Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Martyna Konowrocka – Mart’s Bags: produkuje milion personalizowanych toreb bawełnianych rocznie

26 min czytania
Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Martyna Konowrocka stworzyła i prowadzi firmę Mart’s Bags, która jest liderem produkcji toreb bawełnianych w Europie. Wyrastała w przedsiębiorczym domu, ukończyła SGH i po krótkiej próbie pracy na etacie uruchomiła w 2007 roku własny biznes. Stworzyła własną wizję torby bawełnianej stawiając na najwyższą jakość wykonania i możliwość pełnej personalizacji produktu. A wszystko to wytwarzane jest w Polsce z ekologicznych materiałów. Prywatnie miłośniczka podróży. Wraz z mężem wychowuje dwoje dzieci. W wolnych chwilach trenuje fitness.

W odcinku m.in. o:
• drodze od zera do 1 000 000 sprzedanych toreb rocznie,
• doświadczeniach w sprzedaży zagranicznej w porównaniu do rynku polskiego,
• produkcie, który uchronił firmę przez poważnymi problemami w pandemii,
• godzeniu macierzyństwa z prowadzeniem biznesu,
• podejściu do produktu i obsługi klienta, które procentuje.

Dołącz do Klubu Greg Albrecht Podcast, aby mieć dostęp do ekskluzywnych materiałów, spotkań i wpływ na kształt tego podcastu: https://albrechtpartners.com/klub

Masz pomysł na temat odcinka? Znasz kogoś, kto powinien być moim gościem? A może chcesz zostać sponsorem podcastu? Napisz do mnie: gregalbrechtpodcast (at) gmail.com

Martyna Konowrocka – Mart’s Bags – obejrzyj wideo:

Film

Martyna Konowrocka – Mart’s Bags – przeczytaj zapis rozmowy:

Dziś w Greg Albrecht Podcast Martyna Konowrocka, twórczyni marki Mart’s Bags. Cześć, Martyna!

Cześć, Greg!

Bardzo się cieszę, że wreszcie cię namówiłem po latach, żebyś dołączyła do grona gości mojego podcastu, dlatego że już trochę się znamy i uważam, że to, co zrobiłaś, jest naprawdę ciekawe i chciałbym to przybliżyć słuchaczom, żeby wyciągnęli z tego wnioski dla siebie. Może zanim głębiej cię dopytam o te twoje doświadczenia, to po prostu powiedz, czym się zajmuje firma Mart’s Bags?

Firma Mart’s Bags zajmuje się produkcją toreb bawełnianych produkowanych od 100 sztuk na zamówienie, z indywidualnym nadrukiem klienta. Torby są personalizowane, to znaczy, że możemy je wykonać w dowolnym kształcie, w dowolnym wymiarze i w wybranym kolorze z naszej palety kolorów.

Czyli odbiorcami na to są klienci indywidualni, czyli firmy lub też agencje reklamowe, które kreują jakieś marki dla swoich własnych klientów, tak?

Tak, zgadza się.

A skąd taki pomysł pojawił się w twojej głowie, żeby zająć się właśnie taką działalnością?

To jest dobra historia. Mogę ci ją opowiedzieć. Wywodzę się z rodziny, gdzie mój tata jest przedsiębiorcą i zajmuje się nadrukami. Wykonuje nadruki na koszulkach, materiałach i wychowałam się w takiej rodzinie, gdzie właśnie ta firma, czyli to, czym zajmował się mój tata, było cały czas w domu. Ta firma była w domu, a dom był w firmie i mój tata do tej pory zresztą ma swoją produkcję tuż obok, na podwórku. I powiem ci, że jak byłam dzieckiem, pamiętam taką scenę, że siedziałam właśnie z rodzicami przy stole, jedliśmy śniadanie, oni bardzo przeżywali to, co dzieje się na produkcji – że mają jakieś opóźnienie, że mają jakieś problemy, były żwawe dyskusje. Ja siedziałam jako dziecko, obserwowałam to i sobie myślałam: „Ojejku! Ja tak nie chcę. To nie jest to, co ja chcę robić w życiu”. I tak patrzyłam na to, i myślałam sobie – ja na pewno tak nie będę chciała. Ja będę prawnikiem. Ja będę wykonywała taki zawód, który jest pewny, stabilny i na pewno będę mieszkała w innym miejscu niż mam pracę. Tak się potoczyło w życiu, że byłam przez tatę bardzo angażowana w różne zajęcia w produkcji. Wakacje często spędzałam też na produkcji, pomagając przy składaniu koszulek. Czynność składania koszulek jest dla mnie… Powiem ci szczerze, że mogłabym to robić z zamkniętymi oczami. I tata zawsze powtarzał, że tylko ciężką pracą mogę osiągnąć jakiś sukces i spełnić swoje marzenia. Tak się potoczyło dalej, że poszłam na studia do Szkoły Głównej Handlowej, gdzie moim założeniem było później znalezienie stabilnej pracy, innej, niż wykonuje mój tata. Aż pewnego dnia, wstałam rano i stwierdziłam, że nie – zakładam agencję reklamową. I założyłam agencję reklamową. Wtedy wstałam, poszłam do taty, powiedziałam: „Tato, wygenerujesz mi tutaj kawałek miejsca u siebie w biurze? Potrzebuję biurko, laptopa już mam, potrzebuję telefon i zaczynam”. Tata oczywiście pomógł mi na początku finansowo, wspierał mnie w pierwszych transakcjach, bo wiadomo – żadna firma nie sprzedała mi towaru bez przedpłaty. Natomiast bardzo szybko się usamodzielniłam. Poza tym, powiem ci szczerze, że w ogóle mam taką potrzebę niezależności, więc bardzo szybko, w ciągu kilku miesięcy powiedziałam: „Tato, ja chciałabym być odrębną firmą. Będę prowadziła to sama”. Wyprowadziłam się od taty z biura i zauważyłam, że jest właśnie na rynku takie zapotrzebowanie na torby bawełniane, że to jest coś, co firmy szukają, że na rynku dostępne są tylko produkty, które są importowane, są w jakimś konkretnym kształcie, produkowane z konkretnego materiału, natomiast nie ma różnorodności, nie ma możliwości wyboru, personalizacji. W związku z tym znalazłam szwalnię i zaczęłam coraz więcej wyszukiwać firm, które mają takie zapotrzebowanie. I tak zaczęłam powoli sprzedawać więcej toreb niż gadżetów reklamowych i innych. No i właśnie… Przyszedł taki dzień, kiedy zaczęłam się zastanawiać, jak to zrobić, żeby się bardziej… spersonalizować?

Wyskalować?

