Jak wygląda życie człowieka, którego nazywają „robotem”? I czy da się zbudować firmę wartą miliony, nie gubiąc przy tym siebie? W najnowszym odcinku Greg Albrecht Podcast rozmowa z dr. Michałem Wrzoskiem – przedsiębiorcą, który połączył naukę, sport i biznes w zaskakujący sposób. Jak wyglądają decyzje, które potrafią zmienić bieg kariery? Co stoi za ambicją i co tak naprawdę napędza ludzi sukcesu?
W najnowszym odcinku Greg Albrecht Podcast poznasz historię człowieka, który zbudował firmę wartą miliony, nie tracąc siebie.
Dr Michał Wrzosek – dietetyk kliniczny, sportowiec i założyciel Centrum Respo – pokazuje, że sukces zawodowy zaczyna się od troski o siebie.
Rozmawiamy o decyzjach, które potrafią odmienić bieg kariery, o mądrym przywództwie i codziennych nawykach, które dodają energii do działania. Michał dzieli się swoim podejściem do pracy, delegowania i skalowania firmy, która pomogła tysiącom ludzi poprawić zdrowie.
Tłumaczy, dlaczego nie wierzy w drastyczne diety, ale w konsekwencję, sen i równowagę, oraz jak te same zasady stosuje w biznesie. Opowiada, co go napędza, jak buduje zespół, który działa lepiej niż on sam, i dlaczego skupienie się na jednej rzeczy przyniosło mu największe efekty.
To szczera rozmowa o tym, jak zachować spokój, prowadząc firmę o milionowych przychodach, i jak znaleźć sens w działaniu, które idzie w parze z wartościami. Bo największe efekty przychodzą wtedy, gdy działasz w zgodzie ze sobą.
W tym odcinku dowiesz się:
▫️ Jak wyglądała droga Michała Wrzoska od pierwszych konsultacji do przedsiębiorcy z firmą o milionowych przychodach,
▫️ Dlaczego skupienie się na jednej rzeczy może być najlepszą strategią skalowania ,
▫️ Jak zbudować zespół, który działa lepiej niż Ty sam,
▫️ W jaki sposób zachować równowagę między biznesem a życiem prywatnym,
▫️ Czym jest prawdziwe przywództwo oparte na wartościach,
▫️ I dlaczego w świecie nieustannego pośpiechu czasem warto po prostu… zwolnić.
🎙️ Posłuchaj #338 odcinka Greg Albrecht Podcast: Odrzucił miliony dla swoich wartości. Michał Wrzosek o skalowaniu firmy i byciu w zgodzie ze sobą.

Partnerzy Greg Albrecht Podcast:https://youtu.be/gtEn_c9ysJk
Formeds – Odbierz 20% rabatu na suplementy formeds z kodem GREG20. Popraw swoją wydajność, formę i samopoczucie z pomocą wysokiej klasy polskich produktów ze 100% czystym składem, optymalnymi dawkami składników aktywnych i jakości potwierdzonej przez niezależne laboratoria.https://youtu.be/gtEn_c9ysJk
Wspierając naszych partnerów, wspierasz rozwój podcastu!
Transkrypcja:
(Transkrypcja jest generowana automatycznie, może zawierać drobne błędy)
Michał Wrzosek: Średnio Polak w ciągu roku spożywa 44 kg cukru. Ja bym w ogóle zaczął od snu. Nawet jeżeli mówimy o diecie, to zacząłbym od snu, bo brak snu i zły sen rozwalają potem wszystko.
Okropnie dużo pieniędzy odrzuciłem w swoim życiu na deale, współpracę. Na dzień dzisiejszy robię w nim, co chcę, czyli nie jestem zmuszany żadnego dnia.
Ja tak naprawdę nie pracowałem nigdzie oprócz gastronomii, zanim założyłem po prostu swoją jednoosobową działalność gospodarczą, a następnie Centrum Respo.
Greg Albrecht: Czytałem, że Centrum Respo osiągnie prawie 35 milionów przychodów w 2024 roku. Czy to jest prawda?
Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners — mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu oraz executive coaching. Formec, producent suplementów o 100% czystym składzie. Z kodem GREG20 zamówisz z 20% rabatem na formec.pl.
Dziś w Greg Albrecht Podcast gościmy dr. Michała Wrzoska, eksperta żywienia Polaków, a także CEO spółki Centrum Respo. Porozmawiamy o zdrowiu, biznesie i życiu.
Greg Albrecht: Cześć, Michał!
Michał Wrzosek: Cześć.
Greg Albrecht: Słuchaj, rozmawiałem z kilkoma naszymi wspólnymi znajomymi i wszyscy mówią, że jesteś robotem. Czy to prawda?
Michał Wrzosek: Nie wiem, a jaka jest definicja robota?
Greg Albrecht: Że zasuwasz bez przerwy, masz cały czas dużo energii, jeszcze stawiasz sobie różne trudne wyzwania i robisz wszystko, żeby je osiągnąć. No to brzmi jak ja.
Czy roboty czasem się psują?
Michał Wrzosek: Myślę, że tak, choć zdarza mi się to dość rzadko. Może wytłumaczę to na pewnym przykładzie. Robię bardzo dużo rzeczy w życiu, ale robię też bardzo dużo, żeby móc je robić.
Co mam na myśli? To jest ten zdrowy styl życia, który na pewno jest bardzo dużą układanką tego, ile jestem w stanie zmieścić w swoim kalendarzu, roku czy też dniu. I to nie jest zdrowy styl życia, który ja robię od tygodnia, miesiąca czy dwóch, tylko to jest zdrowy styl życia, który prowadzę od 15 lat.
Dzień w dzień. Wiadomo, zdarzają się pojedyncze gorsze dni, zdarzają się urlopy, wyjazdy, ale generalnie od 15 lat, dzień w dzień, dbam o to, co jem, dbam o to, ile śpię i nie miałem dłuższej przerwy od ćwiczeń niż 7 dni. I ta skala, uważam, powoduje dzisiaj, że moje samopoczucie, poziom energii i taki komfort w ciągu dnia są na takim poziomie, że jestem w stanie robić naprawdę dużo rzeczy.
Druga rzecz jest taka, że mam bardzo poukładane życie prywatne, czyli jestem w szczęśliwym związku. To życie prywatne nie przysparza mi dodatkowych obciążeń dla mojej głowy, tylko jestem w stanie w pogodzie ducha i, że tak powiem, w partnerstwie i we współpracy z moją żoną i synem robić te rzeczy. A doskonale wiem, że gdy coś nam się sypie w domu, gdy mamy jakieś problemy, niewyjaśnione sytuacje, jaki to jest ogromny wampir energetyczny tak naprawdę dla naszego samopoczucia i takiego performance’u w rzeczach, które chcemy robić.
Na dzień dzisiejszy, a tak naprawdę już od dłuższego czasu, mam też tak poukładane swoje życie, że robię w nim, co chcę. Czyli nie jestem zmuszany żadnego dnia, że wstaję i dzisiaj muszę robić to, tylko bardzo mocno zarządzam sobie samemu tym, co robię. Czy dzisiaj nagrywam podcasty, czy dzisiaj się czegoś uczę, czy dzisiaj zaczynam rozwijać jakiś projekt — i to zupełnie inaczej robi się rzeczy w życiu, gdy nie masz nic narzucone, tylko wstajesz i robisz to, na co masz ochotę.
Myślę, że to są takie trzy filary tego, że mam poczucie, iż dość dużo rzeczy w życiu ogarniam i z całkiem niezłym sukcesem.
Greg Albrecht: Jest to ciekawy układ, który brzmi jak faktyczna maszyna do robienia rzeczy, które chcesz robić. Jak wiemy z psychologii, bywa tak, że różne nawyki nam się przyklejają. Podobnie dzieje się z różnymi aktywnościami i pomysłami. Istnieje reguła konsekwencji – wchodzimy w projekty. Nie wszystkie jednak mają sens.
Jak wygląda twój model selekcjonowania? Z czego ostatnio zrezygnowałeś i dlaczego?
Michał Wrzosek: Myślę, że to trudne pytanie. Dajcie mi się zastanowić, jaki mam model selekcjonowania. Na pewno, gdy mówimy o takich rzeczach czysto biznesowych, to może być nawet najprostszy Excel, gdzie sobie pomierzymy kilka rzeczy, czyli jaki jest koszt zrobienia czegoś. Koszt może być liczony w pieniądzach, może być liczony w czasie, może być liczony w złożoności.
I jaki mamy z tego zysk. Ten zysk może być znowu liczony w pieniądzach, nie wiem, w jakichś rzeczach PR-owych, czy nawet tak czysto subiektywnie. Chodzi mi o taką pierwszą, najprostszą próbę odsiania rzeczy, które mogą zająć dużo czasu, a jednocześnie nie dawać nawet zadowalającego zwrotu, że tak powiem, ze zrobienia ich. I jakby skonfrontowanie tych dwóch kolumn w Excelu daje jakiś pierwszy outcome tego, które pomysły raczej wydają się takie, żeby sięgnąć po nie w pierwszej kolejności, a które może lepiej zaparkować i zrobić, gdy nie będzie lepszych.
W swoim takim życiu związanym z moją marką osobistą — a moją marką osobistą jestem ja, Michał Wrzosek, cały jak tutaj siedzę — to bardzo kieruję się po prostu swoim sercem. Czyli chcę robić rzeczy, które są w zgodzie ze mną, które oczywiście kontrybuują do jakiejś takiej długoterminowej strategii, którą ja sobie obrałem. Tą strategią jest to, że chcę robić rzeczy dobre dla świata, które mają pomóc ludziom żyć zdrowiej, w których nie chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze, tylko o to, żeby zostawić coś ciekawego po sobie, że tak powiem, i dla innych, i też żeby mój syn był ze mnie dumny, gdy już mnie z nim nie będzie.
I tutaj o wiele mniej robię takiej czystej matematyki — czy mi się na pewno to opłaca. Tylko raczej zadaję sobie to pytanie, czy ja to czuję, czy uważam, że to jest słuszne. I może to nie jest najlepsze podejście pod kątem biznesu. No kurczę, ale życie mamy jedno i trzeba je przeżyć tak, żeby być nim szczęśliwym i robić to, na co ma się ochotę. I ja tak projektuję swoje dni.
