Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się

Albert Wójcik: Pikio.pl – od dziennikarza amatora do 24-letniego twórcy czołowej grupy medialnej

33 min czytania
Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

 
 
Albert Wójcik – ma 24 lata i zatrudnia prawie 40 osób. Portale z jego grupy (HGA Media z Pikio.pl na czele) mają ponad 60 milionów odsłon miesięcznie. Nie ma powiązań z dużymi grupami mediowymi, a biznes zbudował od zera bez żadnego wsparcia inwestorów.

W rozmowie opowiedział o tym, jak działają jego portale i co jest ważne w biznesie mediowym. Jak dobiera i szkoli zespół, a także jak czuje się prowadząc pokaźny biznes, gdy niektórzy jego koledzy jeszcze studiują. A także: jak napisać dobry artykuł.

Film

Zapis rozmowy:

Dziś moim gościem i naszym gościem jest Albert Wójcik 1, prezes HGA Media 2 – wydawcy m.in. Pikio.pl 3. Cześć Albert.

Witam serdecznie słuchaczy.

Bardzo się cieszę, że jesteś dzisiaj z nami. Poznaliśmy się w sumie w takich okolicznościach, że poszukiwałeś inspiracji do tego, jak dalej rozwijać swój biznes i w ten sposób się spotkaliśmy. Ale jak tylko zobaczyłem Twój biznes to muszę powiedzieć, że byłem pod ogromnym wrażeniem, bo w dość niewielkim zespole tworzycie naprawdę medium, które się liczy. Opowiedz coś o Pikio.pl i o HGA Media.

To jest firma, która powstała trzy lata temu z kapitałem astronomicznym rzędu 5 tysięcy złotych. I w tym momencie przynosi już milionowe przychody przy relatywnie niskich kosztach, więc zawsze fajnie wychodzimy na plus z zyskiem. I to jest projekt, który w założeniu nie miał być jakimś takim niesamowitym biznesem. My to założyliśmy, na początku ja założyłem tę firmę z dwoma kolegami, których już nie ma z nami, nie robimy tego biznesu, po prostu w pewnym momencie po roku działalności okazało się, że oni nie za bardzo chcą to robić, bo ich branża nie interesuje. I przez ten pierwszy rok przychody i perspektywy nie były dla nich interesujące. A jako że mnie ta branża zawsze pasjonowała, więc stwierdziłem, że będę uparty i będę to pchał do przodu. I okazało się, że była to świetna decyzja, bo w tym momencie naszym oczywiście okrętem flagowym jest Pikio.pl 4. To jest portal informacyjny, my go nazywamy kompasem społecznym, ponieważ piszemy o tym, co ludzi interesuje. Czasem w lekko tabloidowym stylu, aczkolwiek przede wszystkim dobieramy treści pod czytelnika i myślę, że to jest jednym z aspektów, dlaczego ten serwis jest tak popularny. Bo myślę, że trzeba podkreślić, że mając około trzydziestu kilku milionów wizyt miesięcznie, jesteśmy już w absolutnej czołówce.

Ile dokładnie tych wizyt macie mniej więcej?

Ostatnio kiedy to było zaindeksowane, było to 34 miliony wizyt.

34 miliony wizyt. Ile to jest mniej więcej unikalnych użytkowników?

To zależy od okresu. Aczkolwiek jeśli chodzi o samo Pikio, to jest około 4 milionów, natomiast w całej naszej grupie, gdzie są też inne serwisy 5, to łącznie tego jest 6.

Niesamowite.

6 milionów ludzi.

Czyli na początku byłeś z dwoma kolegami, którzy poddali się presji tego, że to nie rośnie. Czy to tak było?

Może niekoniecznie, bo te wzrosty od samego początku były. Tylko, że kiedy powstaje taki portal od zera, to są problemy z monetyzacją i z tym, że koszta są takie, że nie ma praktycznie czego dzielić między ludzi, którzy tym zarządzają, jeśli się myśli o wzroście. Bo jeśli mamy jakąś pulę pieniędzy i część musimy oddać na rzeczy konieczne, takie jak serwery, ludzie którzy publikują teksty – a musi być jakaś regularność na początku – to przy bardzo niskiej monetyzacji, w zasadzie nie ma czego dzielić. Jeśli dołączamy do tego wypłaty dla osób, które mają pracować naprawdę – to to są bardzo niskie stawki, a poza tym w tym momencie projekt jest sparaliżowany, bo nie ma nic, co można włożyć do inwestycji. A my inwestowaliśmy na początku sumy rzędu 3 tysiące nadwyżki w miesiącu przy przychodzie – nie wiem – dziesięciu tysięcy. Na takich liczbach operowaliśmy.

Czyli od początku tak naprawdę samofinansujecie się, czyli nie pozyskiwaliście żadnych inwestorów. No i trzeba było jakoś przetrwać ten moment, w którym nie było z czego żyć, tylko wszystko było wrzucone z powrotem do biznesu.

Z tego co pamiętam – no, ja takich nie prowadzę dzienników sobie – przez pierwsze półtora roku nic praktycznie nie zarabiałem. Miałem szczęście jeszcze takie, że rodzice mi trochę pomogli. No bo ja mam 24 lata i trochę mi rodzice pomogli, z racji tego, że studiowałem jeszcze. Bo bez tego nie byłoby możliwości technicznie, żeby to osiągnąć. Tylko że ja wtedy poświęciłam wszystko, np. siedziałem wtedy na wykładach i klepałem sobie te artykuły. Albo np. w domu, w zasadzie kosztem życia prywatnego. No ale to odniosło sukces, bo te nadwyżki były coraz większe, więc można było coraz więcej przyinwestować. No i w pewnym momencie to zaczęło już samo się nakręcać.

A jaka to jest skala – 4 miliony unikalnych użytkowników? Czy możesz to porównać do jakichś takich mediów, które są powszechnie rozpoznawalnymi markami, żeby słuchaczom dać obraz, jaka to jest skala w porównaniu do takich mediów, które powiedzmy znają od lat, a które nie powstały w przeciągu ostatnich kilku lat tak, jak wasze, żeby nakreślić miarę i skalę tego sukcesu.

Szczerze mówiąc, trudno będzie tutaj podać konkretne liczby, bo każde media niestety trochę oszukują, jeśli chodzi o tę liczby użytkowników. Na przykład z tego co wiem, grupa naTemat 6 chwaliła się, że oni mają 10 milionów użytkowników, co jest bardzo fascynujące, jeśli spojrzymy na to, że kiedy my mieliśmy np. 34 miliony wizyt, to w tym samym okresie miesięcznym portal naTemat miał bodajże 13 mln wizyt. Więc ja się zastanawiam, jak to jest możliwe.

Czyli że to jest niemożliwe.

Wiesz, oni mają więcej tych portali – natomiast bardzo mnie to fascynuje – aczkolwiek być może tak jest. W każdym razie my wyprzedzamy na pewno serwisy, które znają wszyscy 7, no bo na pewno wszyscy znają takie serwisy jak Plotek 8, jak właśnie naTemat, jak Super Express 9. Jeśli chodzi o portale to Plejada 10, portal oko.press 11 – my go np. wyprzedzamy bodajże 16-krotnie, jeśli chodzi o liczbę wizyt. Ponad nami są takie serwisy jak Onet 12, Wirtualna Polska 13, Interia 14 – to już są powiedzmy kolosalne serwisy, które mają tych wizyt – z tego co wiem, Interia ma około stu, więc to jest – trzy razy więcej od nas. Czy gazeta.pl 15, bodajże 90. Więc to jest trzy razy więcej od nas.

To jest niesamowite, w jaki sposób dwudziestoletni ludzie bez kapitału zewnętrznego są w stanie zbudować medium, które może skalą konkurować ze znanymi markami. Jakie są tajniki tego sukcesu?