Wyskalować, dokładnie. I na jednym z naszych branżowych wydarzeń – na targach rozmawiałam z takim dobrym kolegą, Michałem, który mi powiedział, że zna taką osobę jak Greg i właśnie wtedy się do ciebie odezwałam. Pamiętasz?

Pewnie, że pamiętam.

2014 rok.

No właśnie. To było już 7 lat temu, ale do tej pory, do tego momentu, te 7 lat temu już twój biznes całkiem nieźle się rozbujał. Czy do tamtego momentu miałaś taką chwilę kiedykolwiek, żeby się zastanawiać albo może w ogóle do dzisiaj, kiedy się zastanawiałaś: „No nie, może jednak trzeba było zostać tą prawniczką, może trzeba było znaleźć tę robotę na etacie”. Czy miałaś taki moment zawahania od początku swojej kariery zawodowej?

Nie, absolutnie nie. Wiesz dlaczego? Bo jak byłam na studiach, to pracowałam w różnych miejscach, dorabiałam sobie w jakimś sklepie odzieżowym, przez jakąś dłuższą chwilę pracowałam, później spróbowałam nawet pracować w korporacji. Pracowałam tam przez dwa miesiące w firmie, która dystrybuowała obuwie marki Scholl, w back office i bardzo źle mi tam było – nie czułam się swobodnie. Miałam potrzebę takiej niezależności, denerwowało mnie to, że ktoś narzuca mi, co mam robić albo ma wobec mnie jakieś oczekiwania, ja muszę w jakimś konkretnym czasie to wykonać. I już wtedy podświadomie czułam, że nie nadaję się do pracy na etat. Po prostu to mnie tak pchnęło do tego, żeby podjąć pewnie taką decyzję, że tak – to ja otwieram tę firmę. Mam zaplecze w postaci takiej, że tak naprawdę przez dzieciństwo i potem, jak byłam nastolatką, ja cały czas byłam w tej branży, uczestniczyłam, widziałam, co się dzieje. Tata mnie zabierał na targi branżowe i on też wielokrotnie powtarzał mi, że fajnie by było, jakbym tutaj uczestniczyła w jego firmie, wzięła sprawy w swoje ręce i zaczęła coś robić sama dla siebie. Ale ja musiałam chyba do tego dojrzeć.

A jakie były najważniejsze źródła potem, od tamtej pory pozyskiwania klientów?

Bardzo starałam się obsługiwać tych klientów na najwyższym poziomie, jeżeli już jakiś klient nawiązał ze mną współpracę, był obsługiwany przeze mnie. Bo przez pierwsze lata… Lata! Rok praktycznie, pierwszy rok, byłam sama w swojej firmie. Zajmowałam się wszystkim – i faktury, i obsługa klienta, i jakieś tam drobne działania marketingowe w postaci przygotowywania ofert, wysyłania ich do klientów i bardzo tak próbowałam nawiązać z tymi klientami bezpośredni kontakt, przywiązać ich do siebie. Do tego stopnia, że jeden z moich pierwszych klientów – i do tej pory jest moim klientem – był klientem na gadżety, a teraz również jest klientem i na gadżety, i na produkty, które sprzedajemy też, czyli torby bawełniane.

A co według ciebie, jeżeli tyle lat siedzisz w tym biznesie B2B i jakby utrzymujesz tych klientów, to jakie rzeczy byś poradziła komuś, co dla ciebie, twoim zdaniem, jest taką miarą tej świetnej obsługi klienta, która sprawia, że ci klienci zostają? Jakbyś tak się zastanowiła nad twoimi zwyczajami, rytuałami, które myślisz, że na to wpływają?

Przede wszystkim jakość obsługi klienta i profesjonalizm, czyli wiedza na temat produktu i oferty, którą sprzedajemy. Takie doradztwo i zrozumienie potrzeb tego klienta, i doradzenie mu, jakie rozwiązanie, jaki produkt będzie dla niego najlepszy. I do tej pory jest to stosowane w naszej firmie, że nawet, jak klient się do nas zgłasza: „Chciałbym torbę”, ale jaką? To nasi handlowcy dopasowują produkty do tego klienta, proponują to, co mamy w ofercie, zapoznają się z jego potrzebami i budżetem też czasem, dopasowują produkt do budżetu. Następnie – szybkość reakcji. Z naszej strony jest szybka reakcja, klient się do nas zwraca, szybko dostaje feedback. Nie ma tak, że klient czeka z naszej strony na odpowiedź jakiś czas, tak? Tylko od razu jest reakcja. Poza tym takie upewnienie się, że ten klient wie, że po drugiej stronie jest osoba, która zawsze mu doradzi i zawsze będzie do jego dyspozycji.

Czy masz jakieś takie wewnętrzne, organizacyjne standardy, które ludziom narzucasz a propos tego, co to znaczy „szybka odpowiedź” na przykład albo co to znaczy „dobry kontakt”, bo dopóty, dopóki robiłaś to sama na samym początku, to to było dość łatwe, a czy teraz to są jakieś twarde mierniki, czy bardziej przez to, że wspólnie ludzie działają i jakby razem tworzą, to te standardy w taki naturalny sposób są tworzone?

Generalnie standard jest taki, że każdy klient otrzymuje odpowiedź w ciągu godziny i tego się trzymamy. Jakakolwiek by to nie była odpowiedź, nawet gdyby to była odpowiedź w postaci: „Potrzebuję więcej czasu na przygotowanie oferty dla pani”, to ta pani otrzymuje ten feedback w ciągu godziny i myślę, że to jest bardzo ważne. Następnie ten profesjonalizm w podejściu do klienta – na to też kładziemy wszyscy nacisk i moi pracownicy o tym dobrze wiedzą, żeby być otwartym, żeby nie bać się zadzwonić do klienta, dopytać o szczegóły, dać mu poczucie, że jesteśmy tutaj do jego dyspozycji, że my mamy wiedzę i my z chęcią mu pomożemy dobrać produkty do jego potrzeb.

Okej. Opowiedziałaś historię od momentu, kiedy wpadłaś na pomysł tego, żeby jednak zacząć pracować na swoim, co sprawiało ci dużą radość, więc chyba już się nie odwracałaś nigdy wstecz, do momentu, kiedy byłaś na targach, wtedy rzeczywiście się spotkaliśmy po tych targach, wtedy już sprzedawaliście i torby bawełniane, i inne produkty reklamowe. Co uważasz, że wtedy zaważyło o tym, że był to dobry moment, jakie elementy złożyły się na to, że dzisiaj te torby bawełniane są takim kluczowym produktem, jeżeli chodzi o działania?

