Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na bezpłatną konsultację
zapisz
się
18 marca 2019

Jak prowadzić biznes z zagranicy? Zima w Hiszpanii

Czy prowadzisz biznes i masz czasem chęć wyjechać na dłużej? Myślisz o tym by uciec przed smogiem, albo spróbować życia gdzie indziej, ale boisz się, że Twoja firma legnie w gruzach. To to jest odcinek dla Ciebie. Opisuję w nim mój eksperymentalny wyjazd zimowy na miesiąc do Hiszpanii. To nie był urlop, to była praca zdalna po 10 godzin dziennie. Czy się da? Jakie są plusy a jakie minusy?

Posłuchaj podcastu:

Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Obejrzyj:

Film

Transkrypcja:

Jak prowadzić biznes z zagranicy? Zima i praca zdalna w Hiszpanii

Czy prowadząc biznes, jesteśmy w stanie wyjechać i pracować zdalnie? Na to pytanie odpowiem właśnie w tym odcinku. 

Da się, czy się nie da?

Być może wielu z Was, chciałoby kiedyś mieszkać za granicą. Albo mieszkać w jakimś innym miejscu i równocześnie prowadzić swój biznes. Może Wam się wydawać, że nie jest to możliwe, że musicie kontrolować, że wszyscy oczekują tego, żebyście byli na miejscu, itd. Ja miałem podobne obawy, ale równocześnie bardzo doskwierał mi smog. Stwierdziłem, że to przetestuję. Wszystko zaczęło się od tego, że jakiś czas temu kilku moich znajomych, między innymi jeden z gości tego podcastu – opowiadało mi o tym, że oni potrafili w trakcie zimy, spędzić miesiąc, albo dwa miesiące, a czasem nawet więcej, za granicą. I pracować cały czas na tych samych obrotach. Brzmiało to dla mnie trochę abstrakcyjnie, bo myślałem sobie, że to jest zupełnie niemożliwe. Tym bardziej myślałem, że to będzie niemożliwe w przypadku takiej pracy jak moja. Czyli pracy indywidualnej, osobistej. Z zespołem, ale przede wszystkim z klientami, czyli w takim bardzo ludzkim i relacyjnym biznesie. Stwierdziłem, że nadarzyła się taka okazja, że nie ma na co czekać. I mogę tego właśnie spróbować. 

Z jednej strony strasznie doskwierający smog. Z drugiej strony takie miesiące zimowe, w których, aż chciałoby się trochę słońca, trochę przyjemności zaznać. Równocześnie nie myślałem o czymś takim jak urlop, bo urlop to każdy potrafi wziąć. Tylko o tym, w jaki sposób mogę równocześnie być w innym miejscu i nie przestawać świadczyć swoich usług. Zastanawiałem się długo, jakie miejsce mogłoby być właściwym miejsce. Słuchałem od różnych znajomych, o różnych opcjach. 

Taki wybór padł na Hiszpanię. Hiszpania dlatego, że po pierwsze jest to ta sama strefa czasowa, co Polska i większość krajów europejskich, więc miałem ten komfort, że mogę być z klientami na bieżąco w kontakcie. I z zespołem, w tym samym czasie, w którym byłoby to, gdybym był tutaj w Polsce. Po drugie, że Hiszpania jest miejscem ładnym. Wybrałem tam miejsce nad wodą, a równocześnie relatywnie niedrogim. To znaczy, że mniej więcej ceny np. w sklepach, są podobne jak w Polsce, więc nie jest to jakiś wyjazd, który będzie bardzo, bardzo kosztowny. Tam, na miejscu, też od znajomych – wynająłem mieszkanie na miesiąc. Oprócz tego samochód, żeby móc się na miejscu poruszać. Postanowiłem, że między dwudziestym którymś stycznia, a dwudziestym którymś lutego – będę mieszkał i pracował w Hiszpanii. 

