Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na bezpłatną konsultację
zapisz
się
25 maja 2020

Synerise – Jarosław Królewski: mailuje z prezesem Microsoftu, zarządza Wisłą Kraków i pomaga obalać mity [GAP 116]

50 min czytania

Jarosław Królewski – Synerise – posłuchaj podcastu:

Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Jarosław Królewski – Synerise – opis odcinka:

Gościem 116. odcinka Greg Albrecht Podcast jest Jarosław Królewski, co-founder Synerise, współwłaściciel klubu piłkarskiego Wisła Kraków, utytułowany przedsiębiorca i naukowiec. Synerise to wszechstronna platforma, która dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji do analizy danych, zapewnia różnorodne rozwiązania dla biznesu – od optymalizacji ceny po personalizację podróży konsumenta. Spółka jest obecnie wyceniana na 250 mln złotych.

W 116 odcinku rozmawiamy o tym:

  • czym zajmuje się Synerise i jakie wartości dostarcza m.in. firmom Żabka, Carrefour czy CCC,
  • czy rozwijając biznes technologiczny więcej inwestować w produkt czy w sprzedaż,
  • dlaczego biznes technologiczny może być kapitałochłonny,
  • jak rola przedsiębiorcy może się łączyć z karierą naukową,
  • jak radzić sobie ze stresem i czego Jarek najbardziej żałuje,
  • jak wygląda zarządzanie Wisłą Kraków,
  • jakich argumentów używać w dyskusji o zjawiskach, które nie są do końca zbadane (np. teorie spiskowe),
  • dlaczego znajomość historii cywilizacji pomaga zrozumieć aktualne problemy świata,
  • jaka jest najbardziej szkodliwa generalizacja, dotycząca biznesu, która funkcjonuje w naszym społeczeństwie,
  • dlaczego wiedza ludowa jest niebezpieczna,
  • jakie 2 książki związane z biznesem najbardziej wpłynęły na życie Jarka,
  • co dobrego może nam przynieść hejt.

Dołącz do Klubu Greg Albrecht Podcast, aby mieć dostęp do ekskluzywnych materiałów, spotkań i wpływ na kształt tego podcastu: https://albrechtpartners.com/klub

Masz pomysł na temat odcinka? Znasz kogoś, kto powinien być moim gościem? A może chcesz zostać sponsorem podcastu? Napisz do mnie: gregalbrechtpodcast (at) gmail.com

Wideo – Jarosław Królewski – Synerise:

Film

Transkrypcja – Jarosław Królewski – Synerise:

Dziś w Greg Albrecht Podcast nie nikt inny, ale Jarosław Królewski, co-founder Synerise, ale też inwestor i współwłaściciel Wisły Kraków, i czego jeszcze, o tym nam dzisiaj opowie. Bardzo się cieszę, że przyjął moje zaproszenie. Witam cię, cześć, Jarku.

Dzień dobry, witam was.

Bardzo się cieszę, że jesteś tutaj. Opowiedz, proszę, co nieco o tym, czym jest Synerise?

W przeciwieństwie, wiesz, do różnych takich firm technologicznych, które są bardzo sfokusowane, Synerise jest dzisiaj, powiedziałbym, taką bardzo zaawansowaną platformą, gdzie w zasadzie każdy duży biznes, ale również mały jest w stanie wrzucić wszystkie dane, które ma. Potem dzięki różnym naszym algorytmom A inteligencji sprawia, że po prostu ten ich biznes rośnie. I to tyczy się różnego rodzaju technik i metod, takich jak na przykład, nie wiem, systemy rekomendacji, systemy do predykcji sprzedaży, i wielu różnych innych takich, powiedziałbym, elementów, które pozwalają ci po prostu budować firmę w oparciu o nowe technologie. Jakby wyróżniamy się w tym, że większość technologii mamy, wszystkie technologie mamy swoje na takim bardzo wysokim poziomie, jeśli chodzi o wartość intelektualną, czyli walczymy z tymi największymi. No i sprzedajemy to w takim modelu, który jest bardzo powtarzalny, w postaci licencji, i robimy to na całym świecie.

No właśnie, widziałem gdzieś w internecie, widziałem twoje zdjęcie z Satya’ą Nadellą, nie wiem, czy się przewidziałem, ale jeżeli nie, to powiedz, z jakiej okazji to się wydarzyło?

No jak pewnie wiecie i również z internetu, Synerise współpracuje z Microsoftem w kontekście wielu różnych inicjatyw. Jedne to są typowo technologiczne, gdzie pracujemy na poziomie tym, że kupujemy od nich chmurę, razem (ns – 00:01:50) się do partnerów, do klientów. Ale mamy również wiele różnych projektów czy to badawczych, czy też innych. No i nie jest jakby też już tajemnicą chyba, że w 2017 roku prezes Microsoft, czyli Satya Nadella wspominał o Synerise podczas jednego ze swoich keynote, jako takiego przykładu bardzo zaawansowanych różnych technologii. Od tamtej pory zdarza mi się oczywiście z nim mailować, zdarza mi się z nim spotykać. Ostatnie chyba zdjęcie nasze jest z Davos, więc też mieliśmy okazję na World Economic Forum porozmawiać. Myślę, że się dobrze kojarzymy, kibicuje polskim i też innym, powiedziałbym, firmom technologicznym z tego jakby ośrodka świata. I jak widzimy, my, jako dzisiaj jeden z większych klientów w ogóle Azure, czyli microsoftowej platformy cloudowej w Europie Środkowowschodniej, możemy się cieszyć, no bo pewnie wiecie, że Microsoft zainwestował w Polskę, chce zainwestować w Polskę w datacenter prawie miliard dolarów, co jest ogromną rzeczą i zmieni naprawdę polaryzację tego, co się dzieje dzisiaj na rynku technologii. I mało osób to dzisiaj dostrzega, ale myślę, że wkrótce dostrzeże.

A co takiego sprawiło, że jesteście jednym z największych partnerów Microsoftu w regionie?

Jakby ten poziom tej współpracy jest różny, ale skupmy się na tym biznesowym głównie. Oznacza to po prostu, że w tym momencie jesteśmy jedną z firm, która przetwarza jedną z największych ilości danych w tej części świata, co oznacza, że po prostu hostujemy w chmurze bardzo duże ilości tych danych. To tak, powiedziałbym, zaokrąglając, my dzisiaj, jako Synerise, w naszym regionie przetwarzamy około 100 miliardów transakcji wartości, co oznacza pewnie, że moglibyśmy spokojnie podawać swój wskaźnik inflacji na dzisiaj i byłby dużo bardziej dokładniejszy, niż każdej innej instytucji pewnie w naszym kraju. Oczywiście nie robimy tego z różnych tam względów, prawda, natomiast oznacza to mniej więcej tyle, że jakby procedujemy bardzo dużo danych, co oznacza, że jesteśmy jednym z większych klientów Microsoftu. Czyli jesteśmy zarówno klientem Microsoftu, partnerem Microsoftu i to jest jakby taki wyznacznik najbardziej namacalny, prawda. Czyli konsumujemy bardzo mocno chmurę Microsoft.

A jaki krok na drodze rozwoju biznesu sprawił, że staliście się operatorem tak dużej ilości danych, czyli krótko mówiąc, jak pozyskaliście partnerów, czy klientów, którzy powierzyli wam w zarządzanie tak ogromną część swojego biznesu?

To jest bardzo ciekawe i to też jest, według mnie, bardzo też inspirujące dla wielu młodych firm. Bo często się mówi, że legitymizacja tych mniejszych podmiotów, firm technologicznych jest bardzo trudna, czyli tym dużym organizacjom jest bardzo ciężko powierzyć takim firmom jak nasza, część swojego biznesu, tak kluczowego jak na przykład big data, czy sztuczna inteligencja, czy operacja na danych. Natomiast myślę, że to jest coś na co pracowaliśmy bardzo długo. I to pod kątem security czy bezpieczeństwa, pokazywania jakichś dobrych praktyk, budowania jakby rzetelności i ekspertyzy w tym co robimy, bo my chcemy, aby naszym tym takim pitchem sprzedażowym była właśnie ekspertyza, mniej, wiecie, sprzedażowe rzeczy typu prezentacje biznesowe i tym podobne. Tylko po prostu chcemy pokazywać, w tym jesteśmy najlepsi, to potrafimy robić najlepiej, taką mamy ekspertyzę. Z technologiami big data’owymi jesteśmy, tymi, przetwarzania dużych danych, myślę, że bardzo zaawansowani, dlatego że zaczęliśmy w tym momencie mniej więcej, jak te technologie zaczęły się bardzo mocno popularyzować. W Polsce jest w ogóle bardzo dużo osób, które pracowały od początku z tymi technologiami. Wielu z nich, na przykład jeden z moich kolegów, Adam, był przy budowaniu jednego z największych klasyk big data’owych Spotify, więc myślę, że w Polsce mamy bardzo wielu inżynierów, których ta dyscyplina wiedzy bardzo, myślę, że interesuje, a my ją staramy się komercjalizować.

No dobra, no ale jest jakaś strona biznesowa, czy podałbyś przykład takiego partnera, czy klienta, którego rozwiązanie rzeczywiście jest zaskakujące, inspirujące, zawiera szczególnie dużo tego mięsa technologicznego, które wygenerowaliście i dzięki temu kreuje dużą wartość?

Ja myślę, że mamy wielu tych klientów. Możecie zweryfikować ich na stronie www na przykład. Natomiast chwaląc trochę, myślę, że polskie marki i polskich jakby ludzi, którzy zarządzają nowymi technologiami, myślę, że warto tu wspomnieć zarówno o takiej firmie jak Żabka, która, wydawałoby się, że jest firmą bardziej, powiedziałbym, offlinową, natomiast można w tym momencie szczerze powiedzieć, po tym jak wizytuję największe firmy na świecie i to technologiczne, czy też inne, że Żabka w kontekście, nie wiem, logistyki, pricingu, nowych technologii związanych z rekomendacją, z przetwarzaniem danych, w takim unikalnym modelu danych, który oferuje, jest jedną z najbardziej zaawansowanych firm, myślę, że w Europie spokojnie. I to w porównaniu do tych największych, czy do swoich konkurentów, czy ogólnie rzecz ujmując, retailu, może być świetnym przykładem dla innych firm. I tam jest naprawdę wiele rzeczy, które Synerise dzisiaj buduje, od aplikacji mobilnej poprzez segmentację, poprzez analizę danych i innych rzeczy. Żeby też nie być monotematycznym, no to myślę, że dużym graczem również, który występuje w Polsce, jest Carrefour i również ich zaawansowanym łączenie danych z offline’u, z onlinem daje tak naprawdę dzisiaj wiele różnych, świetnych przykładów funkcjonowania. Co jest w ogóle ciekawe, to żebyście wiedzieli, ten świat trochę się zmienił dzięki temu, że dzisiaj to wszystko zaczyna być real time’owe i o ile kiedyś to był taki paradygmat niedościgniony, to dzisiaj ten real time, czas rzeczywisty lub near real time jest bardzo, bardzo istotny i jakby jest kluczowy. Między innymi dlatego my dzisiaj wygrywamy, bo mamy własne na przykład rozwiązania bazodanowe, które operuje w in memory, czyli pamięci bardzo blisko procesora, jest jedną z najszybszych na świecie i dzięki temu możemy szybciej kalkulować te algorytmy, i wszystkie inne zabawki. No i na przykład taki Carrefour też jest w stanie przetwarzać dane z offline, co udowodnił tworząc jeszcze przed wszystkimi na rynku, w ostatnim czasie taki swój system, który był w stanie oszacowywać, jaki jest ruch w sklepie teraz w trakcie pandemii. Dlatego to było możliwe, dlatego, że Synerise analizował wszystkie dane z POS-ów w czasie rzeczywistym do minisekund, co, kto, gdzie kupuje, prawda, w poszczególnych offline’owych sklepach, nie tylko online’owych, bo online’owych, powiedziałbym, to jest bardzo prosta rzecz. Więc jakby jest dużo takich marek. Mamy inne marki, oczywiście bardziej e-commerce’owe, które możecie znaleźć na naszej stronie www, jak CCC, to są też wszystko nasi klienci, którzy pracują z nami. Staramy się być dla nich dobrymi partnerami. Ja osobiście wierzę w taką narrację, że jakby nie ma już dzisiaj relacji podległości między klientem a vendorem technologicznym, jest relacja partnerstwa i myślę, że ona tylko buduje jakąś ogromną przewagę dzisiaj na rynku.

Jak byś cofnął się w czasie do tego momentu, w którym pozyskaliście takiego pierwszego, dużego partnera, to jak to wyglądało? Kto to był? Jak ten proces przebiegał?