Dobrą drogą okazało się dlatego, że tak naprawdę byliśmy pierwsi, jesteśmy liderami w tym zakresie, byliśmy pierwsi, którzy stworzyli platformę internetową, gdzie klient może wejść i stworzyć swoją torbę według własnego oczekiwania, a jeżeli tego nie zrobi, to może się skontaktować z nami, wtedy nasz handlowiec odpowiednio mu doradzi, jaką tą torbę dobrać. Więc byliśmy pierwsi, którzy zaproponowali na rynku produkcję toreb bawełnianych od 100 sztuk. W tamtych czasach tak naprawdę były dostępne tylko produkty dostępne na półce bądź, jeżeli ktoś chciał spersonalizowany produkt, to trzeba było zamawiać z Chin czy z Indii, czy z innego kraju i czas oczekiwania był długi – wynosił 3, 4, 5 miesięcy. Natomiast my skupiliśmy się na produkcji lokalnej, co daje nam możliwość szybkiej reakcji, szybkiej produkcji. My naszym klientom obiecujemy, że wyprodukujemy torbę w ciągu 15 dni roboczych bez względu na to, jaka to jest ilość. Oczywiście, jeśli mówimy o wielotysięcznych nakładach, są to terminy odpowiednio ustalane. Natomiast przy standardowych realizacjach termin nie jest dłuższy niż dwa, trzy tygodnie tak naprawdę. Więc, wracając do tematu, wstrzeliliśmy się w ten trend, który już w tamtych czasach był widoczny, czyli trend zero waste, ekologii, wykorzystywania surowców naturalnych. To po pierwsze, a po drugie wstrzeliliśmy się z tym pomysłem, że u nas możesz zaprojektować swoją torbę już od 100 sztuk. Nie każda firma ma potrzebę zamawiania tysiąca, 2, 5, 10 tysięcy. Nie każda firma ma na to budżet. Niektórzy potrzebują 100, 200, 500 i my właśnie dla takich klientów jesteśmy. 

Jak uważasz, co się złożyło… Bo wtedy rzeczywiście żeśmy się poznali, to było 7 lat temu, czyli w 2014 roku. Jak ta nasza współpraca, uważasz, wpłynęła na te efekty? Uważasz, że to miało wpływ…? Znaczy, jaki to miało wpływ, uważasz, na twoją decyzję odnośnie skupienia się na tym właśnie produkcie? Myślisz, że to… Tak…

Bardzo duży wpływ miało, tyle ci powiem! Bardzo duży wpływ. Spotkanie z tobą to był dla mnie taki nowy etap, nowy etap w rozwoju firmy, nowy etap również w rozwoju osobistym. Spotkania z tobą były bardzo inspirujące i mega mnie nakręciły do działania. I uważam, że dzięki tym spotkaniom powstało coś, co tak naprawdę do dziś dnia jest kontynuowane. My to tylko teraz rozwijamy. Wstrzeliliśmy się z tym pomysłem idealnie i owocem naszej pracy jest sukces, który mamy na dzień dzisiejszy, czyli tak naprawdę jesteśmy liderem sprzedaży toreb bawełnianych nie tylko w Polsce, ale również na rynku europejskim.

No i co w takim razie wydarzyło się przez ostatnie 7 lat? 

Sporo się wydarzyło. Tak naprawdę zaraz po tym, jak ta strona internetowa ruszyła, wzięłam udział w targach reklamowych w Düsseldorfie, w Niemczech co też było dla mnie wyzwaniem jako dla młodego przedsiębiorcy i małej firmy, bo wtedy zatrudniałam dosłownie kilka osób. No i od tamtego momentu tak naprawdę zaczął się ten nowy etap rozwoju, gdzie pozyskaliśmy kontrahentów nie tylko tutaj lokalnie w naszym kraju, ale również za granicą i to jest już zupełnie inna skala. Zaczęliśmy to skalować, zwiększyliśmy znacznie produkcję, poszerzając współpracę z kolejnymi szwalniami, wprowadzając kolejne materiały do naszej oferty. Po prostu poszliśmy na fali.

To jaka jest w tej chwili skala, jeżeli możesz powiedzieć, jakiś danych, takich ciekawych danych, np. ile toreb wyprodukowaliście w ciągu roku, jaka jest skala tego? Bo to jest dla mnie bardzo intrygujące… Bo myślę, że takiego konsumenta i nawet widza czy słuchacza tego odcinka… Ktoś sobie myśli, ale torby bawełniane? Ile tego w ogóle potrzeba, więc możesz dać jakiś kontekst tego, żebyśmy zrozumieli w ogóle, o czym my mówimy?

Tak, nawet się przygotowałam na to pytanie, bo ci powiem, że zorientowałam się, że w poprzednim roku – w 2019 roku sprzedaliśmy ponad milion toreb.

Nieźle

W 2020 w związku z realiami, które nas zaskoczyły, ta sprzedaż była trochę mniejsza, natomiast nieznacznie. To nie jest tak, że spadło nie wiadomo ile, nieznacznie. Czyli skala jest praktycznie ponad milion sztuk toreb na rok.

Super, to wydaje się strasznie dużo. Jakby ilu jest konsumentów na te wszystkie torby, nie? To jest niesamowite. A jaka jest lekcja dla was płynąca z tego, że obsługujecie klientów polskich i klientów zagranicznych. Jeżelibyś miała porównać te dwa światy z perspektywy doświadczeń firmy, sposobu obsługi, wartości, stylu pracy, to jakie byłyby lekcje, które mógłby zaczerpnąć ktoś, kto np. sprzedaje na razie tylko w Polsce, a chciałby też sprzedawać coś za granicą?

To jest zupełnie inny klient. Rzeczywiście na pierwszy rzut oka już widać, że inaczej wygląda komunikacja, inne są też wielkości zamówień. Klient zagraniczny nie zamawia stu, pięciuset sztuk, on zamawia większe ilości. Klient polski – raczej są to drobne zamówienia, mniejsze. A co ja bym doradziła? Generalnie uznaję, że to tylko tak na pierwszy rzut oka wydaje się, że to jest takie trudne, ale to wcale nie jest trudne, to jest łatwe. Klient z Niemiec, z Finlandii, z Francji jest bardziej otwarty, jest taki przyjaźnie nastawiony i konkretny przede wszystkim. Ten klient, jeżeli się zgłasza do nas, to on wie, po co, że on jest zdecydowany na zakup toreb, a nie po to, żeby tam rozeznać się czy zawracać głowę.

To ciekawe. A czy kiedykolwiek jakby doświadczyłaś tego, że klienci z zagranicy uważają, że to, że jesteście firmą polską, ma jakiś wpływ, bo to jest jedno z najczęstszych pytań, które zadają mi niektórzy przedsiębiorcy na zasadzie: „Czy uważasz, że powinniśmy mieć napisane <Made in Poland>, czy powinniśmy mieć oddzielny oddział w Niemczech, żeby Niemcy chcieli od nas kupować?”. Oczywiście to zależy od branży i może w technologiach ma to większe znaczenie, może w produkcji mniejsze, ale ciekaw jestem, jakie są twoje doświadczenia?

