Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Marcin Bruszewski – Zwolnieni z Teorii: od burzliwej młodości do fundacji angażującej 20000 osób rocznie

35 min czytania

Marcin Bruszewski – Zwolnieni z Teorii: od burzliwej młodości do fundacji angażującej 20000 osób rocznie – posłuchaj podcastu:

Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Opis odcinka – Marcin Bruszewski – Zwolnieni z Teorii: od burzliwej młodości do fundacji angażującej 20000 osób rocznie:

Gościem 110. odcinka #GAP był Marcin Bruszewski, współzałożyciel i wiceprezes Fundacji Zwolnieni z Teorii, wyróżniony m.in. na liście Forbes 30 under 30 Europe.

Zwolnieni z Teorii (kiedyś pod nazwą Social Wolves) to jedna z najbardziej wpływowych fundacji w Polsce – założona przez Marcina i Paulę Bruszewskich oraz Rafała Flisa. Fundacja wspiera postawy obywatelskie wśród młodzieży, a platforma Zwolnieni z Teorii pomaga ponad 20000 osobom rocznie organizować i wprowadzać w życie projekty społeczne.

W odcinku między innymi:
– jak powstała największa platforma wspierająca wolontariat społeczny wśród młodzieży,
– czym grozi zbytnie zaangażowanie zespołu i jak temu przeciwdziałać,
– dlaczego prowadzenie fundacji to trudniejsza przedsiębiorczość (i nie chodzi o pieniądze),
– o błędzie, który poważnie zagroził istnieniu fundacji i jaka z niego płynie lekcja dla każdego przedsiębiorcy,
– o osobistej tragedii w życiu Marcina, która wpłynęła na jego życie i powstanie fundacji,
– dlaczego fundacja nie ma problemów z rekrutacją i jak na to wpływa społeczność,
– dlaczego nigdy nie za wiele “why” i jak nawigować rozproszony zespół do dużego celu,
– o podróżach po byłym ZSRR (i dlaczego to najfajniejsze miejsca do odwiedzenia),
– jak przetrwać i wyjść silniejszym z obecnego kryzysu – konkretne przykłady,
– jak i dlaczego Marcin walczy z własnym ego,
– siła bezczelności i metody na osiąganie rzeczy na pozór niemożliwych.

Dołącz do Klubu Greg Albrecht Podcast, aby mieć dostęp do ekskluzywnych materiałów, spotkań i wpływ na kształt tego podcastu: https://albrechtpartners.com/klub

Masz pomysł na temat odcinka? Znasz kogoś, kto powinien być moim gościem? A może chcesz zostać sponsorem podcastu? Napisz do mnie: gregalbrechtpodcast (at) gmail.com

Wideo – Marcin Bruszewski – Zwolnieni z Teorii: od burzliwej młodości do fundacji angażującej 20000 osób rocznie:

Film

Transkrypcja:

Dziś w Greg Albrecht Podcast Marcin Bruszewski. Współzałożyciel fundacji Zwolnieni z Teorii. Cześć Marcin!

Cześć Greg! Bardzo mi miło u Ciebie być, bardzo się cieszę.

Marcin, opowiedz coś o tym jak to się stało, że założyliście fundację, która wspiera przedsiębiorczość wśród młodych osób?

To może zacznijmy od tego, że w trzech słowach w ogóle co to jest. Co to jest fundacja Zwolnieni z Teorii To jest, nazywamy to olimpiadą, bo staraliśmy się wpasować w coś bardzo relewantnego dla młodych ludzi, a od technicznej strony jest to platforma, a core jest ten sam. Do robienia własnych projektów społecznych. I ta, olimpiada w tej chwili ma 6 edycję. Z platformy core skorzystało ponad 70000 młodych osób w tym czasie. Razem zrealizowali już ponad 2000 własnych projektów. To są pełnoprawne inicjatywy, której każdy dorosły by się nie powstydził. Średnio mają 1000 zł budżetu. Średnio kilka wzmianek medialnych, kilku partnerów. Piekarnię, która może im może coś dorzuciła, czasem Biedronkę albo jakąś inną firmę. Oni podejmują się bardzo dorosłego i ambitnego wyzwania, żeby w zespole coś zrobić. No i jak się pytasz skąd się to wzięło? To wzięło się po prostu z tego, że szkoła w tej chwili niewiele dostarcza, dyplomatycznie mówiąc, takich relewantnych okazji do zespołowego działania. A jednocześnie nasza zawodowa rzeczywistość, szczególnie ta, nazwijmy to „40” składa się z pracy w zespołach nad innowacjami, wdrażaniem rzeczy, których sztuczna inteligencja nie będzie mogła, być może jeszcze Na razie wdrażać i potrzebujemy na masową skalę te kompetencje wśród młodych budować i stąd powstał pomysł na fundację. To była taka jedna noga. A druga była, i dalej jest aktualna, i być może nawet ważniejsza. To jest wpisanie się w zaszczepienie w młodych takiej, no powiedzmy, obywatelskiej postawy. Polska jest na szarym końcu aktywności obywatelskiej, społecznej. Chociaż nie jest źle, my jesteśmy bardzo dobrzy w akcyjnych, na przykład teraz to dobrze widać, ale mimo wszystko nie ma tego dużo. I nie ma tego dużo wśród młodzieży, i my szukaliśmy sposobu, żeby poszerzyć. No już dużo ludzi brało udział u Owsiaka. Dużo ludzi w Szlachetnej Paczce, a my chcieliśmy zaangażować takich, którzy mówią: „nie, wolontariat to jest taki trochę, trochę taki strata czasu. To jest takie bycie dobrym samarytaninem, a ja tutaj mam, prawda, cel na mój rozwój, moją karierę. ” I my chcieliśmy się wpasować. Tworzyć trochę taką markę wolontariatu dla takich „high achieversów” i takie „Ferrari” wśród wolontariatu, to lubimy sobie nazywać. I to naprawdę nieźle działa. Faktycznie 70% młodych ludzi, którzy biorą z nami udział, wcześniej nie za bardzo się angażowało społecznie. Potem, post factum, duży z nich procent dalej działa. Niekoniecznie potem wszyscy z nich są Jurkami Owsiakami tego świata. Oni potem rozwijają swojej firmy, pracują w korporacjach, ale gdzieś tam w nich ten duch, ta wartość robienia czegoś dla innych pozostaje. I to jest ten nasz największy win. Jak oni być może w swoich dalszych decyzjach kierują się nie tylko swoim interesem, ale takim szerszym społecznym.

W jakim wieku są to ludzie i jaka jedna inicjatywa, którą mógłbyś podać, naprawdę zapadła Ci w pamięć?

To są… Platforma jest 13 plus, my się koncentrujemy na powiedzmy Liceum, Technikum. W szkołach ponadpodstawowych. To jest nasz absolutny główny rynek, tak to nazwijmy, ale biorą też udział studenci. Przeważnie już na zajęciach, wtedy mają to po prostu jako formę zaliczenia, na przykład Uniwersytet Warszawski na zarządzaniu. Cały pierwszy rok 500 studentów ma za zadanie zrobienie z nami projektu społecznego, jako taką właśnie praktyczna forma sprawdzenia się w zarządzaniu. Tak, to było pierwsze pytanie, a drugie było?

Przykładowa sytuacja, która Cię zaskoczyła, którą pamiętasz, jakaś taka… Projekt, który był super.