Greg Albrecht: Ja to mega szanuję. Chciałem podkreślić jedną rzecz, którą obserwuję, którą robisz i która, uważam, jest wyrazem odwagi oraz spójności z twoimi wartościami. To jest to, jak obnażasz pewne praktyki dotyczące produktów czy substancji, które są szkodliwe, i jak nie boisz się otwarcie powiedzieć, jak to widzisz na poziomie nauki — że coś jest niezdrowe i tak dalej.
Tym samym być może narażasz się na niechęć wielkich marek, które mogłyby inaczej obsypać cię dolarami w zamian za endorsement, ale robisz to w zgodzie ze sobą i podziwiam to. Osoby, które budują sobie status publiczny i mają duże zasięgi, często są bardzo polityczne, bardzo poprawne, żeby nie nadepnąć na odcisk tej czy innej firmie, która może kiedyś zrobi dla nich wspaniałą rzecz i kupi apartament za to, że powiedzą, iż piją taki czy inny napój.
Powiem ci, że to mega szacunek za to, bo to jest decyzja, za którą idzie też rezygnacja z czegoś. W życiu podejmujemy niektóre decyzje, które otwierają nam drzwi, ale podejmujemy też świadomie decyzje, które pewne drzwi nam zamykają — i trzeba takie decyzje podejmować. Dużo pieniędzy odrzuciłem.
Michał Wrzosek: W swoim życiu unikałem dealów, współpracy i rzeczy, które po prostu nie były zgodne z moją misją oraz z wartościami, którymi kieruję się na co dzień, budując swoją markę osobistą konsekwentnie od ponad 10 lat.
Greg Albrecht: Dziesięć lat temu jest bardzo prawdopodobne, że spotkaliśmy się nawet w jednej siłowni w Warszawie, tutaj. Bardzo to jest prawdopodobne.
Jest szansa, bardzo prawdopodobne. I myślę sobie, jaką ogromną drogę od tamtej pory przeszedłeś. Wiesz, na wielu frontach. Czy kiedy byłeś tu dziesięć lat temu, miałeś wizję tego, gdzie jesteś dzisiaj? Jak to wyglądało? Czy szedłeś bardziej na poziomie intuicji i krok po kroku budowałeś kolejne etapy?
Kiedy pojawiła się w twojej głowie myśl o marce osobistej?
Michał Wrzosek: Myślę, że bardzo wcześnie.
W sensie bardzo wcześnie, czyli nawet jeszcze ponad 10 lat temu. Ja tak naprawdę już wybierając kierunek studiów, myśląc pomiędzy fizjoterapią a dietetyką, miałem w głowie to, że fizjoterapia będzie o wiele gorzej skalowalna, bo jednak tam potrzebne są dosłownie twoje ręce, które coś robią człowiekowi na żywo, w czasie rzeczywistym. Natomiast dietetyka wtedy już stawiała swoje pierwsze kroki w tym szeroko pojętym internecie. Oczywiście nie było to tak powszechne, jak jest dzisiaj, ale były już pierwsze sygnały tego, że w dużym skrócie da się to robić online.
Wydaje mi się, że bardzo wierzyłem w siebie od samego początku. Nie chcę zbyt zuchwale zabronić, ale to nie była tylko taka wizja na etapie, gdy byłem trenerem personalnym, pracując jeszcze na siłowni, że kiedyś otworzę swój gabinet dietetyczny. Raczej wiedziałem, że doprowadzę do takiego stanu rzeczy, kiedy serio będę pomagał tysiącom Polaków na dużą skalę. Nie sądziłem wtedy jeszcze, że będę miał aplikację, że w mojej firmie będzie prawie 200 osób, że będzie to aż tak duże. To nie było tak konkretne, myślę, ale wiedziałem, że to będzie coś więcej niż Michał siedzący w swoim gabinecie i przyjmujący kolejną i kolejną osobę.
Od samego początku miałem wiele marzeń. Te marzenia były związane z podróżowaniem, a także z tym, że chciałem pomagać ludziom za granicą. Takich marzeń nie da się spełniać, myśląc tylko i wyłącznie przez pryzmat następnego kroku. Trzeba gdzieś mieć jakiś azymut, do którego się dąży.
Greg Albrecht: Mam prośbę: zasubskrybuj teraz ten podcast, a dzięki temu będziemy mogli dalej rozwijać ten kanał.
Kto tak wpłynął na ciebie, że w twojej głowie pojawiły się tak odważne marzenia? Wiesz, ludzie mają różne historie. Niektórzy mają marzenia, inni nie. Jedni w siebie wierzą, inni nie wierzą. Jednym kształtuje się właśnie taka wizja, a inni po prostu myślą: wykonam tę robotę, przerzucę tym kill-offem trochę tego węgla i pójdę usiąść na kanapie.
Kto tak dotknął się swoim doświadczeniem, swoim życiem? Co w tobie zbudowało taką energię w tym kierunku?
Michał Wrzosek: Myślę, że to jest kilka rzeczy. Pierwszą z nich są wszystkie osoby, które od małego próbowały podcinać mi skrzydła we wszystkim, co robię. Bardzo często w szkole słyszałem, że nic ze mnie nie będzie, w domu mówiono mi, że będę kopał rowy, a w liceum słyszałem, że na pewno nie zdam matury. Dla mnie takie teksty działały trochę jak płachta na byka i w głowie miałem już jedyną myśl: „No to ci pokażę”.
To jest pierwsza rzecz. Drugą była historia mojego taty, który miał swoją firmę, ale przez jedną nieopłaconą fakturę firma się rozpadła. Razem z firmą upadł też on i już nigdy nie był takim samym człowiekiem, jak wcześniej. Dla mnie była to nie tyle lekcja, co myśl, która potem mi została w głowie — że nie chcę tak skończyć i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby moja historia miała bardziej happy end niż ta, która spotkała mojego tatę.
Trzecią rzeczą jest po prostu to, że kocham to, co robię. Gdy kochasz to, co robisz, nie liczysz czasu poświęconego na pracę. Po prostu chcesz to robić. To jest w ogóle najfajniejsza rzecz w tym, co robię. Po prostu lubię to, co robię. Jeśli ktoś zapyta mnie: „Michał, wolisz teraz wymyślić jakiś nowy projekt, podcast, rozmowę, content, formę, cokolwiek, czy obejrzeć serial?”, to odpowiem: „Dobra, to idę wymyślać”. Zawsze, gdy mam do wyboru dwie rzeczy, wolę zrobić coś kreatywnego, twórczego, coś, z czego będę dumny, niż przebimbać czas.
Oczywiście nie jest tak, że nigdy nie obejrzałem serialu — obejrzałem, ale nie nadużywam tego. Prawie zawsze, gdy mam czas i energię, wolę zrobić coś, co sprawia mi przyjemność. A większą przyjemność sprawia mi tworzenie niż oglądanie głupich rzeczy w internecie czy w telewizji.
Greg Albrecht: No, rozumiem to w pełni. To też trochę odpowiada na to, co powiedziałeś wcześniej, więc przejdę do kolejnego pytania. Chciałem zapytać o mierzenie się z hejtem, niechęcią, negatywnymi komentarzami. Mówiłeś już, że od podstawówki próbowano ci wmówić, że nic z ciebie nie będzie, więc trochę już zbudowała się u ciebie gruba skóra. Ja mam, wiesz, mikroskalę ekspozycji w stosunku do ciebie i też czasem ludzie piszą różne dziwne rzeczy na mój temat.
Oczywiście, ludzie mają swoje opinie. Zawsze będą je wyrażać. Mają niesamowite opinie na różne tematy — na przykład o tym, jakie są twoje ukryte motywacje. Masz jakieś strategie? Nie wiem, czytasz komentarze, czy ich nie czytasz? Czy są jakieś sposoby działania, które pomagają ci po prostu nie przyjmować tego na siebie, a może już jesteś tak gruboskórny, że śmiejesz się z tego?
Michał Wrzosek: Jest dużo takich rzeczy, z których się śmieję, ale najprawdziwszą odpowiedzią jest to, że nie czytam komentarzy. Robi to mój zespół. I w momencie, gdy to dotyczy — nie ciebie, tylko czytasz to jakby pracując — no, ale dotyczy to wtedy marki Michała Wrzoska, to podchodzisz do tego o wiele mniej emocjonalnie. To była jedna z lepszych decyzji w moim życiu, czyli gdy pojawiły się osoby, że tak powiem, w moim zespole dotyczącym mojej marki osobistej, które zdjęły ze mnie właśnie chociażby ten ciężar.
To jest pierwsza rzecz. Ja tam nie zaglądam, nie mam takiej potrzeby. Jak jest jakaś sytuacja, powiedzmy alarmowa, o której muszę wiedzieć, to wtedy już zespół do mnie z nią przychodzi. To się wydarza, nie wiem, bardzo rzadko — raz do roku — że muszę dowiedzieć się czegoś, co było na przykład w komentarzach.
Druga rzecz jest taka, na którą najbardziej zwracam uwagę: to, co można przeczytać w internecie, to nigdy się nie spotykam z tym na żywo. Dzisiaj, i to jest tak naprawdę mój największy motor napędowy, to są ci wszyscy ludzie, którzy do mnie podchodzą twarzą w twarz i mówią: „Michał, dziękuję.” „Michał, dziękuję, bo dzięki twoim filmikom zaczęłam mieć zdrowie, dzięki twoim filmikom schudłam.” Podchodzą nasi klienci Centrum Respo, którzy mówią, że są wdzięczni za to, że im pomogliśmy. Przy tej skali, którą mam dzisiaj, nie jestem w stanie wyjść na 30-minutowy spacer gdzieś w Warszawie, żeby ktoś do mnie nie podszedł i nie podziękował.
To jest coś, co po prostu mnie buduje i napędza do dalszej pracy, a nie anonimowe komentarze w internecie, gdzie każdy może napisać wszystko i wylać swoje żale.
Greg Albrecht: I tak dalej. Fajnie to pokazałeś z tych dwóch perspektyw: tej negatywnej i pozytywnej, gdzie ta pozytywna dominuje. Na żywo występuje tylko ta pozytywna. A to jest ten prawdziwy świat versus ten świat wirtualny, w którym ludzie anonimowi mogą mieć dowolne opinie, a mogą nawet nie być ludźmi.
Dokładnie tak. Nie znamy ich kontekstu, nie znamy frustracji, więc myślę, że to jest ciekawe.
Czy jest jakaś książka związana ze zdrowiem albo z nawykami, albo z życiem, która uważasz, że wpłynęła na ciebie znacząco?
