Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na bezpłatną konsultację
zapisz
się
25 marca 2019

Marcin Tchórzewski – CodersLab: od analityka w banku do wyszkolenia 3300 specjalistów IT

34 min czytania
Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Marcin Tchórzewski – w 2013 roku wraz z bratem stworzyli CodersLab, nowoczesną szkołę zawodową, która uczy specjalistów IT. Do dziś przeszkolili ponad 3300 osób, zatrudniają ok. 280 pracowników i trenerów, a inwestorem w CL została Grupa Pracuj. Na bazie doświadczeń komercyjnych zbudowali fundację Możesz IT, która pomaga podnosić kompetencje zawodowe osobom potrzebującym.

Opis – Marcin Tchórzewski:

Z rozmowy dowiesz się:

– co jest nie tak w edukacji
– jak pozyskać inwestora
– jak zarządzać swoim czasem i skutecznie się uczyć

Dołącz do bezpłatnego klubu Greg Albrecht Podcast:
www.gregalbrecht.io/klub

Wideo – Marcin Tchórzewski:

Film

Zapis rozmowy – Marcin Tchórzewski:

Dzisiaj jest tutaj ze mną Marcin Tchórzewski 1, założyciel Coders Lab 2. Cześć Marcin.

Cześć Greg.

Bardzo się cieszę, że dołączyłeś do gości Greg Albrecht Podcast, bo jesteś – już ci wcześniej mówiłem – pierwszym gościem, który zgłosił się sam, a ja z radością przyjąłem tę kandydaturę, żeby móc z tobą pogadać i móc dowiedzieć się czegoś więcej o tym, czym tak naprawdę jest kodowanie.

Bardzo mi miło też, że mogę tu być, to będę zaraz opowiadał. Kodowanie? Dla mnie w ogóle język programowania, to jest taki inny język obcy, który ma własną semantykę, sposób układania zdań, i tak naprawdę to, co my chcemy zrobić w Coders Lab, to pokazać ludziom, że języków programowania można się nauczyć tak jak języków obcych. Nie mówisz po angielsku? Wyjeżdżasz na 2 miesiące na kurs do Londynu, gdzie uczysz się przez 8 godzin dziennie, wieczorami powtarzasz, w weekendy coś jeszcze robisz. I tak samo jest z kursem programowania, ale i testowania, i doświadczeń użytkownika (user experience, UX) 3 w Coders Lab. Przyjeżdżasz do nas od poniedziałku do piątku na taki 2-miesięczny, intensywny kurs. I z osoby, która była tylko fanem IT, zaciekawionym technologią, jesteś osobą, która może znaleźć pierwszą pracę w nowym zawodzie, bo już tyle potrafisz.

A to nie jest tak – bo ja coś słyszałem – że teraz wszystko się tak zmienia, że już za chwilę, to będzie tylko bardzo wysokopoziomowe programowanie, bo cały kod się będzie pisał sam?

Nie, zupełnie nie. Na pewno zmieniają się języki programowania, one się upraszczają na pewno, maszyny zaczynają nam pomagać w coraz większym stopniu, ale jeszcze będzie bardzo długo sporo kodu do napisania i to raczej programiści będą korzystać z coraz wygodniejszych i bardziej pomocnych narzędzi, tak jak Excel podpowiada ci sam formuły, albo pewne rzeczy robi półautomatycznie za ciebie, bo w górnym pasku możesz już sobie po prostu wyklikać je.

A jest jakiś sens, dla którego ktoś, kto nie chce być programistą, mógłby się zapisać do Coders Lab?

Jasne. Po pierwsze my uczymy programowania, testowania i doświadczeń użytkownika (user experience, UX). I większość osób, które do nas przychodzi, przychodzi po to, by znaleźć nową pracę w nowym zawodzie. Przychodzą właściciele biznesu, którzy chcą mieć lepszy język z programistami, przychodzą project menagerowie, którzy chcą się nauczyć podstaw programowania, żeby najprostsze rzeczy móc zrobić samemu lub przeczytać kod. Przychodzą marketingowcy uczący się UX, żeby rozwinąć swoje kompetencje. Ale mieliśmy też kilka osób na emeryturze, które chciały nauczyć się czegoś nowego i wybrały – zastanawiały się nad językiem chińskim lub nami – wybrały Coders Lab.

No tak, bo programowanie, w zasadzie, od języka chińskiego niewiele się różni.

Jest trochę prostsze.

Bo nie musisz uczyć się nowych symboli.

Dokładnie tak. Większość z funkcji znaków jest pochodzenia angielskiego, więc jeżeli znasz ten język, to start masz dużo łatwiejszy.

A wiesz, to jest symptomatyczne, w sumie, rzeczywiście dzisiaj, tak sobie myślę, to jest albo chiński, który jest, staje się taką wielką potęgą, albo właśnie kodowanie, takie dwa ważne języki, które mogą się bardzo przydać w życiu.

Globalnie tak, natomiast w Polsce techniki informatyczne (IT) 4, języki programowania są dużo ważniejsze. Wiele analiz mówi o tym, że brakuje nam 50 tysięcy specjalistów IT, że w Unii Europejskiej, to jest około 800 tysięcy, których będzie brakowało do 2020 roku. I osobiście uważam, że znając język programowania łatwiej w Polsce znaleźć pracę, niż znając język chiński. I tych miejsc pracy jest więcej.

Jedna część, to jest ta narzędziówka, to, czego wy uczycie, czyli w jaki sposób napisać konkretną komendę, konkretny kod. Ale co jeszcze musi mieć taka osoba, żeby zostać dobrym programistą? Jakie predyspozycje powinien mieć programista?

Po pierwsze i najważniejsze, naprawdę lubić pracować z komputerem. Bo to jest praca w większości opierająca się o komputer. Program, języki programowania dzielą się na różne typy. Masz języki programowania front-end’owe, gdzie budujesz tę wierzchnią warstwę aplikacji, którą każdy z nas widzi w oknie przeglądarki. Programiści front-end dużo silniej skupiają się na wersji estetycznej, lepiej czują kolory, wygląd, potrafią powiedzieć czy strona, którą przygotował im grafik, a oni ją kodują będzie ładna? Czy odda ducha tej grafiki, którą dostali. Są programiści back-end’owi, zwykle nie przepadają za kolorami, za częścią estetyczną, lubią logiczne łamigłówki, zdania, chcą napisać kod, który rozwiąże ich problem, w najszybszy sposób wyciągnie informacje z bazy danych. Albo algorytm, który dojdzie najlepiej z punktu a do b. Więc to jest trochę inny typ umiejętności i predyspozycji.

Pamiętam, że na początku szkoły podstawowej był taki program Logo Komeniusz i ja się uczyłem wtedy tak zwanego programowania w oprogramowaniu Logo Komeniusz. Polegało to na tym, że komendami przesuwało się takiego żółwia po ekranie, i to jest cała moja wiedza związana z programowaniem. Ile czasu muszę zainwestować w to, żeby móc napisać program, który może mieć jakąkolwiek przydatną funkcję.

Nasze kursy w uproszczeniu trwają 2 miesiące, więc to jest 6-7 tygodni pracy po 5 godzin, po 8 godzin dziennie 5 dni w tygodniu. I jeszcze praca wieczorami i w weekendy. Więc dla mnie, to są te 2 miesiące, które poświęcasz najpierw na przygotowanie się do kursu, sam kurs i po nim w ostatnim tygodniu kursu, robisz własny projekt. Każdy kursant wybiera sobie sam, czy robi stronę swojej firmy, firmy znajomego, buduje najprostszą wersję dla swojego start-upu, czy jeden z projektów, który my wymyślamy, żeby mógł przećwiczyć swoje umiejętności. Ale to już są działające projekty, którymi wszyscy chwalą się pod koniec kursu idąc do pierwszej pracy, tak pokazują swoje portfolio programistyczne na GitHubie 5, gdzie mają i te powtarzane zadania zrobione w kursie, i swój własny wyjątkowy projekt.

Czyli jesteście taką szkołą szycia, tylko zamiast szycia jest programowanie. Krótko mówiąc, jesteście czymś, co jest kierowane do konsumentów, i tym samym to oni na tym korzystają.

Tak, jesteśmy bardzo nowoczesną szkołą zawodową, albo czymś pomiędzy szkołą języków obcych, bo uczysz się w małych grupach, mówisz do wykładowcy na ty, i jest taka luźna atmosfera, a uczelnią techniczną, bo jednak uczymy umiejętności, których powinny uczyć uczelnie techniczne i uczymy tego w sposób bardziej praktyczny.

A co przemawia za tym, żeby ktoś kto chce nauczyć się programowania właśnie, wybrał Coders Lab? Jak budujecie swoja przewagę konkurencyjną? Co jest wyróżnikiem?