Moje doświadczenia są takie, że po targach nawet patrząc – tych w Düsseldorfie, to po pierwszym roku targów ta interakcja z klientami była na bardzo niskim poziomie, wręcz była znikoma, taka delikatna. Po drugim roku już większa, po trzecim roku dopiero widzieliśmy ten feedback. Ja tak zauważyłam, że te firmy europejskie, ci klienci chodzą po tych targach, obserwują i jak gdyby, jeżeli się pokazujesz po raz kolejny, jesteś, to oni się utwierdzają w tym fakcie, że ty jesteś tym kontrahentem, z którym warto rozmawiać. Zauważyłam taki trend. Poza tym klient z zagranicy, tak jak wspomniałam wcześniej, on jest bardzo konkretny. Nie negocjuje, on mówi tu i teraz potrzebuję to i to. I to jest fajne.

No tak, bo to daje jakiś taki komfort prowadzenia biznesu, są te jasne zasady. 

Tak.

A bardzo mnie intryguje ten wątek targów. Powiedziałaś o tym, że te targi są takim ważnym elementem, rozumiem, że one też budują markę firmy jako dostawcy, a znowu to nie jest dzisiaj taki najmodniejszy sposób reklamowania się, każdy powie: zrób reklamę online, wypromuj się online. Co takiego jest w reklamie targowej, jak to robić dobrze według ciebie dzisiaj?

W reklamie targowej w przypadku naszego produktu najważniejsze jest to, że klient może przyjść, dotknąć ten produkt, obejrzeć z każdej strony. Targi PSI są na skalę europejską, więc w jednym miejscu, o jednej porze, skumulowanych w momencie, może się pojawić wielu klientów, którzy przyjechali po prostu zapoznać się z ofertą wielu firm. I w ten sposób my możemy w ciągu jednego dnia spotkać się bezpośrednio z kilkudziesięcioma konkretnymi osobami, które są naszymi potencjalnymi klientami, nie ponosząc kosztów, żeby spotykać się bezpośrednio gdzieś tam w jakichś innych miejscach. I myślę, że to jest najważniejsze w targach, że po prostu w jednym miejscu można się zapoznać z ofertą wielu, wielu firm z danej branży. U nas w branży to się do 2020 roku sprawdzało, teraz być może to się zmieni. Teraz mam wrażenie, że to przejdzie bardziej do sfery internetu. Być może będą targi online. Co prawda w tym roku mamy zapowiedź, że targi odbędą się w maju, ale czy one się odbędą, tego nie wiadomo. Natomiast do tej pory na targach można było porównać jakość różnych producentów i zweryfikować sobie dostawcę, który jest rzetelny i z którym chce się współpracować. My na targach w Düsseldorfie podkreślaliśmy, że jesteśmy z Polski i myślę, że to też było doceniane przez naszych odbiorców. Tak jak mówię – w branży reklamowej jest mnóstwo produktów, które są importowane, stockowane, a my wystartowaliśmy z propozycją produktu wykonanego w Europie na zamówienie, jeszcze w znacznie mniejszych ilościach niż pozostali nasi konkurenci.

Reklama targowa, czyli możliwość doświadczenia produktu, dotknięcia go, rzeczywiście chyba w przypadku produktu fizycznego najdłużej się broni. Jakich najciekawszych, uważasz, czy takich najbardziej spektakularnych klientów pozyskaliście dzięki tym działaniom marketingowym? Z jakiego projektu na przykład jesteś taka naprawdę dumna, że żądasz do skutku?

Sporo jest takich projektów. Powiem ci szczerze – ja teraz nie uczestniczę bezpośrednio w obsłudze klienta. Czasami nawet nie wiem, co tam jest w realizacji. Bardziej się skupiam na kwestiach rozwojowych firmy, marketingowych i wymyślaniu różnych ciekawych pomysłów. Ale rzeczywiście czasem się tak zdarza, że wchodzę do biura i leżą jakieś resztki z realizacji – zawsze z każdej realizacji mamy kilka sztuk nadmiaru po to, żeby mieć do naszej wzorcowni bądź po prostu w razie jakiejś wady na przykład – i czasem wchodzę do biura: ”Wow, ale supertorba!”. I po prostu wtedy taka jestem mega podjarana tym, że ona jest taka fajna, taka nietypowa. No i rzeczywiście obsługujemy mnóstwo różnych firm – i mniejszych, i większych, i marki europejskie – Estee Lauder, Adidas, sporo produkujemy też dla Komisji Europejskiej, dla Parlamentu Europejskiego. Jakbym zaczęła wymieniać, to naprawdę długa jest lista marek i firm, które z nami współpracują. Nie zawsze bezpośrednio – czasami przez jakichś pośredników, przez agencje reklamowe. Nie wszystkimi projektami możemy się też chwalić. W związku z tym, że jesteśmy producentem, obsługujemy zarówno rynek bezpośrednio klienta końcowego, jak też agencje reklamowe, więc projekty realizowane dla agencji czasami są niestety ukryte. Natomiast z tych takich bezpośrednich realizacji na przykład już od wielu lat co roku dostarczamy torby dla szkoły językowej Early Stage i z tego jesteśmy bardzo zadowoleni, bo z każdego roku są to fajne projekty, ciekawe. Z takich prestiżowych, co by można było się pochwalić – na przykład “Vogue”. No to jest taka marka, która fajnie brzmi i fajny półprodukt, bo torba była prosta, miała niestandardowy wymiar i rzeczywiście, jak się na nią patrzy, to jest taka klasyczna – tylko i wyłącznie z napisem białym na czarnej torbie. I to było fajne. No projektów jest mnóstwo tak naprawdę.

Super. To jest fascynujące też, że to osiąga taką skalę i rzeczywiście macie szansę uczestniczyć w komunikacji takich marek superrozpoznawalnych, gdzie, jakby cofnąć się w czasie, to myślisz: „Kiedyś wpadłam na taki pomysł, żeby robić torby”, a dzisiaj te torby tak naprawdę dostarczają komunikację takich marek, które są największymi markami na świecie w różnych kategoriach. To musi być niesamowite uczucie.

