Zostawił dobrze płatną pracę w banku, żeby zająć się gotowaniem i budowaniem własnego biznesu. Po latach sukcesów zatrzymał się w miejscu, w którym wielu ambitnych ludzi zadaje sobie trudne pytanie: po co to wszystko? Dziś chce wykorzystać swoje doświadczenie, by pomóc milionowi osób zmagających się z depresją.
Michał „Misza” Piosik – przedsiębiorca, który porzucił stabilną karierę w bankowości, by uczyć świat lepienia pierogów, a dziś buduje startup tro.sk, rzucając wyzwanie epidemii depresji w Polsce. To człowiek, który na własnej skórze poczuł, że „złota klatka” sukcesu bywa najbardziej niebezpiecznym miejscem dla lidera.
Rozmawiamy o tym, co dzieje się, gdy osiągasz wszystkie cele, a mimo to tracisz sens, oraz dlaczego pogoń za wzrostem bez głębszej misji prowadzi do ściany. Michał szczerze opowiada o „lejku depresyjnym”, budowaniu biznesu opartego na procesie, a nie tylko efektach, oraz o tym, jak przedsiębiorcza sprawczość pozwala stać się panem własnego losu. Wchodzimy też w kulisy jego nietypowych projektów – od masowych imprez dla 30-latków po model biznesowy, w którym technologia służy ratowaniu zdrowia psychicznego milionów Polaków.
🎙️ Posłuchaj #355 odcinka Greg Albrecht Podcast: Goniłem za pieniędzmi i zapomniałem o sensie | Michał Piosik

Partnerzy Greg Albrecht Podcast:
Formeds – Odbierz 20% rabatu na suplementy formeds z kodem GREG20. Popraw swoją wydajność, formę i samopoczucie z pomocą wysokiej klasy polskich produktów ze 100% czystym składem, optymalnymi dawkami składników aktywnych i jakości potwierdzonej przez niezależne laboratoria.
Wspierając naszych partnerów, wspierasz rozwój podcastu!
Transkrypcja:
(Transkrypcja jest generowana automatycznie, może zawierać drobne błędy)
Michał Piosik: Goniłem za pieniędzmi, goniłem za wzrostem, goniłem za odhaczaniem kolejnych pudełek tego, co społeczeństwo oczekuje. A zapomniałem o tym sensie, o czymś większym niż ja sam. I tak usiadłem na tej plaży w Tajlandii i mówię: kurde, już nic mnie nie czeka. To był bardzo głęboki epizod depresyjny, bo ja zarabiałem w banku dobre pieniądze i odszedłem uczyć ludzi gotować pierogi. Wszyscy się ze mnie śmiali. Polska tonie w epidemii depresji, więc my trochę po startupowemu chcemy podejść do problemu. Zróbmy taki biggest swing of our lives i spróbujmy pomóc milionowi osób.
Greg Albrecht: Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners. Mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu i executive coaching. Dziś w Greg Albrecht Podcast Michał Misza Piosik, który jest przedsiębiorcą, inwestorem, ale człowiekiem, który postawił sobie za cel pomóc milionowi Polaków w kryzysie zdrowia psychicznego wyjść na prostą. Cześć Misza.
Michał Piosik: Cześć, dziękuję za zaproszenie.
Greg Albrecht: Czy nie nakłamałem, mówiąc o twoim celu, bo wydaje się, że to jest cel bardzo duży. Opowiedz coś o nim więcej.
Michał Piosik: To jest cel, by powiedzieć mało, to przeambitny, aby powiedzieć to, co nam mówią wszyscy psychologowie i psychiatrzy, z którymi rozmawiamy, szalone. To znaczy, Polska tonie w epidemii depresji i w kryzysie zdrowia psychicznego i mnóstwo osób tym się zajmuje i wykonuje tytaniczną pracę do tego, żeby Polacy zdrowieli, ale to nie wystarcza. Więc my trochę po start-upowemu chcemy podejść do problemu.
Greg Albrecht: Dlaczego jako przedsiębiorca masz kilkanaście lat doświadczenia w prowadzeniu biznesu związanego z eventami kulinarnymi? Masz w doświadczeniu sześć lat prowadzenia funduszu inwestującego w foodtech i wiele innych projektów, o których pewnie też porozmawiamy. Dlaczego jesteś właściwą osobą, żeby złapać się za tak wielki temat?
Michał Piosik: To, co teraz robię, jest kulminacją wszystkich moich biznesowych i osobistych działań w życiu. Kumuluje się tu zarówno moje doświadczenie, jak i to, co mnie napędza w tym projekcie. Dlaczego więc jestem właściwą osobą? Nie uważam, że są osoby właściwe lub niewłaściwe do robienia czegoś. Uważam, że jeśli chcę się na to porwać i dowiozę, tak jak do tej pory dowoziłem większość rzeczy, za które się brałem w życiu, to będzie super. A mogę się wywalić i to też będzie w porządku. Bo na koniec dnia, jeśli wesprzemy chociaż jedną osobę, uratujemy chociaż jedno życie, to będzie wystarczająco dużo.
Greg Albrecht: To powiedz, jakimi narzędziami zamierzasz pomóc ludziom i już pomagasz ludziom, abyśmy mogli wszyscy wspólnie jakoś się w to zaangażować?
Michał Piosik: To zacznę od tego, co już robię. No bo, tak jak wspomniałeś, moje doświadczenie biznesowe i życiowe jest spore. Pewnie nie największe, jak wśród osób, które występowały u Ciebie w podcaście, to pewnie jestem nadal malutki. Ale wydaje mi się, że te moje doświadczenia i biznesowe, i ze zdrowiem psychicznym, i przede wszystkim moja skłonność do mówienia tego bardzo otwarcie sprawiają, że pomagam wielu ludziom. To znaczy, na chwilę obecną występuję na scenach konferencji, jeżdżę po korporacjach i opowiadam o tym, dlaczego zajęcie się zdrowiem psychicznym jest tak szalenie istotne. I trochę mówię o tym dlatego, bo byłem tam sam. Miałem przez pewien okres depresję. I to było bardzo ciężkie doświadczenie, ale jak trochę gadaliśmy o tym przed podcastem, te traumy nas potrafią budować. To znaczy, ta depresja przebyta daje nam narzędzia i wrażliwość do tego, żeby robić kolejne duże rzeczy.
I to jest jedna z tych rzeczy. Czyli ja, będąc tam, nauczyłem się, jak bardzo jest to ciężkie i wypracowałem sobie też set narzędzi do tego, żeby siebie wesprzeć. I bardzo chętnie w tym dzielę, bo wiem, jak to jest istotne. No i jeżdżę po tych konferencjach, opowiadam o tym ludziom. I na początku to był taki projekt, w którym myślę sobie: „Podzielę się, może to komuś pomoże”. I to rozpędziło się do tego, że występuję bardzo regularnie na tych konferencjach i dostaję masę wiadomości o tym, że bardzo to komuś pomogło. Sprowokowało tego, żeby pójść do psychologa, psychiatry. Dostaję takie nawet wiadomości o tym, że komuś uratowałem życie. I to jest takie, wiesz, ja mam ciarki, jak patrzę na to, mam kurde gęsią skórkę.
No bo to jest, kurcze, bardzo wzruszające i takie bardzo napędzające. I jakiś czas temu też wymyśliłem sobie, że nie będę brał pieniędzy za te wystąpienia, tylko będę prosił o datki na rzecz fundacji, które zajmują się zdrowiem psychicznym dzieci. I zebrałem, wiesz, mało czy dużo, ale tam kilkadziesiąt tysięcy złotych. I pomyślałem sobie: „Kurde, zróbmy to po startupowemu, wejdźmy na bardzo wysoki poziom, przynajmniej zaplanujmy ten, zróbmy taki biggest swing of our lives i kurde, spróbujmy pomóc milionowi osób”.
