę, że jakby to jest, to jest dla mnie osobiście, jeśli bym miał wymienić takie doświadczenia rozwojowe w ostatnich pięciu latach, bo to się zawiera w pięciu latach, największe, to bez dwóch zdań powiedziałbym, że zostanie ojcem było i jest moim największym doświadczeniem rozwojowym i mógłbym pewnie godzinę o tym mówić, dlaczego i chętnie ci też po nagraniu, chętnie się z tobą podzielę, jak cię to ciekawi, nie chcę wszystkich zanudzać moimi tutaj ojcowskimi wynurzeniami. Natomiast fascynująca przestrzeń do posiadania pewnego rodzaju lustra, a z drugiej strony ogromny limit także, jeżeli chodzi o dostępność i elastyczność, który trzeba zrozumieć, zaakceptować i zobaczyć jego mocne strony. Żeby mówić o tych plusach, plusach, minusach. Ciekawa rzecz.

Franciszek Georgiew: Tak się spodziewam trochę, że na pewno mi to zaskoczy i nawet wierzę w to, że wszyscy mówią, ale nie spodziewasz się, że nie możesz być na to przygotowany. Nawet to wierzę, jeżeli wszyscy, jak jeden mąż, to powtarzają, to też nie będę tutaj poddającej się, bo ja na pewno już wszystko wiem, bo nie wiem. Bardziej mi chodzi o to, że trochę tak to też traktuję, że w tej swojej manii rozwoju traktuję wydarzenie narodzenia się dziecka jako kolejny event rozwojowy w pewnym sensie.

Rozumiem, że to będzie pod tym względem może trudne i ciekawe, ale jestem pewien, że to będzie wzbogacające doświadczenie tak na końcu, że ten aspekt tej miłości i tego wszystkiego też jest jakiś element balansu, że możesz to stworzyć z żoną, ale jednak są jakieś naturalne instynkty, żeby iść z tym jakoś dalej i w pewnym sensie nadawać też temu życiu jakiś sens. To jest jakiś osobny zupełnie wątek nie biznesowy, z czego czerpiemy poczucie sensu, bo dla mnie tak szczerze, nawet bardziej niż ten balans, to chyba ten sens nawet stawiam jakby wyżej. To tak właśnie pamiętam, że jedną z takich książek, które właśnie na mnie największe wrażenie zrobiły, to był właśnie Frankl i tam, wiesz,

„Człowiek w poszukiwaniu sensu”, bardzo się utożsamiam z tymi tezami tam w tej książce i sam widzę, że jak widzę ten sens, to wszystkiego mi się chce więcej, bardziej, jestem bardziej odporny i tak dalej, a kiedy gdzieś on się gubi i zaczynam tak, wiesz, się snuć i zastanawiać, co dalej, to wiele rzeczy jakby jest niższej jakości w moim życiu.

Greg Albrecht: No to jest też jedno z moich dużych odkryć i też tutaj w paru rozmowach to wybrzmiało nawet w kontekście tego, jak ludzie mają poważniejsze dołki psychiczne, bez nazywania tego formami klinicznymi, ale że to zwyczaj jednym z tych elementów jest właśnie zagubienie tego poczucia sensu, że jak jest to poczucie sensu, to się zawsze znajdzie i siła i rozwiązanie i czasem to jest tylko kwestia czasu, a kiedy tracimy ten magnez, który nas przyciąga, nie wiemy tak naprawdę, za czym idziemy, to nawet jak jesteśmy mistrzami w wykonywaniu czegoś, to i tak nie zrobimy czegoś wartościowego, bo po prostu te zasoby energii, zapału się w nas wyczerpią. Mam jedno doświadczenie.

