Change language:

Milionowy biznes z pasji i wiedzy? Unikaj 5 błędów, które niszczą sprzedaż online. Magdalena Pawłowska

Zasubskrybuj Greg Albrecht Podcast
YouTube
Spotify
Apple Podcasts

Magdalena Pawłowska –  prekursorka kursów online zna smak sukcesu i porażek w biznesie. Odsłania kulisy kursów, które zarabiają miliony, i zdradza, co naprawdę decyduje o zwycięstwie. To rozmowa o jej misji, ciężkich wyborach i nieoczywistych zasadach, które mogą odmienić Twój biznes.

W tym odcinku Greg Albrecht Podcast gości Magdalenę Pawłowską, prekursorkę kursów online w Polsce i współautorkę bestsellerowej książki „Moja pasja, mój biznes”. Magdalena zabiera nas za kulisy swojej drogi od pierwszych wyzwań i mentalnych blokad do budowy dochodowego biznesu opartego na wiedzy i autentycznych relacjach.

Usłyszysz, jak pandemia i rozwój technologii zmieniły rynek produktów cyfrowych oraz dlaczego wybór właściwego problemu jest kluczem do sukcesu. Magdalena dzieli się refleksjami o walce z uzależnieniem od social mediów i o tym, co można zyskać, budując trwałe i prawdziwe więzi ze swoją społecznością. Nie zabraknie też osobistych momentów zwątpienia, które stały się przełomem na drodze do realizacji jej misji.

W odcinku dowiesz się:

  • Co naprawdę kryje się za sukcesem kursów online
  • Dlaczego niektóre produkty nigdy nie trafiają do odbiorców
  • Jakie błędy mogą zrujnować nawet najlepsze pomysły
  • Czego mogą Cię nauczyć pieniądze, relacje i zdrowie w biznesie
  • Jak Magdalena odnalazła swoją drogę do sukcesu ledwo spinając dotychczasowy biznes
  • Jakie tematy kursów online zawsze się sprzedają – 3 kluczowe obszary

🎙️ Posłuchaj #332 odcinka Greg Albrecht Podcast: Milionowy biznes z pasji i wiedzy? Unikaj 5 błędów, które niszczą sprzedaż online. Magdalena Pawłowska

Partnerzy Greg Albrecht Podcast:

Formeds – Odbierz 20% rabatu na suplementy formeds z kodem GREG20. Popraw swoją wydajność, formę i samopoczucie z pomocą wysokiej klasy polskich produktów ze 100% czystym składem, optymalnymi dawkami składników aktywnych i jakości potwierdzonej przez niezależne laboratoria.

👉 formeds.pl/greg

Wspierając naszych partnerów, wspierasz rozwój podcastu!

Transkrypcja:

(Transkrypcja jest generowana automatycznie, może zawierać drobne błędy)

Greg Albrecht: Dziś w Greg Albrecht Podcast Magdalena Pawłowska, prekursorka kursów online w Polsce jako modelu biznesowego, a także współautorka książki „Moja Pasja, Mój Biznes”, którą wydała wspólnie z Ewą Chodakowską. Kreatorka wielomilionowych kampanii sprzedażowych, m.in. ponad 10 milionów złotych z kursu Wow Courses Formula.

Cześć, Magda.

Magdalena Pawłowska: Cześć, Greg.

Greg Albrecht: Słuchaj, tu nie ma prostych rzeczy, ale wyniki są spektakularne. Jestem bardzo ciekaw, co trzeba mieć, żeby zostać skutecznym twórcą takiej kampanii i móc zarabiać.

Czyli kim trzeba być, żeby zostać twórcą kursu online lub innego produktu online, który naprawdę zarobi pieniądze?

Magdalena Pawłowska: To jest bardzo dobre pytanie. Wiele osób uważa, że albo to jest bardzo trudne i na pewno się do tego nie nadają, albo że to jest bardzo proste i dadzą sobie ze wszystkim po prostu radę sami. W efekcie często się wypalają i nie dochodzą do oczekiwanych rezultatów. Prawda jest taka, że odpowiedź leży gdzieś po środku.

Zawsze mówię, że żeby sprzedawać wiedzę, najpierw trzeba tę wiedzę mieć. Musimy więc sami wiedzieć, o czym mówimy. Można być specjalistą, ekspertem w jakiejś dziedzinie, jakiejkolwiek — naprawdę, od BHP po weterynarię. To bardzo szeroki zakres. Jednak trzeba być tym ekspertem i zastanowić się, komu oraz jaki problem chcemy rozwiązać. Kto jest naszą grupą docelową? Kto jest tym człowiekiem, który ma konkretny problem?

Jeżeli chcemy naprawdę skutecznie sprzedawać nasze produkty cyfrowe, najlepiej wybrać palący problem tej grupy docelowej. Zarówno ty, jak i ja mamy wiele różnych problemów, ale jeden z nich jest palący, a inny może poczekać. Jeśli ktoś dzisiaj przyjdzie do mnie z propozycją rozwiązania mojego problemu, to oczywiście zacznę od tych najbardziej ważnych, palących i pilnych.

Na tych właśnie problemach powinniśmy się skupić. Eksperci, wybierając obszar, w którym chcą stworzyć swój produkt cyfrowy, powinni wybrać taki, który wiedzą, że się sprzeda. Często jednak, jako specjaliści, eksperci, a szczególnie Polacy, mamy tendencję do wybierania czegoś ambitnego, czegoś, co jeszcze nigdy nikt nie zrobił. To jest jednak droga pod górę, której nie trzeba iść.

Jeżeli mamy jakiś sprawdzony model, a w naszej branży jest już ktoś, kto stworzył kurs, który dobrze się sprzedaje, idźmy tym szlakiem. Tam jest zostawiony szlak do sukcesu. Jeśli coś się sprzedaje — tak samo jak w branżach poza kursami online — to warto iść tą drogą. Na przykład, jeśli ktoś pierwszy wymyślił trampki i zaczęły się dobrze sprzedawać, to zróbmy więcej tego rodzaju butów. Później ktoś wymyślił buty na obcasie, które kobiety pokochały, więc zróbmy więcej takich butów.

Idźmy więc sprawdzonym szlakiem. Nie trzeba być zawsze i wszędzie wielkim odkrywcą. Znajdźmy grupę docelową, określmy, kto nią jest, znajdźmy ich palący problem, zdefiniujmy go i skupmy się na tym jednym problemie.

Zawsze powtarzam, że jeśli nie zarobisz na swoim pierwszym produkcie cyfrowym 100 tysięcy złotych, to masz zakaz tworzenia kolejnych produktów. Wiesz, ile jest osób, które cały czas tylko tworzą i tworzą, mają 50 ebooków, a żaden się nie sprzedaje?

Greg Albrecht: Dobrze, trochę mnie uspokoiłaś, wiesz, bo ja wydałem w życiu, mówiąc szczerze, tylko jeden produkt cyfrowy. Z różnych powodów możemy później pogadać, jakie są moje obiekcje, bo może one są też obiekcjami szerszej grupy osób i pomożesz mi je pokonać. Natomiast na szczęście zarobiłem na nim ponad 100 tysięcy złotych, więc być może mógłbym kiedyś zrobić drugi.

Wspomniałaś o tym, że są takie problemy, które już zostały zrobione i nie trzeba odkrywać czegoś niesamowitego, żeby w tym obszarze się rozwijać, czyli zgodnie z zasadą, że geniusze kradną. Tak się mówi o artystach najlepszych, że tak naprawdę kopiują rzeczy, które działają, tylko opowiadają je swoimi własnymi słowami.

Tu wydaje mi się, że jest też jakaś bariera po drugiej stronie, czyli może być też tak, że wchodzimy na tak wyeksploatowany rynek, że nawet budując bardzo dużą ekspozycję wśród konsumentów — przyjmijmy, jesteśmy nauczycielami jakiegoś języka, robimy 200 tysięcy nawet zasięgu, mamy jakichś ludzi, którzy konsumują nasz content — ale nie umiemy tego skonwertować na produkt, który rzeczywiście odstawać będzie, powiedzmy, nie wiem, od Duolingo czy od czata GPT z opcją „weź naucz mnie języka angielskiego”.

Jak poradzić sobie z tą drugą stroną? Z jednej strony nie szukać czegoś zbyt wysublimowanego, ale z drugiej strony nie wejść w taką kategorię, która jednak jest tym czerwonym oceanem, czyli że wydaje się, że już jednak jest milion osób, które mogą to zrobić lepiej ode mnie, albo faktycznie na końcu się okazuje, że ten produkt, ta nisza już jest za bardzo rozwodniona, ta kategoria już jest za bardzo rozwodniona.

Magdalena Pawłowska: Okej, tutaj chciałabym poruszyć dwie kwestie. Najpierw skupię się na słowie „czerwony ocean” i na tym, że wydaje nam się, iż już taki istnieje. Później zaś powiemy, co faktycznie możemy zrobić, jeśli w naszej branży jest wiele kursów, aby się wyróżnić.

Często, gdy lecę samolotem i zbliżamy się do lądowania, lub gdy widać jakieś domki, osiedla czy mniejsze miasta, lubię się zastanowić, ilu twórców kursów online w tym miasteczku zarabia już na tym naprawdę dobre pieniądze. Często myślę, że może tam jeszcze nie ma żadnej takiej osoby. Zastanawiam się też, ile osób w tym miasteczku jest niezadowolonych ze swojej pracy. I zwykle dochodzę do wniosku, że pewnie jest ich dużo.

Inny przykład: widzę jakiś wieżowiec albo mieszkam na osiedlu. Znamy naszych sąsiadów i mniej więcej wiemy, czym się zajmują. Ile spośród nich faktycznie sprzedaje produkty cyfrowe? Jeśli jesteśmy w jakiejś bańce, to może kilka osób, ale spośród naszych sąsiadów pewnie niewiele.

To, co widzimy w internecie, to algorytm. Im bardziej interesujemy się twórcami kursów online, tym więcej takich treści pokazują nam media społecznościowe. Pokazują nam więc pewnego rodzaju bańkę, którą chcemy oglądać.

Media społecznościowe pokazują nam to, co chcemy oglądać, aby utrzymać nas dłużej na konkretnej platformie. Musimy zdać sobie sprawę, że to jest nasza bańka. Weźmy na przykład miasteczko i zastanówmy się, jak wielu jest tam fryzjerów, zakładów fryzjerskich czy pizzerii. Jeśli mam pomysł na kolejną pizzerię i zrobię ją po swojemu — na przykład zmienię sos albo obsługę — to okazuje się, że nawet jeśli w miasteczku są już cztery pizzerie, moja może się przebić, bo będzie w czymś inna. To samo możemy przenieść bezpośrednio na branżę kursów online.

Nawet jeśli jest już pięciu, dziesięciu czy trzydziestu ekspertów w branży sprzedaży B2B albo jeśli jesteśmy nauczycielem języka angielskiego i w internecie działają duże i małe szkoły, to jeśli znajdę swój sposób komunikacji, zawsze znajdę swoich odbiorców. Potencjał na całym świecie, a nawet jeśli ograniczymy się tylko do Polski, jest tak duży, że nie potrzeba, aby każdy z nas miał dziesięć tysięcy klientów. Umówmy się, mały biznes nie jest w stanie obsłużyć takiej liczby klientów — po prostu wszyscy byśmy wtedy umarli, prawda?

