Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Mateusz Machalski: typografia, identyfikacja wizualna i podróże (#002)

31 min czytania
Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Mateusz Machalski – ur. 1989; studia na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie Dyplom obroniony z wyróżnieniem rektorskim.
Pięciokrotny Stypendysta Ministra Kultury. Laureat stypendium „Młoda Polska”. Członek rady programowej Biennale Plakatu w Warszawie. Zajmuje się głównie projektowaniem graficznym z naciskiem na identyfikację wizualną oraz projektowanie krojów pism.

Zapis rozmowy

Dziś moim gościem jest Mateusz Machalski, człowiek-legenda, legenda typografii, ale nie tylko. Cześć Mateusz,

  • Cześć, Greg.

Opowiedz trochę o tym, czym się zajmujesz.

  • Tak naprawdę moje życie zawodowe i to zwykłe można podzielić na kilka etapów, ale tak naprawdę wszystko obraca się wokół, nie wiem, jak to nazwać, pracy, zajawki na projektowanie graficzne oraz szeroko rozumianą twórczość. I zajmuję się tak naprawdę głównie projektowaniem krojów pism, czyli typografią oraz projektowaniem identyfikacji wizualnych, czyli popularnie zwanej brandingiem, czyli sprawianiem tego, żeby firma miała swoją twarz, żeby kojarzyła się z konkretnymi wizualnymi cechami.

Jesteś artystą, to się kojarzy społecznie z taką osobą, która gdzieś tam biedna siedzi sobie, skrobie sobie, jakieś maluje obrazki i nie ma co do garnka włożyć. Jak zrobiłeś, że ty, będąc artystą, całkiem nieźle dajesz sobie radę w życiu?

  • Wydaje mi się, że tutaj troszkę takie postrzeganie artystów, żyjemy już w XXI wieku, a w powszechnej świadomości artysta dalej jest takim osiemnastowiecznym archetypem, czyli jakimś tam pijaczkiem, który leży z butelką wina i zajmuje się bardziej wiązaniem końca z końcem, niż swoją twórczością, a tak naprawdę dzisiaj to wszystko nabrało takiego rozpędu, że wydaje mi się, że jeżeli ktoś ma zajawkę, wkłada w to serce, jest rzetelnie wykształcony w danym fachu, no to nie ma problemu, żeby z – nie wiem – zajmowania się ślusarstwem zrobić po prostu sztukę i dobrze prosperujący biznes. Też warto zwrócić uwagę, że nawet w tak zwanych – nie lubię tego podziału, sztuki czyste czy projektowe – ale w tych sztukach czystych też artyści coraz częściej trafiają do mainstreamu. Ai Weiwei 1 czy Olafur Eliasson 2 to są nazwiska, które praktycznie, że nie występują w rubryce towarzyskiej obok Beyonce i Jaya-Z, natomiast przebijają się już do mainstreamu na tyle, że ludzie, którzy coraz częściej podróżują, trafiają do Tate 3 albo do jakiegoś muzeum, zaczynają takie nazwiska jak Gerhard Richter 4 albo czołowych przedstawicieli różnych dziedzin sztuki kojarzyć.
Ai weiwei
Źródło: https://theskateroom.com/project/ai-weiwei-skateboards

Jak to wygląda, na czym ty zarabiasz? Jak działa twoje przedsiębiorstwo?

  • Mój biznes tak naprawdę bardzo prosto działa, ja bym to porównał do jakiegoś zakładu rzemieślniczego. Czyli w pierwszej kolejności, wiadomo, jeszcze jako dziecko zajmowałem się rysunkiem i jakoś zawsze miałem ciągoty do tych różnych historii związanych z branżą kreatywną, ale trochę nie wiedziałem, w jaki sposób to skrystalizować i w jaki sposób w ogóle z tego się zarabia. No wtedy, jak zdawałem na Akademię Sztuk Pięknych, to było siedem lat, czy osiem lat temu, też trochę miało to mniejszy rozpęd niż w dzisiejszych czasach i wisiało nad każdym, który wtedy zdał na grafikę, widmo, taki strach przed pracą w agencji i po prostu każdy praktycznie bał się tego, że po akademii nie będzie mógł się zajmować własną twórczością, tylko skończy w jakiejś agencji i będzie po prostu szparować 5 w Photoshopie hamak albo zajmować się innymi mało pasjonującymi historiami. I od początku tak naprawdę edukacji tej artystycznej czy projektowej bardzo interesowała mnie typografia i historia liter, i w ogóle samo to, że ktoś w ogóle wpadł kiedyś na pomysł, żeby coś takiego, jak litera, powstało. Czyli umówił się, że jakiś zestaw abstrakcyjnych znaków, w dużym uproszczeniu, będzie oznaczać konkretne samogłoski i spółgłoski i powstanie sobie alfabet. No wiadomo, że w Azji i w innych krajach, w których nie funkcjonują alfabety, sprawa się ma inaczej, no ale u nas załóżmy ta baza mnie interesowała i zacząłem bawić się troszkę literami, starałem się w logotypach przemycać swoje kroje pism, samemu kreślić od podstaw. I tak naprawdę w tamtym momencie no robiłem różnego typu projekty, właśnie związane z brandingiem, no ale też umówmy się, student pierwszego-drugiego roku, nie były to żadne duże pieniądze, no takie, żeby się utrzymać. I w tamtym okresie zacząłem się zastanawiać, co z tą typografią można by było dalej zrobić. Trochę względu na to, że – nie wiem, czy to jest nieśmiałość, czy lenistwo – boję się często uczenia nowych rzeczy pod względem programów i zawsze wydaje mi się, że „nie, no tak, kolejna rzecz, to mnie na pewno przerośnie i na pewno nie dam rady”, ale finalnie przekonałem się, żeby spróbować otworzyć program do robienia liter. No i to było o tyle dla mnie stresujące, że zawsze się mówi „programowanie krojów pism” ze względu na to, że te litery muszą być opatrzone jakimś kodem, żeby działały, żebyśmy mogli nimi pisać. No okazało się, że nie jest to wcale takie trudne i bezproblemowo można było tą podstawową wiedzę przyjąć. I też tu troszkę z dzisiejszej perspektywy, gdzie masa książek wyszła w ostatnim roku chociażby i jest masa konferencji w Polsce, gdzie można się dowiedzieć o typografii. Wtedy na akademii no to było wykładane po macoszemu, nie było żadnego fachowca też w Polsce. Tych fachowców, nie wiem, było trzech czy czterech, więc się starałem samemu uczyć. No i udało mi się jakimś cudem dowiedzieć, znaczy dowiedzieć, wiedziałem, że istnieje MyFonts 6, czyli taki główny marketplace, gdzie handluje się typografią, gdzie ludzie kupują licencje, no i wrzuciłem tam projekt. I ku mojemu zdumieniu nagle się okazało, że jacyś ludzie zaczęli to kupować. Na początku wydawało mi się to bardziej śmieszne niż jakimś pomysłem na realny biznes. Nagle wrzucam jakieś literki i ktoś płaci mi za licencję. No i tak zacząłem w jednym miesiącu jakieś pieniądze, w drugim już coraz konkretniej i tak naprawdę zacząłem się zastanawiać, że to jest jakiś niesamowite, no bo to, czego najbardziej w projektowaniu graficznym, podejrzewam, że nie tylko ja, ale inni graficy nie lubią, jest kontakt z opornym klientem. Czyli trafiamy na osobę, która za bardzo nie kuma, o co chodzi, no i musimy 90% czasu spędzić na tłumaczeniu jakichś różnych spraw, na wyważaniu otwartych drzwi i nieradzeniu sobie z tym, jak komunikować po prostu z tą osobą, która absolutnie nie ma żadnej wiedzy, dlaczego trzeba coś zrobić tak, a nie inaczej. Z typografią jest ten plus, że tak naprawdę to jest, ciężko mi znaleźć w ogóle, może himalaiści są jeszcze bardziej wolni, chociaż oni są przynajmniej jakoś spętani budżetem na wyprawę i tak dalej, a tutaj robimy, kiedy chcemy, wybieramy taką stylistykę typografii, jaką chcemy zrobić, tak naprawdę wszystko zależy od nas. No i całość weryfikuje rynek. Oczywiście nie chodzi o jakość projektu, no bo wiadomo, że większość osób kupujących typografię nie zna się aż na tyle, żeby doceniać wartościowe projekty, ale gdzieś podoba mi się takie bardzo fair podejście, czyli mamy marketplace, mamy tą osobę, która produkuje, mamy rynek, który to kupuje i ustala, co mu się podoba, co się nie podoba – to nakręca po prostu modę na jakieś konkretne kroje pism. Zdaję sobie sprawę, że to są dosyć abstrakcyjne historie, że w ogóle coś takiego, jak typografia istnieje, ale tak, no jest to dosyć duża gałąź projektowania graficznego, która coraz prężniej się rozwija i coraz więcej ludzi zwraca na to uwagę.