Michał Wrzosek: Z biznesem to na pewno książka „Mit Przedsiębiorczości”, bo ona pokazała mi bardzo szybko, na wczesnym etapie, jak powinienem myśleć o tej firmie. Z tej książki wyniosłem dwie główne myśli. Po pierwsze, nie każdy — podam na swoim przykładzie — powinien otwierać poradnię dietetyczną i budować biznes wokół poradnictwa dietetycznego. Ta książka uświadomiła mi, że ja na pewno jestem tym dietetykiem, który chce budować biznes w dietetyce, a nie przyjmować pacjentów do końca życia.
Druga rzecz jest taka, że nawet jeśli nie planujesz sprzedawać swojej firmy dzisiaj i nie myślisz o tym w ten sposób, to i tak lepiej jest ją budować i projektować tak, jakbyś miał zamiar to zrobić. Dzięki temu firma będzie lepsza, bardziej ponadczasowa, a ty będziesz mniej w niej uwięziony.
A czy prywatnie? Kurczę, to chyba jednak najbardziej wpływową dla mnie książką jest biografia Steve’a Jobsa. To myślenie w inny sposób, dążenie do tego, co sobie postanowisz, za wszelką cenę, z pełną energią i werwą. Jeśli jesteś czegoś pewien, to po prostu musisz po to iść — i ja właśnie taki jestem.
Greg Albrecht: No i tym twoim podejściem właśnie osiągnąłeś już bardzo dużo, a to, zakładam, dopiero początek. Czytałem sobie w internecie, że Centrum Respo to prawie 35 milionów przychodów w 2024 roku, więc to już jest kawał firmy.
Dla każdej osoby, która wie, jak biznes jest budowany, są takie etapy, na których można powiedzieć: to jest jakiś tam pomysł, potem jest jakaś walidacja, potem to jest taki lifestyle biznes, że fajnie się możesz z tego wyżywić, ale to jest powiedzmy kilka milionów. A potem wchodzisz w poziom takiego biznesu skalowalnego i ten wolumen, który realizujecie — pewnie realizujecie go już więcej — to już jest poważne przedsiębiorstwo.
Jakie są filary sukcesu tego biznesu?
Michał Wrzosek: Skupienie się na jednej rzeczy. Ja uważam, że to, co my dzisiaj, w 2025 roku, sprzedajemy, to jest niemalże to samo, co ja, Michał Wrzosek, sprzedawałem w 2016 roku, otwierając swoją jednoosobową działalność gospodarczą, czyli spersonalizowaną dietę i opiekę specjalistyczną. Wtedy robiłem to ja, łopatologicznie, na mailu, w jakichś brzydkich plikach wordowych.
Dzisiaj oczywiście to wszystko jest serwowane w zupełnie inny sposób — w aplikacji. Nie robię już tego ja, robi to cały zespół: ładniej, lepiej, przyjemniej i jeszcze wiele epitetów można by tutaj dopisać. Uważam jednak, że model tego, co robimy, jest niezmienny od 10 lat. To też sprawia, że po drodze robiliśmy bardzo mało innych rzeczy.
Teoretycznie mogliśmy znowu sięgnąć po jakieś łatwe pieniądze, robiąc dużo e-booków z przepisami, kursów czy innych produktów, które oczywiście może i miały sens. Jednak na pewno, gdybyśmy je robili, nie bylibyśmy tak wyspecjalizowani i tak dobrzy w naszym core’owym produkcie, w naszej core’owej usłudze. To jest taki miks — mamy trochę technologii, a jednocześnie cały czas mamy człowieka po drugiej stronie tej technologii u nas.
Jesteśmy więc dość specyficznym połączeniem, a właściwie ta hiper koncentracja przez te 10 lat na dopracowywaniu jednej rzeczy sprawia, że uważam, iż dzisiaj jesteśmy poza zasięgiem naszej konkurencji, jeśli chodzi o to, jak dobrze robimy tę jedną rzecz.
Greg Albrecht: A jak powstał zespół? No bo kiedyś byłeś sobie sam, wiedziałeś, jak to robisz, ale w firmie masz wspólników. Jak się zaczęła ta historia biznesu?
Michał Wrzosek: Bardzo szybko, tak naprawdę, zatrudniałem osoby do swojej jednoosobowej działalności gospodarczej. Na początku z wieloma osobami rozliczałem się w ogóle barterowo, czyli na takim etapie, gdy mogliśmy się spotkać jeszcze na siłowni — w latach 2015–2016, gdy jeszcze byłem trenerem personalnym, prowadzącym treningi między innymi. Miałem też już wtedy swój gabinet.
Na przykład, gdy miałem klienta, którego trenowałem, a który był prawnikiem, to ja go trenowałem, a on ogarniał mi wszystkie sprawy prawne związane z moją JDG. W ten sposób poznałem mojego dzisiejszego wspólnika, czyli Pawła. Paweł przyszedł do mnie, chciał ze mną trenować i schudnąć.
Jednocześnie dowiedziałem się, że jest deweloperem. Najpierw zaczął robić mi drobne rzeczy na stronie internetowej. To on wprowadził ten, jak to do dziś nazywam, piękny guzik „dieta online” na stronie, gdzie już w 2016 roku można było zamówić, zapłacić i skorzystać z mojego wsparcia oraz ułożenia diety przez internet, bez konieczności spotykania się ze mną osobiście. To był pierwszy milowy krok w przejściu od bycia trenerem na siłowni i posiadania własnego gabinetu stacjonarnego, do działania w internecie. W ten sposób budowałem pierwsze grono klientów.
Oczywiście, w pewnym momencie formuła rozliczania barterowego przestała być adekwatna do sytuacji. Bardzo szybko, na wczesnym etapie mojego JDG, pojawiały się już inne osoby: osoba od researchu, grafik, Paweł jako programista oraz specjalista od UX i UI, którzy projektowali nową wersję strony internetowej. Wtedy skupiałem się na dwóch rzeczach: realizowaniu usługi jako jedyna osoba świadcząca firmie usługę dietetyka oraz na rozwijaniu całego przedsiębiorstwa. Wszystkie inne zadania delegowałem.
W ten sposób doszedłem do sytuacji, w której w 2020 roku miałem już blisko tysiąc osób, którymi sam się opiekowałem. To był prawdziwy hardkor — praca po kilkanaście godzin dziennie, dzień w dzień, siedem dni w tygodniu. Odpisywałem na wiadomości klientów nawet w dniu swojego ślubu, jadąc na ceremonię, bo nie było innej możliwości.
Wtedy właśnie, po prawie roku pracy z Pawłem i z zewnętrznymi doradcami, zastanawialiśmy się, jak sprawić, by to, co robiłem jako dietetyk, mogły w następnej kolejności wykonywać inne osoby — pod moim szyldem i według mojej metody. Tak wymyśliliśmy transformację z marki osobistej do zespołu, czyli aby mój zespół pracował według mojej metodologii RESPO, w ten sam sposób, w jaki ja pracowałem przez 7–8 lat ze swoimi pacjentami, działając samodzielnie.
Podsumowując, byłem od wczesnego etapu bardzo świadomy tego, w czym jestem dobry, a w czym nie. Jestem przedsiębiorcą, który jest beznadziejny w wielu rzeczach — kompletnie nie znam się na prawie, podatkach, słabo radzę sobie z finansami, zwłaszcza po stronie kosztów. Do tych wszystkich obszarów, w których byłem słaby lub których nie chciałem robić, bardzo wcześnie szukałem osób lepszych ode mnie. Skupiałem się na tym, co chciałem robić i w czym byłem dobry — czyli przede wszystkim na byciu dietetykiem, rozwijaniu firmy jako właściciel oraz na aspektach marketingowych, w których uważam, całkiem nieźle sobie poradziłem przez te wszystkie lata.
Greg Albrecht: Miałeś taki moment, w którym myślałeś: „Muszę to delegować, ale przecież to wszystko tyle kosztuje”? Czy po prostu wtedy tego nie liczyłeś i jakoś to się sklejało?
Michał Wrzosek: Byłem w bardzo komfortowej sytuacji, ponieważ całkowity przychód mojej jednoosobowej działalności gospodarczej praktycznie skalował się razy dwa od pierwszego roku przez wszystkie kolejne lata. Tak naprawdę zatrudniałem ludzi, mając świadomość, że nie są to już zatrudnienia „na zapas”, lecz takie, które powinienem był zrobić nawet wcześniej, aby móc dalej funkcjonować i realizować usługi, które sprzedaję, a które tak naprawdę już sprzedałem.
Odpowiadając na twoje pytanie: nie, nigdy nie miałem sytuacji, w której wokół mnie było za dużo ludzi ani nie musiałem walczyć z myślą, czy chcę zainwestować w firmę — czyli zainwestować swoje prywatne pieniądze, aby zatrudnić więcej osób i móc ją rozwijać. Na szczęście zawsze to przychód był pierwszy, co stawiało mnie w bardzo wygodnej pozycji przez wiele lat rozwijania tej firmy.
Greg Albrecht: Do tej pory jesteście firmą bootstrapowaną, czyli nigdy nie pozyskiwaliście inwestora. Po prostu zarabiacie na pieniądzach klientów.
Michał Wrzosek: Dokładnie tak. Na etapie tworzenia aplikacji wszystko po prostu finansowaliśmy z bieżących przychodów naszej firmy bądź z tych wygenerowanych w ostatnich latach.
Greg Albrecht: Super, naprawdę. Jesteś, jak słucham, wydajesz się taką osobą bardzo wymagającą od siebie. Czy od innych ludzi też tyle wymagasz?
Czy miałeś jakieś sytuacje w zespole, które, nie wiem, powodowały, że musiałeś z kimś się pożegnać? Jak wyglądają twoje doświadczenia od tej strony — takiego zarządzania ludźmi i stawiania wymagań?
Michał Wrzosek: Jestem bardzo wymagający, ale na szczęście najbardziej od siebie. Dużo czasu zajęło mi, żeby zrozumieć, że nie mogę tyle wymagać od innych, bo to ja jestem osobą, która zakładała tę firmę, to ja jestem jej właścicielem, to ja pracowałem przez te wszystkie lata na swój rachunek. To, że ja pracowałem po 12–14 godzin, 7 dni w tygodniu, nie znaczy, że osoby, które przyjdą do mnie do pracy, będą podchodzić do tego w ten sam sposób.