Taki, który mi pierwszy przyszedł do głowy to na przykład projekt z Krakowa, nazywał się „Jestem Biedronką”. I to był projekt, młodzież skupiła się na temacie łuszczycy. Powiedziała „O to jest problem, który dotyka 2 milionów polaków, ale jest tak nie do końca zrozumiały, ludzie myślą, że to jest choroba zaraźliwa na przykład, zakaźna i oni zrobili coś bardzo prostego. Oni wzięli kilka osób z łuszczyca zrobili im profesjonalną, fajną sesję zdjęciową. I potem z tego, te zdjęcia, zrobili z tego wystawę, ale też postowali to w swoich social mediach. Jednocześnie odczarowując te wszystkie stereotypy. Mieli naprawdę fajne zasięgi, często setki komentarzy, tysiące lajków mimo, że projekt miał budżet 700 zł, ale po prostu był bardzo relewantny dla społeczności osób z łuszczycą. I one to promowały z nimi. I właśnie, młodzież często, nawet lepiej niż my od góry, jest w stanie zdefiniować jakieś takie lokalne problemy społeczne. Coś co dotyczy ich środowiska, coś to dotyczy ich otoczenia. To też jest coś co bardzo sobie cenię w naszej działalności, że my… To nie jest tak, że my im narzucamy, co oni mają robić. To nie jest tak, jak w sumie wiele innych akcji społecznych, prawda, które mówią „o to teraz wszyscy zbierajmy na taki cel”. I jakby wiele inicjatyw społecznych pełni rolę takiego, powiedzmy, mechanizmu koordynacji. Żebyśmy się skoordynowanie jako społeczeństwo, żeby zrobić coś dobrego w jakimś konkretnym celu, a my jesteśmy narzędziem, empoweruje, jakby aktywizuje młodego człowieka, żeby on zrobił coś co jest dla niego ważne. I w tym sensie my podobny mamy impact społeczny, jak inne duże inicjatywy, a jednocześnie nie jest to odgórnie im narzucone, tylko jest takie bardziej… To co im leży na na sercu. W tym też jest jak by móc. Oni dlatego to robią po części jakby, jak wiemy wszyscy, taka przedsiębiorczość, zrobienie takiego własnego działania jest cholernie trudne. Po drodze można się zderzyć z niewiarą swojego otoczenia, z tym, że często po prostu nie umieją tego robić. Na przykład piszą 4 stronicowego maila, który ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie do swoich partnerów potencjalnych i się dziwią, że nikt im nie odpisuje. Tak? I wiele jest takich barier, ale potem i właśnie to, że oni robią coś co sami zdefiniowali, że jest dla nich ważne plus ta motywacja od nas. „Słuchaj: nauczysz się zarządzania projektami, przywództwa i pracy w zespole”. To się składała na taką całość, która powoduje, że na ponad 20% tych, co zaczyna u nas, kończy potem te swoje projekty. I to jest fajny wskaźnik, jak biorąc pod uwagę, że my jesteśmy, de facto, z takiego sektora nazwijmy to „Massive Online Open Courses”. Widziałem, to jest platforma gdzie ludzie się rejestrują, dobierają w zespół i przez tą platformę my ich nawigujemy do zrealizowania projektu. No to wskaźnik 20% ukończenia, no to wszystkie duże Masive Online Open Courses by nam pozazdrościły. One mają raczej na poziomie 2%. No my im zazdrościmy skali, ale cały czas się zastanawiamy jak oczywiście to zrobić na większą skalę, ale no, cieszy nas to, że jesteśmy w stanie ludzi tak znawigować. Przynajmniej tych co już chcą się na to zdecydować.

Właśnie chciałem zapytać o te narzędzia, którymi stymulujecie tych młodych ludzi, pomagacie im osiągnąć sukces w tych projektach. I zachęcacie ich do tego. Dzisiaj to jest w stu procentach online czy też w czasach przed koronawirusem były spotkania z ludźmi? Pytam o to, bo pamiętam, że kilka lat temu miałem wielką przyjemność być mentorem jednego z waszych programów, chyba gdy byłem w trakcie finału, takiego finałowego spotkania. I to też było bardzo ciekawe. Spotkać tych ludzi osobiście i zobaczyć tą niesamowitą energię. Szczerze mówiąc mnie to bardzo zmotywowało, ale pytam o to też w kontekście właśnie spotkań w rzeczywistości i tego modelu operacji do którego doszliście przez lata doświadczeń. Jak to wygląda dzisiaj? Czy to tylko platforma, czy coś jeszcze?

My jak rasowy startup szczęśliwie, trochę przypadkiem, zaczęliśmy od MVP. Nawet jeszcze nie wiedzieliśmy, że robimy MVP. Przez 4 lata po Warszawie robiliśmy po prostu naszą tak podobną akcję, tylko ona była całkowicie offline. Mieliśmy 30 stypendystów z Warszawy, 120 osób się do tej akcji zgłaszało. Czasem w jednym roku nawet 250 na te 30 miejsc szkolenia. To było bardzo podobne, to polegało na tym, że młodzież przewodziła przez zrobienie swojego własnego projektu, tylko, że przychodzili, przyjeżdżali do nas na 7 spotkań, takich fizycznych, gdzie było szkoleniowiec z zarządzania projektami i po prostu się z nimi spotkaliśmy i robili te swoje projekty. I po prostu każda edycja nas uczyła czegoś nowego. Jak ich lepiej przez to nawigować. Na początku rozbijaliśmy się o takie problemy, że młodzież w pierwszym odruchu zdefiniowania swojego projektu, próbuje zdefiniować coś, co będzie zaraz kolejnym WOŚP- em. No takie bardzo przeszacowanie swoich możliwości to jednak się często zdarzało. Musieliśmy zidentyfikować takich 10 różnych, takich rzeczy. Jak je adresować. Dopiero jak zrozumieliśmy jak to robić offline, to potem zmotywowani tym, że zgłasza się tak dużo młodych ludzi i to tylko z Warszawy. Zdecydowaliśmy się szukać rozwiązania bardziej masowego. No i wtedy powstał pomysł na platformę, wtedy i jakby też jej funkcjonalności. No nie chcę powiedzieć, że powstały z dzień, ale one bazowały na tych 4 latach doświadczeń. My, de facto, po prostu zdigitalizowaliśmy cały ten proces, który wcześniej był w ciągu 7 spotkań Ten offline do formuły online. I w zasadzie to, co zostawiliśmy w wymiarze offline, i co z wielkim smutkiem musieliśmy teraz odwołać z powodu koronawirusa, to jest coś, co nazywamy „Wielkim Finałem”. Wielki Finał Zwolnieni z Teorii to była, to jest impreza, mam nadzieję, że jeszcze będą, gdzie, no w tym roku miało być 3000 naszych tegorocznych finalistów. To jest taki trochę mini Web Summit, z jednej strony są, jest Pitch Contest, dla tych, którzy chcą się sprawdzić i opowiedzieć o swoim projekcie. Jest scena główna, na której są super goście, często celebryci, ale nie tylko. Bardzo, no staramy się, żeby to było: „ok, to co dalej? Jak mogę wykorzystać dalej swoje kompetencje?” No i jest przede wszystkim oficjalna część, gdzie zawsze zapraszamy przedstawicieli biznesu i administracji państwowej, żeby wręczyli nagrody dla najlepszych projektów. Nazywamy je „Złote Wilki” i to jest, no spektakularna, zupełnie unikalna część tej naszej imprezy, bo po prostu emocje są ogromne, ludzie się dowiadują dopiero podczas tego wydarzenia, czy tego Złotego Wilka dostali. Wcześniej wiedzą, że są nominowani. No i krzyki na sali są po prostu niesamowite i te emocje z tym związane, elektryzują bardzo i po prostu mamy stałych bywalców na finale, chociażby po to, żeby to zobaczyć. I ta impreza na coś taki wymiar networkingowy, to jest dla nas bardzo ważnym, staramy się budować z nich trochę społeczność. Oni są po tym doświadczeniu, mimo, że są od sasa do lasa, patrząc jakby no ideologicznie na przykład tak, bo są projekty, które zajmują się żydowskimi korzeniami i Białegostoku, a są projekty, które wychwalają Żołnierzy Wyklętych. My bardzo jesteśmy pod tym względem, no, staramy się być neutralni i to się całkiem nieźle udaje, i potem jeszcze się spotykają na tym finale i zaczynają ze sobą, a potem jest Afterparty. Dla wielu w ogóle punkt kulminacyjny i się integrują w gronie, gdzie co prawda są bardzo różni pod wieloma względami, ale mają dwie rzeczy wspólne. Jedna to, już właśnie zbudowane zrozumienie dlaczego warto robić coś dobrego dla innych, dla społeczności. A drugie to jakąś taką rozbudzoną w sobie świadomość, że mają moc. Że wiesz, jak my pytamy ludzi na początku: „Dlaczego wziąłeś udział, dlaczego się zarejestrowałeś? ” to odpowiedzi są: „No, bo certyfikat dajecie fajny. Bo potencjalnie ten Wilk do wygrania. ” No, a jak pytamy ich pod koniec, po tym doświadczeniu. Dlaczego? Co było dla Ciebie jakby atrakcyjne, co Ty z tego wyciągnąłeś? To w zasadzie nikt już nie wspomina o certyfikacie, nikt nie wspomina o Wilkach, tylko mówią „Wiesz, ja teraz rozumiem, że ja mam jakąś moc, że mam jakąś moc sprawczą. Że ja mogę wpływać na swoje otoczenie. ” I do jakiegoś stopnia myślę, że to buduje takie poczucie własnej wartości i to jest też coś super fajnego dla nas, jakaś taka satysfakcja. A efekt ten taki networkingowy jest taki, no, że spotykają się ludzie, którzy właśnie coś takiego poczuli. No i z tego potem wynikają kolejne fajne rzeczy, już niekoniecznie na naszej platformie, bo my się po prostu koncentrujemy na tym takim pierwszym doświadczeniu, tak? My nie, ta platforma nie za bardzo ma sens dla kogoś, kto teraz sam chce postawić fundację i rozwijać swoje przedsiębiorstwo społeczne. Albo założyć startup, ale my jesteśmy takim fundamentem, gdzie oni mogą znaleźć do tego ludzi, znaleźć wsparcie. To jest bardzo takie w, pewnym sensie, nie polskie środowisko, bo bardzo mało hejtu, raczej cały czas motywacja, super, że to robisz i to jest super

A powiedz od strony organizacyjnej, jak wygląda wasza fundacja? Ile osób w niej pracuje, pomaga. Jaki jest ten skład? Żeby można było sobie wyobrazić zaplecze tego przedsięwzięcia ogromnego, o którym opowiadasz, którego doświadczyło już 70 tysięcy uczestników?