Przede wszystkim ciężka praca i zespół. To jest tak, że jeżeli się nie poświęci całego dnia na taką pracę, to praktycznie nie ma szans na sukces. Bo to jest ciągłe inwestowanie i ciągłe wymyślanie jakichś koncepcji, zarażanie tym innych ludzi i przekazywanie im jakiejś wiedzy, jakichś pomysłów, a potem poznawanie odbiorcy. To jest tyle pracy, że przy takim zespole jak my mamy – to jest mniej niż czterdzieści osób – to jest przede wszystkim ogrom pracy. Tutaj nie da się w żaden sposób oszukać, czy znaleźć jakąś tajną koncepcję, która nagle da się wprowadzić w tydzień i wszyscy są szczęśliwi, pracują sobie malutko i to działa. Tak niestety nie ma. I nie ma żadnego sekretu, ani jakichś kilku porad, które można komuś przekazać – jak dogonić takie duże media i przegonić te duże media. Tak jak mówię, my przeganiamy w tym momencie serwisy, które w Polsce są naprawdę od lat, mają nawet dużo większą rozpoznawalność marki niż my, a mimo wszystko się to udało. Mimo, że te serwisy są bardzo często boost’owane 16 przez inne media. Na przykład taki serwis Plotek, mimo że bardzo dużo osób go zna, jest po prostu w dużej mierze boost’owany przez ruch z gazety.pl. I w ten sposób te wyniki im się nabijają. Natomiast mimo wszystko oni są od nas niżej, osiągają słabsze rezultaty, mimo że my nie mamy żadnej takiej potężnej domeny, która by nam ten traffic 17 kierowała.

A jakie są wasze źródła ruchu? Czy jest jakaś tajna broń, czy jakaś metoda którą zbudowaliście, która jest w stanie pomagać wam generować ruch? Czy są jakieś metody działania w społecznościach czy w innych miejscach, które są takim systemem do tego, żeby więcej ludzi zapoznało się z waszymi treściami i od momentu, w którym mieliście budżet 5 tysięcy złotych do dzisiaj, przeprowadziły od zera użytkowników do tych 34 mln odsłon?

Źródła ruchu są cztery. Pierwsze z nich to są wejścia bezpośrednie. Drugie to są media społecznościowe. Włożyliśmy bardzo dużo pracy w media społecznościowe, żeby przede wszystkim poznać użytkownika i to, czego on oczekuje, co chce otrzymać. Takie treści, które faktycznie go interesują, a nie takie, które – i tu często redakcje popełniają błąd – im się wydaje, że są ciekawe i dla nich są ciekawe, ale może niekoniecznie dla użytkownika. I dlatego nam w tych mediach społecznościowych udało się fajne zasięgi stworzyć. Oczywiście źródło ruchu to również wyszukiwarki Google – tam akurat też trzeba umieć dostosować treści tak, żeby trafiły do ludzi. No i tak zwane referral’e 18 – to są już portale, które nasze treści umieszczają w celu wskazania źródła czy pokazania, że są ciekawe. Z tego też często fajny ruch jest.

Powiedz coś więcej o społecznościach i o poznawaniu potrzeb użytkowników przez społeczności. Bo może ktoś na przykład prowadzi bloga tematycznego i chciałby też lepsze treści do swojej grupy kierować i chciałby zrozumieć w jaki sposób można zrozumieć, obserwując zachowania w społecznościach, rzeczywiste potrzeby użytkowników, żeby te treści do nich dopasować.

Myślę, że przede wszystkim obserwacja konkurencji i to nawet można nazwać obserwacją negatywną, czyli sprawdzić, co u konkurencji się dzieje, u konkurencji, która sobie nie radzi, i dlaczego. Jakie treści publikują i jeśli publikują takie, to my możemy od razu stwierdzić, że my takich nie publikujmy no bo po co, skoro tam się nie sprawdzają, to i u nas się nie sprawdzą. Dalej możemy wypróbować różne treści, na przykład powiedzmy poświęcić trochę czasu, żeby wyprodukować treści o zróżnicowanej, bardzo zróżnicowanej tematyce, formule, konstrukcji nawet i sprawdzić po prostu, co działa. Tutaj nie ma jakichś metod niesamowitych, to jest po prostu eksperyment. Patrzymy dzień po dniu, jak ludzie reagują na konkretne treści, metodą odrzucania wyrzucamy te, które ludzi nie interesują i zostawiamy te, które według naszego eksperymentu były ciekawe. I w ten sposób tworzymy taką bazę, która jest ciekawa. Tylko że niestety media to jest tak zmienna branża – i tematycznie, i algorytmicznie, i też ludzkie zainteresowania się zmieniają, że ten eksperyment to jest ciągła rzecz. Nie ma tak, że mamy jedną formułę i będziemy klepać tak przez parę miesięcy.

A w jaki sposób przekazujesz swoją magiczną wiedzę, którą zgromadziłeś przez ten cały czas? Jesteś takim trochę mistrzem gry, to znaczy, że najlepiej wiesz jak te media działają, znasz pewnie schematy pisania, schematy pisania nagłówków itd., różną wiedzę na temat treści. W jaki sposób przebiega proces zamiany Twojej wiedzy na wiedzę ludzi, których przyjmujecie do pracy?

To jest tak, że jest grupa osób, która o tym decyduje i ona jest coraz większa. To znaczy jakie będą te treści pod względem na przykład konstrukcji tematycznej, tytułów, nagłówków itd. I ja po prostu z nimi pracuję przez jakiś czas, pokazuję im mniej więcej, jak fajnie można to zrobić, jak zrobić to w ten sposób, żeby ludzi zainteresować, a nie odrzucić. Bo trzeba zrozumieć – zachęcający tytuł to co innego, niż tytuł wprowadzający w błąd, który np. wymusi kliknięcia, a ludzie tak naprawdę nie będą zainteresowani tą treścią. Wejdą na naszą witrynę i wyjdą, i to nie ma to żadnego sensu. No więc ja z tymi ludźmi po prostu pracuję i staram się ich nauczyć. To też nie jest to takie proste. Natomiast później ci ludzie już powoli sami stają się ekspertami w tej dziedzinie i mogą przyuczyć kolejnych.

Kiedyś jak byłem u Was w firmie, to co mnie zaskoczyło, to to że wszyscy ludzie są bardzo młodzi. Chyba w cudzysłowie „najstarszy” pracownik ma 30 lat. Ale są osoby, które nawet są jeszcze przed 20tką, co jest wręcz niewiarygodne. Co napędza tych młodych ludzi do tego, żeby stawać się częścią grupy HGA Media?

Ja myślę, że przede wszystkim perspektywy, bo młody człowiek, który przychodzi do nas do firmy ma świadomość – widząc tak dynamiczny rozwój firmy – że w przeciągu kilku lat może mieć kierownicze stanowisko. Widzi, że na kierowniczych stanowiskach w firmie są ludzie, którzy mają dwadzieścia kilka lat, a sam prezes ma 24. Więc oni widząc ten dynamiczny rozwój czują perspektywy, że mogą coś osiągnąć – co w dużych korporacjach, czy w innych olbrzymich firmach, jest praktycznie nierealne. Tam ścieżka rozwoju jest dosyć powolna, są starsi ludzie, którzy jednak te kierownicze stanowiska mają, trzeba też kierować dużo starszymi ludźmi. Więc to ich w bardzo dużym stopniu motywuje. Patrząc na ten rozwój cały czas, duża część tych ludzi pamięta, jak firma wyglądała np. 2 lata temu i jaka jest przepaść między tym, jak to wygląda teraz. I ci ludzie też rozmawiają między sobą. Bardzo mało osób odeszło do nas, i mogę policzyć na palcach jednej ręki ludzi, którzy odeszli z własnej inicjatywy, bo np. stwierdzili, że muszą gdzieś wyjechać na studia, czy zupełnie chcą zmienić branżę. Ale to jest naprawdę garstka. A te osoby, które się sprawdziły, które są super, są z nami cały czas i one dalej podają, przekazują tę motywację innym ludziom. Przekazując – jak oni awansowali, jak zmieniły się ich zarobki, czym się teraz zajmują, a czym się zajmowali wcześniej. I w ten sposób – to nie jest już taka bajka i obietnica, że prezes opowiada nowym ludziom, co oni mogą osiągnąć, tylko to mówią ludzie, którzy realnie to osiągnęli. Dlatego to jest wiarygodne i dlatego ci ludzie się tak angażują.

A jaka jest Twoja perspektywa na to, ile ten wzrost może trwać? Jaka jest Twoja perspektywa na ten biznes? Bo bardzo dynamicznie się rozwijacie, osiągnęliście niezwykle dużo w relatywnie krótkim czasie i to raczej nie zwalnia, tylko utrzymuje tempo. Jak wygląda Twoja wizja i Twoja ambicja, jeżeli chodzi o kierunek tego rozwoju?

