Change language:

Jak otworzyć każde drzwi w biznesie? Adrian Gorzycki

Zasubskrybuj Greg Albrecht Podcast
YouTube
Spotify
Apple Podcasts

Zbudował jedno z największych mediów biznesowych w Polsce, zmieniając format wywiadu w potężne narzędzie networkingu i budowania społeczności. Działa na styku mediów i twardego biznesu, a jego podejście do logistyki sukcesu i doboru wspólników pokazuje, że dojrzałość w relacjach i brak ego to klucz do przeskalowania każdej firmy.

Adrian Gorzycki – twórca kanału „Przygody Przedsiębiorców”, który od lat buduje jedną z największych społeczności biznesowych na polskim YouTube. Przeprowadził setki rozmów z topowymi przedsiębiorcami, zamieniając pasję do wywiadów w dochodowy model biznesowy oparty na networkingu i edukacji.

Rozmawiamy o tym, dlaczego przeprowadzka do Warszawy była kluczowa dla rozwoju jego projektów, jak wykorzystać format wideo do otwierania drzwi u najbardziej niedostępnych ludzi biznesu oraz dlaczego warto stawiać na wspólników zamiast budować wszystko samemu. Wchodzimy też w temat budowania trwałych relacji zawodowych mimo zmian w życiu prywatnym, roli dojrzałości w biznesie oraz tego, jak selekcjonować gości, by wyciągać od nich najbardziej wartościowe lekcje płynące z ich błędów i doświadczeń.


🎙️ Posłuchaj #349 odcinka Greg Albrecht Podcast: : Jak otworzyć każde drzwi w biznesie? Adrian Gorzycki

Partnerzy Greg Albrecht Podcast:

Formeds – Odbierz 20% rabatu na suplementy formeds z kodem GREG20. Popraw swoją wydajność, formę i samopoczucie z pomocą wysokiej klasy polskich produktów ze 100% czystym składem, optymalnymi dawkami składników aktywnych i jakości potwierdzonej przez niezależne laboratoria.https://youtu.be/gtEn_c9ysJk

👉 formeds.pl/greg

Wspierając naszych partnerów, wspierasz rozwój podcastu!

Transkrypcja:

(Transkrypcja jest generowana automatycznie, może zawierać drobne błędy)

Adrian Gorzycki: Ta przedsiębiorczość, to, że stajesz się wolny, jest totalnym mitem, no bo jak jesteś na etacie, masz jednego szefa, a jak masz klientów, to masz dziesiątki, setki albo tysiące. Osoby, które naprawdę w tym biznesie przeżyły bardzo dużo i to mam na myśli przeżyły, że na ich biznesowym grzbiecie są naprawdę siniaki i blizny, tam było niejedno mentalne złamanie.

Greg Albrecht: Czy twoja była żona dołącza jako wspólniczka do projektu? 

Adrian Gorzycki: To niedogadanie się byłoby nierozsądne ekonomicznie, więc trzeba było usiąść raz, drugi, trzeci, piąty, wyłożyć wszystkie trupy z szafy na stół. Udziały oczywiście 50-50 z takim idiotyzmem, że aż styki po prostu przegrzewa, to my dosłownie kontentem walczymy o polską rację stanu.

Greg Albrecht: Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners, mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu i executive coaching. Formec, producent suplementów o stuprocentowo czystym składzie. Z kodem GREG20 zamów z 20% rabatem na formeds.pl.

Greg Albrecht: Dziś w Greg Albrecht podcast Adrian Gorzycki, twórca kanału Przygody Przedsiębiorców i animator społeczności przedsiębiorców. Człowiek, który prawdopodobnie porozmawiał z większą liczbą osób niż ja. Cześć Adrian.

Adrian Gorzycki: Dzień dobry, Greg. Miło mi znowu cię widzieć przed kamerą, bo widzieliśmy się chyba dwa razy? Tak. Raz u ciebie, raz u nas.

Greg Albrecht: Nie, u Was nie byłem. Nie?