W jaki sposób wiesz, jaka czcionka się przyjmie? W jaki sposób decydujesz o tym, jak zaprojektować czcionkę, żeby ona się sprzedała?

  • No i to jest właśnie jeden minus typografii. Mianowicie kiedy robię projekt graficzny załóżmy dla jakiejś firmy i ktoś nie jest do końca przekonany, i trochę się boi, ja jestem w stanie podczas godzinnej rozmowy w taki sposób o tym komunikować i zaprezentować, dlaczego to powinno być zrobione tak, a nie inaczej, że ta osoba prawdopodobnie da się przekonać i dojdziemy do jakiegoś wspólnego pomysłu. Natomiast z typografią – tak naprawdę my nie znamy odbiorcy w większości przypadków. Rzadkością jest to, że ktoś się zwraca personalnie i chce kupić krój albo zamówić, więc jesteśmy po prostu narażeni na to, że funkcjonujemy jako szerszej publiczności nieznane nazwiska. Z czasem to się zmienia, ale na początku jest to problem, bo ktoś kupuje litery od jakiegoś Mateusza z Polski, więc nie wiadomo, kto to jest i też ciężko jest z kolei mi przewidzieć, co będzie się sprzedawało. I tu są najróżniejsze historie. Czasem nad czymś się siedzi po pół roku i projektuje jakiś krój, nagle się okazuje, że sprzedaż wyniosła dziesięć licencji, czyli po prostu można powiedzieć, że pół roku w plecy, a czasem jest tak, że jakiś szybki projekt nagle idzie w świat i jest totalnym hitem. Ja tak miałem na przykład z drewnianymi czcionkami. Wtedy zaczynała się taka moda w designie i w ogólnym podejściu na ten slow-food i takie jakieś rzemieślnicze historie, generalnie handmade’owość i coś, no po prostu chyba ludzie byli zmęczeni we wszystkich gałęziach biznesu tą nadprodukcją i tym, że się wszystko dzieje szybko. Więc ja się jakoś dobrze wstrzeliłem właśnie ze zdigitalizowaniem takich drewnianych czcionek, czyli klocków, na których są literki i na nich kiedyś odbijano plakaty oraz jakieś tam inne druczki ulotne i zdigitalizowałem te litery po prostu, nadając im formę cyfrową. Okazało się, że to się zbiegło idealnie w czasie, jak designerzy zaczęli być proszeni przez agencje czy tam klientów o projektowanie właśnie w takim nurcie layout’ów, opakowań i tak dalej. Więc po prostu musieli skądś kupować te drewniaki, więc tutaj mieli wybór i kupowali ode mnie właśnie tę paczkę, która się okazała strzałem w dziesiątkę. Natomiast mówię, miałem też historię, że nad czymś siedziałem po prostu pół roku albo rok i wcale nie okazało się to hitem.


Tutaj koło nas leży książka Szczepana Twardocha „Król” 7 i właśnie na okładce tej książki są użyte czcionki, które to projektował Mateusz, właśnie te tak zwane drewniane, o których mówi. Powiedz o tym, ile licencji w sumie, jeżeli możesz powiedzieć, twoich czcionek się sprzedało. Jaka to jest skala przez całe życie twoje?

  • Tutaj ciężko to trochę policzyć, ponieważ zacząłem sprzedawać za pośrednictwem różnych portali kroje około 5-6 lat temu i tak naprawdę też przez to, że nie było osoby, która mogłaby mnie naprowadzić, jakiegoś takiego mentora, dopiero oni się pojawili później. Często wrzucałem jakiś kompletny syf do tych sklepów, czego się dzisiaj wstydzę i po prostu czasem jak gdzieś spojrzę na portalu, że właśnie te stare projekty się wyświetlają, to jest mi trochę wstyd, że też trochę nie miałem jak ocenić tego, że to nie jest dobre, a sprzedawało się na przykład całkiem nieźle, co jest też jakimś kuriozum. Więc ciężko jest mi policzyć, ale to idzie w tysiące licencji. Zresztą też są kroje, które często są na promocji, ludzie kupują i tak dalej, więc to ciężko jest jednoznacznie określić.

Jaki jest twój ulubiony krój i dlaczego?

  • Ja generalnie, jeżeli chodzi o sztuki wizualne, bardzo cenię sobie kulturę z Wielkiej Brytanii, zarówno i muzycznie, i malarze, i architekci i tak dalej, i chyba jakbym miał się zdecydować na wybór jednego kroju, to byłby Gill Sans 8 zaprojektowany przez Erica Gilla, albo jakbym ewentualnie jeszcze mógł drugi dobrać, to Edwarda Johnstone’a krój, który występuje na stacjach metra w Londynie 9, który pewnie wszyscy kojarzą ze znaczka Camden Town 10. I podejrzewam, że to dlatego, że łączą w sobie wszystko, co lubię, czyli są to kroje bezszeryfowe, czyli nie mają tych końcóweczek takich rozkloszowanych, tylko jakby są stworzone z jednej grubości linii, natomiast mocno są inspirowane w proporcjach klasyczną antykwą czyli tym, co widzimy, jak pojedziemy do Rzymu i staniemy obok kolumny Trajana, to tam mamy takie charakterystyczne literki 11, które wszyscy uznają za te kojarzone z Rzymem i na tych proporcjach jest po prostu oparty krój bezszeryfowy. Czyli taka zabawa, która w typografii się dosyć często odbywa, ponieważ bazujemy na szkielecie jakichś abstrakcyjnych znaków, wymyślonych 2000 lat temu i nadajemy temu nowe formy najróżniejsze. I Eric Gill właśnie był jedną z takich osób, które nadały zupełnie nową formę właśnie bezszeryfowemu krojowi, która mi się podoba. Zresztą też miał ciekawą biografię, był zwyrodnialcem i patologiem, więc jakieś takie dziwne pomieszanie, a przy okazji robił przepiękne, był rzeźbiarzem i świetnym typografem, więc w ogóle kolejna po Caravaggio jakaś taka dziwna, fascynująca osobowość.

A z twoich czcionek, która najbardziej przypada ci do gustu, którą najbardziej lubisz i jesteś najbardziej dumny?

  • Tutaj ciężko na pewno mówić o samej formie liter i jeżeli bym miał wybrać jedną, to raczej bym wybrał projekt Bona Nova 12, o tym pewnie porozmawiamy i to nawet nie ze względu na sam charakter liter czy ich klimat, czy jakość, chociaż jakość wykreślenia może też mieć znaczenie, bo to był taki projekt jakby, w którym wydaje mi się w miarę udało mi się, nie wiem, czy to nie zabrzmi nieskromnie, ale tak przypieczętować ten etap załóżmy nauki typografii i tak się poczułem już pewnie. A przede wszystkim bym wybrał go dlatego, że po prostu cała historia, która za nim stoi, wydawała mi się, zarówno dla mnie, jak i dla kilku osób, które przy tym projekcie brały udział, niezwykle interesująca i ciekawa na wielu levelach w sumie.
Bona Nova

Opowiedz w takim razie, jak już zacząłeś o projekcie Bona Nova, bo rzeczywiście coś o tym wiem odrobinkę, ale jest to fascynujący projekt nie tylko na poziomie samego projektowania, ale też relacji między ludźmi. Przedstaw ten projekt, jak ty go widzisz.