No faktycznie my w przeciągu roku dziesięciokrotnie powiększyliśmy przychody. Chcielibyśmy, żeby – to na pewno – taka tendencja się utrzymała, a wiadomo, że to jest niemożliwe, żeby to się działo w kółko. Natomiast ja wyznaję taką zasadę, że codziennie sobie myślę, że to był nasz najlepszy miesiąc i teraz trzeba mieć taką świadomość, że być może teraz się zatrzyma i będziemy musieli szukać cały czas nowych rzeczy, żeby to powiększyć. Że nie będzie samo już się tak napędzać. Myślę, że to jest zdrowe podejście, bo ja nie jestem zaskoczony na przykład, jak coś tam nam nie wyjdzie. Wtedy siadamy, wymyślamy nową koncepcję i wszystko z powrotem wraca na dobre tory. Ja tak nie chcę zakładać, że cały czas to się będzie tak utrzymywać, bo potem są niemiłe zaskoczenia. Lepiej wolę tkwić w takiej mentalności, zakładać, że wzrost może się wydarzyć, wzrost może się nagle zatrzymać z jakiegoś powodu i wtedy będziemy musieli usiąść i po prostu jeszcze raz kopnąć się w tyłek, tak kolokwialnie mówiąc, i ten wzrost przywrócić. Oczywiście wyobrażam sobie, mamy takie ambicje i w ten sposób się motywujemy, żeby ten wzrost utrzymywać i cały czas żeby to szło do góry, rozwój wszystkich projektów, rozwój monetyzacji, rozwój firmy w różnych gałęziach, jeśli chodzi o branżę mediów. Natomiast to nie jest tak, że my żyjemy w jakiejś iluzji, że ten wzrost będzie trwał nie wiadomo ile, bez żadnej naszej inicjatywy.

Właśnie, bo jeszcze jako rynek mediów i w ogóle jako medium, jesteście pewnego rodzaju outsiderem. To znaczy nie jesteście typowym medium, które ma swoje stare typowe relacje i te relacje monetyzuje, tylko zbudowaliście jakiś własny sposób monetyzowania i trochę na uboczu rynku mediowego, cały czas funkcjonowaliście i dopiero teraz wychodzicie trochę z cienia i zaczynacie pojawiać się bardziej jako firma na rynku mediowym. W jaki sposób wy czujecie się częścią tego większego rynku mediowego, a w jaki sposób po prostu robicie tylko to, co wy chcecie robić?

Czy czujemy się częścią tej całej branży? Wiele rzeczy robimy trochę inaczej niż inne media. Działamy wedle jakichś innych schematów, a że nie jesteśmy w branży, no to myślę, że dlatego, że tam brylują jednak ludzie starsi, którzy się znają, lubią itd. Nawet nie wiem, czy byśmy się dobrze czuli w takim towarzystwie. Jak np. oglądam zdjęcia z Balu Dziennikarzy czy coś, no to ja tam sobie nie wyobrażam naszej firmy. My raczej jesteśmy taką grupą, co sobie posiedzi na trawniku z grillem, bardziej niż na balu. Natomiast to, że jesteśmy częścią rynku, no to oczywiście wiadomo, no bo to też zauważają różni ludzie z branży i to w kwestiach inwestycyjnych czy współpracy. Natomiast jeśli chodzi o samo środowisko, bo rozumiem, że to było pytanie o to, to raczej jesteśmy outsiderami. Chociaż to powoli się zmienia, chociaż akurat do nas sami się zgłaszają ludzie, którzy moim zdaniem też do tego środowiska niezbyt pasują. Zgłaszają i się z nimi dobrze dogadujemy, utrzymujemy relacje i jest fajnie.

Czyli można powiedzieć, że jesteście takim anty-establishment’owym buntownikiem na rynku mediów, do którego trafiają ci, którzy nie chcą się wpasowywać w tradycyjne schematy, a którzy chcą się zrealizować w nowym dynamicznym środowisku.

Można tak powiedzieć, chociaż słowo anty-establishment trochę się źle kojarzy w Polsce. Natomiast ja myślę, że media się będą tak zmieniać, że już takie stare twarze, napuchnięte powagą i takim strasznym schematem, będą odchodzić do lamusa i trzeba się do tego dostosować: być bliżej ludzi przede wszystkim. Bo myślę, że to już takie… i przecież branża papierowych mediów regularnie idzie w dół. Myślę, że to też będzie czekać takie internetowe media pisane, więc będzie w pewnym momencie trzeba znaleźć inną koncepcję na funkcjonowanie. Moim zdaniem, stara grupa dziennikarska będzie miała duży problem z tym.

A co odróżnia was od starej grupy dziennikarskiej?

No przede wszystkim wiek, no przede wszystkim wiek i trochę inne podejście. Bo my dobrze się z tym czujemy i raczej ludzie u nas, o może w ten sposób, ludzie u nas chcą coś stworzyć bardziej niż robić karierę w dziennikarstwie – powiem w ten sposób. Bo wiemy jakie są rotacje, transfery w takich tradycyjnych mediach, że często znany dziennikarz był w dziesięciu czy kilkunastu redakcjach w przeciągu kilku lat. Więc myślę że to, że ludzie u nas chcą coś kreować bardziej niż tworzyć swoją karierę i personalnie się eksponować. Bo my do tej pory nie eksponowaliśmy nikogo personalnie 19, więc u nas nikt nie przychodzi robić nazwiska, które gdzieś by mógł wykorzystać. Po drugie, my lubimy się bawić w eksperymenty różnego rodzaju – z formą, z treścią. A takie stare dziennikarstwo idzie według tak naprawdę utartego schematu, w kółko robią to samo. Więc ja uważam, że naprawdę, ciężko jest odróżnić nagłówki z jakichkolwiek mediów np. internetowych tych największych – żaden z nich niczym się nie odróżnia. Te portale są w zasadzie takie same wszystkie. Powiedzmy teraz np. obserwuję na rynku Onet i WP – walkę między nimi. To są takie dwa największe giganty w Polsce. I oni robią niemal dokładnie to samo, w sensie takie sztucznie nabijanie odsłon. Ostatnio wymyślili taki np. ciekawy sposób, że kiedy wchodzi się na Onet – nie wiem czy to nadal jest, ale to było groteskowe – to otwiera się wtedy okienko Faktu 20, czyli nabija w tym momencie wyświetlenia Faktowi, ale po tym, jak kliknie się dalej, to z powrotem wraca na stronę główną Onetu. I żeby znaleźć ten artykuł, to trzeba przejrzeć tę stronę główną Onetu. Więc jakieś takie naprawdę kombinowanie, jak to pokonać, a to tylko po to, żeby wyprzedzić Wirtualną Polskę. A Wirtualna Polska robi dokładnie to samo, żeby wyprzedzić Onet. To jest jakaś taka walka między nimi, chyba tylko po to, żeby pokazać, kto jest lepszy w rankingu. No i ciekaw jestem, jak to będzie dalej funkcjonować, bo z tego co słyszę – też od znajomych z branży, bo jakieś tam mam oczy – to jak funkcjonują te największe media, to trochę groteskowe jest.

A co tak naprawdę liczy się dla czytelnika?

Dla czytelnika liczy się przede wszystkim dobór informacji. Trafić w jego gusta, w to co go interesuje tak naprawdę. Czytelnik woli, jak mu się podrzuci to co on lubi czytać pod nos, niż żeby sam musiał wyszukiwać te treści, gdzieś grzebać itd. Czytelnik moim zdaniem lubi, jak treści są dostosowane do niego w taki sposób, żeby nie czuł się jakby wszedł do wiadra, gdzie jest wszystko i gdzie teraz musi grzebać, scroll’ować po tych portalach. I lubi, jak te treści są adresowane tak naprawdę do niego, lubi mieć takie poczucie.

A w jaki sposób to osiągnąć? Czy możesz coś powiedzieć jeszcze, wróciłbym na sekundę do tych tematów mediów społecznościowych i waszej strategii docierania z kontentem. Nie wiem, czy możesz coś więcej na ten temat powiedzieć? Bo kiedyś wspominałeś o tych fanpage’ach, o tej całej strategii wykorzystywania fanpage’y do docierania do poszczególnych grup konsumentów. Czy to jest coś, co rzeczywiście jest waszą przewagą? Jaka jest wielkość tego i czy to jest w ogóle replikowalne, uważasz?