No, nasz corowy zespół to jest dwadzieścia kilka osób, takich, które pracują, albo na etat, Na część etatu, ale większość na etat. Żeby tak w pełni dać Tobie ten wymiar, no to potem tak: mamy co roku stu mentorów, którzy robią to Pro Bono jest to taki trochę ciąg dalszy ich rozwoju razem z nami. Gdzie sprawdzają się po tym jak zrobią swój własny projekt. Sprawdzają się w roli mentora dla kolejnych młodych ludzi. Mamy 60 rocznie ambasadorów. To są młodzi ludzie, którzy jadą z nami co roku w taki tour po szkołach, taki tour promocyjny. To jest tydzień lub dwa tygodnie bardzo intensywnej promocji osobistej. Mamy blisko 600, to jest nowość u nas od tego roku, blisko 600 nauczycieli Zwolnieni z Teorii. To są, tak jak się pytałeś jeszcze o taki offlinowy element, to od tego właśnie roku, od zeszłego wersji minimum, a od tego na taką już naprawdę dużą skalę zaangażowaliśmy nauczycieli do „zwolnionych z teorii”. Może nawet bym tak powiedział, że to oni sami siebie zaangażowali, po prostu wielu nauczycieli zauważa, że to ma ogromny sens i próbuje nas inkorporować do swoich zajęć i to jest taki offlinowy wymiar. Często szkoły, gdzie taki nauczyciel jest, radzą sobie kilkukrotnie nawet lepiej w tej konwersji od rozpoczęcia projektu do zakończenia, ale też jak dużo ludzi uda się w szkole zmobilizować. No i jeszcze bym dodał do tego dwa bardzo ważne elementy, o których nie można zapomnieć, to jedno to są partnerzy. My pracujemy z partnerami korporacyjnymi przede wszystkim i oferujemy im tak naprawdę no realne usługi. To są usługi z jednej strony takie, powiedzmy, wizerunkowe. Tworzymy razem z firmami programy, gdzie dla naszych uczestników, czyli na przykład: robię z daną firmą projekt. Mobilizujemy naszych młodych, żeby robili projekty na przykład na temat seniorów i takie projekty odbywają się pod patronatem i przy wsparciu danego jakiegoś naszego korporacyjnego partnera. A drugi model jest taki, że angażują się pracownicy naszych, naszego partnera jako mentorzy, tacy dodatkowi, dla naszych uczestników. My przechodzimy z takimi pracownikami pełen cykl. Trochę ich na początku szkolimy z tego jak być takim mentorem, potem ich łączymy z tymi młodymi ludźmi, a na koniec im, jakby, no też dajemy certyfikat. Jest to coś w rodzaju takiego szkolenia rozwoju dla pracowników danej firmy. I dlaczego o tym mówię? Bo to jest w tej chwili już między międzyczasie kilkunastu, czasem ponad 20 takich partnerów. Część ma większe zaangażowanie, część ma mniejsze, ale to jest, no oni są niezwykle ważni dla powodzenia całej inicjatywy i bardzo się cieszymy, że razem z nami to, robią. Robią to też po części, bo po prostu wierzą. Wierzą, że to ma sens, budować te kompetencje młodych ludzi w tym kierunku mimo że, niekoniecznie zawsze to ma taki bezpośrednie jakieś przełożenie, nie wiem, talent recruitmentowy na przykład, tak? Bo jednak my mamy licealistów, tak? Zanim oni będą na trzecim roku studiów i faktycznie się zrekrutują do tych firm to jeszcze chwila minie, ale jest to jakaś inwestycja w sektor. I niezwykle ważna i myślę że, teraz też jak w erze koronawirusa jeszcze to bardziej przyspieszy, bo trzeba budowania tych kompetencji, o których my mówimy. Chociażby praca zdalnie w zespole jest jeszcze 3 razy trudniejsza, niż w ogóle praca w zespole, więc potrzebujemy budować te kompetencje, no i my już je budowaliśmy, ci ludzie sobie radzą znacznie lepiej teraz w tych czasach.

W jaki sposób, ktoś kto chciałby założyć fundację, ale nie jest już nastolatkiem czy studentem, w jaki sposób powinien to zrobić? Jakie są trzy najważniejsze elementy, które uważasz, że stoją u podstaw waszego powodzenia. No bo niewątpliwie odnieśliście bardzo duży sukces mając taką stabilną, dużą operację i stałych partnerów, którzy was wspierają i decydują się inwestować swój kapitał w to, żeby to się mogło dziać. Jakie by były twoje trzy rady dla kogoś, kto myśli o tym, żeby coś takiego zrobić, ale się obawia. Zazwyczaj tego pewnie, różnych aspektów finansowania. Zazwyczaj to słyszę od ludzi, którzy chcą założyć fundację, ale też innych kwestii związanych z nim: z organizacją, z budowaniem zasięgu, promocją. Jakie są takie trzy najważniejsze rzeczy, które stoją u podstaw waszego powodzenia?

Wiesz co? Ciężko mi się tutaj wybić na jakąś oryginalność. To jest startup, może teraz już troszkę bardziej dojrzały i każdy startup, już tyle się na temat przytoczyło co jest niezbędne. Ja bym powiedział:,, zespół jest najważniejszy, no moi wspólnicy Paula i Rafał, którzy jednocześnie… Paula to moja żona, a Rafał to świadek na naszym ślubie. No po prostu ufamy sobie bezgranicznie i jesteśmy… Mamy różne kompetencje, a jednocześnie pasję do tego samego. To jest z resztą lekcja, którą dajemy naszym młodym, tak? Postaraj się w tym swoim małym zespole mieć ludzi, którzy są, mają jakiś… Wnoszą coś trochę innego: „a Kaśka to lubi robić video, Stefan ma gadane” i wtedy już macie 90% zasobów do zrobienia projektu w ramach tych trzech osób, które robią ten projekt. I my właśnie tacy jesteśmy, a jednocześnie wspólnie znaleźliśmy się, te 10 lat temu, według tego klucza pasji, do tego, żeby budować w Polsce społeczeństwo obywatelskie, kapitał społeczny. I po prostu mieliśmy do tego taką pasję, że mimo mnóstwa niepowodzeń po drodze i sytuacji, no po prostu często dramatycznych, no i tego, że przeszliśmy przez… Znaczy… Część z nas do dzisiaj robi to pro bono. To jest na pewno ważne tak? W sensie jeśli ktoś… To nie jest takie oczywiste, tak? Trzeba znaleźć w sobie coś, że jesteśmy przekonani, że to ma sens i chcemy to robić. Co nie znaczy, że trzeba robić to na, jakby… Jak się natrafia na ścianę, tak? Proszę oczywiście, proszę przeczytać „Lean Startup” i oczywiście piwotować, tak? Ale my to na poziomie takim strategicznym kierunek, trzeba mieć do niego pasję. Więc to bym dodał jako druga rzecz. Czyli pierwsza to zespół, druga no to właśnie, że w przypadku szczególnie pracy takich właśnie w sensie przedsiębiorstwa społecznego to, no nie będę ukrywał, jest trudniej niż z zupełnie komercyjnymi przedsięwzięciami. Jeszcze bym tak może… Nie wiem, czy to już trochę wychodzi poza twoje pytanie, ale dlaczego jest trudniej? Jest też trudniej psychicznie. Jest to ogromne obciążenie, dlatego, że w ramach tej swojej własnej narracji, że to co robię jest takie super ważne i po prostu,, zbawi świat”. Dzięki mnie nie będzie trzeciej wojny światowej. To wtedy wpadamy w taką niebezpieczną pułapkę, że jak to zaczyna się jakoś, na przykład walić, albo nie wychodzić, no to de facto przeze mnie być może będzie trzecia wojna światowa. I to jest w sensie, ja to już tak mówię trochę metaforycznie, tak? Ale cały sektor nasz, pozarządowy, ma bardzo wysoki wskaźnik wypalenia zawodowego, jakby jakiejś takiej depresji czasem. I… Więc jakoś bym też powiedział, że odporność psychiczna tutaj musi być wyjątkowa. W tym sensie, że jest to nawet trochę trudniejsza przedsiębiorczość, bo nie tylko trzeba znawigować to, co zawsze w przedsiębiorczości: żeby się pieniądze zgadzały i żeby ludzie z tego chcieli korzystać i tak dalej i tak dalej. Ale jeszcze trzeba liczyć się z tym, że jak to przestaje działać to… Ludzie na ulicach umierają. Prawie że, tak? To może z zewnątrz tak nie wyglądać. Bo co? My się zajmujemy edukacja młodzieży, tak? Ale, żeby siebie nawzajem do tego zmobilizować. Przez lata sobie taką narrację budowaliśmy, że to jest ważne. Więc i wiele organizacji taki, nie chcę powiedzieć, że błąd taki popełnia, bo to jednocześnie powoduje ogromną mobilizację. Te setki ludzi, których my w to zaangażujemy, czy tysiące ludzi, korporacji i tak dalej. One podążają za właśnie tą naszą pasją do tego, za hypem pewnym, który wokół tego jesteśmy w stanie wygenerować. I żeby nie było ten hype nas doprowadził z tej inicjatywy, która miała 30 młodych ludzi rocznie, do inicjatywy, która potem miała 3000, do inicjatywy, która chce teraz się zbliżać do 30 000 rocznie. Więc jakoś trzeba to umieć z balansować. Znaleźć w tym swój złoty środek i myślę, że… Żeby już nie wchodzić w rzeczy, które wszyscy gdzieś tam usłyszeliśmy, co jest potrzebne, żeby założyć dobry startup. Wiadomo: pomysł, jakiś może działać trochę,, na fali” tak? My też na pewno… Jakoś nam sprzyja to, że my się stajemy „British Council” w temacie, gdzie świat sobie uświadamia, że należy uczyć się angielskiego, tak? Jakby my, my działamy zgodnie z jakimś trendem i to też jest na pewno korzystne. No! Myślę, że tyle wystarczy.