Greg Albrecht: No i jak dzisiaj, jeżeli ktoś już teraz czuje, że chciałby to wesprzeć, to jak może wesprzeć to? Czy coś zanotujemy w notatkach do tego odcinka, gdzie powinien się zwrócić, zanim pogłębimy temat jeszcze dalej? I to myślę, że jest dobry moment, żeby powiedzieć, jak ja mogę teraz pomóc.
Michał Piosik: Jesteśmy na bardzo wczesnym etapie. Planujemy, oczywiście kontynuujemy te wystąpienia, które zbierają pieniądze. I głównym, głównym chyba, główną rzeczą, którą chcemy zrobić, to chcemy zbudować dużą firmę, która teoretycznie praktycznie jest spółką z o.o., ale w praktyce oddaje cały zysk na fundację zajmującą się zdrowiem psychicznym dzieci. I dlaczego tak to robimy, to pewnie za chwilę opowiem, ale odpowiadając na twoje pytanie, jak można już dzisiaj wesprzeć troskę, wejść na naszą stronę tro.sk, zapisać się do newslettera i będziemy wam mówić o tym, co na bieżąco się dzieje.
To znaczy na chwilę oboczną planujemy kampanię świadomościową inną niż każda do tej pory, bo skupimy się na tym, znowu, jak budować na tym naszym depresyjnym doświadczeniu. Więc jeśli jesteś znaną osobą, która ma rzesze słuchaczy, niezależnie w jakim medium, skontaktuj się z nami, a my porozmawiamy z tobą o tym, w jaki sposób razem wszyscy możemy zrobić z tego tubę, której do tej pory nie było w tym kraju. Druga rzecz to jest taka, że zachęcamy przedsiębiorców do tego, żeby przy pomocy swojej pracy, doświadczenia i umiejętności angażowali się z nami w ten projekt.
To znaczy ja uważam, że to, co się dzieje na przestrzeni zdrowia psychicznego i w ogóle dobroczynności w Polsce jest super i tego jest coraz więcej i są wspaniałe inicjatywy, ale pieniądze to jest jedno. I zdaję sobie sprawę z tego, że możesz nie dać mi czy fundacji tyle pieniędzy, ile dałbyś w pracy. Przykładowo, jeśli budujesz produkty IT, to kilka godzin twojej pracy jest warte czasami kilkadziesiąt tysięcy złotych, nie? Czy tam kilkanaście. I jak mi dasz tą pracę, to dla ciebie to jest czas, z którym pewnie zajarasz się, robisz to, co cię jara na bieżąco i zrobisz fajny produkt ze mną, IT, i dasz mi kilkadziesiąt tysięcy złotych, a tych pieniędzy raczej byś nie dał na charity tak lekko. Więc chcemy ludzi zachęcić do tego, żeby pomagali nam swoją pracą. I jak już jesteśmy przy produktach IT, to planujemy zrobić produkty IT, które w inny niż do tej pory sposób pomagają zarządzać, czy wspierać ludzi w wychodzeniu z depresji, albo prewencji depresji.
Bo nie wiem, czy wiesz, ale w Polsce jest tak, że ludzie drastycznie zbyt późno zajmują się problemem depresji. I u mnie było tak samo. Ja byłem dopiero przy tej samej depresji, przy tym jak siedziałem w chacie i myślałem o tym kilkadziesiąt razy dziennie, żeby się… Dopiero wtedy poszedłem po leki, nie? A ja jestem wykształconym, majętnym człowiekiem z dużego miasta, który ma ogromną świadomość i wtedy też miał tego, bo byłem już w terapiach wcześniej, nie? A zdaję sobie sprawę z tego, że jestem w takiej banieczce, a ludzie w całym kraju, niezależnie od statusu materialnego, jakby ta świadomość jest nikła. Więc wyobraź sobie, jak wielu osób możemy pomóc, zajmując się tymi etapami wcześniej.
Greg Albrecht: Mam do ciebie prośbę. Jeżeli podobają ci się rozmowy w tym kanale, to koniecznie zasubskrybuj ten podcast, bo pozwoli nam to lepiej rozwijać kanał i zapraszać więcej ciekawych gości. Powiedz, jak poznać właśnie odpowiednio wcześniej? Mówisz, ty zorientowałeś się zbyt późno. Sytuacja, o której mówisz, wydaje się być oczywistym symptomem tego, że coś jest nie tak. Natomiast rozumiem, że są jakieś symptomy, które można wcześniej rozpoznać i co to jest?
Michał Piosik: Pierwsza, najważniejsza rzecz, do której ja zachęcam każdego, kto nas słucha, każdego Polaka, to jest to, żeby regularnie badać swoje zdrowie psychiczne. Ja wiem, że ty jesteś wkręcony w longevity i jakby masz to gdzieś tam bardzo wysoko. I większość, może nie większość, ale sporo osób chodzi na profilaktykę do lekarza, ale chodzi na profilaktykę zdrowia fizycznego, a nie praktykuje się w Polsce profilaktyki zdrowia psychicznego. Więc jeżeli jesteś w stanie pójść raz w roku do psychiatry i przebadać się, to jest super. Jeśli jesteś w stanie porozmawiać o tym ze swoim lekarzem rodzinnym nawet, no bo nie każdego stać na psychiatrę, bajka. Jakby powiedzieć lekarzowi: „Słuchaj, nie chce mi się ostatnio wstać z łóżka. Poradź mi coś. Powiedz mi, do jakiego specjalisty mogę się zwrócić, żeby z tym zarządzić?”.
I właśnie to jest ten… Myśmy w ogóle w trosce sobie zaprojektowali coś, co wstępnie nazywamy lejkiem depresyjnym. Jak masz lejek marketingowy, no tu u góry jest ta warstwa właśnie, w której nie chce ci się wstać z łóżka. Jesteś, masz dwa tygodnie obniżony nastrój, bo tak się gdzieś tam… Znowu, tych źródeł depresji i tych symptomów depresji jest cała chmura, jakby macierz. Ale załóżmy, że masz przez dwa tygodnie obniżony nastrój. To już jest symptom tego, że może coś być nie tak. To jest ten moment, w którym powinieneś pójść do lekarza, nie? Czyli u góry lejka depresyjnego masz to, na dole masz to.
Greg Albrecht: Temat jest, powiedziałbym, delikatny, mówiąc oględnie. Mam na myśli to, że z jednej strony jest bardzo dużo osób, które mają różne wyzwania związane ze swoim samopoczuciem, z psychiką i szukają być może rozwiązań. To jest taka przestrzeń, w której ludzie też mogą być bardzo podatni na rozmaite złote rozwiązania, manipulacje i tego typu rzeczy.
Więc chciałbym rozumieć, jak wy podchodzicie do aspektu takiej wiarygodności tego, co robicie. Bo ty nie jesteś lekarzem i jakby na pewno twoje doświadczenie jest w stu procentach prawdziwe i dobrze jest mówić o swoim własnym doświadczeniu. Niemniej jednak to nie jest jakaś prawda obiektywna. I na pewno każdy, kto będzie szukał dziury w całym, to będzie na to bardzo zwracał uwagę, jakie jest podejście do tego aspektu takiej wiarygodności lekarskiej tego rozwiązania.