Czy to jest replikowalne? Włożenie ogromu pracy, kilku lat pracy myślę, mogłoby doprowadzić do sukcesu w tej dziedzinie. To naprawdę nie są żadne tajemne umiejętności. Teraz wracając, powiedzmy, że zależy nam na odbiorcy starszym. My np. kreowaliśmy taką społeczność na Facebook’u dla ludzi mniej więcej po 50 roku życia. Serwowaliśmy im, i nadal to robimy, różne wspominki z ich życia, z życia PRLu – co tam się działo, jakieś tam grafiki, sentymentalne wpisy i to bardzo angażowało tych ludzi, bardzo się ta społeczność robiła aktywna i np. podrzucaliśmy im linki do artykułów Pikio.pl, czy innych naszych serwisów 21. I to fajnie działało, bo ci ludzie po prostu w jakiś sposób zżyci są z tym serwisem, kiedy oprócz artykułów daje im się też inną treść. Media społecznościowe to jest duży problem portali, bo oni prowadzą te swoje media społecznościowe w taki sposób, że wrzucają artykuły na potęgę, co 15 minut – w ogóle nie budując innego kontentu. Czyli w ogóle nie budując żadnych społeczności. W tym momencie to wszystko jest anonimowe, jeśli chodzi o relacje z czytelnikiem.

Czyli macie grupę różnych społeczności facebook’owych, kierowanych do różnych grup odbiorców według różnych tematów i te społeczności animujecie – poprzez, powiedzmy, grupy na Facebook’u czy fanpage’e na Facebook’u i im dostarczacie wybrane linki z waszego portalu, które odpowiadają ich potrzebom?

Tak, to jest badanie przede wszystkim, nieustanne eksperymenty, jak skierować taką treść do społeczności, żeby to się podobało i żeby chętnie kliknęli na zasadzie takiej O, fajna treść, widzę że to jest dostosowane do mnie. A tutaj oprócz tej treści, artykułu, mam też np. grafiki, ikonografiki, filmy i ci ludzie w jakiś sposób się identyfikują z tym, co się dzieje. Natomiast Facebook nie jest naszym głównym źródłem ruchu, w tym momencie 20%, więc to nie jest wielkie źródło ruchu. Ale faktycznie, na początku to jest dobra droga, jeśli chodzi o media, żeby zacząć przez te media społecznościowe. No bo zaczynając taki projekt, jeśli ktoś by chciał, to nie mamy w ogóle ruchu directowego (bezpośrednigo), bo nikt nie zna naszego produktu, a w Google’a praktycznie nie da się wejść mając nowy portal, bo mają taką politykę, że nowe witryny nie są tam mile widziane zbytnio.

Co to znaczy nowa witryna? Po jakim czasie dla Google’a witryna nie jest nowa?

To zależy. Bo oni mają te algorytmy takie, że to zależy od tego, ile treści tam jest publikowanych. Też myślę, że na ten algorytm wpływa to, jak długo trwają wizyty użytkowników, kiedy witryna była zarejestrowana i kiedy coś się tam na niej, że tak powiem, postawiło. Bo sam zakup domeny nie oznacza, że ona przez Google’a jest czytana jako funkcjonująca domena. Więc to też jest jakiś czas. Ale jeśli chodzi o ruch referral’owy, czyli polecenia innych mediów, korzystanie z naszych treści – no to kiedy mamy nowy portal, to też jest trudno. Trudno żeby np. Onet czy Wirtualna Polska cytowała serwis, który funkcjonuje dwa tygodnie na rynku i nie wiadomo co to jest. No, chyba że jesteśmy jakimiś mistrzami kontrowersyjnej treści i mamy dojścia do fascynujących tematów, którymi się cała Polska zainteresuje. Ale nie jest to łatwe, a przede wszystkim regularność jest trudna – bo jeden taki, dwa, trzy tematy znajdziemy, ale skąd brać dalej.

A ile artykułów dziennie w tej chwili piszecie?

Różnie. W sensie cała grupa czy Pikio?

Cała grupa.

No to będzie sto kilkadziesiąt na pewno.

Niesamowite. A jaka jest recepta, rozumiem, że to jest bardzo ogólne pytanie, na które jest trudno celnie odpowiedzieć, no ale powiedzmy, że jest taki sobie gość jak ja, czy nasz słuchacz, który chciałby napisać tekst na bloga na temat powiedzmy okołobiznesowy. I jakie są takie trzy najważniejsze zasady przy pisaniu tekstu, żeby on dobrze zadziałał w Google?

To jest bardzo trudne pytanie, bo Google ma sto sześćdziesiąt kilka stron napisanych na ten temat – w sensie jest taki poradnik – on ma 170 stron i tam piszą, i nie ma żadnych elementów tego dokumentu, które byłyby do pominięcia. Więc zreferować to tak naprawdę na szybko….No to załóżmy, że piszemy, no nie wiem o czym…

…w jaki sposób przyspieszyć rozwój swojej firmy.

Dobra, to najpierw powinniśmy sprawdzić, czy w ogóle ludzie wpisują taką frazę w Google. Bo być może nikt tego nie pisze, nie wpisuje, nie szuka takiej frazy. No ale załóżmy że jest, ludzie okazują zainteresowanie i wpisują konkretnie taką frazę w wyszukiwarkę. To trzeba sformułować artykuł tak, żeby ta fraza się pojawiała i w nagłówku, i w środku. I żebyśmy naprawdę rzetelnie i w sposób wyczerpujący odpowiadali na te pytania. Czyli trzeba spojrzeć pod kątem: jak to czyta sztuczna inteligencja, bo to głównie ona wpływa na pozycjonowanie treści. Wchodzi i sprawdza, czy jeśli użytkownik wszedłby i zadał to pytanie w wyszukiwarce, a potem kliknął w naszą domenę, czy on otrzyma faktycznie odpowiedź na swoje pytanie, czy będzie rozczarowany i opuści naszą witrynę. W tym momencie Google, na tej podstawie, sztuczna inteligencja pozycjonuje treści. Niestety jest tam jeszcze mnóstwo aspektów, takich jak wiarygodność domeny, takich jak siła domeny tak zwana, które wpływają na to pozycjonowanie. I też musimy sprawdzić, jaka jest konkurencja, bo jeśli np. 20 dużych portali napisało już artykuł na taką frazę, to szkoda czasu, bo to i tak się nie przebije.

A czy są jakieś rzeczy, których nie można robić? Poza kopiowaniem tekstów.

Ale mówimy cały czas o tej treści biznesowej? Bo na pewno nie można nagości zamieszczać masowo, bo to się kończy banem, wtedy i nie zarobimy ani grosza na takich treściach. Natomiast czego nie można robić. Na pewno, tak jak powiedziałeś, nie można kopiować treści, na pewno nie można starać się oszukać algorytmu czyli na przykład 50 razy wkleić tę samą frazę w nasz tekst, mimo że to sztucznie wygląda, tylko po to, żeby oszukać sztuczną inteligencja, że niby ten tekst jest o tym. Na pewno nie można używać fraz w Google’u, które w zasadzie nie są tematyczne, czyli na przykład my piszemy artykuł o biznesie, a staramy się ściągnąć tam traffic na oszukanych frazach typu „nagie piersi” czy coś takiego. Czyli nie możemy oszukiwać, nie możemy. No i przede wszystkim musimy pisać wartościowe rzeczy. W sensie ja wiem, że jest takie podejście w internecie w tym momencie, że jakieś tam badziewie się często sprzedaje, ale już coraz mniej. Ta sztuczna inteligencja jest coraz mądrzejsza w Google’u i ona sprawdza, co tam faktycznie jest w tym artykule naszym. Więc jeśli się na czymś nie znamy, a chcemy napisać byle co, to lepiej się za to po prostu nie brać. Bo te algorytmy są naprawdę coraz mądrzejsze. W sensie oni robią te update’y bodajże co dwa miesiące, co pół roku, rok robią taki naprawdę duży update i ta sztuczna inteligencja radzi sobie coraz lepiej i to widać.

Słuchaj, masz 24 lata. To chyba niektórzy Twoi znajomi jeszcze nie skończyli studiów, to prawda?