Nawet samo odpisywanie na maile jest czasochłonne. Przeliczmy to: jeśli chcę sprzedawać na przykład obsługę klienta lub naukę języka angielskiego, a cena wynosi pięćset złotych miesięcznie, to ilu klientów potrzebuję, żeby zarobić tyle, ile chcę? Często ludzie mówią, że chcą zarabiać dwadzieścia tysięcy miesięcznie, inni — pięćdziesiąt tysięcy. Okazuje się, że nie potrzeba aż tylu klientów, aby osiągnąć tę kwotę. To po prostu matematyka.

Greg Albrecht: Nie, ogólnie zgadzam się z tobą w pełni z tą teorią, że pewnie więcej osób rezygnuje, niż podejmuje wyzwanie. I to jest fakt, i podpisuję się pod tym, bo pewnie dotyczy to zarówno tych początkujących przedsiębiorców, którzy są być może ekspertami, choć część z nich nawet może nie jest przedsiębiorcami. Dzisiaj pracują na etacie, wiedzą coś, chcieliby mieć dodatkowe źródło przychodu i chcą swoją wiedzę, którą wykorzystują na etacie, sprzedać w formie kursu. Więc kupuję tę koncepcję.

Jednocześnie wyobrażam sobie to miasteczko, ten wieżowiec. Jest dużo osób, które mają konkretny problem. Natomiast pojawia się pytanie: ile z tych osób, nawet jeśli ma ten problem, jest gotowa kupić produkt? Szczególnie produkt w formie cyfrowej, który jest jakimś tam unikalnym typem produktu. Oczywiście kupujemy, nie wiem, platformę streamingową do słuchania muzyki i tu jesteśmy przyzwyczajeni, czy do oglądania filmów, kupujemy może jakiś abonament, ale czy konsumowanie tych treści cyfrowych, czyli oglądanie kursów, czytanie e-booków, to jest coś, co rzeczywiście ludzie mają we krwi jako sposób absorpcji wiedzy? Zatem czy rzeczywiście ta pula tych milionów klientów jest dla nas zawsze dostępna?

To mnie ciekawi właśnie, chociażby w kontekście kursów językowych, gdzie zgadzam się z tym, że można mieć mnóstwo odbiorców. Nie wątpię w to, że jeśli robisz fajny content na temat języka — nie wiem, śmieszny, atrakcyjny, przyciągający — to jednocześnie uniwersalnie masz ogromną pulę ludzi, którzy mogą to kliknąć, bo jest to fajne. Ale potem pojawia się trudność, czasem przełamania tego, że jestem ciekawym kreatorem treści, a postrzegany jestem jako darmowa rozrywka na Instagramie. Taka jest prawda.

Do tego, żeby ktoś powiedział: „Aha, ta darmowa rozrywka, chciałbym tego więcej, przyjdę na stand-up comedy, kliknę i pójdę na wydarzenie z Magdaleną Pawłowską.” Wiem, że to nie jest stand-up comedy, ale jest to wydarzenie na żywo. Chcę Magdaleny więcej, chcę się więcej od niej dowiedzieć. I tu widzę potencjalne bariery.

Jak to zbadać, żeby najpierw nie zainwestować dwóch lat na przykład w budowanie followingu na Instagramie, a potem się zorientować, że jednak faktycznie być może w niektórych kategoriach ten ocean jest czerwony? A nawet jeśli nie podoba się to sformułowanie, to powiedzmy, że nie umiem wytworzyć takiego sposobu zaadresowania problemu, który byłby bardziej atrakcyjny od istniejących alternatyw na rynku — w formie, nie wiem, znajomy nauczyciel angielskiego, platforma taka czy inna, bezpłatne narzędzia i tak dalej.

Magdalena Pawłowska: Jasne. Absolutnie zgadzam się z tym i trzeba tutaj może zastanowić się nad dwoma kwestiami. Z jednej strony – na ile ludzie są gotowi, żeby czerpać i uczyć się z tych produktów cyfrowych, a z drugiej – z perspektywy twórcy, czyli jak zrobić biznes, a nie tylko budować influencerów na mediach społecznościowych.

Mam bardzo dużo klientów, którzy przychodzą do mnie już z dużymi społecznościami i mówią: „Magda, pomóż mi to zmonetyzować, bo właśnie poświęciłem te dwa lata na tworzenie fajnych treści. Mam 100, 200, 300 tysięcy osób, ale oni nic nie chcą ode mnie kupić”. No i to jest oczywiście, wiesz, problem, który z jednej strony dobrze mieć, bo już tych ludzi mamy, ale to już jest jednak duży statek, który, jak chcemy trochę zmienić kierunek, to też zajmuje to trochę czasu. Jednak da się to zrobić.

Korzystając z tego, chciałabym powiedzieć o takiej niezwykle ważnej rzeczy – żeby od razu, jak ktoś chce tworzyć swoją obecność w internecie, nie dał się wpędzić właśnie w ten kozi róg uzależnienia od uwagi drugiego człowieka. Tak dużo ekspertów i twórców internetowych tworzy ten content tylko i wyłącznie po to, żeby ludzie tam byli, patrzyli, klaskali, lajkowali, bo jesteśmy uzależnieni od tej atencji, od uwagi drugiego człowieka.

I wtedy, zamiast tworzyć biznes, my nagle tworzymy po prostu, wiesz, kajdany, jakieś niewolnictwo, bo ja muszę wrzucić storkę, muszę się tutaj nie wiadomo co zrobić, pokazać, gadać o tym czy o tamtym, bo oni tego ode mnie wymagają. I tu jest wtedy problem – jak ludzie stają się uzależnieni, zamiast odbudowania biznesu, budowania struktur, które my dwoje tak bardzo lubimy, żeby jednak biznes miał metodologię, strukturę i fundamenty, to ludzie uzależniają się od tych klików, lajków i wirali.

Greg Albrecht: Mam prośbę: zasubskrybuj teraz ten podcast, a dzięki temu będziemy mogli dalej rozwijać ten kanał.

Boją się przestać. Myślę, że jest to ciekawy element i w zasadzie jestem ciekaw, czy masz na to jakąś odpowiedź, ponieważ nie czuję się wybitnym ekspertem w dziedzinie komunikacji w mediach społecznościowych. Zastanawiam się, czy to faktycznie jest problem.

Krótko mówiąc: powiedzmy, że złamałem nogę i przez dwa tygodnie nie publikuję. A wcześniej publikowałem ekstremalnie — na przykład pięć razy dziennie rolkę, bo jestem bardzo płodnym twórcą i po prostu nie mogłem wytrzymać, bo miliony osób tam lajkowały. Czy to rzeczywiście jest koniec świata?

Masz jakieś doświadczenie z osobami, które zaprzestały komunikacji na dwa tygodnie? Czy to rzeczywiście tak wpływa na algorytm, że się znika?

Magdalena Pawłowska: W zależności od tego, jaką mamy społeczność. Jeżeli ta społeczność jest dla nas ważna, bo naprawdę ceni nasz content i tam jest zbudowana relacja, to oni na nas poczekają. To nie jest tak, że nagle zapominamy o naszym przyjacielu, bo on gdzieś wyjechał, urodziły się dzieci i nagle jest w innym świecie. Trzeba dać trochę czasu, aż wróci i będzie gotowy znowu na jakąś relację z nami.

Jeśli to jest prawdziwa relacja twórcy i jego społeczności, i istnieje jakaś więź, oni poczekają — nie ma problemu. Natomiast jeżeli to jest takie trochę „hi, hi, hi, ha, ha”, w sumie czy ciebie nie ma, czy jesteś, to nic mnie to nie obchodzi, no to przełączę kanał. Przełączę kanał, pójdę do kogoś innego, tamten mnie zainteresuje i po prostu zostanę tam.

Wszystko zależy jednak od jakości relacji, którą zbudujemy z naszą społecznością. Jeżeli ona jest płytka, to nasz biznes jest płytki. Dlatego ja zawsze tłumaczę i staram się to przekazać, żeby eksperci i twórcy internetowi budowali biznesy i mieli świadomość tego, że jeśli chcą zacząć zarabiać na swojej wiedzy, na tym, że przecież inwestują dużo czasu w tworzenie contentu — wiesz, w nagrywanie rolek, montaż, czy jak my tutaj jesteśmy, w tym studio — to jest cały czas inwestycja.

Jeżeli za tym nie stoi żaden biznesplan, to okej, jeśli jesteśmy milionerami, bo odziedziczyliśmy majątek, to możemy po prostu wydawać pieniądze. Ale jeśli ktoś myśli o tym, że naprawdę chce zbudować biznes i jest od tego uzależniony, żeby mieć przychody, zarobki i żeby to wszystko miało sens, to musi mieć strategię biznesową. Nie tylko followersów.

Greg Albrecht: No dobrze, no to ja kupuję tę koncepcję.  

I’m on board. Oba aspekty, czyli zarówno aspekt tego, żeby nie budować sobie tylko wystawki — to, jakie byłyby twoje — a druga rzecz, która mnie zaciekawiła, to powiedziałaś o tym kontakcie ze społecznością, nie?  

No bo, nie wiem, ludzie coś tam wrzucają, bo im się wydaje to fajne, ale może w ogóle nie mają tego kontaktu. To co byś powiedziała w temacie zamiany ekspozycji na produkt? Jakie są takie najważniejsze elementy, które sprawią, że przychodzi ta osoba do ciebie, ma te 200 tysięcy osób, co na Instagramie tam coś klikają, jest jakieś zaangażowanie, bo to jest, nie wiem, śmieszne, fajne i tak dalej, ale zwrot finansowy wynosi zero?  

I teraz, jaki byłby taki pierwszy krok dla takiej osoby, która ma ten problem, że bardzo dużo ludzi ją followuje, ale w sumie nie wiedzą, co mogą oni kupić?

Magdalena Pawłowska: Dokładnie. Patrzymy, czego potrzebują ci ludzie.

Czyli robimy analizę tej grupy docelowej. Możemy to zrobić w ramach oczywiście danych, które mamy na danej platformie, czyli kim są ci ludzie, co oni robią i tak dalej. Również w sposób umiejętny wysyłamy im różnego rodzaju pytania. Może nawet tworzymy coś, co mogą dostać za darmo. Na przykład, jeżeli jest to jakiś śmieszny content, to mówimy: stworzyłam po prostu prześmieszny, 15-minutowy stand-up. Jeżeli chcesz do niego dostęp, to zostaw mi tutaj maila. Ale zanim zostawisz tego maila, najpierw jest krótka ankieta.

I my ich pytamy: jaki masz problem? Z czym to się wiąże? A to, to, to, to, to, to… Musimy więcej się dowiedzieć o tych ludziach, żeby stworzyć coś, czego oni naprawdę potrzebują. Bo jeżeli stworzymy coś i damy im coś, czego oni nie potrzebują, to odbije się to po prostu echem. To nie zadziała.