No kurczę, no były to trudne walki, udowadnianie swojej rzetelności i legitymizacji siebie, zespołu. My zawsze staraliśmy się być jakby tym kim jesteśmy, czyli tak, że pokazywać naszą nerdowską jakby stronę. Do dzisiaj wielu klientów się po prostu z nas jakby śmieje, że jesteśmy totalnie niebiznesowi na tych prezentacjach, w ogóle zamiast się skupić, wiecie, na jakichś wykresikach takich, jak znanych, wiesz, z tych wszystkich studiów MBA i tym podobnych, gdzie się pokazuje jakieś tam rzeczy, to my pokazujemy jakieś dziwne wykresy. Mogę wam pokazać fajny przykład, na przykład jak wyglądały te pierwsze nasze sprzedaże do dużych klientów. No to pamiętam taki przykład jednego dużego retailowca, gdzie pokazywaliśmy wyniki, takiej dużej sieci, która zarabia tam miliardy rocznie, no i wysłaliśmy wykres. W związku z tym, że to był wykres taki, powiedziałbym, dashboard, czyli analitykę tych naszych rzeczy, w związku z tym, że był przygotowany przez bardziej osoby techniczne, no to, wiecie, tam procent był do siódmego miejsca po przecinku, czyli na przykład 7,1234589 coś tam. No więc, wiecie, jak dostali to ludzie z tego dużego retailu, no to dostaliśmy dość mocny ochrzan. Co to w ogóle ma być? W ogóle oburzenie totalne, że jak to wygląda w ogóle? Co to za raport jakiś? Czemu niezaokrąglone te liczby? I tym podobne. No to ja tak też oczywiście wkurzony w pierwszym momencie, bardzo szybko zwróciłem się do inżynierów, czy do osób, które to przygotowywały. Na co tak, tak po pewnej chwili milczenia, tak, myślę, 1-2 godziny, dostałem taką ogromną rozpiskę, że te właśnie miejsca po przecinku robią jakieś 14 milionów różnicy. W związku z tym okazało się ostatecznie, że to były dość istotne analizy konwersji miejsca po przecinku, w związku z tym, ostatecznie ta bitwa została wygrana, powiedziałbym, merytokratyczna. Natomiast, wiecie, ciężko jest, myślę, że w Polsce, w szczególności w Europie Środkowowschodniej, czy gdzieś tam nawet za granicą pokazywać, że polskie firmy są na tyle rzetelne, żeby radzić sobie z takimi trudnymi wyzwaniami. Natomiast myślę, że przełamujemy to. I trochę tak jak w piłce nożnej, wbrew pozorom, mamy świetnych Robertów Lewandowskich, Kubów Błaszczykowskich i innych, którzy odnajdują się w dużych organizacjach typu, nie wiem, Borussia Dortmund, Bayer Monachium, Google, czy Amazon, ale jak nam przechodzić do kolektywu, to trudniej jest budować nam firmy złożone z genialnych jednostek, czy to biznesowych, czy to programistów. Jakoś nie możemy skumulować tej kolektywnej inteligencji w jednym miejscu, sprawić, że ona funkcjonuje razem, tak jak to robią za granicą i jeszcze daje wyniki, i jest jakby długotrwałym aktywem. No my staramy się to w Synerise robić, zobaczymy jak długo nam się to uda uchronić i jak z tym długo pracować.

Zanim powstało Synerise to działałeś wcześniej z HG Intelligence, zgadza się? Czy to była ta wcześniejsza nazwa? Jak to wyglądało? Jak nastąpiła ta transformacja? O co chodzi?

Więc sprawa jest dość prosta. Jeszcze na studiach pracowałem, oczywiście, potem jeszcze chwilę po studiach pracowałem w softwarehouse, a potem zdecydowaliśmy z kolegami dwoma, z Krzysztofem oraz Miłoszem, że założymy swój softwarehouse. No i tak się zaczęła mniej więcej historia HG Intelligence, czyli przeszliśmy, więc jakby taką drogę, jak większość chyba programistów przechodzi, że budujemy najpierw takie systemy dedykowane, aplikacje oraz innego rodzaju rozwiązania, a potem stwierdziliśmy, że trochę trudno jest nam funkcjonować w takiej, wiecie, usługowej formie współdziałania, gdzie sprzedaje się roboczogodziny de facto, a nie jakieś IQ czy IP. I stwierdziliśmy, że fajnie byłoby zbudować coś, co będzie bardziej produktem. Więc historia jest dość prosta, potem i w ramach tego naszego, powiedziałbym, softwarehouse, no to Synerise był jednym z produktów, w związku z tym, że kiedyś zaczął być bardziej przytłaczający, i bardziej znaczący, i dla nas kluczowym w ostatnim okresie, do funkcjonowania HG Intelligence, więc po prostu cała firma nazywała się Synerise po prostu.

No bo każdy programista czy każdy człowiek, nawet zaryzykowałbym, czy wielu ludzi, którzy pracują swoim czasem i realizują rzeczy niepowtarzalne, myśli o tym, żeby w jakimś momencie stworzyć swój produkt, no gdyby to było takie proste, że każdy myśli i to robi, no to prawdopodobnie każdy by to zrobił. Jaki element na tej waszej ścieżce od bycia programistami do bycia produktem był najważniejszy? Jaka lekcja z tego płynie, którą można by było dać innym i powiedzieć, okej, jeżeli dzisiaj pracujesz swoim czasem, to jutro zrób to, żeby rozpoznać, identyfikować, wytworzyć produkt?

U nas droga była następująca, że my trochę, myślę, że robiąc taki (ns – 00:15:04), czyli określenie tego co faktycznie potrafimy, a czego nie potrafimy, budowaliśmy początkowo ten projekt z klientami, czyli zawsze staraliśmy się, wiecie, nie być głusi na to, co oni potrzebują. Czyli zrobiliśmy taką dobrą analizę na samym początku, która miała na celu jakby weryfikację tych problemów klientów, które są dla nich w tym momencie najbardziej kluczowe. Mając jakby rozpoznanie tych wyzwań, wiedząc, że skoro nikt dla nich tego nie zaadresował, a skoro oni są najwięksi, to prawdopodobnie mają dobre jakby rozpoznanie rynku, stwierdziliśmy, że musimy pewne jakby gapy, czyli takie dziurki, dziury w całym tym procesie wypełnić i po prostu rozwiązać jako problem produktowy. I tak do tego podchodziliśmy, i tak podchodzimy do tego dzisiaj. Jakby 80% naszych kosztów miesięcznych, to są generowanie nowych produktów, czy to, nazwijmy to, subproduktów. Pewnie jak rozmawialiśmy dzisiaj z jednym dużym bankiem inwestycyjnym w Nowym Jorku, to wręcz bym powiedział, że to jest bardzo dziwne, bo on ma swoje portfolio tam 200 startupów, a u mnie to jest 200 ikonek gdzieś tam w Synerise. Jakby próbując pokazać metaforę, jak my dzisiaj jesteśmy skomplikowani, jeśli chodzi o taką, skomplikowani w tym sensie bardziej pozytywnym, że to jest taki jakby marketplace świetnych rozwiązań, które tyczą się jakby firmy i tym podobne. A jest to bardzo skomplikowane w kontekście tego, jakie wartości dostarczasz, nie, to nie jest jakby prosty jakichś, drobny produkcik, tylko coś bardziej zaawansowanego. Czyli ja bym słuchał bardzo mocno klientów.

A czy na drodze tworzenia najpierw HG Intelligence i później Synerise był jakiś moment, w którym zrobiliście coś fatalnie, co po prostu was prawie zabiło?

Ja myślę, że co miesiąc, codziennie robimy większość rzeczy fatalnie i myślę, że to jest dobra rzecz, dlatego że staramy się bardzo mocno eksperymentować. Ja uważam i jestem zwolennikiem takiej tezy, że, no tylko te trudne rzeczy ambicjonalnie są coś warte. Ja myślę, że świat zmierza do takiego czegoś, co była zawsze wizją informatyki romantycznej, że on będzie, ta informatyka będzie performance based, not consulting based, czyli, wiesz, czyli będzie taka naprawdę, że będzie można ją omiarować, ometrykować i będziesz mógł pójść na przykład na rynek na świat, i powiedzieć, słuchajcie, my jesteśmy z Synerise, robimy to najlepiej na świecie. I my tak robimy dzisiaj, że publikujemy te papery wiesz, naukowe, między innymi po to, żeby pokazać naszą siłę i moc, że idziemy, mówimy, jesteśmy najlepsi na świecie. Ale pytając o konkrety, ja myślę, że takich rzeczy było dziesiątki, jak nie setki pewnie. Do dzisiaj popełniamy, myślę, że więcej błędów, niż robimy rzeczy, powiedziałbym, podręcznikowo, jakkolwiek byśmy to nie nazwali. Co dla mnie, według mnie, były takimi momentami kluczowymi? Ja myślę, że zawsze problemy związane, wiesz, z cashflowem, z zatrudnianiem, z ofensywą w tych tematach są problematyczne, więc nieraz było w przeszłości tak, że musieliśmy organizować kapitał czy to z miesiąca na miesiąc, czy tam z kwartału na kwartał. Myślę, że popełniliśmy wiele błędów technologicznych, więc, wiesz, jak zaczynaliśmy na przykład z tymi technologiami big data’owymi, no to były czasy, kiedy na przykład taka popularna technologia jak (ns – 00:18:34) spark gdzieś tam zostały pierwszy raz prezentowane w jakichś takich sensownych release’ach w Berkley i tym podobne. I tu powiem wam taką fajną rzecz, że, jak dobrze pamiętam, jak zaczęliśmy pracować ze Sparkiem konkretnie, taki, wiecie, system do przyglądania danych, taki Framework do przeglądania danych, czy tam technologia, to byliśmy uparci i widzieliśmy, że nam coś nie działa. Tak pół roku pracowaliśmy nad tym, nie działało nam, nie działało, nie działało, nie było w dokumentacji tego, no i w końcu ktoś tam napisał do tych ludzi z Berkley i powiedzieli mu, w sumie to jest błąd w tym układzie, wystarczy to, to, to zrobić i tym podobne. Więc to nas nauczyło, że lepiej pytać, niż inwestować. Więc to był po prostu back całego tego apache’owego, open source’owego rozwiązania, o którym oni wiedzieli, my nie wiedzieliśmy, dlatego myśleliśmy, że to nasza wina. No więc jakieś 6 miesięcy pracy pewnie poszło się walić. Natomiast, to co było według mnie kluczowe i jest dzisiaj kluczowe, i to co mi też mówił między innymi, wiesz, Satya, zespół Microsoftu. W tych technologiach, które są rewolucyjne, można powiedzieć, że wszystko jest takim klienckim romansem, który jest takim (ns – 00:19:39), takim, wiesz, dużym proof of concept, gdzie spotykają się dwa organizmy, które, można założyć, że są emergentne, mogą działać oddzielnie, a prawda jest taka, że tylko wtedy, jak będą działać razem, będą akceptować porażki i braki po jednej i drugiej stronie, czyli mieć jakieś takie pokłady empatii, będą mogli wytworzyć coś świetnego. Bo jakby zamknięci, wyizolowani od tego, że mamy jakąś technologię, mamy jakąś organizację, której nie wiemy jakie jest zasoby, nie wiemy jak ona chłonna jest na wiedzę tego rozwiązania, które mu dasz, czy tej organizacji dasz, no to to jest jakby takie słabe. Więc jakby ten partnership dzisiaj jest dużo ważniejszy, niż jakby samo zdobywanie tych relacji klienckich w taki sposób drapieżny, jak było to kiedyś.

Powiedz coś o tych wyzwaniach związanych z finansowaniem, bo wy się też pozyskali jakiś kapitał z giełdy, czy zgadza się? Czy to jest jeden z modeli, z których pozyskiwaliście?

Nie.

Czy w jaki sposób uzyskiwaliście w takim razie kapitał do waszej spółki?