  • Bona Nova to jest taki projekt, do którego ja pierwszy raz próbowałem podejść już na drugim roku studiów, jak zacząłem się bawić z literkami i zobaczyłem w zecerni, czyli w takim miejscu, gdzie kiedyś składano tekst, odbijano gazety, nawet wizytówki z metalowych klocuszków literki, że jest jakiś krój Bona 13, który sobie w tej zecerni funkcjonuje, tak zwana kursywa czyli pochyły krój pisma, taki, który służy raczej do wyróżnień i zainteresowałem się, co to jest, bo resztę krojów w tej zecerni znałem. Podejrzewam, że większość osób, nawet niebędących projektantami, kojarzy nazwy Times New Roman, Garramond, Helvetica i tak dalej, a tu jakaś Bona. No i to się zbiegło w czasie, że znalazłem artykuł w gazecie, takiej, która się już nie ukazuje, 2 plus 3D, o mistrzu małej grafiki Andrzeju Heidrichu, którego nazwisko oczywiście kojarzyłem, ale przede wszystkim z tego, że zaprojektował polskie banknoty 14. No i jak zobaczyłem tę Bonę i dowiedziałem się, że to on jest autorem, pobiegłem szybko do takiego profesora, u którego robiłem dyplom, w sumie to był taki, nie wiem jak nazwać, trochę profesor, trochę doszywany dziadek, trochę kolega i nie wiem co jeszcze, który po prostu zna się z każdą osobą, która zajmuje się projektowaniem w Polsce i w Europie i podejrzewam, że z tymi starszymi osobami na świecie też ma kontakt i od razu mnie skontaktował po prostu z Andrzejem Heidrichem. Uznał, że świetny pomysł, digitalizuj, bo to nie ma przekładu cyfrowego. Więc stwierdziłem: super, no to idę na spotkanie z po prostu jednym z najwybitniejszych polskich grafików. Oczywiście już wtedy bardzo się zacząłem bać, no bo ja, tu student drugiego roku, idę spotkać się z człowiekiem, który przepracował 50 lat w Czytelniku, zaprojektował 1500 okładek, banknoty i to dwie serie polskich banknotów, i po prostu ma gigantyczny dorobek. Ale okazało się, że na spotkaniu znaleźliśmy wspólny język, pokazałem mu projekty i jakoś troszkę zyskałem pewności siebie, żeby faktycznie za ten projekt się wziąć. Jednak szybko podczas prac nad tym przerysowaniem tych znaków doszedłem do wniosku, że to jeszcze nie jest ten etap, że po prostu mam za małe skille, żeby podjąć się takiego projektu i że trzeba zaczekać po prostu jakiś czas, żeby się jeszcze raz za to zabrać. No i dobrze się stało, bo 5 lat później nagle pomysł na realizację projektu wrócił, ustaliliśmy od razu, że tego nie można zrobić prostu za zamkniętymi drzwiami, przerysować i wrzucić, tylko fajnie by było zrobić z tego taki, może nie projekt społeczny, ale jakoś bardziej nagłośnioną sprawę. W tym celu posłużyło nam narzędzie pod tytułem Facebook, na którym założyliśmy fanpage 15 i okazało się to o tyle ciekawe, że większość nawet grafików nie zdaje sobie sprawy, jak powstają kroje pisma, a na fanpage’u tak naprawdę co tydzień wrzucaliśmy update na jakim etapie stoi ta digitalizacja, a oprócz tego pokazywaliśmy nieznane prace Andrzeja Heidricha, więc ludzie, którzy kojarzyli go tylko i wyłącznie z banknotów, mogli się dowiedzieć o różnych, czasem śmiesznych, czasem niesamowitych faktach z życia Heidricha, na przykład mistrz świata, który po prostu ma rękę, której niejeden młodzieniaszek by mógł pozazdrościć, ale miał perypetie na przykład z banknotem bodajże 5 milionów starych złotych, w którym popełnił literówkę i było jedno zero za mało i banknot w praktyce prawie poszedł do druku, matryca była gotowa i dopiero na etapie, jak już prawie drukowali okazało się, że jest błąd. Więc różne takie historie staraliśmy się wrzucać, żeby pokazać ten projekt szerszej publiczności i żeby ludzie mogli w tym uczestniczyć. To było też fajne, bo angażowało się w to mnóstwo osób, i matematyków, i muzyków, którzy dorzucali swoje 2 grosze do projektu, mówiąc, jakich na przykład im znaków brakuje w większości krojów pism, więc Bona ma całkiem sensowną ilość najróżniejszych znaków, od matematycznych po muzyczne, po różne ornamenty, więc może być szeroko stosowana. No ale jeżeli ktoś jest zainteresowany, to odsyłam na stronę www.bonanova.wtf, gdzie można poczytać o samym projekcie.
  • Jeszcze ta druga część pytania, a propos społecznego wymiaru. Na pewno bardzo spodobało mi się to, że ta współpraca przy projekcie odbywała się pomiędzy trzema osobami, które skończyły dokładnie ten sam wydział w różnych latach, czyli pan Andrzej Heidrich, który kończył Wydział Grafiki ASP w Warszawie, Leszek Bielski, który nam pomagał tak od strony właśnie researchu i teoretycznej, no i ja też jestem absolwentem tego samego wydziału, więc trzy pokolenia 16 spotkały się przy jednym stole i dywagowały na temat tego, jak zaprojektować ten krój, co było o tyle fajne, że okazało się, że w takich, wydaje mi się, przemysłach kreatywnych wiek nie ma takiego znaczenia i po prostu ważna jest zajawka i można sobie nawet wieku 90 lat być zaangażowanym w różne ciekawe projekty, a nie oglądać żużel w Eurosporcie i pić herbatę ze szklanki.

Bona Nova
Projekt Bona Nova – niesamowity. Miałem też okazję uczestniczyć w wydarzeniu, które było ukoronowaniem tego projektu i to nie było w zasadzie wydarzenie typowe, jakiego się spodziewałem, że gdzieś będą wisieć jakieś czcionki na ścianie i ogólnie będzie atmosfera muzealna, ale bardziej przypominało to międzypokoleniowy happening. Może opowiedz o tym, jak to się stało, że zorganizowaliście to.

  • Tutaj sprawa wygląda tak, że ja też równolegle do jakiejś działalności artystycznej już od pierwszego roku studiów bardzo lubiłem organizować eventy, i to najróżniejsze. Począwszy od wystawy sprzeciwiającej się organizacji Euro w Warszawie, po jakieś tam bardziej ambitne projekty, po wystawę, na której nie było wystawy, tylko impreza, żeby zobaczyć, jak ludzie reagują na przyjście na wernisaż, na którym nie ma obrazów. Okazało się, o dziwo, że nikt nie miał z tym problemów. Więc te wszystkie doświadczenia skłoniły mnie do tego, że fajnie przy okazji różnych projektów organizować po prostu… nie wiem, czy to jest dobra nazwa – wystawa – bo często, tak jak na Bonie na przykład, tam ciężko było oglądać niektóre z tych rzeczy, ale po prostu takie huczne wydarzenia, które po prostu promocyjnie przyczyniają się do zwiększenia świadomości tego projektu. I z Boną sprawa wyglądała podobnie, jak z innymi eventami, które organizowaliśmy, czyli najpierw kontakt z Rafałem Łaszkiem, który znany jest ze swojej firmy Live2Listen, czyli organizacji koncertów głównie hip-hopowych, więc pełne zaplecze i know-how, jak zorganizować gruby event już mieliśmy. Potem zastanawialiśmy się nad przestrzenią, że jednak Bona była takim projektem, nie wiem, jak to później będzie oceniane, ale takim dla nas przynajmniej ważnym, więc chcieliśmy, żeby ta przestrzeń też jakby rangą dotrzymywała temu, jak ważne było dla nas to wydarzenie. I zaczęliśmy się zastanawiać, tutaj z pomocą przyszła Kasia Lisowska z Reduty Banku Polskiego w okolicach Placu Teatralnego, która jest tam event menadżerką i po prostu jak ja zobaczyłam tę przestrzeń, to nie mogłem uwierzyć, że coś takiego stoi w centrum Warszawy. Ja tam byłem zaledwie dwa razy na jakiś eventach w nocy, więc nawet nie widziałem, jak ta przestrzeń dokładnie wygląda. Od razu ustaliliśmy, że po prostu ze względu na rozmiary przestrzeni trzeba zagrać skalami i wydrukować, to nie mogą być plakaty 100 centymetrów na 70, tylko muszą być wielkie banery, po prostu 4 na 3 metry, żeby to w tej skali zadziałało. I tak naprawdę to cały czas narastało o kolejne atrakcje. Tu nagle Rafał zorganizował pomoc Beefeatera, który zajął się produkcją, sceną, oświetleniem i tak dalej. Nagle wpadliśmy na pomysł znany z poprzednich wystaw, które robiliśmy, czyli warto zaprosić różnych artystów, znajomych, żeby nie robić sobie „one man show”, tylko żeby to była jakaś większa grupa osób wystawiających, co też promocyjnie zawsze dobrze wpływa, bo jak mamy dwudziestu sześciu artystów, którzy zrobili plakaty, którzy zaproszą swoich znajomych, żeby zobaczyli ten plakat, to wiadomo, że promocyjnie ten event zbiera coraz większy krąg ludzi, którzy przyjdą. To też było śmieszne, bo finalnie na imprezie można było zobaczyć zarówno kolegów pana Andrzeja Heidricha, czyli już osoby takie 80+, jak i moich znajomych z deski, którzy przyszli ze swoimi kolegami trzynastoletnimi, więc to było całe spektrum ludzi, od po prostu graficiarzy, poprzez osoby z akademii 17 i ludzi, którzy niektórzy się w ogóle dowiedzieli wtedy dopiero, że ktoś projektuje litery, a nie są generowane przez komputer, więc ciekawe doświadczenie.