Więc pytamy, analizujemy. Wtedy mamy dane, na których możemy się oprzeć. Patrzymy na to i mówimy: okej, tutaj jest taki problem, taki, taki, taki problem. I sprawdzamy, który z tych problemów dany ekspert jest w stanie pokryć. Osobiście, jeżeli nie jest w stanie żadnego pokryć, to może warto jest zrobić jakiś joint venture i znaleźć innego eksperta, który jest w stanie pokryć te tematy. My natomiast będziemy tylko po prostu afiliatem, partnerem, który ma społeczność, nie ma swoich produktów, ale ludzie go kochają.

Przecież również są takie osoby ze świata show biznesu, które nie mają swoich produktów, ale mają ogromną liczbę różnego rodzaju współprac. Tu dostają prowizję, tam dostają, i nagle okazuje się, że w sumie kasa na koncie się zgadza. Natomiast punktem wyjścia jest to, kto nas obserwuje, jakie mają problemy i potrzeby oraz danie im tego na tacy.

Greg Albrecht: Tak, zdecydowanie się z tym zgadzam. Myślę, że to bardzo dobra metoda, żeby to złapać. Gdybym miał wybierać, czy chcę być partnerem afiliacyjnym marek zewnętrznych, czy kreować swój produkt, to zawsze wybiorę swój produkt. Chodzi o długoterminowy zwrot z inwestycji w rozwiązanie, które funkcjonuje potem, nawet gdy nas nie ma — ono nadal może działać w innym modelu.

Taka tylko drobna uwaga dla ludzi sukcesu, którzy słuchają tego i skutecznie chcą zamienić swój following w pieniądze: powiedziałbym, że własny produkt to więcej zachodu, ale długoterminowy zwrot jest większy.

A jak poznać, czy społeczność ma jakikolwiek kontakt? Przykładowo, ja produkuję ten podcast od ponad 7 lat — mam trzysta kilkadziesiąt odcinków. Ktoś słucha, czasem ktoś do mnie coś napisze, ktoś zasubskrybuje newsletter, ale wiesz, jak to jest — to zawsze jest w jakimś stopniu subiektywne. Mamy ileś tam lajków, komentarzy, ktoś napisze, ale na końcu nie wiadomo, jaki jest poziom wartości, którą kreujesz.

Jak uważasz, że warto sprawdzać zaangażowanie tej społeczności lub jak je umiejętnie budować? Czy mógłbyś podać dwa, trzy sposoby, które mógłbym zastosować od ręki, żeby przekonać się, czy będą płakać, gdy zniknę? A także, żeby jednocześnie robić coś lepiej w kontekście komunikacji?

Magdalena Pawłowska: Świetne pytanie: jak zweryfikować, czy oni tam są i jak postrzegają naszą wartość? Najlepiej poprzez ofertę. Pieniądze zawsze zweryfikują to najlepiej. W drugiej kolejności jest czas, czyli jeżeli mamy jakiś produkt, mamy jakąś ofertę i im to pokażemy, a to będzie dla nich interesujące, to oni to kupią. To znaczy, że mają zaufanie do naszej marki, do tego, co im proponujemy, co dla nich stworzyliśmy, i to jest najlepsza weryfikacja.

Drugim sposobem jest czas. Jeżeli zaprosimy ich na jakieś nasze szkolenie, gdzie będą mogli zostawić swój adres mailowy lub inne dane kontaktowe, to już jest znowu wyraz zaufania w stosunku do nas. W ten sposób wiemy, że okej, oni tam są.

Na przykład, jeśli w podcaście zapromujesz jakiś lead magnet, czyli darmowy produkt, który stworzyłeś, i powiesz: „Słuchajcie, przygotowałem dla was taką i taką checklistę waszego biznesu, modelu, a nawet z gościem, prawda, coś można stworzyć”, i tutaj na przykład Magda przygotowała dla was małą paczkę ich materiałów, które możecie pobrać, to wtedy patrzymy, ile osób realnie to pobrało. To pokazuje, czy jest to dla nich wartość.

I już mamy znowu jakieś dane, które możemy za każdym razem w naszym podcaście zmieniać i dostosowywać, po prostu obserwując, który temat ich najbardziej interesuje, która paczka była dla nich najbardziej ciekawa. Czyli po prostu sprawdzamy.

To jest trochę jak w grze w karty. Każdy ma swoje karty i każdy uważa, że ma super karty. No dobrze, ale to sprawdzamy — daj mi swoje dane kontaktowe, podepnij tutaj swoją kartę i wtedy zweryfikujemy, czy naprawdę jest ta relacja, czy jest to zaufanie i czy ja tworzę wartość, za którą ktoś chce zapłacić.

Greg Albrecht: No zauważyłem, chociażby jeżeli chodzi o takie metody mierzenia, to ciekawym elementem jest moja długoterminowa współpraca właśnie z marką Formec. Działamy już ponad rok, rok z dużym haczykiem, i obserwuję, jak wyglądają efekty tej współpracy, nawet pod kątem kodów afiliacyjnych i zainteresowania.

Rzeczywiście widzę, że to naprawdę działa. Ciekawe jest to, że może się to przekładać nie tylko na produkt, który ja mogę zaoferować, czy na jakąś ekspertyzę, ale także na produkty, które polecam ze względu na swoje zaufanie i wybór pewnego elementu zaufania. I to rzeczywiście działa.

Magdalena Pawłowska: Absolutnie.

Greg Albrecht: To jest interesujące i faktycznie, autentycznie tak działa.

Jeśli chodzi o produkty cyfrowe, tak jak powiedziałem, zrobiłem kiedyś jeden produkt cyfrowy. Wydaje się, że dostałem świetny feedback, ale sam nie mogę tego oglądać. Mam jakiś problem z oglądaniem samego siebie i przestałem to promować. Teraz jest to gdzieś tam ukryte. Mogę jednak zaproponować i przetestować efekt tego odcinka, mówiąc: każdy, kto po tym odcinku napisze do mnie na LinkedInie, otrzyma bezpłatny dostęp do mojego kursu, który kosztował 1500 złotych. Zobaczmy, co się wydarzy.

Kurs nazywa się „Skuteczny lider w siedmiu krokach” i bardzo dobrze działał. Miałem jednak takie wewnętrzne przekonanie, że moja wiedza ewoluuje, a sposób, w jaki to pokazałem, mógłbym zrobić lepiej. Miałem też wrażenie, że nigdy ten kurs, który jest produktem cyfrowym, nie da takiego efektu, jak mniej skalowalna, ale jednak praca indywidualna, która daje lepsze dopasowanie do konkretnej sytuacji. Mimo to w tym kursie są fajne elementy, które pozwalają trochę go spersonalizować i on działa bardzo dobrze. To była moja duża obiekcja związana z tworzeniem tego kursu.

To było w 2020 roku, który był prawdopodobnie najlepszym rokiem w historii dla kursów online. Ze względu na pandemię i brak kontaktu fizycznego ludzie po prostu chcieli oglądać coś, co można było najlepiej sprzedać.

Zakładając, że dzisiaj wracam do idei stworzenia kursu lub innego produktu cyfrowego, jaki uważasz, że produkt cyfrowy jest najlepszym elementem na start? Taki, który z jednej strony zwaliduje się z perspektywy ekonomicznej, ale z drugiej strony nie będzie wymagał ode mnie 68 godzin nagrań czy innego długiego cyklu, żeby go zwalidować. Z trzeciej strony powinien być adekwatny do mojej grupy docelowej, czyli raczej prezesów, właścicieli firm, osób, które nie mają czasu na głupoty, niechętnie komentują i lajkują treści, nie wykazują swojego zaangażowania w tej formie, ale poszukują jakościowych rozwiązań.

Jak uważasz, jaki produkt powinienem wybrać i zaoferować?

Magdalena Pawłowska: Dokładnie ten, który zarobił już dla ciebie 100 tysięcy złotych. Po prostu idziesz na kolejny poziom.

Jeżeli masz produkt, który jest nagrany i jest dobry, trzeba oczywiście zweryfikować, czy wraz z upływem czasu nie zmieniły się metody, czy chcesz dzisiaj powiedzieć coś innego. Natomiast może w twojej branży wcale to jeszcze nie jest przestarzałe i jest jak najbardziej aktualne.

Jeżeli wiedza tam zawarta jest jak najbardziej aktualna, to sprzedajesz to samo. Naprawdę, nie ma potrzeby tworzenia nowego, kolejnego kursu, jeżeli kurs, który stworzyłeś, jest świetnym kursem. Możesz na nim zarobić 200, 300, a nawet 400 tysięcy złotych.

Greg Albrecht: W sumie wygląda i brzmi to sensownie, myśląc o książce na przykład Dale’a Carnegie’ego „Jak zjednać sobie przyjaciół”.

Magdalena Pawłowska: Czy nie wiem.

Greg Albrecht: Jaki jest polski tytuł, który sprzedaje się od 1930 roku, nadal jest aktualny i bardzo go poleca? Można by powiedzieć, że faktycznie, z kursem cyfrowym można podejmować te same działania, przy założeniu tylko tego, że jesteśmy w stanie jakoś mentalnie wytrzymać na przykład to, że wyglądamy inaczej albo że zmieniły się inne rzeczy.

Magdalena Pawłowska: Tak, to czasami jest duże wyzwanie, szczególnie dla kobiet. Na przykład, jeżeli nagle zmieniają wygląd — była brunetką o długich włosach, a teraz jest blondynką o krótkich włosach. Jednak umówmy się, że dla ludzi najważniejsze są dwie grupy: ci, którzy nas oglądają w internecie, oraz ci, którzy kupują od nas produkty.

Część tych zbiorów nachodzi się na siebie i istnieje grupa wspólna, ale osoby, które nas tylko obserwują w internecie i czerpią wiedzę, którą przekazujemy bezpłatnie poprzez naszą obecność w mediach społecznościowych, mogą zwracać uwagę na takie zmiany. Na przykład: „O, zmieniła fryzurę, a teraz ma taki czy inny wygląd”. Jednak dla osób, które kupują od nas produkt cyfrowy, liczy się przede wszystkim rozwiązanie ich problemu. Dla nich nie ma znaczenia, czy masz długie, krótkie, brązowe czy złote włosy — naprawdę.

Oni idą po rozwiązanie, za które zapłacili. Ocenią produkt cyfrowy wyłącznie pod kątem tego, czy przyniósł im rezultaty. Jeżeli tak, to nawet jeśli siedziałeś tam w piżamie, będą zadowoleni. Pytanie jednak brzmi: czy gdybyś siedział w piżamie, oni równie dobrze przyswoiliby tę wiedzę? Moim zdaniem nie — lepiej, gdy jesteś ubrany adekwatnie do grupy docelowej, do której skierowany jest kurs. Na to trzeba zwrócić uwagę.

Sprzedajemy kursy, które działają, nawet jeśli zostały stworzone 3–5 lat temu. Co więcej, jeśli kurs jest dobrze skonstruowany, czyli dotyka esencji problemu, a nie tylko taktyk obowiązujących dziś, to ta esencja pozostaje niezmienna i ma charakter długoterminowy. Taktyki mogą się zmieniać, ale zawsze opierają się na tej samej esencji. Dlatego kurs stworzony na bazie esencji jest wartościowy przez wiele lat.