Franciszek Georgiew: Bardzo niedawne i w ogóle takie. Ja bym jakby jedno starsze, a drugie nowsze. Tylko pamiętam, że gdzieś tak w trzecim, czwartym roku prowadzenia firmy, to musiałem się na chwilę zadłużyć w banku, gdzieś tam w rodzinie. Firma generowała stratę, bo po prostu narekrutowałem. Akurat były wakacje, sezonowość, to byli się tam mniejsi klienci, więc tak musiał się oszczędzić tam trzy tysiące złotych. To wiesz, wypowiadali umowy i tak dalej. No i to były dosyć duże kwoty dla mnie wtedy. I pamiętam, że wtedy też zrobiła się taka bardzo toksyczna atmosfera w firmie, bo ja byłem bardziej agresywny, negatywny, taki, wiesz, zniecierpliwiony, taki niezadowolony i ludzie odbijają tę energię negatywnie.

Pamiętam, że miałem takie mocno depresyjne doświadczenie, że chodziłem do biura w ciągu dnia, w samym środku dnia, tam w warszawskim, tam na pograniczu Wilanowa i Sadyby i szedłem tam sobie, było pełne słońce, a ja miałem wrażenie, że wszystko jest szare, beznadziejne i w ogóle tragedia. I potem przez lata nie miałem niczego takiego na najtrudniejszych sytuacjach. I teraz w tym roku sprzątania ja się zawziąłem na poziomie takich celów, że w 2026 roku już nie sprzątam, że to już jest koniec i tak dalej. I do listopada, po prostu będąc w tych różnych krajach, bo podróżowaliśmy bardzo dużo z żoną, to był też rok ślubu, bardzo agresywnie, znowu złe słowo tak naprawdę, mega intensywnie do upadłego, często upierałem się, żeby robić rzeczy szybko, często robiąc to własnoręcznie, żeby po prostu wiedzieć, żeby w tym przyszłym roku nie musiał sprzątać. I pamiętam, że w grudniu, jak mi to puściło, wróciłem do Polski i zaczęły się we mnie wylewać te stłumione emocje, to powiem Ci szczerze, że nabrałem też takiej empatii większej, bo jak jesteś taki skuteczny, to wkurza Cię, jakie nie są skuteczne.

Nie wiadomo, że to jest jakieś tam lustro, to jest do przemyślenia samemu, ale myślę, że przecież wszystko da się zrobić, ale jeżeli z tym przegniesz, to pamiętam, że ja spotykam się ze znajomymi, jakieś mastermindy i po prostu mówię: „Słuchajcie, ja teraz będę tylko negatywny, będę na skraju takiego tego”. I faktycznie wychodziłem i w niekontrolowany sposób wylewałem z siebie jakieś negatywne poglądy, emocje, żale, jakieś takie słowa zagubienia i tak dalej. Ale zwentylowało mnie to i taki miesiąc, dwa w Polsce takiej stateczności pozwolił mi się właśnie fajnie odbudować, trochę ruchu, jakieś narty zrobiłem i tak dalej i od razu już jakoś to, wiesz, po dwóch miesiącach udało się wrócić. Ale wyobrażam sobie, jeżeli ktoś utrzymuje ten stan przez cały rok.

Greg Albrecht: i nie wyjdzie,

Franciszek Georgiew: to myślę, że to jest dużo cięższe odwracanie, bo ja już czułem, że tam jest kwestia, że to nie jest kwestia myśli, tak? to jest kwestia już jakiegoś

Greg Albrecht: fizycznego przeciążenia, biochemia.

Franciszek Georgiew: że coś w mózgu już się zaczyna zmieniać, że inaczej się wszystko dzieje i wychwytując to momentalnie poczułem, że to jest, wiesz, moment, w sensie momentalnie, no tam jeszcze dociskałem przez ten ostatni czas, ale czułem, że muszę się zwentylować i tak dalej, nie? Tak bardzo się dzielę, bo często ludzie często słyszą, wiesz, te historie tych, wiesz, te tu, tam zagranica, coś tam i tak dalej i te rzeczy o tych stratach, o tych, wiesz, o tych dołkach, o tym wszystkim, to tak puszczamy mimo ucha, bo jednak finalnie jesteś w tym momencie, że z tego wyszedłeś, więc to tak jakby, to jest takie, wiem, że jak jesteś w gorszym stanie i tego słyszysz, to mówię, kurde, no zazdroszczę trochę, nie? I tak dalej, kurczę, miesiąc, dwa miesiące temu,