Adrian Gorzycki: No to będziemy musieli to zmienić, jak już się przeniosę do Warszawy 1 lutego.

Greg Albrecht: No super, bardzo chętnie.

Adrian Gorzycki: Nareszcie po tylu latach.

Greg Albrecht: No właśnie, przenosisz się do Warszawy. To możemy o tym chwilę pogadać. Proszę. Gdzie się urodziłeś, gdzie mieszkałeś i dlaczego się przenosisz do Warszawy?

Adrian Gorzycki: Urodzony w Żninie, miejscowości między Poznaniem a Bydgoszczą. W wieku czterech lat przenieśliśmy się z rodzicami, znaczy ja się przeniosłem, no tak, z rodzicami się przenieśliśmy do Bydgoszczy. Tam mieszkałem całe życie. Przez długi czas zakładałem, że prowadzenie tego typu, nazwijmy to biznesu, przynajmniej części medialnej, jest możliwe z Bydgoszczy.

No i okej, no toczyłem to kwadratowe koło przez ileś tam lat. Tych rozmów faktycznie kilka się nagrało. No ale pewien splot różnych zdarzeń, okoliczności, rozmów z różnymi osobami oraz taka banalna refleksja, że 90% myślę, co najmniej dobrych rzeczy, które mnie spotkały zawodowo, pochodzą ze stolicy. No i teraz to jest ta miła część równania, bo ta niemiła część jest taka, że jeżeli 90% jest tych dobrych, to ile rzeczy mnie ominęło z powodu bariery logistycznej?

Greg Albrecht: To super, będziemy bliżej, to pewnie będziemy mieli więcej okazji, żeby się spotykać. Także życzę Ci dobrego zadomowienia. Od tylu lat wspierasz przedsiębiorców swoim czasem, budując dla nich przestrzeń, żeby a. opowiadali, inspirowali innych, b. spotykali się. Jak się w ogóle w Twojej głowie, kiedy mieszkałeś sobie w Bydgoszczy, otoczony innymi przedsiębiorcami, pewnie bydgoskimi, a może jeszcze żadnych przedsiębiorców nie znałeś, jak się znalazła w Twojej głowie myśl, żeby w ogóle wejść w produkcję podcastu, kanału i to właśnie o przedsiębiorcach?

Adrian Gorzycki: Myślę, że chyba taką najkrótszą odpowiedzią, a jednocześnie najbliższą prawdy, jest to, że taka pierwsza myśl, że chciałbym mieć w jakiś sposób kontakt z przedsiębiorcami albo generalnie z przedsiębiorczością, to był okres mniej więcej nastoletni, kiedy w takiej, powiedzmy, naszej rodzinno-towarzyskiej bańce zaczęli pojawiać się pierwsi przedsiębiorcy, którzy otwierali swoje biznesy.

No i tak jak początkowo panowała pewnego rodzaju równowaga ekonomiczna między rodzinami, no to jak nagle ktoś się stawał, przykładowo, już świętej pamięci, pozdrawiam Pana Tomasza, stawał się prywaciarzem od plastikowych okien, to ten status ekonomiczny tak mocno wyskakiwał do góry, no bo wtedy też był boom absolutnie na tego typu technologię budowlaną, chyba tak można rzec.

Więc ja jako młody chłopak obserwowałem, że ta przedsiębiorczość to z jednej strony daje ci możliwość pewnej kreacji, pewnej niezależności, oczywiście to, że stajesz się wolny, jest totalnym mitem, no bo jak jesteś na etacie, masz jednego szefa, a jak masz klientów, to masz dziesiątki, setki albo tysiące, tysiące szefów. Ale obserwowanie tego, jak duży jest upside wynikający z tego, że właśnie ten biznes prowadzisz, no to on się bardzo mocno w mojej głowie zakorzenił, no i to już z tej głowy nie mogło wyjść. Cały czas chodziło za mną to, że ja chciałbym tych przedsiębiorców poznawać jak najwięcej.