Greg Albrecht: Dobra, prawie mnie przekonałaś. Muszę się z tym przespać, ale przyjmijmy, że wiesz — kod przegryzł mi kabel i skasował się dysk twardy z moim kursem, a teraz mam dzisiaj wytworzyć coś nowego.

To jaka kategoria według ciebie i według obserwacji twoich klientek i klientów jest dzisiaj takim elementem, który można powiedzieć, że w tej kategorii myślę, że to jest typ produktu cyfrowego, który ma największe prawdopodobieństwo, żeby zadziałać?

Rozumiem, że to zależy od kategorii, ale przyjmując…

Magdalena Pawłowska: Jednak jest kilka takich kategorii, które, jak mówimy, zawsze będą się sprzedawać.

Greg Albrecht: Dawaj.

Magdalena Pawłowska: Pieniądze.

Tak, żyjemy na planecie ekonomicznej, dla ludzi ważne są pieniądze. Ja zawsze mówię: jeżeli myślisz, że pieniądze szczęścia nie dają, to nie wiem, w jakim sklepie stoisz, bo ja zazwyczaj, jak jadę gdzieś na wakacje albo jestem pod palmą, to się uśmiecham. Więc jednak pieniądze szczęście dają.

Dają też wolność. Jeżeli mamy produkt cyfrowy, który będzie dotykał tego tematu i będzie uczył ludzi generować pieniądze — tak jak ja uczę ludzi generować pieniądze na bazie ich wiedzy — albo będzie uczył ich, jak inwestować pieniądze, które już nauczyli się trzymać, to jest to bardzo ważne. To są zupełnie dwie różne umiejętności. Opowieść może na inny raz, bo też musiałam się tego nauczyć, ale jeden rodzaj eksperta będzie pomagał wytworzyć pieniądze, drugi będzie pomagał je zmnożyć, czyli inwestować, a trzeci może jeszcze pokazać, jak je oszczędzać. Dla tych ludzi, którzy na przykład zarabiają, ale impreza i wszystko jest rozrzucone, oni też muszą się nauczyć. Wewnątrz tej jednej kategorii mamy takie subkategorie i każda z nich absolutnie jest topowym tematem, gdzie wiemy, że to będzie się sprzedawało, bo ludzie mają problemy z pieniędzmi. Nie potrafią ich zarabiać, utrzymywać, a one są ważne, bo dotykają nas codziennie. Albo pójdę do sklepu i kupię dla dziecka to, co uważam za najlepsze, albo to, na co mnie stać, jeśli chodzi o inne produkty.

Więc pieniądze to absolutny top. Druga kategoria to relacje. Znowu żyjemy na planecie, gdzie otaczają nas ludzie. Jeżeli mam jakieś swoje problemy, na przykład często się smucę, czyli mam stany a la depresyjne, albo z kolei się złoszczę, albo może w domu nie potrafię nawiązać relacji, albo nie potrafię znaleźć partnera czy partnerki na życie, a może nie potrafię zbudować relacji z dziećmi — to jest znowu temat, gdzie ludzie będą chcieli się rozwijać, bo to codziennie daje im feedback. Albo jestem na kursie, chodzę i wszystko mi nie pasuje, albo patrzę, moja koleżanka jest uśmiechnięta, więc też chcę chodzić uśmiechnięta. „Co ty tam, wiesz, zjadłaś?” — „A taki kurs przerobiłam, taki proces zrobiłam.” „No dobra, to się zapisuję.” 

Więc pieniądze i relacje — w tych relacjach również są tematy. To jest temat wrażliwy na mediach społecznościowych, bo trzeba umiejętnie o nim mówić, żeby nie dostać shadowbana, natomiast to jest coś, co absolutnie się sprzedaje i ludzi interesuje. Chodzi o to, żeby ludzie dobrze to zrozumieli i faktycznie byli spełnieni w tej części swojej relacji.

Kolejna duża grupa to zdrowie. Jeżeli jesteśmy ekspertami ze zdrowia, to jesteśmy skazani na sukces. Żyjemy w świecie, który daje nam tak dużo różnego rodzaju bodźców, że albo mamy problem ze zdrowiem mentalnym, albo ze zdrowiem fizycznym — choroby cywilizacyjne, słabe jedzenie, stres. Musimy tego wszystkiego się nauczyć, oduczyć i zacząć w końcu normalnie funkcjonować. Tak jak ty dzisiaj powiedziałeś o swoim fantastycznym sposobie na sen — ja też zwracam na to bardzo mocno uwagę. Kiedyś, jak byłam młodsza, to cztery godziny snu mi wystarczały, spoko. Ale dzisiaj jest dużo większy szacunek i uważność, jeśli chodzi o wypoczynek, żeby mieć świeżą głowę i być gotowym do realizacji swoich celów. Wszystko, co jest związane ze zdrowiem, to produkty skazane na sukces.

Tak więc to są trzy duże kategorie i ich subkategorie, gdzie wiemy, że to po prostu musi zadziałać. Chcę jednak dodać, że jeżeli ktoś się nie zmieścił w tych kategoriach, to nie znaczy, że ma coś gorzej.

Na przykład ktoś chce nauczyć się języka angielskiego — nie wymieniłam go tutaj, prawda? Ale jeżeli nauczysz się języka angielskiego i dostaniesz awans, będziesz zarabiać więcej. Nauczysz się języka angielskiego i poznasz swojego męża, tak jak ja. Mój mąż jest Brytyjczykiem i mogę się z nim dogadać, ponieważ rodzice zainwestowali w latach osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych w moje lekcje angielskiego. To też ma wpływ na moje relacje.

Greg Albrecht: 100%. To już jest kwestia marketingu i pakowania produktu. Czyli czy jesteś w stanie zapakować kontekst swojego produktu w oparciu o problem powszechny, tak żeby móc złowić jak największą liczbę rybek w swoją sieć i w ten sposób skonwertować. A powiedziałaś o kategoriach, ale pytając też o produkt, miałem na myśli, co to ma być.

To ma być kurs online, to ma być PDF, 15 sposobów na to. Pytam o to, jeszcze taką dam znowu tutaj gwiazdkę, no bo gdzieś tam istnieje AI. To AI to nie jest nam obojętne i możemy udawać, odwracać wzrok, że go nie ma, ale takie Perplexity czy inne narzędzie daje nam naprawdę bardzo dobrej jakości odpowiedzi na różne pytania. I będzie dawało lepsze. I będziemy mogli, korzystając z tych narzędzi, kreować awatar Magdaleny Pawłowskiej, który będzie mówił jej głosem. Już tak jest.

Magdalena Pawłowska: Już tak jest. Już go stworzyłam. No właśnie, o tym mówię.

Greg Albrecht: Czyli to już się dzieje. I teraz, w związku z tym powszechnym dostępem do informacji, można powiedzieć, że wiedza jest bezwartościowa, a to, co jest być może wartością, to umiejętność zadawania tych właściwych pytań, a nie dostawania odpowiedzi. Być może kontekst, z kim spędzasz czas, a nie na jakie pytanie szukasz odpowiedzi, tylko od kogo masz tę odpowiedź albo kto cię wspiera.

Krótko mówiąc, tak ewoluuje świat wokół nas, że sama wiedza, która kiedyś była zamknięta w encyklopedii Brytanii, C, no i faktycznie była bardzo elitarna — no bo kto potrafił czytać, A, B, kto jak już potrafił czytać, to miał chociaż jeden tom, no i C, wiadomo o co chodzi — to to były jakieś promile. 

Dzisiaj, szczęśliwie, w tym świecie, w którym się obracamy, większość ludzi umie czytać, czasem z tego nie korzysta, ale umie też oglądać rolki na Instagramie, być może będzie potrafiła gadać z LLM-ami. Wiedza się upowszechnia. 

Zatem za co jesteśmy w stanie dzisiaj zapłacić i dlaczego w formie produktu cyfrowego, który będzie lepszy niż to, co mogę cyfrowo dostać za darmo?

Magdalena Pawłowska: Mhm, to jest bardzo dobre pytanie, tym bardziej że AI to już jest nasza rzeczywistość. Niektórym się wydaje, że nie, że to jeszcze tutaj raczkujemy, ale to tak szybko wchodzi do naszego życia, że absolutnie bycie ignorantem i mówienie, że to jeszcze za chwilę, to naprawdę biznes może szybko poszybować w dół.

Ja w międzyczasie już stworzyłam swojego agenta, nazywa się Wow AI, który jest dostępny dla moich klientów, którzy są w ramach właśnie moich różnych produktów. Jest tam wgrana cała moja wiedza, są tam wgrane setki godzin mentoringów, które ja przeprowadziłam z moimi klientami grupowymi i indywidualnymi. Czyli oprócz tego, co jest dostępne w ogóle w GPT-5 czy jakimkolwiek innym AI, jest tam też moja perspektywa.

Ja myślę, że to też jest bardzo ważne. Więc tak, moi klienci mają już do tego dostęp i mogą tak naprawdę ze mną poprzez tę aplikację rozmawiać 24 na 7.

Ja kiedyś zadałam moim właśnie klientom takim mentoringowym takie pytanie: jakbyście mogli teraz tutaj siedzieć z moim awatarem, który by wam odpowiadał na te pytania, albo ze mną, to kogo byście wybrali? Jak moglibyście tutaj siedzieć po prostu i cały czas, ona by się nie męczyła, a nie nic, tylko by siedziała i wam tutaj odpowiadała. Kogo byście wybrali? Wszyscy powiedzieli, że jednak ze mną.

Greg Albrecht: Oczywiście.

Magdalena Pawłowska: I teraz, dlaczego? No bo jednak my, jako ludzie, chcemy tej uważności. Trochę o niej wcześniej rozmawialiśmy — tej uważności drugiego człowieka. Może chcemy wiedzy od sztucznej inteligencji, ale jeśli mamy tę relację, wiesz, to spojrzenie oko w oko, tę czasami wrażliwość, empatię, cokolwiek jest człowiekowi potrzebne.

Nie zawsze człowieka do przodu najbardziej posunie strategia, bo do strategii dostęp może mieć każdy, ale nie każdy z niej będzie potrafił skorzystać. Nawet będąc na szkoleniu, dajmy na to, gdy siedzi 100 osób i słucha tego samego, oni wszyscy nie będą mieli tych samych rezultatów.

Greg Albrecht: Ani tych samych spostrzeżeń.

Magdalena Pawłowska: Dokładnie.

I tak samo jest z AI. Nie zawsze chodzi tylko i wyłącznie o wiedzę. Czasami chodzi o to właśnie zaopiekowanie, o to, co drugi człowiek jest w stanie jeszcze powiedzieć. Dlatego takim wyróżnikiem eksperta zawsze będzie to, w jaki sposób podchodzi do swoich kursantów i klientów.

Dodanie sztucznej inteligencji do produktów premium dzisiaj jest obowiązkowe. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś chciał sprzedać produkt premium za kilka tysięcy złotych i nie miał tam rozwiązań AI albo uważał, że ich nie ma. One są. Więc pokażmy ludziom, jak szybko mogą z tego korzystać.