Tak, zgadza się, zwłaszcza, że moim celem jest, od początku właściwie, moim celem było to, żeby ten produkt przedstawić trochę inaczej niż tylko jako gadżet reklamowy czy produkt reklamowy, żeby przedstawić go jako torbę taką lajfstajlową, coś, co można nosić na ulicy i fajnie się z tym czujesz, pasuje to do twojego outfitu, jest stylowe, bardzo dobre jakościowo, wykonane z porządnych materiałów i idea jest taka, że ktoś, kto dostaje tę torbę, to z chęcią ją wykorzystuje, a w międzyczasie jest tam oczywiście przekaz reklamowy.

Jak sobie radzicie albo czy w ogóle zastanawiasz się nad tym – nad tym otoczeniem konkurencyjnym, gdzie następuje jakaś tam walka cenowa, bo wiadomo, że rynki są różne, ale zawsze można znaleźć ten produkt tańszy? Wy robicie produkt lepszy, a nie tańszy – taka jest jakby filozofia tego biznesu, jak wiem. Jaka jest dynamika tego sprzedawania? Czy stawiacie jakieś granice, jeżeli chodzi o cenę, czy to was boli mocno, że jest dużo konkurentów, którzy mają niższe ceny, czy bez kłopotu można zabezpieczyć ten swój własny segment robienia tych produktów wyższej jakości?

Tak, myślę, że bez problemu. Nie mamy z tym problemu, że jest konkurencja. Każdy dla siebie znajdzie miejsce w tym momencie. Jest bardzo dużo firm, które sprzedają produkty znacznie taniej niż my, ale niekoniecznie tak dobrej jakości. Oczywiście klient ma wybór, bo jest tak samo dużo klientów na torby za przysłowiową złotówkę, aby było jak najtaniej, aby po prostu torba była, ale tak naprawdę coraz bardziej rośnie świadomość tych klientów, którzy stawiają na jakość, na oryginalność, na to, żeby ten produkt wyróżniał się spośród innych toreb, nie był po prostu zwykłą, szmacianą torebką, która po pierwszym praniu się zbiegnie, skurczy i w zasadzie mogłaby się nadawać do wyrzucenia, tylko to jest produkt, który nawet po praniu wygląda dobrze- – wystarczy go przeprasować i można go dalej używać.

Zeszły rok to był rok covidowy. Jak można sobie wyobrazić, dla wszystkich firm z branży około reklamowej, a szczególnie tych związanych z eventami, ze spotykaniem się i w ogóle byciem w świecie, nie był to łatwy rok. Co zrobiłaś w swoim biznesie w zeszłym roku, jakie sytuacje to były – czy to było dotkliwe, czy w ogóle to nie dotknęło? Jakie rozwiązania znajdowałaś, co się działo?

Oczywiście, że dotknęło. Myślę, że to wiele branż dotknęło. Ja pamiętam ten dzień, kiedy to był taki piątek. Przyszłam do pracy i okazało się, że do godziny 12:00 przyszły tylko dwa maile. Ja wtedy tak spojrzałam, mówię: „Ojej, co się dzieje? Chyba dzieje się coś złego”. Dopiero wtedy do mnie to dotarło, że dzieje się coś, na co nie mam wpływu. Jest jakaś pandemia, ale o co chodzi? W ogóle nie potrafiłam tego ogarnąć – zresztą pewnie tak, jak wielu z nas. Wtedy wróciłam do domu – dobra, no to pracujemy zdalnie, trzeba było wszystko przearanżować. Każdy musiał dostać komputer, musieliśmy połączyć wszystko ze sobą, żeby to działało. Udało się, nasz informatyk dał radę. No, ale dobrze, ale nadal nie ma zapytań, nic nie dzieje, nie ma zamówień, no wszystko stanęło, po prostu jakby ktoś odciął. Ja pamiętam taki jeden dzień – gotowałam rosół dla dzieci – i wtedy słuchałam twojego live’a, który prowadziłeś na Instagramie z informacją o tym, z przekazem takim, jak sobie poradzić w kryzysie, że należałoby usiąść, zastanowić się, co można zrobić, a nie czekać, po prostu przeczekać to. I powiedziałeś tam kilka takich mądrych zdań. Tam były również wypowiedzi jakichś innych osób. W każdym razie to mnie tak zainspirowało. W takim razie doszłam do wniosku, że skoro mogę szyć torby, to i mogę szyć maseczki. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. W ciągu dwóch tygodni postawiłam ze swoim działem marketingu sklep internetowy, w którym wrzuciłyśmy maseczki, wypromowałyśmy ten sklep internetowy na Facebooku, na Instagramie. Tydzień później, kiedy ten sklep internetowy ruszył, okazało się, że jest nakaz noszenia maseczek i był bum. Przez dwa miesiące sprzedawaliśmy maseczki – szyliśmy i sprzedawaliśmy maseczki. Okazało się, że ten pomysł to był strzał w dziesiątkę, bo dzięki temu pomysłowi przetrwałam ten najgorszy czas, bo na wiosnę tak naprawdę nikt nie był zainteresowany zakupem toreb bawełnianych – sprzedawaliśmy maseczki. I dzięki temu maseczki weszły do naszego portfolio jako dodatkowy produkt i tak naprawdę po dziś dzień jest sprzedawany, nie tylko w Polsce, ale również i za granicą. Nie sprzedajemy już tego w ilościach pojedynczych, bo wtedy ten sklep internetowy to była sprzedaż detaliczna – jedna sztuka dla Kowalskiego, jest zapotrzebowanie, trafiliśmy. Natomiast wprowadziliśmy to do naszej oferty i kupują te produkty również inne firmy, agencje reklamowe. Chociażby zrealizowaliśmy bardzo dużą ilość maseczek dla Parlamentu Europejskiego z napisem „Visit European Parliament”. Zrealizowaliśmy ponad trzysta tysięcy maseczek dla klienta z Francji, który u nas je zamówił, żeby sprzedawać na swoim rynku. Także dzięki temu produktowi przetrwaliśmy ten najgorszy czas i zyskaliśmy kolejny produkt oferty.

Ciekawe. Chciałbym zrozumieć, ale powiesz, że to jest pytanie, na które się nie przygotowałaś, bo trudno się na nie przygotować, ale nie wiem, czy jest też na nie odpowiedź, ale intryguje mnie, skąd w tobie, uważasz, taka zaradność i taka skłonność do tego, żeby działać? Bo różnie ludzie reagują oczywiście w obliczu takiego kryzysu, też wiele firm czekało bardzo długo na to, żeby coś zrobić i trochę przegapiło ten moment, niektóre nic nie zrobiły. Jak myślisz – skąd było to szybkie przejście do działania? Co się stało tak naprawdę?

