Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Dorota Jarodzka-Śródka – Archicom: od zaprojektowania bankowego skarbca do największego wrocławskiego dewelopera

40 min czytania
Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Dorota Jarodzka-Śródka to wielokrotnie nagradzana architekt z 35-letnim doświadczeniem, Przewodnicząca Rady Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Od początku powstania Grupy Archicom wraz z mężem Kazimierzem Śródką prowadzi autorską pracownię projektową. Wieloletnie doświadczenie zdobyte przy projektowaniu różnorodnych obiektów budowlanych – osiedli, budynków mieszkalnych jedno- i wielorodzinnych i obiektów użyteczności publicznej, zostało potwierdzone licznymi nagrodami, m.in. Top Woman in Real Estate 2019. Dorota dba o budowanie relacji z klientami, dąży do ukształtowania standardów branży deweloperskiej, nieustannie wyznaczając nowe trendy w projektowaniu. Autorka i współautorka wielu realizacji na terenie Wrocławia, m. in.: kompleksu biurowego City Forum, osiedli społecznych m.in Olimpii Port i Czterech Pór Roku, a także rewitalizacji Loftów Platinum oraz Browarów Wrocławskich.

Opis odcinka – Dorota Jarodzka-Śródka (Archicom):

Z odcinka dowiesz się:
– jak biznes może wpływać na życie miasta i ludzi,
– jak tworzyć firmę, by po 33 latach rozwoju nadal fascynowała i pozostawała na czasie,
– jak budować przewagę konkurencyjną, integrując wiele kompetencji pod jednym dachem,
– o odpowiedzialności architektów, kreowaniu przestrzeni i roli dewelopera,
– o sytuacji na rynku nieruchomości i o prognozach na przyszłość.

Dołącz do bezpłatnego klubu Greg Albrecht Podcast:
http://www.gregalbrecht.io/klub

Wideo – Dorota Jarodzka-Śródka (Archicom)

Film

Transkrypcja – Dorota Jarodzka-Śródka (Archicom):

Dzisiejszym gościem Greg Albrecht Podcast jest Dorota Jarodzka-Śródka 1, założycielka – współzałożycielka – firmy Archicom 2. Zgadza się?

Zgadza się, witam, bardzo mi miło.

W twojej biografii przeczytałem, że jesteś architektem już od ponad 35 lat. Czy to prawda?

To nie może być prawda, bo ja 35 lat kończę już od paru lat, w związku z czym ten staż wydaje się trochę przesadzony, niemniej jednak studia rzeczywiście kończyłam w 80 roku.

Naprawdę. I powiedz, z tej perspektywy, po 35 latach bycia architektem, skąd czerpiesz paliwo do tego, żeby nadal w tym zawodzie działać? Co jest takiego w architekturze, że można spełniać się w tym przez długi czas?

– Mnie się wydaje, że architektura jest zawodem czy profesją bardzo wielowątkową. Mówi się o tym, że architekci są artystami, mówi się o tym, że architekci są organizatorami i świetnie współpracują kierując zespołami, mówi się o tym, że architekci są inżynierami, bo też taki mamy tytuł magister inżynier i to wszystko jest prawdą. I to powoduje, że te wszystkie obrazy architekta i architektury i naszej działalności są niekończącą się historią, gdzie zawsze można odkrywać nowe wątki. Już pominę fakt, że projektujemy różne rzeczy i za każdym razem odkrywamy coś od nowa, bo nawet kolejny budynek mieszkalny, czy na przykład stworzenie idei osiedli społecznych, którą tutaj we Wrocławiu rozwijamy, to są rzeczy, które za każdym razem tworzymy i wymyślamy po prostu od nowa, oddajemy się zgłębianiu tej idei i ją rozwijamy. Mamy też obiekty zabytkowe, które poddajemy rewitalizacji, mamy różne nasze działania, które robimy na brownfield’ach 3 i greenfield’ach 4i to za każdym razem jest super, za każdym razem robimy to z ludźmi i za każdym razem robimy to dla ludzi. Bo też trzeba pamiętać o odpowiedzialności profesji architekta, który dla mnie, tak mnie uczono w Stowarzyszeniu Architektów Polskich, jest zawodem odpowiedzialności społecznej, zaufania społecznego 5, tak jak notariusz, czy inne zawody, które podlegają wyjątkowo wysokim kanonom uczciwości, etyki.

A jak to – ta kreacja, odpowiedzialność, takie patrzenie humanistyczne na rzeczywistość – łączy się z twardym biznesem? Bo zarządzasz też firmą, która jest tu na rynku wrocławskim wiodącym deweloperem, tak słyszałem.

Tak mówią, o czym świadczą pewne twarde liczby, jak na przykład ilości sprzedawanych mieszkań. Powiem tak, my jesteśmy wyjątkowym deweloperem i za każdym razem to podkreślamy. Nawet jak wchodziliśmy na Giełdę Papierów Wartościowych w 2016 roku 6, pytali się nas potencjalni przyszli akcjonariusze, dlaczego mamy kupić akcje kolejnej firmy deweloperskiej, a myśmy mówili, tak, my jesteśmy kolejną firmą deweloperską, ale my jesteśmy wyjątkowi. Dla nas korzeniami jest architektura, tworzenie pewnych wartości dla klienta, pewnego stylu zamieszkiwania, zgodnego z nowymi trendami rozwoju miast. To nie jest tak, że my po prostu sprzedajemy mieszkania. My sprzedajemy całą filozofię, styl życia, my staramy się nadążać za najnowszymi trendami, za tym, jak myślą ludzie, coraz to różne pokolenia i chcemy im zapewnić dobre miejsce do życia. To jest nasza filozofia i przez to, że jesteśmy z korzeni architektami, mamy duże własne biuro architektoniczne, jesteśmy w stanie to konsekwentnie rozwijać. Inni deweloperzy raz zamówią projekt u jednego, raz u drugiego, raz zamówią u gwiazdy światowej, która owszem, zrobi super projekt, ale zrobi mieszkania trochę nie na skalę odbiorców polskich, albo zamówią u jeszcze innego, które jest dobrym biurem architektonicznym, ale nie zna potrzeb klientów. My mamy tutaj całe know-how. My projektujemy, realizujemy, ludzie od nas kupują i potem mamy zwrotną informację, czyli my cały czas idziemy do przodu.

Czyli siłą jest integracja wszystkich kompetencji wewnątrz i dzięki temu jesteście też bardziej spójni i organizacja uczy się tego, jak kolejne projekty robić lepiej?

Dokładnie.

I co jest tak naprawdę – poza tym, że uczycie się, rozumiem, czego ludzie oczekują, co im się podoba, co nie – co jest poza tym tą przewagą konkurencyjną na rynku nieruchomościowym, deweloperskim? Chciałbym zrozumieć, co jest tą jedną rzeczą, która sprawia, że jedni deweloperzy sobie radzą lepiej, a inni mniej?

– Mnie się wydaje, że nie ma jednej rzeczy. Mnie się wydaje, że to jest szereg różnych elementów, które, jak dobrze zrealizujemy, to dają dobry efekt. My na przykład, jako jedni z pierwszych, robiąc w ogóle drugi budynek we Wrocławiu, skorzystaliśmy z firmy Abarex, która zrobiła badania klientów, jakie są ich oczekiwania. Wtedy nikt w ogóle nie słyszał o tym, że trzeba zrobić badania, czego klienci oczekują. Wtedy dowiedzieliśmy się, że oczekują bezpiecznych miejsc, dobrego nasłonecznienia, czyli już pierwsze cechy dobrej inwestycji, dobrych mieszkań zaczynały do nas docierać. Że to nie jest tylko to, czego nauczyliśmy się na studiach o funkcjonalnych mieszkaniach, ale są jeszcze pewne oczekiwania z rynku i dalej w tym kierunku idziemy. Co ileś lat powtarzamy badania. Uważam, że nasz marketing jest pod tym względem bardzo dobrze rozwinięty. Muszę nawet powiedzieć, że kiedyś zostałam zaproszona na Politechnikę Wrocławską, która gościła deweloperów z Anglii, z jakiejś uczelni londyńskiej. Oni właśnie robili badania, w jaki sposób w Polsce deweloperzy czerpią wiedzę i czy czerpią wiedzę z tego, że wybudowali już ileś realizacji i w jaki sposób klienci oceniają od strony technicznej i funkcjonalnej i emocjonalnej miejsce, które zostało im stworzone. Jak im przedstawiłam, ile my mamy interakcji, i że robimy badania przed, i w trakcie, i po… Jako jedni z pierwszych poszliśmy też w social media tak zwane, które w ogóle były nieznane, dopiero się rozwijały. Myśmy się tego nie bali. A dlaczego? Mieliśmy piękne, fantastyczne doświadczenia na naszym pierwszym osiedlu społecznym Jagodno 7 we Wrocławiu. Zrobiliśmy je w niedalekiej odległości od rynku, bo to było raptem 5 kilometrów, ale żeby tam dotrzeć, trzeba było przejechać przez orne pole. I społeczność, której oferowaliśmy internet – to też było w tamtym czasie novum – zaczęła się fantastycznie ze sobą komunikować. Stworzyli własne forum i potem było tak jak na przystanku Alaska. Jak ktoś jechał do miasta, bo te autobusy chodziły rzadko, to robił ogłoszenie, słuchajcie, o tej jadę do miasta, mam trzy miejsca wolne, kogoś mogę zabrać. I to się tak fajnie rozwijało, że stwierdziliśmy, że nie należy bać się kontaktu z ludźmi, bo jak się z nimi jest w kontakcie, oni mają dużo pytań, oni na przykład nie wiedzą co i w jaki sposób zrobimy w drugim etapie, jak to im zmieni użytkowanie dotychczas oddanej części osiedla i to jest fantastyczną relacją, z której jakby czerpiemy wiedzę. Czyli to jest jeden obszar. Drugi obszar, to jednak jest architektura. My jesteśmy pasjonatami z mężem. My lubimy detal. Mąż jest po wykształceniu specjalistycznym urbanistycznym, ja jestem z kolei po konserwacji w ramach architektury, tak że łączymy różne wiedze, a jedno i drugie dużą wagę przywiązuje do otoczenia, do architektury krajobrazu, do zieleni i tych rzeczy, które jeszcze paręnaście lat temu były pomijane. Ja na przykład otworzyłam doktorat na Politechnice Wrocławskiej pod tytułem „Typologia panoram miast”. Byliśmy wtedy w Polsce w epoce planowania urbanistycznego na płasko, brązowe, fioletowe plamy. Zapomnieliśmy w ogóle o dobrej polskiej szkole z lat 20., kiedy mieliśmy bardzo dobrą urbanistykę. Wtedy Szkoła Bogdanowskiego w Krakowie na Politechnice miała sekcję Architektura Krajobrazu i tam się mówiło o ramach widoku, o panoramach miast, że jak się coś buduje, to nie tylko trzeba przeanalizować przestrzenie między budynkami, tylko trzeba zobaczyć, jaki zabudowa będzie miała wpływ na istotne elementy panoramy. Okazało się, że są pewne punkty widokowe, które przez lata są oglądane przez tych samych ludzi. To są jakieś ścieżki, którymi ludzie chodzą i oglądają. Czyli to jest tak zwany trzeci wymiar. I łącząc te wszystkie doświadczenia, wydaje nam się, że oferujemy ludziom takie rzeczy, że potem, jak idą na osiedle, to mówią, o, jak ładnie krawężnik jest skomponowany z jakimś wejściem, podejściem. A że tu jest jakaś sucha rzeka, bo jak troszeczkę wody spłynie, to zamiast to w kanalizację wpuścić, to jest zrobiony z kamyczków cały interesujący zestaw, że dzieci tam chodzą i mogą sobie nawet patyczki po wodzie puszczać. I takie jest nasze myślenie, my uczymy tego myślenia naszych kolegów architektów, którzy z nami są. Są z nami osoby, które pracują już 15-20 lat. Są osoby, które przychodzą z innych firm i mają fajne porównanie, my też mamy fajne porównanie. Ostatnio była bardzo ciekawa rozmowa z naszymi kolegami architektami i oni mówią tak, że w studiu Archicom, oni sobie cenią pracę dlatego, że u nas mają czas na dyskusję o tym, co chcą zaprojektować, jak najlepiej chcą zaprojektować, że nie ma takiej pogoni, że trzeba po prostu szybko zrobić projekt, inwestorowi zanieść. Czemu zresztą, powiem, winni są często sami inwestorzy. Muszę powiedzieć, że w Polskim Związku Firm Deweloperskich 8, w którym jestem – właściwie jako firma jesteśmy od początku – i gdzie dość ważną rolę pełnię, bo albo jestem szefową, albo wiceszefową rady całego związku, przez wiele lat musiałam kolegów deweloperów przekonywać, kim dla nich może być architekt. Mam to troszeczkę z domu wyniesione, bo będąc studentką, pojechałam do Kanady do wujka, który też był architektem, miał biuro architektoniczne w Toronto i on mi pokazał, na czym polega praca architekta. Bo praca architekta tam polega na tym, że architekt jest inwestorem zastępczym dla swojego zleceniodawcy, czyli on nie tylko projektuje, ale on zarządza budżetem, który mu inwestor powierza, a potem pilnuje realizacji. Mnie się to strasznie spodobało i powiem szczerze, w Polsce rola architekta była taka słaba. Tu zresztą mieszkaniówka, jakbyśmy wrócili do tego wątku, to była wielka płyta i w ogóle był absolutny dyktat technologii wykonawcy i architekt właściwie się specjalnie nie liczył. I stwierdziliśmy z mężem, że fajniej by było, żebyśmy my, jako architekci, mieli wpływ na to, co robimy. Bo jeżeli człowiek może pójść na budowę, zrobić uwagę, że ktoś robi nie tak i ta uwaga zostanie wysłuchana… Mało tego, nie ukrywam, że wszystkiego się nie zobaczy na planach, nawet teraz na tych trójwymiarach. Idzie się na budowę i się widzi, że ten detal można by rozwiązać trochę lepiej, i jeszcze można na to wpłynąć. To jest bardzo ciekawe, bo to jest trochę jak tworzenie rzeźby. Jak artysta tworzy rzeźbę, to najpierw ma koncept w głowie, a potem to robi. A my tutaj, robiąc tę architekturę i nadzorując te realizacje – mając własną firmę realizacji inwestycji, która oczywiście zatrudnia różnych innych wykonawców, ale też mam przez nią przełożenie na to co się dzieje, na budowę, na jakość, na tę kreację, to po prostu jest super – na końcu możemy z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że to, co zaprojektowaliśmy, to jest zrobione. Nie ma między tym dysharmonii i to jest bardzo ważne.