Oczywiście, że jeśli jest taka potrzeba i to jest, nie wiem, jeden dzień, 7 dni, to można tak zrobić — gdy trzeba domknąć jakiś projekt, gdy coś jest naprawdę ważnego. Jednak to nie jest sposób pracy, którego można oczekiwać i wymagać na co dzień. W ogóle nie powinno się tego oczekiwać i wymagać. Takie odpuszczenie i zrozumienie tego było naprawdę dużym, milowym krokiem dla mojego spokoju i komfortu psychicznego.
Rzeczywiście, na pewno byliśmy na takim etapie z Pawłem, gdzie nie rozumieliśmy pewnych rzeczy. Jak to nie można zrobić na jutro? Przecież można! Wystarczy sobie usiąść i zrobić coś pomiędzy, nie wiem, 22 a 1 w nocy, i będzie zrobione na jutro. No jak się nie da? Prosta matematyka — liczba godzin, która została do jutra, wskazuje na to, że się da. Jednak to jest rzecz, którą musieliśmy bardzo szybko, że tak powiem, zażegnać — takie myślenie.
Doszliśmy do tego, że to, że my możemy, powinniśmy i to robimy, nie znaczy, że osoby pracujące w naszej firmie będą tak robić. I dobrze, że tak nie robią, bo to jest normalne i tak to powinno wyglądać.
Greg Albrecht: No, mam znowu potrzebę podróży w czasie, by mówić o robocie. Czy ty, w dobrym rozumieniu tego słowa, odpoczywasz czasem? Poza snem?
Michał Wrzosek: Dla mnie formą odpoczynku na pewno jest aktywność fizyczna, czyli sport. To może brzmieć paradoksalnie dla wielu osób, bo teoretycznie sport wiąże się z tym, że człowiek się męczy, ale męczy się w inny sposób niż w innych aspektach swojego życia. Powiedzmy, że sport to zmęczenie fizyczne.
Moja praca, będąca typowo siedzącą przy komputerze i umysłową, nie męczy mnie fizycznie, tylko pod kątem zasobów mentalnych, kreatywności i tak dalej. Dlatego na pewno sport jest dla mnie sposobem na odpoczynek. To też jest, moim zdaniem, bardzo fajna rada – powinniśmy odpoczywać w inny sposób niż pracujemy na co dzień.
Jeżeli ktoś uważa, że idealnym urlopem będzie dla niego wyjazd na all inclusive, na leżak, w momencie gdy pracuje od rana do nocy siedząc bądź leżąc przed komputerem, to jest to słaba forma odpoczynku. Taki urlop nie będzie dla nas regenerujący. Trzeba zrobić coś innego niż to, co robimy na co dzień – i to jest pierwsza rzecz.
Druga rzecz to fakt, że mam wspaniałych przyjaciół, z którymi dość regularnie się spotykam. Spędzamy razem czas, a czasem nawet podejmujemy jakąś aktywność – albo pójdziemy pobiegać, albo pogramy w padla, czasem pójdziemy na kolację, obiad, albo po prostu na kawę czy spacer.
Uwielbiam też spędzać czas ze swoim synem. To jest dla mnie taki czas, który jest totalnym wyłączeniem się od rzeczy, które mam na głowie w ciągu dnia. Gdy Antek skończył dwa lata, zacząłem z nim wyjeżdżać na takie wyjazdy samemu. Pojechaliśmy gdzieś na Mazury we dwóch, a innym razem polecieliśmy na kilka dni za granicę. To były momenty, które niesamowicie budowały naszą relację i więź, kontakt ze sobą. Nie było wtedy mamy ani niczego innego wokół – byliśmy sami, wymyślaliśmy, co będziemy robić przez cały dzień.
To są, moim zdaniem, główne rzeczy, na które zwróciłbym uwagę pod kątem mojego odpoczynku.
Greg Albrecht: Jak mówiłeś o tym kontraście między tym, jak pracujemy, a jak odpoczywamy, to sobie uświadomiłem też, dlaczego tak dobrze mi się biega. Dlatego, że jeżeli moja praca polega cały czas na gadaniu, a jak biegnę, to przez godzinę, półtorej się nie odzywam, jestem w ciszy, to właśnie może być ten element takiego totalnego kontrastu.
Ktoś mówi: „Jak możesz wytrzymać dwie godziny biegnąc?”, a ja odpowiadam: „Wyobraź sobie siedzieć i rozmawiać z ludźmi przez sześć godzin na takim poziomie głębi”. To jest, myślę, takie fajne budowanie tej antytezy.
Powiedziałeś o swojej roli jako szefa firmy, czyli że to jest marketing, strategia, pewnie też w jakimś stopniu rozwój produktu — ta moja rola.
Michał Wrzosek: Bardzo się zmieniła w tym roku. Ja tak naprawdę już w ogóle nie jestem na co dzień w swoim biznesie, tylko całą firmą zajmuje się od stycznia tego roku Paweł. Ja natomiast pełnię jedynie funkcję organu doradczego w zakresie konsultingu, głównie w tych obszarach, o których właśnie powiedziałeś, a tak naprawdę przede wszystkim w marketingu, sprzedaży oraz w tworzeniu długoterminowej wizji tego, co chcemy realizować i gdzie chcemy być za pięć, dziesięć lat.
Greg Albrecht: Więc… super, opowiedz o tej transformacji, bo myślę, że to jest temat bardzo adekwatny dla wielu widzów, słuchaczy i osób, z którymi działam na co dzień.
Jest taki moment, w którym wiesz, że jesteś pracownikiem swojej firmy, a potem chcesz przestać być pracownikiem, ponieważ koncentrujesz się na innych rzeczach. Jednak pojawia się jakiś moment tranzycji, odpowiedzialności i zrozumienia. Jak to przebiegło?
Michał Wrzosek: U Was. My tak naprawdę, zakładając Centrum Respo, od samego początku zakładaliśmy, że tak to będzie wyglądać. Gdybym miał Ci odpowiedzieć najuczciwiej na świecie, to spóźniliśmy się z tym o trzy lata, bo ja zakładałem, że w przeciągu roku po otworzeniu firmy już mnie w niej nie będzie na co dzień. Wtedy zajmę się swoimi projektami, swoimi bardziej prywatnymi celami, tymi sportowymi, które teraz zaczynam realizować. I tak naprawdę mieliśmy w tym trzy lata, można powiedzieć, obsuwy, a nie że już do tego doszliśmy.
Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Od samego początku, pewnie półtora roku przed otworzeniem Centrum Respo, dopinaliśmy umowę wspólników. Chociaż ta nasza umowa wspólników to po prostu były nasze godziny przesiedziane na siedzeniu i gadaniu o tym, czego ja chcę od życia, czego Paweł chce od życia, jak sobie to wyobrażamy, jak będziemy układać naszą relację, jak ona się będzie zmieniała w czasie, jakie będą nasze role w czasie, jak one się będą zmieniały i tak dalej.
To było coś, co planowaliśmy od samego początku, tylko na początku było to myślenie mocno życzeniowe, bo nie było to możliwe przy tamtej skali firmy, przy naszych ambicjach, przy tym, jak jeszcze dużo rzeczy nie było poukładanych, jak zespoły nie były zbudowane, jak nie mieliśmy w ogóle tej całej kadry menedżerskiej. Większość osób odpowiadała przed nami i na tamtym etapie po prostu nie było możliwe, żeby mnie w tej firmie nie było, bo jedna osoba nie była w stanie tego udźwignąć. Albo byłaby, ale z dużo gorszym efektem.
Ale te trzy lata wspólnego budowania firmy, budowania zespołu, budowania odpowiednich menedżerów, którym została przekazana odpowiedzialność i wolność w swoich obszarach, sprawiły, że rzeczywiście w połowie zeszłego roku zdecydowaliśmy, że od stycznia to jest ten moment, kiedy ja nie jestem potrzebny. Wręcz uważam, że to była na tyle dobra decyzja, że ja mógłbym już przeszkadzać, bo mój temperament i sposób pracy były doskonałe i adekwatne na początkowym etapie wzrostu firmy, gdzie wszystko było na już albo nawet na wczoraj. Generalnie po prostu wszystkie ręce na pokład, jedziemy i ciśniemy.
Ale tak się nie da pracować przez cały czas. To był moment, kiedy trochę inne kompetencje lidera były potrzebne w organizacji niż moje. To nie jest tak, że moje są złe, a Pawła dobre. Obaj mamy swoje plusy i minusy. Dzisiaj jego skillset zarządzania firmą i podejścia do pracy jest bardziej adekwatny do potrzeb firmy niż mój.
Greg Albrecht: I co ty będziesz robił w takim razie, jak już nie będziesz prowadził tej firmy? Wiesz co…
Michał Wrzosek: Mam swoje projekty, tak naprawdę. W sensie, to brzmi może trochę zbyt słodko i powtarzalnie, kiedy o tym opowiadam, ale pamiętajmy, że ja, Michał Wrzosek, jestem główną twarzą i ambasadorem swojego biznesu. To właśnie dzięki mnie ten biznes rośnie tak, jak rośnie, ponieważ to ja jestem głównym miejscem, gdzie ludzie dowiadują się o mojej firmie.
Wszystkie projekty, które realizuję w ramach Michała Wrzoska, mają na celu zwiększenie rozpoznawalności mojej marki osobistej i przynoszą realne efekty biznesowe dla mojego przedsiębiorstwa. Dzisiaj wszystkie te projekty, takie jak podcast, dalszy rozwój mojej marki osobistej w social mediach, krótkie i długie formy wideo, a także projekty sportowe — które pokazują mnie z nieco innej strony, jak bieganie czy przygotowania do triathlonu — są elementami, które pośrednio lub bezpośrednio, nawet nie wiem, które słowo jest bardziej adekwatne, przekładają się na korzyści dla firmy.
Przy skali mojej obecności w sieci te działania pochłaniają naprawdę sporo czasu. Dzisiaj tworzenie treści, z moją misją edukacji ludzi na temat zdrowego stylu życia, jest moją pracą na pełen etat.
Greg Albrecht: Kreujesz bardzo dużo treści i jest to konieczne, aby budować zasięg oraz docierać do nowych osób cały czas. Z drugiej strony zajmujesz się tym tematem od tylu lat — jak to robić, żeby się nie zanudzić? Skąd czerpiesz inspiracje do tego, aby znajdować nowe formaty, nowe perspektywy, nowe koncepty postów i treści, które mówisz, żeby nie zwariować od tego, że przecież wszyscy to wiedzą?
Jest ta klątwa wiedzy — ty to wszystko wiesz od 15 lat, więc wiesz, jak się odnajdujesz sam w tym kreowaniu treści, aby one były w jakimś stopniu atrakcyjne także dla ciebie.