Świetne odpowiedzi i bardzo mocno mnie też, jakby, dotyka ten temat, w którym z jednej strony masz ogromną wiarę w to i taki bardzo pokaźny cel, że chcesz coś zmienić, a z drugiej strony, jakby, nasz wpływ jest ograniczony na to, co możemy zrobić tak naprawdę. W związku z tym, czasem widzimy, że jest ogromny rozjazd między naszą ambicją i tym co chcielibyśmy zmienić, a tym, co tak naprawdę możemy zrobić w rzeczywistym świecie z jego wszystkimi ograniczeniami. I ten dystans, rzeczywiście, może być tym właśnie… Takim no źródłem wypalenia, źródłem presji. Bardzo ciekawa, nowa dla mnie, też perspektywa a propos właśnie fundacji, także bardzo Ci za to dziękuję. A jeżeli chodzi o te kryzysy. Czy możesz powiedzieć o jakimś kryzysie, który mieliście? Który, być może, prawie was pozbawił dalszej nadziei, a z którego wstaliście i jest jakaś może z tego lekcja?

Mogę o całym szeregu powiedzieć. Chociażby o bieżącym, ale może raczej… Wiele przeszliśmy kryzysów, które, na przykład, teraz my się śmiejemy u nas wewnątrz, że to jest pierwszy kryzys, który sami żeśmy wywołali. Bo wszystkie poprzednie było tak, że jednak my żeśmy zawinili jakoś. Zawinił no właśnie. Dobre pytanie. Czy tak to w ogóle definiować? Ale tutaj realnie jest to jednak zewnętrzny czynnik, bardzo mocno. Wiesz co? Pierwszy kryzys, który tak nas naprawdę mocno dopadł, to był taki, że mimo przeczytania wszystkich książek na temat user-centered design i Lean startup i różnych innych mądrych książek, to zauroczeni takim pierwszym sukcesem Zwolnionych z Teorii w tej skali ogólnopolskiej, zaczęliśmy dalej tą inicjatywę rozwijać, niekoniecznie uwzględniając te wszystkie rady, które w tych książkach były zawarte. No przede wszystkim zaczęliśmy wprowadzać dużo zmian na raz. My działaliśmy w cyklach, więc jakby co roku odpalaliśmy nową edycję olimpiady i po prostu wprowadziliśmy, no nie wiem, z 20 różnych zmian. Trochę w koncepcji, trochę w platformie, trochę nawet w sposobie promocji. Sromotnie się na to nas zemściło, mieliśmy po prostu zamiast spodziewanych, powiedzmy, wzrostu dwukrotnego uczestników, mieliśmy spadek dwukrotny. Gdzieś o połowę mniej ludzi w trzeciej edycji wzięło udział niż w drugiej. Jak potem zaczęliśmy to analizować, no to: „no, no tak. Może to, że przesunęliśmy mentorów na później, to kiepsko, to, że trasy zrobiliśmy w innej formule, no to, to było problemem”, ale potem jak żeśmy zaczęli te wszystkie problemy analizować. Po pierwsze, nie mieliśmy za bardzo narzędzi, żeby zrozumieć które, bo tyle żeśmy zmian zrobili na raz. A no i wtedy żeśmy zrozumieli praprzyczynę, tak? My żeśmy po prostu, no złamali wszelkie zasady właśnie takiego lean startupowego podejścia. I w kolejnej edycji cofnęliśmy się, w zasadzie, do drugiej. I wprowadziliśmy już tylko jedną zmianę, i potem żeśmy w trakcie edycji wprowadzali kolejne. I patrzyliśmy co się sprawdza, co się nie sprawdza. Wróciliśmy znowu do ścieżki wzrostu i bardzo to było, w zasadzie, bym powiedział też, a propos takiego pozytywu, apropos tego kryzysu koronawirusowego, że to bardzo bardzo zbudowało naszą organizację, w sensie jakby my do drugiej edycji działaliśmy w ograniczonym zespole, działaliśmy dużo z agencjami. To było też związane z tym, że jeszcze też mieliśmy takiego stracha, że finansowanie na kolejny rok, to nigdy nie wiadomo, więc lepiej wydawać te pieniądze na zewnątrz, niż potem potencjalnie zwalniać połowę swojego zespołu. No, ale wtedy wadą było to, że bardzo trudno było nam znaleźć takie agencję, które by z nami pracowały właśnie w taki wiesz, agile i w trybie ciągłym. Tylko wszyscy chcieli z nami zrobić projekt. To odpalić, dobra to jak będzie ta platforma wyglądała, to tutaj jest 10 zmian to my je wdrożymy. Więc po tej trzeciej edycji my jednak zdecydowaliśmy się zbudować swoje własne struktury. Mamy dział badawczy, mamy dział produktowy, mamy wiesz analityków i de facto to był taki pierwszy moment, gdzie my staliśmy się faktycznie organizacją, a nie inicjatywą. Nauczyliśmy się działać właśnie w takim trybie mniejszych partii, z dużym skupieniem na badaniu. W zasadzie u nas programowanie to jest temat, który wchodzi na tapetę tylko zanim jeszcze 30 innych osób wykona jakąś pracę. Już nie zdarzają się takie sytuacje, że ktoś ma jakiś fajny pomysł i wydamy 50 tysięcy na zrobienie takiej fajnej funkcjonalności, a potem się okaże, że nikt z niej nie korzysta. Takie rzeczy nam się też zdarzały. Wiesz to nie jest tak, że my byliśmy, nie chce powiedzieć,, zwykłe chłopaki”, ale jak my zaczynaliśmy zwolnionych, no to po prostu nie byliśmy top ekspertami od tworzenia technologii, tak? I dalej… I z resztą w ogóle jakby jesteśmy trochę ewenementem, bo zbudowaliśmy platformę, która jednak bardzo mocno się opiera o technologie, nie będąc sami techniczni. Co samo w sobie też wywołało mnóstwo problemów i z resztą jakby nikt tego nie poleca. Nie dziwię się, ja też tego nie polecam, ale poradziliśmy sobie, ale było to dużym wyzwaniem, więc to był taki najważniejszy nasz, najpoważniejszy nasz kryzys. On potem niestety wywołał kolejny, bo jak nie było uczestników to trochę spadł hype i mieliśmy kryzys finansowy. W mniej więcej w podobnej skali, że połowa mniej pieniędzy. Ale tamto doświadczenie, od razu wiedzieliśmy jak szukać rozwiązań. I po prostu odpaliliśmy książkę, którą bardzo polecam,, Link B2B”, czyli taką wersję nie startup tylko B2B. I po prostu trochę z nią, a trochę nauczeni już, po prostu, tego badawczego warsztatu. W pełni zrozumieliśmy czego nasi partnerzy tak naprawdę potrzebują. Co z tego, co my im dotychczasowej dawaliśmy miało sens, a co w ogóle ich nie obchodzi. Dzięki temu mogę powiedzieć, żeśmy spektakularnie wyszli z tamtego kryzysu, tego finansowego. Znaczy my kilkukrotnie zwiększyliśmy zasoby, które zwolnieni mają do dyspozycji rocznie. Zobaczymy jak w erze koronawirusa, ale też mogę powiedzieć, że wchodzimy w tą erę z jakimś zapasem, nie jesteśmy organizacją, która nawet przy bardzo dramatycznym spadku w przyszłym roku, przetrwamy przynajmniej rok. Nie wiem, ile to potrwa ale jakiś mamy zapas. To się wzięło właśnie jeszcze z tamtego de facto sukcesu, który cały czas jest kontynuowany. My cały czas badamy, pytamy, próbujemy zrozumieć naszego klienta. Wiesz, czy to się tak bardzo różni od jakiegokolwiek innego przedsięwzięcia? Nie. Wydaje mi się, że to jest kluczowe, tak? Po prostu cały czas rozmawiać z tym klientem, zrozumieć jak można mu pomagać, jak powodować u niego efekt,, wow” i dzięki temu liczyć na jego dalsze zaangażowanie.