Ja myślę, że po prostu taka jestem. Nie znoszę bezczynności. Tak szczerze to jestem bardzo aktywną osobą, nie potrafię nawet odpoczywać do końca – ja muszę coś robić cały czas. Jestem osobą też kreatywną, bardzo szybko potrafię przeistoczyć myśli w działanie, może tak. To jest dla mnie krótki proces. Coś wymyślę i zaraz przekładam to na działanie. I to nie jest dla mnie problem. Generalnie jedno z moich przekonań, jakie mam, to jest to, że życie jest tylko jedno i należy je wykorzystywać – wykorzystać, żeby realizować swoje cele, realizować swoje pasje, spełniać marzenia, więc po prostu ja nie lubię bezczynności. Ja lubię działać i nie mam z tym absolutnie żadnego problemu.

No właśnie, bo jeszcze w trakcie – czego nie powiedziałaś – w trakcie budowy tego biznesu, w ostatnich siedmiu latach, jeszcze powiększyliście rodzinę o dwoje dzieci. To jest jakby takie dodatkowe osiągnięcie, nazwijmy to w cudzysłowie, z innej kategorii, które wcale niekoniecznie ułatwia prowadzenie biznesu. Jestem ciekaw, jak to wygląda z twojej perspektywy. Zarządzasz zespołem, ale też masz oczekiwania różne rodzinne. Jak to łączysz? Jak połączyłaś ten proces zostawania mamą i bycia mamą z byciem menadżerką tego biznesu, który… to nie jest taki biznes, co się sam robi. Oczywiście masz świetny zespół, ale jednak są wyzwania, są wymagania. Jak to łączysz?

No nie jest to łatwe, ale jest to realne. Jak zaszłam w ciążę z moim pierwszym dzieckiem, gdy Julian pojawił się na świecie, to wtedy moja firma – było tam kilka osób – ona dopiero raczkowała i ja byłam osobą, która wiele rzeczy robiła: i sprzedawałam, i obsługiwałam klientów, i wystawiałam faktury jeszcze wtedy, i projektowałam katalog. Rzeczywiście to było wyzwanie, ale ja jestem taką osobą, która jak ma więcej zadań, tym bardziej jest zorganizowana i tym szybciej realizuje te zadania. I pewnie to jest klucz do sukcesu. Ale powiem ci taką historię, że jak byłam w ciąży z Julianem, pracowałam już wtedy z domu, ostatnie momenty przed porodem. Już było po terminie, ale ja jeszcze pracowałam, jeszcze coś tam robiłam, bo to był styczeń, więc to było przed targami RemaDays, więc jeszcze parę rzeczy było do spięcia. Z brzuchem, takim dużym, siedziałam przy tym stole i klepałam w ten komputer. Aż w końcu przyszedł dzień, kiedy już minął termin porodu, ale nic się nie dzieje, więc dobra – jedziemy do szpitala. Co Martyna wzięła? Wzięła laptopa ze sobą do tego szpitala. Wzięłam sobie laptopa – ja jeszcze muszę skończyć coś tam robić, muszę coś wysłać. Usiadłam, przyjęli mnie do szpitala w związku z tym, że już byłam po terminie, a miałam wskazania na cesarkę, więc usiadłam sobie na tym łóżku i czekam. Wyjęłam sobie tego laptopa i tam już piszę, piszę, piszę. Tam patrzą się na mnie te panie jakoś dziwnie. W końcu przychodzi pielęgniarka i zakłada takie urządzenie KTG do mierzenia: „No to teraz niech pani odłoży ten laptop, bo on tutaj nie może działać, jak jest to urządzenie”. „Aha, dobrze”. No i podłączyła, i tak po pół godziny przychodzi, i mówi: „Kochanieńka, ale ty to masz skurcze”. Ja mówię: „Tak?” – no i się zaczęło. Więc generalnie ta praca jest nieodłącznym elementem mojego życia. Mój synek, jak przyszedł na świat, to już był z góry skazany na to, że ma mamę pracującą, dla której ważna jest praca i się poświęca, więc to moje dziecko weszło do mojego świata. Oczywiście ja też musiałam ten świat sobie poukładać na nowo, jak się pojawiło to dziecko i wyznaczyć sobie też nowe priorytety. Aczkolwiek to nie jest tak, że dziecko zdominowało moje życie. Clou sprawy jest to, żeby znaleźć równowagę między pracą a domem i sobie to dobrze zorganizować. Jeszcze chciałabym powiedzieć, że to wszystko nie udałoby się, gdyby nie mój mąż. Jednak to jest bardzo ważne – partnerstwo i taka współpraca w związku. Oczywiście ja też jestem zorganizowana, potrafię wiele rzeczy robić naraz, potrafię zarządzać, ale to by się nie udało, gdyby nie mój mąż. To on też tworzy ze mną ten dom, opiekuje się dziećmi razem ze mną i dzielimy się obowiązkami. Dzięki temu ja mam czas, żeby być też spełnioną mamą i mieć czas na to, żeby spełniać swoje potrzeby i swoje pragnienia. To jest też bardzo ważne, żeby poza tym, że jest dom-praca, to żeby mieć też taki kawałek dla siebie – jakieś zajęcia czy coś, co jest dla nas ważne.

I co to jest dla ciebie?

Dla mnie? Ja na przykład jestem osobą bardzo aktywną i kilka razy w tygodniu ćwiczę z trenerem personalnym. Raz ćwiczę więcej, raz mniej – to zależy, jak mi tam pasuje. Natomiast to jest dla mnie takie coś, co jest takie moje. Że ja potrzebuję mieć tę godzinę na to, żeby mieć tę aktywność fizyczną, bo dzięki temu też mam power i siły do działania. To mnie napędza – endorfiny i te sprawy. To jest dla mnie bardzo ważne. Bardzo ważne jest to, żeby też dbać o siebie i mieć taki moment tylko i wyłącznie dla siebie, czyli takie proste sprawy jak kosmetyczka, fryzjer, paznokcie. To też jest dla mnie ważne, żeby mieć taką sferę dbania o siebie. Zdaję sobie sprawę, że szczęśliwa mama, to i szczęśliwe dzieci – więc jeżeli ja jestem zadowolona i moje potrzeby są spełnione, to moje dzieci też są zadowolone.

Duża inspiracja dla mnie, chociaż mamą pewnie nigdy nie będę – to by było bardzo zaskakujące – ale słucham też o tym z takiej perspektywy znalezienia tego złotego środka między tymi różnymi światami, które są. A czy w trakcie budowy prowadzenia tego biznesu w ostatnich latach też miałaś jakieś sytuacje kryzysowe, czy jakieś sytuacje trudne, z których wyciągnęłaś jakąś lekcję albo inspirację? Rozmawialiśmy o pandemii. To taka kryzysowa sytuacja, która dużą grupę ludzi równocześnie dotknęła w jeden sposób. I tu opowiedziałaś o swoim wniosku – przejść szybko do działania i po prostu coś zrobić. Czy miałaś jakieś inne takie sytuacje, o których chciałabyś albo mogłabyś powiedzieć? Jakieś lekcje czy problemy na przestrzeni całego tego okresu, które gdzieś cię nauczyły czegoś, dały ci jakąś inspirację?