Michał Wrzosek: Myślę, że pierwszą, najważniejszą rzeczą jest to, co Ty powiedziałaś na koniec, czyli w ogóle klątwa wiedzy. Musimy sobie wybić z głowy, że wszyscy już wszystko wiedzą, bo tak naprawdę nic nie wiedzą. Gdyby tak było, to 60% osób w naszym kraju nie miałoby nadwagi i otyłości. To jest w ogóle jakiś taki fundament — totalnie kasujemy ze swojej głowy przekonanie, że przecież ja już o tym mówiłem, że wszyscy o tym na pewno już wiedzą, że to jest takie proste.
W mojej dziedzinie najlepiej, jakby ciągle pojawiały się te same tematy, powtarzane co kwartał w troszeczkę innym wydaniu. Ile razy bym nie odpowiedział na pytanie „jak schudnąć z brzucha”, to i tak pojawia się ono przy każdej możliwej okazji. To znaczy, że trzeba ciągle na to samo pytanie odpowiadać. Jak to zrobić, żeby się w tym nie zamęczyć i żeby też robić to w coraz lepszy i ciekawszy sposób?
Ja uważam, że to nie ja sam. Mam wokół siebie tak fajnych, kreatywnych i różnorodnych ludzi. Całą swoją, nazwijmy to, karierę miałem niesamowite szczęście do ludzi, których poznałem. Tak naprawdę dzisiaj, jako twórca w internecie, jestem zlepkiem wielu osób, które poznałem na swojej drodze, od których nauczyłem się różnych rzeczy na różnych etapach i które ciągle pchały mnie do przodu.
Sumując te swoje wcześniejsze doświadczenia i nakładając na to nową perspektywę, nowego specjalistę, nową osobę, którą albo zatrudniłem do swojego zespołu, albo z którą zacząłem współpracę, z tego po prostu same przez się powstają te nowe pomysły.
Greg Albrecht: Pytałem cię wcześniej o książkę. Czy są jakieś inne osoby, na przykład takie, które cię bardzo zainspirowały? Mówię o Steve’ie Jobsie. Czy są takie osoby, które mógłbyś wymienić z imienia i nazwiska, które cię zainspirowały albo cię inspirują w dowolnym obszarze? Takie, które spowodowały, że się napędziłeś, zbudowałeś coś, coś cię popchnęło do przodu.
Michał Wrzosek: Zdecydowanie tak. Na takim etapie mojej największej trampoliny w social mediach, czyli podczas mojego największego wzrostu, była osoba o pseudonimie Y, czyli iluzjonista. Y to jest osoba, która jednocześnie zajmuje się iluzją, ale też social mediami. To właśnie on na tamtym etapie najbardziej mnie ukształtował pod kątem tworzenia pionowych treści wideo — jak je robić, co jest ważne, co zrobić, żeby uzyskać jak największy watch time i zaangażowanie od samego początku filmu.
Na etapie, gdy tworzyłem potem podcast, żurnalista z kolei był osobą, która ciągle mi powtarzała: „Michał, zrób podcast, to będzie dobre”. W sensie, że nadajesz się do tego i będziesz miał łatwość dzięki swojej marce osobistej w ściąganiu wartościowych gości do swojego podcastu. Bardzo dużo mi o tym opowiadał — jak on to robi, jak uważa, że ja powinienem to robić. Na przykład format debat, który wprowadziłem już jakiś czas temu, był pomysłem, który on mi podpowiedział. Oczywiście nie wprost, nie jeden do jednego, bo najczęściej jest tak, że mam dość dobrą umiejętność — gdy mam jakiś problem, na przykład biznesowy, idę i pytam pięciu osób, takich najbardziej zaufanych i specjalistów w danej dziedzinie, co one by zrobiły.
Na podstawie tych pięciu odpowiedzi oraz swojego własnego zdania jestem w stanie wykreować najlepsze rozwiązanie. To nie jest tak, że biorę czyjeś zdanie w ciemno, słucham porady i mówię: „Dobra, tak robię, on tak powiedział, to ja tak muszę zrobić”. Nie, to nigdy tak nie działa. Ja bardzo lubię konsultować, rozmawiać, wyciągać z danych porad to, co najlepsze, i tworzyć sumę tych porad dopasowaną do mnie.
Greg Albrecht: I jak się sprawdza prowadzenie podcastu? Jak się czujesz w takiej roli?
Michał Wrzosek: Bardzo ciekawa i rozwijająca. Myślę, że to, co ja bardzo lubię robić w życiu, to jest rozwijanie się, wychodzenie ze swojej strefy komfortu. Mając za sobą pewnie setki rozmów jako gość podcastu, to było niesamowite doświadczenie usiąść po tej drugiej stronie. W sumie siedzisz tak samo, tylko byśmy się teraz zamienili miejscami, a zupełnie co innego — zupełnie inna już trema. Na początku nie wiesz, co zrobić, gdy gość odpowie za szybko na pytanie, gdy skończy zdanie, gdy się tego nie spodziewasz i tak dalej.
To super nowe doświadczenie, które uważam, że wzbogaciło mnie jako osobę i też jako twórcę w internecie. Wydaje mi się, że nawet już pewne pokłosie tego zaczyna się pojawiać, bo ostatnio dostałem kilka zapytań dotyczących poprowadzenia jakiegoś eventu. Pewnie wcześniej bym takich zapytań nie dostał, bo nigdy w życiu niczego nie prowadziłem, tylko, jeżeli już, to byłem prelegentem, można powiedzieć.
Tak jak widać, te pewne rzeczy, nawet w taki niespodziewany sposób, mogą zacząć niebawem oddawać się w postaci rzeczy, o których nawet nie myślałem, zaczynając je.
Greg Albrecht: No to prawda, to prawda. Ja mogę się podzielić swoim doświadczeniem, bo prowadzę ten podcast już ponad 7 lat, od 2018 roku. To bardzo długa historia.
To jest jakiś pewnie 350. odcinek czy coś w tym stylu. Zacząłem to robić totalnie po prostu, żeby łapać inspiracje, poznawać ciekawych ludzi. Nawet nie było to intencjonalnie skupione na marce osobistej.
Z perspektywy czasu, co jest niewiarygodne, robiąc to tyle czasu, cały czas spotykasz ludzi, którzy mogą cię zainspirować. I wiesz, co jest jeszcze ciekawe? Inspirujesz się i w ten sposób możesz też to przekazać innym. Dla mnie to jest genialne.
Michał Wrzosek: Zapraszasz sobie ludzi, jakich chcesz zaprosić, pytasz ich o to, co chcesz zapytać. Oni muszą ci odpowiedzieć, ponieważ materiał się nagrywa. Dodatkowo budujesz bardzo fajny network, poznając po prostu ludzi, z którymi możesz na przykład pójść pobiegać, zrobić jakiś projekt albo nawet założyć biznes.
Uważam, że widzę mnóstwo nieoczywistych korzyści z rozpoczęcia tego projektu.
Greg Albrecht: Ktoś mógłby pomyśleć: po co ty się w ogóle, Michale, tak męczysz? Wytłumacz mi, po co ty się tak katujesz, chłopie. Można by było się tak nie katować, nie biegać. Jaka jest twoja odpowiedź?
Michał Wrzosek: Ja lubię rano wstawać z łóżka i mieć jasny cel. Uważam, że posiadanie celu w życiu to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie możemy sobie zapewnić — dla takiego poczucia sensu, dla budowania własnej wartości i także dla świadomego przeżywania życia.
Greg Albrecht: A jaka jest twoja wizja na Centrum Respo za 5–10 lat?
Michał Wrzosek: Pomaganie ludziom 24 godziny na dobę.
Greg Albrecht: Przez wszystkie strefy czasowe – wow! To bardzo konkretna i klarowna wizja, jaki jest kolejny wielki krok. Co zamierzacie zrobić w tym i w kolejnym roku?
Michał Wrzosek: Rozwijanie aplikacji to jest studnia bez dna – ciągle jest coś do zrobienia i ciągle jest coś, co możesz poprawić. W szczególności, że to jest aplikacja, którą sami zbudowaliśmy od zera, in-house, nie na żadnym szablonie. Nie jesteśmy tylko marką, którą nakłada się na jakiegoś white labela i tyle.
Obecnie pracujemy nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji, aby jednocześnie pomagać pacjentowi lepiej utrzymać motywację w całym procesie zmiany nawyków żywieniowych. Po drugiej stronie, czyli po stronie dietetyka, chcemy w jak największym stopniu ułatwić proces układania diety, personalizacji diety i wszystkich zaleceń. Chodzi o to, żeby dietetykowi było łatwiej i szybciej, a pacjent był jak najbardziej zaangażowany w cały proces. To zaangażowanie w proces przełoży się na osiągnięcie efektu, po który do nas przyszedł.
To są najbliższe 12–24 miesiące, podczas których chcielibyśmy wprowadzić kilka takich rozwiązań, których na rynku polskim jeszcze na pewno nie ma. Chcemy miło zaskoczyć naszych pacjentów i jeszcze bardziej ułatwić im zdrowy styl życia.
Gdzieś po drodze tego całego procesu jesteśmy na etapie wybierania rynków, na których chcielibyśmy spróbować swoich sił. To nie jest takie łatwe, jak na początku nam się wydawało, ponieważ zarówno ja, jak i Paweł, jesteśmy samoukami w całym procesie prowadzenia przedsiębiorstwa. Nie mamy żadnych dużych doświadczeń z poprzednich firm. Ja tak naprawdę nie pracowałem nigdzie oprócz gastronomii, zanim założyłem swoją jednoosobową działalność gospodarczą, a następnie centrum RESPO.
Skomplikowanie tego biznesu znacząco wzrosło przez te cztery lata prowadzenia. O ile mieliśmy pierwsze rozmowy o wyjściu na zagranicę nawet dwa albo trzy lata temu, to wtedy cały system i technologia, którą mieliśmy, była jeszcze na tyle prosta, że wyjście na zagranicę nie byłoby wymagające. Dzisiaj jest już tak skomplikowana, że samo tłumaczenie i zarządzanie produktem w wielu językach jest nie lada wyzwaniem i projektem.