Greg Albrecht: Trzy miesiące, coś takiego, nie? No. No, dzięki, że się tym, że się tym dzielisz. Jest mi też to bliskie, że w tym pędzie za tym, żeby dowozić z różnych motywacji tematy w dużej ilości jednocześnie, po prostu przeciążenie tego bufora i taka hiperaktywność, to jest zaciąganie długu fizjologicznego jakiegoś, który potem właśnie wybucha w ten sposób, że może normalnie ewoluuje chwilowo twoja osobowość i zaczynasz być przebodźcowany, przeciążony i trzeba mieć niezłą odwagę i samoświadomość, żeby się wyciąć z tego, czyli powiedzieć stop, tak? Potrzebuję po prostu zrezygnować z czegoś, bo to jest droga do zakonserwowania swojej siły witalnej i nastroju w długim terminie. To prawda, jest jeszcze taka pułapka.

Franciszek Georgiew: Że no, ja korzystam sobie z tego Whoop’a..

Greg Albrecht: Prawda?

Franciszek Georgiew: I ja tam powiem ci szczerze, że przez cały ten rok większość z nich miałem totalnie zielone, wiesz, żółte plusy, jakby wiesz i tak dalej, że niby spoko, nie? Ale o to chodzi, że nawet utrzymując te rutyny snu i tak dalej, to ja mogę sobie wyobrazić, przecież jakbym tę intensywność utrzymał bez tego po prostu, bez tych nawyków, bez tego wszystkiego, to myślę, żebym się w trzy miesiące posypał maksymalnie, no nie? Ale to mi pozwalało się jakby dociągnąć dłużej i to było na trochę innym poziomie niż to, czy wiesz, czy zrobię siłownię i się wyspię. To było po prostu na czysto mentalnym poziomie, czy po prostu cały czas moja głowa jest w tym młynku, cały czas są decyzje, trzeba by zresztą stresory, wiesz, to jak się mówi sprzątanie, sprzątanie, ale to jest co kwartał, konflikt z nowym wspólnikiem albo negocjacje. To wiesz, sobie wyobraź, że przez półtora roku co kwartał z kimś innym musisz się tam.

Greg Albrecht: Wiesz,

Franciszek Georgiew: Nawalać, negocjować, dyskutować, nadpłacać coś i tak dalej. Tragedia, nie?

Greg Albrecht: No, mnóstwo moich przyjaciół i klientów przedsiębiorców ma, wiesz, problemy ze snem i one są często konsekwencją tego, że kortyzol jest już po prostu na takim poziomie, że nawet jeżeli jesteś w stanie to regulować przez regularny trening i higienę, próbujesz szukać tej higieny snu, ale po prostu liczba tych otwartych zakładek w głowie plus ciężar emocjonalny, bo nie jest to wypełnienie formularza i kupienie butów, tylko to są zazwyczaj jakieś sytuacje, gdzie nie masz pełnej kontroli, wchodzą w grę emocje, relacja z drugim człowiekiem powoduje, że naprawdę trzeba czasem wysiąść z tego samochodu, po prostu nawet kosztem efektu, efektu jaki to przyniesie i dobrze, że o tym mówimy, tak czuję, bo sądzę, że kiedy ktoś sobie siedzi w swojej własnej firmie, być może nie ma kontaktu, ekspozycji z innymi przedsiębiorcami, bo jest właśnie w tej fazie, że mu odkuje tematy i nie spotyka się za bardzo, no to może się poczuć gdzieś odsunięty jakoś dziwnie z tym, a wydaje się, że to jest dość powszechne i ten kontakt z innymi

Franciszek Georgiew: przedsiębiorcami. On jest o tyle ważny, żeby uważać na te środowiska, bo ja pamiętam raz czy drugi, gdzieś występowałem i pamiętam, że na przykład, wiesz, jechałem, jest jakaś konferencja czy społeczność czy coś i wychodziłem stąd, że miałem wrażenie, że jestem najgorszy, bo wszyscy tak opowiadają, wiesz. Ja mówiłem dosyć, tak, wiesz, na otwarcie, jakoś tak na tyle, na ile możesz się podzielić, a ci ludzie mówią: „To teraz nie żyje, tylko coś tam”. I wiesz, słuchasz tak, mówisz: „Ale oni muszą mieć firmy”.