Takie moje pierwsze obserwacje, które zauważyłem, to jak sobie postawiłem ten cel, że to nie będzie urlop, tylko to będzie praca zdalna, no to rzeczywiście zacząłem cisnąć na bardzo wysokich obrotach. Myślę, że to taka dla mnie pierwsza lekcja na przyszłość. Jeżeli chciałbym zrobić to jeszcze raz, w przyszłości, to jednak mierzyć siły na zamiary. Nie przesadzać, bo miałem momentami takie poczucie, że będąc za granicą, będąc w Hiszpanii – pracuję więcej nawet, niż pracowałem tutaj. Po to, żeby udowodnić, że się da. Dzięki temu, że taki narzuciłem intensywny tryb, co i też polecam wszystkim Wam. To mogłem przetestować jak najwięcej różnych rozwiązań. 

Co udało mi się zrobić, a co było trudnością. Bez trudu na przykład nagrałem dwa odcinki podcastu. Jeden z Agnieszką Kapuzą, który pewnie widzieliście. Drugi solowy odcinek, który być może też słyszeliście, lub widzieliście. Oprócz tego, udało mi się tam na miejscu poprzez Skype, poprowadzić sesje coachingowe i mentoringowe, z wieloma klientami. Było ich kilkanaście tych sesji. Oprócz tego, udało się też zdalnie uczestniczyć w takich warsztatach strategiczno-doradczych. Nawet dwu, trzygodzinnych. Za pośrednictwem Skype i telefonu. Bez szczerze mówiąc żadnych negatywnych reakcji ze strony klientów. Miałem takie obawy, że jeżeli powiem: „Słuchajcie, ale nie będę osobiście, będę na Skype.”, uprzedzę ich co prawda wcześniej, to i tak będzie pewien niedosyt. Albo, że jakość tego kontaktu nie będzie wystarczająca. Okazuje się, że rzeczywiście wszystko bez problemu załatwić. 

I takie duże odkrycie z mojej strony a propos tych rozmów zdalnych na Skype. I taki plus. W zasadzie mam wrażenie, że takie telekonferencje są bardziej efektywne, niż spotkania osobiste. Ze względu na to, że cały ten small talk na początku, i to witanie się, wieszanie kurtek i picie kawy i gadanie, które jest poniekąd miłe, ale czasem zabiera bardzo dużo czasu – jest skrócone do minimum. Poza tym dużo bardziej widzę, ludzie są punktualni, lepiej przygotowani i skupieni, kiedy jednak muszą być w tym miejscu i rozmawiać przez Internet. Jakość łącza nie była wyzwaniem, więc poziom tego transferu był na poziomie okej. Można było zupełnie normalnie przez tego Skype rozmawiać. 

Cóż poza tymi rzeczami, które wymieniłem, jeszcze udało mi się zrobić? Prowadziłem też indywidualne wywiady z niektórymi osobami. Takie biznesowe. Rozmowy jeden na jeden. I to wszystko bez problemu. Oczywiście pojawiło się pierwsze wyzwanie, kiedy jeden z klientów z Polski bardzo nastawał na to, żebym przyjechał, wystąpił w Polsce i przeprowadził też warsztat. Powiedziałbym, że tu jest to rzecz, która nie jest taka prosta. Warto zwrócić uwagę, kiedy myśli się o miejscu, gdzie się jedzie. Nie tylko na strefę czasową, powiedzmy na te koszty, na jakość łącza. Ale też na jakość połączeń. 

Niestety, jeżeli chodzi o okolice Alicante, gdzie byłem – to w okresie zimowym jest dość mało połączeń. Jak nagle się okazało, że mam na jeden, dwa dni, polecieć do Krakowa, no to z Alicante leciałbym osiem i pół godziny. Lecenie osiem i pół godziny, tyle co do Stanów z Hiszpanii – niespecjalnie była to fajna perspektywa. Zacząłem szukać innych połączeń. Skończyło się na tym, że razem z żoną pojechaliśmy do Walencji. Poleciałem z Walencji. I tak leciałem przez Frankfurt do Krakowa i zajęło mi to… To była najszybsza możliwa trasa – pięć godzin. Czyli krótko mówiąc – jeden dzień warsztatu, który tutaj w Polsce, to jest kwestia wsiąść w pociąg, pojechać, pogadać, wystąpić, wrócić. Zajęło mi to, aż cztery dni tak naprawdę. Z dojechaniem do Walencji, dojechaniem na lotnisko. Poleceniem w jedno miejsce, wynajęciem auta na miejscu, dojechaniem na warsztat. Przespaniem się tam. Z powrotem, itd. Czyli jeżeli jest dużo zaplanowanych takich wydarzeń, to myślę, że lepiej mieć miejsce dużo lepiej skomunikowane. Gdzie są regularne loty. Tego trochę niedoszacowałem. Na szczęście w tym okresie też nie brałem zbyt wielu projektów i zdecydowałem się w końcu zrealizować tylko jeden taki projekt, gdzie musiałem być osobiście, ale jeżeli miałbym robić tego więcej, to warto zwrócić uwagę na możliwości komunikacyjne. 