A jakie są najlepsze praktyki Waszej współpracy jako zespołu? Jak wy działacie, jak wy rekrutujecie, jak zabezpieczacie to, żeby mieć naprawdę najbardziej fajnych, wydajnych ludzi, którzy rzeczywiście na bieżąco pracują w taki sposób, który przynosi największą wartość organizacji

Wiesz my jesteśmy epicentrum społeczności Zwolnieni z Teorii. Te 25 osób, a potem te 200 osób, które się angażują jako mentorzy, czy ambasadorzy, a potem jest 10 000 naszych alumnów, którzy, że Zwolnieni z Teorii to była fajna sprawa. Więc my mamy tutaj akurat dość luksusową sytuację. My w zasadzie, raczej jesteśmy pod ciągłym naporem tej społeczności, bo oni by chcieli pracować w centrum tej społeczności i my też z resztą się skupiamy, jak tylko możemy to rekrutujemy właśnie z naszej społeczności, wyjątkiem jest jak szukamy po prostu jakiś bardzo profesjonalnych kompetencji, na przykład Senior Backend Developer. To nie może mieć w tej chwili 22 lat, a w takim w wieku jest ta nasza społeczność, tak? Więc wtedy musimy wyjść poza tą grupę ale… Więc jedną z praktyk jest po prostu… Ale gdybym miał to uogólnić na coś uniwersalnego, to my po prostu rekrutujemy się wśród ludzi, którzy są ,,zajarani” tym co robimy bardzo, tak? I to powoduje, że możemy potem mieć u nas w organizacji bardzo w zasadzie taki demokratyczny model współpracy. Na przykład, jak teraz jest praca zdalna, to dla nas to nie był żaden problem, bo i tak u nas praca zdalna funkcjonowała na co dzień i my się rozliczamy w wewnątrz zespołu z efektów, a nie z roboczogodzin. A dlaczego możemy się w ogóle tak rozliczać? Bo ludzie, których zrekrutowaliśmy nie robią tego dla pieniędzy, chociaż staramy się, żeby te pieniądze były, no… Rynkowe to może za duże słowo, ale zbliżone. I my wiemy, że oni to robią po prostu, bo to ich pasjonuje, bo wierzą w to co my wierzymy. Więc myślę, że jest to fajna praktyka, którą pewnie można próbować wdrożyć w wielu organizacjach, nawet niekoniecznie tylko tak skrajnie społecznych jak nasza. Mi się wydaje, że szukanie sensu głębszego, tego wiesz,, why” w swojej organizacji to jest naprawdę cenna praktyka. Nigdy nie może być za dużo kontekstu z tym związanego. Jakby przypominanie o tym, zdefiniowanie tego, żeby to było szczere, żeby było autentyczne. Jak ludzie rozumieją, że to co robimy jest takie ważne to są w stanie przetrwać bardzo dużo. My wiesz, jako taka mała organizacja w zasadzie nieustannie… My co kwartał na nowo musimy definiować agendę całej organizacji, ludzie przez kwartał robili coś, a potem robią coś jednak trochę innego. To są poważne zmiany, dla wielu trudne, ale jeśli mają… Jakby widzą sens, widzą cel, to im pomaga je przetrwać

A w jaki sposób komunikujecie to ”why” często? Bo taką mam obserwacje po prostu w organizacjach, że rzeczywiście albo się to robi rzadko, albo się to robi nieumiejętne, albo robi się to czasem nie autentycznie w jakiś sposób, żeby wywrzeć pewien wpływ. Jak to wygląda u Was? Poza oczywistą kwestią, że Wasza misja no, jest sama w sobie pewnego rodzaju,, why” i ona jakby jest napisana, gdzieś tam, pewnie na początku każdego zadania, które jest do wykonania. Ale, czy są jakieś metody komunikacji, które stosujecie, które przypominają o tym, że robimy to dla konkretnej idei?

Tutaj chętnie się powołam na kolejną książkę, która na pewno dla nas była bardzo inspirująca. Jest taka książka „Scaling Up”. Nie wiem, czy miałeś z nią styczność. Gdzieś tam stoi? Dobra, no to super. I tam jest bardzo fajnie opisane właśnie, jest rozdział Strategy i tam jest o tak zwanym BHAG – Big Hairy Audacious Goal i nas to strasznie rozbawiło, a potem uznaliśmy, że to jest naprawdę cenne. I my trochę zrobiliśmy taką autorską adaptację tego o czym tam mówią, czyli co kwartał spotykamy się jako cały zespół i mamy taką kartkę A4 gdzie z prawej strony jest ten nasz Big Hairy Audacious Goal, który brzmi: „Każdy młody człowiek ma na swoim etapie edukacji zrobienie własnego projektu społecznego” Zrobił taki projekt, no i powiedzmy w 2030 liczymy, że to właśnie już tak będzie i potem mamy jakąś wizję. Okey nas tam przybliżał w ciągu 3-5 lat, to się może zmienić, ale mniej więcej kierunek. Czy na przykład w tej chwili taki Grand initiative to jest właśnie zaangażowanie nauczycieli. Bo z wielu powodów, ale to możemy do tego jeszcze wrócić. I potem mamy, jakby rozpisany już pod inicjatywy, na powiedzmy najbliższe półtora roku, a potem mamy to, co w najbliższym kwartale z tego robimy. Ta kartka A4, co jest po pierwsze jakby na co dzień, każdy może do niej zajrzeć i zrozumieć,, Okej to jest to moje małe zadanie, albo ta odpowiedzialność, żeby w tym kwartale dociągnąć to zadanie”. Ale to się składa na tą szerszą inicjatywę, półtoraroczną, a ona się składa na tą 5 letnią, a koniec końców, chodzi o to, żebyśmy zmierzali w kierunku tego BHAGu. To się całkiem nieźle sprawdza, raz gorzej, raz lepiej, raz ludzie mniej do tego zaglądają, raz bardziej. Faktycznie nam… Też nie jesteśmy w tym mistrzami, czasem dostaje feedback, że „Wiesz, Marcin ja dopiero słuchając Ciebie w podcaście Grega Albrechta, zrozumiałem, o co tak naprawdę nam chodzi. ” Zdarzają się też takie sytuacje, więc jesteśmy tak zupełnie szczerze jakby… Jak my czasem występujemy w mediach, to też ludziom, jakby, nagle wybucha w nich zrozumienie i jakby zaangażowanie. Jakoś nie podawaliśmy tego refleksji. My powiedzmy, że tutaj wszystko naprawdę dobrze działa, więc my raczej, i wręcz nawet to, co zacząłem Ci mówić, my raczej przez ostatnie rok czy półtora, zdefiniowaliśmy wyzwanie jakim jest właśnie, zbyt duże zaangażowanie. Więc my raczej teraz wdrażaliśmy wewnątrz zespołu wszystko, co jest związane z selfcare, z balansem work-life-balance i tak i tak dalej, żeby ograniczyć te negatywne skutki. Żeby uczyć ludzi może trochę pokory, trochę sami się tego uczymy, to nie jest proste. Ja sam przyszedłem bardzo turbulentną drogę zanim ja to wszystko zrozumiałem, jakby już jestem weteranem, trochę poobijanym i dlatego staramy się pomóc tym naszym współpracownikom. Więc raczej nie koncentrujemy się na tym, żeby jeszcze mocniej ich zdopingować, że to, co robimy jest takie super ważne. Mi się wydaje, że najważniejsze, żeby było. W sensie, jeśli my odbieramy telefony od ludzi, którzy mówią: „Wiecie co? Chciałbym wam tak osobiście podziękować, bo, po prostu to, co z Wami zrobiłem zmieniło moje życie. ” No to ciężko nie być zmotywowanym, tak? Jak spotykamy ludzi na finale, no w dziesiątkach do mnie wtedy podchodzą i takie rzeczy mówią, to jest energia potem na długo, długo.

A powiedz Marcin coś o sobie, o swojej drodze. Co robiłeś, kim byłeś i co takiego, jaki piorun Cię trafił, żeby właśnie robić to co robisz teraz?