Versus uczelnie techniczne, uczymy dużo węższego zakresu informacji. Pomijamy podstawową wiedzę, gdzie jest matematyka, fizyka, logika, nie ma też oczywiście WF-u i filozofii. I skupiamy się na jednym zawodzie, jakim jest nauka programowania w konkretnym języku, nauka testowania, nauka doświadczeń użytkownika. A na studiach technicznych masz bardzo wiele zawodów i każdy z nich tylko częściowo poznajesz. Druga sprawa, że uczymy efektywniej, więc skupiamy się na odrobinie teorii, potem dużej ilości ćwiczeń technicznych, więc trochę jak szkoła języków obcych. A trzecią sprawą jest, że zamiast uczyć jak na studiach – dany przedmiot mieliśmy raz w tygodniu przez 1,5 godziny i ciągnął się nam przez cały semestr, albo nawet rok, dwa – to my staramy się, żeby ten temat był w całości omówiony przez 2-3 dni. Więc te 8, 16, 24 godziny, ażeby go zgłębić, zrozumieć, wyćwiczyć i przejść do kolejnego. Jest to po prostu bardziej efektywna forma.

Podziel się tajnikami tego modelu biznesowego. Ile kosztuje średnio kurs, jak pozyskujecie klientów na kursy?

Nasze kursy kosztują od 4 tysięcy złotych, są to krótsze kursy testerskie, do 10 lub 12 tysięcy złotych, to są dłuższe kursy programowania. Bardziej powinno się przeliczyć cenę za godzinę, ponieważ jeżeli zobaczymy, że kurs trwa 2 miesiące, od poniedziałku do piątku, po 8 godzin dziennie, albo z weekend’ami, wtedy się ciągnie co drugi weekend, przez 8 miesięcy, to cena za kurs jest 20-kilka, 30-kilka złotych za godzinę, więc znowu tak, jak szkoły języków obcych. I dużo taniej można samemu zorganizować sobie korepetycje, dzięki temu, że jest to nauka grupowa. Staramy się opowiadać o tym co robimy, dlaczego warto zacząć pracę w IT, jak przyjemne są to firmy, jak dużo jest tej pracy, i że jest to ciekawa intelektualnie, ale też finansowo branża i kariera. Pokazujemy na czym polega nauka u nas, zapraszając osoby na eventy, dając logiczne zadania do zrobienia na naszej stronie, lub po prostu rozmawiając z osobami zainteresowanymi kursem. Przychodzą do nas i one są naszym klientem, więc on nam płaci, a my potem robimy jeszcze szkolenia miękkie, pomagamy przygotować CV, przeprowadzamy pierwsze rozmowy kwalifikacyjne, żeby nasz klient jak najszybciej znalazł pierwszą pracę. Naszą dumą jest to, że 82% osób po naszych kursach znajduje w ciągu 3 miesięcy po kursie pracę w swoim zawodzie. I tak naprawdę, sukces absolwentów – to jest nasz sukces. Oni bardzo często nas polecają dalej, przychodzą ich kuzyni, bracia, czasem żony, polecają dalej. Ludzie, którzy ich zatrudnili wysyłają swoich znajomych. To jest taki trochę marketing szeptany, gdzie jedna zadowolona osoba przyprowadza kilku klientów.

Tak, ale marketing szeptany to jest kanał pozyskania klienta, który nie jest w ogóle zarządzany. De facto zależy tylko od zadowolenia i od tego, czy dana osoba będzie chciała zarekomendować czy nie. A jakich innych kanałów pozyskiwania lead’ów używacie do budowania, zapełniania klas swoich?

U nas jest to marketing głównie oparty o nasza stronę www, więc AdWords, Facebook Ads. Robimy całkiem fajny kontent na YouTube: właśnie tam opowiadamy, jak wyglądają nasze kursy 6. I staramy się jak największą część ruchu przerzucić na naszą stronę. Tutaj jest trochę artykułów, które piszemy w gazetach, tygodnikach, w internecie, które po prostu opowiadają o nauce programowania, albo o karierze w IT. Osoby zainteresowane trafiają na naszą stronę, mogą się same zapisać na kurs, zgłosić, mogą zostawić swój numer, wtedy ktoś od nas oddzwoni, doradzi jaki typ kursu najlepiej do nich pasuje, w jakiego typu firmie chcieliby pracować, i tak naprawdę który język programowania na to pozwala, bo są języki bardziej lubiane przez korporacje i są języki programowania bardziej lubiane przez start-up’y.

A jaki jest, mniej więcej, koszt pozyskania klienta w tej chwili w waszym biznesie?

W tym momencie, to jest około 1000 złotych.

Czyli broni się to dzięki temu, że kursy są, jak na produkty konsumenckie, dość kosztowne. Aczkolwiek uzasadniłeś, że przeliczając na godzinę to nie jest to drogie, ale produkt jako całość jest dość kosztowny. A czy klienci kupują bezpośrednio przez internet, mogą sami się zarejestrować i od razu wybrać sobie termin i wszystko może być zrobione automatycznie, czy jest tam potrzebna interakcja z człowiekiem?

Termin, kurs, możesz wybrać zupełnie samemu, dostajesz u nas umowę, numer konta, na który masz zrobić przelew. Więc tak naprawdę, jeżeli jesteś zdecydowany, to niepotrzebna jest interakcja z nami. Natomiast jeszcze odniosę się do tego, że jest to drogi kurs. Kwotowo, jako jednorazowy wydatek, oczywiście to nie jest to mało, natomiast patrząc jak na alternatywę studiów wyższych – które kosztują podobnie, a zajmują ci lata, więc masz koszt utrzymania się, koszt niepracowania, czyli tych nieosiągniętych przychodów – to tak naprawdę nasz kurs jest zwrotem z inwestycji dużo szybszym. Plus dość dużo osób teraz korzysta z dotacji urzędów pracy, środków unijnych, czasem zdarzają się firmy, które tak bardzo potrzebują programistów, że przychodzą do nas i współfinansują kurs jednej, dwóm, kilku grupom kursantów, wtedy kurs jest przygotowany pod nich. I ty jako na przykład nasz kursant przychodzisz, podpisujesz umowę i albo płacisz całość z własnej kieszeni, albo właśnie płaci za ciebie urząd pracy, środki unijne. Albo ty zapłacisz część, część płaci firma, ale ty podpisujesz od razu lojalkę, że po skończonym kursie idziesz do nich do pracy, co też jest dobrą opcją, bo właściwie wiesz, że masz pracę od razu po kursie.

To jest ciekawy model. W jaki sposób wypracowaliście tę współpracę B2B 7?

Jesteśmy największą szkołą IT w Polsce, więc największe firmy, korporacje chcą współpracować z nami, przez to, że mamy track record 8 już ponad 3 tysięcy absolwentów, najbogatsze portfolio kursów, placówki stacjonarne w 6 miejscowościach w Polsce. Po drugie naszym inwestorem jest Grupa Pracuj 9, która też jest bardzo wiarygodna dla pracodawców. I to powoduje, że największe firmy najchętniej współpracują z nami. Czasem my do nich się zgłaszamy i opowiadamy o możliwości pozyskania talentów do swojej firmy, czasem firmy same się do nas odzywają, że chciałby z tego skorzystać, ponieważ słyszały success story innych firm.

A ile osób w tej chwili pracuje w Coders Lab na stałe? I jak zbudowana jest ta struktura?

Coders Lab to koło 80-kilku osób pełnoetatowo 10, i ponad 200 wykładowców kontraktowych. Nasz główny team to standardowo są działy. Dział kontaktu z klientem, dział organizacji kursów, HR, marketing, dział IT, który wewnętrznie buduje nasz software, dział edukacji, czyli to są programiści, którzy tworzą materiały, wykładają u nas. Natomiast gros naszych wykładowców to są ludzie, którzy wykładają u nas okazjonalnie raz na jakiś czas, ponieważ nam bardzo zależy, żeby każdy, kto u nas wykłada, był praktykiem, mającym kontakt na co dzień z technologią, i żeby specjalizował się w danej technologii. Czyli w czasie kursu pracujesz z kilkoma różnymi wykładowcami po to, żeby poznać kilka różnych podejść do programowania, do sposobu pisania kodu, rozwiązywania zadań. I dlatego mając placówki w 6 miastach, mając kilka różnych typów kursów, a w każdym kursie potrzebujemy kilku specjalistów, to ta baza wykładowców kontraktowych jest bardzo duża.

A co się dzieje, jeżeli dany kurs nie sprzeda się w pełni?

Zawsze podpisując umowę, mówimy, że finalnie miesiąc przed kursem potwierdzamy datę rozpoczęcia. Więc zdarzają się kursy, które mają bardzo małe obłożenie, wtedy dzwonimy miesiąc wcześniej, i pytamy na jaki inny ewentualny termin osoba może się przepisać i staramy się po prostu tę mniejszą grupę rozbić na kilka kolejnych, żeby wszyscy mogli pójść na kurs tak jak im pasuje i – z drugiej strony – żebyśmy nie puszczali małej nierentowanej grupy. Natomiast zdarza się to dość rzadko, większość grup po prosu mamy zapełnionych.

Czyli ile czasu przed kursem macie cel własny, wewnętrzny, żeby sprzedać konkretny kurs?

Zaczynamy kurs sprzedawać, powiedzmy, 3 miesiące przed terminem rozpoczęcia, do miesiąca przed musimy mieć minimalną wielkość osób w grupie. I potwierdzamy wszystkim kursantom, że termin się odbywa.