Czy zmiana otoczenia jest czasem potrzebna?

Co takiego jakby jeszcze myślę, że było fajne, i po co w ogóle wyjeżdżać za granicę? Powiedziałbym, że jest kilka takich rzeczy, które trudno jest nam sobie wyobrazić, jeżeli tego nie zrobimy, ale gwarantuję, że jeżeli się wstaje rano, bierze jakiegoś fajnego audiobook’a
– ja akurat słuchałem biografii Leonarda da Vinci, bardzo polecam. I idzie się na spacer pięć kilometrów wzdłuż plaży, od razu po przebudzeniu. Jeszcze przed śniadaniem. No to trochę inną ma się energię i motywację do tego, żeby pracować. Naprawdę czułem, że nawet udaje mi się dużo lepsze skupienie osiągnąć, będąc tam. Będąc zdeterminowanym, żeby dostarczać rzeczy, ale równocześnie chcąc korzystać z tych uroków miejsca, w którym się jest. 

Drugim taki elementem, który tą klamrą spinał dzień po pracy, było to, że nagle nie wiadomo skąd, jak spod ziemi. Tu znajomy spotkany w samolocie, tu jacyś inni znajomi. I się okazywało, że każdego dnia w sumie, było się z kim spotkać, więc też dużo przyjemnego czasu. Takich uroków tego życia hiszpańskiego. Wyjścia wieczorne, jakieś jedzenie tapasów, itd. To znowu powodowało, że miałem tę motywację, żeby naprawdę się skoncentrować na pracy, bo miałem lepiej zaplanowany czas po pracy. Aczkolwiek przyznam szczerze, że trochę uważam, że przesadzałem z liczbą rzeczy, które planowałem. I były takie momenty, że przyjechali do nas znajomi. I ja w tym czasie, kiedy było zwiedzanie, to kiedy wchodziliśmy na zamek w Alicante, ja miałem słuchawki i uczestniczyłem w trzygodzinnym call’u w tym czasie, zamiast rozglądać się. I nawet nie pamiętałem niektórych plaż, na których byliśmy, więc też myślę, że warto to sensownie wyważyć. Myślę, że jakbym jechał następnym razem, to już bym nie chciał za wszelką cenę sobie udowodnić, że jestem w stanie pracować po dziesięć, dwanaście godzin dziennie i równocześnie być za granicą. Wiem też, że jest to możliwe, że można jakby wypracować wartość, że koncentracja na zadaniach z mojej perspektywy była dużo lepsza. I też miałem dużo nowych, fajnych inspiracji. 

Taka jedna ciekawostka, której jeszcze doświadczyłem na miejscu, to skorzystałem z zaproszenia właśnie firmy Home Pandora. Czyli Agnieszki, z którą nagrałem wywiad na temat jej agencji nieruchomości. I poprowadziłem tam mały warsztat. Też bardzo ciekawe doświadczenie różnic kulturowych, bo brali w nim udział zarówno Hiszpanie, jak i Polacy, którzy tam pracują. Miałem okazję trochę poczuć tego, w jaki sposób się tam pracuje. Trochę doświadczyć tego, czy moje kompetencje i umiejętności mogą się tam sprawdzić. I od razu zastanowić się nad tym, jak ewentualnie jeżeli bym częściej miał przyjeżdżać i pracować zdalnie, i to jest też fajna opcja dla osób przedsiębiorczych, które prowadzą firmy
– jakie opcje robienia biznesu na miejscu, od razu można rozważyć. Nie mówię tylko o inwestycjach powiedzmy w nieruchomości, ale też adresowanie swoich usług do klientów na miejscu.