Dajmy im wsparcie mentorów i coachów, którzy popchną ich jeszcze do przodu, żeby mogli wykorzystać tę wiedzę. Bo człowiek często, wiesz, usiądzie w swojej głowie, po prostu chwyci negatywną myśl, że się nie nadaje, że jest czegoś za dużo, że ktoś już coś stworzył i nie wykorzysta swojego potencjału.

Greg Albrecht: Tak, zgadzam się też w stu procentach z tym, co mówisz i na pewno chętnie się dowiem, jakiego narzędzia użyłaś do stworzenia swojego zaplecza. 

Więc może powiedz, jakiego narzędzia użyłaś do tego, żeby stworzyć swoją kopię siebie.

Magdalena Pawłowska: Za ten projekt jest odpowiedzialny mój mąż, z którym współpracujemy. Mamy deweloperów, którzy go tworzą. Wiem, że to jest jakiś LLM, ale szczegółów nie znam. Mogę się tego oczywiście dowiedzieć i podamy te informacje w opisie, na przykład do podcastu.

Za ten projekt odpowiada mój mąż. Ja tylko sprawdzam, zadaję pytania, weryfikuję, czy odpowiedzi się zgadzają oraz czy wszystko wygląda dobrze wizualnie. Natomiast wdrożeniowo tym się nie zajmowałam.

Greg Albrecht: Super, no ale fajne partnerstwo do tego, żeby też wykorzystywać to. Także myślę, że to ciekawa rzecz o tobie i o twoim podejściu do działania.

Super. Uważam, że to jest bardzo potrzebne i też korzystam z takich narzędzi, które pozwalają zbierać tę wiedzę i przekazywać ją w formie zagregowanej. To jest taki trochę zewnętrzny mózg. Jednocześnie wspominasz, że na końcu wybiorą rozmowę z tobą na żywo. I ja nie mam żadnych wątpliwości, także z moich doświadczeń w pracy mentoringowej, indywidualnej czy grupowej, że to jest potęga.

Jestem przekonany, że trudno jest to naprawdę zastąpić przez technologię sztucznej inteligencji. Wynika to z faktu, że jesteśmy istotami biologicznymi, które są w kontakcie z drugą biologiczną osobą. Nawet jeżeli będę miał robota, który będzie wyglądał jak człowiek i będzie miał zdeponowaną wiedzę drugiego człowieka, to będzie to inne doświadczenie. Chodzi o nielinearność myślenia, emocje i wszystkie te elementy.

Magdalena Pawłowska: Jesteśmy energią, więc to także sposób, w jaki się odczuwamy — energią serca. Jesteśmy czymś więcej.

Greg Albrecht: Więc tutaj nie widzę żadnej bariery technologicznej ani ryzyka, że jeśli ktoś potrafi bardzo dobrze wpływać na drugą osobę, to ta osoba będzie robiła rzeczy, a nie tylko się dowiadywała. Chodzi o to, że prowadzi się ją przez proces, czasem pozytywnie lub negatywnie zastymulowaną przez grupę, indywidualnie, poprzez wyzwania i tak dalej. Jestem pewien, że to działa – sprawdzone.

Pojawia się jednak pytanie: okej, mogę skalować mój biznes indywidualnego mentoringu i dojść do pewnego poziomu, ale jest tam 20 dni pracujących w miesiącu, jeśli ktoś chce pracować, albo 15. Wtedy mówisz: „No dobra, ale już więcej nie wycisnę”. W związku z tym pojawia się produkt cyfrowy.

Mówimy więc o produkcie cyfrowym, ale co to właściwie jest? Czy to jestem ja nagrany? Jaki to jest produkt? Nadal nie mam odpowiedzi na to pytanie.

Magdalena Pawłowska: Jasne, jakie jest twoje odczucie?

Greg Albrecht: Odnośnie formatu, który z jednej strony nie jest łatwo zastępowalny przez LLM-a z wgranym twoim mózgiem, ale z drugiej strony nie jest działaniem osobistym, tak jak nauka języka osobiście — myślę, że to super.

Ja też uczę się hiszpańskiego i pracuję ze wspaniałym nauczycielem. Poza tym, że używam aplikacji i innych narzędzi, rozmawiam, gdy jadę do Hiszpanii i tak dalej, to jednak po prostu to lubię i uważam, że to jest fajne. Jednak nie jest to skalowalne dla niego.

Więc jaki produkt byłby dla niego skalowalny, a jednocześnie miałby przewagę konkurencyjną na tle podcastów i innych dostępnych za darmo materiałów?

Magdalena Pawłowska: Dla takiego eksperta na pewno bardzo dobrym rozwiązaniem będą zajęcia grupowe. Jednak wciąż chcemy mieć nasz content nagrany jako bazę, aby nasza grupa klientów otrzymała od nas właśnie nasze wideo, nasze nagrania oraz ćwiczenia. Jak najbardziej tak.

Do tego mogą dochodzić na przykład spotkania grupowe. Możemy też, oprócz nas samych, jeśli rozwijamy biznes i chcemy mieć większy zasięg, multiplikować siebie, czyli zatrudniać naszych coachów, mentorów. Na przykład mogą to być native speakerzy, którzy również dostarczają wartość i w ten sposób można skalować biznes.

Natomiast biznes typowo oparty o produkty cyfrowe to na przykład bardzo fajnie sprzedające się obecnie wideobooki. Tradycyjnym produktem byłby zwykły e-book, czyli PDF, jednak wiele osób woli oglądać wideo, ale nie chcą się rejestrować na platformie. Jest pewien dystans – „okej, to co mam tutaj na telefonie, obejrzę, ale jeśli mam się jeszcze gdzieś rejestrować, to już niekoniecznie”. Widzimy, że procent osób, które kupiły kurs, a które się zarejestrowały na platformę, jest duży – spada.

Jeżeli mamy wideobook, który zamkniemy też w PDF-ie, ale z osadzonymi filmami, możemy za taki produkt wziąć 250–350 zł. W wideobooku umieścimy 5–10 krótkich filmów, które będą tłumaczyły w głębi to, co jest obok napisane. Jednak to znowu będziemy my, my to przekażemy, albo nasz awatar. Są przecież aplikacje, które umożliwiają, że nawet nie musimy nagrywać, tylko nasz awatar może to powiedzieć. To będzie forma wideo, która dla człowieka jest bardziej przystępna i lepiej przyswajalna.

Taki wideobook będzie się sprzedawał lepiej niż zwykły e-book, więc możemy w ten sposób działać.

Greg Albrecht: Super, wiesz co, idealny timing, jeżeli chodzi o taką sugestię, bo akurat pracuję z partnerem nad takim projektem, który wcześniej zamykaliśmy w typowym e-booku. Teraz rozmawialiśmy o tym, żeby zrobić raczej mikro, quasi kurs taki, który byłby de facto audiobookiem czy wideobookiem, ale w znaczeniu, że to, co napisane jest w tym PDF-ie, czytam po prostu z jakimiś obrazkami.

Ciekawym pomysłem jest zmiksowanie tych dwóch elementów. Czy rozumiem, że jest to PDF, w którym odtwarzają się fragmenty wideo, a tam są jakby poszerzone fragmenty, które są obok opisane i przeczytane z jakimiś napisami?

Magdalena Pawłowska: Tak, ważne jest, żeby to wideo, które jest osadzone w tym PDF-ie, nie kierowało do platformy, tylko na przykład na nasz kanał na Vimeo, który jest zahasłowany. Każdy wie, że tam hasło to jest ABC, ponieważ jest ono nawet napisane zaraz na tej stronie, chociażby pod tym zdjęciem, z informacją „kliknij, hasło ABC”. Ktoś klika i od razu może otworzyć wideo.

Nie rekomenduję, żeby to wideo osadzać na YouTubie, ponieważ wtedy jest dużo łatwiej pobrać to wideo i gdzieś je rozprzestrzenić. Poza tym YouTube pokazuje nam miliard innych rzeczy, co łatwo prowadzi do dystrakcji naszego klienta. Dlatego właśnie lepszym rozwiązaniem jest odesłanie do własnego serwera, gdzie te wideo będą osadzone, albo nawet do jakiejś chmury typu Dropbox czy Google Drive. To będzie super rozwiązanie.

Greg Albrecht: No widzisz, bardzo fajne rozwiązanie, jestem usatysfakcjonowany. Jak to jest z ewolucją właśnie produktów po okresie cyfrowym, po okresie pandemii? Jeżeli mielibyśmy tak stanąć twarzą w twarz z prawdą — bo wiele osób, z którymi rozmawiam, a także moje osobiste doświadczenia są takie — robili webinar w 2021 roku i mieli tysiąc osób, a dzisiaj robią webinar i mają 80, powiedzmy, 100 osób.

Czyli to zainteresowanie spędzaniem czasu twarzą w twarz w internecie, kiedy był okres, że to była jedyna forma kontaktu, a teraz jest wiele alternatyw w żywym świecie, plus dużo pracy zdalnej, też może zniechęcać do tego, żeby jeszcze dalej siedzieć na kolejnych spotkaniach wideo. Wpływa to na to negatywnie.

Jak ty to obserwujesz z perspektywy swoich doświadczeń i jakie jest antidotum na to? Co jest webinarem AD 2025?

Magdalena Pawłowska: Okej, absolutnie. Rok 2020, 2021, 2022 można powiedzieć, że to był taki boom tutaj u nas w Polsce na produkty cyfrowe. Również dlatego, że wiele osób zostało popchniętych do tego, żeby doświadczyć online’u, bo ogromna część społeczeństwa negowała możliwość nauki online.

Mówiono, że się nie da, że to tylko na sali szkoleniowej, że tak to działa. A tutaj nagle się okazało: wow, spotkania zarządu na Zoomie, spotkania nawet mniejszego teamu na Zoomie — i można, i można zrobić robotę. Ludzie zostali popchnięci do tego, żeby tego doświadczyć, a to doświadczenie było pozytywne, bo okazało się, że można zrobić robotę, czasami nawet więcej, w krótszym czasie, jeszcze z własnego domu. Oczywiście fajnie, jeśli ktoś miał osobny pokój i mógł to robić w spokoju. Wiem, że były takie sytuacje, gdy dwójka dzieci, dwójka rodziców, małe mieszkanie — no i absolutnie to też był trudny moment dla wielu rodzin.

Natomiast jeśli chodzi o to popchnięcie, to tak jak mamy taki wykres z innowacji Rogersa, to my wówczas przekroczyliśmy ten technologiczny próg. Ja na to mówię, że wiele osób przed pandemią miało blokadę, że się nie da uczyć online, a to doświadczenie pokazało, że da się. Wiele osób po prostu weszło do tego świata. Mieliśmy taki zastrzyk ludności, społeczeństwa, które jest żądne wiedzy. Nagle odkryło zupełnie coś innego, zupełnie inną rzeczywistość.

Oczywiście później to się znowu stabilizowało. Pojawiło się więcej ekspertów, którzy tworzą różne treści, więc mamy więcej kanałów do wyboru. Dzisiaj jest ten webinar, ten webinar, ten webinar i tak dalej. Czasami nawet, gdy wejdziemy na Instagram, nagle zobaczymy, że pięć osób, które obserwujemy, w tym samym czasie robi live’a. No muszę kogoś wybrać, nie jestem w stanie być w pięciu miejscach jednocześnie, więc wybieram. Czyli pewnie ta społeczność musiała się jakoś podzielić.