A w jaki sposób ma potencjalny klient wybrać, który kurs ma zrobić, jeśli nie ma zielonego pojęcia na temat programowania, i na przykład jestem to ja i chciałbym się czegoś nauczyć, wchodzę na stronę i tam jest dużo różnych opcji?

Po pierwsze wszystkie opcje są dość dobrze opisane, więc staramy się ci się pokazać, czym różnią się języki programowania, jakie powinieneś mieć predyspozycje na nasze kursy, bo zupełnie inne predyspozycje ma tester i specjalista doświadczeń użytkownika niż programista. Po drugie, jakie firmy rekrutują w jakich językach programowania, lub jaki język programowania jest najbardziej popularny w twoim mieście, i będziesz miał wtedy największą szansę szybkiego znalezienia dobrze płatnej pracy i ciekawej. Na koniec, jeżeli sobie nie radzisz z tym wyborem, i nawet materiały ściągnięte nie wystarczają – bo zostawiasz maila, dostajesz informację właśnie czym różnią się kursy – to zawsze możesz do nas zadzwonić i osoby z działu obsługi klienta pomogą ci, doradzą, zadadzą ci kilka pomocniczych pytań, i razem z tobą ustalą, co ich zdaniem najlepiej będzie pasowało do ciebie.

Jak wyglądała pierwsza minuta firmy Coders Lab?

Był to pomysł, który od dawna siedział mi w głowie, bo jestem wielkim fanem edukacji, wielkim fanem efektywności, ciągle zastanawiałem się, jak można byłoby te moje studia SGH-owe, lub mojego brata na Politechnice, lepiej i efektywniej przeprowadzić, żebyśmy więcej z nich wynieśli i poświęcili na to mniej czasu. Prowadząc inne biznesy IT, start-up’y, widziałem jak kumple mojego brata pracują u nas za dobre pieniądze, i właściwie mówią, że wszystkiego nauczyli się sami, a nie na Politechnice, bo ona uczy zbyt teoretycznie, a tej praktyki uczyli się sami wieczorami. I jak szybko idą ich kariery zawodowe. I chyba tą pierwszą minutą było jak z bratem 11 powiedzieliśmy, okej, to zróbmy to lepiej, przygotujmy pierwszy kurs, pokażmy, napiszmy o tym w necie. Więc pierwsza grupa zaczęła się od jednego artykułu, można nazwać PR-owego, napisanego przez nas, a właściwie nie, napisanego przez redaktora z jednego z portali internetowych, któremu tak się spodobała nasza oferta, że sam poszedł na kurs i zmienił branżę.

Kiedy to było?

Wrzesień 2013 roku. Pierwsza grupa, którą wtedy zrobiliśmy. W 13 roku jedną, w 14 za każdym razem poprawialiśmy coś, więc było tych grup kilka, i tak naprawdę zaczęliśmy rosnąć od 2015 roku do skali, którą teraz w 2019 roku chcemy, będziemy mieć: 2 tysiące absolwentów w jednym tylko roku.

Super. I jak to wyglądało, że dogadaliście się i otworzyliście to jako firmę, mieliście jakieś alternatywy wtedy, jaki był twój stan wtedy zawodowy?

Z końcem 2012 zakończyłem pracę w korporacji, zawsze wiedziałem, że chcę być przedsiębiorcą i od początku 2013 roku rozwijałem różne pomysły. Pierwsze z nich to były pomysły na start-upy, niewielkie odłożone pieniądze, dwóch zatrudnionych studentów, którzy pomagali zrobić takie NVP, przetestować model biznesowy. Testowałem kilka pomysłów i z tych pomysłów okazało się, że Coders Lab jako branża edukacyjna jest mi najbliższa, ma największe zainteresowanie, odpowiada na generalną potrzebę, która jest na rynku i jest jeszcze na bardzo niezagospodarowanym rynku. Więc przestałem się zajmować wszystkimi innymi działaniami i skupiłem tylko na Coders Labie.

A w jaki sposób kreowałeś pomysły na nowe biznesy wtedy?

Myślę, że z kreacją pomysłów biznesowych nigdy nie miałem żadnego problemu i teraz kłopotem jest to, że Coders Lab zajmuje mi cały czas i wiem, że to jest firma, którą chcę rozwijać kolejne lata i za 10 lat chcemy być największą firmą edukacyjną, albo jedną z czołowych firm edukacyjnych w Polsce. Pomysły, które cały czas mam, zapisuję na kartce, na mojej liście to do (do zrobienia), i czekają na swoją kolej, ale na razie się nie mogą doczekać.

A w jaki sposób zatem wybrałeś Coders Lab, co przesądziło o tym? Chyba nie jeden artykuł?

Nie, ale z tego artykułu zebrała się cała pierwsza grupa, i był bardzo pozytywny feedback i środowiska programistyczne, do których uderzyliśmy, były bardzo zainteresowane, miały sporo wątpliwości, ale było dużo życzliwych osób, które chciały nam pomóc. I był to biznes, który wtedy dość łatwo się finansował pieniędzmi klientów, a niewielkimi nakładami na software, i tak naprawdę my reinwestując wszystkie zyski, doszliśmy do dzisiejszej skali działalności, do bardzo dobrej jakości materiałów, do wytworzonego wewnętrznie software’u, który pochłonął już prawie milion złotych, więc w tym momencie nakłady mamy bardzo duże. Nawet zaczęliśmy bardzo płynnie, i myślę, że był to dobry biznes, który naprawdę pomaga zmieniać ludziom życie. A tego mi brakowało bardzo mocno w korporacjach, w których pracowałem, kiedy pomagałem sprzedawać kolorową, słodką wodę gazowaną. Był to biznes, który się dobrze rozwijał, klienci naprawdę przychodzili, było duże zainteresowanie. A ja lubiąc edukację miałem z tego dużo funu.

A ile lat, zanim otworzyłeś Coders Lab, ile lat pracowałeś w korporacji?

W czasie studiów, i do końca 2012 roku, więc jest to kilka lat, przeszedłem przez różne branże, różne korporacje, co pozwoliło mi zdobyć naprawdę szerokie kompetencje, dużo się nauczyć i uważam, że to naprawdę bardzo mi pomogło w rozwijaniu firmy.

Ale brakowało ci tej sprawczości? Czy to o to chodzi? Czego ci najbardziej brakowało w dużej organizacji?

Na pewno brakowało mi sprawczości, na pewno brakowało mi wolności – bo mam wielką potrzebę wytyczania sobie ścieżek, chodzenia własnymi drogami, życia zgodnie z własnym rytmem, a nie narzuconym przez kogoś – ale też były to biznesy, które nie były biznesami, które zmieniały coś w życiu ludzi. Było to sprzedawanie produktów FMCG 12, których jest dużo na rynku, i właściwie jeden producent sprzeda czegoś więcej, to drugi mniej, ale konsumenci bardzo tego nie zauważą. A tutaj jest to usługa, która bez nas w ogóle nie istniała, więc tak naprawdę zaczęliśmy pomagać ludziom znaleźć lepszą pracę, za co często są nam wdzięczni i przychodzą po kursie opowiadając, jak zmieniło się ich życie. Firmy, które miały bardzo duży kłopot z zatrudnieniem specjalistów IT i duże braki w możliwości rozwoju – więc myślę, że to taki biznes, który po prostu więcej zmienia.

A w jaki sposób łączysz to, że masz potrzebę wolności, wytyczania po swojemu i miliony pomysłów, z tym, że równocześnie budujesz pewną dużą strukturę, masz teraz też partnerów biznesowych, ludzi w zespole, inwestorów. Jak łączysz te dwie rzeczy?

Moja potrzeba wolności nie jest powiązana z brakiem odpowiedzialności lub nieodpowiadania za nikogo, to jest raczej potrzeba, żebym to raczej ja wytyczał sobie ścieżki, w których się rozwijam. Że jeżeli ułożę jeden proces i go oddaję, to się zastanawiam, jaką się teraz działką chcę zająć, czego teraz chcę się uczyć. Na przykład godziny w jakich pracuję, pracuję naprawdę dużo, ale w swoim rytmie. Miejsca, z których pracuję, zadania, za które się biorę, to jak układam swoją firmę. Natomiast oczywiście mam bardzo dużą odpowiedzialność w stosunku do klientów, którzy powierzają mi pieniądze, pracowników, którym muszę wypłacić pensję na czas, czy inwestorów, którzy też chcą żeby ta firma – i oczekują, że będzie – się rozwijała, i że w perspektywie wielu, wielu lat będzie dobrym zwrotem z ich inwestycji.

A jak widzisz to co robisz teraz, za kilka lat, to co takiego innowacyjnego sobie wyobrażasz?