Obok tej działalności twojej, nazwijmy to biznesowej z jednej strony, z drugiej strony takiej społeczno-artystycznej, też jesteś cały czas aktywny w Akademii Sztuk Pięknych, prawda? Jesteś teraz wykładowcą tam.

  • Od czasu do czasu prowadzę zajęcia, teraz się bardziej jakoś, przez to, że przez dużą ilość wyjazdów raczej uczestniczyłem w czymś takim, co się nazywa sztuka projektowania, czyli takie prywatne wykłady, które zorganizował Patryk Hardziej w Gdańsku 18. I ta formuła ze względu na częste moje wyjazdy bardziej mi odpowiada, bo po prostu jest tam kilka zjazdów, ale takich naprawdę turbo, że siedzimy cały dzień, uczymy się typografii, projektowanie layoutów i wydaje mi się, że ten system zarówno dla nauczyciela, jak i uczniów jest dużo łatwiejszy. To znaczy Akademia Sztuk Pięknych jest niesamowitym miejscem, żeby nie było, że tutaj oczerniam, tylko trochę inną rolę chyba w moim życiu spełniała, raczej takiego miejsca, takiego tygielka twórczego, gdzie się spotykałem ze znajomymi, uczyliśmy się od siebie i działaliśmy. Natomiast właśnie te kursy, na których teraz wykładam, są takie stricte żeby się nauczyć po prostu warsztatu projektowego i uważam, że świetnie to się sprawdza w przypadku uczniów, którzy przyjeżdżają po prostu na pięć zjazdów, siedzą cały weekend nad projektami i uczą się tam m.in. właśnie od Oskara Podolskiego, Patryka Hardzieja, między innymi też ode mnie, różnych tajników projektowych.

Z tego, co się orientuję, robisz też doktorat. Czy już go obroniłeś?

  • Nie, nie, na razie przewód otworzyłem i zobaczymy. Na razie muszę teraz warstwę intelektualną tego doktoratu opracować, oprócz wizualnej i zastanowić się po prostu, jak to wszystko pospinać. Podejrzewam, że jakoś po wakacjach będzie obrona.

Właśnie, bo wakacje i wyjazdy, wspomniałeś o nich już kilkakrotnie mówiąc o tym, że łatwiej ci jest pewne rzeczy realizować, kiedy jest to bardziej skoncentrowane ze względu na liczne wyjazdy. Opowiedz coś trochę o tym, jak spędzasz czas, kiedy nie projektujesz. Albo może projektujesz kiedy wyjeżdżasz. Jak wygląda twoje podróżowanie?

  • Ja dużo wyjeżdżam, ale to też raczej nie są wyjazdy w klimacie wakacji, tylko często to się odbywa z laptopem na kolanach, też ani w jedną stronę skrajność, ani w drugą, bo to też nie jest tak, że cały dzień siedzę nagle przy komputerze i pracuję, tylko raczej wykorzystuję momenty, w których po prostu reszta śpi, czyli lot samolotem dłuższy, 9 godzin, no to zawsze sobie chętnie wyciągam komputer i nadrabiam po prostu z projektami. Czy nie wiem, godzinkę wcześniej wstaję, żeby odpisać na maile i poogarniać projekty, więc to jakby determinuje też sposób działania, dlatego też tę typografię tak bardzo lubię, ponieważ tutaj nie muszę się z nikim kontaktować, tylko samemu sobie narzucam rytm pracy. Jednak też przy tej ilości wyjazdów i projektów większość musi się odbywać zdalnie, więc te powroty do Warszawy, przynajmniej przez ostatnie pół roku, to były raczej tylko takie, żeby się spotkać po prostu z klientami, ze znajomymi, z którymi coś projektujemy i dalej wyjazd, więc to też determinowało sposób współpracy nad tymi rzeczami. Wiadomo, że łatwiej jest się spotkać, usiąść i przegadać różne sprawy, niż wszystko na mailu, czasem problem z telefonem, żeby się zdzwonić czy zeskype’ować, bo nie ma Internetu, a trzeba jakoś ten towar dowieźć, więc to często rodziło problemy i też zweryfikowało mocno osoby, z którymi jestem w stanie współpracować, bo ani nie chcę odpuścić projektowania, ani podróży, to oczywiste, więc po prostu musiałem odpuścić ludzi, którzy nie są w stanie zaakceptować systemu pracy i się z tym pogodzić, że te kilka złotych odpada czy tam nie odpada, a przynajmniej mam swojego rodzaju wolność i też wiem, że osoby, z którymi teraz współpracuję jakby akceptują mój sposób funkcjonowania na co dzień i wiedzą, że po prostu współpraca będzie w taki sposób wyglądać, a jako bonus dostaną kilka historyjek albo zdjęć.

Za każdym razem, jak rozmawiamy, opowiadasz jakieś niestworzone, ale prawdziwe, niezwykłe historie, czy to jest jakiś slumsów na Filipinach, czy z innych miejsc. Podróżujesz do takich miejsc ekstremalnych. Powiedz coś, ile tych podróży jest, jak one wyglądają, co cię tam ciągnie?

  • Znaczy też może nie ekstremalnych, ekstremalny to byłby wyjazd do Syrii w tym momencie albo jakiś takich miejsc. Są miejsca, które uchodzą w takim zbiorowym myślokształcie za niebezpieczne, a wcale takimi nie są. Wiadomo, że wszędzie się może coś stać, ale zawsze się śmiejemy z kolegami z historii, jak przez prawie miesiąc jechaliśmy po Ameryce Środkowej i przejeżdżaliśmy tak naprawdę przez dwa kraje, które zawsze są w czołówce najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, czyli Salwador i Honduras, tak naprawdę, pomimo że się kręciliśmy i w nocy i byliśmy jakiejś imprezie, nawet próbowaliśmy jakoś zaczepić, żeby cokolwiek się tam wydarzyło, to nie stało się absolutnie nic. I dopiero jak wracaliśmy do Warszawy i samolot nam uciekł z Berlina, musieliśmy jechać Polskim Busem, przyczepił się do nas gość na Łodzi Kaliskiej. Więc to też pokazuje mniej więcej, jak to wygląda i tak naprawdę jak ktoś ma niefart, to nawet może w Warszawie ktoś mu coś zrobić i może być niebezpiecznie. Więc pod tym względem wydaje mi się, że na razie te miejsca, które odwiedzaliśmy, wszystkie są bezpieczne. Ewentualnie choroby, które funkcjonują, to zawsze jest problematyczne i trzeba bardzo uważać na te sprawy. Jeżeli chodzi o to, co mnie pociąga, to chyba to, co każdego, jak podróżuje. Każdy ma jakąś inną zajawkę. Jedną osobę pociąga zobaczenie niesamowitej plaży na Zanzibarze, inną osobę zobaczenie slumsów na Filipinach i tak naprawdę mnie chyba pociąga i zobaczenie tego i tamtego, i jeszcze projektowanie w tym samym momencie. I jakaś taka zajawka ogólnie na różne aktywności w życiu. Czyli jak to Denis Urubko, znany himalaista, ostatnio fajnie powiedział, że on stara się jeść tyle, ile jest w stanie po prostu z życia, ale zawsze zostawiać sobie ten margines po prostu takiego niedojedzenia i zajawki na jeszcze kolejne rzeczy. I mi się wydaje, że u mnie podobnie to wygląda, że mam straszną jakąś taką potrzebę po prostu testowania różnych rzeczy, oglądania i tak dalej, i stąd się bierze potrzeba wyjazdu, a też to według mnie daje troszkę odejścia do pracy, czyli nagle jak pojedziemy sobie na slums pod Addis Abeba w Etiopii, okazuje się, że jednak mail od pani Bożenki nie jest najważniejszą rzeczą i ludzie mają większe zmartwienia, i troszkę dystansuje. W sensie nie dystansuje w taki sposób, że to, co u nas się dzieje, jest nieważne, ale pokazuje, że niektóre problemy, z którymi wyjeżdżamy na takie wyjazdy, to wracamy nagle myśląc, że „kurczę, jak ja śmiem mieć takie problemy w dzisiejszym świecie, gdzie się dzieje tyle różnych, niedobrych rzeczy”. Więc myślę, że wyjazdy naprawdę sporą uczą.