Wiem, że często w swoim programie, wiesz, szukasz osób, które są, wiesz, od zera do czegoś i faktycznie Zwolnieni są czymś takim, że są od zera do czegoś, ale myślę, że w moim przypadku, to nie jest do końca prawda. Ja stosunkowo młodo zostałem… Zmarli moi rodzice w trakcie matury. Powiedzmy mój ojciec, a wcześniej mama. Ja byłem jedynakiem i mój tata mi zostawił owoce swojej przedsiębiorczości, to nie było nic spektakularnego, ale było wystarczająco, żebym mógł sobie powiedzieć:,, Okej to ja nie muszę się koncentrować teraz, żeby wymyślić jak ja będę dbał o swoje domowe finanse. ” To w połączeniu z tym, że mój tata też był zaangażowany tak, powiedzmy, społecznie. To był powiedzmy, był kolekcjonerem sztuki, mecenasem artystów wspierał ich bardzo, też tak osobiście. Mój dom był domem, w którym, po prostu, przewijało się, miesięcznie myślę, że z kilkudziesięciu artystów, kuratorów, filozofów. Wszyscy zadając mi pytanie: „No i co ty, młody człowieku, będziesz robił w życiu? ” I jak ta matura była takim momentem zwrotnym, do osiemnastki byłem byłem znany jako organizator największych imprez w Warszawie, a przy okazji, właśnie, śmierci ojca sobie ułożyłem… Może był jeszcze jeden czynnik, jeszcze chodziłem do szkoły bardzo takiej społecznie nastawionej. Bednarska, to jest taka niesamowita szkoła w Warszawie, która budowała w nas ogromne poczucie właśnie sprawstwa i tego, że mogliśmy wpływać na otoczenie. Taki przykład podam: Byłem członkiem Parlamentu Sejmu, takiego szkolnego i żeśmy przegłosowali jako ten parlament, że ograniczymy lekcje z 45 do 40 minut. W efekcie się okazało, że nie jesteśmy w stanie przeprowadzić żadnej lekcji sensownie, bo wszyscy się na te lekcje spóźniali i potem ona się rozpoczynała, potem to ona się już skończyła. Po pół roku, żebyśmy przegłosowali, żeby z powrotem jednak były 45 minutowe. Ta szkoła nam pozwoliła na to, a jednocześnie całe pokolenie zrozumiało, że może popełniać błędy. Będą tego konsekwencje, ale… To jest ich, tak? Ja jako ten 18-latek… Te wszystkie elementy są ważne, tak? Jakby przykład mojego ojca, szkoła która dała mi poczucie, świat wokół mnie, mogę go kształtować, brak bezpośredniej presji na to, że muszę teraz zająć się utrzymaniem siebie. Spowodowało, że ja, już jako 18-latek, trochę zacząłem myśleć,, Okej, to jak zmienić świat w najbardziej spektakularny możliwy sposób? ” I zacząłem studiować ekonomię i byłem jednym z tych, co studiowali ekonomię i nie chodzili na finanse, tylko na takie przedmioty które, na przykład, nie wiem… Dlaczego jedne państwa są bogate a inne biedne? Ja to pytanie zadawałem sobie przez pięć lat w takiej wersji naukowej, skończyłem zadawać je jako magister w Sankt Gallen w Szwajcarii. Całkiem nieźle ten temat zrozumiałem i też z tego właśnie tematu, wywodziło się zrozumienie. Jak ważna jest kultura, jak ważny jest kapitał społeczny w rozumieniu takiego zaufania, pomiędzy obywatelami, zaangażowania w jakiś… W otoczenie, ale też, po prostu, uwzględnianie w swoich jakby, preferencjach, interesu ludzi wokół. I to na tan temat magisterkę na ekonomii napisałem i to było taką trampoliną, która potem też mnie posłała w kierunku tej działalności. W zasadzie od początku studiów robiliśmy Zwolnionych w tej wersji właśnie warszawskiej i potem wersji tej bardziej zaawansowanej. I tak też, to jest taka historia, którą też znowu powiem. Nie jest jakoś szczególnie oryginalna. Side-projekty, często są właśnie startem do niesamowitych działalności. My robiliśmy to na studiach trochę przy okazji, bo studiowaliśmy. Paula i Rafał jeszcze dodatkowo, nie dość, że studiowali, to jeszcze pracowali w korporacjach. Ja nie za bardzo, nie za bardzo mnie chcieli nawet przyjąć, bo od razu byli w stanie przejrzeć mnie, że ja tam nie wytrzymam 3 miesiące, więc byłem takim bardziej właśnie naukowym geekiem naszej trójki. No i tak, no i potem się już to potoczyło, reszta już jest powiedzmy, wcześniej mówiłem, my skonsultowaliśmy się na Zwolnionych. Jestem ojcem dwójki dzieci. Podróżnikiem. Cóż mogę jeszcze dodać?

Jakie miejsce dla ciebie wśród podróży wspominasz jakoś najbardziej i zapadło Ci najbardziej w pamięć?

Jest cała lista. Z takich, powiedzmy, naprawdę egzotycznych, które takich powiedzmy out-of-the-box, to bym powiedział: Uzbekistan, Kambodża. Jak byłem na studiach to mnie niezwykle interesowało, żeby zjeździć cały były Związek Radziecki, więc ja po prostu byłem i na Kołymie, i w Mongolii, w Kazachstanie, i z plecakiem żeśmy tam jeździli to było super przeżycie. Byłem w miejscach, gdzie ludzie nie do końca rozumieli koncepcji turystyki. Pytali się mnie, co ja tu robię. Mówię jestem turystą. „Ale, ale po co tu przyjechałeś, ale przecież tutaj niczego nie ma. ” I faktycznie, to była pustynia na zachodzie Kazachstanu, tam naprawdę niczego nie było. Ale fascynowało mnie zobaczenie, jakby no… Coś co, na przykład, dla pokolenia mojego taty, w ogóle nie było zrozumiałe. Żeby zrozumieć w Uzbekistanie funkcjonowały takie rzeczy, które działały w Polsce w latach komuny tak? Czyli, na przykład, racjonowanie paliwa. Paliwo na przykład było tam bardzo tanie i to powodowało, że pierwszego dnia miesiąca jak przyjeżdżałeś na stację, już go nie było, bo ludzie je wykupywali. Potem trzeba było je kupić w cenie rynkowej, z okna u kogoś. Wszystkie samochody były marki Daewoo, bo mieli fabrykę, tak jak Fiat kiedyś w Polsce. Tego typu historie bardzo mnie interesowały. Trochę tak, żeby zrozumieć też trochę Polskę. Uważam, że tam jest duża wartość, też jest duża gościnność w tych krajach nie wiem jak teraz, to było już jakiś czas temu, ale na pewno z tych wszystkich lokalizacji to Uzbekistan jest absolutnym hitem, bo jeszcze ma taką niezwykłą tkankę kulturową. Jak tylko, mam nadzieję niedługo, koronawirus pozwoli znowu podróżować no to polecam.

A powiedz jak się czujesz w tej sytuacji izolacyjnej? Czy masz już jakieś przemyślenia? Może jest coś dobrego w tym może jest coś takiego, co wnosi jakąś wartość, żeby nadać temu taką niejednobarwną aurę. Może jest coś z tym, co widzisz, co wzmacnia.