To jest tak, nasza historia jest też jakby fajna, bo przechodzi przez wszystkie stage’e, które pewnie są możliwe, czyli zaczynaliśmy od funduszu zalążkowego w Krakowskim Parku Technologicznym i Synerise był tak naprawdę pierwszy w finansowaniu, które Synerise miał. Chyba był najmniejszy w ogóle w tym parku, chyba tam 300 tysięcy złotych to było na fundowanie systemu klasy, który miał być bardzo skomplikowany. Ale dość szybko zebraliśmy pod to klienta i mogliśmy z nim dalej jakby rozwijać ten produkt. Jesteśmy spółką akcyjną, natomiast nie jesteśmy spółką giełdową, więc jedyne inwestycje, które mamy to są inwestycje kapitałowe tutaj na rynku polskim w postaci emisji i ta ostatnia, którą kończymy, to jest na poziomie tam 10 czy12 milionów złotych przy wycenie 260 milionów złotych, więc myślę, że to jest taki już też fajny milestone, ćwierć miliarda złotych. No w tym roku będziemy szykować się do rundy globalnej. Natomiast w większości to są emisje aniołów biznesu i tak to było w Synerise. Łącznie Synerise na dzień dzisiejszy ma około 65 milionów złotych inwestycji, duża część z tego to jest (ns – 00:21:48), związany z tym, że, no na początku oddaliśmy dużo tych akcji. Natomiast myślę, że to też pokazuje, że warto od początku mieć wiele rzeczy poukładanych. My od początku na przykład, to co jest moją świetną radą dla ludzi, wszystkich ludzi, którzy gdzieś tam budują swoje biznesy, my nigdy nie oszczędzaliśmy na tych sprawach takich, powiedziałbym, corpo, czyli na przykład od początku byliśmy spółką akcyjną, co w czasie tam 2013-14 rok, no trochę więcej kosztowało, niż teraz, ale sprawiło to, że na przykład mieliśmy co jakiś czas bardzo zaawansowane badania biegłych. Jeśli one się jeszcze zbiegły z jakimś tam raportami, czy to do jakichś (ns – 00:22:25), czy czegoś innego, no to my jakby dzisiaj szukając choćby finansowania, czy jakby rozmawiając o sprawach finansowych, no mamy wiele rzeczy przygotowanych. Takich rzeczy, których się normalnie nie ma, no bo nikomu się nie chce. Miałem też kiedyś inne spółki, rodzaje spółek z o.o., czy tak dalej, no to się nikomu tego nie chce robić. A tutaj masz obowiązek wytłumaczyć się z IP, z assetów, z aktywów, z zatrudnienia, kontrolować to i tak dalej, i to jest według mnie bardzo ważne. Więc tak, więc głównie tu te emisje prywatne, czy to VC, czy to osób prywatnych, tych angeli biznesów. Natomiast, myślę, że to co najważniejsze jest jeszcze przed nami. Czyli tą rundę, którą my w tym roku chcemy zrobić, mamy tam listy wielu funduszy inwestycyjnych, z którymi rozmawiamy, oni pomagają nam w Polsce, też duże firmy, powiedziałbym, jedne z Big 4, które będą (ns – 00:23:16) z nami tą transakcję. Ona nam pozwoli, mam nadzieję, być spółką bardziej międzynarodową, aczkolwiek jedna rzecz jest, która jest dla mnie istotna i myślę, że będzie kluczowa w dalszej części naszego funkcjonowania, to tam czasami się ludzie ze mnie śmieją, że podejmuję decyzje, jak dekretami Jarosława. Ale to idąc jakby trochę za tym, no my byśmy przede wszystkim nie chcieli oddać swojej wizji na to, jak ta spółka powinna wyglądać. Więc czasami nawet jak rozmawiamy tymi funduszami amerykańskimi, które inwestowały, nie wiem, w Facebooka, czy w te największe spółki, które można sobie wyobrażać, to oni są aż zdziwieni, że w ogóle, w cudzysłowie, olewamy cały ten taki, wiecie, framework Doliny Krzemowej, no jak się pewne rzeczy robi, tylko mówimy, że my widzimy to zupełnie w inny sposób i niestety nie zamierzamy go zmieniać. Więc jakby, no nie mamy też takiego, wiecie, myślę, że to jest (ns – 00:24:09) i że to jest pokorne, ale jest odważne w tej wizji, że, no widzimy trochę inaczej świat pewnie, niż on do tej pory jest zbudowany. I wydaje mi się, to też jest ważne, żeby spółki na przykład w Polsce nie próbowały udawać, że są innymi spółkami, czy ludźmi, niż są, tylko byli po prostu autentyczni w tym co robią. No bo inaczej, myślę, że to się szybko rozwali. No nie nagniemy się do pewnych standardów, których po prostu nie rozumiemy. Ale też wydaje mi się, że nie należy tego robić. No ja wam podam taki przykład, pewnie nie raz podawałem, ale myślę, że jest dobitny, no jakbym, to wyobraźcie sobie, że mógłbym być człowiekiem, który próbuje ludziom robić incepcję, że Jarosław z Krakowa jest w stanie nagle zbudować w każdym z krajów, nie wiem, dział biznesowy, czy firmę, która zatrudnia tam 20-30 sprzedawców, nie. Przecież jasne jest, że ja tego nie zrobię, no. Możecie na mnie zobaczyć, możecie mnie posłuchać, no no way, no nie. I w międzyczasie macie taki Microsoft z boku, czy jakiś, nawet ten Big 4, te największe firmy consultingowe. I na przykład taki Microsoft sprzedaje pewnie z miliard, bo ma pewnie miliard trzysta obecnie licencji swoich produktów miesięcznie. Więc, wiecie, jakbyście chcieli komukolwiek tak wytłumaczyć, że możecie z tym w jakikolwiek sposób rywalizować, raczej wam się nie uda. Więc naszą taką bardziej autentyczną wersją jest to, że mówimy, słuchajcie, my chcemy się skupić na tej technologii, chcemy się skupić na tym, żeby ona była najlepsza, żeby było w niej miejsce na marżę i oddać trochę takiej iberyzacji, nie, że zrobić podaż naszych technologii do rynku, żeby one rezonowały bardzo mocno na tym rynku. I mówi, słuchajcie, jeśli faktycznie chcecie mieć w danej dyscyplinie najlepsze technologie, macie tutaj tą technologię, możecie ją wdrażać, mogą to wdrażać partnerzy, duże firmy consultingowe, może (ns – 00:25:46) Microsoft, bo to też pali na przykład chmurę, czy jakieś inny, dowolny dostarczyciel chmury, bo jesteśmy agnostyczni. My mamy na tym 90% marży, więc 30% możemy na przykład oddać. I tyle. I chcemy tak zarażać. Nie chcemy wiecznie tłumaczyć ludziom, funduszom, że nagle ja będę zaczynał budować w każdym z krajów jakby swoje odnogi biznesowe po 30, 50, 100 osób i jeszcze zawiązał. Po prostu to byłoby pewnie dość nudne, a poza tym pewnie bym to schrzanił i to pięćdziesiąt razy. Więc my nie jesteśmy firmą sprzedażową, jesteśmy firmą technologiczną, która ma sprawiać, że firmy będą rosnąć i mamy być (ns – 00:26:24) based, nie, wiesz, nie relacje based. Ja uważam, że też na początkowym na etapie startupy złą rzecz robią, że określają swoją, w cudzysłowie, zajebistość tym, że udało się im komuś coś sprzedać. Często ta sprzedaż jest przez relacje, co od razu zaburza w ogóle całe pojmowanie tego biznesu. Na przykład my w Synerise mamy tak, że co 3 miesiące jeździmy na taki mini wpiernicz od dużych graczy, żeby gorzej nie powiedzieć i po prostu wybieramy sobie jakieś, wiecie, duże, fajne miejsce, do którego mogą nasi inżynierowie pojechać, ostatnio chyba był w UCR w Londynie, jeździmy do Microsoftu, do różnych, dużych firm, gdzie oni mają wystawić swoich technologicznie najlepszych gości, my wystawiamy swoje i potem oczywiście oni się challenge’ują intelektualnie na różne tematy, ale, wiesz, ale potem wracamy i wiemy czy jesteśmy state of (ns – 00:27:10), czy jesteśmy po prostu jakimiś followersami, marzycielami budowania czegoś, co i tak jest commodity gdzieś tam na rynku, nie. Takie mam do tego podejście.

Chciałbym zrozumieć właśnie, na czym polega ta kapitałochłonność tego biznesu, no bo z jednej strony macie tych wielkich klientów, którzy gdzieś tam na pewno też generują jakiś wolumen pieniądza, który generuje pewien cash flow i na pewno też to są jakieś w stopniu, wyobrażam sobie, usługi marżowe, czyli de facto ten pieniądz w spółce się w jakiś sposób generuje? I co powoduje, że nadal potrzeba więcej pieniądza, czyli jest potrzebne ciągnięcie kapitału z zewnątrz w postaci pozyskiwania inwestorów, do tego, żeby ten biznes się rozwijał? To i gdzie jest koniec tej gry, bo to zawsze mnie intryguje w tego typu modelu wzrostu?