Filipiny
Co cię napędza do tego, żeby tyle niesamowitych rzeczy robić równocześnie? I jak to jest w ogóle możliwe, bo tak: projektujesz typografię, wrzucasz ją na MyFonts i tam sprzedajesz, oprócz tego robisz jeszcze innego typu projekty. Zrobiłeś duży projekt społeczny związany z Bona Novą, gdzie wyszła i książka, która tutaj też obok leży, i było wielkie wydarzenie, i nakręcone to było mocno na Facebooku. Równocześnie zwiedziłeś w zeszłym roku, zaraz powiesz ile krajów, ale podejrzewam, że więcej niż większość słuchaczy w całym swoim życiu lub w każdym razie w ciągu ostatnich pięciu lat, i jeszcze pewnie z tego, co wiem, jesteś aktywnym sportowcem. Jak znajdujesz energię do tego wszystkiego?

  • Nie wiem, czy to jest takie niesamowite, bo znam też dużo osób, które w podobny sposób funkcjonują, ale to chyba jest po prostu jakaś taka… nie wiem, jak to nazwać. Ostatnio jak rozmawiałem z takim profesorem, który podobnie od zawsze miał jakieś takie ciągoty, żeby wszystko robić, że on po prostu z dzisiejszej perspektywy mówi, że był pazerny zawsze na życie i ja też chyba taką pazerność mam, ale to też się chyba wiąże ze stylem życia od dziecka. Ja pamiętam, że jak jeździłem na deskorolce, co uważam, że jest najwspanialszą sprawą, którą dziecko i dorosła osoba może robić, jazda na desce, bo rozwija po pierwsze fizycznie, po drugie środowiskowo, zazwyczaj są ciekawe osoby, a po trzecie podróżniczo, czyli tak naprawdę jeden sport, który nam daje różne jakieś takie dodatkowe aktywności, które jakby mimo wszystko się z tym wiążą, że się jeździ na desce i że chyba mi tak zostało. Niestety na desce przestałem jeździć, znalazły się inne zajawki, ale sam sposób funkcjonowania i jakiejś takiej zajawki po prostu najczystszej na życie, zostaje po prostu po tej jeździe na desce. Widzę to też po swoich znajomych, z którymi jeździłem, że jakiś mają delikatnie inny stosunek do wielu spraw niż większość ludzi. Więc chyba jakbym miał wybrać tę rzecz, która motywuje, to jest po prostu zajawka na życie i uświadamianie sobie, że jak rano wstaję, mam co zjeść, jest wszystko spoko, zawodowo się układa, zdrowotnie też, to nie można zamulać, tylko trzeba po prostu coś ciekawego robić, bo wiadomo, różnie bywa, więc trzeba korzystać, jak jest dobrze, jakkolwiek źle by to nie brzmiało.

Co byś polecił takiej osobie, która czy uruchamia właśnie jakiś biznes związany ze sztuką, czy jest młodym artystą, który gdzieś w zaciszu domowym uczy się projektować, czy jest kimś, kto chciałby rozwinąć się w tym zakresie i ma jakąś taką wewnętrzną trochę nieśmiałość, niepokój, obawy przed tym, jak zrobić ten pierwszy krok. Pewnie spotykasz takie osoby, co im mówisz?

  • Osobom, które zakładają firmę to mówię, że podstawową sprawą jest zrobienie sobie identyfikacji wizualnej, ponieważ jeżeli zakładamy jakieś plemię i wyobrazilibyśmy sobie, że jesteśmy ludem pierwotnym, to pierwsze, od czego zaczynamy, to wyznaczamy sobie terytorium oraz ustalamy jakąś tam hierarchię. Druga sprawa to wymyślamy, pod jaką banderą będziemy walczyć, jakie zbroje będziemy nosić i tak dalej, i tak dalej. Czyli ta identyfikacja to nie jest jakiś wymysł XXI wieku, tylko generalnie to zawsze funkcjonowało, że ludzie potrzebują się identyfikować. Czyli jesteśmy kibicami jakiejś drużyny – ubieramy się w konkretne barwy. W brandingu tak samo – jesteśmy przedstawicielami firmy albo chcemy być firmą, to trzeba jakoś wyglądać i się po prostu określić wizualnie, co my sobą reprezentujemy. Jeżeli chodzi o te inne sprawy, kurczę, tu ciężko, ja nigdy w sumie nie umiem odpowiedzieć na to, co zrobić, jak jest się nieśmiałym, bo nie myślałem o sobie jako o osobie nieśmiałej, nie mylić z pokorą, i trochę nie znam tego problemu, więc nie wiem nawet, jak na to reagować. Na pewno wydaje mi się, że tak, jak z każdym problemem, rozpisać problemy, w których ta nieśmiałość występuje i zastanawiać się, w jaki sposób to drobnymi kroczkami przewalczać albo najlepiej, ja zawsze, jeżeli mam z czymś problem, to próbuję znaleźć jakąś biografię osoby, która miała podobny problem i zobaczyć, jak ta osoba sobie z tym poradziła i na 70% to będzie jakieś tam rozwiązanie.

Poruszyłeś temat biografii, może są jakieś książki, które w ostatnim czasie szczególnie cię zainspirowały, które przychodzą ci właśnie do głowy.

  • Na pewno książka przez Agorę wydana o Kukuczce 19, myślę, że jest to taka książka, niezależnie czy kogoś interesuje w ogóle himalaizm i wspinaczka, i tego typu ekstremum, ale że jest książką wartą do przeczytania z wielu powodów. Po pierwsze, jak pasja może zdeterminować różne życiowe wybory, mówię tu o posiadaniu rodziny a jednoczesnym wyjeżdżaniu w Himalaje. Druga sprawa, jaką ludzie potrafią mieć siłę, żeby dopiąć swojego celu, czyli w latach ‘80 jeździć do Karakorum albo w Himalaje licząc się z tym, że czasem przecież to była jazda drogą lądową praktycznie, czyli po prostu półtorej miesiąca w ciężarówkach i jeżdżenia, że ludzie byli w stanie po prostu się na taki wysiłek kiedyś poświęcić, żeby wejść na górkę. Jak się czyta niektóre z tych opisów, jak oni właśnie w tamtych latach przejeżdżali przez Iran albo coś, jakieś historie temu towarzyszące, to naprawdę zyskuje się szacun, że bez Internetu… Dzisiaj nie mam żadnego problemu, lecimy sobie do Teheranu, odpalamy Google Maps, wiemy wszystko, możemy zobaczyć, czy nie ma tam jakichś wspólnych znajomych z kimś, żeby ktoś nas odprowadził po mieście. Wtedy to był kosmos. Nie wiem, lądujemy nagle w jakimś Karachi w Pakistanie, mamy odebrać jakiś transport z żywnością… pamiętam, że jak przeczytałem tę książkę, to byłem zszokowany po prostu determinacją tych osób, ale też samą osobowością Kukuczki, który był niesamowitym gościem i sposób, w jaki funkcjonował taki jest może dyskusyjny, ale na pewno byłem pod olbrzymim wrażeniem, że można tak postawić wszystko na jedną kartę i być tak zdeterminowanym w realizacji swojego celu, nie zważając na wszystko inne. Oprócz tego ja lubię generalnie raczej albo biografie, albo jakieś książki po prostu opowiadające o problemie, więc tego jest dużo. Z ostatnich jakichś – powróciłem do książeczki, którą kiedyś odrzuciłem tego księdza Sowy „Szaleńcy Pana Boga” 20, który jeździ po różnych misjonarzach polskich, którzy są rozsiani w najdziwniejszych miejscach na Ziemi i tam z posługą siedzą. Temat religii nie jest mi akurat w tym wymiarze najbliższy, ale na pewno niezłe są historie, w jakiś sposób nagle jakaś siostra z Polski znalazła się w środku Amazonii, gdzie raz w tygodniu dolatuje helikopter i przywozi jedzenie, więc naprawdę też fajna sprawa, do jak ekstremalnych warunków w ogóle ludzie są w stanie się dostosować i funkcjonować.