Michał Piosik: Fajnie, że to podnosisz, bo dostaję takie pytania za każdym razem, jak mówię o tym, co robię i za każdym razem, kiedy wychodzi na scenę. I to, co ja mówię, to mówię: „Guys, nie jestem lekarzem i nie mam żadnego mandatu do tego, żeby wam mówić, co macie robić. Mówię wam tylko: takie są moje doświadczenia, wy idźcie się przebadajcie. Tu jest test, polecam pójść do psychiatry, do psychoterapeuty i zobaczyć, co tam się dzieje pod maską”. I to jest coś, co jest bezdyskusyjne w kontekście pomocy ludzi.
Czyli pójdźcie się przebadać do specjalistów. Prawda jest taka, że tych specjalistów jest drastycznie za mało w naszym kraju. I my, znowu w porozumieniu, robimy to w porozumieniu z polską topką psychiatrów. Jakby rozmawiamy z nimi o tym, gdzie my, jako firma technologiczna, możemy ich wesprzeć, znowu, kilka kroków przed tym, czym obecnie oni się zajmują. I to jest w ogóle mega śmieszne, bo ten taki mem: „Masz depresję, idź pobiegaj”, on jakby większość psychiatrów powie, czy ludzi chorych na depresję powie: „No, powaliło was, nie?”. A to jest, dobrze pewnie wiesz, że budowanie zdrowych nawyków w sporcie, w medytacji, w żywieniu i tak dalej, i tak dalej, drastycznie polepsza twój stan, niezależnie od tego, czy jesteś tutaj na etapie lejka, czy tutaj. Czy w ogóle nie masz depresji, ale właśnie prewencja depresji też zależy od tych czynników, jak masz je poukładane.
Greg Albrecht: Powiedz o swoim doświadczeniu, co spowodowało, że postąpiłeś inaczej, niż ci podpowiadała intuicja, tak? No bo ja też miałem kiedyś w kryzysie, miałem takie stany depresyjne i myśli sobie. I pamiętam jak dzisiaj, co mnie wtedy pomogło się z tego wydobyć, to było na pewno wsparcie bliskich osób, które po prostu spędzały ze mną więcej czasu i dzięki temu ja wyszedłem trochę i się aktywowałem z jakiegoś takiego pustki, próżni mentalnej, w której byłem, jakiegoś takiego, nie wiem, odcięcia od wszystkiego.
Niemniej jednak myślę sobie, co by było, gdyby ich nie było wokół, czy byłbym w stanie się samemu dźwignąć. Z tego, jakby ktoś nie powiedział: „Hej, chodź, pomogę ci”. To mi też rodzice moi pomogli wtedy i pamiętam, że to był taki moment, który pozwolił mi, na szczęście, jak patrzę z perspektywy czasu, dość bezboleśnie przejść przez to i później, jak miałem nawroty takich sytuacji, to one już nigdy nie były, na szczęście, aż takie silne, jak wtedy w tym 2006 roku, pamiętam. Ale można powiedzieć, że w tym było dużo szczęścia. Jaka była twoja historia i co sprawiło, że się zakończyła happy endem?
Michał Piosik: To zanim odpowiem, gratuluję ci tego, że mówisz o tym głośno. Mówienie o tym, zwłaszcza w przestrzeni biznesowej, która jest taka, wiesz, w Polsce nadal taka, trzeba być twardym, nie? Jest szalenie inspirujące, pewnie dla ludzi, którzy nas słuchają, nie? Więc to szacun. Co mi pomogło? Kurde, dokładnie to samo, co tobie. Jakby obecność bliskich osób w moim życiu, która codziennie do mnie dzwoniła. Mimo że ja, wiesz, kurde, pewnie nie mówiłeś mi o tym wprost, że masz depresję i chcesz się z nami. Ja też nie mówiłem. Jakby taki po prostu, większość osób ma taki tryb, że nie powie o tym. I kurde, wiesz, mam w ciągu ostatnich kilku miesięcy dwóch moich kolegów po mnie osób. I oni tego wsparcia nie mieli, więc coraz bardziej się izolowali. I to jest tendencja, którą ja widzę w ogóle w polskim społeczeństwie, zresztą globalnie.
Ludzie coraz bardziej się izolują. Przed chwilą, przed podcastem, rozmawialiśmy o mediach społecznościowych, jak one są oknem na świat. Ale z drugiej strony coraz bardziej nas izolują. I jakby to społeczeństwo się tak zamyka w sobie. I uważam, że to jest tragedia. I też chcemy z tym oczywiście jakoś ludzi wspierać w trosce, żeby się coraz bardziej wychodzili i gdzieś tam socjalizowali. Ale wracając do twojego oryginalnego pytania. Tak, po pierwsze jest to wsparcie bliskich. Druga rzecz to oczywiście te wszystkie zdrowe nawyki, o których wcześniej wspomniałem. Wydaje mi się, że też praca z sensem. Jakby dużym elementem mojej depresji było to, że ja bardzo wcześnie osiągnąłem bardzo dużo. Znowu, relatywnie dla mnie, tutaj zasiadało sporo ludzi, którzy znacznie więcej zrobili w życiu. Ale miałem tak, że za wszystko, za to się nie złapałem i wychodziło mniej lub bardziej.
Oczywiście tam było dużo porażek, ale generalnie te największe rzeczy powychodziły. I w pewnym momencie, jak doszło do tego jeszcze właśnie oprócz obszarów zawodowych, majątkowych, doszła rodzina i dzieci, to ja tak wyexistowałem się operacyjnie z pierwszej firmy. I tak siadłem na tej plaży w Tajlandii i mówię: kurde, już nic mnie nie czeka. To był bardzo głęboki epizod depresyjny, bo goniłem za pieniędzmi, goniłem za wzrostem, goniłem za odhaczaniem kolejnych pudełek tego, co społeczeństwo oczekuje, że będę miał jako mężczyzna i wartościowy członek społeczeństwa.
A zapomniałem o tym sensie, o czymś większym niż ja sam. I to wydaje mi się, że jak zacząłem patrzeć na moją duchowość trochę bardziej, czyli szukanie tej przestrzeni, w której ja nie jestem tylko egoistycznie najważniejszy i odhaczam rzeczy dla siebie, ale też po pierwsze robię coś dla dzieci, a po drugie dla społeczeństwa czy jakichś tam jednostek, no to to mnie jakoś napędzało. I teraz właśnie pytałeś mnie wcześniej, dlaczego robię to, co robię. No to dlatego, że mi to pomaga bardzo, że jak robię rzeczy dla innych, to ja wtedy jestem spokojnie spełniony.
Greg Albrecht: To jest ciekawy moment, w którym wielu przedsiębiorców jest w takim trybie ciągłego działania, osiągania. Jest w tym dużo pewnie egoizmu, nawet jeżeli jest to podszyte jakąś szerszą ideą, to często to jest o osiąganiu, o budowaniu swojej sprawczości działania. Ja rozumiem, że ty do tych wniosków doszedłeś przez kryzys. Czy widzisz drogi do tego, żeby wyciągnąć takie wnioski, unikając kryzysu?
Czy wiesz, co mam na myśli? Że widzę przedsiębiorców i oni trochę nie umieją inaczej czasem, czyli że to jest tak jakby design, po prostu muszę osiągnąć to, muszę osiągnąć tamto i tak coś mnie tutaj uwiera, ale jeszcze muszę to osiągnąć i wiesz, później właśnie się exitują i popadają w depresję albo coś im się wreszcie wysypuje i ta wyspa, która była fundamentem ich tożsamości, rozsypuje się na kawałki, bo coś w tym biznesie nie poszło i nie ma żadnych innych punktów zaczepienia.