Tak. Myślę, że teraz jest taki moment, kiedy zaczynam nowy etap. Wchodzę w nowy etap rozwoju zarówno osobistego, jak i rozwoju firmowego. Rzeczywiście rok 2020 był ciężki. Trzeba było zmierzyć się z tym, z taką niewiadomą – nie wiadomo, co będzie jutro. To nie było łatwe i myślę, że wniosek z tego jest taki, że należy mieć pokorę – pokorę do życia, pokorę do innych ludzi, pokorę do tego, co posiadamy i doceniać to, co się ma. Taka wdzięczność do tego, co mamy. Ten rok pokazał mi to, że nic nam nie jest dane na zawsze, że należy właśnie doceniać tu i teraz, a nie tak za wszelką cenę gnać do przodu. Ja miałam dość trudne zakończenie roku, bo trafiła nam się taka nieudana realizacja i straty finansowe, co też mnie pchnęło do takich wniosków, że teraz należy wziąć się w garść i zrobić coś z tą sytuacją, wyciągnąć wnioski, zastanowić się, czemu tak się wydarzyło, jaki to ma wpływ na funkcjonowanie firmy i co ja mogę zrobić więcej, żeby było jeszcze lepiej, żeby to usprawnić, żeby funkcjonowanie firmy usprawnić i myślę, że tak.

A z perspektywy twoich doświadczeń – tu nie ma odpowiedzi prawidłowej, bardziej to jest kwestia twojej intuicji, interpretacji z twojej perspektywy – czy jest jakaś, uważasz, jedna rzecz, taka kluczowa w biznesie, która twoim zdaniem sprawdza się, lub coś takiego, co wszyscy mówią, że to jest prawda o biznesie, ale wcale to nie jest prawda? Czy jest jakaś taka rzecz, która przychodzi ci do głowy? Co jest ważne po prostu w prowadzeniu biznesu?

Co jest ważne? Hmm… Ważne jest myślę to, że należy mieć świadomość ryzyka, że prowadząc biznes codziennie ryzykujemy. Ryzykuję z różnymi działaniami. Zawsze jest jakieś ryzyko. Myślę, że należy mieć też tę pokorę do tego, co robimy na co dzień. Przede wszystkim wydaje mi się, że odwagę – odwagę i kreatywność do tego, żeby iść do przodu.

A jak ty sobie radzisz mentalnie z tym ryzykiem? Wielokrotnie z jednej strony mówisz czasem, jak rozmawialiśmy, że masz jakieś obawy związane z jakimś krokiem, ale jednak odważnie wychodzisz do przodu. Myślę, że to jest taka też ważna cecha dla przedsiębiorców. Chciałbym zrozumieć jej podstawy. Jak ty myślisz o ryzyku w biznesie? Jak ty je wyważasz? Czy kierujesz się intuicją, czy masz jakiś inny sposób, który by pomagał ci ocenić ryzyko na przykład jakiegoś przedsięwzięcia nowego?

Ja głównie kieruję się intuicją. Oczywiście są różne inne narzędzia, które ostatecznie wspierają podjęcie decyzji o jakiejś transakcji czy inwestycji. Wiadomo, że cyfry też tutaj są istotne i fakty. Natomiast do tej pory kierowałam się intuicją. Ja wychodzę z założenia, że ten, kto nie ryzykuje, ten nie ma – po prostu.

A jak twój zespół na to reaguje i jak twój zespół wspiera to, co robisz? Bo jak zaczynałaś swoją historię, to mówisz: „robiłam wszystko sama”, ale w międzyczasie stałaś się taką menadżerką z prawdziwego zdarzenia, bo masz już zespół – teraz powiesz, jak wygląda ten zespół czy z iloma osobami działasz na co dzień? Jak ten zespół te twoje wartości przenosi? Jak w ogóle się wam razem pracuje? Co jest, myślisz, ważne w tej pracy z zespołem?

My jesteśmy bardzo zgranym zespołem. Mam fantastycznych ludzi w zespole, niektórzy pracują już wiele, wiele lat ze mną. Myślę, że mój zespół mnie rozumie i wspiera, i realizujemy wspólnie te cele, które sobie wyznaczamy. Naszym celem jest to, żeby oczywiście zwiększać sprzedaż, ale zwiększać też świadomość ludzi a propos ekologii, posiadania toreb ekologicznych, propagować to w swoich otoczeniach i też w kontaktach z klientami. Natomiast myślę, że to, co nas łączy, to jest to, że wszyscy lubimy ten produkt i wszyscy mamy z tego frajdę, jak przychodzi kolejna realizacja albo jak jakiś fajny klient się z nami kontaktuje, to my nawet czasem o tym rozmawiamy i widzę, że w moim teamie też widzę taką dumę z tego, że to tak fajnie się rozwija, że mamy tyle nowych klientów, nowych zamówień, że to coraz większe jest. Czasem mam wrażenie, że moi pracownicy patrzą na mnie ze zdumieniem, jak ja tak pomysłami rzucam: „A może teraz to zrobimy? A może teraz tak zrobimy?”. I jakieś kolejne projekty marketingowe, kolejne pomysły: „A co by tutaj ulepszyć? A co by tutaj dodać?”, kolejny produkt do oferty. No tak patrzą na mnie ze zdumieniem, ale wspierają mnie i też często angażuję mój zespół w ten proces tworzenia, że właśnie spotykamy się w mniejszym, większym gronie – w zależności, czego to dotyczy – i dyskutujemy. Ja pytam się ich o zdanie, pytam się ich o pomysły i dyskutujemy. I czasem oni też biorą udział w tworzeniu różnych pomysłów czy nawet produktów.

Jaka największa twoja lekcja menedżerska z ostatnich lat od początku twojego biznesu?

Trudne pytanie.

No wiadomo! Trudne, jak się nad tym na co dzień nie zastanawiasz, ale może twoja intuicja ci podpowie coś, co przyjdzie ci do głowy a propos pracy z ludźmi.

Myślę, że takie… Wiadomo, że im więcej ludzi, tym większa różnorodność. Jeżeli jest ta różnorodność, to może się zdarzyć, że nie do końca wszyscy się rozumieją, nie do końca rozumiemy zachowanie jakiejś osoby, która jest w zespole, nie wszyscy są akceptowani czy traktowani na równo przez innych. To jest myślę, że dla mnie taki challenge na najbliższy czas, bo będziemy się rozwijać, mam kolejne cele, kolejne projekty, kolejne pomysły. W związku z tym nasz zespół będzie się powiększał, więc jest przede mną taki challenge, żeby nauczyć się rozmawiać z tymi ludźmi i inspirować ich do tego, żeby współpracowali ze sobą i siebie akceptowali nawzajem.