Zaczęliśmy jako szkoła w pełni stacjonarna, teraz mamy kursy stacjonarne, czyli spotykamy się wszyscy razem w sali, ale też wirtualną klasę i każdy może zadzwonić do tego pokoju spotkań z dowolnego miejsca na ziemi, więc taki trochę pół online, który jednak od kursów online’owych jest bardziej efektywny przez ten kontakt z grupą, konkretne zadania, mentora, który się z tobą zdzwania, pomaga, ćwiczy. Tak naprawdę będziemy przechodzić na kurs coraz bardziej hybrydowy, gdzie oprócz spotkań na żywo – moim zdaniem najbardziej efektywnych – będziemy mieć coraz więcej zadań automatycznie sprawdzanych przez nasz software, żeby wykładowcy mieli mniej powtarzalnej pracy. Coraz więcej materiałów – już teraz masz wszystkie dostępne nasze materiały online w czasie rzeczywistym poprawiane przez naszych edukatorów – ale będzie coraz więcej zadań do przerobienia samemu w domu, materiałów pomocniczych, więc taki trochę model hybrydowy. Chcielibyśmy też poszerzyć portfolio. Mamy już dość szeroką liczbę kursów IT, ale pewnie dojdą jeszcze. Mam nadzieję, że z czasem wyjdziemy poza branżę IT, i tak naprawdę chcemy być bardzo nowoczesną szkołą, bardzo nowoczesną placówką edukacyjną w Polsce. Wierzę, że przez 10 lat będziemy za każdym razem wpadać na pomysł, za każdym razem będziemy cały czas wpadać na pomysły usprawnienia kursów, zrobienia czegoś jako pierwsi na rynku, i sam jestem ciekaw, gdzie będziemy za 10 lat.

Powiedziałeś, że edukacja jest dla ciebie ważna, i że to jest to, co cię napędzało do tego, żeby zrozumieć, jak optymalnie wykorzystać swój czas i lepiej się uczyć. Co takiego w edukacji jest dla ciebie superważne?

Lubię się uczyć, rozwijać, więc jak biegam, słucham audiobooków, żeby móc uprawiać sport i uczyć się czegoś nowego. Myślę, że rozwój przez szkolenia, coaching, ale też studia, że po prostu rozwój osobisty jest bardzo ważny w życiu każdego człowieka. Uważam też, że dużym problemem w Polsce jest to, że masa ludzi idzie na studia, gdzie przez wiele lat uczy się rzeczy, które później są kompletnie niepotrzebne w życiu, ani w karierze zawodowej. Ludzie kończą geografię i właściwie pracują w korporacjach ucząc się od początku marketingu i nigdy nie wykorzystując swojej wiedzy. Ja do tej pory z podstawówki wiem, czym się różni tasiemiec uzbrojony od nieuzbrojonego, ale nikt mnie nie nauczył, jak sobie radzić ze stresem, z emocjami, nie nauczył wielu innych, bardzo życiowych umiejętności, więc chciałbym, żeby edukacja się bardzo zmieniała. I na przykład Finlandia jest świetnym krajem, który zawsze stawiam za wzór, gdzie przestali uczyć przedmiotów: osobno geografii, historii, sztuki. Natomiast mają teraz okres w dziejach kraju, lub w ogóle świata, gdzie łączą wszystkie informacje historyczne, geograficzne z wynalazkami, które wtedy się działy, twórcami, którzy tworzyli, przez wszystkie modele sztuki, i to jest wiedza holistyczna, która naprawdę lepiej zapada w pamięć.

A jaki jest sposób zdobywania wiedzy na temat radzenia sobie ze stresem, do tego ze swoich obserwacji dorzuciłbym jeszcze umiejętność komunikacji z innymi ludźmi w sposób skuteczny i nieagresywny, niekrzywdzący? Skąd taką wiedzę zaczerpnąć? Jako ekspert od edukacji może podpowiesz jakieś sposoby pozyskiwania wiedzy, która jest ignorowana na poziomie edukacji publicznej?

Żyjemy w czasach, w których każdy rodzaj wiedzy jest na wyciągnięcie ręki: w internecie, książki, audiobooki, podcasty, filmy na YouTube. Więc tak naprawdę ważniejsze jest dobrze zastanowić się, czego szukamy, czego potrzebujemy, na jakim poziomie. I albo umieć znaleźć ten konkretny wyrywek wiedzy, co czasem jest trudne, albo zapłacić komuś, kto za nas potrafi tę wiedze ustrukturyzować, przekazać w efektywny sposób. Są to wszelkiego rodzaju szkolenia, praca z indywidualnym coachem, szkoły języków np. angielskiego, firmy jak nasza, więc jest masa, masa firm, które pomagają ci uczyć się efektywniej, ale tak naprawdę wszystko, wszystko jest w internecie.

Ale jak oddzielić ziarna od plew, bo taka prosta historia, modny temat teraz intermittent fasting 13, czyli głodówki ograniczone w czasie. Jest duża grupa osób, które uważają, że to jest super, nawet są badania, które potwierdzają, że to jest super, ale potem się okazuje, że jak głębiej poczytasz badania naukowe, to widzisz, okej, w jakiejś perspektywie czasu to jest dobra metoda, ale w dłuższym czasie prowadzi na przykład do uszkodzeń trzustki i wcale nie jest zdrowa w długim terminie. Mówię o takim przykładzie, który akurat dotyczy zdrowia, sfery, w której też jest dużo mitów. W jaki sposób wybrać tę jakościową wiedzę, kiedy nawet na poziomie prac naukowych są sprzeczne informacje?

Zawsze staram się znaleźć autorytet, któremu wierzę, i podążać za tym, co on mówi. Na przykład nie jestem specjalistą od zdrowia, więc nikomu bym w tym zakresie nie doradzał, natomiast wiem, kogo samemu się pytam. I oczywiście, jeżeli ta osoba zrobiła błąd, to ja ten błąd powielę, natomiast jest dużo mniejsza szansa, że ona zrobiła błąd, niż ja. Szukając w internecie, znajdę niewłaściwe informacje, nie dopasuję ich do siebie. Plus na pewno korzystam z czasu, który ona poświęciła na robienie research’u w internecie, więc szukam ekspertów, którym ufam, wierzę i którzy też mają podobne priorytety jak ja.

Czyli zwiększasz prawdopodobieństwo sukcesu szukając osób, które z jednej strony zainwestowały czas w zrozumienie czegoś, a z drugiej strony mają podobne wartości jak ty?

Albo cele.

A w jaki sposób takich ekspertów wybierasz, skąd i co jest ważne dla ciebie przy wyborze eksperta?

To jest bardzo generalne pytanie, natomiast przez ostatnie półtora roku bardzo intensywnie pracowałem z coachem, który świetnie mi pasował. Wcześniej, szukając odpowiedniego coacha, zrobiłem listę nad czym chcę pracować. Chciałem, żeby coach miał w tym doświadczenie, więc żeby to była osoba, która ma rzeczywiście i wiedzę psychologiczną, ale również biznesową, więc żeby kiedyś prowadziła swoją firmę, a nie tylko teoretyk. Wiedziałem z jakim typem ludzi pracować, więc wypisałem sobie znowu cechy, które chciałbym żeby miał. Miałem szereg rzeczy, nad którymi chcę pracować, więc żeby w tym był specjalistą, i jaki typ osoby chciałbym żeby to była. Potem robiłem spory research w internecie, ale też pytając znajomych, moich kontaktów biznesowych, kogo mogą polecić. Zrobiłem sobie krótką listę osób, z którymi chcę się spotkać, porozmawiać. Z każdą z nich odbyłem krótką rozmowę telefoniczną lub spotkania osobiste. I wybrałem tę osobę, z którą najbardziej czułem tę chemię i czułem, że to będzie dobra osoba do pracy.

Świetny algorytm, myślę, to może być bardzo celne dla wielu słuchaczy, jako model myślenia. A jako osoba, która nałogowo zajmuje się wiedzą i zdobywaniem wiedzy, to pewnie masz ten algorytm lepiej opracowany, zgodnie z tym, co powiedziałeś przed chwilą niż osoby, które rzadziej zajmują się pozyskiwaniem źródeł wiedzy, tak że myślę, że może być bardzo przydatny.

Mam nadzieję komuś pomoże.

A skąd w życiu, w waszej firmie pojawił się inwestor?

Grupa Pracuj zainwestowała w Coders Lab na początku 2018 roku. Był to moment, w którym wiedzieliśmy, że jesteśmy i cały czas byliśmy pierwszą, największą szkołą, mimo pojawienia się całkiem dużej liczby szkół programowania, szkół IT. Ale mieliśmy bardzo ambitne założenia na kolejne 10 lat i potrzebowaliśmy partnera, który pomoże nam w rozwoju organizacji, więc ma większe doświadczenie, w firmie zatrudnia więcej osób. I tutaj grupa Pracuj jako przedsiębiorcy, którzy założyli tę firmę 18-19 lat temu i przeszli tę samą drogę, która ja teraz przechodzę, ale zaszli w niej dużo dalej, są po prostu osobami, które mogą mi dużo doradzić. Potrzebowaliśmy partnera, który dorzuci trochę gotówki, żebyśmy mogli wydać na software wspomagający naukę naszych kursantów, na mocniejszy branding, żebyśmy mogli wyjść poza granice, bo Coders Lab otworzył pierwszą franczyzową szkołę w Rumunii, i chcemy takie franczyzowe szkoły pootwierać w wielu krajach europejskich, ale nie tylko, więc to inwestycja, na którą też szukaliśmy pieniędzy. Wiedzieliśmy, że będziemy wchodzić do nauki online’owej, hybrydowej, więc tu też była potrzebna gotówka. No i na koniec chcieliśmy, żeby to był inwestor branżowy, który rozumie edukację, którego biznes jest powiązany. Grupa Pracuj właściwie Pracuj.pl, które jest największym job board’em 14 w Polsce, najbardziej poważanym i gdzie są te wszystkie ogłoszenia, który potrzebuje ludzi, którzy chcą zmienić pracę, my znowu mamy ludzi, którzy chcą zmienić pracę, ale potrzebujemy tych firm, to były naprawdę dwie strony tej samej monety.