A jak się czujesz, obserwując firmy deweloperskie – prawdopodobnie wszędzie się takie znajduje – które mówią, dobra, kupię ten kawałek, postawię cokolwiek, sprzedam tym ludziom, jest taki popyt teraz, to i tak tam będą mieszkać, kupią, bo wszystko się teraz sprzedaje? Co sądzisz w ogóle o takim podejściu, bo na koniec może z perspektywy Excela – takiej czysto biznesowej – to im się to wszystko spina, pomijając aspekty odpowiedzialności społecznej et cetera?

Tu może bym odpowiedziała w dwóch wątkach. Jeden wątek to jest taki – ja to ciągle tłumaczę – deweloper buduje to, co mu zaprojektuje architekt, a architekt mu zaprojektuje to, co można zgodnie albo z miejscowym planem, albo z wydaną DWZ-etką 9. I teraz, jeżeli ktoś mówi, że deweloperzy gęsto zabudowują, to uważam, że to jest nieprawda. Powiem, że rada miejska, zatwierdzając plany i studia miast, decyduje, czy będzie gęsto zabudowane w danym miejscu, czy mniej gęsto. Dalej, architekt – i tu już być może deweloper – ale też architekt, decyduje o tym, czy to co zaprojektuje jest sensowne. Czy ma dobrze przestrzenie, bo jak jest powierzchnia zabudowy do powierzchni terenu 30%, to budynki można jeszcze ukształtować w różny sposób. Można stworzyć tak zwaną przestrzeń pozytywną, że jak wychodzimy z naszego budynku, to są takie miejsca, w których się chcemy zatrzymać albo chcemy przysiąść, chcemy pogadać z sąsiadem. Tak paranoidalnie powiem, że miejsca interakcji międzyludzkiej w Nowym Jorku – ostatnio czytałam książkę o Nowym Jorku – to są bramy wyjściowe z budynków. To jest miejsce, gdzie sąsiedzi się spotykają, wchodząc i wychodząc, to jest punkt integracji. My, robiąc osiedla, nie mamy gęstości nowojorskiej, więc tych miejsc możemy stworzyć dużo, ale architekt może je też tak zaprojektować, że one nie będą przyjazne, nie będą sprzyjały posiadywaniu: będą puste place albo martwe trawniki, na których nic się nie dzieje. Czyli to też trzeba umieć zrobić i tu już jest odpowiedzialność architekta. Oczywiście, deweloper może powiedzieć, że chce wydać mniej lub więcej pieniędzy na elewację, na technologię, ale wszystkie normy też musi spełnić. Można by powiedzieć, że to, co widzimy w Polsce, co się teraz dzieje, to jest wspólna decyzja samorządów miejskich, architektów – ich poziomu wykształcenia, wiedzy i umiejętności kształtowania przestrzeni – i dewelopera. I deweloper na końcu, oczywiście, jak kupił grunt, gdzie można tyle wybudować, to chce wybudować i to już widać na etapie kupowania gruntów. W tej chwili, osoby, od których kupujemy grunty, wyceniają je według PUM-ów, które wynikają z planów lub z DWZ-etek, według tego robią cenę.

Co to jest PUM?

To jest powierzchnia użytkowa mieszkań, czyli tak zwane PUM-y słynne, tak w skrócie. Jeżeli jesteśmy w biznesie biurowym, to mamy GLA 10, czyli przestrzeń do wynajmu dla najemców: w nią wchodzą nie tylko powierzchnie biurowe, ale też różne powierzchnie pomocnicze. W przypadku mieszkaniówki to jest rzeczywiście powierzchnia stricte mieszkalna, którą sprzedajemy. Oczywiście mogą temu towarzyszyć garaże lub inne elementy, ale to jest coś, co jest pewnym wskaźnikiem opłacalności biznesu w przeliczeniu budżetu, który zresztą potem też jest weryfikowany przez bank, bo mówiąc szczerze, my też nie robimy biznesu, który nie jest rynkowy. Są takie oczekiwania w Polsce – już tak troszeczkę może mówiąc o trudnej roli dewelopera – że ponieważ w Polsce jest niedostatek mieszkań, bo w stosunku do Europy, jesteśmy mocno zacofani… Mamy też duże zasoby, które nie są nowoczesne, czy nie spełniają nowych norm technicznych, w związku z czym na przykład dużo płaci się za ogrzewanie w ciągu roku w porównaniu do nowych obiektów. I tutaj wszystkie normy i ich spełnienie jest oczywiście bardzo ważne, żeby to wszystko było dla klienta atrakcyjne. Bo jak on przychodzi i mówi, że chce kupić mieszkanie, to pyta nie tylko, ile kosztuje metr kwadratowy mieszkania, czyli PUM-u, tylko ile ja jeszcze będę płacił za opłatę eksploatacyjną. I teraz, jak my sobie te wszystkie składowe bierzemy, czyli za ile możemy kupić grunt, za ile możemy wybudować i za ile możemy sprzedać mieszkanie, to powstaje z tego biznesplan, z którym idziemy do banku i to musi być rynkowe. A z drugiej strony, ponieważ ludzie nie mają mieszkań, cierpią na brak mieszkań, jest takie oczekiwanie społeczne, żeby te mieszkania były tanie, żeby były przystępne i – oczywiście poza osobami, które są lepiej uposażone, czy wręcz dobrze zarabiają, mogą sobie pozwolić na fajne rozwiązanie apartamentowe – rzesza osób, która podstawowe mieszkanie potrzebuje, jest duża. Dlatego na przykład w ofercie naszej firmy mamy segment dla każdego klienta. Uważamy, że dla każdego nasza wiedza i know-how, które możne zoptymalizować i możemy zrobić w miarę funkcjonalne i tanie rozwiązanie, żeby też ta grupa społeczna mogła kupić, możemy ją tutaj wykorzystać i zastosować. Nie jesteśmy deweloperem, który robi tylko w niszy, że tak powiem, premium, tak jak niektórzy się specjalizują.

Ciekawe to, co opowiedziałaś o wspólnej odpowiedzialności, czyli trochę zdejmujesz odium odpowiedzialności za projekty średnie, powiedzmy, z firm deweloperskich, bo duża odpowiedzialność jest po stronie architektów, ale też planistów, tak rozumiem.

Tak jest.

A patrząc na wasze doświadczenia jako firmy, ile budynków przez wszystkie lata wybudowaliście?

Nie potrafię policzyć.

A mniej więcej?