Michał Piosik: Tak, totalnie rozumiem, o czym mówisz. Wydaje mi się, że kluczowe jest skupianie się na procesie, a nie na efektach. To znaczy, ciebie musi w biznesie jarać to, co robisz, z kim to robisz, po co to robisz i znowu, żeby to ego było troszeczkę – bez niego trochę ciężko jest osiągać i budować fajne rzeczy, ale żeby ono nie było wiodącym czynnikiem, czyli nie wzrost, hajs, blichtr, a raczej robimy fajne produkty, które sprawiają, że świat jest trochę lepszym miejscem. Ja jestem współzałożycielem takiej fundacji MD Fellowship, gdzie wspieramy 16- do 22-latków, takich najzdolniejszych w kraju, którzy zabierają się za przedsiębiorczość.
No i ja tam jestem takim dobrym duchem, mentorem właśnie od tej strony, takiej powiedzmy sfery well-beingu i mówię wszystkim: „Guys, niezależnie od tego, co budujecie, powinny być spełnione te czynniki”. Czyli jakby budujcie, bądźcie kreatywni, czerpcie z tego procesu, a nie z efektu, bo jak będziecie, będzie was jarać to, co robicie, to nawet jak to nie wyjdzie, to kolejna rzecz wyjdzie. Nie będziecie tak bardzo zahaczeni na tym, tak jak mówisz: „To się wywaliło, jest kryzys. Osiągnąłem, skończyło się, jest kryzys”. To jest istotne.
Greg Albrecht: Jestem ciekaw, czy można automatycznie zaprogramować się tak od początku i zbudować coś skutecznie. To taka tylko filozoficzna rozkmina. Zastanawiam się, bo zazwyczaj to jest tak, że dochodzisz do kryzysu i dopiero wtedy wyciągasz wnioski. Ciekaw jestem, czy można się cofnąć i od razu wyjść z taką perspektywą, rozumiesz, i osiągnąć coś skutecznie.
Michał Piosik: Totalnie rozumiem, ale to trochę jest tak z rzeczami, wiesz, niektóre rzeczy trzeba, możesz zrozumieć koncepcyjnie, intelektualnie, ale dopóki tego nie poczujesz, to nie wdrożysz tego, nie? I tak, no i wydaje mi się, że to jest szalenie ciężkie. Także powinniśmy, masz tubę i jak budujesz taką narrację, to wydaje mi się, że ona służy ludziom.
Greg Albrecht: No, staram się służyć ludziom. To jest na pewno ważne i wiesz, jest to jeden z powodów kluczowych. Daje to spełnienie? No, na pewno. W innym wypadku nie produkowałbym tego podcastu chociażby przez 8 lat już, nie? To jest jednak kawałek czasu. 350 odcinków. Dokładnie.
Michał Piosik: To ma duży wpływ na polskie społeczeństwo biznesowe.
Greg Albrecht: Jakiś pewnie jest. Pewnie większy niż odczuwalny tak naprawdę, bo jest coś takiego w tym kreowaniu tego wpływu. Mówisz o ludziach, którzy piszą, ale jest mnóstwo ludzi, którzy nigdy nie piszą, ale kiedyś ich spotkasz na ulicy za osiem lat i uścisną ci dłoń i pomyślą, że cię znają. To jest wspaniałe uczucie i wtedy myślisz: „Okej, warto było zarwać tę noc, warto było zaryzykować”. I myślę, że to jest miara dla mnie powodzenia też tej inicjatywy.
Michał Piosik: Totalnie. I pewnie masz tak, że podchodzą. Ja ostatnio jechałem Uberem i odwraca się ten kierowca i mówi: „Misza, ja cię widziałem na premierze The Five. Książki Tomka Karwatki, wiesz”. I mówi: „Super prezentacja w ogóle i pitchuje startup”. Więc to jest takie, to jest mega miłe i nawet właśnie dzwoniłem do Tomka, mówię: „Robimy zmianę, to dobrze”.
Greg Albrecht: No, na pewno. To jest fajne, że polska przedsiębiorczość dochodzi do takiego punktu, że już nie musimy handlować dziurawymi rajstopami na stadionie i w ten sposób jakby budować filarów tej przedsiębiorczości na zasadzie kreowania pierwszego składu kapitału. I jakby tylko, że jesteśmy na szczęście na innym etapie, gdzie możemy sobie pozwalać na to, żeby będąc przedsiębiorcami, mieć inne pobudki niż tylko zaspokojenie potrzeb swojej rodziny.
Michał Piosik: O rodzinie. Połączę te wątki wszystkie. Gadaliśmy wcześniej o dzieciakach, jak zabierając im rzeczy istotne teraz w ich grupie wiekowej, czyli smartfony. Jak ich zachęcić do tego, jakby zapełnić tę lukę w taki wartościowy czas. To wydaje mi się, że handlowanie rajstopami na stadionie i budzenie takiego duchu przedsiębiorczości mogłoby być tym, co wzbudzi im taką, tym się mogą zajarzyć przedsiębiorczością.
Greg Albrecht: Bo mówiliśmy przed nagraniem o tym, że jak uchronić dzieci przed używaniem telefonu, kiedy czują się głupie na tle, czy inne na tle swoich rówieśników i trochę wyobcowane, odcięte. I jak radzić sobie z tym, żeby nie iść na kompromisy, czyli nie dać im tego telefonu, ale jednocześnie dać im coś. Czyli myślisz, że zachęcanie do przedsiębiorczości jest taką drogą.
Michał Piosik: Oczywiście. Dlatego, że kurde, pewnie też, znaczy zapytam cię za chwilę, czy też tak masz, ale przedsiębiorczość daje niesamowitą przestrzeń do kreacji, do bycia panem własnego losu. I ta sprawczość, to właśnie budowanie, uważam, że jest mało rzeczy równie satysfakcjonujących. Nie tylko w tym momencie, bo one są takie, wiesz, dopaminowe i takie tu i teraz, satysfakcjonujące, ale też długofalowo dają spełnienie. Jeśli coś budujesz, co faktycznie robi dla ciebie sens i dla ludzi jeszcze, no.
Greg Albrecht: No właśnie, ja widziałem, patrząc na twojego LinkedIna, sprawdziłem tak: maj 2024, MD Fellowship. Grudzień 2024, Zastarzyna Techno. Luty 2025, The 100. I teraz grudzień 2025, troska. I myślę o tym, że w tobie są te pokłady właśnie kreatywności do otwierania, do uruchamiania tych rzeczy. Jak dzisiaj sobie radzisz z tym, żeby realizować to, mieć te zastrzyki tej nowej inspiracji, a jednocześnie być odpornym na znudzenie lub też niepowodzenia, które mogą być częścią każdego projektu? W sensie, są częścią każdego projektu, bez dwóch zdań, bo zawsze tak jest. Czyli to, co powiedziałes, żeby cieszyć się procesem? Czy coś jeszcze znajdujesz takiego, co pozwala ci ładować baterie w długim terminie?
Michał Piosik: Wydaje mi się, że kluczowe w tym wszystkim jest to, żeby akceptować porażki. Żeby wyjść z tego, wiesz, wszyscy w naszym środowisku biznesowym mają takie, że ten sukces jest szalenie ważny. I wiesz, fajnie sobie pogadać inspiring fuck-ups. Zepsuło mi się to, ale wyszedłem z tego z tarczą i w ogóle przekułem to coś zajebiście. To jest mega fajne, znacznie lepsze niż kiedyś, wiesz, jak nasi rodzice, że takie porażki nie istnieją, w ogóle nie można o tym mówić. Niemniej takie realne zaakceptowanie tego, że coś nie wyjdzie i nawet nie zbuduje na tym czegoś od razu, to to jest mega istotne.