Natomiast fakt jest taki, że musimy zweryfikować: okej, co my robimy, żeby tych ludzi było tyle samo albo żeby było ich jeszcze więcej? Jeżeli ktoś miał tysiąc, a teraz ma sto, to ja bym najpierw zweryfikowała i zobaczyła, czy społeczność, liczba osób, jest ta sama, czy jednak zrobiliśmy coś, żeby naszą społeczność rozwinąć. Bo jeśli mamy tych samych ludzi, to oni najprawdopodobniej już byli u nas na webinarze, więc na cholerę mają przychodzić jeszcze raz? Oni potrzebują albo nowej treści, nowej obietnicy rozwiązania jakiegoś nowego problemu, albo tego samego, ale w inny sposób, albo po prostu potrzebujemy nowych ludzi, którzy przyjdą do nas na to samo.

Tak jak ja pracuję z moimi klientami, również rozwijając swój biznes, to cały czas chcę mieć nowe osoby, które są w mojej grupie docelowej, którym mogę pokazać to, co mam dla nich.

Na przykład jednym kursem „Wow Courses Formula” przebiłam ponad 12 milionów złotych. Dlaczego? Bo cały czas idę do nowych osób, które są zainteresowane tworzeniem produktów cyfrowych. Na przykład, gdy jestem na Instagramie, mam rolki, do których mam podłączony ManyChat, który automatycznie wysyła link do strony zapisu. Na rolce jest obietnica: „Hej, na tym szkoleniu dowiesz się XYZ, jak stworzyć produkt cyfrowy i zarobić na nim pieniądze”. Osoba komentuje odpowiednim hasłem, ja wysyłam jej link do zapisu, osoba się zapisuje i dostaje albo dostęp do nagrania, jeśli nie ma teraz webinaru na żywo, a jeśli jest webinar na żywo, to ogląda go na żywo.

Gdy jestem na Facebooku, wykorzystuję inną technikę. Tam akurat korzystam z reklam, bo zasięgi na Facebooku są dosyć ograniczone, jeśli chodzi o organiczny ruch, więc wykorzystuję reklamę. Podłączam kartę, robię biznes — bo nie jestem influencerem, który jest hobbystą, tylko jestem przedsiębiorcą. W związku z tym wiem, jak wygląda mój budżet, ile mogę wydać na reklamę, żeby mieć nowe osoby na moim webinarze. Myślę strategicznie, bo wiem, jaką mam konwersję na webinarze, ile osób przyjdzie, jaki będzie show up, jaka będzie konwersja na sprzedaż. Jestem w stanie to wyliczyć, wiem, ile mogę zainwestować w reklamę, bo prowadzę biznes, nie hobbystyczny, nie przypadkowe doświadczenie.

Może dzisiaj trzeba się bardziej postarać, ale z drugiej strony mamy też udogodnienia — mamy łatwiej, bo nie muszę wszystkich kopii do reklam pisać sama, mogę popracować z Claud’em czy z ChatGPT. Tu mam łatwiej, tu mam trochę trudniej. Okej, jest równowaga. Więc jeśli moją intencją jest rozwijać biznes, to wiem, jakie muszę mieć liczby, żeby osiągnąć dany wynik, i po prostu wykorzystuję wszystkie narzędzia, które mam, żeby ten wynik zrealizować.

Greg Albrecht: Kiedy pracujesz w takiej skali, tworząc ten kurs, mając tysiące klientów, czy dziesiątki tysięcy, czy nie wiem ile — mnóstwo tych klientów.

Magdalena Pawłowska: Tak.

Greg Albrecht: W ramach tego kursu oczywiste jest, że na 100 osób, które kupiły kurs, ukończyło go, strzelam, 30%. To dobry wynik, czyli masz 70% osób, które zapłaciły i potem są niezadowolone. Powinny być niezadowolone z siebie, a nie z kursu, ale często są niezadowolone z kursu.

Z tych 30% część osób, powiedzmy 50%, będzie niezbyt efektywna w realizacji tych działań. Nawet jeśli zrozumie i wykona kurs, to nie będzie konsekwencji, albo będzie odpuszczać, albo wybierze, nie wiem, szlifowanie drewna i będzie miała pięciu klientów w całej Polsce. Krótko mówiąc, produkt się nie przebije.

Zatem w jakimś ujęciu możesz powiedzieć, że praca w tej skali może generować pośrednio, nie w związku z jakością kursu, ale z tym, jak ludzie funkcjonują, dużo frustracji w ludziach, pośrednio.

Jak sobie z tym radzić? Można pokazywać case’y osób, które dużo zrobiły. Wiem, że masz przykłady co najmniej dziesięciu czy trzydziestu osób — zapisałem trzydzieści osób, które od zera do milionera doszły na bazie twojego kursu. Jednak ktoś złośliwy może powiedzieć, że to jest tak zwany survivor bias, czyli patrzysz na tych, którym się udało, a nie na dziesiątki tysięcy, którzy tego nie osiągnęli.

Jestem ciekaw, jak ty sobie radzisz z tą perspektywą i co z tym robisz tak naprawdę — z tym ogonem, tak zwanym, tych klientów, którzy mogą być niezadowoleni, ale w zasadzie trochę ze względu na swoje własne wyzwania natury psychologiczno-motywacyjnej.

Magdalena Pawłowska: Czasami zdarza się życie i chcieliśmy coś zrobić, coś wdrożyć, ale pojawiają się różne sytuacje, na przykład rozwód, śmierć w rodzinie, choroba – wtedy trzeba odłożyć plany na później. Ja, jako pierwszy radca, udostępniam mój kurs dożywotnio, czyli do mojej dożywotniości. Zawsze mówię, że dopóki żyję i opłacam serwery, moi drodzy, macie do tego dostęp.

Wiele osób do mnie pisze: „Magda, wracam do tego po dwóch, po trzech latach, bo wydarzyło się życie, bo jakaś choroba, coś tam” i dziękują mi za to, że kurs jest wciąż dostępny. Oczywiście, mogliby ściągnąć materiały po roku, bo tak mam w regulaminie – dostęp jest dostępny do roku. Jednak ja od siebie daję właśnie taką opiekę i daję im dostęp dożywotni, bo chcę, żeby mogli iść dalej i tworzyć.

Moim celem i misją jest pomaganie ludziom, żeby zaczęli zarabiać. Moje motto brzmi: dobrze prosperujący biznes jest fundamentem szczęśliwej rodziny. Jeżeli oni wdrożą to, co im przekazuję, to po prostu spełnią moją misję, bo wiem, że w ich rodzinach będzie lepiej. Wiem, że pieniądze zmieniają sposób funkcjonowania i jakość życia w rodzinie.

Greg Albrecht: Nie zawsze na lepsze.

Magdalena Pawłowska: Nie zawsze na lepsze, ale to już inna dyskusja.

Generalnie jednak — czy na lepsze? Nie do końca. W związku z tym opieka nad klientem jest bardzo ważna. Jeżeli mamy dużo takich klientów, zastanówmy się, co możemy dla nich zrobić. Ja mogę sobie pozwolić na to, że daję im dostęp dożywotnio do mojej grupy, gdzie zatrudniam sześciu ekspertów, którzy siedem dni w tygodniu odpowiadają na pytania.

Dostęp jest dożywotni. Jeżeli ktoś nie ma takiej skali, albo tak jak ja na początku — wtedy siedziałam i odpowiadałam sama. Przecież od początku nie było mnie stać na to, żeby w ten sposób się zaopiekować klientami. Dlatego warto zastanowić się, jak możemy im pomóc. Możemy na przykład zrobić ankietę, by dowiedzieć się, co im przeszkadza i jakie mają jeszcze wyzwania.

Ważne jest, abyśmy z perspektywy naszego biznesu zastanowili się, co możemy zrobić lepiej. To jest pierwsza część odpowiedzi. Druga część dotyczy tego, że my jako przedsiębiorcy i eksperci musimy poradzić sobie z faktem, że nie jesteśmy w stanie ocalić wszystkich. To bardzo ważne, żeby sobie to uświadomić, bo ja sama kiedyś miałam z tym problem. Uważałam, że jeśli nie uratuję wszystkich, jeśli wszyscy nie stworzą dziś swojego kursu online i nie zaczną zarabiać, to świadczy to źle o mnie — że czegoś nie zrobiłam. To było dla mnie duże wyzwanie.

Jednak wtedy pomyślałam tak: jeżeli wiem, że dostarczam dobry kurs, świetną obsługę i mam kontakt z klientem, wiem, że jesteśmy na bieżąco i dbamy o jakość, to jest w porządku. Nie każdy, kto chodzi na siłownię, ostatecznie staje na scenie w konkursie bodybuilding, a tylko jedna osoba w roku zostaje Mr. Olympia. Taka jest natura naszego życia. To nie znaczy, że jeśli ja nie zostanę Mr. Olympia, to nie powinnam chodzić na siłownię, dać sobie szansy na ćwiczenia, poznanie ludzi czy sięgnięcie po marzenie — na przykład bycie na scenie albo stworzenie produktu cyfrowego.

Nie każdy musi stworzyć milionowy biznes. Niektórzy z moich klientów nie chcą prowadzić milionowego biznesu, tylko chcą na produktach cyfrowych dorobić dodatkowe 10–20 tysięcy złotych miesięcznie. To całkowicie zmienia jakość ich życia i to są bardzo duże pieniądze. Znowu — nie każdy musi od razu osiągnąć taki poziom, ale jeśli ktoś nauczy się nowej umiejętności i zrozumie ten biznes, bo było to dla niego ważne, to super.

Podsumowując: nie jesteśmy w stanie ocalić wszystkich, ale dla tych, którzy chcą być „ocaleni”, powinniśmy mieć system, który pomoże im przejść przez nasz proces.

Greg Albrecht: Tak, zdecydowanie rozumiem to, co mówisz. Pytanie, które z tego wynika, jest tak naprawdę pytaniem o ciebie, czyli o twoją wewnętrzną ewolucję jako Magdy. Skąd się wzięłaś w tym wszystkim? O co w ogóle chodzi? Skąd ten drive w tobie? Co się wydarzyło? Jakie były pierwsze kroki, zanim stałaś się Magdaleną Pawłowską, kobietą sukcesu internetowego na skalę ostatnich, pewnie już siedmiu lat, z dużym powodzeniem? Ale co było wcześniej?

Magdalena Pawłowska: Wcześniej panował chaos i było bardzo dużo różnych porażek. Jednak to, co powiedziałeś na temat szlifowania siebie, pielęgnowania i rozwoju, to jestem ja. W pewnym momencie zrozumiałam, że to ja stoję jako problem na ścieżce do mojego sukcesu.

Greg Albrecht: Co to znaczy w takich rzeczywistych słowach? Bo to pięknie brzmi, ale jednocześnie nic nie oznacza.

Magdalena Pawłowska: To już mówię.