Jak wygląda proces pozyskania inwestora do firmy, która działa, ale nie do start-up’u, bo z różnymi start-up’ami rozmawiałem, to jest troszeczkę inny proces w przypadku start-upów, i dużo więcej bazuje się na obietnicach, niż na faktach. Wy zbudowaliście solidny biznes, który działa i działał naówczas, więc trochę inna była wasza motywacja do tego i poziom, nie chcę użyć słowa desperacji, ale potrzeby tego, żeby takiego partnera pozyskać, jeżeli firma rozwijała się skutecznie. Jak wyglądało układanie relacji z inwestorami, czy było ich więcej w procesie, jak to się w ogóle wydarzyło?

Myślę, że tu algorytm będzie bardzo podobny do algorytmu, o którym mówiłem wcześniej, więc zastanowiliśmy się właściwie, czego chcemy od inwestora, czyli jakie kwoty pieniędzy, jakiego wsparcia know-how, co możemy mu dać, ile procent udziałów, jaką kontrolę, ale też jaki to był typ spółki. Na przykład za grupą Pracuj przemawiało to, że to nie jest korporacją, gdzie zarząd może się zmienić z dnia na dzień, i za 5 lat będziemy pracować z innym człowiekiem, tylko są przedsiębiorcy, którzy od początku działalności prowadzą tę firmę i mieliśmy też dobre relacje osobiste, czuliśmy z nimi chemię. Więc zaczęliśmy robić research, w ramach którego wyszła cała lista firm, dla których przygotowaliśmy materiał kim jesteśmy, co do tej pory zrobiliśmy, jakie są nasze plany, gdzie chcemy dojść. Rozesłaliśmy takie informacje, część firm chciało z nami rozmawiać, tu zaczął się właśnie proces rozmawiania z kilkoma najważniejszymi, w pewnym momencie poczuliśmy, że grupa Pracuj jest najsensowniejszym dla nas rozwiązaniem, kandydatem. Zawiesiliśmy rozmowy z innymi partnerami, rozpoczęliśmy negocjacje, one rzeczywiście były dość dobre, ponieważ start-up’y często nie mają pieniędzy i mają taką dość niską…

Nie mają alternatywy.

Nie mają alternatywy. My zresztą alternatywę mieliśmy i nie mieliśmy noża na gardle. Więc zaczęliśmy rozmawiać partnersko, czego chce grupa Pracuj w dłuższym okresie, czego my. I zobaczyliśmy, że tych punktów styku jest na tyle dużo, że stanęliśmy pośrodku z oczekiwaniami jednej i drugiej strony.

Co było najbardziej zaskakującym momentem całego procesu poszukiwania na początku, a później domykania tej transakcji?

Myślę, że w każdym procesie pozyskiwania inwestora jest podobna chemia, że wybieramy jedną firmę, początkowo negocjacje idą dobrze, przyjemnie i na koniec zawsze pojawia się jakiś ostatni element, który trzeba na sam koniec wynegocjować i ten ostatni tydzień, dwa, zaczyna się robić nerwowy, bo już mamy termin, chcemy to dopiąć, ale jakaś drobnostka, lub większy temat, który wcześniej albo nie był wystarczająco dobrze omówiony, albo jest zaskoczeniem dla jednej strony, albo po prostu wyszedł na ostatnią chwilę. Więc dużo małych rzeczy, które na koniec musieliśmy zrobić szybko, więc długie godziny negocjacji, domykania szczegółów w umowie inwestycyjnej, która jest chyba najdłuższym dokument jaki w życiu podpisałem, więc myślę, że to było dla mnie zaskakujące, jako dla osoby, która nigdy tak dużej inwestycji nie pozyskiwała i nigdy nie musiała pracować tak długo z prawnikami, na tak dużym dokumencie, tak szczegółowym dokumencie.

Ile czasu zajmuje proces domknięcia takiej inwestycji, jak to wyglądało w waszym przypadku? Od momentu rozpoczęcia poszukiwań partnera, do momentu podpisania umowy?

Mówi się, że pozyskanie inwestora, to jest pomiędzy 6 a 12 miesięcy, u nas zajęło to około 9 miesięcy. Natomiast przez pierwsze miesiące rozmawialiśmy też z innymi podmiotami, więc były rzadsze rozmowy, bardziej ogólne, żeby dojść po prostu z tą decyzją do samego, najwyższego szczebla, gdzie rozmawialiśmy z Przemkiem Gackiem i to on podjął finalną decyzję.

A w jaki sposób godzić proces inwestycyjny z rozwojem biznesu? Jak zarządzać uwagą, kiedy tak naprawdę, to są dwa bardzo ważne procesy w biznesie, które wymagają uwagi podobnych osób?

Na pewno foundraising zajmuje bardzo dużo czasu i na pewno odwraca uwagę od zajmowania się firmą. Więc trzeba sobie zdawać z tego sprawę i nie przesadzić z planowaniem ilości pracy bieżącej w firmie, ilości nowych tematów i jednoczesnego foundraisingu. Ja miałem to szczęście, że mojej prawej ręce w firmie, Oldze Zelent 15, oddałem wtedy dużo obowiązków, ona przejęła część z nich za mnie. Natomiast nadal był to proces wymagający dużo uwagi i wysiłku.

A wracając wehikułem czasu do początków Coders Lab, jak wyglądał zespół założycielski Coders Lab, i jak wygląda dzisiaj? Czy coś się zmieniało w międzyczasie, powiedz coś o tym.

Założyłem Coders Lab z moim bratem, ja jestem po SGH-u, on po Politechnice Warszawskiej. Ja zajmuję się częściami biznesowymi, marketingowymi, finansowymi, prawnymi, Jacek z kolei wytworzył nasze materiały edukacyjne, był pierwszym wykładowcą, tworzył nasz wewnętrzny software, więc zajmował się całą częścią związaną z IT. I nadal jesteśmy dwoma głównymi udziałowcami, założycielami firmy. Tak naprawdę do grona ścisłego, zaliczam jeszcze Olgę Zelent, która jest moją prawą ręką, naszym general menagerem, więc osobą, która odpowiada za rozwój Coders Labu, i za wszystkie tematy organizacyjne. Mamy świetną kadrę menadżerską, z którą lubimy pracować, rozwijamy się wspólnie, no i inwestorów. Natomiast kluczowym teamem jest nasza trójka.

A z perspektywy relacji z ludźmi, leadershipu, jaka jest największa lekcja jaką jako lider przyjąłeś przez ostatnie 6 lat prowadzenia biznesu?

Moje zaangażowanie, tematy, którymi zajmuję się w firmie zmieniają się co 3-6 miesięcy. Więc tak naprawdę cały czas musiałem się czegoś nowego uczyć. I początkowo uczyłem się…Czułem, że czegoś nie potrafię i wtedy zaczynałem się uczyć. Albo miałem odpowiednią książkę, przychodziłem na kursy, szkolenia, na coaching, o którym ci wspomniałem. Natomiast z czasem zacząłem umieć przewidywać, jakimi tematami będę się zajmował w najbliższych miesiącach i zacząłem się uczyć już wcześniej. Więc dla mnie osobiście dużym wyzwaniem była dyrektywność. O ile z delegowaniem obowiązków i oddawaniem kontroli, władzy, odpowiedzialności nie miałem problemu, to bycie dyrektywnym, co jest konieczne przy większej skali firmy, ilości zatrudnionych osób, to było to, temat, nad którym pracowałem.

A jaki impuls popchnął cię do tego, żeby zdecydować się poszukać coacha?

Wydaje mi się, że jak we wszystkich tematach edukacyjnych, których dotykam, jest to duże wymaganie, które stawia przede mną firma. Konieczność, odpowiedzialność, którą czuję przed kursantami, którzy powierzają mi pieniądze, przed pracownikami, którym mam w obowiązku wypłacić pensję w terminie, przed inwestorami. Chęć rozwoju, więc coraz większe wyzwania, ale też rosnący zespół. W tym momencie, to jest 80-kilka pełnoetatowych osób. Do kilkunastu osób radzimy sobie bardzo dobrze, ale nawet z moimi naturalnymi umiejętnościami, talentami, to mi ten zespół rósł, tych wyzwań było więcej.