Teraz do czego zmierzam – teoretycznie oczywiście moglibyśmy to zrobić za pół roku, ale jest jedna energia, są jedni ludzie, są jedne zespoły. Rzucając całą tę energię, ludzi i zasoby na realizację projektu zagranicznego, nie realizujemy projektu tu i teraz. Czujemy, że ciągle jeszcze musimy się rozwijać i jeszcze bardziej podkreślać swoją obecność na rynku. To nie jest skończony projekt na rynku polskim, tylko ciągle się rozwijający. Dlatego czujemy, że jeszcze musimy postawić kilka mocnych kroków w Polsce, aby świadomie i z sukcesem wyjść na zagranicę.
Greg Albrecht: No tak, wyobrażam sobie komplikację produktową, ale też dźwignię marketingową, bo trzeba ją inaczej zbudować. Totalnie tu siedzi dźwignia marketingowa, a tam jej nie ma, a tam jej nie ma.
Michał Wrzosek: Tego jesteśmy bardzo mocno świadomi, ale te kwestie produktowe mocno się też po prostu przez ostatnie dwa lata rozwoju w Polsce pokomplikowały.
Greg Albrecht: No, wyobrażam sobie, że to jest parę wyzwań. Myślę, że zarządzanie uwagą — pytałem cię na początku, z czego rezygnujesz — to jest na przykład świadome rezygnowanie, a w każdym razie odkładanie w czasie.
Myślę, że świetny przykład — wspomniałeś o tym, że ludzie czasem mają trudność we wdrażaniu zaleceń. Uważam, że to jest numer jeden wyzwanie wszystkich, którzy pracują wokół dietetyki i w ogóle zmiany nawyków, jakichkolwiek.
Ja pracuję z przedsiębiorcami, też pomagam im zmieniać nawyki i widzę, że to nie zawsze jest łatwe, bo łatwiej jest robić to, co się robiło wczoraj — to jest automat. Stworzenie nowego nawyku to jest intencja, to jest motywacja, to jest jakiś krok, to jest ten, no wiadomo, trzeba wytresować się na nowo.
Jaki jest twój numer jeden sposób na to, żeby małym krokiem „wytresować się” — w cudzysłowie — pozytywnie, jeżeli chodzi o właśnie zmianę sposobu żywienia?
Michał Wrzosek: „W świetną książkę 'Tajemne są atomowe nawyki’ na pewno już niejednokrotnie pewnie polecano w twoim podcaście. Myślę jednak, że to jest książka, którą rzeczywiście każdy powinien przeczytać, bo każdy coś z niej wyciągnie dla siebie pod kątem budowania nawyków.
Myślę, że tak naprawdę odpowiedzi na to pytanie udzieliłeś sam – małym krokiem. U większości osób zdecydowanie sprawdzi się lepiej taka metoda małych kroków, czyli nie rewolucja, lecz ewolucja, czyli stopniowe poprawianie nawyków, a nie zmiana życia na hurra o 180 stopni od jutra.
Jest część osób, która tak lubi – może ma do tego zasoby czasowe, mentalne, finansowe, żeby rzeczywiście wywrócić swoje życie do góry nogami i od jutra wszystko zmienić. Ale to jest pewnie 1% społeczeństwa. 99% potrzebuje małych zmian, krok po kroku, nie idealnego podejścia, ale wystarczająco dobrego.”
Greg Albrecht: Powiedz mi, jaki jest największy błąd, który popełniają Polacy, jeżeli chodzi o żywienie. Oj.
Michał Wrzosek: Przecież tych błędów jest całe mnóstwo, ale myślę, że taki, który najbardziej chodzi mi ostatnio po głowie, jest taki, że ludzie za krótko trzymają się zdrowego odżywiania, żeby zobaczyć efekty, jakie to zdrowe odżywianie daje. I to nie tylko w kontekście mniejszego rozmiaru spodni, tylko przede wszystkim tego, na co ja zwracam uwagę, czyli lepszego poziomu energii, lepszego samopoczucia na co dzień oraz unikania takich objawów, których da się uniknąć za pomocą zdrowego stylu życia — czyli brak jakiegoś refluksu, wzdęć, senności w ciągu dnia.
Ciągle to odżywianie jest postrzegane tylko przez pryzmat odchudzania i to w kontekście najlepiej jeszcze jakiegoś krótkoterminowego celu, czyli do wakacji, do sylwestra, do jakiejś imprezy. Przez to ciągle traktujemy zdrowe odżywianie jako jakiś element naszego życia, który ma się zacząć i zakończyć w danym terminie, zamiast podejść do tego w taki sposób, żeby to rzeczywiście zostało z nami na zawsze — może nie idealnie, ale wystarczająco dobrze.
Greg Albrecht: No faktycznie, pamiętam, kiedyś były te magiczne jakieś pastylki na odchudzanie, które były tuż przed latem promowane, żeby „zrób formę na lato”. A nie na lata, to ty promujesz.
No i teraz, jeżeli miała być taka pierwsza zmiana, którą ktoś powinien wprowadzić — bo pewnie ludzie mają mnóstwo różnych nawyków — to jaka jest twoim zdaniem taka pierwsza rzecz, która może wpłynąć właśnie na to, o czym mówisz? Nie tylko na wygląd, ale też na zdrowsze życie. Co byś zmienił?
Michał Wrzosek: Ja bym w ogóle zaczął od snu. Nawet jeżeli mówimy o diecie, to zacząłbym właśnie od snu, ponieważ brak snu i zły sen rozwalają potem wszystko. Przez brak dobrego snu ciężko jest wyjść z takiej pętli złych nawyków.
O co mi chodzi? Gdy się nie wysypiamy, mamy wyższe stężenie hormonów odpowiedzialnych za uczucie głodu, więc po prostu będziemy więcej jedli w ciągu dnia. Dodatkowo, gdy się nie wysypiamy, po prostu nie chce nam się działać w ciągu dnia, więc jest mniejsza szansa, że podejmiemy się aktywności fizycznej. Z kolei, jeżeli nie będziemy aktywni fizycznie i będziemy słabo jedli w ciągu dnia, to będziemy mieli gorszy sen. To wszystko się zapętla i potem ciężko jest wyrwać się z tego błędnego koła.
Ludzie potem szukają jakichś ucieczek w rozwiązania, które w ogóle nie dają korzyści, na przykład alkohol. Alkohol przed snem może ułatwiać zaśnięcie, ale potem sprawia, że sen jest o wiele gorszej jakości. Nie wchodzimy w fazę snu głębokiego, a ten sen jest o wiele mniej regenerujący dla nas. Rano nie wstajemy tak świeży, jakbyśmy mogli.
Ja bardzo często, gdy ktoś pyta mnie o dietę czy odchudzanie, mówię: musimy najpierw zadbać o sen, bo inaczej będziesz musiał przeciwdziałać i walczyć z takimi czynnikami, które są bardzo trudne i niezależne już nawet od twojej silnej woli. Po prostu na starcie jesteś na przegranej pozycji, jeśli nie zadbasz o ten sen.
Greg Albrecht: No ja też mam takie doświadczenia, że faktycznie ten dobry sen sprawia, że energia w ciągu dnia jest na innym poziomie. Szczególnie z wiekiem widzę, że ta regeneracja to jest po prostu podstawa, inaczej niż gdy miało się 20–25 lat.
Michał Wrzosek: To można było robić wszystko, nie spać też. Wtedy studiowałem dziennie, pracowałem na noc na cały etat, jeszcze ćwiczyłem i gotowałem, i był czas na wszystko.
Ale tak myślę, że gdzieś tam, czym jesteśmy starsi, tym bardziej powinniśmy zwracać uwagę na ten sen. Nasz organizm potrzebuje po prostu lepszej jakości snu albo więcej snu.
Greg Albrecht: Ja kilka lat temu przeczytałem taką książkę: „Glukozowa rewolucja”. Wtedy bardzo się nią zaciekawiłem, między innymi tym, jak wpływa właśnie glukoza — cukier, który przyjmujemy w posiłkach — na zmiany nawet poziomu energii w ciągu dnia.
Dzisiaj, myślę, że na szczęście, jest prowadzona duża akcja pod tytułem „Nie jedzmy cukru”. Jednak w produktach znajduje się dużo różnych zastępczych substancji, takich jak malitole, sukralozy i inne.
[SPEAKER_00] Erytrole.
Greg Albrecht: Aspartam i inne podobne substancje — czy rzeczywiście są neutralne, czy może po prostu zastępujemy jeden niezbyt optymalny składnik drugim?
Michał Wrzosek: Wiesz, na pewno dawka czyni truciznę i to jest punkt wyjścia pewnie do mojej odpowiedzi, że wszystko zależy od tego, ile czegoś zjemy. Ja nie uważam też, że ten cukier w każdym gramie jest dla nas szkodliwy, toksyczny i nie możemy go jeść. Na pewno nie powinniśmy z nim przesadzać. Dzisiejszy przemysł spożywczy doprowadził do tego, że jemy go kosmicznie dużo. Ostatnie statystyki, jakie mamy, są takie, że średnio Polak w ciągu roku spożywa 44 kg cukru. I to prawie w ogóle nie jest ten cukier, który sobie dosypujemy do kawy, herbaty czy nawet gdy robimy ciasto w domu, tylko to jest ten cukier w ultra przetworzonym jedzeniu.
Tutaj czyha na nas wiele pułapek, bo my się nawet nie spodziewamy, ile cukru jest w niektórych produktach, które jemy. Na przykład w ketchupie mamy 30 gramów cukru na 100 gramów ketchupu albo w sosie barbecue jeszcze więcej. Czyli w takich produktach, których niekoniecznie byśmy się spodziewali, że tam jest cukier. To jest rzeczywiście ogromny problem, bo gdy potem weźmiemy sobie taką osobę, która żywi się przede wszystkim tymi przetworzonymi produktami — tu jakaś drożdżówka, coś z sosem, coś słodkiego, jakiś napój gazowany — to rzeczywiście ograniczenie tego cukru będzie konieczne, niezbędne i warto to zrobić.
Ja pewnie bym zalecał też dla większości osób, w szczególności tych mniej aktywnych fizycznie, żeby jeszcze trochę bardziej ograniczyć ten cukier. Nie lubię jednak takiej dzisiejszej narracji, która mówi o tym, że cukier jest winowajcą wszystkiego, co złe. Winowajcą jest ogółem to ultra przetworzone jedzenie. Pamiętajmy, że w nim najczęściej więcej kalorii mamy z tłuszczu niż z cukru i dlatego ono też jest bardziej kaloryczne, bo tłuszcz w jednym gramie jest bardziej kaloryczny niż cukier czy węglowodany.