Kiedyś mówili 150 obiektów. Teraz może będzie 200. Bo na przykład Olimpia Port 11, nasze flagowe i największe osiedle, w tej chwili największe osiedle budowane w Polsce, gdzie będzie mogło zamieszkać docelowo 10 tysięcy mieszkańców, to jest po prostu 3,5 tysiąca mieszkań. Jak średnio policzymy 50 metrów kwadratowych, to ileś metrów kwadratowych w sumie wyjdzie. I to jest osiedle, które robimy wieloetapowo, gdzie mieliśmy duże szczęścia, bo udało się nam skupić grunty po kolei, bo rzadko tak jest, że jak się jedną działkę kupi, to później jest okazja kupić drugą i trzecią. To były tereny poprzemysłowe, ale po takim przemyśle trochę byle jakim: wiaty, budy, jedno-, dwukondygnacyjne co najwyżej. I tutaj muszę powiedzieć, że nasza rola była bardzo duża, bo myśmy odkryli to miejsce. Ono w planach miasta Wrocławia od lat 80., w planach ogólnych i potem w studium, było przewidywane pod rozwój aktywności gospodarczej. A to jest miejsce położone po drugiej stronie dwóch kanałów, Parku Szczytnickiego, Hali Stulecia, czyli całego ośrodka, gdzie w filozofii wrocławskiej było powiedziane, że mamy rynek, ale teraz chcemy zrobić miasto policentryczne. I dwa kolejne ośrodki, które chcemy rozwijać – idea jeszcze prezydenta Dutkiewicza – to jest właśnie okrąg Hali Stulecia i to jest nowy stadion. I my w związku z tym powiedzieliśmy sobie, słuchajcie, tu jest rzut kamieniem przez te dwa kanały i jesteśmy na jednym z najbardziej prominentnych osiedli we Wrocławiu, czyli Biskupinie. Słynny orzeł jeszcze z lat 30., za Hitlera zaprojektowany w takim układzie, piękna zieleń, bardzo, że tak powiem, dobrze widziana dzielnica przez Wrocławian. A ja mówię, tu, po drugiej stronie rzeki, do której się mamy otwierać, mamy takie budy przemysłowe. I wskutek naszego wniosku miasto zmieniło w studium ten teren z aktywności gospodarczej na mieszkaniową. Potem wspólnie z Biurem Rozwoju Miasta Wrocławia pracowaliśmy nad planem i muszę powiedzieć, że duży mieliśmy wpływ na jego kształt z naszym doświadczeniem, jak należy ustawiać ulice, żeby było maksymalnie dużo słońca w budynkach. Bo okazuje się, że dawniej dobrzy urbaniści tak ustawiali ulice, że budynki wzdłuż tych ulic sytuowane naprawdę miały maksymalne naświetlenie, które w naszym klimacie jest bardzo ważne. Zrobiliśmy tak, że wykorzystaliśmy, to akurat był pomysł BRMW, stare bocznice kolejowe, bo to były tereny dawnych cegielni, wykopalisk glinek, starorzecza Odry. Powstał plan, z którego ja myślę, że wszyscy możemy być dumni na etapie planista, architekt i deweloper i my to teraz kolejno rozwijamy. Mamy tam bardzo dużo takich rzeczy, można by powiedzieć, publicznych. Mamy bulwar nadrzeczny, który zaprojektowaliśmy i na spółkę z miastem pokryliśmy koszty i budowaliśmy. Mamy przewidziane miejsce na kościół, na szkołę. We Wrocławiu byliśmy realizatorem „Pociągu do nieba” 12. Nie wiem, czy jest znany. Taka rzeźba: pociąg do nieba, pociąg do marzeń. To była koncepcja artysty plastyka Andrzeja Jarodzkiego, to tak a propos korzeni artystycznych: mój ojciec plastyk, mój brat artysta wnętrz, dwóch kuzynów po Akademii Sztuk Pięknych, czyli Andrzej też z tego rodu się wywodzi. „Pociąg” – jak go postawiliśmy na 25-lecie naszej firmy, jako dar dla miasta Wrocławia na gruncie miejskim, przy Placu Strzegomskim przy Muzeum Współczesnym przy Bunkrze 13 Konwiarza 14 – to dostał tender 15 i ten tender właśnie teraz wylądował na bocznicach kolejowych na terenie ZDiUM-u 16, gdzie jest pod opieką konserwatora. Takie rzeczy są integralnie wpisane w nasze myślenie, czyli od planowania dobrego możemy robić dobre budynki, dobre mieszkania, dobre przestrzenie. Co się jeszcze w tym planie udało, i co jest bardzo ważne, że jak się robi plan, to trzeba ten plan przewiązywać z innymi planami w okolicy. Czyli jeżeli się planuje ciągi zielone lub ścieżki rowerowe, czy myśli się o ulicach, przy których będą usługi i tak dalej, to nie można myśleć skalą jednego planu. Nie można też myśleć zbyt dużą brązową plamą, bo potem różni deweloperzy kupią działki na tym terenie, każdy zrobi swój procent zieleni, ale nikt nie będzie zmotywowany albo nie będzie w stanie w czasie skorelować tego z projektem sąsiada, żeby tymi zieleniami można było spacerować. A tutaj odgórnie udało się to wszystko ładnie złapać. Tak że w tej chwili jesteśmy w miejscu już dla nas kultowym, przy porcie, gdzie następną rzeczą….We Wrocławiu jest bardzo duża tendencja, to jest otwieranie się do wody, w Warszawie też są plaże i tak dalej. U nas – mamy pięć rzek przy Wrocławiu, dwa kanały, tak że mamy tego o wiele więcej – i w ramach tendencji otwierania się do wody, przy naszej Olimpii Port mamy piękny kanał żeglowny. Myśmy wzdłuż tego kanału wypożyczyli od, teraz obecnie już Wody Polskie, teren, żeby można było stawiać pomosty, tak że dla ludzi zrobiliśmy pomosty. Oni sobie tam na Sylwestra chodzą i odpalają szampana. Postawiliśmy piękną barkę, którą kupiliśmy, taką remontową. To jest barka, która jest w stanie pomieścić 70 osób i na tej barce w ramach, na przykład Europejskiej Stolicy Kultury, Teatr Jednego Aktora, czyli Grotowskiego, miał po prostu występy. Czyli mamy tam występy takie i teatralne, mamy też kino letnie dla naszych mieszkańców. Albo ludzie sobie to wynajmują na imprezy, albo na Sylwestra mieszkańcy wynajmują, po prostu toczy się życie. I to jest właśnie coś takiego, co my obserwujemy na przykład w Stanach: teraz bardzo ważne jest hasło „neighbourhood” (sąsiedztwo), czyli bardzo ważne jest, że ludzie, którzy mieszkają w pewnej okolicy – czy to są domy jednorodzinne, czy większe kondominia – mocno stawiają na relacje sąsiedzkie, bo jednak człowiek na swoim miejscu potrzebuje się integrować. Moja babcia miała takie powiedzenie, że sąsiad jest ważniejszy od rodziny i uważam, że w tym jest bardzo dużo racji. Taka pomoc na co dzień, zaopiekuj się kotem, dzieckiem, kwiatkiem, to naprawdę działa. I myśmy właśnie stworzyli na naszych osiedlach taką ideę, że my, jako deweloper, jednocześnie aktywizujemy tę lokalną społeczność. Bo proszę sobie wyobrazić, przeprowadza się nagle do 300 mieszkań 500, 600 osób, one się nie znają. Czasami nawet – wbrew pozorom – być może klient, który kupuje mieszkanie to są dwa, trzy środowiska, ale oni się nie znają. Oni są czasami nawet z różnych miast, z różnych dzielnic i nie dość, że mają stres, bo na co dzień nie wiedzą, która jest szuflada z majtkami, która ze sztućcami, to potem jeszcze mają taką sytuację, że nie znają ludzi. I te wspólne przestrzenie – jak fitnessy, które robimy dla nich, które oni potem sami prowadzą, właśnie takie wydarzenia, konkursy robimy na rzeźbę 17, stawiamy rzeźbę na osiedlu – powodują, że ci ludzie się poznają. Potem sami mają pewne aktywności, na przykład są te słynne budżety obywatelskie. Jak nasi mieszkańcy chcieli lampy przeciągnąć dalej wzdłuż ulicy, żeby do tramwaju dojść, czy coś dozielenić, to my z nimi współpracujemy, robimy szkice, koncepcje, kosztorysy, oni to podkładają pod wniosek, potem cała firma głosuje, żeby dostali tego granta, żeby było więcej głosów. I w ten sposób rzeczywiście ludzie są tam szczęśliwi, bo to troszeczkę o to chodzi, żeby być w społeczeństwie, które cię akceptuje i z którymi masz dobre kontakty, możesz pójść na piwo, rozpalić grilla, pobiegać. To jest coś fantastycznego. Jak człowiek coś takiego widzi, to jest duża satysfakcja. I powiem szczerze, to co my robimy, nie do końca jest typowe dla struktury własnościowej, którą mamy, bo w Polsce deweloperzy raczej sprzedają mieszkania. W Stanach jest bardzo często tak, że to jest jedna własność i ktoś wynajmuje i ten, kto wynajmuje, też chce podbić atrakcyjność wynajmu i wtedy robi różne animacje, żeby się mówiło, że na tym osiedlu, na którym są mieszkania do wynajęcia, jest coś ciekawego, dobrze się dzieje. A teraz, dlaczego nas to wszystko kręci? Bo to są za każdym razem nowe rzeczy, w ogóle biznes się rozwija, technologie się rozwijają, zmienia się styl życia ludzi i to nigdy nie jest rutyna. Powiedzmy tak, jak się ma pierwsze, drugie dziecko, to wydawałoby się, że będzie nudno przy drugim, bo będzie jak przy pierwszym. Nie, każde jest inne i każdy przypadek jest inny i życie się zmienia i to jest super ciekawe.

Od jakiego momentu, bo teraz, jak słucham tego, jak opowiadasz, to jest w ogóle fascynujące, bo czuję, że działacie w bardzo już szerokiej skali. Trudno powiedzieć, że to jest firma, która dewelopuje. To jest projektowanie miasta tak naprawdę, projektowanie przestrzeni dla ludzi w bardzo dużej skali, ale jak zaczynaliście, to tak nie było, jakiś był początek tego.

Tak jest.

To jak to wyglądało na samym początku? Ten pierwszy dzień firmy Archicom, to jak to było?