Mogłeś wybrać wiele innych narzędzi, mogłeś w inny sposób pracować nad swoimi kompetencjami. Czy kojarzysz jaki był ten ostateczny bodziec, który w twojej głowie nakierował cię właśnie na coaching?

Wiedziałem, że muszę się i rozwijać menadżersko i pracować ze stresem, więc coach wydawał mi sie najbardziej odpowiednią osobą, bo to nie był jeden, konkretny wąski aspekt, gdzie poszedłbym na szkolenie, przeczytał książkę, tylko wiele tematów, które chciałem poruszać w danym momencie. Ale były to też decyzje, które podejmowałem, organizacyjne, praca z ludźmi w trakcie rozwijania zespołu, gdzie osoba bardziej doświadczona mogła mi doradzić, pomóc, i też praca na swoich przekonaniach. Więc ten coach, w moim przypadku akurat był dla mnie, wydaje się najwłaściwszą drogą.

Mówiłeś, ze jesteście największą firmą i że będziecie mieli 2 tysiące absolwentów w samym 2019 roku. Jakie jeszcze inne ekscytujące dane dotyczące wielkości imperium Coders Lab możesz tutaj przedstawić, aby zbudować jeszcze bardziej imponującą percepcję skali tego, co robicie.

Sumarycznie do końca 2018 roku absolwentów mieliśmy 3 tysiące osób. W samym 19 roku, to będzie skala 2 tysięcy osób, więc naprawdę potężna organizacja. SGH, który kończyłem, kończyło około tysiąca osób rocznie, mówię tylko o studiach dziennych. Więc właściwie jesteśmy skalą małej uczelni wyższej. W tym samym momencie uczy się u nas 250, 350-kilka osób, a ponieważ na przykład kursy weekendowe trwają przez 8 miesięcy, więc te grupy narastają. W Warszawie mamy kilkanaście grup weekendowych w tym samym momencie, są oczywiście różne języki programowania, różne kompetencje, ale to jest naprawdę duża skala w 6 miastach w Polsce i cały czas się rozwijamy. Mnie osobiście cieszą, bardziej niż takie liczby biznesowe, te małe rzeczy, które możemy oddać społeczeństwu. Powołaliśmy na przykład fundację Możesz i Ty 16, która pomaga wychowankom domów dziecka znaleźć pierwszą pracę w IT, stanąć samodzielnie na nogi. Wierzymy, że nasz biznes mocno zmienia życie ludzi, a wydaje się, że ta grupa osób zmiany potrzebuje najbardziej. Często wychodzą z domów opieki zastępczej, placówek zastępczych, ze słabszą edukacją, z brakiem środków finansowych, żeby stanąć na nogi i możemy im pomóc zacząć zarabiać, pokierować dobrze swoją karierą. Do fundacji Możesz i Ty zaprosiliśmy dużo podmiotów korporacyjnych. W tym momencie to jest Credit Suisse, USB Bank, Ernst&Young, grupa Pracuj.pl, …., Nest. To są partnerzy, którzy przeznaczają środki finansowe, żeby pokryć kursantom szkolenia – to są zarówno szkolenia miękkie, szkolenia z programowania, na których Coders Lab nie zarabia, tylko pokrywane są koszty takiego szkolenia – ale też kupić laptopy, opłacić wyżywienie i pobyt w miejscu kursu w trakcie jego trwania. I często ci partnerzy zatrudniają absolwentów na staż, pierwszą pracę, pomagają im robiąc warsztaty z umiejętności szukania pracy, co robi na przykład Pracuj.pl.

To jest fantastyczne, że macie realny wpływ na życie ludzi i pomagacie tym osobom, które mają wyzwania wejść na kolejny poziom. Bo umówmy się, że jeżeli ktoś ma już te 10 tysięcy, żeby zapłacić za kurs, to już źle mu się nie powodzi. I tak jest to pewna bariera wejścia, żeby skorzystać z waszej wiedzy, natomiast otwierając się na te osoby, które nie są w stanie zapłacić za własne szkolenie i mając możliwość udostępnienia tego osobom, które nie mają tego dostępu, naprawdę czynicie pewną zmianę w rzeczywistości.

Przez ostatnie 2 lata udało nam się pomóc 12 takim osobom, 12 młodym dorosłym. Na ten rok zaplanowaliśmy bardzo ambitnie, że pomożemy 40 osobom. Prawie dwa razy tyle zaprosimy na warsztaty miękkie z psychologami, na których będziemy ich uczyć umiejętności miękkich, z nich wybierzemy grupę około 40 osób najlepiej rokujących i oni w trzech grupach w ciągu roku będą chodzić na kursy IT w naszej szkole. Cały czas poszukujemy partnerów, którzy mogą nas wspomóc, wolontariuszy, którzy pomagają w organizacji takich szkoleń albo mentorów, które pomagają osobom lub firmom, które chcą przekazać sprzęt. Więc to jest duże wyzwanie, te 40 osób, którym chcemy w tym roku pomóc.

Taka jedna liczba w mojej głowie teraz się pojawiła, to mnie trochę zaintrygowało. Bo mówisz, że równocześnie około 250 osób w ciągu miesiąca uczestniczy w kursach, a równocześnie zatrudniacie 84 osoby, czyli tak naprawdę jedna osoba na tylko trzech kursantów.

Nie dzieliłbym tego tak równo, ponieważ są osoby zatrudnione we wszystkich możliwych działach i taki sam zespół jest w miesiącach takich jak grudzień, kiedy mamy kursów mniej, i w miesiącach większych, więc oczywiście skala i absolwentów, kursantów i pracowników rośnie. I rośnie dość liniowo, ponieważ jest to biznes stacjonarny, tutaj nie ma wzrostu jak w start-up’ach, hockey stick 17. Natomiast grupy na które przypada jeden wykładowca są kilkunastoosobowe, i rzeczywiście jedna osoba organizacyjna, jedna osoba z marketingu, więc powiedzmy każdą grupą się ktoś opiekuje.

Tak zastanawiam się z perspektywy ekonomicznej, w jaki sposób to się spina przy takim przełożeniu. Ale to może właśnie dzięki temu jesteście w stanie naprawdę zadbać o dobrą jakość edukacji. Wspominałeś też o nauczaniu hybrydowym i miałem poczucie, jakbyś nie do końca wierzył, że to jest dobre, to znaczy powiedziałeś, że lepiej, jeżeli ktoś ma kontakt osobisty, że to zawsze jest wyższa forma, jakość tej nauki, interakcji. W jaki sposób ułożyć to nauczanie hybrydowe, żeby ono naprawdę było skuteczne?

Mówiłem, że nauka full online jest mniej efektywna niż nauka stacjonarna, choć oczywiście ma przewagi, jak dowolność czasu, miejsca, więc niektórzy będą ją wybierać i to jest zawsze decyzja indywidualna każdej osoby. Uważam, że w każdej działce edukacyjnej, nauka na podstawowym poziomie najefektywniej odbywa się w kontakcie z drugim człowiekiem. Jeśli uczymy się podstaw angielskiego, to wykładowca, który nas poprawia, zmienia wymowę, pokazuje co robimy źle, jest bardzo potrzebny. Natomiast wchodząc na wyższy poziom, rzeczywiście możemy się już uczyć sami z książek, kursów online, słuchając filmów po angielsku. Jeżeli uczymy się podstaw języka programowania, to pewne koncepty, są dla nas zupełnie nowe, zupełnie niezrozumiałe, niewystępujące we wszystkim, czego się do tej pory uczyliśmy, więc ten drugi człowiek, który z nami pracuje, tu się w pełni sprawdza, i to jest bardzo efektywne. Tutaj nauka hybrydowa się świetnie wpisuje, ponieważ mamy kursy w pełni stacjonarne, i nauka hybrydowa, to jest dołożenie do nich jak najwięcej interakcji z komputerem, który może sam sprawdzać proste zadania i dopiero kiedy zrobimy je źle, to przejdziemy do człowieka, który nam wyjaśni, co jak zrobić inaczej. Więcej materiałów dostępnych online, które pozwalają nam uczyć się niezależnie od miejsca, czasu, w trybie dla nas wygodnym. Przy czym o nauce online, uważam, że na poziomie eksperckim jest to świetna forma nauki, i wtedy można się uczyć poprzez platformy, które są dostępne za granicą przez największe uczelnie techniczne, biznesowe na świecie, uczyć się po prostu od najlepszych profesorów na świecie.

Marcin, kiedy w twoim życiu po raz pierwszy pojawił się pomysł na to, żeby zostać przedsiębiorcą, bo wspomniałeś, że jak już pracowałeś w dużej organizacji, to myślałeś o tym, żeby założyć swoją firmę, kiedy po raz pierwszy o tym pomyślałeś?

Myślę, że już w trakcie studiów czułem, że będę przedsiębiorcą, że to jest moja droga, pochodzę z rodziny, w której część osób też jest przedsiębiorcami, więc taki etos wyniosłem z domu. I możliwe, że pojawiało się to już w mojej głowie wcześniej, natomiast na studiach wiedziałem, że to będzie moja docelowa droga.