Jasne, ja jestem w tym temacie, myślę, że bardzo transparentny. I teraz tak, bo my sobie założyliśmy, że przede wszystkim musimy wygrać tą wojnę technologiczną, która obecnie jest. I to, myślę, że należy to potraktować jako coś, co jest rzeczą wyjściową, czyli ja osobiście wierzę, wiecie, w takie podejście, że rynek bardzo mocno się konsoliduje. To znaczy, że, wiesz, przetrwają tylko ci, którzy są bardzo mocni w danych dziedzinach, ewentualnie wszyscy inni będą jakimiś, w cudzysłowie, podwykonawcami tych największych. I to jest wtedy jeszcze ostatni moment, żeby udowodnić swoją wartość tą technologiczną, powiedziałbym, tak jak powiedziałem, intelektualną, wiedzy, eksperckości w postaci produktów, bo potem raczej będzie to jakiś kolejny odłam jakiejś dużej technologii, dużego gracza. Zresztą widzicie to, że jak oni zajmują naprawdę bardzo dużo pozycji na rynku. Ostatnio chyba Lidl ogłosił, że buduje swojego clouda, tak jak Amazon, no nie? To wyobraźcie sobie, w którą stronę się idzie. Każda firma chce mieć jakiś w sobie zaczątek, czy jakby jakiś zasób wyjątkowości, nie wiem, Nike, McDonald’s chyba kupił firmę do personalizacji AI-ową swoją własną, po to, żeby jakby mieć przewagę na rynku i żeby nie być commodity, bo zauważcie, co się tu fajnego dzieje, że nagle okazuje się, że od każdego dolara w taksówce w Uberze, w Liftcie, nie wiem, 20-30% leci do Amazona, czy do Microsoftu, czy do kogoś innego, nie. Zobaczcie, jak dzisiaj zmienił się ten ekonomia pricingu. My w Synerise sobie założyliśmy, że musimy być na razie total agnostic, czyli my nie mamy, tak jak inne firmy startupiki, że wzięli sobie tą usługę Google, Microsoftu, na tym zbudowali coś i są, w cudzysłowie, takimi niewolnikami tych technologii, i ona wpływa na tą ekonomię pricingu. My mamy coś takiego, że wszystko jest budowanie jakby u nas. Czyli my dzisiaj możemy postawić swoje rozwiązania w cloudzie Microsoftu, Amazona, Googla, możemy postawić to jako private cloud, jako public cloud, możemy jako hybrydę. No i możemy zrobić to też on (ns – 00:30:24), co robimy dla banków. Więc jesteśmy totalnie niezależni, niezależnie od miejsca, czy kraju, w którym jesteśmy. Kapitałochłonność takiego biznesu jak nasz jest dość prosta do analizy. Co ciekawe, w ogóle (ns – 00:30:34) jest dość proste, no bo masz coś takiego, że masz, nie wiem, trzy główne pozycje kosztowe masz biuro, masz informatyków, programistów, czyli ludzi, no i masz serwery i tym podobne, trochę jakichś odchył w postaci wyjazdów, wiesz, tak wbrew pozorom, jakby jakieś. I plus jeszcze jak masz wtedy zrobioną analizę produktu, w sensie, jego marżowości i tak dalej, no to nie za bardzo jest tam co robić, tam nie ma dużo SKU, czy coś w tym stylu. Natomiast, na czym polega ta kapitałochłonność? My 80% tego co jest naszym kosztem, a dzisiejsze koszty Synerise to pewnie około 1 miliona euro, miesięczne, polega na tym, że my głównie inwestujemy w nowe produkty i w ludzi, którzy je budują. Czyli my, jakby obcinając, w cudzysłowie, czego oczywiście nie zrobimy i nie chcemy robić, 80% tych naszych inwestycji, mielibyśmy dalej funkcjonujący w Synerise produkt, który utrzymywałby spokojnie klientów, nie miałby problemu z tym, żeby funkcjonować i tak dalej, i tak dalej. Natomiast nie moglibyśmy budować tej przyszłości. Natomiast są takie wskaźniki, które pozwalają ci określać, kiedy to się zamknie, tak jak powiedziałeś, w tym (ns – 00:31:36), czy w jakimś tam, krzywe, które się przetną i one mniej więcej mają funkcjonować w taki sposób, że twoje ERM powinno rosnąć tam, 2 do 3 razy rocznie, natomiast koszty nie powinny rosnąć więcej, niż tam do 20-50%. Więc w pewnym momencie ci się to zbiega i tak jest właśnie w Synerise, czyli my staramy się jakby, żeby koszty już powoli się wypłaszczały, natomiast, żeby przychody rosły dość mocno i dramatycznie. Co gorsze, jest tak, że badania też wykazały, że nie da się przyszłości odłożyć na później, czyli żeby była jasność, to nie jest tak, że…, i oczywiście mi jako właścicielowi, czy też founderowi, czy osobie, która się tym zajmuje, dużo łatwiej byłoby rosnąć sobie generycznie, powolutku, bez żadnej ekspozycji na ryzyko, na inwestycje, na kapitał i tym podobne. Tylko problem jest taki, że nie zdobywalibyśmy tego rynku, a w międzyczasie ktoś inny go zdobywałby. Nie budowalibyśmy przewag technologicznych i ktoś inny by je budował. Więc można byłoby założyć, że gdybyśmy chcieli rosnąć generycznie, to prawdopodobnie nigdy nie dobudowalibyśmy bocznej spółki. Czyli za rok, za dwa doszlibyśmy do spółki, czy mielibyśmy już nawet teraz pewnie rentowną spółkę, ale doszlibyśmy do czegoś, co zatrzymałoby się na jakimś tam poziomie przychodów i nigdy nie znaczyłoby nic wielkiego na świecie. I to jest jakby ten moment, i to, po co potrzebujesz tych inwestycji. No my szacujemy, że nasze roczne koszty prowadzenia Synerise to jest od 40-50 milionów złotych, no i myślę, że w niedługim czasie będziemy się starali, żeby ten debt nastąpił, żebyśmy nie pogłębiali tych dalszych inwestycji, bo to są jakby inwestycje, które też, wydaje nam się, że więcej już nie jesteśmy w stanie mentalnie ogarnąć, czyli w tym takim (ns – 00:33:15) przysłowiu informatycznym, 9 matek w miesiąc dziecka nie urodzi, więc już wiemy, że nie możemy poszerzyć zbytnio tego, to jest optymalna liczba ludzi, których jesteśmy w stanie w tej platformie, razem prowadzić te projekty. Nie chcemy już jej, jakby myślę, że jakby je poszerzać. No i w tym wypadku, myślę, że ten model jest w porządku. Przy czym pamiętaj, że to nie jest tak, że my cały czas w Polsce, raczej jesteśmy małokapitałochłonnym biznesem. Jak na przykład teraz rywalizujemy z jedną firmą izraelską w Hiszpanii, u takiej dużej firmy telekomunikacyjnej, no to jak my wydaliśmy na R&D, wiesz, nie wiem, 15 milionów dolarów, oni wydali 100 milionów dolarów. Więc pewnie już teraz wiesz co jest z tyłu głowy i wcale nie są dużo większą spółką, niż my, jeśli chodzi o (ns – 00:34:02), jakkolwiek byś na to patrzył. Ale problem jest taki, no że jest różnica pomiędzy tym, ile ty pieniążków wydałeś na coś, a ile ktoś inny wydał. Więc my jesteśmy bardzo efektywną spółką i myślę, że efektowną, natomiast problem jest gdzieś indziej, że nagle okazuje się, że wszyscy chcą zdobywać ten rynek, nawet kosztem dumpowania pewnych cen. Czyli można zauważyć coś takiego, że my mamy najlepszy tech na przykład, ale ktoś wygrał na przykład dany deal, bo, wiesz, będzie mógł nadpłacić na przykład tą różnicę w cenie, prawda. Czyli na przykład my możemy szybciej procesować dane i kosztuje to mniej, ktoś po prostu w związku z tym, że ma finansowanie, obniży te koszty nawet poniżej rynku, byleby tego klienta mieć, a potem go up-sellować czy cross-selować. Czyli czasochłonność wynika, odpowiadając na twoje pytanie, z tego, że po pierwsze, nie chcemy być followersami, chcemy budować jakby swoje przewagi. U nas, co jest w ogóle ciekawe i odwrotne w stosunku do tego, jak robią spółki amerykańskie często, i polskie również, u nas 25 % kosztów stanowi działania, powiedziałbym, okołobiznesowe, wiesz, solution architectowej i tym podobne, a przeważnie to jest na odwrót, że masz 25-30% tech, tak też mają ci najwięksi na świecie, a resztę masz (ns – 00:35:18), no nie, jakby egzekucja rynkowa. My na razie cały czas trzymamy się tej strategii odwrotnej, wierzymy, że tej drugiej rzeczy każdy jest w stanie się nauczyć, mówiąc w cudzysłowie, tego (ns – 00:35:30), propagacji, gorzej jest z tą pierwszą rzeczą. Tamtą rzecz jesteś w stanie kupić, po prostu, kupić z rynku, wziąć najlepszych ludzi, nie wiem, zapłacić komuś, whatever, co sobie z tym zrobisz. Ale jest rzecz, której nie zrobisz i nie odtworzysz, to jest rzecz, którą masz w ludziach, w tym jak potrafią pewne rzeczy robić, jaką wartość dostarczają. I to jest wartość sama w sobie.

Jak twoja kariera przedsiębiorcy łączy się z twoją karierą wykładowcy akademickiego, czy łączyła się? Dlaczego, z jakich motywacji i co spowodowało, że zostałeś przedsiębiorcą?

To znaczy tak, po pierwsze, nie uważam, że to był jakiś ogromny proces, który był super zaplanowany, żeby była jasność i będąc totalnie autentycznym czy szczerym, wydaje mi się, że mało co było z tego zaplanowane. Natomiast, jak byłem młody, to nigdy nie mogłem się zdecydować co chciałbym robić w życiu i dlatego tak dużo różnych dziedzin mnie bardzo interesowało. No i pierwszą rzeczą, która zawsze mnie interesowała i do dzisiaj, myślę, że mnie bardzo interesuje, i bardzo ją wspieram, to były kwestie związane, w cudzysłowie, z nauką. Ale nie taką, jak w tym takim filmie youtubowym, że jakaś tam dziewczyna mówi, co cię interesuje? Nauka, chłopaki i te takie. Tylko faktycznie, wiesz, takie dogłębne poznawanie jakichś dogłębnych rzeczy. I taką pierwszą w ogóle miłością było gdzieś tam uniwersytet, ale tam też buzowało we mnie bardzo wiele, więc pamiętam, że już po roku wykładów stwierdziłem, że pewne rzeczy pasowałoby zmodernizować, i do dziś na AGH jest wiele kierunków studiów, nie programów, wiesz, nie kursów, nie kursu jednego, tam jakiegoś, wiesz, przedmiotów, tylko całego programu studiów, które gdzieś tam napisałem i wdrożyłem. To był wielki szok wtedy, bo to były pierwsze takie, wiesz, programy, które musiałeś, którym ja próbowałem udowodnić, że da się pogodzić mariaż biznesu z taką holistyką nauki, czyli starałem się przetłumaczyć senatom uczelni, rektorom, że warto byłoby budować takie programy, gdzie część zajęć, co jest po prostu z praktykami, z zewnątrz uczelni, co kiedyś było, wiesz, warunkiem takim, który nie mógł się zdarzyć, że ktoś, wiesz, bez tytułu naukowego wykłada na uczelni, prowadzi zajęcia specjalistyczne. No i ja to bardzo mocno forsowałem. Do dzisiaj AGH, myślę, że zarabia na tym bardzo dużo pieniążków, ale myślę, że dużo fajniejsze jest to, że bardzo wielu świetnych specjalistów dzisiaj pracuje. No ja spotykam moich studentów, którzy nawet nie wiedzą, że skończyli moje studia. W wielu, nie wiem, warszawskich, polskich oddziałach, w wielu firmach na kierownicze stanowiskach i czuję ogromną satysfakcję z tego, że tak się stało. Też potem napisałem jedną z pierwszych książek, to też byłem, wydaje mi się, że dość młody, 26 lat miałem, w PWN-ie, po tym jak uruchomiłem te studia. Natomiast, tam też starałem się jakby rzeczy robić od zera, czyli budować je, koruptować jakieś tam systemy. No bo wydawało mi się, że to jest zawsze fajne, żeby nie tylko obserwować jakiś tam świat, tylko też w jakiś tam sposób go budować. I ta strona aktywna bardziej mnie interesowała. A czemu akurat mówisz o przedsiębiorczości? Ja powiem ci tak, że mam średnio z tym problem, no więc czasami jak mnie podpisują tam w Wiśle Kraków albo gdzieś w jakichś paskach newsów, działacz, albo biznesmen, to mi się tak trochę śmiać, wiesz, chce. Bo ani ze mnie działacz piłkarski, ani biznesmen. Przede wszystkim dlatego, że uważam osobiście, że jestem bardzo słabym biznesmenem, przedsiębiorcą, po prostu mam taką naturę, że nie potrafię być niedobry dla ludzi, zawsze ich w jakiś tam sposób tłumaczę, czy jakąś empatię do nich buduję. Chociaż ostatnio się mocno staram, żeby to zmienić i być bardziej takim twardym, egzekucyjnym gościem, i tym podobne. Jedyne rzeczy, które mnie oczywiście irytują, to to jak ktoś popełnia błędy, których wiem, że nie powinien popełnić, bo go na to stać. Czyli jeśli bym założył, że ktoś jest, w cudzysłowie, słaby, no to nie mam z tym problemu i wiem, że on też wie, ja wiem i nie oczekujemy od siebie dużo. Ale jak ktoś, który wiem, że jest mega na dużym poziomie i robi jakieś proste błędy, to to są rzeczy, które mnie irytują. Natomiast ja nie uważam się osobiście dzisiaj za przedsiębiorcę i uważam, że wiele osób również się za takich nie uważa. Nie wiem do końca czy na przykład Satya Nadella jest przedsiębiorcą w tym takim rozumieniu standardowym, czy jest biznesmenem. Ciężko mi powiedzieć, czy tak jest, czy wszyscy ci ludzie, którzy pochodzą od technologii są dzisiaj, no takimi, nazwijmy to, przedsiębiorcami w rozumieniu takim strategicznym. Raczej to są osoby, które próbują łączyć jakieś tam kropki bazujące na jakichś takich swoich wizjach i jakichś takich, powiedziałbym, przewodzicielami pewnych ruchów są. Natomiast ja bym bardziej widział siebie, czy to co buduję, jako takie, wiesz, większe laboratorium, gdzie gdzieś chcemy pewne rzeczy stworzyć. Ale na pewno mniej skupiam się na takich procesach, które są znane przedsiębiorczości, czyli, wiesz, jakieś restrukturyzacje, takie biznesowe bardziej podejście, tylko raczej staramy się ofensywnie budować wartość, niż jakby być takim biznesmenem, który, myślę, że wszyscy znamy, wiesz, i takim, który liczy słupki, i to są dla nich najważniejsze rzeczy. Ja mam z tym problem, no.

Jakbyś sięgnął pamięcią do najwcześniejszego momentu, w którym właśnie zastanawiałeś się nad tym, czy może stworzyć swój biznes, czy jednak może pójść pracować na etacie, to jak to wyglądało? No bo wiele osób, które mają te kompetencje merytoryczne, które też i ty na pewno posiadasz, czy posiadłeś, wybierają zupełnie inną ścieżkę. Czy nie miałeś takiego momentu, w którym myślałeś, dobra, pójdę na zawsze, wiem, że pracowałeś chwilę na etacie, ale pójdę na zawsze tą ścieżką korporacyjną?