Na początku było studio projektowe, a ono powstało dlatego właśnie, że nie dostałam pracy z tego względu, że z góry oceniono, jaka by była absencja matki z dwójką dzieci. W tym momencie to było ciekawe, bo to jeszcze nie była wolna Polska, to jeszcze był 86 rok, ale w Stowarzyszeniu Architektów Polskich wiedzieliśmy, że są już pierwsze prywatne biura w Polsce, tak jak Buszki i Franty 18. To oczywiście były tuzy projektowania, to byli architekci o bardzo dużym doświadczeniu, którzy, decydując się na zakładanie swoich biur, mogli liczyć na to, że będą mieli zlecenia. Jeszcze nie mieliśmy uprawnień. Mąż akurat jeszcze pracował w wojewódzkim biurze, robił uprawnienia, a tu nagle taki pomysł, żeby założyć firmę. Miałam super mentora, właśnie jednego z członków zarządu SARP-u Bogdana Jaworskiego, który po prostu mówi, to przyjedź, ja ci opowiem, jak się zakłada firmę. Dał mi 12 punktów na kartce i mówi, tu się zgłosisz, tu zarejestrujesz, tu wypełnisz wniosek, tu pójdziesz do ZUS-u i tak dalej. No dobrze, spółka z o.o. Ale ja mówię, ja nie wiem, co to jest spółka z o.o. Szukam, nie ma żadnej wiadomości. Internetu wtedy nie było. I co musiałam zrobić? Musiałam pojechać do Krakowa, żeby w antykwariacie kupić kodeks handlowy z 39 roku, który dalej obowiązywał w prawie polskim, bo jakoś te rozdziały nie były unieważnione i tam były cztery formy, spółka z o.o., spółka komandytowa, kupiec rejestrowy i coś tam jeszcze. Spółka z o.o. dlatego, że myśmy chcieli to założyć w dwa małżeństwa, więc to była formuła, która nam pasowała. I my z koleżanką biegałyśmy po wszystkich urzędach, a nasi panowie robili uprawnienia w biurze i jak się udało założyć tę firmę, to zaczęliśmy pracę. I też nie we Wrocławiu, bo w tym czasie trzeba było mieć zgodę, żeby prowadzić działalność gospodarczą, nawet architektoniczną. Biura we Wrocławiu jakoś dziwnie, nie wiem, bo to była przecież mała spółeczka, jakoś dowiedziały się, że my coś zakładamy i poszły do wojewody. Powiedzieli, po co nam takie spółki we Wrocławiu, przecież my wszystkie zlecenia, które mamy zrobić, jako duże biura, poważne, projektowe, państwowe, realizujemy, no to po co im tu dawać zgodę? Więc myśmy zaczęli od Sandomierza, od Legnicy, i zostaliśmy zarejestrowani jako handel obwoźny, żeby było śmiesznie, ale to taka trochę prawda. Architekt projektuje tam, gdzie zleceniodawca mu wyznaczy punkt. Potem już można było normalnie wrócić do Wrocławia, biuro się rozwijało i w którymś momencie poprzez znajomego artystę plastyka dostaliśmy taką pracę, zrobić wnętrze skrytek sejfowych. Uwaga, te skrytki sejfowe to było bardzo duże wyzwanie, bo właściwie banki komercyjne się dopiero tworzyły. Było 9 banków komercyjnych w Polsce. One chciały zacząć działać na starych, porządnych zasadach. Skrytka sejfowa. Kto w Polsce słyszał o skrytce sejfowej, gdzie się jakieś tam brylanty i kosztowności niesie albo jakieś duże nominały pieniędzy? Ale bank miał taką fantazję, zaprosił nas na rozmowę. Zrobiliśmy projekt. Naprawdę najnowocześniejsze technologie, Coriany 19, których wtedy w ogóle prawie nie było w Polsce, które dawały się kształtować w dowolny sposób, rozwiązania związane z posadzkami, obrazy na ścianach i tak dalej. Oczywiście termin był napięty i to było bardzo piękne wrażenie, bo myśmy do 7:00 rano wszyscy byli na pokładzie i pracowaliśmy. Ja się zajęłam wykrawaniem wykładziny, żeby ją przykleić, ale wykładzina nie miała leżeć na prostokącie, tylko na schodach z półpodestem i jednak nie miałam doświadczenia krawcowej i zamiast obrócić na lewo, wycięłam na prawo, jak poszłam na te schody, to nie pasowało i musiałam jeszcze raz ją poprawiać. I słuchajcie, my tak o 7:00 rano, tacy padnięci siedzimy na górze i przychodzą pracownicy do banku. Wszyscy wiedzieli, że te skrytki sejfowe mają być skończone i schodzą po schodach z grubą wykładziną, zaglądają tam, szumi woda w fontannie zwrotnej, kula się kręci, to wszystko elegancko zrobione. Wychodzą, i nie miałam większej pochwały jak to, że ktoś do kogoś powiedział, słuchajcie, jak u Carringtonów. Bo wtedy był ten serial, tam są te i po prostu człowiek za taką pochwałę… to jest duża satysfakcja. To byli zwyczajni pracownicy banku, nie każdy był uczulony artystycznie, czy uwrażliwiony na różne rzeczy. Potem mieliśmy tych zleceń bardzo dużo, ale u tego samego bankiera dostaliśmy też do przeróbki salę operacyjną, dawną salę Dresdner Banku. No i tak pomyśleliśmy sobie: jest taka lada, gdzie klienci się na stojąco tłoczą, jak petenci, stoją w kolejce, tak jak w komunie, i to w ogóle jest niefajne. A pan dyrektor nas wybrał między innymi dlatego, że w naszej nazwie było studio projektowo-komputerowe. I on powiedział tak, my się komputeryzujemy, my widzimy, że wy też coś się znacie na tych komputerach, bo macie to w nazwie, to zróbmy coś fajnego razem. I słuchajcie, to była niesamowita epoka, że tak powiem, tej współpracy, bo ja, będąc w Kanadzie, widziałam, jak tam się klientów banku traktuje. Tam klient siadał po drugiej stronie i był obsłużony. W związku z tym wywaliliśmy tę starą ladę. Zrobiliśmy lady takie do siedzenia, rozciągnęliśmy długość lady tak, żeby było więcej stanowisk. Wyrzuciliśmy osoby, które nie musiały pracować, na górę, bo już były połączenia komputerowe, czyli rzeczywiście rewolucja technologiczna, to był taki pierwszy punkt informacji, gdzie można było na monitorze kliknąć podstawowe usługi banku. Panów z długimi karabinami, którzy siedzieli w obronnej budce na górze, zmieniliśmy na monitoring. Autentycznie, w budce mieli dziurę strzelniczą i, gdyby coś się działo, mieli strzelać. Teraz jest najważniejsze, to niech bandyta ucieka, byle salę opuścił. A wtedy on tam miał pilnować wartości pieniądza. Więc te przełomy, które przeżywaliśmy były bardzo ciekawe. Potem, mówiąc szczerze, banki podawały nas sobie z rąk do rąk. Robiliśmy dużo tych wnętrz, ale co pan dyrektor powiedział? Wyście to tak fajnie zaprojektowali, kto nam to wykona, ja nie znam takich wykonawców. A facet przedtem pracował w realizacji, i mówi, nie ma takich ludzi, którzy mi to zrobią. To może wy bądźcie inwestorem zastępczym, zróbcie coś. I rzeczywiście, nie mając żadnego doświadczenia, zostaliśmy inwestorem zastępczym, zaczęliśmy wyszukiwać firmy, założyliśmy własne warsztaty meblarskie, żeby te wszystkie lady z Corianu wykonać. Szczęśliwie, kolega męża wrócił ze Stanów i znał najnowsze technologie i przeszliśmy na inny poziom. A kolejny poziom, to był wtedy, kiedy Bank Handlowy w Warszawie, bo taka jest jego pełna nazwa, teraz to jest Citi, wybrał nas w konkurencji, w której wystartowaliśmy do konkursu na temat banku w mieście Wrocławiu i wygraliśmy ten konkurs z firmami niemieckimi i austriackimi. Bo Bank Handlowy swoje oddziały w Polsce robił tylko z zagranicznymi firmami. Tu już do realizacji było wszystko i właściwie musieliśmy naszą firmę wykonawczą otworzyć, żeby temu podołać. Skarbce z próbami betonu 70, bo wymagała tego technologia tych banków; wyburzanie, bo to były dwie stare kamienice i wewnętrzne podwórko chcieliśmy zrobić dziedzińcem, który byłby w środku wszystkiego. I ta przygoda ze starymi obiektami bankowymi, z nowymi technologiami, była super, aż doszło do pierwszego obiektu mieszkaniowego, bo banki się kończyły. Te, które chciały sobie odnowić centrale, już odnowiły. Ten rynek siadał, można by powiedzieć i szukając dalszego rozwoju dla firmy, zainteresowaliśmy się tym, że już tam w Warszawie firma Dom Development coś buduje, ludzie kupują, to może spróbujemy. Kupiliśmy pierwszą działkę we Wrocławiu i to było też niesamowite przeżycie. Zaczęli przychodzić ludzie, wystawiliśmy ten projekt, pytali za ile, no to kupujemy, to podpisujemy umowę, jakieś raty. Właściwie tworzyliśmy biznes deweloperski w Polsce, jako pierwsi prekursorzy, którzy działali. Stąd potem zresztą pierwsze firmy deweloperskie dość szybko założyły związek, bo standardy na rynku deweloperskim nie były ukształtowane. My nie byliśmy zainteresowani tym, żeby dalej pracować na umowach typu GW jako deweloper, bo to nie było dla naszej branży. Nie byliśmy też zainteresowani deweloperami jednego dnia, albo deweloperami, którzy nie byli profesjonalni. Powiedzmy sobie szczerze, dużo firm budowlanych nagle, owszem, zaczęło budować mieszkania, bo to potrafiło, ale potem nie znali procedury sprzedaży, aktów notarialnych, pozwoleń na użytkowanie, przekazywanie klientom. Tego wszystkiego uczyliśmy się, więc chcieliśmy, żeby w związku były firmy, które są rzetelne, znają się na swoim biznesie, możemy sobie nawzajem gwarantować, że jak klient u nas kupuje, to wszystko będzie w porządku. Ale też nawzajem się od siebie uczyć i rozwijać, bo wiele z tych firm też ma udziałowców zagranicznych, więc troszeczkę szło tej wiedzy, że tak powiem, jak to się normalnie w Europie już od lat robi. I poszliśmy w zupełnie inną stronę i potem rozwijaliśmy się właśnie w kierunku budynków pojedynczych, ale to też było ciekawe doświadczenie. Po tych bankach, jak zrobiliśmy budynek mieszkaniowy, to stwierdziliśmy, że jest trochę nudno, nie ma żadnych technologii, monitoringów, żadnych skarbców i zabezpieczeń i najbardziej inteligentnym elementem w tym jest pstryczek-elektryczek. I zrobiliśmy, to się nazywało, pierwszy inteligentny budynek 20 mieszkaniowy we Wrocławiu przy ulicy Ciepłej w rejonie dworca, w którym założyliśmy internet na twardo. Teraz jak się młodzieży pytamy, to można opowiadać, że w ogóle niemożliwe, żeby nie było internetu. I to był niesamowity efekt, jak w sklepie samochodowym z misiem. Jak sprzedawca misia oferował dziecku, jak tatuś kupi Skodę, to dziecko tak długo męczyło tatusia żeby dostać misia, aż kupił Skodę. Tutaj było to samo. Przychodzili studenci, którzy chcieli studiować we Wrocławiu i mówili, mamo, tato, ja tu chcę mieszkać, bo tu będę miał dostęp do internetu. W ten sposób tak staraliśmy się nasze budynki wprowadzić na troszeczkę wyższy poziom. Oczywiście, bardzo śmieszny artykuł ukazał się w którejś chyba Wyborczej: „Prawie inteligentny budynek”. Tłumaczyliśmy „prawie”, bo on nie był tak inteligentny, jak biurowce z kodami dostępu, innymi rzeczami. Dobrze, że nie napisali, że ćwierćinteligentny. To tak, że tak powiem, wyszło ciekawie. Co rusz coś fajnego się dzieje. Na przykład nasze pierwsze lofty we Wrocławiu. Piękny, kameralny obiekt, gdzie akurat kupiliśmy działkę. Najpierw zrobiliśmy Lofty Platinum, nowoczesny budynek, a potem zabraliśmy się za renowację starego. Słuchajcie, elewacja frontowa taka, że urząd miejski mógłby się nie powstydzić, a to był magazyn wódek Goldwasser zresztą. Pięknie zrobione stropy, szkieletowe rozwiązanie, fajna klatka schodowa. Oczywiście tylna elewacja bardzo skromna, prawie jak więzienna i tak staraliśmy się zachować ten charakter. Jedną żeśmy ładnie wyczyścili, uzupełniliśmy detalem bardzo ładnych delikatnych balkoników, postindustrialnych, a z tyłu zachowaliśmy tę surowość. I tam pracowaliśmy z różnymi artystami. Zrobiliśmy żuraw, który imitował możliwość wciągania beczek z wódką na piętra. Z kolei z innym kolegą, który – zresztą robił dekoracje, scenografię do filmu o Rzymie, już nie pamiętam, czy do „Quo Vadis”, czy gdzieś – robi pięknie sztuczne betony, więc nam powykańczał pod informację wizualną wybrane fragmenty ścian. Potem na terenie odbyła się wystawa artystów jeszcze przed otwarciem. Bo przez tradycję rodzinną – tam gdzie się wychowywaliśmy była sztuka, architektura przez duże A, właśnie taka, o której uważamy, że powinna być naprawdę dopracowana i z całym sercem zrobiona – zawsze na naszych obiektach staramy się sztukę wprowadzić. W biurowcach to są z reguły obrazy w holach i w przestrzeniach wspólnych, a na osiedlach mieszkaniowych bardzo często są to rzeźby. I właśnie na pierwszym osiedlu, tym Jagodno, o którym mówiłam, że jak Przystanek Alaska, tam się ludzie pointegrowali, zrobiliśmy konkurs na rzeźbę osiedlową. Wygrał ją profesor Gryt, który jest też autorem fontanny w rynku. Było potem piękne otwarcie rzeźby, bardzo uroczyste, z prezydentem miasta. Ale najbardziej dla nas konfirmujące, że słusznie zrobiliśmy było to, że pierwsza wspólnota mieszkaniowa, która się zawiązała, poszła obradować na tę naszą agorę, którą zaprojektowaliśmy pod to jabłko i nas poprosili, czy mogą na tym jabłku tabliczkę zamontować, bo tam chcieli napisać, że tu się odbyło pierwsze spotkanie wspólnoty mieszkaniowej. Tak że widać, że to po prostu działa. Tam potem mieliśmy też ciekawie, bo w architekturze staramy się szukać różnych wartości. Jak działaliśmy na Jagodnie, to był powrót do idei kwartału miejskiego. Bo takie otwarte pole – więc pytanie, jak tu stworzyć ludziom przestrzeń, żeby się troszeczkę poczuli, jak w mieście. Z kolei mieliśmy działką bardzo ciekawą, też w bardzo dobrej dzielnicy Krzyki, Grabiszynek, osiedle na Hallera i tam wzdłuż to już zabudowa: kamienice wielorodzinne, strome dachy i tam bardzo dużo czasu poświęciliśmy na studium, jak wygląda kamienica wrocławska i na ile właśnie w tych budynkach od strony ulicy da się detal kamienicy wprowadzić. Zrobiliśmy detale metalowe, takie trochę a` la secesyjne, ale współczesne, podział z kamienia. Szukaliśmy pewnych rzeczy i piękny plac. Potem właśnie wprowadziliśmy na ten plac rzeźbę Ludwiki Ogorzelec, która jest artystką po wrocławskiej ASP, ale siedzi w Paryżu i właściwie na całym świecie różne rzeczy fajne robi. To się nazywa „Zabłąkana chmura” 21 i to są takie wiszące szkiełka na linach metalowych i to wygląda, jakby rzeczywiście na tym placu chmura płynęła na niebie i przysiadła, jak to często w górach, w mgłach, opadają niektóre chmury i gdzieś tam jeszcze góra wystaje, a ta chmura jest niżej, więc to też bardzo ładnie ozdobiło. I tam też zrobiliśmy takie studium, a propos naukowych różnych analiz, tak zwanej Willi Miejskiej Wrocławskiej. Bo w naszej architekturze wrocławskiej, taka willa jak ta, przy której dzisiaj jesteśmy, czy na terenie której jesteśmy… Są duże osiedla we Wrocławiu, gdzie duże wille, 400, 500, 900 metrów kwadratowych funkcjonowały i miasto, a właściwie Biuro Rozwoju Miasta Wrocławia, usiłowało znaleźć typ zabudowy, który byłby neutralny między zabudową jednorodzinną willową, a na przykład czterokondygnacyjną, która dalej jest kameralna, ale jednak jest wyższym obiektem. I wymyślili, że wille miejskie będą dobrym elementem przejściowym. Trwały różne dyskusje, czy robić tak, jak miasto sobie wyobrażało, że miasto nam określało, deweloperom, ile mieszkań z klatki ma być, czy raczej grać kubaturą i metrażem, bo to jest ważne, co ludzie postrzegają, a już ta ilość mieszkań z klatki, to trochę ją rynek dyktuje, bo nikt nie kupi osiedla z 20 willami miejskimi, gdzie każde z mieszkań będzie miało 120 metrów kwadratowych, więc tutaj właśnie były różne studia, poszukiwania, spotkania i tak dalej. I właściwie obiekt willi miejskiej 22 zastosowaliśmy na tym osiedlu. Wyszliśmy od ulicy, od większej skali, w głąb, w stronę ogródków działkowych i osiedla z zabudową jednorodzinną i szukaliśmy przejść od dużej skali do małej. Wydaje się, jak się dzisiaj z drona ogląda to osiedle, że to po prostu super wygląda, naprawdę, bardzo ciekawie.