Co to znaczy? Prowadziłam swoją pierwszą firmę — agencję marketingową — i bardzo źle nam szło. Mieliśmy klientów, ale firma nie zarabiała. Ja pracowałam po 16 godzin na dobę. Mieliśmy klientów, ale w ogóle nie było pieniędzy. Musiałam, wiesz, pożyczać pieniądze od mojej mamy, żeby zapłacić za ZUS moich pracowników. Byłam wycieńczona, po prostu to był absolutny Armageddon. Patrzyłam na moich znajomych — wtedy mieszkałam w Trójmieście — a oni świetnie sobie radzili, mieli swoje biznesy, fajne samochody, mieszkania, domy, jeździli na wycieczki. I wtedy uświadomiłam sobie, że problem nie leży w ekonomii czy czymkolwiek innym, tylko we mnie. Jeżeli oni mają dobre biznesy i potrafią sobie fajnie poukładać życie, to co oni mają takiego? Kim oni są w sposobie myślenia i w działaniach, które podejmują, że odnoszą sukces, a ja po prostu tutaj, wiesz, zapierdzielam i ledwo łączę koniec z końcem?

Pamiętam sytuację, kiedy któryś z klientów znowu nie chciał zapłacić. W firmach, gdzie płaci się fakturę po wykonaniu usługi, ja pracowałam cały miesiąc, wystawiałam fakturę z terminem na przykład 14 dni, a ktoś jeszcze nie zapłacił. Okazywało się, że przez dwa miesiące byłam bez pieniędzy, a cały czas obsługiwałam tego klienta. To była porażka.

W biznesie online jest odwrotnie — najpierw płacisz, później korzystasz. To całkowite wywrócenie schematu. Któryś klient znowu nie chciał zapłacić, a ja byłam tak zmęczona, że powiedziałam: „Nie, biorę tę sprawę do sądu”. Już po prostu chciałam sama stanąć w swojej obronie.

Sprawa trwała latami, co było bardzo dawno temu — w 2015, 2016, 2017 roku. W końcu, kiedy już mieszkałam w Anglii, musiałam przylecieć do Gdańska na rozprawę. Mój adwokat przypomniał mi, że cała ta sprawa dotyczyła 1500 zł. Wtedy po prostu się rozpłakałam.

Pomyślałam: „To niemożliwe. Gdzie ja byłam mentalnie?” Myślę, że to nie tylko kobiety tak mają, może mężczyźni mniej, ale mamy ogromny problem z wycenianiem swojej pracy. Jest wiele badań pokazujących, że nawet w korporacjach kobiety dostają mniej na tych samych stanowiskach, ponieważ na rozmowie o pracę proszą o niższą stawkę lub podają niższą kwotę niż mężczyźni. Miałam dużo do przepracowania, żeby zacząć się doceniać, właściwie wyceniać i widzieć wartość w tym, co robię.

Kolejną moją zmianą było to, że zaczęłam dostrzegać, jaką wartość wnoszę. Bo wiesz, albo wejdziesz do pokoju i będziesz myśleć o sobie, że jesteś szarą myszką, i wtedy nikt nie będzie chciał z tobą rozmawiać, albo wejdziesz jak król lew czy królowa lwica z mindsetem, że gdziekolwiek jesteś i z kimkolwiek rozmawiasz, zawsze dajesz ogromną wartość. Ja wiem, że dam tej osobie wartość, niezależnie od tego, kto nas słucha.

To musiała być zmiana we mnie. Cel, który mi przyświecał, był taki, że wiedziałam, iż mam w sercu misję, którą włożył mi Bóg. Jestem osobą wierzącą i wiem, że moim zadaniem jest realizować tę misję. Było wiele przeszkód i mentalnych blokad, ale wiedziałam, że jeśli umrę, nie realizując tej misji, moje życie będzie stracone. Wyobrażałam sobie siebie jako starą, dziewięćdziesięcioletnią babcię siedzącą na ganku z mężem, przykrytą kocem. Chciałam wiedzieć, że dotknęłam mojej misji, którą Bóg włożył mi do serca, że ją zrealizowałam i moim istnieniem wpłynęłam na miliony istnień. Koszt, który musiałam ponieść, to koszt rozwoju.

To był proces wiary w siebie i rozwoju w mojej niszy. Nie chodziło tylko o rozwój emocjonalny, mentalny czy duchowy, by wznieść siebie na wyższy poziom, ale także o godziny spędzone na mentoringach biznesowych, latanie do Stanów Zjednoczonych na największe konferencje, poznawanie mentorów. Byłam u wszystkich na mentoringach i zapłaciłam grube dolary, żeby być przez nich mentorowana. Mam to po prostu w głowie. Dlatego kiedy dzisiaj gdziekolwiek wchodzę i coś mam powiedzieć, wiem, że wnoszę wartość — i to ludzi przyciąga. I tego ludzie po prostu chcą.

Greg Albrecht: Piękna sprawa – słuchać tego, wiesz, miejsca, w którym jesteś dzisiaj, versus tego miejsca, w którym byłaś wtedy.

Magdalena Pawłowska: Dziękuję.

Greg Albrecht: Wspaniała, wspaniała praca i gratuluję tej determinacji, takiej, wiesz, determinacji. Chyba to jest najmocniejsze słowo, bo to jest tak, że przecież ta droga nie idzie krzywo w dół, jak ten kij hokejowy na wykresie. Tylko że tam są momenty zwątpienia, wyzwania, a także jakieś nawyki.

Właśnie jestem ciekaw, czy miałaś sytuację, w której stawałaś twarzą w twarz z jakimś negatywnym nawykiem swoim — takim, który każdy z nas ma, a który nas sabotuje, nasze sukcesy. On może działać na poziomie zupełnie podświadomym, czyli może nas, wiesz, sprowadzać do tego samego punktu. Bo możemy racjonalnie powiedzieć: „okej, za nisko się wyceniam”, ale to jest tylko emanacja w rzeczywistości jakiegoś przekonania o samym sobie, na przykład.

I teraz może miałeś jakiś inny taki nawyk, który, wiesz, był wcześniej powodem twoich jakichś, powiedzmy, no nie wiem, czy porażek, ale nie tego poziomu sukcesu, który chcesz. Miałeś taki moment odśnienia albo jakieś działanie, które powiedziało: „okej, to jest ostatni raz, kiedy robię to”, albo uświadomiłeś sobie, że faktycznie trzeci raz wróciłeś do tego samego punktu? Czy była jakaś jedna sytuacja, jedno narzędzie, które przychodzi ci do głowy i które pomogło ci przełamać właśnie taki negatywny schemat, który gdzieś może nas sabotować podświadomie?

Magdalena Pawłowska: Wiele razy miałam takie sytuacje. Dwa przykłady przychodzą mi teraz do głowy, gdy zadawałeś to pytanie. 

Pierwszy to moment, kiedy myślałam: „Jeszcze wezmę tego jednego klienta”. Wiedziałam, że on nie jest moim idealnym klientem. Czułam wewnętrznie, że jest klientem problematycznym, ale mimo to postanowiłam go przyjąć. „No, wezmę, co tam, przecież dziś już tego nie robię”. 

Jeśli wiem, że mam fantastyczne osoby w dziale sprzedaży i ktoś mówi mi: „Magda, ta pani chce dołączyć, ale ona nie pasuje do nas”, odmawiamy. Nie ma takiej opcji. Jeżeli gdzieś pojawia się sygnał, impuls, mówimy: „Nie, dziękujemy, proszę”. To są pieniądze. 

Kiedyś wiele razy musiałam odbyć tę lekcję – brałam klienta, dostawałam po tyłku, a ta lekcja wracała i wracała, aż w końcu się jej nauczyłam. Więc to jedna rzecz.

Greg Albrecht: To skąd to pochodziło? Z jakimiś lękami finansowymi? Myślę, że tak. O rzucenie tego przychodu — to jest często taki powód.

Magdalena Pawłowska: Myślę, że na początku było to oczywiście zabieganie o pieniądze, żeby jednak opłacić wszystko, co w życiu trzeba opłacić. Później, gdy już te pieniądze były, ale wciąż brałam takich klientów, pojawiła się nieświadomość tego, że mogę odmówić. Nie świadczy to o mnie źle, wręcz przeciwnie — świadczy o mnie dobrze, ponieważ dbam o siebie i o swój ekosystem.

Mam prawo bronić mojego ekosystemu przed, że tak powiem, zgniłym jabłkiem. Bo wiadomo, gdy w koszyku mamy jedno zgniłe jabłko, wiele jabłek dookoła dużo szybciej zacznie gnić.

Greg Albrecht: Totalnie się z tym zgadzam.

Magdalena Pawłowska: I to był też lęk przed tym, a co ta osoba wtedy powie, na przykład jak ona coś powie, że ja jestem jakaś, coś napiszę, wiesz, te lęki takie, nie?

A w końcu trzeba wziąć na klatę i powiedzieć: nie, ja bronię mojego ekosystemu i mam do tego prawo.

Greg Albrecht: Znaczy, prawda jest taka, że czego byś nie zrobiła, ta osoba na końcu i tak może to napisać.

Magdalena Pawłowska: Absolutnie tak.

Greg Albrecht: To jest uwalniające. Kiedy myślisz sobie, że staniesz na głowie, zatańczysz kankana, jeszcze oddasz komuś pieniądze, jeszcze mu dzieci zawieziesz do przedszkola, a na końcu ktoś napisze: „Ta Magda to jest XYZ”.

Tak. I jakby… no, nic nie możesz z tym zrobić. Just let it go, nie?

Magdalena Pawłowska: Dokładnie.

Greg Albrecht: Więc to jest, jakby, jeden ze scenariuszy. A druga sytuacja, która ci się przydarzyła…

Magdalena Pawłowska: A druga sytuacja dotyczyła snu. Kiedyś, gdy pracowałam bardzo długie godziny — było to jeszcze wtedy, gdy nie miałam swojej rodziny — mało spałam, czyli nie szanowałam swojego ciała. Aż w końcu ono po prostu nie wytrzymało. Pamiętam sytuację, że zaspałam na bardzo ważne spotkanie. Dzwoni telefon, jest godzina dziesiąta, a ja jestem w głębokim śnie. Dzwoni ten klient, ja w ogóle odbieram, choć czuję się jak po gigantycznym kacu. Jestem osobą niepijącą, więc patrzę, oczy się kręcą, odbieram i mówię: „Halo”. W ogóle nie wiem, po co odebrałam.

Ale odebrałam i mówię: „Halo”. On mówi: „Pani Magdo, pani się spóźnia na spotkanie”. Ja odpowiadam: „Przepraszam, nie przyjadę, zadzwonię później” i się rozłączyłam. To był też moment przełomowy u mnie — jeśli chcę mieć dobry biznes i dożyć moich 90 lat, tej babci na werandzie, to muszę zacząć o siebie dbać. Nie ma innej opcji. Mam tylko ten jeden pojazd, którym albo dojadę, albo nie dojadę.

Mam też takie doświadczenie: moja mama zmarła dużo przedwcześnie, miała tylko 63 lata. Wiem, że chcę być dużo dłużej dla moich dzieci. Mam koleżanki, które mają mamy w wieku 40, 50, 60 lat, a ich mamy mają znowu po 80, 90 lat. Ja chcę mieć taki system, więc muszę zadbać o siebie. To było dla mnie bardzo uwalniające. Biorę tutaj wszystko, bo absolutnie to jest ważne — musimy zadbać o siebie.