Wiesz co, ja myślę, że ciężko mi teraz powiedzieć jakby, co zdarzyłoby się jakby gdyby wybrał inne ścieżki życiowe. Natomiast z mojej perspektywy wydaje mi się, że każdego życie jest troszkę inne i z mojej perspektywy zawsze jest czas na wiele różnych zmian. I to co nam dała dzisiejsza ekonomia, to jest coś, co nie było dostępne wiele lat temu, czyli, jak pewnie wiesz, kiedyś trzeba było naprawdę generycznie przejść wiele schodków, żeby nawet móc być legitymizowany w tym biznesie, prawda. Czyli trzeba było zbudować ten swój majestat bardzo długo. A dzisiaj jest trochę tak, że dzięki tym nowym technologiom wiele osób dzisiaj może się urodzić z świetnym pomysłem w nocy, mieć parę osób ciekawych, młodych, które razem się skrzykną, żeby coś zbudować i mogą to zrobić bardzo tanim kosztem, i bardzo szybko. Więc ja bym był ostrożny w określaniu tego, czy ktoś osiągnął sukces, jaka jest miara tego sukcesu, bo każdy ma, jak wiecie, pewne swoje problemy życiowe, jakieś własne wyzwania, własne błędy, własne sumienie i tym podobne, i to pewnie wygląda na różnym poziomie u każdego. Natomiast spłaszczyła się możliwość zrobienia pewnych rzeczy dzisiaj. I myślę, że, o ile zdolność do eksperymentowania, nie wiem, w czasach mojej mamy, babci i tym podobne, była trudniejsza, no bo stabilna praca, do końca życia, 30 lat w tym samym miejscu, to myślę, że dzisiaj powinniśmy być otwarci na więcej eksperymentów, dlatego że ta cała rewolucja sztucznej inteligencji, w technologiach, a nawet w tej pracy takiej remote, którą teraz mamy, zdalnej, pokazała, jak wiele dzisiaj zależy od ludzi, od ich pasji. I jakby jak bardzo ważne jest skojarzenia marży na tej pasji względem wszystkiego innego. I to nie jest, ot tak, że wiesz, że, nie wiem, czytasz te książki tych wszystkich, nawet Satya ma tą fajną książkę „Hit Refresh”, w której tam oni wszyscy mówią, że pierwszy raz ta dywidenda, w cudzysłowie, przestała być kluczowa w tym, jak postrzegasz przedsiębiorstwo, no nie. Czy nagle ta cała twoja rodzina, pracownicy, to, jaki masz impact na świat, jakie modele biznesowe nowe możesz budować na tym co już zbudowałeś, jest dużo ważniejsza, niż krótkoterminowa dywidenda, która podlega, jak wiesz, różnym spekulacjom i dzisiaj jest bardzo trudna jakby do oceny. Natomiast dużo ważniejsze niż dzisiaj, myślę, że myślenie w taki sposób, że im, w cudzysłowie, wyżej jesteś z pewnymi tematami, tym większą odpowiedzialność jakby ponosisz za tą całą solidarność z całym społeczeństwem, i tak dalej. Natomiast, w mojej perspektywie wydaje mi się, że piękne w tym wszystkim jest to, ja zawsze tłumaczyłem to moim studentom, że nawet jakbym się ogromnie starał i miał najlepszych zawodników na rynku, najlepszych ludzi od sztucznej inteligencji, to gdyby mi przyszło wdrożyć ekspercki system na przykład dla salonu kosmetycznego, niestety, potrzebowałbym wiedzy domenowej w tym zakresie. I to jest, myślę, że ten moment, który ludzie jeszcze nie wszyscy dostrzegają, że nagle jak ich ta ekspertyza w dziedzinie, którą mają, rozumieją, lubią, i jeśli ona dostanie dzisiaj takiego, powiedziałbym, nitro z technologicznego, to ona może mieć zupełnie inny wymiar. Więc dzisiaj każde rzemiosło jest absolutnie potrzebne. I ja uważam, że nie będzie tak, że komputery oczywiście odbiorą ludziom pracę, po prostu ona się stanie bardziej ciekawa. Natomiast wydaje mi się, że ludzie, w szczególności młodzi, gdybym ja mógł coś zmienić w swoim życiu i żałuję, że tego nie zrobiłem, nigdy nie zrobiłem tego, nigdy nie zrobiłem sobie takiego gap, nie mówię nawet o gap yearze, ale gap w kwartale, gdzie siadłbym na tyłku, po prostu, siadłbym po prostu realnie na tyłku przez 3 miesiące i zaplanował siebie, zaplanował jakby, wiesz, swoje życie, swoje rzeczy, swój pomysł na firmę nawet, pomysł na technologię, pomysł na siebie, pomysł na rodzinę swoją, na wszystko. Po prostu nie dałem sobie tego czasu nigdy. I jak jest coś, czego żałuję, to żałuję tego, że nigdy tego nie zrobiłem, że po prostu nie siadłem. Nie kosztowałoby mnie to tak bardzo dużo, byłoby to 3 miesiące, przeżyłbym o wodzie, o chlebie, czymkolwiek, nie, zamknąłbym się w jakimś procesie, w jakiejś komórce, czy w jakiejś piwnicy, żeby pewne rzeczy po prostu, tak po ludzku sobie przemyśleć. I żałuję tego, że dzisiaj na przykład nie mam już na to możliwości. To jest przechlapane. Nie mam możliwości nie odbierać teraz telefonu przez 3 miesiące, czy to od rodziny, czy od domu, od kogokolwiek. Więc ja myślę, że ten etap na studiowanie, to powinien być faktycznym etapem na odkrywanie siebie, pasji, eksperymenty w różnych dziedzinach i ludzie powinni na to tak patrzeć. Jak będą na to tak patrzeć, to myślę, że na odpowiedzi na wiele pytań uzyskają dość wcześnie i jakby nie powinni traktować studiów, czy takiego tego okresu zaraz po studiach tylko i wyłącznie instrumentalnie, jako wyścigu jakichś tam szczurów, tylko faktycznego studiowania siebie, otoczenia, technologii i wszystkich innych rzeczy, no to myślę, że to będzie coś fajnego dla nich, i ja tego osobiście żałuję, że nigdy do tego nie doprowadziłem, tak mówiąc szczerze. Czyli uważam, że trzeba mieć po prostu dużo odwagi. I taką odwagę, wiesz, najlepsze jest to, że wiesz, że to zawsze jest z tym związane, z takim trudnym myśleniem. No ja pamiętam, że z takich rzeczy, które mi bardzo utknęły w pamięci, jest to, że jak przyjeżdżałem na Wielkanoc czy Wigilię do rodziny, to akurat tak się zdarzyło, że mam żonę, więc mam też teściową, którą bardzo lubię i myślę, że mamy świetne flow. Natomiast chodzi o to, że, wiesz, no wszyscy opowiadali na jakim etapie ścieżki kariery gdzieś tam są, czy coś tam robią, natomiast ja opowiadałem o tym, że na przykład zadłużam się, bo inwestuję w firmę, bo robię to, tamto i wiele różnych rzeczy, które są z tym gdzieś tam związane. I to jest taki moment wstydu, który każdy musi gdzieś tam przełknąć. No i myślę, że wstyd jest nieodzowną rzeczą dla wszystkich.

To bardzo ciekawa refleksja, którą przedstawiłeś i myślę, że moglibyśmy o tym długo pogadać, i chętnie o tym pogadam z tobą, ale nie wiem, czy to jest temat taki, który byłby właściwy, żeby wszyscy o nim też dyskutowali. Moje takie krótkie tylko pytania, które bym sobie zadał na twoim miejscu, na które może nie musisz teraz odpowiadać, ale może każdemu te pytania mogłyby pomóc. To jest pierwsze, to jest, jeżelibyś dzisiaj zrobił sobie taką przerwę, to co byś dzięki temu realnie zyskał? Jeżeli jest coś takiego, co byś dzięki temu zyskał, to to co cię powstrzymuje przed tym, żeby tego nie zrobić, jeżeli jest to tak ważne, tak? Bo myślę, że takie, ja wiem, że to jest oczywiście banalnie proste to powiedzieć, dużo trudniej to przełożyć i ten problem jest bardziej złożony zawsze, ale myślę, że odpowiadając sobie na to pytanie, można rozprawić się z poczuciem dyskomfortu związanym z tym, że czegoś się nie zrobiło. Szczególnie w sytuacji, w której, mogę ci powiedzieć ze swojego doświadczenia, bo ja za to bardzo dużo eksperymentowałem i spędziłem bardzo dużo czasu na zastanawianie się nad tym, co chcę w życiu robić, i na różnych eksperymentach, i scenariuszach, które przeszedłem w swoim życiu. I niekoniecznie jestem przekonany, czy da się analitycznie rzeczywiście rozwiązać ten problem. Czyli krótko mówiąc, czy wychodząc z pewnego kołowrotka i patrząc na niego z boku, jesteś w stanie podjąć dobre decyzje i na poziomie hipotetycznym, analitycznym poskładać te klocki tak, żeby one stworzyły rzeczywistość lepszą od tej, w której znajdujesz się, kiedy jesteś w danym momencie w rzeczywistości? Takie są totalnie moje refleksje z tego tematu i chętnie też potem o tym z tobą pogadam. Może to jeszcze sobie zostawimy na później.

Nie, no myślę, że na pewno masz w tym dużo racji, no. Wiesz co, ja myślę, że na 100% masz w tym dużo jakby racji. Bardziej moim zdaniem chodzi o to, że czasami brakuje nam tego czasu na taki oddech, żeby pewne rzeczy jakby przemyśleć. Jesteśmy za mało refleksyjni, wydaje mi się, niż byliśmy wiele lat temu, na różnych jakby poziomach. I bardzo, powiedziałbym, pobieżnie pewne rzeczy analizujemy. Ja powiem ci taki przykład, który zawsze podaję, a on jest dla mnie kluczowy. Jak przygotowywałem się na przykład do studiów z filozofii, to miałem taką rzecz, że starałem się tych matematyków, filozofów czytać ich biografie, żeby zrozumieć, skąd oni w ogóle te teorie wykminili, wybudowali, stworzyli je, co było tego wynikiem, czy one nie są narzutem właśnie tego, jak się zachowali, jak funkcjonowali w przeszłości i tak dalej. I to co było dla mnie kluczowe wtedy, jak to robiłem, to to że tam taka autoetnografia czy autoentropologia siebie jest, wydaje mi się, że bardzo istotna, żeby się nawet, w cudzysłowie, ulepszyć w kontekście tego, co chciałbyś w życiu zrobić, i to na poziomie gdzieś rodzinnym, biznesowym, i tym podobne. I to co jest według mnie ważne, i to tak jakby cały czas ta świadomość, że jakby nikt jakby nie jest doskonały i myślę, że, ja w szczególności po ostatnich 2 latach wiem o tym, że wiele tych niedoskonałości względem doskonałości człowiek ma, natomiast pewnie chciałby mieć projekcję siebie, ale jak trochę, jak taki informatyk, w cudzysłowie, weźmiesz pewne rzeczy pod analizę, to nagle dochodzisz do takiego złudnego zrozumienia, że, oczywiście w cudzysłowie, jest lista skończonych rzeczy, które określają człowieka. Jak pewnie wiesz, jeśli coś w matematyce i informatyce jest skończone, to możesz to opisać, czy to przez negację, dowód wprost, nie wprost, czy jakieś inne rzeczy. Czyli możesz sobie zrobić taką check listę, czy jakby wypisać sobie rzeczy, jakby zwymiarować siebie na różne tematy i nawet per krytyczne myślenie, pewne rzeczy po prostu odsiać z tego swojego życia. I tak na przykład też staram się podchodzić do studentów, żeby oni na przykład jak robią rzeczy, których nie lubią na przykład albo uczęszczają na wykłady, których nie lubią, nie interesuje ich to, to uświadomienie sobie tego procesu, że to mnie nie interesuje, jest równie ważne, jak wiesz, jak nauczenie się czegoś. I ta selekcja negatywna jest też według mnie bardzo istotna. I to czego ja na przykład nie zrobiłem, to zawsze mówiłem, i do dzisiaj to mówię, to jest ciekawe, że, ja mówię tak, chciałem być wiele razy latarnikiem, bo tak mi się wydawało, że on ma zawsze spokój, wiesz, że nikt mu tyłka nie zawraca, ma parę książek, może o wielu rzeczach myśleć i tak dalej. A dzisiaj trochę tak jest, że programiści są jak kiedyś poeci, że jednym, nie wiem, z kilku linijek kodu są w stanie zmieniać rzeczywistość i to jest taka demiurgowska laska, którą możecie, no pewne rzeczy popychać do przodu. Ale moim zdaniem jest tak, że po prostu pędząc potem, po tym czasie młodości, teraz jest dużo trudniej pewne rzeczy zrobić. Nie dlatego, że nie chcę albo nie mógłbym tego zrobić z powodów finansowych, tylko z jednej strony nie chcę jakby zawodzić na innych polach, czy to rodzinnym, czy to gdzieś indziej, a na wszystkie rzeczy mam bardzo mało czasu, bo nie jestem człowiekiem, który, moim zdaniem, ma sukces. Wydaje mi się, że bardzo trudno jest określić ludzi, którzy mają sukces, bo historia pokazała, że można mieć długo sukces, potem okazać się, że to było bańkosukces, czy bańka sukcesu, w której się wydawało, że żyło się w takiej świadomości, że to jest, a prawda jest taka, że to nie miało aż takiego znaczenia. I uważam, że jak jesteś w takim momencie negocjacji siebie, to cały czas jesteś poddany jakimś tam nerwom, stresowi, i bardzo ciężko jest się wyizolować. I pewnie dlatego są teraz takie popularne różne wycieczki gdzieś tam do Czech, czy gdzieś indziej, że cię wsadzają do jakichś namiotów i przez 3 miesiące nie wypuszczają. Nie miałem jeszcze okazji być, ale (ns – 00:59:57) pewnie dlatego, żeby ludziom się taki twardy reset pewnych rzeczy gdzieś tam tworzył w głowie. Natomiast, no tak jak powiedziałeś, nie mam na to jakby własnej metody sprawdzonej, a w szczególności opisanej na gruncie nauk psychologicznych, czy psychologii, a pewnie i psychiatrii, więc jakby myślę, że warto zaparkować jakby ten temat. To jakieś takie prywatne odczucie.