Tak.

Jak czujesz się jako aktywny przedsiębiorca, który już osiągnął pewien swoisty sukces w biznesie, jest właścicielem i prezesem liczącego się medium, które generuje przychody, kiedy Twoi znajomi są na studiach? Co zyskałeś, a co straciłeś?

Może zacznę od tego, co straciłem. No na pewno straciłem mnóstwo jakichś powiedzmy… Zależy z jakiej perspektywy, bo szczerze mówiąc, mnie nigdy nie rajcowały jakiejś niesamowite imprezy itd. Zresztą na to akurat znajdowałem czas – powiedzmy, kończyłem sobie pracować o 24:00 i wychodziłem ze znajomymi. Z tym akurat nie było problemu. Natomiast jeśli ktoś chciałby naprawdę takie aktywne życie prywatne prowadzić, typu latać nie wiadomo ile po kinach, po jakichś imprezach, po spotkaniach towarzyskich, no to faktycznie, ja dużo straciłem na tym. Trochę zdrowia straciłem, bo siedząc ciągle przed tym komputerem, to sobie wzrok zepsułem i musiałem operację laserową robić. Znaczy zepsułem tak, że jak nadjeżdżał autobus, a wtedy jeszcze autobusem jeździło się nieustannie, więc jak nadjeżdżał autobus, to nie wiedziałem, jaki numer jest. No i to się trochę wzięło od tego siedzenia przed kompem cały czas.

Ale w ogóle nie wspominasz o kwestii bycia studentem.

Znaczy ja studiowałem w tym czasie cały czas, Tylko że ja na prawie na Uniwersytecie Warszawskim byłem, tam akurat naprawdę nie ma dużo roboty, więc jak ktoś na tych studiach jest i chciałby robić jakiś biznes własny, to nie ma żadnego problemu. Bo tam szczególnie później – na pierwszych dwóch latach to jeszcze trochę roboty jest – praktycznie na zajęcia nie trzeba chodzić. Więc to nie koliduje zbytnio, szczególnie, że jak są np. jakieś zajęcia czy wykłady czy coś, to można sobie laptopa otworzyć i pracować.

Ciekawe. A co motywowało Cię do tego, żeby kontynuować studia, kiedy już zostałeś przedsiębiorcą?

Obiecałem rodzicom, że skończę, więc kończę. Szczerze mówiąc musiałem sobie jeszcze przerwę zrobić trochę, bo firma zaczęła się tak rozwijać, że nie znalazłem na to czasu, ale teraz już została mi tylko praca magisterska i koniec. Natomiast czy warto skończyć studia? Myślę, że tak, warto, bo w Polsce jest jeszcze taka mentalność, że jeśli ktoś nie ma tytułu naukowego, np. takiego jak magister czy inżynier, to znaczy że jest głupi. Naprawdę ja się spotykam często z takimi opiniami, znaczy nie na mój temat, bo ja jestem w trakcie. Natomiast na temat innych ludzi, że jak ktoś nie ma wykształcenia, to znaczy że jest głupi. Czyli jeśli osiągnął jakiś sukces w biznesie, to podejrzana sprawa – na pewno ukradł, bo to przecież niemożliwe, że ktoś kto studiów nie skończył, osiągnął coś w biznesie. No jest jeszcze taka mentalność, więc warto się dla własnego spokoju zabezpieczyć.

A w jaki sposób budujesz relacje z rówieśnikami, którzy mają zupełnie inne życie niż Ty? Bo wyobrażam sobie, że Ty od paru lat pracujesz pewnie po 12 albo i więcej godzin na dobę, a oni w tym czasie studiują i imprezują. Jak to wpływa na relacje i takie zrozumienie wzajemne?

To wpływa tak na relacje, że ja i tak wolę się spotykać – tak wychodzi po prostu – z ludźmi, z którymi kiedyś się spotykałem. Siedzieliśmy np. w blokowiskach czy gdzieś, piwko popijaliśmy i teraz w zasadzie to samo robimy, tylko ja nie mam na to czasu i to jest ten problem. Znajomi się spotykają dużo częściej, a ja kiedy mogę, to się spotkam. Ale też mam dziewczynę, więc też już niestety ta pula osób, z którymi mogę się spotykać, robi się coraz mniejsza. Jak ja 13-14 godzin w sumie popracuję, to już tylko kosztem spania mogę się z kimś spotkać. I też godziny pewne są nie odpowiadające, jak ludzie się spotykają o 19:00 na przykład, a ja jestem w pełni pracy wtedy. Ja mogę zaproponować np. taką godzinę 23:00, to też już niektórym nie pasuje. No więc życie towarzyskie jest ograniczone. Natomiast to ma swoje plusy minusy i swoje plusy – prowadzenie firmy, więc trzeba się z tym pogodzić.

A ile godzin dziennie pracujesz? Powiedziałeś, że 13-14 godzin? Jak wygląda Twój dzień?

To zależy, bo czasami na przykład pracuję od dziewiątej do drugiej w nocy, a czasami wstanę o jedenastej, to się zbiorę, o dwunastej przyjdę, na szczęście mieszkam blisko, pracuję wtedy do dwudziestej drugiej, no to wtedy akurat jest osiem. Tak się to, powiedzmy, uśrednia mniej więcej.

Od dwunastej do dwudziestej drugiej jest dziesięć, więc chyba osiem może jeszcze nigdy nie wystąpiło do tej pory?

Być może, ale myślę, że średnia jest tak około trzynastu.

A co Cię kręci w tym, żeby spędzać 13 godzin w pracy?

Po pierwsze zawsze lubiłem budować różne rzeczy, a to jest forma budowania cały czas. Po drugie mam super zespół, więc trochę – powiedzmy – relacje prywatne mam również w pracy. Ten brak towarzyskiego życia, sobie uzupełniam tym, że mam super zespół, świetnych ludzi i dogadujemy się znakomicie – też na polu prywatnym, więc w zasadzie, ja to sobie łączę.

A niektórzy mówią, że nie można łączyć relacji prywatnych i zawodowych. U Ciebie to wygląda inaczej. Jaka jest Twoja opinia na ten temat?

Znaczy zależy jakich relacji. Aha, w ten sposób… Bo rozumiem, że argument jest taki, że pracę się wtedy zabiera ze sobą.

Bardziej chodzi o to, że jak się z kimś kumplujesz, to na przykład trudniej jest mu powiedzieć o czymś, dać mu jakiś feedback czy coś.

Nie. To może w innej branży. Tutaj mi się wydaje, że takie relacje prywatne są też potrzebne, pozwalają zrozumieć bardziej inną osobę i lepiej do niej dotrzeć. Mnie na przykład nie zdarza się kłócić się z kimś w pracy, albo nakrzyczeć na kogoś, to nie ma takich możliwości. Ale wiadomo, że często są jakieś sporne rzeczy. Tylko wtedy, znając kogoś też na polu prywatnym, rozmawiając na kawie czy na piwie, można poznać lepiej tę osobę i potem lepiej docierać do niej biznesowo i to bardzo fajnie się w tym momencie zazębia. A słyszałem też takie opinie, że np. jak z pracownikami gdzieś się dużo przebywa prywatnie, to potem się autorytet traci. To mi się wydaje, że autorytet się inaczej buduje wśród pracowników. Na pewno nie budowaniem sztucznego muru.

A jak się buduje autorytet wśród pracowników?

Przede wszystkim, to jest chyba najważniejsze, żeby pracować najwięcej – żeby ludzie widzieli, że ten człowiek nie tylko wymaga, ale sam daje przykład, jak to się robi, jak pracować. Na maksa się angażować, nie ignorować ludzi przede wszystkim. To są tylko i wyłącznie pozytywne aspekty. No na pewno nie darciem – za przeproszeniem – gęby. W ogóle zastraszanie ludzi to jest tylko i wyłącznie metoda na zniechęcenie do siebie, a wiem, że część ludzi próbuje budować swój autorytet jako takiej twardej postaci, z którą się nie dyskutuje, bo można zostać publicznie – delikatnie mówiąc – okrzyczanym przez szefa. Sposoby budowania autorytetu na zastraszaniu, czy na próbie udawania macho przed ludźmi, są groteskowe dosyć. Prędzej czy później kończy się tak, że ludzie się odwracają. Mam na to dużo przykładów z innych firm, -czy tam moi pracownicy wcześniej pracowali, czy znajomi coś mówią – że to żadna droga. Przede wszystkim droga do budowania autorytetu to moim zdaniem jest ciężka, ciężka praca, pokazywanie ludziom, że my pracujemy przede wszystkim, współpraca z nimi. Ja na przykład sam sobie piszę czasami te artykuły z nimi, mimo, że nie mam na to czasu, nie ma to zbytnio sensu, żebym to pisał, ale to fajnie działa jako przykład. Ci ludzie widzą, że docenia się ich pracę przede wszystkim, że nie jest się w jakiś sposób oderwanym tylko dlatego, że się sukces osiągnęło. No więc to są takie… Dużo pracy, duże zaangażowania, zrozumienie swoich pracowników i jednak ten uśmiech na twarzy bardziej niż szczerzenie zębów.