Greg Albrecht: Piękna sprawa, że o tym mówisz. Wiesz, połączenie autorytetu i osobistego doświadczenia daje ogromną wartość ludziom. Myślę, że to jest jakaś tam, wiesz, prawda o twoim prawdziwym doświadczeniu, które jest podstawą tego, co dajesz też innym ludziom.

Wspomniałaś o tych mentoringach zagranicznych. Ja o tym też pomyślałem, bo byłem dwa razy na takich wydarzeniach i było to dla mnie naprawdę niesamowicie umacniające. Byłem dwa razy na konferencjach, takich mikro, jak i spotkaniach w Stanach, z topowymi mentorami, podcasterami i tak dalej. 

Kiedy o tym myślę, z jednej strony sobie myślę: ktoś pomyśli, no kurczę, wydajesz, nie wiem, 15 tysięcy dolarów, powiedzmy, na dwa albo trzy dni. No jakby to jest… to, wiesz, brzmi absurdalnie w znaczeniu takiego przełożenia na bezpośrednią wartość. Oczywiście, zależy jak dla kogo, ale myślisz o kimś, kto też jest ekspertem, a nie właścicielem miliardowej firmy.

Z drugiej strony, kiedy sięgasz pamięcią do tego momentu, mówisz: kurczę, te trzy dni to był taki akcelerator mojej pewności siebie i repozycjonowania siebie, że widzę tych ludzi i oni niczym ode mnie się nie różnią, tylko tym, że mają 100 milionów followersów. To jest jakby ta drobna różnica, ale pod kątem personalnym, osobowościowym widzisz, że to jest totalnie w zasięgu. To nie są jacyś ludzie ulepieni z kryptonitu, tylko normalni ludzie, i to było niczym, widzicie, stymulujące.

Także zachęcam do takich inwestycji każdego, bo to przeramowanie jest wielką wartością. Czy miałeś jakieś inne doświadczenie w jakąś taką inwestycję w siebie, która dała ci też takiego fajnego kopa albo pomogła ci przełamać różne wyzwania? Tak.

Magdalena Pawłowska: Jedno to absolutnie — miałam dokładnie ten sam wniosek, który ty miałeś, czyli właśnie: wow, oni nie są zupełnie inni, są tacy jak ja. To w takim razie, Magda, bierz się do roboty, bo masz ten potencjał, masz w sobie wszystko to, co oni, i znowu możesz dać im wartość. Oni dają tobie wartość, więc w takim razie po prostu let’s go.

Druga rzecz — to była taka sytuacja, kiedy kiedyś weszłam na mentoring, który odbywał się na Zoomie. Łączyłam się z moim mentorem ze Stanów Zjednoczonych, był to mentoring grupowy. Na początku wszyscy dzielili się swoimi sukcesami, prawda? Ja sukcesy mam, no przecież wiadomo, ale oni mówili o sukcesach, które już osiągnęli. To był taki mentoring ciągły, więc te sukcesy dotyczyły wczoraj, tego miesiąca, bo mentoring odbywał się raz w miesiącu.

Nagle jedna osoba się odzywa: „Ja zrobiłem wyzwanie na półtora miliona dolarów.” Ja tak słucham. Okej. Brawo, brawo, brawo, gratulacje. Druga osoba mówi: „Ja tutaj zrobiłem ten webinar — pięćset tysięcy, pięćset tysięcy dolarów”, czyli pół miliona. Okej, to sobie liczę, okej, to dwie bańki. Ja to szybko przeliczałam na polski. Kolejna osoba: „A ja zrobiłem wyzwanie na pięć milionów dolarów.” Gdzie ja jestem? I to tak otwiera głowę, że myślisz, że już wiesz wszystko o produktach cyfrowych, a tu się okazuje, że skala jest zupełnie inna.

To, co dały mi te mentoringi, spotkania i rozmowy z tymi osobami, to w ogóle zobaczenie tej skali zupełnie gdzie indziej. Że okej, ja na rynku w Polsce robię świetne wyniki, ale jak przełożymy to na to, co oni robią w Stanach, na przykład — wiadomo, większy kraj, język kupuje od nich cały świat, wszystko wiem — ale wciąż szybko, proporcjonalnie można sobie obliczyć: okej, mam jeszcze bardzo dużo do wygenerowania, do zdobycia, do pokazania. Także ta perspektywa dla mnie była bardzo otwierająca. Uwielbiam to.

Greg Albrecht: Jak dzisiaj wygląda twój dzień? Chodzi mi o żonglowanie różnymi tożsamościami, które masz w sobie, tak? 

Nie jesteś tylko Magdaleną Pawłowską, ekspertką do spraw kursów online oraz prekursorką i successful businesswoman. Masz też inne swoje twarze, w których na przykład śpisz albo robisz inne rzeczy. 

Powiedz, jak wygląda twoja recepta na dzień, tydzień czy miesiąc, albo na jakąś inną jednostkę czasu. Jak sobie mówisz, co robisz, czego nie robisz? Jako ciekawostka – czy jest tam jakiś balans, czy tego balansu nie ma?

Magdalena Pawłowska: Dla mnie najważniejszą rolą jest rola mamy. Mam dwójkę małych dzieci: pięcioletnią córkę i rocznego synka. To jest absolutnie najważniejsze w moim życiu. Uwielbiam być mamą, uwielbiam spędzać czas z moimi dziećmi i mężem.

Moja druga, równie ważna rola, to rola żony. Wiem, że niektórzy psychologowie twierdzą, iż powinno być odwrotnie, jednak może dlatego, że moje dzieci są jeszcze takie małe, ta rola macierzyńska zajmuje u mnie pierwsze miejsce. To jest pewnego rodzaju ulga i wyraz troski, miłości – tej matczynej miłości, którą bardzo cenię.

Moje starsze dziecko uczęszcza do szkoły w Anglii, gdzie rok szkolny zaczyna się nieco inaczej, a dzieci idą szybciej do szkoły. Dlatego zdecydowaliśmy się na edukację domową, czyli homeschooling. Mamy nianię, która opiekuje się dziećmi do połowy dnia. W tym czasie ja pracuję przez pięć i pół godziny. Gdy niania kończy pracę, zamykam laptopa i jestem z rodziną. To dla mnie coś wspaniałego, coś, co naprawdę mnie wewnętrznie raduje.

Obecnie mam bardzo intensywny czas w moim biznesie, ponieważ organizujemy dużą konferencję. W związku z tym czasu spędzanego z dziećmi jest trochę mniej. Jeśli pytasz o balans, to staram się go łapać raczej w skali miesiąca czy kwartału, niekoniecznie codziennie. Dzień czy tydzień mogą być nakierowane na realizację określonych celów, i wtedy po prostu działamy.

Na mojej konferencji moja córeczka będzie występować. Przygotowujemy ją do tego wystąpienia, a ona jest zadowolona i lubi to, pewnie dlatego, że widziała mamę na scenie. To dla mnie ważne, aby w ten sposób ją inspirować.

Niedawno założyłam też swoją fundację, dzięki której będziemy działać charytatywnie, wspierając ludzi w osiąganiu ich celów. Jestem również w trakcie zakładania placówki oświatowej. Dzieje się więc dużo na różnych płaszczyznach.

Robię to wszystko po to, aby zbudować stabilny biznes, a nie tylko podejście hobbystyczne do bycia influencerem. Zachęcam ludzi, aby polubili się z planowaniem, strategią i narzędziami takimi jak Excel. Budowa stabilnego biznesu, inwestycje oraz rodzina – to wszystko musi być zaopiekowane. Dzięki temu można poświęcić rodzinie czas i uwagę, mając pewność, że biznes i inwestycje są pod kontrolą.

Greg Albrecht: Super. Zastanawiałem się nad tym, ale jak powiedziałeś, że twoja córka ma rok, to myślę, że pewnie prawie dwa latka.

Magdalena Pawłowska: No jeszcze rok, ale prawie dwa.

Greg Albrecht: No ale to jest taki okres, gdzie też pewnie nie wszystkie twoje osobiste, takie potrzeby w sensie indywidualnym, może znajdujesz na nie też czas.

Magdalena Pawłowska: Bo pewnie nie jest to takie proste. Nie jest, absolutnie nie jest to mój priorytet teraz.

Greg Albrecht: Tak, tak, tak, wyobrażam sobie, że tak jest. Dlatego o tym nie mówisz, ale w pełni to rozumiem, bo my z żoną mamy… znowu, my mamy prawie czteroletnie bliźniaki, więc obracamy się w podobnym kontekście wiekowym. To są takie specyficzne czasy.

Magdo, o co cię nie zapytałem, a powinno się koniecznie znaleźć w tej rozmowie, to jakaś informacja o tobie, o twoich produktach, o twoim życiu, o twojej misji. Cokolwiek chcesz powiedzieć — to jest najlepszy moment, żeby postawić kropkę na „i”.

Magdalena Pawłowska: Dziękuję. Ja bardzo Ci serdecznie dziękuję za tę rozmowę. Cudownie spędziłam czas. Uważam, że ta rozmowa da ogrom wartości naszym odbiorcom, słuchaczom, widzom, więc dziękuję Ci za to, co robisz, że stawiasz się do swojej misji, do swojego też zapraszania gości, wyciągania z nich to, co najlepsze. Ja czułam się całkowicie zaopiekowana, a wspaniałe pytania pozwoliły mi pokazać różne obszary mojego biznesu i mojej osoby. Także dziękuję.

Ostatnim, pewnie takim przekazem, taką kropką nad „i”, jest to, żeby nasi tutaj widzowie i widzki nigdy się nie poddawali. Jeżeli mamy w sobie cel, który chcemy zrealizować, to nie powinniśmy mówić: „A los mi nie sprzyja”, „A dzisiaj pada”. Trzeba działać pomimo tych przeciwności losu. Osoby, które naprawdę osiągają swoje cele i później są zadowolone ze swojego życia, bo ono jest złożone z elementów małych sukcesów, to są te osoby, które nigdy się nie poddają. Mają swój cel i idą po niego w sposób pewny, zdeterminowany, z szacunkiem do siebie i do innych ludzi, ale do przodu. Do tego chciałabym wszystkich zachęcić.

Greg Albrecht: Super, bardzo, bardzo ci dziękuję. Dzięki, że znalazłaś czas, żebyśmy porozmawiali, że otworzyłaś się i opowiedziałaś o swoich historiach. Życzę ci dużo powodzenia także w krzewieniu i realizacji twojej misji.

Magdalena Pawłowska: Dziękuję serdecznie i jeszcze raz dziękuję za wspaniały podcast.

Greg Albrecht: Dzięki. Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners — mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu oraz executive coaching.

Udostępnij:
Podcast

Poznaj wiodący podcast dla przedsiębiorców i zarządzających biznesem. Posłuchaj przedsiębiorców, którzy zbudowali biznes od zera. Znajdź odpowiedzi na wyzwania, które trapią liderów – niezależnie od branży.

Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej.

Dołącz bezpłatnie do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited.

Zobacz także