A potem wiesz, wchodzi tam do jakiegoś KRSu czy coś tam, na jakiegoś LinkedIn, ile tam jest ludzi czy coś tam, bo to jeszcze ten i mówisz: „Kurde, no dobrze, że sprawdziłem, bo szczerze czułbym się źle”. Więc jest ważne, żeby też dobrać sobie te środowiska i to otoczenie, jednak wśród ludzi, którzy są trochę bardziej tacy, wiesz, otwarci, są w stanie stworzyć jakąś, nie takich napinaczy, bo to mi się wydaje, że też jest takie niebezpieczeństwo, jak się tego słucha, no nie. I zaufanie do swoich wniosków, nie? Bo znowu, co tu mówiłeś o kortyzolu? Ja robiłem badania kortyzolu i miałem dobre wyniki, wiesz, bo w trakcie, wiesz.

Ale jeżeli nawet zrobisz wszystkie wyniki, masz łupa, coś tam, ale kurde, czujesz się źle, to to zaufanie do swojego własnego, do swojej własnej interpretacji, że no, coś jest nie tak, skoro się czuję źle, mimo tego, że wszystko niby jest tak, jakbym chciał. I tam są bardzo naturalne potrzeby. Przeczytam sobie książkę filozoficzną, przeczytam sobie historyczną książkę, a nie mam czasu i wiesz, to jest dokładnie. I musisz tylko tego posłuchać, nie, jakby.

Greg Albrecht: Chcę pójść na spacer i bez celu, tak, albo, albo wiesz, po prostu wyjść rano zamiast wpadać w młynek: piąta rano trening, szósta rano, to siódma rano dzieci, ósma rano spotkanie, dziewiąta. Tylko wstaję rano i jakby na przykład przez chwilę nic nie robię z wyboru i nie mam z tego powodu jakichś wyrzutów sumienia.

Świetnie, że też mówisz o tej społeczności, mam takie też doświadczenie krótkie, stworzyłem taką małą grupkę, gdzie się tam spotykamy z grupą przedsiębiorców w małej grupie i już z perspektywy prawie roku spotkań raz w miesiącu widzę, jak to pozwala spojrzeć z perspektywy także na tę zmienność i to buduje nadzieję, czyli jeżeli rozmawiasz z ludźmi i widzisz, że po prostu jadą te sinusoidy, one są sinusoidy i jeżeli byś rozmawiał z kimś w jednym miesiącu, to mówisz: „Nie no, temu super idzie”, a ten ma problem. Minęły trzy miesiące, ten ma problem, temu super idzie i to…

Franciszek Georgiew: To jest to ciągłość jeszcze, jak jesteś dłużej w tym samym się. To jest trochę ta koncepcja bliska forum, z UIPO i tak dalej.

Greg Albrecht: Dokładnie w ten sam sposób my to budujemy. To się nazywa sedno, bo chodzi o to, że mówicie rzeczach, które są najważniejsze i na tym to polega. Czyli jesteśmy dłużej i nagle się okazuje, że jak to w tej piosence było: po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój. W znaczeniu takim, że kiedy oddalisz się od tego, to cię to niesamowicie wzmacnia, bo z jednej strony daje ci nadzieję, a z drugiej strony daje ci ostrożność, kiedy jesteś na górce, żeby jakby nie dać się ponieść. Fronek, o co cię nie zapytałem, a chciałbyś dodać, bo moglibyśmy rozmawiać pewnie jeszcze ze dwie godziny, jakbyśmy weszli w detale każdej z tych spółek, ale zadbajmy o słuchaczy, dajmy im fajną pigułę taką.