A skąd masz ten wzór? Gdzie zaobserwowałeś ten model pracy z ludźmi i w ogóle model prowadzenia biznesu? Skąd zaczerpnąłeś ten pierwszy wzór? Jakbyś spojrzał wzrokiem w swoje dzieciństwo czy w tę wczesną młodość, kiedy pojawia się w Twojej głowie pierwszy raz myśl o tym, żeby założyć firmę, to jakie wzorce wykorzystałeś?

Szczerze mówiąc, może chodzi o to, że ja zawsze sobie wyobrażałem, że gdybym gdzieś pracował i mój przełożony w jakiś sposób byłby agresywny, czy nie pokazywałby mi, że jest w czymś, że bardziej się angażuje ode mnie, to bym po prostu podziękował i wyszedł. Więc myślę, że to w ten sposób. Po drugie, myślę że bycie przełożonym, to jest bardziej odpowiedzialność za inną osobę niż pretekst do tego, żeby się na kimś wyżywać – bo to najłatwiej – albo wywyższać. Zawsze wychodziłem z założenia, że kto się wywyższa, to będzie poniżony w pewnym momencie. I to taka dewiza mi towarzyszy w życiu. Dlatego być może w jakiś sposób to przeniosłem na biznes.

A jeszcze raz nawiążę do Twego młodego wieku, ale nawiązuję do tego dlatego, że jestem pod wrażeniem, nie dlatego żebym to w jakikolwiek sposób wartościował. Po prostu jestem ciekaw, co uważasz jeszcze przed Tobą w znaczeniu własnego rozwoju? Czego jeszcze się nie nauczyłeś i czujesz, że to są takie obszary, których nie miałeś czasu się nauczyć? Co Twoim zdaniem może przyjść z wiekiem?

Na pewno doświadczenie. I na pewno podejmowanie mniej pochopnych decyzji. Ja jestem dosyć impulsywnym człowiekiem, więc często takie decyzje pochopne się podejmuje. Nie są to jakieś niesamowicie istotne kwestie, natomiast przede wszystkim doświadczenie. Bo jak zaczynaliśmy pracować, to tego doświadczenia w ogóle nie było. Więc to było testowanie wszystkiego i wpadki biznesowe bez sensu. Więc myślę, że z wiekiem to przede wszystkim to przychodzi. Nie wiem, co takiego może się zmienić. Być może mniej impulsywne działania, być może lepsze zrozumienie, no na pewno, rozwój w tym kierunku, jak na przykład lepsze rozumienie ludzi, jeszcze lepsze działanie z nimi. Więc rozwój tego, co wydaje mi się, – też nie jestem może najlepszą osobą żeby to oceniać – że w jakiś sposób w dobrym kierunku idę. A z wiekiem raczej powinno być coraz lepiej. Na szczęście mam w firmie ludzi, którzy jak coś będzie nie tak ze mną, to mi od razu to powiedzą i ja będę wdzięczny im za to.

A czuję rozmawiając z Tobą, też już wcześniej mieliśmy okazję rozmawiać, że jesteś z natury osobą, która z jednej strony bardzo posługuje się intuicją, a z drugiej strony bardzo posługuję się testowaniem, eksperymentowaniem – i to są takie dwa Twoje silne mięśnie podejmowania decyzji i rozwoju. Jestem ciekaw, czy jakieś inne jeszcze metody uczenia się biznesu czy rozwoju w biznesie stosujesz?

Może powiem lepiej co stosowałem, bo to jakaś przestroga dla ludzi być może. Klapsy w tyłek z braku doświadczenia najlepiej kształtują wizję. Na przykład – a to jest taki przykład, że warto żeby każdy w swoim zakresie się ubezpieczył na to – działanie z kimś bez umowy. Mieliśmy taką sytuację na samym początku, że klient kupił reklamy, a to się wydawał taki poczciwy facet – miły, sympatyczny i tak dalej. Działaliśmy z nim dwa miesiące i wszystko było w miarę w porządku, płatności i tak dalej, tak jak się umówiliśmy. Natomiast finał był taki, że jak doszło do kwestii spornych, facet nie chciał zapłacić nagle pieniędzy, to stwierdził, że przecież nie podpisywaliśmy żadnej umowy, to nie ma podstaw do działania. No i podstawy okazało się, że były, bo sąd – a to też warto stwierdzić, bo minęły już chyba prawie trzy lata i dopiero teraz – zakończył tę sprawę i dostaniemy z powrotem. Uwaga, przez ten cały czas chodziło o 20 tysięcy złotych. I dwa lata czekaliśmy na to. Bardziej tak dla zasady wyciągnęliśmy te pieniądze. Natomiast to taka przestroga, żeby nie działać bez umów. Wszystko można sobie wyobrażać: że wszystko jest fantastycznie, dogadujemy się znakomicie, działamy nawet wedle tych zasad, które sobie ustaliliśmy z kimś. Czyli nam się wydaje że ktoś respektuje te nasze zasady i ustalenia, a potem się okazuje, że jak tylko nadchodzi jakaś kwestia sporna, to taka osoba się zmienia zupełnie. Nagle przestaje odbierać telefony i nie ma umowy, więc faktycznie wydawałoby się, że nie ma jak operować. Natomiast na szczęście polskie sądownictwo, przepisy, się zmieniają w tym kierunku, że już takie ustne umowy są coraz bardziej respektowane przez sąd. Tylko potem trzeba dowieść, że faktycznie warunki współpracy były ustalane. No, ale to są już prawne aspekty.

A jeżeli chodzi o strategię, o tego typu decyzje – czy korzystasz z jakichś książek albo z jakichś innych źródeł wiedzy? Co sprawia poza doświadczeniami, intuicją, testami, że przyspieszasz swój proces uczenia się, żeby Twoja firma była jeszcze bardziej skuteczna i żeby Twoje decyzje były lepsze?

Ja raczej nie czytam książek branżowych, chociaż być może zacznę, bo to już taki etap się zrodził. Szczerze mówiąc, to akurat sukces mojej firmy zaskoczył mnie bardzo, bardzo, bardzo. W ogóle nie byłem przygotowany na to – merytorycznie, jeśli chodzi o prowadzenie takiego dużego biznesu. Natomiast najwięcej moim zdaniem z rozmów z ludźmi wychodzi. Tych którzy z nami współpracują, czy tych, którzy u nas pracują. Im więcej się rozmawia tym lepiej, z tego można ciekawe pomysły wyciągać cały czas i dalej się rozwijać i dalej to pchać do przodu.

A co Twoim zdaniem trzeba zrobić, kiedy sukces Cię zaskakuje? Jakie były Twoje pierwsze ruchy, kiedy zorientowałeś się ‘kurczę ta rakieta zasuwa, czy jestem w stanie dalej zarządzać tą rakietą, czy jestem w stanie utrzymać to tempo i jak zaplanować to na przyszłość.’