A kto wedle twoich obserwacji tym przedsiębiorcą nie powinien zostać?

Przedsiębiorcami zwykle są osoby…, powinny być o większej skłonności do ryzyka, większej odporności na stres, które lepiej radzą sobie ze zmiennymi otoczeniami, w kontraście do osób, które bardziej sobie cenią spokój, stabilizację, brak zmienności, ułożone procesy, które dostaną od kogoś i będą je wypełniać. Są osoby, które lepiej się sprawdzają pracując u kogoś, w korporacji. Ja uważam, że w tym momencie mamy zbyt duży pęd na start-up’y, przedsiębiorczość, a nie jest to droga tak naprawdę dla każdego. Jest to droga naprawdę bardzo trudna, gdzie wiele osób dużo traci, nie udaje im się i nie za pierwszym, drugim, trzecim razem, tylko po prostu nigdy. I właściwie możemy dużo stracić, a tylko mamy małą szansę, że naprawdę dużo na tym zyskamy. Więc raczej trzeba chcieć być przedsiębiorcą z powodu wyzwań, które za tym stoją, sposobu życia, pracy, jakiegoś takiego impactu, który mamy, nie że zaś robić to, bo jest modne lub licząc na wielkie zyski.

Czyli mówisz, że bardziej chodzi o pewnego rodzaju typ stylu życia, stylu pracy, sposobu działania…

Osobowości też.

Też tego kim dana osoba chce…, jak chce żeby wyglądał każdy jej dzień, a nie że to jest pewnego rodzaju pożądanie majątku na przykład, który jest dobrym napędem do tego, żeby być przedsiębiorcą i żeby pozostawiać swój miejsce na etacie.

Tak, ja szczerze wierzę, że lepszymi przedsiębiorcami są osoby, które chcą coś zrobić, zmienić, stworzyć jakąś konkretną usługę, produkt, niż osoby, które są skupione tylko i wyłącznie na pieniądzach.

Pomyślałeś, że zostaniesz przedsiębiorcą, stworzyłeś firmę i intensywnie ją rozwijasz. Ale czy jest coś poza pracą, na co znajdujesz czas?

Oczywiście, sport. Tu też lubię efektywność, więc bardzo lubię crossfit, jazdę na rowerze, którym się poruszam tak naprawdę, tylko i wyłącznie po mieście, nie posiadając żadnego samochodu. Ostatnio zacząłem biegać, bo był to sport, którego nigdy nie próbowałem, i znowu ta krzywa uczenia się na początku jest bardzo fajna, stroma i widzę jak się ciało zmienia, więc na pewno sport. Relacje z bliskimi ludźmi, z przyjaciółmi, które są po prostu super ważne w życiu, dużo czytam, natomiast to są gównie audiobooki, właśnie w czasie treningu, czy to na siłowni, czy biegając, rozciągając się, czy robiąc jakieś prace domowe. Staram się podróżować, niestety nie mogę powiedzieć, że dużo.

A jakie miejsce najciekawsze czy takie najbardziej zaskakujące odwiedziłeś, które sprawiło ci dużo przyjemności?

Singapur, który bardzo mi się podobał, bo jest taki bardzo metropolijny, natomiast z piękną pogodą, bardzo podobną przez cały rok, ciepło, pyszne jedzenie przez cały rok, bardzo fajne food courty 18, gdzie można popróbować każdej azjatyckiej kuchni, którą lubię. Tel Awiw bardzo lubię, i w ogóle bardzo lubię Izraelczyków jako typ ludzi. Takie chyba dwa moje najciekawsze miejsca na ziemi.

A audiobooki, które najwięcej dały ci inspiracji, i czujesz, że wpłynęły na sposób w jaki myślisz, albo sposób w jaki pracujesz?

– „Hard things about hard things” Horowitza 19 i jako drugi wymieniłbym… A, myślę, że ten jeden jako taki najważniejszy.

Fajna książka, też ją bardzo lubię i chętnie polecam, myślę, że dla kogoś, kto chce zostać przedsiębiorcą, to jest taki must read. Obok tego dla mnie to jeszcze Phila Knighta „Shoe Dog” 20, czyli historia Nike.

Tak, czytałem ostatnio.

Myślę, że podobny klimat, to znaczy też pokazuje.

„Shoe Dog” był bardziej historią i ciekawą do posłuchania, a w „Hard things about hard things” jest dużo więcej porad biznesowych co robić, więc ja to jedno traktuję jako bardziej biografię, autobiografię, drugą jako książkę biznesową z wieloma poradami. Mimo że rzeczywiście, elementy autobiograficzne też są.

Jakie patenty związane z zarządzaniem czasem i organizacją mógłbyś zarekomendować, bo skoro mówisz, że dużo się doskonalisz, organizacja czasu jest dla ciebie na tyle istotna, że nawet biznes zbudowałeś zastanawiając się, jak można by było coś szybciej i lepiej przekazać ludziom. To jakie masz patenty na poziomie osobiste produktywności, które świetnie dla ciebie działają i uważasz, że generują 90% twojego rezultatu i efektywności?

Na pewno pracowanie w całości nad dokumentach online’owych, tak żebym mógł w każdym momencie zamknąć laptopa w pracy i dokończyć coś wieczorem z domu korzystając z innego komputera, nie bojąc się, że nie zapisałem pliku na wspólnym dysku, że gdzieś mi zginął, zrobić coś na telefonie, sprawdzić, dostać się do dokumentów. Na pewno listy zadań, i patrzenie na nie, priorytetowanie, bardzo mocna praca w kalendarzu, więc układanie sobie czasu w ciągu dnia, planowanie go na tydzień do przodu. I też jakieś sloty czasowe, które chcę na coś poświęcić. Nie jestem fanem prezentacji Power Pointowych i pieszczenia ich, żeby były coraz ładniejsze, wolę tekst pisany na kartce A4, oczywiście na komputerze, który każdy przeczyta, wyciągnie swoje wnioski, notatkę ze spotkania rozesłaną czy w mailu, czy w jakimś pliku na wspólnym dysku. Chyba takie najważniejsze.

A na co rezerwujesz, jak powiedziałeś, sloty w kalendarzu? Poza pracą masz też poplanowany czas wolny?

Mam na pewno pozapisywane co kiedy robię, żeby nie musieć tego pamiętać, mieć wolną głowę, mam to pozapisywane, żeby móc łatwo zajrzeć co się działo miesiąc temu, jeżeli muszę sprawdzić kiedy gdzieś byłem, coś konkretnego robiłem, ile przebiegłem kilometrów, zmierzyć sobie wyniki na siłowni. Więc takie rzeczy sobie wpisuję do kalendarza, żebym miał do tego łatwy dostęp. Staram się aż tak bardzo nie planować czasu wolnego i czasem po prostu robić to, na co mam ochotę. Natomiast wiele rzeczy, które da się zapisać, bo potrzebne jest ich mierzenie, to zapisuję.

A jaki masz algorytm podejmowania decyzji o tym czy z kimś się spotkać, czy nie?

Rzucam monetą.

Tak?

Nie, żartuję. Oczywiście staram się po pierwsze spotykać się z osobami, które reprezentują sobą coś, czego mogę się nauczyć, dowiedzieć, zrobić wspólny biznes. I mając dużo propozycji, wybrać te najbardziej wartościowe, najciekawsze dla mnie. Staram się nie powielać spotkań, więc niektórymi tematami zajmuję się ja, niektórymi moja prawa ręka Olga, niektórymi mój brat. I staramy się raczej nie chodzić na spotkania we dwójkę, nawet rzadko we dwójkę, żeby powiedzmy nie powielać tego naszego czasu zajętego jednym tematem. Nie robię micromanagementu, więc dużo tematów deleguję i potrzebuję tylko notatki z nich w wyniku spotkania, nie zaś samemu na nie chodzę. I staram się, żeby wszystkie spotkania miały jakiś konkretny cel.

A jest jakiś patent na to, jak ładnie komuś odmówić spotkania, żeby to było skuteczne?

Ja zawsze staram się być bardzo szczery w stosunku do ludzi, natomiast bardzo też miły, empatyczny w stosunku do nich. Więc szczerze mówię, że na przykład niektórymi tematami się w firmie nie zajmuję i po prostu ta osoba zna je lepiej, do kogoś przesyłam, forwarduję maila, przekazuję kontakt. Zatrudniam miłe osoby, dla których ważne jest nie tylko efektywność naszego zespołu, ale też wrażenie, które zostawiamy po sobie, więc raczej nie mam z tym problemu.

A jak dużą, według ciebie, rolę w biznesie zajmuje czy odgrywa bycie empatycznym? I w ogóle jak widzisz kwestie relację z ludźmi? Jaka jest ich waga w skuteczności w biznesie?