Super historie. Ty masz też swoje rozmaite historie, które opowiedziałeś. Zastanawiam się nad takimi sytuacjami, bo w osobach, które robią tak niesamowite z mojej perspektywy rzeczy, jak ty, czyli dość nietypowe, dość powiedziałbym niekonwencjonalne, a równocześnie z tak ogromną pasją, na pewno temu mogą towarzyszyć też jakieś sytuacje jakichś wyzwań. Czy kojarzysz takie wyzwanie jakieś, czy jakiś problem, czy jakiś fuckap, który szczególnie przeżyłeś i czegoś się z niego nauczyłeś?

  • Na pewno było kilka takich sytuacji, ale zazwyczaj to były sytuacje, w których ja po prostu sobie uświadamiałem, że jednak projektowanie graficzne, oprócz tego, że jest to jest niby zawód taki, nie wiem, jak to nazwać, projektowanie artystyczne, wolne i tak dalej, że jednak jest w tym jakaś usługowość i usługujemy tymi umiejętnościami. Nie lubię tego słowa i raczej zawsze staram się, jak kogoś poznaję, mówić o projektowaniu, że my mamy receptę na to, jak to powinno wyglądać, że po prostu w komunikacji wysiadam, że jestem raczej osobą taką, która szybko się denerwuje i wyprowadza z równowagi i często jakieś relacje psułem po prostu na tym, że nie miałem cierpliwości, żeby ludziom wytłumaczyć. I to jest problem, że zajmując się różnymi takimi bardzo specjalistycznymi dziedzinami, często mierząc własną miarą wydaje nam się, że rozmawiamy z równą osobą i wiadomo, że tak nie jest. Nie każdy musi wiedzieć, co to jest krój szeryfowy, czy wiedzieć, w jaki sposób layout papieru firmowego musi wyglądać, żeby funkcjonował. Każdorazowo trzeba jakoś to wtłoczyć osobie, z którą współpracujemy. Więc ja na przykład często na tym polu wymiękam i uważam, że umiejętność komunikowania to jest 50% sukcesu. Znam grafików, którzy robią świetne rzeczy, a po prostu nie są w stanie tego obronić, a znam też osoby, które mają absolutnie beznadziejny warsztat, ale w taki sposób umieją o tym opowiadać, że dali radę wszystko sprzedać. Więc wydaje mi się, że tak komunikacja to jest rzecz, nad którą ja zdecydowanie muszę popracować i też troszkę te wyjazdy, tak jak mówiłem wcześniej o tym, że dają w pewien dystans, no to ten dystans czasem się robi za duży i uważam, że to jest fajne zdystansować się, ale też nagle nieodpisywanie komuś przez tydzień już troszkę wchodzi w słaby klimat i zdecydowanie nie poprawia relacji z klientem. Więc też muszę nad takimi aspektami popracować, żeby nie było fuckup’ów.

NoctureSerif
Jeszcze do tych wyjazdów bardzo chciałbym wrócić, bo jakoś mam wrażenie, że tylko dotknęliśmy tego, a zawsze jak rozmawiamy, to opowiadasz o nich i to jest takie źródło niesamowitych historii. Powiedz, ile tych wyjazdów w zeszłym roku odbyłeś? Co takiego najbardziej zapamiętałeś z tych ubiegłorocznych wyjazdów?

  • Nie wiem, przestałem troszkę liczyć, bo to się zaczęło zlewać dosyć mocno, były powroty do Warszawy i kolejne wyjazdy. W zeszłym roku na pewno dużo było tych ciekawych, na pewno zrobiła na mnie wrażenie ta Etiopia, pomimo że mieliśmy tak naprawdę dosłownie trzy dni na objazd okolic Addis Abebe, to było niesamowite miejsce i bardzo zdziwiło mnie to, że zupełnie inaczej sobie zawsze wyobrażałem Etiopię, bo to jest jedna z tak naprawdę najstarszych kultur. O Etiopii wiedziałem tyle, że była sobie królowa Saba, która jeździła do króla Salomona i przywiozła judaizm, i bardzo się zdziwiłem, że Etiopia, tak naprawdę gdzie nie wchodzimy, to mamy zlepek tak naprawdę wszystkich religii. Mamy muzułmanów, katolików, to jest jedno z najstarszych miejsc, gdzie w ogóle katolicyzm był jako religia państwowa, mamy właśnie judaizm i tak dalej, i sobie wszystko w jakiś sposób tam fajnie funkcjonuje, bez jakichś tam problemów. Warto zauważyć, że Etiopia też nie jest najcięższym takim afrykańskim krajem do mieszkania, bo jednak to, stolica, już nie pamiętam, chyba się na dwóch tysiącach nad poziomem morza znajduje, więc też nie ma tak, jak przy równiku, że tam choroby i tak dalej, więc życie jakoś tam upływa bezpiecznie. Na pewno w Suazi mi się bardzo podobało, czyli ten mały taki kraj, który funkcjonuje jako, znaczy to nie jest część Republiki Południowej Afryki, tylko po prostu wewnątrz kraju są dwa kraje, właśnie Lesotho i Suazi. Suazi niesamowite, krajobrazy się zmieniają po prostu, prawie że jak w Nowej Zelandii, gdzie do dzisiaj jest król, organizujący bale dziewic, na których wybiera kolejne żony, więc to są takie różne… Ale również zainteresował mnie Kazachstan, jak byliśmy, to też niesamowity kraj, taki zlepek kultury trochę zachodniej z taką poradziecką, a jednocześnie z mocnymi wpływami krajów arabskich, czyli no nie wiem, idąc na cmentarz przy Aktau albo w jakimś tam właśnie rejonie zachodni Kazachstan mamy zapis cyrylicą, która jest trochę stylizowana na skrypt arabski, jednocześnie portale bram wjazdowych wyglądają jak totalnie przeszczepione z Indonezji albo z Azji centralnej czy południowej, więc znowu jakiś taki dziwny zlepek po prostu wszystkich kultur wizualnych w jedno miejsce. Zresztą też chyba najbardziej na wyjazdach interesują mnie historię lokalsów w różnych sprawach albo nawet nie lokalsów, tylko dowiadywanie się o różnych sprawach na miejscu, czyli tak jak właśnie w Kazachstanie, który tak naprawdę wcześniej w Kazachstanie funkcjonał skrypt arabski i potem przeszli na cyrylicę, a teraz właśnie prezydent zarządził, że przejdą na łacinę, więc to też jest niezłe i można zobaczyć, że sposób pisania może mieć naprawdę bardzo mocny wydźwięk polityczny, czyli widzimy, że chcą odejść właśnie od cyrylicy, pewnie każdy kojarzy, dlaczego, żeby jednak troszkę się odłączyć właśnie od Rosji. Ale równie mocno interesują mnie sprawy takie polityczne, jak z moją dziewczyną Anią pojechaliśmy tak naprawdę do Izraela, ale głównie z nastawieniem na Palestynę, ten obraz w mediach i to, co sobie możemy czytać w gazetkach czy w książkach, często ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. I okazało się, że Palestyna jest po prostu tak do bólu przyjaznym miejscem, że wymiękaliśmy od tego, jak ludzie są mili, jak pomocni, jak każdy chce coś tam zrobić. Nie mówię tu o takich ośrodkach turystycznych jak Betlejem, tylko raczej o południu i tych strefach Palestyny, które raczej nie mają interesu, żeby być miłym dla Polaków, a też spotykały nas jakieś akcje, że taksówkarz nas podwiózł za darmo mówiąc, że słyszał, że w Polsce były protesty w obronie Palestyny przed tą inwazją izraelską i tak dalej, więc on nas chętnie podwiezie i pogada, więc różne takie śmieszne historyjki wyjazdowe.