Jeżeli chodzi o zamienniki, to dawka czyni truciznę. Tu pojawia się taki problem, że o ile producent na opakowaniu ma konieczność podania, ile jest cukru w produkcie, to już nie ma obowiązku informowania, ile jest słodzika w tym produkcie. Moim zdaniem kiedyś to jeszcze nie stanowiło problemu, ponieważ tych produktów ze słodzikami było dość mało — napoje zero i to właściwie koniec, odżywki białkowe, tam też zawsze był jakiś słodzik. Dzisiaj mamy te wszystkie pudingi, kaszki, desery, mnóstwo produktów, gdzie słodziki się pojawiają.
Gdybyśmy chcieli skomponować taki najgorszy słodzikowy dzień, okazuje się, że ktoś zaczyna dzień od jakiegoś energetyka zero ze słodzikami, potem jest odżywka białkowa, a potem pudingi proteinowe. Co kilka godzin spożywany jest produkt ze słodzikiem. Nie wiemy, ile jest ich w środku tych produktów, a one też mają ADI, czyli takie maksymalne dzienne spożycie, które nie powinno doprowadzać do żadnych negatywnych skutków dla naszego organizmu. My jednak nie do końca wiemy, ile ich zjadamy, więc umiar i zdrowy rozsądek są bardzo ważne.
Greg Albrecht: Super, to brzmi bardzo rozsądnie i też trochę ogranicza taką fiksację pewnego rodzaju na tym, czy to taki, czy to taki składnik. Bardziej zdroworozsądkowo zbliża nas do tego, żeby jeść coś, co najbardziej przypomina to, co rosło kiedyś na drzewie lub było jakimś zwierzakiem, którego jemy.
Krótko mówiąc, to taki trochę powrót do tych pierwotnych składników, a nie coś, co…
Michał Wrzosek: Wiesz co jest najfajniejsze? Ja bardzo lubię myśleć o diecie w taki sposób, że skupiam się na tym, czego mam robić więcej, a nie na tym, czego nie mogę robić albo czego od jutra jeść nie mogę. Większość osób, gdy myśli o diecie, robi sobie listę: od jutra nie jem na mieście, nie piję alkoholu, nie jem pieczywa, nie jem makaronu, nie jem węglowodanów i tak dalej.
Ja uważam, że lepiej jest podejść do tego od drugiej strony, czyli skupić się na tym, czego od jutra będę robił więcej. Na przykład: będę pił więcej wody, więcej jadł warzyw i owoców, czyli tak jak powiedziałeś, tych produktów, które znamy od lat.
Potem nagle okazuje się, że jeśli pijemy wodę, jemy dużo warzyw i owoców, sięgamy po zdrowe tłuszcze oraz pełnoziarniste produkty zbożowe, to nawet nie chce nam się podjadać niezdrowego jedzenia. Dostarczamy odpowiednie ilości błonnika, jesteśmy dobrze nawodnieni, a mniej przetworzone jedzenie ma większą objętość i przy tym mniej kalorii.
To jest lepszy sposób podejścia do odżywiania niż wychodzenie od tego, czego nie mogę robić albo czego sobie zabronię od jutra.
Greg Albrecht: Jestem ciekaw, jaka jest twoja percepcja postu przerywanego jako rozwiązania.
Michał Wrzosek: To może być bardzo dobre rozwiązanie. Ja lubię w dietetyce dzielić rzeczy na takie, które są narzędziem, które dietetyk może wyciągnąć ze swojego kuferka, że tak powiem, plecaka i zastosować u pacjenta. Właśnie intermittent fasting będzie takim narzędziem.
Mamy też rzeczy, które moim zdaniem nigdy nie powinny być wykorzystywane, czyli wszelkiego rodzaju detoksy, głodówki, jakieś skrajnie eliminacyjne diety. Nie wiem, dzisiaj na przykład bardzo mocno promowana w internecie dieta Carnivore — to są już rzeczy, które moim zdaniem, a przede wszystkim według nauki, nie są w ogóle narzędziami, tylko wiemy, że są szkodliwe.
Intermittent fasting może być bardzo skutecznym narzędziem właśnie do lepszej kontroli liczby spożywanych kalorii. Wprowadza pewne proste zasady do naszego odżywiania, czyli na przykład: w twoim przypadku do 11 nie jesz, a po 18 również nie jesz. O 20 już się nie zastanawiasz, co by tu zjeść, bo zasada jest prosta.
Bardzo często sprowadza się to też do takiego prostego rozwiązania, że w tym krótszym okienku czasu ciężej jest nam przekroczyć liczbę spożywanych kalorii. Tak naprawdę wtedy mamy, strzelam, dwa-trzy dość duże posiłki, które są naprawdę dosyć sycące, i dzięki temu jesteśmy w stanie często łatwiej zapanować nad tym, ile jedzenia zjadamy.
Znowu, nie jest to rozwiązanie dla każdego, bo znam wiele osób, które nie czuły się dobrze w ten sposób. One rzeczywiście, nie wiem, jak się obudzą, to od razu są głodne i lepiej się czują, gdy zjedzą śniadanie.
Ja też dość naturalnie bardzo często w swoim żywieniu odsuwam moment śniadania troszeczkę na później. To też, tak jak ty powiedziałaś, zależy od pory treningu. Jeżeli akurat miałem trening o 6, kończę o 8, to pewnie zjem coś około 9. Natomiast normalnie, na przykład tak jak dzisiaj, gdy rano nie ćwiczę, to będę jadł pewnie dopiero śniadanie około 11–12.
Nie traktuję tego nawet jako intermittent fasting, dopasowuję pory posiłków przede wszystkim do tego, jak jestem głodny, jak się czuję i jak mogę zjeść. Nadrzędną rzeczą dla mnie jest to, żeby po prostu jeść zdrowo.
Greg Albrecht: Słuchaj, jest taka dyskusja, którą miałem ze znajomymi, ale ciekaw jestem twojego poglądu. Myślę, że niektóre osoby też tak mają. Ja na śniadanie codziennie jem to samo i wszyscy się śmieją, że to jest tak zwane „śniadanie Grega”.
Czy jest coś złego w tym, żeby jeść codziennie rano to samo? A jesz dosłownie to samo, czy prawie to samo? No, dosłownie. A co jesz? Trzy do czterech jajek, całego pomidora, pół awokado i dwie kromki pełnoziarnistego chleba.
Michał Wrzosek: Dobra, to jest prawie dobrze, czyli bliżej mi jest do odpowiedzi, że możesz tak robić codziennie. Teraz rozłóżmy to na czynniki pierwsze.
Dobrze jest urozmaicać warzywa i owoce w diecie, dlatego że one są kolorowe, prawda? One są kolorowe przez to, że mają barwniki, a te barwniki są antyoksydantami. Każdy kolor to trochę inny barwnik i to jest trochę inna substancja antyoksydacyjna w naszym organizmie. Fajnie byłoby, gdybyś tego pomidora po prostu czasem zamienił na ogórka, może czasem na paprykę. Chodzi mi o taką właśnie zmianę w tym posiłku.
Jeżeli chodzi o kwestię jedzenia codziennie trzech, czterech jajek, to jest to mocno indywidualne. Teoretycznie zalecenia są takie, że tych jajek powinniśmy jeść mniej, ale to wynika też z tego, że wiemy o tym, iż około 40–50% osób to są tak zwani hiperrespondenci względem spożywanego cholesterolu. Oznacza to, że rzeczywiście, gdy jedzą dużo cholesterolu z diety, to rośnie im poziom LDL we krwi. Takie osoby rzeczywiście muszą potem uważać na ilość spożywanego cholesterolu wraz z dietą.
Jeżeli ty do tych osób nie należysz, masz dobry lipidogram, jesteś osobą aktywną fizycznie, nie palisz i nie pijesz alkoholu — już zaraz ci wytłumaczę, dlaczego do tego dążę — to nie miałbym nic przeciwko temu, żebyś rzeczywiście codziennie jadł te 3–4 jajka.
A dlaczego mówię o alkoholu i papierosach? Dlatego, że tak jak wspomniałem przed chwilą, duża ilość cholesterolu pokarmowego jest czynnikiem ryzyka chorób układu krążenia. Na to ryzyko wpływa również to, czy jesteś aktywny fizycznie, czy pijesz alkohol, czy palisz papierosy. Jeżeli byś to robił, to masz wiele czynników, które niekorzystnie wpływają na twoje ryzyko chorób układu krążenia. Wtedy powiedziałbym, że coś trzeba z tego ograniczyć — pewnie lepiej ograniczyć papierosy niż jajka.
Jeżeli jednak wiesz, że twój styl życia ogółem jest zdrowy, jesteś aktywny i nie masz innych czynników wpływających na ryzyko chorób układu krążenia, to śmiało jedz te jajka codziennie.
Na koniec zostawię jeszcze jedną fajną radę. Jeśli pomyślimy o tym, ile zajmuje zrobienie takiego śniadania, jak ty powiedziałeś, to jest to maksymalnie 10 minut. Zrobienie zdrowej owsianki na kolację to jest maksymalnie 5–10 minut. Lubię mówić o diecie w ten sposób, żeby ludzie zadbali właśnie o te dwa posiłki — czyli żeby zjeść takie śniadanie, bo to naprawdę zajmuje 5–10 minut, i zdrową kolację, która też zajmuje 5–10 minut.
Wtedy już nawet nieważne, co zjemy na obiad — nawet jeśli będzie to jakiś devolaj z frytkami i ogórkiem kiszonym — to naprawdę mamy już dwie trzecie dnia zdrowo i szybko. I to jest rzecz, od której ja bym w ogóle zaczął.
Greg Albrecht: Bardzo lubię z tobą rozmawiać. Już wiem, bo właśnie mnie rozgrzeszyłeś z tego, że zazwyczaj mam słabo zadbany ten środkowy posiłek. Tam jest najcięższy.
Przyznam się bez bicia, że ja w ogóle nie gotuję. W związku z tym trudno jest nie gotować i jeść bardzo zdrowo przez cały dzień. Jednak dokładnie staram się zadbać o ten pierwszy i ostatni posiłek, więc to takie fajne rozgrzeszenie.
A czym byś zastąpił w takim razie jajka, żeby dostarczać białka, ale z założeniem, że nie jem mięsa? Może jem ryby, tylko tak. To czym mogę zastąpić te jajka, twoim zdaniem?
Michał Wrzosek: Wiesz co, pierwsze, co im przychodzi do głowy, to że ja bym sobie tam czasem po prostu zamiast jajecznicy zrobił na przykład tofucznicę, czyli z tofu.