Podyskutowaliśmy tutaj trochę o różnych wyzwaniach takich, które mamy jako przedsiębiorcy, jako ludzie, którzy są aktywnie zaangażowani w różne obszary. Jakie ty masz metody na to na przykład, żeby radzić sobie ze stresem, żeby w jakiś sposób jednak patrzeć trochę, wychodzić poza krąg tego co się dzieje na co dzień i czy masz jakąś taką metodę, nie wiem, sport, jakiś inny sposób na to, który pozwala ci trochę się na chwilę odpiąć?

Oh my God, to jest dopiero ciężkie pytanie. Co jest bardzo ciekawe, to wiesz, nie mam jakiejś ukonstytuowanej metody, którą codziennie rano gdzieś tam stosuję i mam jakąś rutynę w tym zakresie. Raczej jest to pewien rodzaj, inhalacja, która się pojawia on demand, przede wszystkim dlatego, że mam po prostu nieuporządkowane życie, że czasami jestem w innym kraju, w innej przestrzeni czasowej, potem jestem jeszcze gdzieś indziej, wszystko jest po prostu z dnia na dzień rozwalone trochę i cały czas mnie jakby zaskakuje. Ale nie uważam, że to jest złe, no trochę uważam tak, jak prezes Amazona, że nasze życie i to jak (ns – 01:02:44) pokazał, że nasze życie będzie się przenikać z pracą, i bardzo ciężko będzie kiedyś zrobić 8 godzin roboty, a potem coś jeszcze dalej. Ale to co staram się, raz na jakiś czas wyjść na piłkę oczywiście i tak dalej, spędzić czas jakby trochę z rodziną. Natomiast, no mam, aktualnie mogę ci powiedzieć, że wprost, że absolutnie i aksamitnie mnie relaksuje czytanie Twittera, jak widzę jak ludzie reagują na pewne rzeczy, jakie mają pomysły na rzeczywistość i jakby jej projekcję. Bawi mnie to lepiej, niż każdy inny stand-up, naprawdę, to jest po prostu piękna rzecz. A jeszcze jak mi kiedyś wrzucą ciekawe memy ze mną, wczoraj na przykład wrzucili mema, bo tam wdałem się w jakąś dyskusję z jakimś dziennikarzem, chyba z panem Piotrem (ns – 01:03:34), który jest z lubuskiego, na jakieś tam różne tematy, oczywiście zeszło coś tam na alkohol, więc ktoś zrobił mema, na którym po lewej stronie jest Podlasie przed Jarosławem Królewskim i po Jarosławie Królewskim, gdzie macie filtr do robienia wódki, taki stary, jak gdzieś tam z lat 50. i po drugiej stronie macie takie nowoczesne narzędzie do samogonu. Więc jakby, no to mnie naprawdę bawi i rozumiem to jakoś w pewnym aspekcie. Aczkolwiek nie mam jakiejś takiej metody, no staram się przede wszystkim dużo spędzać czasu z ludźmi, rozmawiać z nimi. A jak już całkowicie mnie coś wkurza, no to przeważnie sobie coś pokoduję, poprogramuję, wyłączę komputer, czy jakby chcę się zrelaksować. Relaksuje mnie wtedy jak mogę mieć czas, w którym nikt do mnie nie dzwoni i mogę na przykład w weekend mieć czas na takie własne eksperymenty jakieś umysłowe, coś fajnego przeczytać, coś fajnego porobić, poeksperymentować, i myślę, że to jest mega spoko. Ale nie mam jakiegoś takiego, jest wielu coacherów, którzy mówią, że mają jakieś tam swoje metody. Nie mam, nie mam, ja myślę, że jestem, u mnie jest totalny postmodernizm, jeśli chodzi o to.

O co chodzi z tą Wisłą Kraków? Bo ja widziałem też na twoim LinkedInie, jak już mówimy o LinkedInie, że tam to nie jest jedyny klub, z którym jesteś swoją duszą i portfelem związany, ale, no jeden taki, powiedziałbym, no poważny w znaczeniu wielkości, skali, ligi, et cetera, et cetera. To jak to jest z tą Wisłą Kraków, skąd to się wzięło? Jaka jest twoja rola? Wyjaśnij trochę więcej, co to znaczy co-investor and board member, o ile dobrze pamiętam, tam tak jest, to na czym to polega?

Och, to jest w ogóle temat rzeka. Aczkolwiek, jak pewnie tam wiecie, z różnych tam mediów, w styczniu 2019 Wisły prawie nie było, nie, Kraków jako klubu piłkarskiego. Naszykował się do dryfowania w V lidze, no więc realnie i w cudzysłowie, no ludzie płakali na ulicach, myślę, że debata, no publiczna w całej Polsce była dość ogromna na ten temat. Przede wszystkim dlatego, że pokazała też jakimi my jesteśmy przedsiębiorcami, jaką mamy skłonność do ryzyka. Bo jeśli w kraju nie znalazł się nikt, kto chciałby klub, który ma 114 lat historii, czyli, no można byłoby powiedzieć, że to jest takie duże, wielkie muzeum różnych serc, które są z tym klubem. I to jest dla wielu ludzi całe ich jestestwo, bo pamiętajmy, że nie wszyscy mają zawody, które ich pasjonują, i tak dalej, i to jest wszystko co mają. Jeśli nikt z przedsiębiorców i osób, które zajmują się biznesem, nie chciał się tego podjąć, co było tam też problematyczne, bo tam były kwestie prokuratury, pseudokibiców i tym podobne, to stwierdziłem, że to jest idealny projekt dla mnie, no nie. Mogłem sobie poradzić na jakiś, wiesz, (ns – 01:10:13) na jakieś kursy dotyczące zarządzania ryzykiem, czy coś w tym stylu, a tu miałbym to na co dzień. A stało się tak głównie, dlatego że już takie rzeczy wspieram, to nie było z dnia na dzień. Czyli na przykład, wspieram klub piłkarski kobiet, dziewczyn, od dłuższego czasu, również wspieram taki swój klub macierzysty (ns – 01:10:38) z IV ligi. No i tak się okazało, że w tej Wiśle Kraków również był mój kolega z liceum, któremu postanowiłem pomóc w trakcie tej akcji ratunkowej, to już poprosiłem wtedy o pomoc Mathieu Flaminiego, to jest były piłkarz Arsenalu, którego znam z biznesu, Roberta Lewandowskiego. No i najkluczowszy był tu Kuba Błaszczykowski i Tomek Jażdżyński, z którym wyprowadzam Wisłę na prostą i myślę, że idzie nam to całkiem, całkiem. W zeszłym roku wyciągnęliśmy ją z dużego bagna, jeśli chodzi o długi. W tym momencie, ostatni rok to było prawie 6 milionów zysku, przychody wzrosły od 25 do 30, chyba, 6 milionów, jak dobrze pamiętam, zredukowaliśmy długi o 16 milionów. Więc coś potrafimy, 14-16 milionów, coś tam potrafiliśmy z tym zrobić. A co oznacza to w praktyce? W praktyce to oznacza dzisiaj, że 33% akcji, trochę mniej, bo tam trzeba odjąć jeszcze kibiców w crowdfundingu, które pozyskaliśmy w akcji crowdfundingowej, by the way, największej chyba w tej części Europy. 33% Wisły Kraków należy do mnie, 33% należy do Jakuba Błaszczykowskiego i 33% należy do Tomka Jażdżyńskiego, czyli prezesa Gremi Media, właściciela między innymi Rzeczpospolitej. Czyli my realnie dzisiaj wzięliśmy odpowiedzialność za ten klub, czyli wszystkie jego długi, wszystkie jego projekcje przyszłe i tym podobne, to jest teraz nasz problem. I plus tych wszystkich akcjonariuszy, chyba tam ponad 10 tysięcy, którzy z nami kupili akcje. Natomiast niemniej jednak jest to po naszej stronie. Jestem też oczywiście w radzie nadzorczej, jestem wiceprzewodniczącym rady nadzorczej. Wisła Kraków od 1,5 roku jest sterowana przez radę nadzorczą, czyli plus zarząd, w tym momencie Błaszczykowskiego, gdzie po prostu codziennie na WhatsAppie, co jest też ciekawe, Wisła jest zarządzana na WhatsAppie w dużej mierze. Myślę, że 80% decyzji jest zdalnych, bo jesteśmy w różnych miejscach kraju. Mamy grupę, która się nazywa „Czterej muszkieterowie”, która powstała w styczniu 2019 roku właśnie, jak zaczynaliśmy tą przygodę, która funkcjonuje do dzisiaj i tam głosujemy, decydujemy o wszystkich ciemnych sprawach Wisły Kraków, od e-commerce’u, po merchandising, po inwestorów, po transfery, wszystko dzieje się zdalnie i to jest piękny przykład tego, że da się prowadzić spółkę zdalnie, ale oczywiście z egzekucją na miejscu. Natomiast mamy tak wspaniały zespół w Wiśle Kraków i tak wspaniałych kibiców, że oni we wszystkim pomagają. Więc realnie dzisiaj jestem współodpowiedzialny za to co się stanie dalej z klubem i co się dzieje z nim na bieżąco, i od formy sportowej po wszystko inne jakby odpowiedzialność ostateczna jest gdzieś tam u nas, jako właścicieli, czy zarządzających Wisłą Kraków. Tak że sporo roboty.

Tak, to jest niesamowita historia, nie będę już drążył, dlaczego się na to zdecydowałeś, bo możesz to potraktować jako pytanie podchwytliwe w kontekście tego o czym wcześniej mówiliśmy, że cały czas nowe rzeczy zaczynasz robić i nie spojrzałeś na to z boku, żeby wybrać. Ale jestem pod wrażeniem, no bo rzeczywiście kluby w Polsce, wedle mojej powierzchownej wiedzy, no to to nie jest biznes, na którym się szybko i łatwo robi pieniądze, mówiąc bardzo oględnie. Tak że to poważne wyzwanie i też ogromna odpowiedzialność, więc za to mega trzymam kciuki i bardzo podziwiam.

Ale to jest część gospodarki, która ma właśnie wpływ na wiele osób i liczymy, że ten wpływ będzie pozytywny poprzez edukację i wiele różnych tematów obok.

Super, że o tym powiedziałeś, bo jest jeszcze jeden temat, który jakby chciałbym ciebie, jako człowieka, który myśli bardzo rozsądnie, racjonalnie, ma duży background ten naukowy i umiejętności oceny rzeczywistości z perspektywy nie, wydaje mi się, a z perspektywy danych i analizy. Chciałem cię zapytać o taki temat, bo ostatnio na Facebooku wrzuciłem taki post, który był dość radośnie komentowany przez niektórych, bo już nie wytrzymałem tematu tak zwanych teorii spiskowych, tych różnych latających chemtrailsów, 5G, które atakują zza węgła, a za tym idzie Bill Gates, który komuś tam wszczepia jakąś szczepionkę, żeby nas wszystkich kontrolować na całym świecie. I chciałem zapytać ciebie, w jaki sposób, uważasz, można się sensownie odnajdować w przestrzeni problemów, których nie jesteśmy w stanie dotknąć? Jest jakaś duża grupa osób, które w coś konkretnego wierzą, a równocześnie nie ma bardzo dobrego źródła danych na to, żeby zaprzeczyć pewnej teorii, rozumiesz, czyli nie jest temat dobrze zbadany, żeby jednoznacznie można było coś powiedzieć i na przykład w kontekście tego COVID-u, jedni pokazują jakieś semi-profesjonalne, a tak naprawdę amatorskie, filmy dokumentalne, które mówią, że to jest jakiś spisek, inni mają inne poglądy. Jak nawigować intelektualnie, według ciebie, w tego typu problemach?