A jak to działa w praktyce? Bo jak słyszę o projektach, i mnogości, i zróżnicowaniu, i finezji detali, to sobie wyobrażam, okej, ale ktoś to musi zrobić. To nie są rysunki tylko architektoniczne, ale w praktyce te wizje są zamieniane na beton, stal, szkło i inne materiały w określonym czasie, w określonym miejscu, w określonych technologiach. Jest to duże przedsięwzięcie, każda z tych rzeczy, więc rozumiem, że jest zespół. Ten zespół, jak duży on jest i w jaki sposób przekazują sobie ludzie wiedzę, aby utrzymać te standardy i żeby to było tak dobre, jak sobie to wymarzyliście?

My jesteśmy teraz w takim fajnym, przełomowym momencie, o którym powiem, ale może trochę opowiem, jak do tego przełomu doszło. Z tych czterech osób rośliśmy i parę lat temu sprzedawaliśmy 400 mieszkań, zatrudnialiśmy koło 100 osób i to była taka skala. W tym momencie – po kryzysie 2007-2008 – przyszedł bardzo dobry rynek w 2014-2015 i nagle się okazało, że wszystko, co mamy, nagle klienci chcą kupić. Zresztą klienci zawsze mieli do nas duże zaufanie i kupowali bardzo dużo, nawet na etapie tak zwanej dziury w ziemi, oglądając nasze wizualizacje i wiedząc, ile we Wrocławiu już wybudowaliśmy. W tym momencie podjęliśmy, tak powiem, tę rękawicę, że klienci chcą kupować więcej. Mieliśmy troszeczkę więcej wieloetapowych osiedli, gdzie mieliśmy zapewnione grunty. Pracownia musiała najpierw włączyć nagle szósty bieg, troszeczkę zrobiliśmy tak, że koncepcję projektów budowlanych zostawiliśmy w naszych rękach, a projekty wykonawcze zaczęliśmy podzlecać. Oczywiście koordynując to, co robią te biura, którym podzlecamy i już dopracowaliśmy się pewnych biur, z którymi fajnie pracujemy i się rozumiemy i to bardzo fajnie działa. I mieliśmy taki wzrost, że cel zarządu to było 400, 600, 900, 1300 mieszkań w roku, a razem z zakupionym Archicom Polską 23 – 1600. I to odium najpierw spadło na pracownię, a potem się potoczyło na firmy budowlane. I tutaj muszę powiedzieć, że przez nasze tradycje, że mieliśmy wykonawstwo u siebie w ręku na etapie realizacji banków, mieliśmy zawsze u siebie klin tak zwanych Koordynatorów Realizacji Inwestycji, czyli dział, można by powiedzieć, realizacji inwestycji, który dla nas figurował zawsze jako generalny wykonawca, a myśmy potem de facto generalnych wykonawców zatrudniali, natomiast ci koordynatorzy mają całą naszą wiedzę, którą ciągną już od iluś lat. I oczywiście musieliśmy i trochę więcej architektów przyjąć i trochę więcej koordynatorów, ale nasi koordynatorzy to też jest bardzo ciekawa rola. To są osoby najczęściej z wykształceniem budowlanym, ale niektóre są z prawniczym, niektóre z architektonicznym i to są ludzie, którzy są bardzo wykształceni, uczuleni też na potrzeby klientów, na sam proces realizacji inwestycji, na to, że klienta trzeba obsłużyć, jakieś zmiany aranżacyjne chce, trzeba mu coś pokazać. Koordynator umie też pracować z bankiem, który nas kredytuje, ale który kredytuje też naszych klientów. I bankowców czasami mamy na tej inwestycji mnóstwo, bo każdy przychodzi i patrzy, żeby swojemu klientowi wypłacić kasę, czy ten budynek rzeczywiście rośnie. Nasi koordynatorzy, z całą swoją wiedzą byli też w stanie – w momencie, kiedy myśmy już naprojektowali dużo mieszkań – poprzez swoje kontakty z wykonawcami z rynku albo dalej zatrudniać firmy generalnego wykonawstwa, albo realizować w systemie pakietowym. W tej chwili zaczynamy realizować tak zwanym systemem pakietowym, czyli mamy naszych kierowników budów i oni w sposób pakietowy robią stany na przykład zerowe, albo konstrukcje, instalacje, wykończeniówkę. W ten sposób to mogło zapączkować, na bazie architektów, którzy w międzyczasie… Naprawdę myśmy ich świetnie przygotowali do zawodu, oni są zdolni, oni sami, ci architekci prowadzący tematy, oni właściwie sobie teraz sami radzą. W tej chwili nasza rola jest konsultacyjna, czasami inspiracyjna, czasami coś tam jeszcze podpowiadamy, ale oni ciągną tematy. Ale przejęli po nas zamiłowanie do detalu, do rzetelności, do jakości. Bardzo się tym wszystkim przejmują. I właśnie architekt prowadzący i koordynator realizacji – ze wsparciem oczywiście całego zespołu, bo mamy dział formalnej obsługi inwestycji, który wszystko od strony formalnej prowadzi, już nie mówię o finansowaniu, o księgowości… To wszystko robimy, a potem ktoś to musi sprzedać. To jest nasz dobry marketing i dział sprzedaży, o którym mówiłam na początku, że tutaj też uważam, że jesteśmy jednym z wiodących deweloperów, jeśli chodzi o poziom branży od strony handlowej. To wszystko spowodowało, że poszliśmy bardzo do przodu i mogliśmy pójść. Natomiast teraz też widzimy, że konieczne jest usamodzielnianie managerów na średnim szczeblu, bo ja już nie mam czasu dojść do każdego projektu i do każdego momentu. Bo to było tak, rano się człowiek spotyka z ludźmi, robi sprawy biznesowe, a po południu, po obiedzie człowiek siada i na przykład szkicuje lub analizuje sprawy projektowe, bo to się mówi, człowiek się nie męczy, bo tu pracuje prawa półkula, a tu lewa, więc to jest na przykład naprawdę ciekawe. Nawet, powiem, w książkach psychologicznych dla zawodów kreatywnych czy półkreatywnych, to się mówi, że w godzinach pracy podziel sobie tę pracę, żeby się nie znużyć, właśnie na część ścisłą i część kreatywną, bo wtedy człowiek odpoczywa.