Przede wszystkim jak sukces zaskakuje, to trzeba sobie kubeł zimnej wody wylać na głowę i nie generować kosztów. Bo nie wiadomo, jak to się skończy. Dlatego ja wychodzę cały czas z założenia, że to jest ostatni miesiąc kiedy się rozwijamy, teraz będzie albo stagnacja albo trochę gorzej. I w takim razie będziemy musieli od tego miejsca, w tym momencie wychodzić z dalszym rozwojem. Dlatego jestem bardzo sceptyczny co do powiększania kosztów stałych, dlatego tak skonstruowałem sobie firmę, że ona ma bardzo skalowalne te koszty. To znaczy jeśli nagle jest jakiś totalny kryzys, przychody totalnie spadają, to bardzo łatwo jest proporcjonalnie obniżyć w tym momencie koszty, żeby nadal ta różnica między przychodami a kosztami była dla nas atrakcyjna. I to w żaden sposób nie paraliżuje firmy. Bo są np. takie firmy, które mają te koszta tak skonstruowane, że próba ich obniżenia oznacza w zasadzie paraliż firmy albo znaczne już problemy z funkcjonowaniem. U nas jest tak, że da się to obniżyć. Oczywiście to idzie w parze z przyblokowanym rozwojem na ten moment, ale jak już nas zaskakuje nagle jakiś kryzys zupełny, spadki przychodów, no to my jesteśmy na to gotowi i nic się takiego nie stanie.

Zdradź jakiejś takie elementy tego, co to znaczy, że firma jest gotowa na elastyczne dopasowanie przychodów. Jeżeli ja prowadzę firmę to chciałbym wiedzieć, jakie mógłbym od Ciebie skopiować elementy, które mogą pomóc mi być bardziej elastycznym? Pewnie każdy przedsiębiorca by to chciał i największy lęk przedsiębiorców to jest to, że pójdą w ogromne koszty stałe, z których nie będą mogli się wycofać.

To przede wszystkim unikanie umów długoterminowych z różnymi podmiotami, przede wszystkim z firmami. Opieranie się na zatrudnianiu ludzi, którzy naprawdę są dobrzy. Dlatego my mamy tę firmę niewielką liczbowo w stosunku do konkurencji, i ta przepaść między kosztami a przychodami jest dla nas bardzo fajna i mamy sporą poduszkę dzięki temu. Natomiast w sytuacji kryzysowej nie musimy szybko rezygnować ze współpracy z ludźmi. A jeśli już musimy z czegoś rezygnować to są to rzeczy, które tak naprawdę pomagają bardziej w rozwoju niż są niezbędne. Czyli rezygnujemy z jakichś narzędzi, które nam pozwalają łatwiej pracować, rezygnujemy z kosztów, które umilają nam pracę – możemy pracować bez nich. A zespół ludzki – to ja naprawdę nie wiem, co by się musiało wydarzyć, żebyśmy musieli rezygnować z zespołu i bardzo go redukować. To musiałaby być jakaś sytuacja, nie wiem, na przykład reklamodawcy stwierdzili, że już nie będą wsadzać pieniędzy do internetu, tylko wracają do gazet. W takiej sytuacji, faktycznie będzie problem. Natomiast przede wszystkim unikać zobowiązań długoterminowych, które powodują, że nasza firma musi – że tak powiem – funkcjonować razem z tymi zobowiązaniami, bo bez nich dzieje się jakiś paraliż. Na pewno unikamy bezsensownego zatrudniania. To co wiem, że dzieje się w firmach dużych – ludzie chodzą po korytarzach i nic nie robią. I pamiętamy o tym, żeby ta poduszka finansowa była duża. Ja nie chcę o tym w ogóle mówić, bo bardzo nie lubię myśleć o tym, że w sytuacji kryzysowej musielibyśmy kogoś zwalniać. Nawet gdybyśmy musieli, to po prostu generujemy mniej produktu, ale nadal… Mniej ludzi czyli mniej produktu, w efekcie nasze przychody spadają, ale one i tak są dużo wyższe w porównaniu do tego, ile byśmy stracili usuwając tych ludzi, bo nadal ta mniejsza grupa jest w stanie generować dobre wyniki i sama siebie z dużą nadwyżką utrzymywać.

Czyli macie świetną efektywność zespołu. Zespół generuje wysokie zwroty, które można sprawnie reinwestować w biznes.

Tak, tak. I w tym momencie trochę kosztów mamy takich, które są ulokowane w inwestowanie w nowe projekty. Więc w sytuacji, powiedzmy, kryzysowej po prostu tę inwestycję się zatrzymuje i skupia się na głównym produkcie.

Albert, powiedz czy jest w Twoim życiu poza firmą, gdzie pracujesz 14 godzin – wspomniałeś też o dziewczynie i wiem, że masz psa, z aspektów życia które są dla Ciebie ważne – jeszcze w ogóle miejsce na jakieś hobby innego typu albo cokolwiek innego?

No, mam genialnego wspólnika – nazywa się Jan Kruś 22. Pozdrawiamy serdecznie. Który generalnie, jak ja mu powiem ‘słuchaj, ja sobie na tydzień muszę odpocząć’ to on wszystko ogarnie, tak jak ja. Więc nie ma tu żadnego problemu. Więc ja mogę, tylko nie chcę, nie chcę tego robić. Aczkolwiek bardzo lubię podróżować i już sobie wymyśliłem taki system – raz na jakieś dwa, trzy miesiące sobie gdzieś jadę. Z psem lubię przesiadywać, jestem kinomaniakiem, więc oglądam filmy, seriale. Ale nie mam jakieś takiej niesamowitej pasji, która by mnie wyróżniała na tle innych. Chodzę na krav magę 23 – to jest taki sport, ale to głównie kwestia zdrowia, to nie jest jakaś niesamowita pasja. Powiedzmy krav maga, siłownia – to jest bardziej kwestia zdrowia, bo ja mam świadomość, że siedząc tyle czasu w firmie trzeba ten organizm poruszać, inaczej te moje plany mogą spełznąć na niczym jak się okaże, że na przykład… cukrzycę mam.

A jeżeli chodzi o Twoją współpracę ze wspólnikiem. Co spowodowało, że się dopasowaliście?

A.. to mój przyjaciel jest od kilkunastu lat! Więc to było tak, że on po prostu dołączył do mnie. Tak jak mówiłem, założyłem firmę z dwoma innymi osobami, ale potem tutaj przyjaciel Kruś się pojawił i on miał po prostu zapał do tego, żeby to robić. I on też miał inne plany w życiu, bo on chciał być biotechnologiem z kolei. I studiował w tym kierunku, ale stwierdził, że prowadzenie firmy to jednak fantastyczna zabawa i wielką frajdę, satysfakcję przynosi. I chce to robić. Szczerze mówiąc, na początku oczywiście, musiał trochę złapać doświadczenia itd. Natomiast teraz ja żyję w takim spokoju, że jak coś mi się stanie albo gdzieś pojadę albo cokolwiek, to ta firma będzie funkcjonować bezpiecznie. Nie tak jak we dwójkę, tak samo jak gdyby on gdzieś zniknął, to mi by było też trudniej prowadzić tę firmę, natomiast byłoby to bezpieczne prowadzenie. No, a jak jesteśmy we dwójkę, to ten wzrost jest i ogólnie praca jest czystą przyjemnością i wymyślamy cały czas jakieś szalone rzeczy.

Czy masz jeszcze jakąś dewizę związaną z Twoimi doświadczeniami biznesowymi i z obserwacją tego, jak funkcjonują inne firmy i myślisz: jest jakaś prawda o biznesie, która jest powtarzana, ale Twoim zdaniem to jest kompletna bzdura?

No to by się przydało, żebym poczytał te książki w takim razie, to bym wiedział, co oni tam wypisują.

Bo powiedziałeś m.in. o tym budowaniu autorytetu przez bycie agresorem – to jest pewnie jakiś jeden z mitów, aczkolwiek pewnie nie pisany w książkach, ale powtarzany z ust do ust. Czy jeszcze jest coś takiego, co uważasz że…

To może zróbmy tak, powiedz jakąś prawdę, a ja ci powiem czy moim zdaniem sprawdza się, czy nie.

Prawda o biznesie. Jedną już przytoczyliśmy – czyli, że nie można robić interesów ze znajomymi, bo to się źle kończy.

Tak jak już powiedziałem, to moim zdaniem absolutnie nieprawda. To może coś innego poproszę.

A druga prawda jest taka, że powinno być work-life balance, czyli trzeba nie pracować za dużo, bo jak się za dużo pracuje, to człowiek jest przemęczony, nie ma życia osobistego, prowadzi to do frustracji i już nie chce ci się wtedy prowadzić biznesu. No, u Ciebie to nie ma work-life balance, czy to prawda?