Druga rzecz to, że bym zrobił sobie na przykład twarożek, czyli twaróg, szczypiorek, rzodkiewkę i na przykład jakiś jogurt grecki. To chyba dwie pierwsze opcje, jakie im przychodzą.
Greg Albrecht: I z kategorii „jeszcze ostatnia porada” pod tytułem: co zjeść. Bardzo dużo słuchaczy i widzów tego podcastu, ale też ja oraz wielu moich różnych partnerów biznesowych — ludzi w biznesie, którzy są ciągle zabiegani — ma ten problem. Wiesz, że warto byłoby złapać jakąś przekąskę, a może nie? Krótko mówiąc, zabezpieczamy pierwszy i ostatni posiłek, ale potem wpadamy do jakiejś, wiesz, turbodziury i przez dziesięć godzin człowiek jest na pustym żołądku.
Mówię: „Jezu, coś bym wrzucił między spotkaniami, między nagraniami”. Czy jest coś takiego? Czy w takiej sytuacji lepiej nic nie wrzucać? Bo mówiłeś, że nic niezdrowego nie ma. A mnie się na przykład czasem zdarza zjeść jakiegoś batonika białkowego — żona mnie za to zawsze gani.
Michał Wrzosek: Nie dał się przecież ganiać.
Greg Albrecht: No okej.
Michał Wrzosek: Ja nie jestem zupełnie zwolennikiem batoników białkowych.
Greg Albrecht: Dobra, no widzisz, no to super. To w takim razie co? Zamiast nic nie jeść i przegłodzić się, można pójść do jakiegoś sklepu obok i wrzucić do żołądka coś łatwego, zamiast normalnego posiłku.
Michał Wrzosek: Na pewno to zależy, bo zależy od nowu, jak często potrzebujemy jeść w ciągu dnia. Doskonale wiem ze swojej pracy jako dietetyk, że jedni potrzebują jeść pięć posiłków w ciągu dnia, innym wystarczą trzy. Wtedy inaczej rozkłada się poziom głodu w ciągu dnia.
Na pewno pamiętajmy o tym, że dwa posiłki to jest za mało. Czyli śniadanie i kolacja – na tym bym nigdy nie bazował, bo prawie na pewno skończy się to tym, że albo będziemy podjadać w ciągu dnia, albo wieczorem ta kolacja w ogóle nam nie wystarczy. Wpadniemy wtedy w wilczy głód i będziemy jeść bez jakiejkolwiek kontroli nad tym, ile zjadamy.
Zakładam, że w tym, o czym opowiadaliśmy przed chwilą, jest jeszcze ten posiłek po środku. Raczej myślimy o tym, że łapie nas chęć jedzenia czegoś pomiędzy – na przykład między pierwszym a drugim posiłkiem albo drugim a trzecim.
Mamy kilka opcji. Ja bardzo często swoje odpowiedzi odnoszę do osób, które chcą zredukować swoją masę ciała. Wynika to z faktu, że 60% osób w tym kraju ma nadwagę lub otyłość i tak naprawdę chcą schudnąć. Wtedy najlepszą przekąską będą świeże owoce. Dlaczego? Ponieważ jest to produkt słodki, który bardzo często pokrywa naszą ochotę na zjedzenie czegoś słodkiego. Owoce są dość duże objętościowo, a jednocześnie mają mało kalorii. Są bardzo zdrowe, ponieważ zawierają witaminy, błonnik, składniki mineralne i tak dalej.
Bardzo często samymi owocami się nie najemy, więc wtedy polecam dorzucić sobie jakiś jogurt białkowy. Tylko raczej nie ten pudding białkowy, który ma dużo słodzików i jest produktem przetworzonym, lecz na przykład jakiś jogurt typu SKR. Nawet nie bałbym się niewielkiej ilości cukru, która jest w tym jogurcie smakowym – czy to pitnym, czy takim w kubeczku do zjedzenia łyżeczką. To jest moja najczęstsza przekąska w ciągu dnia – jogurt i owoce. Jeśli nie mam nawet miski, żeby to zaserwować na talerzu, to po prostu zjem owoc i jogurt i to wszystko.
Jeśli mam możliwość, dodaję do tego jeszcze kilka orzechów, żeby mieć zdrowe źródło tłuszczu. Ale to wszystko znowu zależy od kaloryczności naszej diety, ile kalorii potrzebujemy dostarczyć i tak dalej.
Fajnie jest mieć pod ręką dostęp do świeżych warzyw i owoców. Oczywiście jest oczywiste, że jeśli nie przygotujemy wcześniej jakiegoś pudełka, gdzie zabierzemy na przykład pomidorki koktajlowe czy pokrojoną paprykę w słupki, to ciężko potem w ciągu dnia iść do sklepu, kupić paprykę, umyć ją, obrać i tak dalej. Ja to rozumiem i też bym tego nie zrobił. Jednak dostępność zdrowego jedzenia pod ręką jest bardzo ważna dla zmiany naszych nawyków.
Greg Albrecht: No i super, to przekonałeś mnie. Twoja żona ma rację, wiadomo. Powiedz mi, czy na przykład wypicie kawy to jest przerwanie postu, czy nie?
Michał Wrzosek: Nie, no nie.
Greg Albrecht: No bez mleka i bez cukru, rozumiem, czyli normalnie ona nie wpływa na jakieś tam skoki cukru i tak dalej. Można sobie pić, kiedy się chce, nawet kiedy się pości.
Michał Wrzosek: Nie, nie, nie, poczekaj. Kawy nie można pić, kiedy się chce, bo nie można jej pić za późno. Kofeina metabolizuje się w naszym organizmie przez około 6-8 godzin, więc ostatnia kawa, którą wypijamy w ciągu dnia, powinna być spożyta na 6-8 godzin przed naszą standardową porą zaśnięcia.
Wiem, wiele osób mówi, że mogą wypić kawę i zasnąć. Może i tak, ale kofeina i tak ma wpływ na sen, czyli pogarsza jego jakość. Może powodować, że nie będziemy wchodzić w fazę snu głębokiego. Dlatego, o ile ktoś dobrze się czuje po kawie z samego rana, na czczo — tak jak ja piłem dzisiaj przed naszą rozmową — to o wiele mniej bałbym się właśnie kawy zaraz po przebudzeniu i w pierwszych godzinach dnia.
Podsumowując, pilnowałbym mocno tego, żeby kawy nie spożywać zbyt późno.
Greg Albrecht: Super, przyznam, że też stosuję się do tego — po 16 nie piję kawy i to jest moja złota zasada. Bardzo dobra.
Michał Wrzosek: I tu znowu mówimy o tym, że na co dzień tak jest. Bo jak sobie pojadę gdzieś na wakacje i mam ochotę, nie wiem, wypić sobie wieczorem jeszcze kawę — bo jestem gdzieś we Włoszech, jest fajna kawiarnia i usiąść, porozmawiać z żoną — to oczywiście, że ją wypiję. I wtedy o tym nie myślę.
Nie myślę, że właśnie bardzo ważną rzeczą jest to, że to, co decyduje o naszych efektach, to jest to, co robimy na co dzień, a nie od święta.
Greg Albrecht: Czy ty przyjmujesz jakieś suplementy, na przykład witaminę D, czy wszystko załatwiasz poprzez witaminę D?
Michał Wrzosek: No nie, witamina D to jest taka rzecz, której praktycznie nie da się dostarczyć w odpowiedniej ilości z samego jedzenia. Troszeczkę jej mamy w tłustych rybach morskich, troszeczkę jest jej w jajkach, ale to nie są raczej ilości, które pokryją nasze zapotrzebowanie.
Witamina D sporadycznie — jeśli w danym tygodniu nie zjem odpowiedniej ilości tłustych ryb morskich — to również omega-3. Ja bardzo lubię sushi, więc najczęściej nie mam potrzeby suplementować kwasów omega-3.
No i potem jeszcze mam te wszystkie suplementy wokół sportu wytrzymałościowego, czyli właśnie jakieś węglowodany w trakcie wysiłku, po wysiłku. To już zależy od tego, jaki trening, jak długo trwa, ile tego potrzebuję i jak wygląda moje żywienie w ciągu dnia.
Greg Albrecht: W trakcie wysiłku przyjmujesz po prostu węglowodany w postaci płynów, żeli i tego typu rzeczy. Wszystko zależy od tego.
Michał Wrzosek: Ile trwa trening? W sportach wytrzymałościowych mamy tak dużo badań, że dokładnie wiemy, co i kiedy powinniśmy robić. Jeżeli wysiłek trwa do 60 minut i nie jest nadmiernie intensywny, to nie ma potrzeby spożywania żadnych węglowodanów. Wtedy tak naprawdę po prostu pije się wodę.
Powiedzmy, nawet w takich temperaturach jak są teraz, nie zabieram w ogóle żadnego picia ze sobą na bieganie, gdy trening jest na przykład do 12 kilometrów, czyli gdzieś tam do godziny czasu. Jeżeli wysiłek trwa dłużej niż 60–90 minut — 60 minut, gdy jest intensywny, 90 minut, gdy jest spokojny — to wtedy rzeczywiście warto wprowadzić węglowodany w trakcie wysiłku.
To potem znowu zależy, że tak powiem, od tego, ile ich spożywamy, ale powiedzmy od 40 do nawet 90 gramów węglowodanów na wysiłek. Michał, czy masz coś do dodania?
Greg Albrecht: O co cię na pewno nie zapytałem, jest dla ciebie ważne. To jest ten moment, kiedy możesz o tym opowiedzieć.
Michał Wrzosek: Myślę, że dobrym podsumowaniem wszystkiego, o czym dzisiaj rozmawialiśmy, będzie stwierdzenie, że konsekwencja jest najważniejszą rzeczą, która sprawia, że osiągamy swoje cele. Czy to te związane ze schudnięciem, czy te związane z rozwojem swojej marki osobistej, czy też biznesu.
To nie talent, lecz ciężka praca i systematyczność są rzeczą, bez której nie jesteśmy w stanie osiągnąć sukcesu w czymkolwiek. Niezależnie od tego, ile byśmy talentu czy szczęścia nie mieli, jeśli nie przyłożymy do tego konsekwencji, systematyczności i ciężkiej pracy, to nic z tego nie będzie.
Więc róbcie to — jeśli czegoś chcecie, to róbcie to.
Greg Albrecht: Super, dr Michał Wrzosek, dzięki Ci bardzo, dziękuję bardzo. Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners – mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu oraz executive coaching.