Fajnie, bo tak myślę trochę ze swojej perspektywy, jak to się układa, że rzeczywiście są te różne elementy i, jak zazwyczaj dzielę to na dni akurat do tej pory, bo to też działa, żeby była zmiana i żeby te bodźce się zmieniały, bo nie można tylko cały czas rozwiązywać łamigłówek intelektualnych.

Tak, bo to gdzieś następuje zmęczenie.

Wypala się, tak.

Poza tym ja osobiście uważam, że szczególnie w zawodach kreatywnych, to trochę tak jest, że człowiek coś tam robi, a potem, jak odstawi, to nie jest tak, że się nic nie dzieje. Cały czas mózg pracuje i nagle człowiek siada i fajne rozwiązanie mu weszło do głowy, ale ono dojrzewało dzień, dwa, trzy i trzeba dać czasami czas, żeby dojrzało.

Tak, mam też takie doświadczenie, że pod pistoletem nie da się niczego fajnego stworzyć.

Nie da się. Mało tego, czasami są ludzie na tyle dający się zestresować, że w momencie, kiedy mają za dużą mnogość zadań i właśnie jeszcze napięcie czasowe, to po prostu nic nie zrobią. Czasami lepiej odstawić wszystko, powiedzieć, dzisiaj tylko to, bo inaczej człowiek gdzieś tam się zakręci.

Następuje taki paraliż po prostu od tej mnogości. Czyli ile teraz zespół liczy osób, ten wewnętrzny wasz?

To znaczy tak, w biurze projektowym mamy osób 50. Też mamy zespół instalatorów bardzo dobry, dlatego że robimy obiekty biurowe równolegle, które też komercjalizujemy i sprzedajemy. I tutaj rzeczywiście ich wiedza o wentylacjach, klimatyzacjach, jeszcze to wszystko oczywiście zgodnie z regułami LID, żeby to fajnie funkcjonowało, to oni nam się tutaj bardzo sprawdzają, zresztą przy mieszkaniówce też. Natomiast tak w sumie firma we Wrocławiu liczy ponad 200 osób, a w Archicom Polska, jak to ładnie nazywamy, jest kolejne 60, tak że to już rzeczywiście jest taka, mówi się, że to już nie jest mała firma.

Zdecydowanie, to już jest średnia firma, szczególnie w warunkach polskich, bo to też jest kwestia perspektywy, wielkości rynku. To dużo pewnie też ciekawych nowych wyzwań, jeżeli chodzi o w ogóle sposób zarządzania i też o sposób przekazywania wiedzy i utrzymywania standardów. Wyobrażam sobie, że to jest już zupełnie inny etap.

Tak, właśnie tutaj mówiłam, że jesteśmy w bardzo ciekawym momencie, bo ta logistyka musi być inaczej ułożona. Człowiek troszeczkę też przywykł, że wie prawie wszystko. Teraz już nie jest w stanie wiedzieć prawie wszystkiego, jeżeli w jakimś sektorze coś chce zrobić. Oczywiście bardzo ważna jest wymiana wiedzy między wszystkimi komórkami w firmie, bo jest wtedy ta synergia, o której na początku rozmawialiśmy, więc troszeczkę sobie dzielimy cele na zespoły. Poza tym wzmacniamy zespoły koordynacyjne, które w oparciu o architekta prowadzącego i koordynatora realizacji inwestycji z finansistami, osobami z formalnej obsługi inwestycji i tak dalej, do tej pory pracowały jednak po kuratelą członków zarządów odpowiedzialnych za projektowanie i realizację. Teraz chcemy stworzyć im bardziej samodzielne możliwości działania albo w oparciu o to, że któreś z nich zostaje liderem zespołu. Ale też rozglądamy się, i ogłosiliśmy właśnie rekrutację na tak zwanych project deweloperów, czyli osoby, które są w stanie spiąć cały proces logistycznie, natomiast które w dużej mierze będą wykorzystywały standardy i opracowania i wiedzę naszych zespołów, które tutaj w firmie są. To będą nowe osoby w firmie, które odciążą zarząd, które pospinają pewne rzeczy. Rynek inwestycyjny jest naprawdę coraz trudniejszy, mnogość przepisów, trudność uzgodnień, naprawdę jest o wiele wyższa niż była kiedyś. Dłużej trwa proces administracyjny, jeśli chodzi o załatwianie pozwoleń na budowę i tak dalej. Rzeczywiście wymaga to energii i takiego push, żeby to nie stało, tylko żeby aktywnie w tym procesie uczestniczyć. A czasami, żeby wymyślić inne możliwości realizacji inwestycji, które umożliwią zrobienie w tym czasie w tym miejscu – dzielenie na etapy, często to jest kwestia dogadywania się z sąsiadami. My teraz, jako deweloperzy, bardzo dużo rzeczy robimy w ten sposób, że z obcymi dogadujemy się, bo akurat wszyscy kupujemy działkę i nie ma drogi. Miasto mówi, to pierwszy niech zrobi drogę, a my mówimy, dlaczego pierwszy ma zrobić, a potem wszyscy skorzystają? Więc jak w tym samym czasie jest jakaś grupa, która realizuje, to staramy się zawrzeć porozumienie i właśnie według tych słynnych PUM-ów się rozliczamy, proporcjonalnie partycypujemy w kosztach. Tu trochę jest nasza inicjatywa, bo my jesteśmy dużym deweloperem. Ja sobie mogę pozwolić na to, żeby oddelegować osobę, która takie porozumienie wypracuje, zintegruje deweloperów wokół siebie i tak dalej, ale już widzę, że ten wzór zadziałał w paru innych miejscach. Nawet, gdzie nas, Archicomu nie ma, już też koledzy się zaczynają w ten sposób skrzykiwać, bo to jest dla wszystkich łatwiej i proporcjonalnie tanie. Tak że takie dobre przykłady współpracy i działania idą w świat.

A ostatnie pytanie związane z samą branżą, to jest pytanie, które zabrzmi banalnie, ale nie mógłbym się powstrzymać, żeby go nie zadać, będzie krach, czy nie będzie?

Jak z tą szklaną kulą, tak?

O to chodzi, bo chodzi mi o to, że obserwuję- też wczoraj, jak się przygotowywałem, trochę obserwowałem – jak wygląda rynek nieruchomościowy i też nieruchomości mieszkaniowych, jak wyglądają ceny. Pamiętam, jak na przykład była kwota x w Warszawie za metr i wszyscy mówili, nie, teraz już nie można kupować, bo teraz na pewno to walnie i od tamtej pory o 35% te ceny jeszcze urosły. Tak że w tej chwili w okolicy, w której mieszkam, ceny za metr są bardzo wysokie.

Ceny w Warszawie poszły najbardziej, bo w innych miastach poszły 10-12%, może do 15, a w Warszawie, w niektórych obszarach 30-40%.

Naprawdę, 30-40% tam, gdzie mieszkam. Te ceny się wydają bardzo, bardzo wysokie i oczywiście pojawia się pytanie, co dalej?

Może powiem tak, mnie się wydaje, że my jesteśmy teraz na bardziej stabilnym rynku niż byliśmy w okresie kryzysu, co to Lehman Brothers nam zafundował, gdzie rzeczywiście troszeczkę już było tak, że Polska w Unii trochę okrzepła. Mieliśmy tych, jak to się śmialiśmy, hiszpańskich konkwistadorów, którzy przyjeżdżali, bo oni tam już nabudowali w Hiszpanii tyle, że mieli 6-13 tysięcy mieszkań gotowych, których nie mogli sprzedać. A Polska naprawdę jest dużym krajem z dużym potencjałem, więc przyjeżdżali tu i chcieli tu budować. Oczywiście płacili tu ceny wysokie na grunty, ale zanim się rozpędzili, właśnie przyszedł kryzys. Często te grunty przez parę lat stały. I wtedy też tak było, że ceny u nas w Polsce poszły nagle w górę i potem bardzo mocno zjechały. Analizując to z mojej perspektywy… Bo oczywiście mamy różnych analityków rynku i na przykład firma Reos 2 lata temu mówiła, że w tym roku to już na pewno kryzys będzie, a jak nie w tym, to w przyszłym, bo tak trochę jesteśmy do tej koniunkturalności 7-letniej przyzwyczajeni gdzieś z tyłu głowy. Natomiast co możemy dzisiaj zaobserwować? Ludzie zarabiają coraz większe pieniądze w Polsce. W budownictwie, w którym w trochę sztuczny sposób pensje zostały zatrzymane, w tej chwili przychody odbiły. Z cenami materiałów, to zawsze trochę jest tak, że jak jest większa koniunktura, to więcej kosztują, tak z definicji, ale też mamy droższą energię elektryczną, czyli koszty wytworzenia mieszkania wzrosły. Właściciele gruntów naprawdę w tej chwili, powiem, za dużo żądają za grunty. Uważam, że grunty są za drogie proporcjonalnie do całego kosztu inwestycji, do przychodu, który możemy uzyskać, ale na to z kolei miało wpływ to, że ziemie skarbu państwa zostały zablokowane pod Mieszkanie+, to samo grunty rolne, to samo grunty PKP i w związku z tym podaż gruntów na rynku jest bardzo mała. W związku z tym staranie Związku Deweloperskiego jest takie: uwolnijcie w końcu grunty rolne w miastach – to już jest gdzieś tam prawie, zastanówcie się, co robicie z gruntami skarbu państwa, których nie można za darmo wnieść aportem do Mieszkania+, tylko trzeba je sprzedać, więc może jednak część sprzedać na wolnym rynku, bo może aż tyle pod Mieszkanie+ nie zużyjecie. Co zresztą widać, że postępy i tempo wznoszenia tych mieszkań nie jest takie, jak było obiecywane. W związku z tym, jak patrzymy na elementy składowe, to wydaje się, że wzrost cen mieszkań nie pokrywa nawet wzrostów naszych kosztów na dzień dzisiejszy.