Mi się wydaje, że to kwestia indywidualna i tego jak my biznes prowadzimy, w sensie w jakiej branży – czy ona nas interesuje. Bo np. gdybym prowadził biznes, który by się zajmował obrotem nieruchomościami – to mnie nigdy nie fascynowało – to podejrzewam, że faktycznie gdybym spędzał tyle czasu nad takimi rzeczami, to by niezbyt mnie pasjonowało, byłbym zmęczony pewnie, w pewnym momencie mniej kreatywny itd. Natomiast jeśli to jest branża, która nas fascynuje naprawdę i pasjonuje, to myślę, że nie ma żadnych obaw.

Czyli uważasz że zasuwanie po 14 godzin na dobę, to nie jest droga do wypalenia zawodowego i problemów zdrowotnych?

No nie. Problemy zdrowotne mogą się pojawić, tylko, że to trzeba sprytnie sobie jakoś rozwiązać. Ja to mówię, że wychodzi jakaś średnia, no bo często zdarzało się, że akurat wstawałem z konieczności – bo nie lubię wstawać wcześnie – tak na siódmą do pracy i do drugiej w nocy siedziałem. A czasami się zdarzyło, że człowiek wcześniej wyszedł. Więc ja się tam obecnie dobrze czuję kondycyjnie. Szczerze mówiąc, lepiej niż przed robieniem tego biznesu. Chociaż był taki etap w trakcie faktycznie, że się tak trochę… Odżywianie złe na przykład dochodzi do tego, że siedzimy w pracy, zaczynamy zamawiać jakieś jedzenie niekoniecznie zdrowe, brak ruchu, gapienie się ciągle w ten ekran. No to akurat taki etap po jakimś roku działalności był – że się źle czułem. Natomiast teraz już jest wszystko dobrze, tylko trzeba sobie znaleźć jakiś tam sport, który chce się uprawiać – trzy razy w tygodniu, znaleźć jakoś na to czas. Ja czasami sobie robię okienko na godzinę w trakcie pracy, żeby pójść na siłownię, bo akurat mamy obok. To wszystko.

Albert, czego Ci życzyć? Jaka jest Twoja ambicja i co Ty chciałbyś osiągnąć przez najbliższe dziesięć lat? Bo tak myślę sobie, że jesteś ode mnie ponad dziesięć lat młodszy. Co byś chciał, jak byś wyobrażał sobie siebie za 10 lat? Czego można Tobie życzyć?

Przede wszystkim tego, żebyśmy urośli jako firma, zachowując taki klimat pracy i takie relacje, jakie są w tym momencie. Żeby udało się urosnąć bez zniszczenia tej naszej kultury, która funkcjonuje. Bo najbardziej czego bym nie chciał, to stworzenia takiej firmy anonimowych ludków, którzy te swoje prywatne interesy kosztem zespołu pchają. I mam nadzieję, że to się uda i tego bym sobie życzył. I zdrowia przede wszystkim. Mam nadzieję, że teraz tak opowiadam, opowiadam, a może coś się wydarzy, mam nadzieję, że nie.

Na pewno wszystko będzie dobrze Albert. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę. Życzę Ci żeby Twój biznes się dalej rozwijał, żeby prędkość jego wzrostu była przez Ciebie sprawnie opanowana, ale równocześnie żeby to nie poskutkowało zamienieniem Twojej fantastycznej organizacji w jakiegoś betonowego robota. I jeżeli masz jeszcze coś co byś chciał dodać, to jest teraz dobry moment – co byś chciał ewentualnie powiedzieć ludziom, słuchaczom na temat portali, co powinni robić, gdzie powinni zaglądać. Czy chciałbyś, żeby ktoś się z Tobą skontaktował – to najlepszy moment.

Oczywiście, jeśli ktoś uważa, że nasza firma jest ciekawa, czy ma jakiś swój biznes, my chętnie jesteśmy zawsze zainteresowani współpracą. Mamy takie nieszablonowe, kreatywne podejście do reklamowania różnych rzeczy, więc jeśli ktoś ma jakiś biznes, to my bardzo chętnie swoje zasięgi – a to są kilkunastomilionowe zasięgi, w mediach społecznościowych czy na naszych portalach, to już mówiłem: kilkadziesiąt milionów wizyt miesięcznie – jesteśmy w stanie przekuć w bardzo dobrą reklamę. Ciekawą, nieszablonową przy relatywnie niskich cenach. Bo jak patrzę na ceny reklamy w tych mediach największych, to się za głowę łapię, kto to kupuje w ogóle. Więc my mamy te oferty znacznie lepsze i przede wszystkim indywidualne podejście do klientów. Zawsze rozmawiamy o sposobie dostosowania reklamy indywidualnie, a nie jakieś schematy czy szablony. A jeśli miałbym mieć jakąś poradę dla innych ludzi, którzy zaczynają biznes, to uważam że trzeba się przede wszystkim przygotować na to, że przez pierwsze np. dwa lata będzie naprawdę, naprawdę słabo. A potem będzie niesamowity skok, który to wszystko wynagrodzi nam, te wszystkie wyrzeczenia. I może to brzmi tak banalnie, ale uważam że nie można się poddawać, bo w pewnym momencie często jakieś tam okazje się pojawiają. Można je przespać, ale wtedy się pojawią następne. Aczkolwiek też nie można żyć w takiej mentalności, że na sto procent się uda każdemu. Trzeba wierzyć w swój pomysł, ale warto też mieć świadomość, że być może ten pomysł jest po prostu nietrafiony i zamiast brnąć w tej samej formule – wymyśleć coś innego. Bo to nie jest żaden wstyd wymyśleć biznes, który nie wyjdzie. A jeżeli mamy do tego dryg, to zawsze może wyjść coś innego i myślę, że warto na to spojrzeć z tej perspektywy, że jeśli zajmujemy się czymś co może nie wyjść, to tracimy czas na tworzenie czegoś, co by mogło wyjść. Więc to jest może trochę sprzeczne z jednej strony, ale mówię, że trzeba w to wierzyć. Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że coś co robimy może nie mieć żadnego sensu. Natomiast trzeba po prostu myśleć o tym, myśleć i myśleć aż w końcu sukces nadejdzie.

Super. Albert – bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę i trzymam kciuki.

Dziękuję bardzo i pozdrawiam słuchaczy.

Linki

  1. Albert Wójcik na Facebook’u https://www.facebook.com/albertwojcikpikio/
  2. Oficjalna strona firmy HGA Media http://hgamedia.pl/
  3. Oficjalna strona portalu Pikio.pl https://pikio.pl/
  4. Co to jest Pikio? https://lelum.pl/pikio-co-to-wlasciciel/
  5. Na przykład poruszające wiadomości o psach i kotach https://merdacz.pl/
  6. Oficjalna strona portalu naTemat.pl https://natemat.pl/
  7. Kogo wyprzedza Pikio? https://www.youtube.com/watch?v=AC_CeQ7YjPk
  8. Oficjalna strona portalu Plotek http://www.plotek.pl/plotek/0,0.html
  9. Oficjalna strona portalu Super Express https://www.se.pl/
  10. Oficjalna strona portalu Plejada https://plejada.pl/
  11. Oficjalna strona portalu oko.press https://oko.press/
  12. Oficjalna strona portalu Onet https://www.onet.pl/
  13. Oficjalna strona portalu WPhttps://www.wp.pl/
  14. Oficjalna strona portalu Interia https://www.interia.pl/
  15. Oficjalna strona portalu gazeta.pl http://www.gazeta.pl/0,0.html
  16. Boost (ang.) – zwiększać, wypromować https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/boost
  17. Traffic (ang.) – ruch internetowy https://www.diki.pl/slownik-angielskiego?q=traffic
  18. Referral (ang.) – skierowanie https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/referral
  19. Wyjątkiem Bogdan Makowski, naczelny Pikio https://www.linkedin.com/in/bogdan-makowski-03716a169
  20. Oficjalna strona portalu Fakthttps://www.fakt.pl/
  21. Wiadomości dla konserwatystów https://raportdnia.pl/category/wiadomosci/
  22. Profil na facebooku – Jan Kruś https://www.facebook.com/jan.krus
  23. Krav maga http://kravmaga.org.pl/krav-maga/
Może Cię zainteresować

How to become a great mentor

Czytaj

Moje lekcje z 20 lat kariery zawodowej

Czytaj

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×