Praca zdalna z Hiszpanii – kilka wniosków

Z rzeczy, które jeszcze wyciągnąłem z tego pobytu w Hiszpanii, czyli tej pracy zdalnej, co powiem szczerze, może być też dobrą inspiracją do rozwoju intelektualnego, było to, że przez cały ten wyjazd uczyłem się hiszpańskiego dzień w dzień. Głównie korzystając z Duolingo. Już wcześniej też się trochę uczyłem i jest to ogromnie satysfakcjonujące, kiedy zaczynasz rozumieć to, co ludzie do ciebie mówią. A też i badania potwierdzają, że nauka języka jest jednym z najlepszych hamulców Alzheimera i starzenia się mózgu, więc warto tego języka się uczyć. Co innego jak sobie siedzę tutaj i chcę się uczyć języka, a co innego jak jestem otoczony, to ten proces uczenia jest bardzo przyspieszony. Powiedziałbym, że to jest taka kolejna wartość dodana tego, że możemy pracować zdalnie. I z tego tytułu jakieś fajne korzyści odnosić. 

Myślę, że jeżeli chodzi o minusy tej sytuacji, to poza tymi przelotami, czyli tym, że jeżeli gdzieś mam być osobiście, to warto mieć miejsce, z którego się da łatwo dolecieć. Chociaż w sezonie znowu stamtąd nie jest to wyzwanie. To druga rzecz, to jest pewnego rodzaju takie wyobcowanie i samotność. Na szczęście jako, że byłem tam z żoną i dodatkowo ciągle jacyś czy przyjaciele, czy rodzina, dolatywali do nas przez ten miesiąc, no to nie byłem kompletnie wyobcowany, ale jednak ten kontakt z klientami, współpracownikami biznesowymi, itd. Tylko ograniczony do komputera i telefonu – dla mnie był niestety niesatysfakcjonujący. A propos narzędzi, to muszę powiedzieć, to jest moje ulubione narzędzie do komunikacji zdalnej. Czyli słuchawki Apple’owskie. Sprawdziły się genialnie i przez cały czas rzeczywiście z nich korzystałem, więc też polecam do przetestowania. 

W walce z samotnością pomogło to, że jak już wróciliśmy, to miałem większą motywację, żeby też osobiście się pospotykać, żeby popracować i też doświadczyć tych relacji z ludźmi. A propos jeszcze rzeczy, które myślę, są taką możliwością dodatkową, bycia za granicą – poza tym co wymieniłem – czyli, że raczej tematy biznesowe można spokojnie ogarniać sobie zdalnie przez Skype, telefon, maile oczywiście. I dokumenty w Internecie, w chmurze, na których można wspólnie pracować w czasie rzeczywistym. Dodatkowo nauka języków. Poznawanie nowej kultury, nowe smaki. To jest wszystko rzeczywiście bardzo fajne, ale też nowe inspiracje i trochę lepsze rozumienie tego, jak ten biznes i jak ta gospodarka na miejscu funkcjonuje. 

Szczerze mówiąc, z tej perspektywy, jak myślę, o tym jakie były koszty tego. Jakie przychody w tym czasie z różnych moich działań wygenerowałem, no to te koszty nie były uciążliwe, powiedziałbym. Jest to jednak miejsce relatywnie przystępne. Znowu z perspektywy potencjalnych, utraconych kosztów, naprawdę może raz usłyszałem tylko delikatny zawód ze strony jednego z klientów, że szkoda, że się nie spotkamy osobiście, ale też jeżeli to nie ma charakteru permanentnego, to efekt był korzystny. To, na czym jeszcze zyskałem, to uważam, uniknąłem smogu. Była bardzo fajna pogoda. To są oczywiste rzeczy. Dowiedziałem się czegoś o nowej kulturze. I miałem dużo inspiracji z rzeczy, które się działy na co dzień.