Jak myślisz o tych doświadczeniach do dzisiaj, o swojej firmie, to czy jest coś, co zrobiłabyś inaczej, patrząc wstecz, zaczynając na nowo, czy poszłabyś takim samym trybem?

Jedyna rzecz, która gdzieś mi po głowie chodzi, to jest to, że może zbyt długo szłam tą drogą, że ja jestem dobra we wszystkim, ja wszystko robię najlepiej. Można było skrócić ten proces, co pewnie by przyspieszyło ten rozwój znacznie. Bo rzeczywiście miałam problem na początku z tym, żeby delegować zadania, żeby znaleźć odpowiednią osobę, która zajmie się jakąś kwestią. Przez długi czas robiłam po prostu wszystko – od obsługi klienta przez projektowanie materiałów reklamowych. Ale to jest jedyna rzecz, na którą mogę zwrócić uwagę. Tak naprawdę nie powinno się w życiu niczego żałować, więc skoro tak było, to tak miało być. I jest teraz dobrze, bo teraz w tym momencie, w miejscu, w którym jestem, uważam, że to jest dobre miejsce, jestem bardzo zadowolona z tego, co do tej pory osiągnęłam i szczęśliwa, i mam dobry grunt do tego, żeby iść dalej.

Super. A jakie doświadczenia albo działania, albo narzędzia… Co ci pomogło przejść przez ten moment, kiedy bardzo chciałaś wszystko kontrolować do tego momentu, kiedy zaczęłaś się rozglądać, że inni mogą pewne rzeczy robić lepiej od ciebie? Czy pamiętasz ten moment, czy jakieś doświadczenie, czy jakąś trudną sytuację, która spowodowała, że jednak przeszłaś przez tę barierę? To jest bariera bardzo wielu przedsiębiorców, niektórych też na bardzo zaawansowanym etapie – to znaczy ich biznes potrafi być ogromny, a oni nadal próbują być we wszystkim, więc ciekaw jestem, jak to doświadczenie u ciebie przebiegło, bo może jest w tym jakaś lekcja dla wszystkich?

Wiesz co, po prostu w pewnym momencie zaczęło mi brakować czasu. W pewnym momencie też mi zaczęło brakować wiedzy. Doszłam do takiego momentu, kiedy stanęłam przed ścianą i: „Przecież nie będę się uczyć teraz, jak projektować od nowa, bo zajmie mi to ileś tam czasu, a w tym czasie mogę zrobić to i to, i to, i to”. Po prostu tą metodą doszłam do wniosku, że brakuje mi już takich zasobów swoich własnych. Nie mogę być dobra we wszystkim. Też niektóre czynności zaczęły mnie męczyć po prostu. Stwierdziłam, że jestem dobra w jakimś jednym zakresie, drugim zakresie, ale ta czynność mnie męczy i nie chcę jej wykonywać, bo już mam jej dosyć. Nie ukrywam, że pojawienie się dziecka sporo zmieniło. Trzeba wygenerować czas też dla rodziny, na to żeby spędzać czas z tym dzieckiem, opiekować nim, więc to też wpłynęło na taką decyzję, żeby rekrutować kolejne osoby i nauczyć się też delegować zadania na poszczególne osoby, i oczekiwać odpowiedniego feedbacku – masz zdanie i proszę je zrobić, i zraportuj, jak zostało zrobione.

I jakie to jest uczucie przejść na tę drugą stronę? Opłacało się przejść z działania samodzielnego na działanie z zespołem?

Oczywiście! Oczywiście, chociaż cały czas się uczę. To nie jest tak, że już jest wszystko tak, jak powinno być i tak, jak ja sobie to wymarzyłam, ale jestem na dobrej drodze, żeby było dobrze. I jest super to, że mogę… potrafię teraz powiedzieć: „Słuchaj, poproszę cię, żebyś zrobiła dla mnie to i to, i to. Jak zrobisz, to wróć do mnie”. I to jest super.

Fajnie! A jaki jest ten cel twój następny, bo mówisz, że nie możesz się zatrzymywać? Powiedziałaś też, że czujesz, że teraz jest taki moment dla ciebie do robienia kolejnego kroku, to musisz powiedzieć, co to jest za cel, żeby każdy wiedział i mógł potem sprawdzić, jak poszło.

Oczywiście! Generalnie najważniejszym celem to jest oczywiście skalowanie biznesu, więc będę dążyła do tego, żeby zostać liderem produkcji toreb w Europie i to jest dla mnie najważniejszy cel. A drugi cel to jest profesjonalizacja mojej firmy, czyli dobór odpowiednich osób do zespołu, tak żeby ten biznes w końcu zaczął wchodzić na kolejny etap rozwoju.

A jest jakiś koniec tej drogi? Czy jak myślisz o tym, to widzisz kiedyś jakiś koniec tej historii, czy to jest taka dla ciebie historia, która po prostu myślisz, że zawsze będzie ci towarzyszyć?

Tak. Ja myślę, że to jest historia, która będzie mi towarzyszyć zawsze. Ja już mam mnóstwo pomysłów na kolejne projekty, kolejne produkty i bardzo ambitnie podchodzę do moich pomysłów. To znaczy ja mam tak, że jak już sobie wymyślę, to już tak będzie, to już tak zrobię, już dojdę do tego. Myślę, że jak już osiągnę kolejny cel, to sobie wyznaczę kolejny cel. I tak do końca.

Super. To w takim tego ci życzę. Bardzo się cieszę, że w ogóle zdecydowałaś się przyjść, bo nie było to dla ciebie takie pewnie oczywiste, żeby rozmawiać ze mną w podcaście i też znajdujesz innych działań mnóstwo. Jestem przekonany, że dużo inspiracji dla słuchaczy z naszej rozmowy jest bardzo ciekawych. Także dziękuję ci bardzo i życzę ci wspaniałych sukcesów na tym kolejnym siedmioletnim etapie, bo mówi się, że życie w takich siedmioletnich odcinkach działa, więc może to jest właśnie kolejne siedem lat zupełnie nowego przyspieszenia twojego biznesu.

Dziękuję bardzo.

Dzięki za rozmowę.

Może Cię zainteresować

Jak ocenić swój biznes i wyznaczyć nowe cele?

Czytaj

Dawid Mędrek – PushPushGo: jak mentalnie jako founder przygotować się na sprzedaż swojej spółki?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×