Żeby się, kurde, nie bać tego, że faktycznie gdzieś umoczymy. Mówiłeś o The 100. Porażka totalna, nie? Do czego? Słuchaj, ja próbowałem zbudować fundusz w Polsce inwestycyjny, który zbierze 100 najlepszych, 100 bardzo dobrych polskich przedsiębiorców. I przy pomocy ich bardzo małych tiketów zainwestujemy w 100 szalenie ryzykownych startupów. Czyli teoretycznie każdy z nich tam po kaflu wsadza w jeden z tych 100 projektów. No i to szalona idea dla większości polskich inwestorów.
A co najważniejsze, szalona idea dla KNF-u, bo oni nam nie pozwolili złożyć takiego funduszu. Więc ja zebrałem bardzo wielu ludzi, którzy byli bardzo chętni na to. I wiesz, to był szalony sprint. Ja w ciągu miesiąca czy dwóch, sześciu tygodni porozmawiałem z 200 przedsiębiorcami. I bardzo dużo z nich było bardzo chętnych podążyć za tą ideą. I mówię, dobra, no to mam powiedzmy MVP, mam przebadany rynek, to teraz spróbuję… Znaczy teraz z prawnikami pogadamy, jak to u rzeczywistów nic się nie dało. I to było dla mnie takie… To ja chcę tutaj zmienić, ruszyć tą polską scenę venture capital, żebyśmy mieli jasność. Tu nie chodzi o to, że z polską sceną, z tymi, co ją teraz robią, jest coś nie tak. Tylko brakuje ludzi na tym bardzo, bardzo wczesnym etapie z kapitałem, którzy są skłonni… W Polsce jest mała skłonność do ryzyka, w związku z czym spojrzenie na takiego szesnastolatka i danie mu stu koła, to dla większości jest w ogóle abstrakcyjna idea, nie? A dla mnie nie.
Ja uważam, że jeżeli ktoś ma szalony pomysł i pracuje, nie wiem, od dwunastego roku życia robi biznesy, to dlaczego ja mam nie dać tu koła na taki discovery ticket, niech on wyprodukuje cokolwiek i uderzy z tym do Y-Combinatora. I to była moja idea. I dla większości nawet venture kapitalistów, aniołów biznesowych w Polsce, to jest zbyt duże ryzyko. No i znowu, to porażka była na tyle, że nie udało się tego zrobić. Ja byłem zrozpaczony i sfrustrowany. Miałem taki obniżony nastrój drastycznie przez jakiś czas. No ale znowu, miałem narzędzia do tego, żeby wyjść z tego nastroju.
Greg Albrecht: No to wróćmy do tych narzędzi, bo wspomniałeś o medytacji, o sporcie, o żywieniu, czy coś jeszcze. Jest jakieś narzędzie, którego teraz nie wymieniłeś, a które warto by było wrzucić komuś, kto, nieważne, czy będzie miał czas, żeby rozmawiać z lekarzem, nie, ale który bez szkody może na sobie zastosować, bo jest to po prostu coś zdroworozsądkowego i ciekawego, co może pomóc w sytuacji, w której na przykład dwa tygodnie czuję się nie za fajnie rano.
Michał Piosik: Wysypianie się. Jakby dobrze wiesz, jak to jest. Masz małe dzieci, że moment, w którym śpisz po cztery godziny dziennie i to przerywanie, to jest jeden z najgorszych momentów. Jeszcze masz biznes, jeszcze masz sport, wszystkie te rzeczy. No to jest tragedia, więc jeśli się nie wysypiamy, to to jest pierwsza rzecz, o którą powinniśmy zadbać, nie? I to nie takie 6-7 godzin snu.
Spróbujmy przespać 8 czy 9. Wywalmy, w ogóle tak, ograniczenie spożycia elektroniki. Jeszcze laptop, typu biedy, no potem zazwyczaj pracujemy, nie? Jeśli oglądamy coś, to gorzej. Ale jeśli jesteśmy na tych apkach typu Instagram, TikTok, które są skonstruowane po to, żeby ryć naszą dopaminę, to powinniśmy w ogóle zrezygnować z tego, jak się da. Wiem, że się nie da. Ograniczmy to przynajmniej w stopniu, w którym mamy wywalony telefon z sypialni na godzinę, dwie przed snem i nie ruszamy go przez pierwszą godzinę, jak wstaniemy.
Greg Albrecht: Naprawdę ci się to udaje robić?
Michał Piosik: Nie. Ale, stary, to nie chodzi o doskonałość tu i teraz, to chodzi o progres.
Greg Albrecht: O, wiesz, uważam, że to jest ważne, żeby też o tym mówić. Bo w kontekście tego spania 8 godzin i tych nieprzespanych nocy, to jak rozmawialiśmy, dzisiaj właśnie miałem taką noc, która się przerwała o czwartej i niespecjalnie chciała się już później z powrotem zawiązać, więc miałem dużo różnych rzeczy, które się działy. I wiesz, co jest w mojej ocenie trudne osób, które mają duże oczekiwania i taka sytuacja im się przydarza, że to jest moment, w którym trzeba po prostu odpuścić coś.
Tak. I jest bardzo trudny ten punkt, w którym czujesz, że nie dowieziesz tego, co zaplanowałeś i trzeba wtedy z tym też się pogodzić, a nie samobiczować się z tego tytułu. Myślę, że takim modelem działania, przynajmniej, który obserwuję u siebie, więc o tym mogę mówić z pełną eksperckością w przypadku tej jednej osoby, to jest to, że jeżeli mój plan legł w gruzach przez czynniki zewnętrzne, bardzo bliskie mojemu sercu i od czwartej rano kiepsko przespałem noc i mam różne rzeczy w planie, to po prostu rezygnuję z tego, czego nie zrobiłem, bez poczucia, że świat się kończy, bo zazwyczaj ten świat się nie kończy. Powiedziałbym 99,9% sytuacji, w których nasz mózg nam podpowiada, że świat się kończy, to nic się nie kończy.
Za tydzień nie będziemy w ogóle pamiętać, że taka sytuacja miała miejsce i to jest takie zabawne, jak te mechanizmy naszego mózgu funkcjonują, że one nam dają taki impuls, jakby nas miał zaraz nieźwić, odgryźć nam łeb, a tak naprawdę chodzi o jakąś głupią rzecz w Excelu, jedną rzecz do odhaczenia, jeden trening do zrobienia, który nic nie zmienia wobec wieczności.
Michał Piosik: To jest w ogóle bardzo ważny element konstruktu psychicznego, czyli taka odporność na, tak jak mówisz, na niezrealizowanie rzeczy, które sobie zaplanowaliśmy, no bo pewnie masz jakąś hierarchię wartości, które wyznajesz i u mnie to jest rodzina, czy tam bliscy, zdrowie, sens, bla, bla, bla. I je właśnie trzeba czasami jakoś tam ustawić. No i jeśli jest coś szalenie istotne dla ciebie, czyli właśnie rodzina i przez to wywala ci się sport, no to mówisz: „No trudno”.