Przede wszystkim trzeba założyć na dzień dobry, że to są bardzo zaawansowane sprawy i pewnie jest tak, że nigdy nie mamy pełnej wiedzy o tym, co się gdzieś tam dzieje obok nas. Trzeba byłoby założyć, że jest to wiedza na jakichś tam, na określonej liczbie przesłanek, czy typie przesłanek, które mamy. I to powinno podlegać na naszej analizie, czyli prowadząc dyskurs w tym temacie, musimy mówić, że nasza wiedza opiera się na tym, na tym, na tym i warto byłoby ją zawsze uszczegółowić źródłami, bo wtedy jesteśmy mega profesjonalni, powiedziałbym, naukowo. Natomiast ja osobiście nie wierzę, że da się w jakiś tam sposób zniwelować, w sposób oczywiście legalny i właściwy dla demokracji, głosów, które są taką formą różnych religii, załóżmy tam, intelektualnych również, dlatego że one zawsze istniały, będą istnieć i są też, wydaje mi się, że właściwe dla ludzi, którzy nimi operują lub którzy chcą je stosować dla własnych celów. I jakby z mojej perspektywy, wydaje mi się, że jednak wierzyłbym w rzeczy, które są w tym aspekcie dość mocno naukowo zorientowane, i patrzyłbym przede wszystkim na to, co tyczy się jakichś, powiedziałbym, uspójnionych analiz. Czyli jeśli mówisz o takich rzeczach jak chemtrails i inne sprawy, musiałbym być, masz kwestię wiary i pewności naukowej, no. Pewności naukowej w tym zakresie, ja osobiście nie mam, natomiast, no moja osobista wiara i zdrowy rozsądek mówi, że znalazłbym pewnie lepsze metody na to, żeby manipulować, zaszczepiać, czy cokolwiek robić ze społeczeństwem na świecie, niż ładować to z samolotów akurat, gdzie fizyka sprawia, że wiele rzeczy może nam się nie udać przez to. Natomiast, uważam, że przede wszystkim należy czytać historię ludzi i historię całego, myślę, że rozumieć historię cywilizacji. Bo jeśli, wiesz, na przykład masz ten przykład Gatesa, jeśli go rozumiesz, jeśli wiesz co zrobił, co przechodził, nawet jako krytycznie, względem jego, tego bycia tym demiurgiem świata i tym kołowrotkiem, i tych wszystkich teorii spiskowych, weźmiesz antyprzykłady tego, że jednak świat miał jakiś resistance do niego. Przykładowo problemy antymonopolowe, które prawie zniszczyły Microsoft do zera, do cna, bo gdyby nie wygrali tych procesów, to dzisiaj byliby pewnie jedną z firemek. To pokazuje, że to nie jest tak, że każdy z nich ma łatwo. To nie jest tak, że mamy historię samej hossy, tylko jest też bessa. No historia Jobsa pokazuje, że jednak nie jest to wszystko tak pięknie zaplanowane, jak można byłoby powiedzieć. No dzisiaj możemy powiedzieć, że Jobs miał świetny pomysł na to jak zawładnąć światem, telefonami i był człowiekiem, który ma wszystko przemyślane, i w myśl jakiegoś układu światowego i tak dalej, tylko pamiętajmy, że on miał okres w życiu, w którym był po prostu poza całym tym układem. Więc jakby ja myślę, że teorie spiskowe zawsze będą teoriami spiskowymi, dopóki nie zostaną w jakiś tam sposób udowodnione. Ale niestety będą istniały, dopóki nie zostaną potwierdzone lub będą istniały dopóki nie zostaną obalone. No i niestety ubolewam nad tym, że musimy takie rzeczy czytać, i raczej bym próbował nimi zarządzać per sarkazm, ja tak staram się na Twitterze. Ostatnio wrzuciłem taki Twitt, że skoro Gates to wszystko wymyślił, no to zostaje nam tylko uważać, jak się spotykamy z komputerem, tak jak ja z tobą, bo ten wirus może przejść z komputera na człowieka, więc najlepiej by było od razu jeszcze zainstalować Kaspersky’ego Antywirus, który jest bardzo dziurawy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i był sterowany też przez KGB. I jakby to są takie, wiesz, myślę, że zabawne gry słowne, i trzeba jednak pokazywać ludziom tą merytorykę, tak uważam. I w tym aspekcie, dla mnie na przykład nie ma jakichś specjalnych teorii spiskowych w zakresie Gatesa, bo on o tym wszystkim mówił. Na przykład tam nie ma rzeczy, które jakoś szczególnie zaskakują. Depopulacja, mówił, wirus, mówił, komputery, mówił, chipy, mówił, więc nie ma tam nic o czym, by wcześniej nie mówił publicznie, wprost. Więc teorią spiskową nie może być coś, do czego ktoś jest przekonany do jakiejś tam swojej narracji, bardziej lub mniej. Więc jakby z mojej perspektywy, no staram się to jakoś zdroworozsądkowo rozbijać i jak najmniej o tym po prostu dyskutować, bo potem wychodzą naprawdę śmieszne rzeczy i aż sam potem się dziwię, że aż tyle czasu spędziłem na tym, żeby o tym po prostu dyskutować. Natomiast niektóre z tych teorii są po prostu szkodliwe, no i problem jest taki, że potem niektóre rzeczy są wykorzystywane do tego, żeby to jeszcze materializować finansowo, to już w ogóle jakiś hardcore. No ale, no myślę, że widzisz rzeczywistość, która nas otacza. Najgorszą rzeczą, która spotyka społeczeństwo jako takie, według mojej wiedzy i tego jak ja rozumiem to społeczeństwo, jest kwantyfikator ogólny zbyt duży, czyli generalizacja. Czyli wiesz, jak idzie, nie wiem, 100 przedsiębiorców na strajk, to potem Polska mówi, że wszyscy przedsiębiorcy idą. Jak idzie, nie wiem, 1000 narodowców, coś już zrobi, to potem mówią, że robią to wszyscy narodowcy, czy wszyscy patrioci tak mają. I to są takie skrajne generalizacje, którymi media dzisiaj grają. A problem jest, wiesz jaki dzisiaj, moim zdaniem? Z czego to się wzięło? Że dziennikarzy nie stać na to, żeby mówić prawdę, no. Dziennikarzy nie stać na to, żeby mówić prawdę. Dzisiaj, co gorsze jeszcze, dzisiaj jest taki hardcore, myślę, że to jest najtrudniejsze dla mnie do zrozumienia, że ta prawda musi jeszcze wyglądać jak prawda, żeby ludzie ją traktowali jako prawdę. No to jest w ogóle jakiś dramat, no. Nie wystarczy, że jesteś prawdziwy, nie wystarczy, że mówisz szczerze, ty jeszcze musisz udowodnić, że mówisz szczerze, bo zawsze znajdzie się ktoś, który to oprotestuje. Natomiast dziennikarze, no nie dziwmy się, słuchajcie, oni dzisiaj żyją z klików, oni dzisiaj nie mają czasu na to, żeby się rozwijać, nie mają czasu, żeby napisać dobry, świetny tekst, bo się przecież nie sprzeda, jak nie będzie w tytule, że ktoś kogoś zabił, albo ktoś coś ukradł i tym podobne. Przecież już dzisiaj praktycznie dziennikarstwo, które było merytoryczne, językowo poprawne przestało mieć znaczenie względem dziennikarstwa, które jest tu i teraz, byleby szybciej dostarczyć newsa, zebrać w modelu atrybucji jak najwięcej. Ja nad tym mega ubolewam, bo zawsze traktowałem zawód dziennikarstwa jako coś, co jest bardzo misyjne. Na dzisiaj go sprowadziliśmy do klików i do wartości z jakichś potem clickbajtów i tak dalej. Więc nie dziwię się im, że nie mają, że nie powstają jakieś teksty bardziej merytoryczne.

No to co powiedziałeś a propos tego tłumaczenia się, że nie jest się, nie wiem, czym tam, niedźwiedziem czy osłem, to to jest rzeczywiście duża prawda. Ja mam takie doświadczenie, wiesz, że wysłałem, na przykład mam taki klub słuchaczy i parę takich innych inicjatyw też, no i wysłałem jakąś taką inicjatywę, w której po prostu powiedziałem, że chcę coś ludziom dać, i nawet w grupie osób, które jakby już mnie kojarzą, znają, był taki wysoki poziom sceptycyzmu, że ludzie nie wierzyli, zastanawiali się, co ja w związku z tym chcę, że chcę komuś dać coś w prezencie. Czyli że ten sceptycyzm źle rozumiany po prostu, zabija pewnego rodzaju bazową wiarę w człowieczeństwo drugiego człowieka. I to jest super, że o tym powiedziałeś, uważam, bo też tego doświadczam i to jest trudne, bo kiedy robisz coś z misji, to więcej będzie tych, którzy będą mówili, a, chce się nachapać, a na pewno chce mi coś sprzedać, chce mnie zmanipulować i trudno jest wierzyć w czyste intencje. A propos generalizacji, jaka jest jedna, twoim zdaniem, prawda o biznesie lub fałsz na temat biznesu, który funkcjonuje wszędzie i uważasz, że to jest kompletna bzdura, taka właśnie generalizacja?