Dużo wyjeżdżasz, to może brzmieć, jakbyś tam nie wiadomo jakie budżety na to przeznaczał ,ale skądinąd wiem, że raczej podróżujecie w takim stylu ekonomicznym. Jakieś 2-3 porady z twojej strony, jak zorganizować taki wyjazd w odjechane, nietypowe miejsce, żeby nie zbankrutować. Jak to robicie krok po kroku?

  • Generalnie zależy od kierunku, bo jak weźmiemy sobie Stany Zjednoczone, to sam najlepiej wiesz, że wyjazd do Stanów to bardzo ciężka jest to low-budżetowo zrobić. Nawet jak znajdziemy lot do Nowego Jorku za 600 zł z Norwegii, to i tak za hotel zapłacimy minimum 5000 za 10 dni, więc ciężko jest tanio do Stanów polecieć, albo na północ Europy, tak samo jest droga. Ale jeżeli się zastanowimy, to jest dużo kierunków. Teraz popularna jest Tajlandia, już tam uznajmy, że to jest zajazd i znalezienie wolnego miejsca w Tajlandii jest bardzo ciężkie. Ale obok mamy jakąś Kambodżę, mamy Birmę, mamy Wietnam, który też jest już trochę zajazdem, mamy Laos, więc to są kraje, gdzie tak naprawdę, jeżeli już dotrzemy, to możemy naprawdę za dużo niższe sumy niż tutaj w Warszawie przetrwać, zanocować, zjeść i tak dalej, więc problemem jest tak naprawdę dolot w takie miejsce. My zazwyczaj, jak ja zaczynałem podróżować, to wszystkiego się uczyłem od Pawła i Karola, którzy mają te systemy wszystkie lotnicze bardzo prześwietlone, wiedzą, gdzie szukać informacji o lotach, o promocjach. Zazwyczaj zaczynało się tak, że mieliśmy wybrane destynacje, że na przykład teraz interesuje nas Ameryka Południowa, więc nieważne, czy się trafi bilet do Brazylii, do Paragwaju, Urugwaju czy Argentyny, to gdzieś tam celujemy i przeszukiwaliśmy po prostu różne strony. Oczywiście są jakieś programy, które w tym pomagają, Google Matrix ITA Software, który szuka różnych konfiguracji lotów, żeby znaleźć optymalne rozwiązanie, ale to też działa raz na dziesięc razy możemy coś ciekawego znaleźć. Ważne jest to, żeby ogarniać, że jakichś połączeń, że dużo taniej jest na przykład i łatwiej zrobić połączenie z Bangkoku do Londynu i potem z Londynu. Wiadomo, że mamy jakąś tam przesiadkę w Londynie, ale też ja wychodzę z założenia, że często te przesiadki są w miejscach, w których na przykład byłem dwa razy, więc chętnie wrócę i sobie zrobię nawet stopovera na dwa dni, żeby pozwiedzać miasto, niż bezpośrednie loty z Warszawy. Niestety Warszawa, pomimo że jest w świetnym miejscu, jeżeli chodzi o mapę, żeby być takim węzłem przesiadkowym i mogliby tu na dobrą sprawę zrobić drugi Dubaj, to trochę w latach ‘90 nie wykorzystała szansy i jest raczej takim marginalnym lotniskiem, więc mało co od nas lata. Więc jeżeli szukamy lotu do Rio de Janeiro, to to, że znajdziemy lot bezpośredni z Warszawy naprawdę graniczy z cudem, może jakiś czarter raz na rok, nie jest to zbyt popularne połączenie, więc trzeba zawsze szukać takich destynacji i takich połączeń, które wydają nam się logiczne, czyli chcę lecieć do Rio, to raczej będę szukał lotów z Madrytu, bo wiadomo, że jest Iberia, która ma ileś tych połączeń dziennie, więc lepiej w taki sposób po prostu tego wyszukiwać. Dla osób, które nie mają tyle czasu, żeby nad tym siedzieć, to polecam po prostu zaglądanie na te wszystkie portale, które każdy zna czyli fly4free.pl, flipo.pl i tak dalej, gdzie mamy codziennie masę różnych wyjazdów, więc jak ktoś mi mówi, że trzeba miliony i najdalej, to w ogóle raz w Zgorzelcu, bo to takie drogie za granicą, to wiadomo, że ten argument można od razu zbić, bo tak naprawdę pieniądze nie są żadnym problemem i są naprawdę dziesiątki ludzi, którzy za grosze podróżują. Można jeździć przecież autostopem, można kombinować na najróżniejsze sposoby i dzisiaj to nie jest żaden problem, o ile nie wybieramy się do jakiegoś bardzo drogiego kraju.

Super. Jak słucham tego, intensywnie żyjesz, jak powiedziałeś, jesteś pazerny na życie, czy jako profesjonalista-projektant, czy jako podróżnik, czy jako organizator, czy jako czytelnik – wszystko robisz tak bardzo intensywnie, to zastanawiam się, czy i w jaki sposób odpoczywasz.

  • Ja lubię aktywny odpoczynek, czyli na przykład ja się bardzo relaksuję podczas biegania i uważam, że to jedna z fajniejszych form spędzania czasu, wychodzenie na takie dłuższe wybieganie, dłuższe w sensie, zależy dla kogo dłuższe, takie do półtorej godzinki biegu i jest się całkowicie zrestartowanym. Jakoś tak z energią raczej nie mam problemów do życia, raczej z tym, żeby się po prostu zrestartować. Po przestaniu jazdy na deskorolce brakowało mi jakiegoś sportu i trochę nie wierzyłem, że jeszcze coś znajdę, jakąś taką zajawkę, która może tak mocno wywrzeć wpływ na wszystko, co robię. Okazało się, że takim czymś jest wspinaczka i teraz strasznie żałuję, że wcześniej się tym nie zainteresowałem, bo okazało się, że jest to niezwykła aktywność, nie tylko sport, ale też sposób na życie, który determinuje różne inne wybory, może nie projektowe, ale chociażby wyjazdowe i sposób funkcjonowania, czyli jakiś tam rygor treningowy, jakieś tam aktywności podporządkowane właśnie pod plan treningowy i tak dalej, i tak dalej. Więc wydaje mi się, że u mnie akurat odpoczynkiem najlepszym jest właśnie sport, który jakoś mnie restartuje po prostu.

Wspinaczka
Super. To może na koniec, bo będziemy powoli kończyć, powiesz mi coś i naszym słuchaczom przede wszystkim, coś, nad czym teraz pracujesz, czy jesteś jakiś teraz projekt, jakiś temat, jakieś coś, co nad czym pracujesz teraz albo co planujesz w przyszłości, a o czym jeszcze nie mówiłeś.

  • Z planów zawodowych to wiadomo, bieżące projekty i kilka jakichś tam brandingów, nad którymi obecnie siedzę, jakaś tam gazeta, której layout projektuję. Z typograficznych to najważniejszy teraz jest doktorat oraz bieżące projekty inne, ale chciałbym się skupić w tym roku już na doktoracie, żeby to zamknąć, czyli takim dziwolągu, który sobie wymyśliłem, żeby zrobić krój do nieistniejących cyrylic, czyli jakoś zainteresowałem się strasznie Rosją i skryptami cyrylicznymi, ale niekoniecznie właśnie samym rosyjskim, tylko różnymi odmianami tych skryptów w Azji, czyli czymś, co tak naprawdę nie doczekało się jakichś takich szerokich opracowań, ale również cyrylic europejskich, czyli takiej, która była w Rumunii wykorzystywana, serbskie czy nawet bułgarskie. Więc się zainteresowałęm tym tematem i na razie sobie to rozpracowuję i próbuję sobie zrobić taki krój, który będzie po prostu zawierać odmiany do właśnie wszystkich cyrylic, całej łaciny razem z international phonetic alphabet, arabskiego, hebrajskiego – taki moloszek, który po prostu będzie służył do różnych transkrypcji i prac naukowych. Oczywiście połowa z tych znaków zostanie użyta dwa razy, ale to raczej jest taki projekt oddolny, na zasadzie jak Bona, żeby zrobić coś zajawkowego. A podróżnicze plany, na razie teraz się chcę skupić właśnie na Tatrach i wspinaczce, a potem zobaczymy. Bardzo bym chciał w końcu pojeździć po Rosji i też po tej Azji centralno-północnej, czyli to właśnie wszystkie Tadżykistany, Turkmenistan, Uzbekistan, Kirgistan, zobaczymy. Jakieś plany mam ułożone na mapce Google’a, więc teraz tylko trzeba się zastanowić nad terminami i zacząć działać.