Greg Albrecht: Tak, ale bardzo fajnie, że o tym mówisz, bo tym da się zarządzać od momentu, kiedy sobie to opiszesz, że może niektórzy mają genialną zdolność działania na poziomie intuicji, z tym na pewno takie osoby są. Dla mnie moment, w którym to opisałem, a też rok 2026 powiedziałem: „zmieniam hierarchię, przestawiam na przykład bieganie, które jest dla mnie wysoko w hierarchii, niżej niż było do tej pory”, spowodował zupełnie inne podejście do pewnych sytuacji, które w zeszłym roku bardzo generowały u mnie duży stres i kosztem innych obszarów, a teraz jest odwrotnie.
Czyli świadome przebudowanie tego w kontekście swoich celów osobistych na przykład niezwykle pomaga później w takim autentycznym priorytetyzowaniu nawet on the go, w sytuacjach nagłych, kiedy wiesz, masz decyzję do podjęcia od razu i po prostu wiesz, co jest ważne, wiesz, że ta rodzina jest na pierwszym miejscu i kropka.
Michał Piosik: A podzielisz się nową hierarchią?
Greg Albrecht: No, na pewno, jeżeli chodzi o, w stosunku do zeszłego roku, to sport szedł o dwa punkty niżej w mojej hierarchii i to, co jest bardzo ważne, wyżej ustawiam moją relację prywatną z żoną niż do tej pory, bo ona była wysoka, ale myślę, że niewystarczająco wysoko.
A kiedyś, pamiętam, bardzo zainspirował mnie Stefan Batory, jak biegaliśmy sobie i powiedział, kiedyś, to jest taka bardzo osobista anegdota, ale mocno we mnie siadła, bo biegaliśmy sobie, ja byłem wtedy świeżo upieczonym ojcem, byłem taki super podgrzany, że och, super, dzieci, dzieci, dzieci. Pamiętam, że Stefan mi wtedy powiedział: „Wiesz tak, ciągle się ekscytujesz tymi dziećmi, ale wiesz, pamiętaj, że najważniejsza to jest zawsze partnerka, z którą jesteś, bo jeżeli o to nie zadbasz, to wiesz, dzieci się wyprowadzą, partnerki nie będzie, jeżeli nie zbudujesz tej relacji, czy tam nie będziesz dbać o tę relację”.
Moja osobista refleksja z czasem jest taka, że rzeczywiście łatwo jest brać rzeczy, które są dobre, za pewnik i po prostu nie stawiać ich wystarczająco wysoko, bo ja to tak interpretuję, to nie jest to, że nie stawiałem tej relacji tak wysoko, dlatego że nie była dobra, czy nie była ważna, tylko właśnie czasem bierzemy za pewnik coś, co jest ważne i dobre, przez to koncentrujemy się na tym, gdzie są pożary i wtedy te pożary nas przyciągają, a to, co jest ważne, gdzieś się rozmywa i myślę, że to taka puenta tej mojej zmiany.
Michał Piosik: I tu jest chyba jeszcze jedna ważna rzecz, że we wszystkich obszarach, które wymieniłeś do tej pory, czyli sport, dzieci, biznes i tak dalej, jest tak, że to ty jesteś siłą sprawczą, która wiedzie za tym, że gasisz te pożary, a po drugiej stronie masz fantastyczną partnerkę, która również gasi te pożary, więc bardzo łatwo jest stracić z oczu to, że ona się, że ten ciężar jest trochę bardziej na niej i jakby take it for granted, nie?
Greg Albrecht: No, zdecydowanie. Także to jest takie postanowienie i potrzebowałem tego, żeby sobie to przebudować. Ale trywialny wniosek, który też płynie z takiego przeramowywania piramidy wartości, jest taki, że coś trzeba odpuścić. Znaczy, ja wiem, że to brzmi śmiesznie, ale coś trzeba odpuścić, bo jeżeli próbujesz maksymalizować wszystko, to po prostu właśnie kończysz z depresją albo z wypaleniem.
No bo, więc świadome odpuszczenie też jest bardzo fajnym uczuciem. Świetne uczucie, które dla mnie dużo mi daje, bo jednak w paru rzeczach zredukowałem oczekiwania wobec siebie, bo tu nie chodzi o oczekiwania wobec świata. Nie mam żadnych oczekiwań wobec świata, bo to jest poza moją kontrolą, ale mam dużo oczekiwań wobec siebie, no bo zakładam, że to jest w bardzo wysokim poziomie tej kontroli i tam przeramowanie tego daje dużą wolność.
Formeds, producent suplementów o stuprocentowo czystym składzie. Z kodem GREG20 zamów z 20% rabatem na formec.pl. Wracając na sekundę do miejsca, w którym jeszcze mało byliśmy, czyli do tych twoich doświadczeń biznesowych, czyli młody człowiek sukcesu, który doprowadził się tym sukcesem do depresji, w uproszczeniu można było powiedzieć. Pracowałeś w banku, pracowałeś we wspaniałej firmie konsultingowej. W pewnym momencie zostałeś przedsiębiorcą. Co się stało? Dlaczego?
Michał Piosik: Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że mam ADHD i to było tak, że w tych miejscach, w bankowości, struktura mnie przytłaczała. Wkurzało mnie to, że uważałem, że mój szef jest ABCD, nieodpowiedni na bycie moim szefem i nie miałem żadnej możliwości, mimo że bardzo starałem się skoczyć tego. Zawsze marzyło mi się, żeby zostać przedsiębiorcą. Nigdy nie miałem bodźca. I bodziec nadszedł niespodziewanie, jak wiele rzeczy w moim życiu, a mianowicie byłem na warsztatach kulinarnych w Maroku kiedyś i to w ogóle byłem zachwycony. I mówię: „Tak, to jest to”. Ja uwielbiałem gotować od dzieciaka. U mnie, w wielodzietnej rodzinie, w której nie zawsze było dużo pieniędzy, się w ten sposób przekazywało troskę i czułość.
Więc ja uwielbiałem gotować i chciałem w ten sposób też przekazywać ją dalej, ucząc przepisów mojej mamy, mojego dziadka, pokazywać ludziom naszą polską kulturę przez gotowanie i to w ogóle wydawało mi się bardzo wspaniała rzecz. Ja w ogóle… Ludzie myśleli, że jestem wariatem, nie? Jakby ja zarabiałem w banku dobre pieniądze i odszedłem uczyć ludzi gotować pierogi. Wszyscy ze mnie się śmiali, wiesz, ja jestem ze Zgierza i wszyscy moi koledzy mówią: „No, p***cie, nie?”.
Moi rodzice… Wiesz, dla nich już status jest istotny, nie? Jakby z bankiera czy tam bankowca na kucharza. To dramat. Ale ja po pierwsze bardzo dużo czerpałem z bieżącej pracy, właśnie z tego procesu, a po drugie szybko zacząłem sobie klinić, jak przy pomocy tych narzędzi, wtedy pewnie nieznanych, dzisiaj już trochę bardziej startupowych, jak przekuć to, testować te nowe produkty i przekuć to w biznes B2B. No i ja przekułem te produkty, zacząłem budować takie B2B, które bardzo szybko wyskalowały ten biznes.
Greg Albrecht: Co to są produkty B2B w gotowaniu, powiedz mi? To są… Polish your cooking. Tak. Jak to, jak to? O co chodzi w ogóle?