Naprawdę?

Taka jest trochę prawda. Może w Warszawie pokrywa, we Wrocławiu nie. Na inwestycjach, które teraz planujemy, wychodzą nam mniejsze marże niż przedtem, więc wnoszę z tego, że – jeśli nie będzie gwałtownego kryzysu makroekonomicznego, który spowoduje, że nasi klienci, zamiast wydawać pieniądze na mieszkanie, będą musieli je wydać na podstawowe zakupy – tendencja na rynku i ilość mieszkań, która w tej chwili w obrocie jest, chyba mogłaby pozostać, bo mamy duże braki mieszkań w Polsce. Miasta rosną. Jest naturalna tendencja przenoszenia się ludzi do miast i jak się na to wszystko popatrzy… Jeszcze na to, że ludzie właśnie opuszczają wielką płytę, bo tam co miesiąc płacą 500 złotych za administrowanie i na koszty utrzymania, tu będą płacić 200, bo ogrzewanie jako główny czynnik wyraźnie spada w nowych technologiach, to wydaje mi się, że może to nie będzie super rozwój ilościowy, jak do tej pory, ale że powinno być stabilnie trochę do przodu, jeśli chodzi o ilość mieszkań, bo rekord to był 2017. Wtedy najwięcej zostało sprzedane. 2018 troszeczkę spadło do poziomu 2016. I teraz widzimy lekką tendencję wzrostową. Czyli problem jest tylko taki, ogólnie można powiedzieć, że my, deweloperzy jesteśmy coraz bardziej profesjonalnie przygotowani do tej ilości mieszkań. Czyli jeżeli ci deweloperzy, którzy budują, będą mogli budować coraz więcej, a tych mieszkań coraz więcej nie będzie potrzeba, to trzeba myśleć o zachowaniu pewnej równowagi na rynku lub przenosić w inne obszary, typu są fundusze, które kupują mieszkania na wynajem, czyli budujemy nie dla indywidualnego klienta, tylko dla funduszu. Są tacy, którzy sami administrują i sobie zachowują, są aparthotele 24, gdzie też się operatorom to daje. Nasze społeczeństwo jest dość tradycyjne. Głównie mieszkamy na własności. Cała Europa w dużej mierze wynajmuje, 50%, 60%, więc widać, że młodzi ludzie są coraz bardziej elastyczni i otwarci. Nie wyobrażałam sobie paręnaście lat temu, że samochód może być dobrem, którym się z kimś dzielę. To była tak prywatna rzecz, taki status społeczny, wypieszczone. Teraz jest car sharing i młodzi ludzie korzystają i fajnie, i to samo chyba będzie z mieszkaniami. To nie jest mieszkanie na całe życie. Tu pomieszkam, tam pomieszkam, bo jadę za pracą, powiększam rodzinę, zmieniam mieszkanie, przenoszę się do domu jednorodzinnego, jak mnie stać. To wszystko jest bardziej elastycznie, stąd różne formy zabudowy na rynku mieszkaniowym, wydaje się, jeszcze trochę do zrobienia nam zapewnią.

A jeżeli chodzi o twoje umiejętności, wiedzę, kompetencje i rozwój, to z jakich źródeł czerpiesz przez te lata prowadzenia biznesu, że cały czas jesteś na bieżąco, bo to jest znowu dziedzina, nie będę wymieniał, z ilu się składa różnych elementów, ale to projektowanie jest istotne, ale trzeba i rozumieć dynamikę całej tkanki miejskiej, aż do tego, jak instalacje się zmieniają, czy jakie technologie wchodzą. W jaki sposób, jak to się mówi po angielsku, jesteś on top, czyli jesteś na bieżąco z tym, co się dzieje?

– Mnie się wydaje, że raz, że to jest pewna ciekawość, a dwa, że to jest wytwarzanie w firmie pewnych możliwości, żebyśmy właśnie tego szukali. Że właśnie ci nasi architekci, ci nasi instalatorzy, oni mają czas. Oni nam przygotowują, na przykład robimy budynek biurowy, analizują wszystkie najnowsze technologie, rozmawiają z firmami, które robiły instalacje klimatyzacji, wentylacji w Ogórku 25 w Londynie i tak dalej. Mamy porównanie, co się robi na świecie, potem oczywiście patrzymy na naszą kasę, zużycie energii. Coś jest bardziej elastyczne, coś jest mniej. I podejmujemy decyzję, ale mamy czas na taki research. Teraz, jak wchodzą nowe tendencje w projektowaniu powierzchni biurowych, bierzemy firmę Workplace 26, ona nam odkrywa to myślenie i psychologiczno-społeczne, jak ludzie w tych firmach myślą, jak są nastawieni do pracy. Czego nowy pracownik pokolenia Z już nawet teraz się mówi chyba, od A zaczynamy z powrotem, czego on oczekuje, że on ma inny styl pracy, że jest to jeden dzień pracy w domu i cały czas trzeba być w kontakcie. Mamy też często zapytania od różnych firm, nawet zagranicznych, na przykład tutaj, we Wrocławiu, Concordia 27, ta słynna poznańska, buduje sobie oddział i oni też się do nas zwrócili, czy my byśmy się nie zaopiekowali projektem budowlanym, technicznym na warunki wrocławskie, ale chcieli, żeby projekt im robili Duńczycy, z którymi już pracowali. Myśmy bardzo podziękowali, bo byliśmy bardzo zajęci, ale poleciłam inną firmę z Wrocławia. To też był fajny kontakt, bo oni tam pojechali, oglądali w Holandii różne realizacje najciekawsze właśnie tychże architektów, bardzo znane jakieś, grupy przyjechały tutaj, ale my dzięki temu mamy takie możliwości. Mamy Polski Związek Firm Deweloperskich, ja trochę też wykładałam swego czasu właśnie na podyplomowych studiach deweloperskich, gdzieś człowiek w tym biznesie, bo architekt nie jest biznesmenem, tutaj kończyliśmy w gronie zarządu i dyrekcji te poszczególne szczeble Kanadyjskiego Instytutu. Dwóch gości, pasjonatów przyjechało z Kanady, nie wiem, czy ich znasz, bo wymyślili, że tu naprawdę praktycznego biznesu w Polsce nie ma, bo nikt nigdy tu nie prowadził. Tu nawet uczelnie ekonomiczne inaczej uczyły, co to jest wartość pieniądza i po prostu to było też bardzo ciekawe doświadczenie, tam jakieś dwa szczeble zaliczyłam, które bardzo mi rozwinęły myślenie właśnie pieniądz w czasie, zarządzanie ludźmi, systemy marketingowe, bo oni w bardzo różnych obszarach. Tak że tą wiedzę zdobywamy tutaj, tą profesjonalną też nam architekci przynoszą trochę z rynku. Nasz syn na przykład, który też pracuje w naszym biurze architektonicznym, jeden z trzech, był w Stanach, podpatrzył na uczelni w Milwaukee, że studenci pracują na Revicie. Przyjechał tutaj, na uczelni zrobił dyplom w Revicie. W tej chwili wprowadza Revit 28 już od paru lat u nas w firmie, a na Revicie jeszcze niewiele firm pracuje, aczkolwiek coraz więcej. To jest coś takiego, że jak projektujesz rzut, to musisz od razu powiedzieć, jak wysokie będzie okno, jak będzie wysoka kondygnacja, ale potem, jak klikniesz, to ci się przekrój, to wszystko samo wytworzy, a potem, jak na rzucie przesuniesz okno, to ono się też przesunie na elewacji na przekroju. Tak że mało tego, jak na przykład robisz skomplikowane, wentylacyjne instalacje, jak się je narysuje i się je pokaże w przestrzeni, to widać, czy to koliduje z podciągiem czy z jakąś rurą kanalizacyjną w spadku, to jest tak zwany BIM 29, w którym teraz wszyscy pracują powoli, szczególnie duże firmy wykonawcze, bo to umożliwia uniknięcie kolizji na budowie, skorygowanie projektu jeszcze na etapie rysunkowym, a nie zamówieniowym. I oczywiście nie tylko Revit. Ten BIM tę możliwość zapewnia, bo jest i ARCHICAD i jakieś 3D przy AutoCAD-zie, ale Revit jest rzeczywiście topowym programem i my go tu mamy i jeżeli ktoś chce z nami pracować, to musi się Revita albo nauczyć albo musi go umieć, czyli my znowuż ciągniemy to do przodu.

Tworzycie standardy.

Tak że właśnie, nasi koledzy właśnie z biura jadą na konferencje Autodesku 30, oni wykładają, jak się używa Revita w firmie projektowej, która obsługuje dewelopera, który robi mieszkania i biura. Tak że tutaj każdy ma swoje sukcesy i tą wiedzą tak się inspirujemy i zarzucamy, tak że jest bardzo dobrze pod tym względem. Nie jest to firma, że każdy robi swoje i nie idziemy do przodu. Możemy sobie na ten komfort pozwolić, bo to jest z jednej strony komfort, z drugiej konieczność. W dzisiejszych czasach kto nie jest na bieżąco, ten wypada, dlatego że zmiany technologiczne, szczególnie, jak się patrzy na marketing, na to dotarcie, na te różne możliwości… Tu mamy Instagram, tu mamy coś, tu za chwilę będziemy mieli nie wiem co jeszcze. Jak byliśmy w Stanach… Bardzo ciekawa konferencja jest w Stanach, ona się nazywa tak, że to jest prawie konferencja budowlana, ale to jest ogromna konferencja, która jest albo w Las Vegas, albo w Orlando na Florydzie. Ona skupia ogromne ilości wizytujących. Tam jest 300 seminariów przez 3-4 dni. Z reguły tam są takie gwiazdy, że 4 czy 5 wykładów jest popisowych, teatralnych. Wychodzą znane autorytety biznesu albo z obszaru marketingu, albo jakiegoś innego, to jest szał po amerykańsku, naprawdę. Chodzą po tej scenie, przeżywają, pokazują. Cała widownia z zapartym oddechem ich słucha. Byliśmy z kolei na bardziej zwykłym wykładzie i facet wyciągnął komórkę. Najpierw zadał pytanie, kto ostatni z was przeczytał książkę? My z mężem nieśmiało podnieśliśmy rękę, bo nie było tam dużo tych, co przeczytało, a potem wyciągnął komórkę i mówi, wiecie co? To narzędzie, to będzie to, co zrewolucjonizuje waszą pracę. A to był wykład dla sprzedawców. W ogóle miałam fajne wrażenie, bo u nas wszyscy sprzedawcy jeszcze 10 lat temu, to byli młodzi ludzie, bo nowa branża, to braliśmy młodych ludzi. Nie było doświadczonych ludzi. Tam na sali tak z połowa to była siwych ludzi, salesmanów z doświadczeniem, ale bardzo już dojrzałych. Dla nich komórka to było trochę wyzwanie, bo to był inny świat. A tamten wykładowca w bardzo prosty sposób mówi, napisze ktoś do ciebie maila, że chce się z tobą umówić, odpisz mu od razu, ważny jest kontakt online. I słuchajcie, dzisiaj bez komórki, to nie żyjemy, a to było parę lat temu. Wydaje mi się w ogóle, tak a propos, że firma, która się rozwija dla ludzi, którzy w tej firmie są zatrudnieni, jest fantastyczną platformą rozwoju osobistego i zawodowego i bardzo szeroko pojętego. Bo jak słyszę znajomych mojego syna, który jest młodszy lub dużo młodszy, zależy o którym mówimy i ci koledzy mówią, a bo mój ojciec już jest bardzo stary i on tak do końca nie wie, co z tą komórką robić. Ja mówię, ile ten twój ojciec ma lat? 63. Zamieram z przerażenia, ale to jest to, że jak ludzie są odcięci od kontaktu z technologią…