A gdzie słuchacze mogą zobaczyć twoje prace? Czy możesz podać przykłady książek, brandów, projektów jakichś takich charakterystycznych, gdzie została wykorzystana na przykład twoja typografia? Jakie projekty, które ktoś mógł zobaczyć, jakie logotypy zawierają czy twojej kroje, czy były zaprojektowane przez ciebie tak, żeby ktoś mógł sobie wyobrazić, jak twoja praca wygląda w codziennym życiu. Wspomnieliśmy tutaj o książce Szczepana Twardocha „Król”, mamy tutaj też album wybitnego malarza i artysty, pana Murawskiego, w którym też na okładce została wykorzystana twoja typografia. Gdzie jeszcze?

  • Z takich grubszych rzeczy, które pewnie większość kojarzy, na przykład w Tarantina filmach ostatnich dwóch zostały wykorzystane też moje drewniaki 21 i sobie funkcjonowały, i na plakatach, i nawet w czołówce do filmu, w napisach też są użyte. A tak to różnie, ciężko mi mówić, bo podejrzewam, że większość osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że coś takiego, jak typografia funkcjonuje. Raczej to się odbywa na zasadzie „podoba mi się – nie podoba” i „czy to działa ładnie ze znakiem czy nie działa ładnie ze znakiem”, więc to raczej jest takie coś, że dobra typografia w większości przypadków jest dobra, bo jest przeźroczysta. I ktoś na przykład czyta książkę i krój po prostu ładnie siedzi, przyjemnie nam się czyta, nie męczą nam się oczy, to znaczy, że mamy do czynienia z dobrym projektem, ale raczej wątpię, żeby ktoś faktycznie na to aż tak zwracał uwagę z osób, które nie zajmują się projektowaniem, raczej to się odbywa na zasadzie właśnie tak, jak mówię, że jest czytelnie, jest poczucie komfortu czytania czy tam oglądania jakiegoś albumu, czyli dobry projekt.

Ja mogę powiedzieć, że twoje czcionki, twój projekt, między innymi logo Albrecht and Partners i tam wykorzystujemy twoją typografię Alergię 22 i też projekt inny, w który jestem zaangażowany i bardzo się cieszę, że miałeś okazję zaprojektować logo, to jest, tutaj leży, Sundose 23. To są takie projekty, które są mnie bliskie, pewnie innym jeszcze niespecjalnie znane…

  • Ale już wkrótce…

Ale może już wkrótce będą jeszcze bardziej znane. Mateusz, gdzie można cię spotkać w Internecie i jak z tobą się skontaktować, jeżeli słuchacze są zafascynowani twoją historię i teraz marzą o tym, żeby na przykład napisać do ciebie, skorzystać z twoich czcionek, z twojej porady, przybić z tobą piątkę, pojechać z tobą na jakiś wyjazd – gdzie cię można znaleźć, jakieś adresy, linki, kontakty.

  • Na pewno, jeżeli chodzi o Bona Nova, no to na wcześniej wspomnianej stronie www.bonanova.wtf, natomiast projekty graficzne to najlepiej oglądać na fanpage’u, po prostu Mateusz Machalski, tam staram się update’ować różne rzeczy. Tak samo na Behance czy na mojej własnej stronie www.machalski.wtf, gdzie można zobaczyć projekty. Jeżeli chodzi o podróże, to bloga nie prowadzę, bo traktuję to jako personal user, nie mam potrzeby jakiegoś dzielenia się. Jeżeli chodzi o tipy, to zawsze chętnie mówię, co warto, co nie, jeżeli byłem w danym miejscu, albo czego trzeba unikać, albo jak tam wygląda sytuacja z przejazdem z tego miejsca do tego, ale jakoś nigdy nie miałem zajawek na prowadzenie bloga, więc tylko na Instagramie wrzucam jakieś tam szczątkowe zdjęcia z miejsc, które faktycznie mi się bardzo spodobały, których można szukać pod hasztagiem #gypsylive. Zapraszam serdecznie.

Super. Mateusz, bardzo dziękuję w imieniu swoim i słuchaczy za tę rozmowę. Wiele niezwykle inspirujących dla mnie historii. Życzę ci dużo powodzenia w realizowaniu swoich kolejnych planów.

  • Ja również dziękuję za zaproszenie. Nie wiem, czy to były takie niezwykłe historie, ale dzięki wielkie za zaproszenie.
  1. Ai Weiwei – http://aiweiwei.com/ Ai Weiwei w Polsce. Niewidzialna rzeźba artysty na Bródnie https://www.tvp.info/16027021/ai-weiwei-w-polsce-niewidzialna-rzezba-artysty-na-brodnie
  2. Olaffur Eliasson – http://www.olafureliasson.net
  3.  Tate galerie – http://www.tate.org.uk/
  4. Gerhard Richter – https://www.gerhard-richter.com/
  5. Szparowanie – https://pl.wikipedia.org/wiki/Szparowanie
  6. My Fonts – https://www.myfonts.com/
  7. Król, Szczepan Twardoch – https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/4069/Krol—-Szczepan-Twardoch
  8. Gill Sans – https://en.wikipedia.org/wiki/Gill_Sans#Font_superfamilies
  9. Johnston (typeface) – https://en.wikipedia.org/wiki/Johnston_(typeface)
  10. CAMDEN TOWN https://www.flickr.com/photos/sincozh/6492226509
  11. Roman square capitals https://en.wikipedia.org/wiki/Roman_square_capitals
  12. Bona Nova – http://bonanova.wtf/ BONA NOVA I Opracowanie – Mateusz Machalski https://asp.waw.pl/wp-content/uploads/2017/06/Bona_Nova_PRESS_MASTER.pdf
  13. Bona (krój pisma) https://pl.wikipedia.org/wiki/Bona_(kr%C3%B3j_pisma)
  14. Andrzej Heidrich – malarz polskich banknotów https://www.youtube.com/watch?v=f0_QeeQuaeg
  15. Bona Nova funpage https://pl-pl.facebook.com/bonatype/
  16. Spotkanie pokoleń pod znakiem Bona Nova. http://news.o.pl/2017/11/07/bona-nova-machalski-warszawa/# Bona Nova: Rewitalizacja polskiego kroju pisma. https://www.signs.pl/bona-nova:-rewitalizacja-polskiego-kroju-pisma,34525,artykul.html
  17. Bona Nova – Wystawa & Afterparty https://www.facebook.com/events/1714782628562856/
  18. Kurs Sztuka Projektowania w Gdańsku http://newpolishdesign.pl/kurs-sztuka-projektowania-gdansku/
  19. Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście. Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski https://kulturalnysklep.pl/ksiazka/kukuczka–opowiesc-o-najslynniejszym-polskim-himalaiscie–okladka-miekka-dariusz-kortko–marcin-pietraszewski-kukm
  20.  Szaleńcy Pana Boga – Kazimierz Sowa https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6440,Szalency-Pana-Boga
  21. The Hateful Eight film https://commons.wikimedia.org/wiki/File:The_Hateful_Eight_film_logo.png
  22. Alergia Grotesk https://www.linotype.com/5210746/alergia-grotesk-family.html
  23. Sundose – Personalizowany suplement https://pl.sundose.io/
Może Cię zainteresować

Jak ocenić swój biznes i wyznaczyć nowe cele?

Czytaj

Dawid Mędrek – PushPushGo: jak mentalnie jako founder przygotować się na sprzedaż swojej spółki?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×