Michał Piosik: To są eventy team buildingowe dla firm, które zostały opracowane przy pomocy raz moich doświadczeń, dwa psychologa, który pomaga budować relacje w zespole przez gotowanie. I one są… Ludzie, jak przychodzą do gotowania, to się naturalnie rozluźniają, wiesz, współpracują. My tam mamy takie rzeczy w stylu: można sobie… Oni się naturalnie układają w zespoły, wyznaczają sobie lidera, negocjują jakieś produkty od innych drużyn. Jest tam taka kulinarna rywalizacja, która jest bardzo przyjemna, a jednocześnie właśnie pomaga budować te relacje. I to było coś absolutnie unikatowego na rynku i to bardzo szybko zbudowało trakcję porządną. Do tego pomogło na pewno to, że ja bardzo zawsze dbałem o customer experience. To też jakby wziąłem gdzieś tam ze Stanów, że jak na przykład ktoś do mnie przychodził na warsztaty i komuś się nie podobało i wiem, strzał stopę teraz do moich obecnych wspólników, ale fuck it. Ktoś przychodził i mówił: „Nie podobały mi się warsztaty”.
Ja mówię: „Dobra, to zapraszam cię za darmo na następne. Jak znowu ci się nie będą podobały, to ja ci jeszcze oddam hajs, nie?”. I to zawsze robiło robotę. Więc jakby przesadne dbanie o klientów sprawiało, że oni wracali, wracali, wracali. Bardzo szybko wskoczyliśmy na top atrakcje na TripAdvisorze w Warszawie, czyli był wiesz, Pałac Kultury, pomnik Chopina, my. I to też był bardzo fajny driver biznesu. No i na koniec dnia TVN kiedyś zrobił mnie kawałek, który nazwał mnie Królem Pierogów, więc to też było ciekawe. Nie lada komplement. Tak, tak. Dzisiaj stajemy się śmieją, że moje dzieci są synem Króla Pierogów, a to jest wysoko postawiona poprzeczka.
Greg Albrecht: Czyli jako Król Pierogów postanowiłeś się dlatego stworzyć akcelerator dla firm foodtechowych, które robią coś z jedzeniem wspólnego, technologie wspierające i powiązane z jedzeniem i z żywieniem. Tak. To jak to się dzieje, że Król Pierogów, przedsiębiorca robiący eventy, decyduje się wejść w fundusz inwestycyjny? To jakie doświadczenie do tego cię sprowadziło? No bo to taka zupełnie inna materia. To jest tak naprawdę rozdawanie pieniędzy i patrzenie, jak inni je wydają, a nie kreowanie samemu.
Michał Piosik: To jest bardzo fajne pytanie. Chyba nikt do tej pory mi go tak nie zadał. I to jest ten moment właśnie, w którym mi się urodziło pierwsze dziecko. Ten pierwszy kryzys depresyjny mnie łupnął. Ja udało mi się zdelegować tę firmę, o której mówimy, czyli polisher cooking, w sposób trochę taki szalony. W sensie ja bardzo chciałem być bardzo aktywnie w wychowaniu dzieci na początku, więc jak tylko moja żona urodziła syna, to wyjechaliśmy do Sopotu, tam mieszkać sobie nad morzem przez pierwsze trzy miesiące. I ja trochę tak mówię: dobra, to wy sobie to róbcie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Najwyżej się wyjechać. Więc nie wyjechało się. I ja tamtym bory stwierdziłem: kurde, mogę pracować zdalnie. To działa. No i oczywiście życie nie znosi próżni. A w związku z tym moim depresyjnym epizodem, jak bujałem tego syna na rękach i oglądałem wtedy dokumenty na Netflixie o tym, że planeta płonie, że branża spożywcza je niszczy. A w ramach pracy…
Greg Albrecht: Tego nie robimy. Jeżeli mamy epizod depresyjny, nie pogłębiamy go poprzez oglądanie filmów katastroficznych, trudnych materiałów. Sorry, musiałem to dodać, bo wiesz, to… Bardzo słusznie. Kiepska praktyka. Nie pomogła.
Michał Piosik: Tym bardziej, że ja miałem tego syna na rękach. Mówię, kurde, za 20 lat on będzie żył na pustyni.
Greg Albrecht: Nie będzie miał w co wierzyć. Tak, po co ja w ogóle, po co mi dziecko? Przecież sprowadziłem je do takiego tragicznego świata. Dokładnie.
Michał Piosik: A my nic z tym nie robimy. I wiesz, to właśnie, że ja z tym nic nie robię, to my tak… Więc paradoksalnie, znowu, zbudowałem na tym bardzo słabym doświadczeniu personalnym coś, co de facto… Jakby wiem, że to zabrzmi skromnie, ale chyba jest prawdą. Jakby było kamieniem węgielnym polskiej branży foodtechowej. Przed nami nie było jej w ogóle.
Myśmy zbudowali akcelerator, z którego wyszło 30 parę spółek i pomogliśmy setce przedsiębiorców foodtechowych w kraju. I zawsze robiliśmy to, wiesz, byliśmy prywatną inicjatywą, która po prostu chce pomagać. Zawsze robiliśmy to, kiedy mogliśmy, pro bono. A dlaczego ja to zrobiłem? Dlatego, że ja w ramach… To jest jedna rzecz taka ideologiczna.
Z drugiej strony miałem doświadczenia w Polisher Cooking projektowania produktów dla firm, które produkują jedzenie dla sieci handlowych. Więc miałem to takie doświadczenie z wielkim foodem. I miałem też pierwszą inwestycję tam w startup foodowy mojego kolegi, przyjaciela, w którym też pomagałem mu projektować to jedzenie na początku. I to był szalenie… Jakby to było… Kurde, jarałem się strasznie tym, że mogę być na tym pierwszym etapie przedsiębiorczości. I do tego jeszcze miałem taką szaloną misję. Wtedy mój znajomy tam dostał Startera. Założył fundusz Venture Capital z programu tam… PFR Starter. PFR Starter. I opowiadał mi o tym. Ja sobie myślę… A, jeszcze obejrzałem. Ela Madej. Znasz, Ela?
Ma taki fundusz 50 Years VC. Genialny fundusz. Szalenie… Ma szalone sukcesy. I oni właśnie mieli taką… Prostą ideę, że budują firmy, które za 50 lat… Zmienią świat za 50 lat. Ja byłem bardzo tym zainspirowany. I sobie myślę… Dokładnie to za ty. Mówię… Mam zerowe pojęcie o tym, jak to się robi. Ale trochę jak z tą troską. Jakby mam mega power, żeby to zrobić. I nie obchodzi mnie, jak to się stanie. Jakby nauczę się, wykombinuję, wydrę komuś… Wydam wszystkie pieniądze, jakie mam. Wydrę komuś to z gardła, żeby to zrobić. I tak żeśmy zrobili z moim wspólnikiem Piotrem Grabowskim, który miał dokładnie takie bardzo też… Zacięcie pomagania innym, jak ja wtedy. No i tak. I znowu, to tak jak wspomniałem, dużo z tego fajnego, dobrego wyszło. Branżę foodtechową trochę zaorał. Później kryzys. I znowu to o porażkach.
Greg Albrecht: Nie, to jest chyba część tej gry. Teraz skupiasz się w 100% na trosce. Czy to jest taka rzecz rzeczywiście, którą robisz od rana do wieczora?
Michał Piosik: Tak, aczkolwiek ja mam właśnie kilka firm, w których jestem. Bo powiedzmy, że jest ich kilkanaście, jest już małe kilkadziesiąt, w których mamy jakieś tam udziały, ale w kilku teoretycznie nie jestem operacyjny, ale lubię się angażować, bo po prostu jaramy to, co tam się dzieje. I tak jak w Polish Your Cooking jestem kompletnie nieoperacyjny, tak strategicznie się udzielam. Wspomniałeś o Za Starzy na Techno? To jest inicjatywa, o której pewnie chciałbym powiedzieć z przysłowiowego obowiązku, bo… Powiedz, byłem nawet, wiesz? Byłeś? W Warszawie?