Wiesz co? To jest tak: każdy kto ten kryzys znawiguje, wyjdzie z niego jednak silniejszy. To mogę powiedzieć z doświadczenia kryzysów, które już właśnie przyszedłem. Więc, na pewno nie jest to kryzys na przeczekanie. Niestety. Tutaj trzeba się wzbić na szczyty swojej przedsiębiorczości. My przyjmujemy w ogóle taktykę „obrona przez atak, ” będziemy trochę jak producenci alkoholu robią teraz żele antybakteryjne bakteryjne, albo na przykład Wars Original Mix, taka firma z Polski, co robiła testy genetyczne, teraz robi testy na wirusa. W momencie kiedy, Ty będziesz to publikował, to już będziemy z odpaloną inicjatywą do młodych ludzi, która będziemy się starać się na masową skalę zaangażować do takiego pro aktywnego podejścia w walce ze skutkami wirusa. Bo wiadomo, że nie za bardzo młodzież nie może wychodzić z domu, więc nie może za bardzo uczestniczyć w walce takiej bezpośredniej, ale może jest tyle negatywnych skutków od samotności starszych osób, przemocy domowej, fakenewsów. Można by to wyliczać długo i my czujemy się trochę ekspertem w tym, żeby młodzież do tego zainspirować, trochę im to uprościć i zaoferujemy taką właśnie… W zasadzie nową usługę, bo trochę model Zwolnionych nie pasuje. Bo projekty społeczne mają raczej, te z nami, mają raczej wymiar kilku miesięcy, a tutaj potrzebujemy czegoś, co będzie z dnia na dzień dawało już efekt. To co chcę powiedzieć szerzej, to po prostu, że to nie jest kryzys na przeczekanie i przynajmniej, jeśli możesz, to warto stać się elementem rozwiązania. Jeśli nie, to myśleć o tym, żeby ograniczyć inwestycje w koszty nieosobowe, maksymalnie ratować jednak ludzi, bo to często wydaje się taki zasób najbardziej cenny, jaki można mieć. Ludzi, którzy rozumieją twój biznes. I generalnie szykować się na trudne czasy, po to, żeby przetrwać. A potem żeby, jak się przetrwa, mieć… No, po części, nie chcę powiedzieć, że ułatwione zadanie, ale duża przewagę konkurencyjną. Będzie z tego wynikała, tak? Wydaje mi się, że my się będziemy starali to zrobić. Na tym się teraz koncentrujemy i w zasadzie, no nie są to żadne wakacje, to jest bardzo intensywna praca. Zresztą nie tylko dla nas, wszystkie korporacje i biznesy… Jest to niezwykle dla wszystkich intensywny czas. Myślę, że dobrze, że z tego właśnie może wyniknąć, jednak dużo dobrego. No, to jest ciężko… Dużo dobrego, to jest źle powiedziane, wszyscy dużo stracimy. Nie ma tutaj jakiś możliwości, żeby nie, ale z drugiej strony też, jeśli już mamy tak mówić:,, Okej to co zyskamy? To na pewno się nauczymy dużo przedsiębiorczości. Adaptować się do zmian szybko. I teraz trochę… Opowiadam tą historię którą, Ci mogę teraz opowiedzieć, bardziej w motywowaniu młodych ludzi do uzasadnienia sensu, w ogóle, naszej inicjatywy Zwolnieni z Teorii, ale jest taki film „Ukryte Postacie” angielska nazwa to Hidden Figures. O takich trzech ciemnoskórych amerykankach, które pod koniec lat pięćdziesiątych pracowały w NASA. Nie wiem, czy miałeś styczność z tym filmem. I tam jest taka niesamowita scena. Jedna z nich jest szefową matematyczek… Ciemnoskórych matematyczek. Ich dział się nazywał Coloured Computers. Ona w pewnym momencie przechodzi przez hol główny NASA i widzi jak wnoszą jakieś takie wielkie, białe lodówki. Podchodzi do tych ludzi, pyta się. Co to są te lodówki? A oni mówią to jest IBM 2028, który będzie robił w ciągu sekundy tyle obliczeń, co cały ten wasz dział robi w ciągu tygodnia. Ten film to jest taki pewny trochę skrótów myślowych, ale ona nie daje się temu zastraszyć i idzie do biblioteki, znajduje książkę z językiem programowania tego komputera. Jak przychodzą, żeby je wszystkie zwolnić, bo już uruchomili ten komputer, więc nie potrzebują ich wszystkich. To ona im mówi: ”Wiecie co? Ja nie tylko sama umiem programować ten wasz komputer, ale nasze tutaj 30 dziewczyn, też potrafi go programować, bo ja już je nauczyłam. A ile godzin dziennie jesteście w stanie wykorzystać możliwości tego komputera z waszymi programistami? A no jedną godzinę. No to słuchajcie, to zatrudnijcie nas jako programistki, będziemy wykorzystać 24 godziny na dobę ten komputer.” I myślę sobie jaka jest puenta tej historii. To, że zawód, który pewnie pod koniec lat 50, był pewnie jednym z najlepszych możliwych zawodów, czyli nazwijmy to: rachmistrz. Z dnia na dzień, został całkowicie wykoszony i ci ludzie, którzy się… Mieli w sobie tą giętkość, żeby się przekwalifikować na programistów, z dnia na dzień stali się… Ta kobieta, ona potem była legendą świata programowania, która wtedy się tam… Oni byli jednymi z pionierów tak? I myślę, że to są trochę podobne czasy, tak? Koronawirus to jest trochę jak taka dramatyczna zmiana technologiczna i jeśli każą Ci znaleźć trochę,, swoją drogę” jak… Albo być może już jesteś programistą, no to uf. A jak nie, to znajdź,, swoją drogę” do tego typu innowacyjnej roli w tym nowym świecie. Nie koniecznie to teraz jest w ogóle programowanie, bo o programowaniu to już w ogóle mówimy, że być może w ogóle sztuczna inteligencja przejmie programowanie, tak? Gdybym miał powiedzieć swoje jakieś intuicje, w jakim kierunku to idzie, no to właśnie idzie w kierunku, że przedsiębiorca i takie cechy przedsiębiorcze, nie są już cechą wyjątkową, gdzieś tam jakąś elitarną, jakąś dla wąskiej grupy społeczeństwa. Tylko uważam, że powinniśmy o nich myśleć trochę, tak jak o czytaniu i o pisaniu. I myślę, że może to dla kogoś brzmieć absurdalnie i w ogóle taki eksperyment myślowy: gdybyśmy się cofnęli o 200 lat i się zapytali ludzi na początku XIX wieku, czy oni sobie wyobrażają, że wszyscy ludzie będą czytali, pisali i liczyli, to pewnie dla nich też to byłoby absurdalne. Idąc tym tropem ja sobie po prostu wyobrażam, że to jest taka trochę, fool proof, metoda. Rozwijać w sobie przedsiębiorczość, pracę zespołową, przywództwo, to wtedy można przetrwać każdy kryzys.

To jest bardzo, bardzo interesujące… I zastanawiam się z tej perspektywy. Czy widzisz jakąś za to rzecz, którą uważasz jest powtarzana jako, powiedzmy, pewnego rodzaju mit przedsiębiorczości. Co teoretycznie jest ważne w biznesie, a Ty uważasz, że to w ogóle nie jest ważne i nie ma znaczenia? Czy jest coś takiego, co uważasz, że warto by było zakwestionować, jako pewnego rodzaju mit?

Część ludzi Część ludzi uważa, że to jest jakaś cecha wrodzona, tak? Że albo masz sobie te możliwości, albo nie. Ja się zgadzam, że one są kształtowane przez środowisko. Od dziecka. I czasem może być bardzo trudno wykrzesać, jeśli żyliśmy w domu w którym trzeba było słuchać się poleceń i generalnie robić tak, jak rodzice każą i ta nasza jakaś integralność i poczucie własnej wartości została zniszczona. No to może być ciężko, to odbudować z dnia na dzień, ale nawet w takim przypadku jest to możliwe. A jeśli nie jesteśmy w tym case, no to po prostu… No nie ma czegoś takiego, że ta kreatywność i ta przedsiębiorczość, i ta determinacja, i ta wola walki. Siłą rzeczy to w dużej mierze jest wola walki, po prostu. Że one są w jakiś sposób wrodzone i można to w sobie rozwijać, można… To jest na pewno stereotyp, który… Jak często, jakby nasi nay sayerzy, jak my mówimy, słuchajcie możemy w każdym młodym człowieku budować te te kompetencje. No to oni mówią: „Nie to w ogóle, to tylko 1% z nich w ogóle się nadaje na kogoś kto przedsiębiorczo myśli. ” Być może to wynika też z jakiegoś takiego poczucia, że może my zachęcamy do tego żeby teraz wszyscy byli z Stevami Jobsami. Nie o to chodzi tak, nie chodzi o to żeby teraz wszyscy założyli własne startupy i tak dalej. Jest mnóstwo entrepreneurshipu, czyli przedsiębiorczości wewnątrz korporacji. Jest… No i przede wszystkim nawet prowadząc sklepik trzeba się na różne szoki i zmiany szykować i umieć je sobie przetrwać, a nie wpadać, nie wiem, w panikę z tym związaną. Ja też nie mówię, że ktoś wpada w panikę to nie jest przedsiębiorczy. My też, są momenty, że mamy przerażenie w oczach. Mi chodzi tylko o to, żeby… Tak. Główna myśl: można w każdym, każdy może. Nie ma żadnych genetycznych uwarunkowań, które mówią, że jeden może, jeden nie może.

A jeżeli byś miał pomyśleć o sobie i swoich nawykach w swoim sposobie działania. I tu mam na myśli bardzo szerokie spektrum: od książek, które czytasz, innych źródeł inspiracji poprzez, nie wiem, codzienne jakieś rytmy, jakieś aktywności fizyczne czy inne rzeczy, to jak uważasz, jakie elementy twoich nawyków najbardziej wpływają czy wpłynęły korzystnie na twój mięsień przedsiębiorczości, na twoją zdolność jako lidera organizacji i człowieka, który napędza tak dużą liczbę osób, które idą za tą inicjatywą?