Niestety, wydaje mi się, że cały czas dużo skutecznych osób jest mało empatycznych, skupia się bardziej na celach i dąży do swoich osobistych celów, nawet kosztem innych osób. Ja zaś staram się, żeby biznes był podejściem holistycznym. Więc na przykład, w naszej misji biznesowej mamy i skupienie się w punkcie, jaką szkołą chcemy być w przyszłości, jacy chcemy być dla naszych klientów, ale też jacy chcemy być dla naszych pracowników. I dla nas na przykład ważny jest bardzo nie tylko wzrost samego biznesu, ale też żebyśmy byli fajnym miejscem pracy, gdzie chcemy pracować, chcemy przebywać, chcemy się lubić. I żeby ten czas, dużo czasu, który spędzamy w pracy był też przyjemnością dla osób, które tę firmę tworzą, a nie tylko miejscem, gdzie zarabiają pieniądze, a właściwie żyją po pracy.

A jakie jest największe wyzwanie, z którym w tej chwili mierzysz się, biznesowe?

Utrzymanie szybkości działania firmy, pomimo wzrostu liczby osób zatrudnionych, wzrostu skali działalności, większej ilości produktów, więc skomplikowania naszego biznesu. Natomiast chciałbym, żeby to nadal była firma o płaskiej strukturze, szybkich decyzjach i decyzjach, których ludzie się nie boją podejmować i biorą na siebie ryzyko. Nie zaś tworzą dokumenty, które są taką papierologią dla papierologii.

I masz już jakiś patent na to? Na bazie swoich dotychczasowych doświadczeń: i jak nie zacząć hamować i jak nie generować nadmiernej administracji wewnątrz organizacji?

Ja uważam, że biznes co jakiś czas trzeba po prostu poukładać na nowo, więc przypomnieć o najważniejszych zasadach, patrzeć na bieżąco kto w firmie jak podchodzi do tematu. Czy robi rzeczywiście rzeczy mądre i ważne, czy rzeczy, które gdzieś tam pozorują bezpieczeństwo, albo są zbyt korporacyjne. Nie mam na to jednego, wielkiego patentu, oprócz przyglądania się tym co w danym momencie działa, nie działa. I po prostu pracowania nad pojedynczymi przypadkami.

A jaka jest jedna prawda o biznesie, lub mit, możesz wybrać, który jest naprawdę istotny z perspektywy tworzenia biznesu? Jedna rzecz, która jest prawdą w biznesie, lub szeroko rozpowszechnianym mitem.

Ja osobiście jestem przeciwnikiem takiej obiegowej opinii o tym – jak już mówiłem – że każdy powinien być przedsiębiorcą oraz że start-up’y warto zakładać. Uważam, że warto i należy zakładać biznesy, firmy, które coś robią, technologia oczywiście jest fajną działką, ale nie jest jedyną. Uważam, że bardzo dużym mitem jest propagowanie, zakładanie firm, będąc na studiach, jak człowiek jeszcze ma niewielkie doświadczenie życiowe, wiedzę, bo to brak tego życiowego doświadczenia pracy u kogoś, etyki pracy, powoduje, że te start-up’y, firmy bardzo młode, założone przez młode zespoły są w jakiś sposób kulturowo wypaczone. I z jednej strony potrafią pójść inną ścieżką, co jest wartościowe, ale z drugiej strony potrafią też mieć bardzo dużo złych nawyków organizacyjnych w środku. Więc ja osobiście jestem zdania, że przedsiębiorcami powinny być osoby, które naprawdę mają do tego charakter, potrzebę. Warto popracować u kogoś, nauczyć sie jakiejś etyki pracy, umiejętności i dopiero po paru latach doświadczenia myśleć o własnym biznesie.

A jest jakiś sposób na to, kiedy już się ma ten grzech pierworodny – założyło się firmę bez percepcji, bez świadomości jak firmy działają w ogóle, i ma się tę swoją dziwną, wewnętrzną nietypową kulturę – to jest jakaś droga, uważasz, żeby, że tak powiem, naprostować się? Czy gdzieś tę kulturę naprawić?

Oprócz tego, że edukacja samego siebie, książki, materiały na YouTube, wykłady, szkolenia. Teraz jest bardzo dużo dobrych książek biznesowych, które na początku bym polecał.

Jakie?

Dla początkujących biznesów, jeżeli to są technologiczne, to na przykład „Zero to one” Petera Thiela 21. Jeżeli to są zarządzanie albo marketing, to w każdej działce tak naprawdę…, tu musiałbym się chwilę zastanowić i wymienić jedną, ale to znowu trzeba powiedzieć, czego nie wiemy lub z czym mamy problem i poszukać po tym.

Jestem ciekaw, jaką byś polecił książkę na temat zarządzania. Bo akurat ktoś ostatnio mnie o to pytał, ja nie czytuję bardzo dużo na temat zarządzania samego w sobie. Myślę, że jakoś dużo doświadczeń zdobyłem i nie miałem takiej potrzeby. I nie było mi tak łatwo rzucić jednej, najlepszej książki o zarządzaniu dla kogoś, kto zbudował firmę, która bardzo dobrze idzie, ale na właśnie takiej kulturze, powiedziałbym, własnej, niepopartej wiedzą, to masz jakąś książkę?

Na przykład „Rework”.

„Rework” Jasona Frieda 22.

Tak, jako książka, która pokazuje jak pracować efektywnie, mądrze, w bardzo ciekawej firmie, która dużo zmieniła na swoim rynku.

Super, zarówno „Zero to one” jak i „Rework” – też bardzo lubię te książki. Dzięki wielkie. Powiedz na koniec, trochę nakreśliłeś wizję Coders Labu przyszłości, czego tobie powinni widzowie, słuchacze i ja, życzyć, abyś poczuł, że naprawdę rozwijasz jeszcze skrzydła na 500% w najbliższych latach.

Na pewno wielu zadowolonych absolwentów, bo to oni stanowią o naszym sukcesie, jeśli znajdują pracę, są zadowoleni w zawodzie. Teraz większość z nich, 90% ludzi ma 23-32 lata, więc to są ludzie albo tuż po skończonych studiach, albo tacy, którzy mają kilka lat doświadczenia zawodowego. Natomiast ja bardzo sobie życzę, żeby przychodziło do nas coraz więcej osób, które kończą właśnie licencjat i wybierają nas, a nie studia magisterskie, jako szybsze dojście do ścieżki zawodowej, bardziej efektywne. Więc żebyśmy w grupie osób na studiach licencjackich też byli częstszym wyborem. W Stanach w ogóle do szkół programowania ludzie idą zamiast studiów licencjackich, więc na jeszcze wcześniejszym poziomie edukacji. Żeby udało się wejść do kolejnych branż i zrobić coś poza IT. I żebyśmy za 10 lat też istnieli i byli lubiani.

I tego, Marcin, życzę ci z wielką radością, bardzo ci dziękuję za tę rozmowę i powodzenia.

Dzięki wielkie i również bardzo miło się rozmawiało.

Odnośniki zewnętrzne – Marcin Tchórzewski:

  1. https://pl.linkedin.com/in/marcintchorzewski
  2. https://coderslab.pl/pl/
  3. https://coderslab.pl/pl/kursy
  4. https://pl.wikipedia.org/wiki/Technika_informatyczna
  5. https://pl.wikipedia.org/wiki/GitHub
  6. https://www.youtube.com/watch?v=dbw_Y6f9Iho
  7. https://mfiles.pl/pl/index.php/B2B
  8. Track record (ang.) – osiągnięcia https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/track-record
  9. https://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_Pracuj
  10. https://coderslab.pl/pl/nasz-zespol
  11. https://pl.linkedin.com/in/jacektchorzewski/en
  12. https://pl.wikipedia.org/wiki/Produkty_szybkozbywalne
  13. https://www.fabrykasily.pl/odchudzanie/intermittentfasting-sprawdz-na-czym-polega
  14. Job board (ang.) – portal pracy, portal rekrutacyjny https://www.linguee.pl/angielski-polski/t%C5%82umaczenie/job+board.html
  15. https://pressroom.coderslab.pl/31879-samowykluczenie-kobiet-w-it
  16. https://mozeszity.pl/
  17. https://www.skarbiec.pl/slownik-inwestycyjny/kij-hokejowy
  18. Food court (ang.) – stoisko gastronomiczne https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/food-court
  19. The Hard Thing About Hard Things: Building a Business When There Are No Easy Answers; Autor: Ben Horowitz; Wydawnictwo: Harper Business 2014 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4339656/the-hard-thing-about-hard-things-building-a-business-when-there-are-no-easy-answers
  20. Sztuka zwycięstwa. Wspomnienia twórcy NIKE; Tytuł oryginalny: Shoe Dog; Autor: Phil Knight; Tłumacz: Maciej Szymański; Wydawca: Rebis 2017 https://ksiegarnia.pwn.pl/Sztuka-zwyciestwa,624113720,p.html
  21. Zero to one; Autorzy: Peter Thiel, Blake Masters; Wydawnictwo: MT Biznes 2015 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/284845/zero-to-one
  22. Rework; Autorzy: Jason Fried, D. H. Hansson; Tłumaczenie: Anna Kanclerz; Wydawnictwo: Onepress 2014 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/195804/rework
Może Cię zainteresować

Jakub Tomasiczek – JBTS: 100 mln obrotu i oficjalna dystrybucja Xiaomi w Polsce

Czytaj

Delegujesz czy tylko się oszukujesz?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×