O tym to jest duże pole do popisu, ale aczkolwiek myślę, że smutne jest przede wszystkim z tej części świata, myślę, to jest kluczowa rzecz, że bycie przedsiębiorstwem w Polsce wcale jeszcze cały czas nie jest nobilitujące, tylko to jest jakby druga kategoria, która mówiąca, że to jest drapieżny kapitalizm, wyzysk jakichś ludzi i widzi się tylko i wyłącznie tą złą część tego, a nie tą, że się zbiera na podatki, że organizuje się pracę ludziom, że stara się być dla nich szefem, partnerem, przyjacielem. I to jest, myślę, zła rzecz, że po prostu tak są przedsiębiorcy odbierani. Ale to jest wina tych przedsiębiorców, którzy do tej pory prezentowali typ na przykład gospodarki takiej jak nasza, w sposób abstrakcyjnie, w cudzysłowie, jak to się mówi, januszowy, czyli, wiesz, absolutnie bez uczuć, bez empatii, bez partnerstwa, bez zrozumienia pracowników, bez szukania u nich pasji, bez szukania rozwoju, w alienacji tej pracy, we wszystkich takich złych cechach, rozumiesz, takich mega niepoprawnych, moim zdaniem, cechach, które nie zapraszały ludzi do tego, żeby współtworzyli coś. Ja myślę sobie, jest grupa ludzi młodych, jest grupa ludzi, którzy chcieliby, żeby rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej, niż wygląda do tej pory i nie chcielibyśmy, żeby przedsiębiorcy zawsze byli kojarzeni z tymi ludźmi, którzy, nie wiem, najważniejszy dla nich jest jakichś leasing samochodu, czy jakieś takie rzeczy, bo to zaraz będzie dostępne dla całego społeczeństwa jako usługi. Natomiast widziałbym to w ten sposób i jak rozmawiałem z wieloma, a znam wielu, Michaela Della, Satya’ę, no spotkałem naprawdę wielu ludzi, nie na zasadzie selfie, tylko faktycznie przy kolacjach czy na spotkaniach, i myślę, że każdy z nich ten taki, powiedziałbym, którzy mi zaimponowali, to byli ludzie, którzy przychodzą do domu po pracy i czytają jakieś materiały kulturalne, czytają materiały o medycynie, martwią się tym, jak ten świat za chwilę będzie wyglądał, martwią się tym, co powinni po sobie pozostawić, żeby miało to jakiś sens, nie tylko w kontekście mediów, PR-u, czegoś innego, tylko realną, jakiś, nie wiem, wpływ na to społeczeństwo pozytywny. Chcą mieć jakąś satysfakcję. Ja myślę, że to co ludzie zmieniają dzisiaj w społeczeństwie, to to że nie ma większego dzisiaj sukcesu, moim zdaniem, i to też powtarzam, i staram się moim współpracownikom powtarzać, że nie ma nic piękniejszego niż to, że możesz zobaczyć, że jakaś osoba obok ciebie rośnie. Że, wiesz, że dałeś jej ten empowerment, że ona stanie się lepszym człowiekiem, że zmieni nawyki, albo ciebie zmieni, wbrew pozorom i tak dalej, i że w tym dogmacie będziemy funkcjonować. Mnie naprawdę mierzi ta straszna hipokryzja, którą niektórzy ludzie mają względem jakichś systemów wartości deklaratywnych, które mają względem tego, jak się potem na koniec dnia zachowują. Natomiast uważam, że wiele osób, które chcą wypowiadać się o przedsiębiorcach pewnie musiałaby poznać wiele tych biografii, które są za historią tych wszystkich przedsiębiorców. A z drugiej strony chciałbym, żeby po prostu biznes miał klasę, na którą zasługuje i chciałbym, żeby tak jak kiedyś, ta klasa profesorów, klasa nauki, ludzi, którzy zmieniali bieg historii, żeby wróciła do niektórych zawodów, które są dzisiaj deprecjonowane. Bo dzisiaj Pati z Instagrama, ważniejsze jest jej zdanie, niż profesora, no który 30 lat spędził nad jakąś dziedziną, całe życie temu poświęcił, bo Pati ma więcej gości na Instagramie. A wystarczyłoby, żeby Pati miała przynajmniej 20-30% więcej rozwagi i wystarczyłoby, żeby wrzuciła ten link od tego profesora. Nie musiałaby czytać o tym, tylko stwierdziła, że, jestem Pati, tego, tego nie umiem, natomiast zdradzam tutaj pana, który publikował to, przeczytajcie sobie dalej. I co jest bardzo szkodliwe, moim zdaniem, opinie to nie są fakty. I jak myślę, że wrzuciłem taki tekst, nie wiem, czy widziałeś, na Twitterze ostatnio, ten taki tekst, który mówił o ekspertach, o tym jak ludzie dzisiaj traktują ekspertów i tam było takie słynne zdanie, od którego gdzieś tam zaczynałem, że twoja opinia w danych tematach, czy ludzi opinia w poszczególnych tematach niestety nie może być traktowana tak samo. Czyli niestety powinniśmy ważyć te decyzje, czyli jakby nie każdego zdanie, w każdym temacie ma tą samą wagę i musimy być tego świadomi, no. Umówmy się, moje zdanie w kontekście, nie wiem, medycyny będzie mniej znaczące, niż kogokolwiek innego. No i tam był taki fajny cytat, że „kiedy wypowiadam się na tematy, spodziewam się, że moja opinia waży więcej, niż opinia większości innych ludzi”. No tak jest, jeżeli jesteś ekspertem czegoś i nad czymś pracujesz. I w nauce, w szczególności w socjologii jest takie pojęcie etnometodologii, to jest coś takiego, jak wiedza ludowa, no. To jest taka wiedza, którą zasięgasz u sąsiadów, usłyszałeś na mieście, dowiedziałeś się od jakiejś koleżanki, kolegi i skleciłeś potem to swoimi instrumentami intelektualnymi, i z tego ci wyszła taka wiedza ludowa, no. I ja uważam, że ta wiedza ludowa jest bardzo niebezpieczna. I ja osobiście nie jestem za taką, w cudzysłowie, demokracją ekspercką w wielu tematach, bo ona by sprawiła, że wszystkim byłoby lepiej żyć jakościowo, aczkolwiek nie byłoby to wypaczenie władzy. No bo dzisiaj zmuszanie kogoś, żeby pracował w cyfryzacji albo zmuszanie kogoś, żeby pracował w jakichś innych ministerstwach ktoś, kto nie ma o tym pojęcia, po prostu jest ze szkodą dla tej osoby, jest ze szkodą dla społecznego interesu publicznego i wszystkich innych. No nie oczekujmy od ludzi, którzy się nie zajmują, nigdy nie programowali, że będą dobrymi ludźmi, którzy będą na przykład budować strategię cyfryzacji Polski, bo nie będą, bo zanim oni to nadrobią, to minie wiele lat, a jak minie te wiele lat, to inne kraje będą daleko za nami. I jestem też zwolennikiem tego, i mówię to szczerze, i z całą odpowiedzialnością, że wbrew temu, co często się mówi, że płace urzędników powinny być na niskim poziomie, ja uważam, że wręcz przeciwnie. W rzeczach, które są najważniejsze dla społeczeństwa polskiego, jak bezpieczeństwo, jak cyfryzacja, jak prawo, inne rzeczy, ludzie powinni jak urzędnicy, zarabiać stawki rynkowe, po to, żeby mogli realizować się i żebyśmy mieli najlepszych specjalistów na tych pozycjach, a nie ludzi przeciętnych, bo potem ci ludzie przeciętni budują dla tych ludzi, którzy muszą żyć w jakim ekosystemie prawa, czy w środowisku absurdów i tego typu spraw.

Jarek, czy jest jakaś jedna książka związana z biznesem, która wpłynęła bardzo na twoje życie biznesowe?

Jest chyba taka jedna, tylko jakbyś mi dał minutę, ja bym sobie sprawdził rok jej, bo to była ważna rzecz, ja ją mam chyba gdzieś w pobliżu dosłownie, czekaj, mam, o. Bo kultowy jest dla mnie rok, żeby wam powiedzieć, z którego to roku jest. Już nie pamiętam, kiedy było pierwsze wydanie, a ja mam przy sobie blisko, bo dostałem ją od przyjaciela, nie wiem czy znajdę ten rok. To była taka książka, którą dostałem od kolegi Petera Bodisa, który jeszcze jest w radzie nadzorczej Synerise i to jest ta książka. To jest książka „How to Win Friends and Influence People”. 70 lat ta książka ma i jeszcze nie straciła na wartości, może masz?

Za mną też stoi właśnie, ale nie będę już szukał.

I to jest naprawdę fajna książka, ja do niej czasami wracam nawet tak wybiórczo w niektórych tematach. Ona tyczy się tego, że to jest jakby zrzut umysły, taki snapchat ludzi, kurde, sprzed 60 lat, czy coś, jakichś prawd biznesowych, które się aplikują absolutnie do dzisiejszych czasów. A druga sprawa jest taka, że drugą książką, która na mnie zrobiła duże wrażenie i ją zawsze polecam w podcastach, ale dlatego, żeby szerzyć ją bardzo mocno. I pewnie też dlatego, że trochę jest to zabisowane, dlatego że znam tę osobę, czyli książka Satya’i Nadella’i „Hit Refresh”, ostatnio wydana i tam polecam, moi drodzy, jak ktoś nie chce czytać całości, no bo tam jest trochę takich, wiecie, nerdowych wstawek, polecam jego słowo na zakończenie. Tam jest pięknie określone, dosłownie w 15 minutach audiobooka, gdybyście chcieli, ja sobie go puszczam co jakiś czas, żeby sobie przypomnieć, o tym jaka jest rola biznesu w świecie, jak ważne jest dzisiaj, żeby dostrzegać to, że każdy biznes opiera się na lokalności, na pasji ludzi, na partnerstwie. I jest to dla mnie teraz taki rozdział do którego czasami wracam, jak już zaczynam w pewne rzeczy wątpić, i myślę, że warto przeczytać. No myślę, że warto poczytać, bo to jest jakby takie zupełnie nowe podejście, nie podręcznikowe, nie takie, powiedziałbym, zastane. I co jest lepsze, pisze to gość, który cały czas jest w trakcie bycia prezesem Microsoftu, czyli to jest, wiecie, taka niecodzienna rzecz, że nie pisze tego ktoś, kto jest już po tej swojej przygodzie, tylko to jest człowiek, który pisze to w trakcie swojej przygody. I to jest zupełnie inny poziom abstrakcji, nawet takiej wydawniczej, niż pewnie ludzie, którzy piszą biografię kogoś post factum, tylko pisze to jakby ze swojego, takiego, powiedziałbym, z aktualnej wiedzy i tym podobnych. Czyli te dwie książki, myślę, że to jest coś takiego, o czym staram się zawsze pamiętać i jak widzisz, mieć przy sobie, przy czym nie jestem w biurze u siebie, a większe książki mam na Kindle’u, więc to jest taka, którą mam w wersji papierowej.

Jarku, co jeszcze chciałbyś na końcu dodać, bo będziemy finiszować? Co dla ciebie jest ważne? Co chciałbyś powiedzieć światu lub chciałbyś, żeby świat przyniósł dla ciebie? Co chciałbyś, żeby słuchacze, widzowie tobie życzyli? I takie słowo na zakończenie.

Moim zdaniem, przede wszystkim powinniśmy wierzyć w ludzi, w to, że wszyscy jesteśmy w stanie się zmieniać na lepsze i powinniśmy przede wszystkim myśleć o tym, że nasze życie możemy spędzić w zgodzie z naszymi pasjami, powinniśmy się rozwijać. Zawsze powinniśmy pamiętać o tym, że powinniśmy być ludźmi z klasą i jakby ten imperatyw kategoryczny Kanta w tym aspekcie powinien nas charakteryzować na każdym możliwym poziomie. Powinniśmy jakby wspierać siebie, mało hejtować innych, bo prawda jest taka, że rzadko znamy czy to retrospekcję, czy historie życiowe tych ludzi i bardzo łatwo jest oceniać, i krzywdzić te osoby. Natomiast myślę, że powinniśmy być cierpliwi i myślę, że ta cierpliwość, i ta persystencja, czyli konsekwencja w naszym życiu to jest kluczowa rzecz. Myślę, że zarówno w sporcie, zarówno w biznesie, jak i w wielu różnych, innych dyscyplinach wiele razy wygrywa się głównie dzięki tej konsekwencji i temu, że jesteśmy wytrwali w tym co robimy, nawet jak nam idzie troszkę gorzej. A przede wszystkim powinniśmy być odporni dzisiaj na stres i na hejt. Myślę, że hejt jest czymś, co jest dobrą rozrywką i traktujmy go zawsze jako rozrywkę. I to jest, myślę, że dobra rozrywka, dobry stand-up, nawet na swój temat jest czymś, co może być bardzo płodne. I wbrew pozorom szukamy tam w tym hejcie też feedbacku, ja na przykład kocham to robić, bo nawet jak na 100 dziwnych, śmiesznych opinii na mój temat, które absolutnie nie są na przykład prawdą, czy coś w tym stylu, nawet jak uzyskam 2%, czyli dwie opinie dobre, takie w tym sensie złe, ale dobre w tym kontekście, że mogę je wykorzystać, to sprawi, że być może będą kiedyś lepszym człowiekiem dla kogoś innego. A to że wszyscy jesteśmy ludźmi z absolutną, dużą ilością wad, no to myślę, że wiemy i nie próbujemy się tutaj zbytnio wybielać. No myślę, że mamy dużo do poprawy i dużo rzeczy, które gdzieś tam każdemu leżą na sumieniu, a które każdy z nas chciałby wyprostować w przyszłości, i tyle. Tyle z mojego after words.

Jarku, bardzo ci dziękuję za to, że przybyłeś do Greg Albrecht Podcast poprzez Skype’a i znalazłeś ten czas, żeby podzielić się swoimi przemyśleniami. Trzymam kciuki za dalszą ekspansję produktu Synerise globalnie, oraz za to, żeby Wisła Kraków okazała się pozytywnym przykładem, jak można transformować i działać z klubem piłkarskim w tym jakże nietypowym kraju, w którym żyjemy, w którym, myślę, jest ogromny kapitał do tego, żeby właśnie ten klub zaistniał. I życzę ci wszystkiego dobrego, dzięki wielkie za tę rozmowę.

Ja również chciałem ci bardzo serdecznie podziękować, życzyć cierpliwości w swojej misji, pozdrowić wszystkich twoich słuchaczy. Dzięki temu, że mieliśmy się spotkać też poznałem trochę twoich wcześniejszych audycji, szczerze doceniam za jakość i za taką precyzję w tym, co chcesz przekazać. Jak pamiętam się spotkaliśmy pierwszy raz, to tylko dodam twoim słuchaczom, żeby mieli też jakiegoś takiego tipa zza kulis, o tobie, żeby to było jasne. To ja osobiście zawsze podziwiam ludzi, którzy starają się być precyzyjni i specyficzni. Taka ciekawostka, jak wiele razy jestem marzycielem i mam takie duże koło zamachowe wielu tematów to na naszym pierwszym spotkaniu z Gregem był tym, który mnie bardzo mocno opanowywał i sobie to zapamiętałem, i staram się być teraz bardziej (ns – 01:38:44), niż czasami bywałem. I myślę, że to ostatecznie jest dobre, bo to pozwala pewne rzeczy operacjonalizować i konceptualizować na dużo wyższym poziomie. Więc dziękuje, ta lekcja od ciebie została wdrożona w życie i myślę, że będzie miała pragmatyczny wymiar w przyszłości. Dziękuję jeszcze raz.

Dzięki, zaskoczyłeś mnie tym, ale jeżeli taka sytuacja miała miejsce, pamiętam spotkanie, jeżeli tak to odebrałeś, mega się cieszę, że dało ci to wartość i wszystkiego dobrego, dzięki serdeczne.

Dzięki.

Może Cię zainteresować

Jakub Tomasiczek – JBTS: 100 mln obrotu i oficjalna dystrybucja Xiaomi w Polsce

Czytaj

Delegujesz czy tylko się oszukujesz?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×