Potem trudno nadrobić.

…bardzo szybko zostają z tyłu, więc fantastycznie, że w takiej firmie, która szuka nowych rzeczy, można pracować i cały czas się rozwijać.

Bardzo mi się podoba ta metafora właśnie, że firma jest platformą dla ludzi do rozwoju osobistego w szerszym ujęciu. Ciekawi mnie jeszcze, czy masz jakąś jedną myśl na temat biznesu w ogóle? Coś, co jest prawdą albo nieprawdą, a jest na przykład często powtarzane? Czym, twoim zdaniem, jest biznes z perspektywy tak szerokiego doświadczenia, które masz w tej dziedzinie?

Ja bym chciała powiedzieć słowo o wartości w biznesie. Bo powiem tak, zdałam sobie niedawno sprawę z tego, że my dzisiaj nie musimy pracować dla utrzymania rodziny, tak jak dawniej ludzie szli do fabryk i musieli robić to, co im kazali, lubili czy nie lubili, bo musieli zarobić na chleb. My mamy teraz możliwość wyboru, w związku z czym, jeżeli chcemy robić to, co lubimy i mieć satysfakcję z pracy, to musimy być wierni pewnym wartościom, które wyznajemy. Czyli dla mnie biznes jest jednak wartością, która dla mnie w życiu jest istotna i mi się to po prostu musi łączyć, bo inaczej człowiek się nie czuje spełniony i zadowolony, absolutnie.

A co poza biznesem… Opowiadałaś na początku, że jak otwieraliście firmę, to miałaś dwójkę dzieci wtedy, czyli to nie było łatwe połączenie, żeby równocześnie wychowywać dzieci, otwierać firmę. Pewnie miałaś dużo na głowie i to było duże wyzwanie, a teraz pewnie już jest trochę inny etap. Co, poza biznesem, cię napędza i poza kreowaniem przestrzeni?

Powiem tak, bardzo lubię podróżować i lubię aktywnie odpoczywać – więc wyjazdy na narty z przyjaciółmi w góry. Lubię też pokonywać pewne bariery, które dla mnie są trudne. Pływam na windsurfingu. Nie powiem, że jestem mistrzem, ale dwa lata temu zaczęłam się uczyć na kite i już pływam po płaskim, więc ciągle lubię mieć wyzwania, bo uważam, że to jest ciekawe, poza tym trochę człowieka mobilizuje w ciągu roku, żeby coś ze sobą robił i jakąś kondycję utrzymywał. A z tymi podróżami to jest tak, że troszeczkę właśnie ten wujek z Kanady, co to był architektem – oni z ciocią podróżowali bardzo dużo po świecie. A my w komunie mieliśmy małe możliwości podróżowania, aczkolwiek moi rodzice bardzo często wyjeżdżali zagranicę, zarabiając pieniądze, jeszcze poza godzinami pracy, właśnie realizując różne ciekawe zlecenia. Ojciec – prace przez sztukę polską, architekturę wnętrz; jeździliśmy do Francji, jeździliśmy przez Włochy, zwiedzaliśmy muzea, oglądaliśmy wszystkie pomniki konne, bo to było pasją mojego ojca. Poznawaliśmy styl życia, przyglądaliśmy się, jak inny świat wygląda i mi się wydaje, że wiedza stamtąd wyniesiona w czasach, kiedy się tu wracało do Polski, gdzie wszystko było szare, brudne i nijakie, potem spowodowała chęć kreowania wokół siebie przestrzeni, która byłaby fajna, piękna, inna, taka jak tam była, a tutaj bardzo nam jej brakowało. Ale są też takie podróże, jak na przykład trekkingi w Himalaje, albo wyprawa na motorze na Krym z mężem. Mieliśmy dwa ciekawe wyjazdy z architektami, jeden do Ameryki Południowej, zrobiliśmy cały objazd Ameryki Południowej, a drugi do Chin. To też już było dość dawno temu. Jeszcze to było w roku, kiedy Hong-Kong przechodził pod jurysdykcję chińską (1997), więc nasza przewodniczka chińska nie mogła z nami wjechać na teren Hong-Kongu, bo nie miała paszportu, mimo że to już oficjalnie były Chiny. Oglądaliśmy mocno zaczynający się rozwijać Szanghaj, ale też pagórki na rzece Li – takie pionowe 31, piękne ogrody. Tak że z każdej podróży człowiek wraca naładowany emocjami, bo nie dość, że są fajne krajobrazy, jeździ się z ciekawymi ludźmi – albo to są przyjaciele, ale też często na przykład, jak się jedzie w towarzystwie troszeczkę zorganizowanym, typu architekci, to mieliśmy okazję poznać przesympatycznych architektów z ideami, które potem obserwuje człowiek, jak oni sobie tutaj dalej radzą w Polsce, co robią – i to zawsze zapada w pamięć, bo są dyskusje o wartościach architektonicznych, o filozofii, o tym, co dla kogo jest ważne. Tak że to jest po prostu ekstra.

Jesteś osobą bardzo spełnioną w tym, jak słyszę, że robisz to, co lubisz i to fajnie idzie. Bardzo gratuluję. Czego tobie życzyć w tej sytuacji, i firmie?

Mądrego kontynuowania swojej roli. Bo sobie poniekąd zdaję sprawę – mam już pięcioro fajnych wnucząt, ostatnie się urodziło parę dni temu, więc jak dzieci się wychowało, bo jeszcze po drodze było trzecie, i one już się usamodzielniły – że teraz fokus na rodzinę się otwiera na nowo, bo jest chęć do spotykania się wspólnego. Tu są przyjaciele, czyli można by powiedzieć, żeby nie tracić relacji międzyludzkich kosztem pracy. Z drugiej strony, żeby w pracy być na tyle mądrym i dojrzałym, żeby powoli dawać innym się trochę w pracy odnajdywać, coraz ważniejsze decyzje podejmować i żeby firma mogła tak dalej się rozwijać i żeby ludzie mogli się usamodzielniać.

Tego życzę w takim razie.

Bardzo dziękuję.

Bardzo dziękuję za tę rozmowę i powodzenia życzę.

Odnośniki zewnętrzne – Dorota Jarodzka-Śródka (Archicom):

Inne odcinki związane z nieruchomościami:
Agnieszka Kapuza – Home Pandora

  1. https://www.topwoman.pl/speaker/dorota-jarodzka-srodka/
  2. https://www.archicom.pl/
  3. https://pl.wikipedia.org/wiki/Inwestycja_brownfield
  4. Inwestycja greenfield – inwestycja od podstaw https://context.reverso.net/t%C5%82umaczenie/angielski-polski/greenfield+investment
  5. https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaw%C3%B3d_zaufania_publicznego
  6. http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,142076,19566518,archicom-idzie-na-gielde-a-powstal-bo-wlascicielka-nie-mogla.html
  7. https://www.facebook.com/OsiedleJagodno/
  8. http://pzfd.pl
  9. https://pl.wikipedia.org/wiki/Decyzja_o_warunkach_zabudowy_i_zagospodarowania_terenu
  10. https://pl.wikipedia.org/wiki/Powierzchnia_najmu_brutto
  11. https://www.archicom.pl/inwestycje-mieszkaniowe/olimpia-port/
  12. https://pl.wikipedia.org/wiki/Poci%C4%85g_do_nieba
  13. https://pl.wikipedia.org/wiki/Bunkier_przy_placu_Strzegomskim
  14. https://pl.wikipedia.org/wiki/Richard_Konwiarz
  15. https://pl.wikipedia.org/wiki/Tender_(kolejnictwo)
  16. http://www.zdium.wroc.pl/
  17. http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/51,35771,21287844.html?i=0
  18. https://niaiu.pl/2018/09/henryk-buszko-i-aleksander-franta-zielone-konie-architektury/
  19. https://www.sassc.com.pl/pl/kategoria/88,corianr-duponttm
  20. https://www.archicom.pl/poznaj-archicom/inwestycje-zrealizowane/pierwszy-inteligentny-budynek-mieszkalny-2000/
  21. http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/56,35771,19832947,rzezba-zablakana-chmura,,6.html
  22. https://www.urbanity.pl/dolnoslaskie/wroclaw/wroclawska-willa,b8305
  23. https://rynekpierwotny.pl/wiadomosci-mieszkaniowe/rebranding-archicomu-z-nim-nowe-rozwiazania-online-dla-klientow/9649//a>
  24. http://www.condoinwestycje.pl/aparthotel-co-to-jest/
  25. https://pl.wikipedia.org/wiki/30_St_Mary_Axe
  26. http://workplace.pl/pl/#o-nas
  27. https://cuk.pl/o_nas/towarzystwa-ubezpieczeniowe/concordia
  28. https://en.wikipedia.org/wiki/Autodesk_Revit
  29. https://pl.wikipedia.org/wiki/Building_Information_Modeling
  30. https://www.autodesk.pl/
  31. https://www.travelchinaguide.com/attraction/guangxi/guilin/li_river.htm
Może Cię zainteresować

Jak ocenić swój biznes i wyznaczyć nowe cele?

Czytaj

Dawid Mędrek – PushPushGo: jak mentalnie jako founder przygotować się na sprzedaż swojej spółki?

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×