Bardzo trudne pytanie, bo pierwsze co mi przychodzi do głowy to wszystkie te, gdzie uważam że słabiutko mi idzie i raczej wręcz odwrotnie, które mi utrudniają, no ale myślę że jeśli już miałbym jednak jakiś pozytyw powiedzieć to ja gdzieś na etapie studiów, w początkowej mojej działalności, no to po prostu nie mogło być w mojej głowie takiego spotkania, które by się nie skończyło tak, jak ja uważam i w ogóle bardzo ciężko było mi przyznać się do jakiegokolwiek błędu i w ogóle wszystko, co ja mówiłem to było, w zasadzie, idealne. No i kilka razy ludzie po prostu wyszli z sali i nigdy nie wrócili i stamtąd w myślę, że sporo zbudowałem sobie takiego auto dystansu i jakby takiego… Dalej zaciekle generalnie walczę o swoje racje, ale już jakby, no myślę, że taki kluczowy moment, że mogliśmy zacząć właśnie budować organizacje, a nie tylko tam kanapową… Goście wymyślili coś fajnego. To był taki moment, kiedy ja, jakby no, zaufałem innym, dałem przestrzeń innym, że nie wszystko musi być pod kontrolą, nie wszystko musi być tak jak ja chcę. Nawet jeśli, być może, uważam, że dużo zrobiłbym lepiej, ale faktem jest, że no nie zrobię na 70 frontach lepiej. Każdym z osobna, być może, bym zrobił lepiej, a być może nie. I to był taki kluczowy moment. Być może to się wydać trochę infantylne, ale dla mnie to było niezwykle ważną barierą, żebyśmy ściągnęli to, co osiągniemy i pokonanie jej… Czy też pokonywanie na co dzień de facto, bo to jest trudne cały czas jakby jakieś ograniczanie swojego własnego ego. I to na pewno jest jakiś duży mój sukces, w sensie… Myślę, że nawet w kontekście moich wspólników, jakby, to jestem pierwszy, który potrafi powiedzieć,, Dobra to było bez sensu co ja tam mówiłem, zróbmy inaczej”. To jest o tyle bardzo indywidualne pytanie, bo myślę, że każdy z nas musi przejść jakąś swoją historię, zdefiniować swoje własne siły i słabości. Są różne podejścia prawda? Rozwijać siły, machnąć na słabości, albo jednak, jeśli one, te słabości, są na tyle ciężkie to, żeby je jednak jakoś adresować. Druga rzecz, którą na pewno już trochę powiedziałem wcześniej, ja z tych powodów jak zaczynałem, z jakiego miejsca zaczynałem. Ja zaczynałem z miejsca gdzie miałem poczucie, że ,,Sky is the limit” i potem jak, w zasadzie, przez dziesięć lat mojej działalności zawodowej. Może przesadziłem, ale może jakieś osiem lat. W zasadzie każda rzecz, którą planowałem się potem realizowała i to tylko napędzało coraz bardziej ambitne myślenie. Jak my robiliśmy pierwszą olimpiadę Zwolnieni z Teorii, po tym doświadczeniu, gdzie robiliśmy w Warszawie dla trzydziestu osób za kilka tysięcy złotych budżetu rocznie. To my żeśmy powiedzieli: ,,Dobra to robimy na całą Polskę, na naszym wielkim finale nie będzie tam jakiś ktoś z departamentu edukacji tylko będzie prezydent i obok prezydenta Polski będzie stał prezes jakiejś największych korporacji, finalnie był to Andrzej Klesyk, wtedy nasz główny partner PZU, i w ogóle, to nasza platforma to będzie zrobiona tak jak by to zrobił Facebook. A w ogóle to będzie jeszcze zgrywalizowana i po prostu będzie wszystko super”, tak? I jakby, to co, prostu myślę, że była tą siłą, no to właśnie, że my sobie mieliśmy to jakby trochę, nie wiem, bezczelność trochę może. Myślenia, że możemy coś takiego zrobić, że nie ma ograniczeń. No i trochę… Bardzo, bardzo dużo determinacji. To, że tacy partnerzy jak PZU się to wtedy w naszą inicjatywę zaangażowali. Wynikało po części z tego, że próbowaliśmy z osiem razy ich do tego nakłonić. Jak nie oknem to drzwiami, jak nie, to,, lufcikiem czy w szyberdachu”. I myślę, że to jest właśnie ta cecha, która ja potem mówię, że jest bardzo trudna do pogodzenia z porażkami. Bo jak pogodzić tą determinację z tym, że czasem nie wychodzi, tak? I jak to wyważyć, gdzie zrozumieć, że to być może jednak nie ode mnie zależało i już nie ma sensu, że jeszcze dziewiąty raz prowadził do tego by rozwiązać ten dany problem, ale jednocześnie no mogę powiedzieć, że ta determinacja nas doprowadzała strasznie daleko i doprowadza cały czas. Taka mobilizacja do tego, że to jest taka droga. Nawet nasz BHG, to jest po prostu… To są takie jakieś drogowskazy, to są jakieś takie,, totemy” po prostu. Nie ma sposobu, żeby zaspokoić naszego głodu w zmianie tego co chcemy zmienić. No i to też… Wiesz, teraz pytanie: Skąd taka pasja? To już jest bardzo skomplikowane, to trzeba psychologa zapytać. Jak w sobie coś takiego rozbudzić? Dla mnie to było środowisko, to był przykład, który miałem w swoim otoczeniu. To było też poczucie, że ja mogę. W sensie, że właśnie pewnie niewielu jakoś tak myślałem. To jest jednak fantastyczna sytuacja, że ja mogę w wieku 18 lat wejść na ścieżkę, na którą często ludzie wchodzą w wieku 60 lat. Zaczynają być właśnie mecenasami i prawda, dobroczyńcami i tak dalej i tak dalej. A ja mogłem od 18 roku życia zacząć tą karierę i strasznie jestem wdzięczny swojemu ojcu i jego otoczeniu, że mi to umożliwili. I swojej szkole, że mnie zainspirowała, żeby w ogóle o tym myśleć, bo też właśnie myślę, że tam bardzo dużo się zadziało.

Marcin będziemy powoli kończyć, chciałem na końcu poprosić Cię o taki finalny komentarz. Co jeszcze chciałbyś dopowiedzieć, powiedzieć, może może. Co, czego powinniśmy ci życzyć, jako słuchacze, w dalszej ścieżce? Chwila na wolne myśli.

Może chciałbym trochę podsumować to, o czym ja to trochę mówiłem wielokrotnie, to jakaś odpowiednia mieszanka pomiędzy determinacją a pokorą i myślę, że tego sobie życzę. Będę wdzięczny jak będą mnie ludzie w tym wspierać, że jakiś zdrowy środek pomiędzy tym, żeby być idealnym, a jednak być szczęśliwym i to jest wydaje mi się taka myśl, która teraz jest bardzo aktualna. Też w dobie koronawirusa bardzo obawiam się globalnie skutków takich psychologicznych i w tej dobie myślę, że to, że ja już te kryzysy wcześniej przeszedłem i dzięki temu teraz mi jest znacznie łatwiej. Przez to, że ja się koncentruję już nie tylko na tym, że o matko tutaj plany. Muszę odpuścić, ale myślę sobie najważniejsze to żebym ja przetrwał jako szczęśliwy człowiek, ten ten kryzys, bo inaczej to w ogóle bez sensu. I myślę, że tego tego życzę wszystkim twoim słuchaczom i życzę tego sobie

Super! Marcin bardzo Ci dziękuję za to co robisz, za to co robicie, bo uważam, że to jest fantastyczna inicjatywa i też z głębi serca ją bardzo wspieram i jak mogę coś zrobić, żeby jeszcze ją wesprzeć to pewnie o tym, też możemy pogadać. Dziękuję Ci za to co co wniosłeś do świata, dzięki też tej rozmowie. Życzę wam dużo, dużo powodzenia i naprawdę, też znalezienia tego balansu, pomiędzy osiąganiem, a jednak pokorą i poczuciem satysfakcji z tego co już macie. Także dzięki wielkie. Dziękuję Ci za tę rozmowę.

Dzięki Greg za zaproszenie i to była przyjemność, i… No i mam nadzieję, że też jakoś może coś wniosłem słuchaczom, bardzo było miło z Tobą pogadać.

Dzięki

Wszystkiego dobrego

Dziękuję. Gościem dzisiejszego odcinka Greg Albrecht podcast był Marcin Bruszewski. Współzałożyciel fundacji Zwolnieni z Teorii, a rozmawialiśmy o tym jak przejść przez kryzys, jak motywować się i czy warto się zawsze motywować, czasem jak się demotywować, żeby się nie spalić. A tymczasem, jak zawsze, zachęcam Cię do tego byś zasubskrybował ten podcast, od razu, tam gdzie go słuchasz i ocenił go jeżeli Ci się podobał, bo to pomoże mu dotrzeć do większej liczby słuchaczy, a tymczasem pamiętaj, że warto dołączyć do klubu Greg Albrecht podcast na gregalbrecht.io/klub, bo tam znajdziesz dodatkowe materiały, zupełnie bezpłatne, od gości, a także informacje o spotkaniach i dużo innych ciekawych materiałów. To tyle ode mnie w tym tygodniu i zapraszam, jak zwykle, w kolejny poniedziałek po nową wiedzę i nową inspirację. Do usłyszenia!

Może Cię zainteresować

Jak ocenić swój biznes i wyznaczyć nowe cele?

Czytaj

Dawid Mędrek – PushPushGo: jak mentalnie jako founder przygotować się na sprzedaż swojej spółki?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×