Greg Albrecht: Tak. Co ty gadasz? No, byłem, byłem.
Michał Piosik: I jak się bawiłeś?
Greg Albrecht: Dobrze, byłem zaskoczony w ogóle tym. Ta moja żona, już wspomniana tutaj między wierszami, wymyśliła i byliśmy ze znajomymi tam. To było naprawdę fajne doświadczenie, serio, zupełnie. Ja nigdzie nie wychodzę w ogóle, więc to dla mnie był szok, że się pojawiłem w takim miejscu. Było parę kawałków, które słyszałem i ogólnie to było dobre.
Michał Piosik: To to jest w ogóle… Jesteś kwintesencją. Po pierwsze, szalenie się cieszę, że to wraca tak do mnie. Nie tylko, że to jest sukces biznesowy, ale też, że tobie daje to wartość. I znowu, to jest coś, co myśmy… Ja spędziłem na warszawskiej scenie klubowej, nie tylko warszawskiej, sporo czasu. Przemierzyłem się przez różne rodzaje muzyki, różne kluby i teraz, wiesz, od dwóch lat jestem trzeźwy, mam małe dzieci, lubię się wysypiać, bo to mi służy, więc wymyśliłem sobie, że nie ma dla osoby takiej jak ja przestrzeni, w której ja mogę się pobawić. Muzyka jest ciężka, zazwyczaj jest techno albo jeszcze jakieś inne dziwne rzeczy.
Nie ma przestrzeni, więc ja zorganizowałem u siebie w studiu kulinarnym imprezę, pierwszą, na którą zaprosiłem znajomych i właśnie ona była taka. Był comfort food, pizza, były alternatywy bezalkoholowe i była właśnie taka muzyka z czasów mojej młodości, 80’s, 90’s, 2000’s. I to stary obejrzało, ktoś rzucił rolkę na Instagram, obejrzało to milion osób, tą rolkę i to pofrunęło.
Dzisiaj organizujemy imprezę naraz w sześciu miastach, na każdej bawi się od 400 do 800 osób i to rośnie, bardzo gruby biznes z tego, a jest tak dlatego, bo myśmy wzięli znowu scenę klubową i brakuje tam ludzi, po pierwsze, fajnego doświadczenia, takiego znowu customer experience. Bo teraz jest tak, że wchodzisz do klubu, ochroniarz patrzy na ciebie, wychodzisz, bo masz nie takie buty. Potem na barze są kolejki, ci barmani są tacy, traktują cię trochę, wiesz, zbywają cię. My to odwróciliśmy.
Mamy bardzo sympatycznych ochroniarzy na wejściu, mamy szalenie miłą obsługę, dajemy ludziom gadżety na początku, żeby się dobrze bawili, przystrajamy tą salę, znowu, bierzemy te wszystkie rzeczy, które w polskiej scenie klubowej i mamy te godziny, 16:22, więc przychodzą, na tej imprezy przychodzą ludzie, którzy normalnie by nigdzie nie wyszli. I to jest w ogóle sukces, że my przyciągamy właśnie dwudziesto-, paro-, trzydziesto-, czterdziestolatków i starszych, którzy wbijają na naszą imprezę i się zajebiście bawią, bo wcześniej nie mieli przestrzeni, więc lawinowo to rośnie, naprawdę. Jestem zszokowany i jakby w ten biznes się angażuję, dlatego, że mnie strasznie jara.
Greg Albrecht: Super, mnie dokładnie kupiło, czy ja, dlatego tam pewnie byłem, bo na żadnej innej imprezie bym nie był. Dokładnie to jest to, bo dostaję propozycje jakichś imprez wieczornych, nie to, że jestem nudnym dziadem, choć pewnie trochę też, ale tak bardzo lubię się wysypiać, że jak widzę, że coś trwa dłużej niż do 22, to od 22 to ja już idę spać, więc kluby już są nie dla mnie, a kiedyś lubiłem chodzić do klubu, więc czasem fajnie pójść, nawet nie pić alkoholu, tylko sobie pobujać się przy jakiejś muzyce i spędzić czas inaczej, niż siedząc w knajpie przy stoliku.
Michał Piosik: Bardzo mnie to cieszy i jest jeszcze jedna wartość tego, tego, co robimy, bo znowu to, to mnie uderzyło dopiero po paru imprezach, że socjalizujemy ludzi i oni wychodzą właśnie normalnie, wiesz, bo ty masz rodzinę, dzieciaki, jakby jesteś zaopiekowany, pewnie grono przyjaciół, bliskich. Ostatnio widziałem, że wrzucałeś się w swoim męskim kręgu, czy tam i masz tam właśnie ludzi, z którymi muszą odbić te swoje ciężkie, ciężkie tematy. Ludzie tego nie mają i przychodzą u nas ludzie, którzy są samotni i oni się dobrze bawią i przynajmniej raz, dwa razy w miesiącu mogą pobyć z ludźmi, nie? Można nawet zbudować jakąś relację romantyczną, przyjacielską. To jest mega, nie? Strasznie się cieszę z tego.
Greg Albrecht: No tak, to jest też realizowanie tej misji, bo myślę, że samotność jest dużym akceleratorem także problemów psychicznych, niewątpliwie. W związku z tym, robiąc to, w pewien sposób dokładasz się do swojego głównego celu, czyli miliona osób bez depresji w Polsce. Bardzo ambitny cel. Misza, o co cię nie zapytałem, a jest bardzo ważne, żebyśmy jeszcze to wspomnieli w tym podcaście?
Michał Piosik: Mnie pytasz? No,
Greg Albrecht: siebie mam zapytać. To by było za łatwe, jakbym zapytał sam siebie. Ty musisz mi odpowiedzieć na to. Nie wiem. O, mam jedną rzecz. Słuchaj, o co chodzi? Jesteś na Instagramie jako „hippie z kapitalizmu”. I bardzo mi to jakoś zapadło w pamięć. Próbowałem to sobie nawet jakoś układać. Niemniej jednak zapytam u źródła. O co chodzi? Co to znaczy „hippie z kapitalizmu”?
Michał Piosik: Teraz, jak o tym myślę, na przykład w kontekście tej troski, no to znowu zachęcamy przedsiębiorców do tego, żeby nie patrzyli na swój biznes tylko jako biznes, ale na dźwignię do zmiany świata. I ja zawsze miałem takie inklinacje prospołeczne, prosocjalne i kurczę, jestem takim trochę hipisem z kapitalizmu. W sensie: lubię robić duże rzeczy, lubię pieniądze i lubię to, co dają.
W sensie, wiesz, lubię wolność finansową, lubię to, że nie muszę się martwić o rzeczy ABCD. Lubię podróżować, lubię dobrze zjeść, ale jednocześnie chcę, żeby ten kapitalizm był bardziej ludzki i żeby rozwiązywał, żebyśmy – znowu – my, przedsiębiorcy, mamy ogromną dźwignię do zmiany świata. Rozwiązujmy problemy świata, a nie tylko pędźmy za wzrostem. I o tym jest „Hipis z kapitalizmu”, który jest moim profilem prywatnym. Nie wpuszczam za dużo ludzi, ale tak, o tym jest.
Greg Albrecht: No to dziękuję Ci bardzo, Misza. Wspaniałe spotkanie tu i teraz i dalej do przodu. Likwidujmy depresję.
Michał Piosik: Dziękuję za zaproszenie, dziękuję za wysłuchanie, za wspaniałe pytania i za wsparcie naszej misji. Dzięki. Dzięki.