Franciszek Georgiew: Jasne. Wiesz co, mi się wydaje, że taką jedną rzeczą, co mam prawie że obsesyjne, jakby myśli na ten temat, to jest jednak ta sztuczna inteligencja. Nie da się, to jest słoń w pokoju, to jest jakby, to jest ta zmiana która teraz trwa. Ja naprawdę uważam, że bardzo ciężko jest wdrożyć sztuczną inteligencję, jeśli prezes, zarząd, jakby wiesz, ogólnie wysoki management nie rozumie tego, że tak sam widzę, że po prostu ludzie nie mają czasu, żeby się tego uczyć, odpychają to i jakby dlatego to.

I ja będę zupełnie szczerze, ja się uczyłem tych rzeczy przez ostatni rok czy dwa w trakcie tego sprzątania w popołudnie i w weekendy. To nie było tak, że wiesz, siedziałem sobie i rozkminiałem, kiedy inni cisnęli, bo naprawdę było dużo tego sprzątania, ale uważam, że to jest, to jest konieczna, konieczna umiejętność i konieczny skill, nie? I ja uważam, że jeśli ktoś nie ma dostępu do takiej wiedzy, to niech znajdzie takiego, nie wiem, kogoś młodego, kto w tym siedzi, bo chodzi o to, że, niech to powiedzieć, że nie da się dobrze wdrożyć AI bez tej wiedzy, którą ma ten zarząd czy umowny top management, bo to oni wiedzą, o co chodzi w tej firmie i tego się nie da wypchnąć jako projekt do firmy.

Wiesz, ja mam firmę Automation House, która wdraża AI i teraz mówię wprost: to nie jest tak, że przyjdzie taka firma i ona ci zrobi to, że to ten zarząd musi to kumać, musi się uczyć i wtedy jesteś w stanie naprawdę coś robić, poukładać te procesy w dobry sposób, więc ja naprawdę bym zachęcał po prostu, żeby niby poznawać te umiejętności, pytać, można do mnie napisać, ja chętnie powiem, co robię, jak robię, staram się tam, wiesz, nagrywać, dzielić się tym w różnych miejscach, już nawet nie chodzi, że jakiś jeden kanał czy coś, jakiś newsletter czy coś, wszędzie po prostu staram się tym dzielić, żeby ludzie mogli z tego skorzystać.

Wczoraj miałem bardzo frustrującą rodzinną rozmowę, kiedyś próbowałem kogoś w rodzinie przekonać, żeby zaczął naprawdę korzystać i dostawałem te takie, no takie, no powiem szczerze, takie betonowe argumenty i takie, wiesz, i miałem takie, kurde, no nie, po prostu zaproszę tę osobę do siebie do biura, powiem, kurde, no musisz tu przyjść na trzy godziny, musimy to poklikać, bo to jest dla twojego dobra, nie? Więc jakby mówię, to taki krzyk rozpaczy, żeby się tego uczyć po prostu, nie. No dobrze.

Greg Albrecht: To koniecznie, jeżeli ktoś by chciał dodatkowo, to może też ten krzyk rozpaczy wyrazić w komentarzach, napisać. Będę odpowiadać, jeżeli coś macie. No właśnie, jakieś pytania, to Franek na pewno odpowie, przy okazji zobaczymy, kto dosłuchał do tego momentu i będziemy o tym wiedzieć. Bardzo się cieszę, że znalazłeś czas, żeby ze słonecznej piaskownicy o pięknej nazwie Dubaj tutaj przybyć do zimowego miasta i podzielić się z nami swoimi doświadczeniami.

Mocno kibicuję twoim aktywnościom i temu, żeby one nie tylko osiągały sukces, ale miały pozytywny wpływ na życie tych wszystkich użytkowników, i też dużo powodzenia w życiu osobistym na każdym kroku.

Franciszek Georgiew: Też dla siebie, też wszystkiego dobrego i dzięki za tę możliwość. Bardzo miło się z Tobą rozmawia. Dzięki.

Greg Albrecht: Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners. Mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu i executive coaching.

Udostępnij:
Podcast

Poznaj wiodący podcast dla przedsiębiorców i zarządzających biznesem. Posłuchaj przedsiębiorców, którzy zbudowali biznes od zera. Znajdź odpowiedzi na wyzwania, które trapią liderów – niezależnie od branży.

Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej.

Dołącz bezpłatnie do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited.

Zobacz także