Teraz, jeżeli prowadzisz firmę, jeżeli masz zespół, jeżeli jesteś w takiej sytuacji, że chcesz gdzieś wyjechać. Męczy Cię ta zima np. w Polsce, albo chcesz spróbować pracy zdalnej, ale obawiasz się jak to będzie – sądzę, że to jest też bardzo dobra lekcja i dobra próba. Po prostu w ramach testowania czegoś nowego, w ramach też sprawdzania samego siebie. Na ile jestem w stanie oddelegować pracę. Może być tak, że to poczucie przywiązania tutaj, jest tylko takim rzekomym racjonalizowaniem tego, że chcę czuć się ważny dla moich klientów, ale też chcę być w centrum wszystkich decyzji. Myślę, że taki… dla managera szczególnie, który zarządza większym biznesem – próba takiego wyjazdu, to jest taki papierek lakmusowy tego, czy jestem mikromanagerem? Potrzebuję uczestniczyć we wszystkim osobiście? Czy mam zaufanie do swojego zespołu, do swoich ludzi, do swoich klientów, partnerów biznesowych? I czy mogę wyjechać i równocześnie zbudować tę przestrzeń? 

Myślę, że nie ma lepszego sprawdzianu, niż trochę takie odpępowienie. Pozostawienie tego dziecka, żeby zostało samo. Dziecka, mam na myśli firmy. Nie mówię o porzucaniu dzieci za sobą. Zostawienie tego dziecka, czyli firmy za sobą. I zobaczenie jak ona funkcjonuje beze mnie. To jest też niesamowicie krzepiące uczucie. Kiedy widzisz, że wyjeżdżasz, i rzeczy się nie walą. Znaczy zbudowałaś, zbudowałeś, biznes, który potrafi działać bez Ciebie. W którym może nie jesteś super niezbędny. A na końcu, kiedy jako przedsiębiorcy zastanawiamy się, o co nam tak naprawdę chodzi, to pytanie jest, czy naszym celem jest, żebyśmy my byli dla naszej firmy? Czy, żeby nasza firma była dla mnie? Czyli na ile chcemy, żeby to był nasz biznes, który będzie zajmował nasz czas, a na ile chcemy, żeby ten biznes kreował wartość dla nas. 

Taki wyjazd pozwala się fajnie zdystansować, ale równocześnie jest trochę czymś innym, niż urlop, bo cały czas jesteśmy w stanie posuwać rzeczy do przodu, i w ten sposób jest to takie coś, co uważam – jest pomiędzy byciem na miejscu, a byciem na urlopie, którego czasem się boimy. Wiem, że też bardzo wielu przedsiębiorców, nawet z rozmów w tym podcaście, unika czasem urlopów, bo uważa, że to jest strata czasu. Szczególnie kiedy są na początku rozwijania swojego biznesu. 

Podsumowanie

Także podsumowując, a propos pracy zdalnej – rekomenduję. W moim przypadku bardzo się sprawdziła. Jeżeli macie inne doświadczenia, albo jakieś komentarze, to chętnie się dowiem, usłyszę. I wypowiem na ten temat. Tymczasem życzę Wam fajnych wyborów, ciekawych lokalizacji. Zadbania o właściwą komunikację, o odpowiednią strefę czasową, o odpowiedni klimat, żeby Wam było tam dobrze. I o odpowiednie zakomunikowanie tego wcześniej klientom i ludziom, a gwarantuję, że wszystko się powiedzie i ciekaw jestem ile z Was zdecyduje się na kolejną zimę, która już za rok – wyjechać gdzieś i przetestować pracę zdalną. Także czekam na informacje zwrotne. Tymczasem życzę wszystkiego dobrego i do usłyszenia już za tydzień!



Szukasz indywidualnych konsultacji biznesowych? Napisz do mnie!

Dołącz do Klubu Greg Albrecht Podcast, aby mieć dostęp do ekskluzywnych materiałów, spotkań i wpływ na kształt tego podcastu.

Masz pomysł na temat odcinka? Znasz kogoś, kto powinien być moim gościem? A może chcesz zostać sponsorem podcastu? Napisz! gregalbrechtpodcast [at] gmail.com

Może Cię zainteresować

Reverse mentoring – co zyskujesz, ucząc się od młodszych?

Czytaj

Jak ocenić swój biznes i wyznaczyć nowe cele?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×