Troszeczkę w myśl tej zasady, że wtedy nie potrafiłem tego tak zwerbalizować, ale tak na podstawie różnych sytuacji widziałem, że im ta siatka kontaktów jest większa, gęstsza i bardziej kaloryczna, to to otwiera zupełnie inne możliwości. Rozumiem naprawdę w bardzo różnych kategoriach, od oczywiście okazji biznesowych, przez sposób spędzania czasu, dostęp do wiedzy, dostęp do możliwości szybkiego rozwiązywania rozmaitych problemów, które spotykamy w naszym życiu. No i w pewnym momencie zadałem sobie pytanie, jaki będzie dla mnie najprostszy, a jednocześnie najbardziej wydajny sposób, żeby poznawać przedsiębiorców.

No i wywiady właśnie pojawiły się jako ta myśl, jako ta opcja, no bo jeżeli jesteś osobą totalnie anonimową i piszesz do przedsiębiorcy, który ma kalendarz zaplanowany na trzy miesiące do przodu z pytaniem, że może ci poświęci pół godziny czy godzinę na jakąś kawkę, żebyście porozmawiali, to szanse, że się z tobą umówi, są dość niewielkie, ale kiedy proponujesz, albo to tak, proponujesz, że chciałbyś z tą osobą zrobić wywiad, to ten element pewnej nobilitacji, który wynika z tego, że wywiad jest taką formą, no to on znacząco to prawdopodobieństwo podnosi.

Greg Albrecht: A jakich nagrań nie nagrałbyś ponownie? Nie pytam o konkretne odcinki, ale co uważasz, że nie było najlepszą decyzją lub nie byłoby najlepszą decyzją dzisiaj?

Adrian Gorzycki: Na podstawie tych kilku lat zauważyłem taką zależność, która sprawdza się dużo częściej niż rzadziej, a mianowicie jakoś tak wychodziło, że osoby, które naprawdę w tym biznesie przeżyły bardzo dużo i to mam na myśli przeżyły, że na ich biznesowym grzbiecie są naprawdę siniaki i blizny, tam było niejedno mentalne złamanie i tak dalej, to ci ludzie jak siadają przed kamerą, oni czują totalny spokój.

Dla nich ten kontekst nie jest stresujący. Kamery, lampy i jak masz naprawdę doświadczonego przedsiębiorcę, to go kamera nie onieśmiela. A jak masz osobę, która jest na trochę wcześniejszym etapie, to z tym już bywa różnie. Ja też sam po sobie widzę, że wartość merytoryczna dla widza, którą staram się wydobyć pytaniami z gościa, to jest jeden element równania, ale drugi jest taki, że dla mnie jest coraz ważniejszy komponent funu w tym wszystkim.

Więc jak po drugiej stronie mam człowieka, który przed nagraniem mi mówi: „Adrian, pytaj o co chcesz, jak chcesz, dokręcaj śrubę, nie ma tematów tabu”, to dla mnie to jest naprawdę zaproszenie do tańca, nie? Do tanga trzeba dwojga. No a w momencie, jeżeli ten poziom stresu u drugiej osoby jest bardzo, bardzo duży, no to ja już wiem, że to nie będzie jakoś szczególnie wybitna rozmowa. No bo ja sporą część mojego warsztatu jako prowadzący będę musiał poświęcić na to, żeby zadbać o komfort mentalny tej drugiej osoby, co oczywiście, czy nie, ale to się dzieje kosztem tego, że ta dyskusja nie będzie aż tak dynamiczna, aż tak ciekawa, no bo siłą rzeczy to jest czysta biologia, nie uciekniemy od tego, że kiedy doświadczamy wysokiego poziomu stresu, no to nasz mózg nie jest najbardziej kreatywny i elokwentny, bo jest po prostu tryb walcz albo uciekaj. Więc w momencie, jak masz na przykład takiego gościa, jak chociażby pan Piotr Voelkel, szanownie pozdrawiam, panie Piotrze.

Greg Albrecht: Był w tym kanale również, zachęcam do obejrzenia.

Adrian Gorzycki: Człowiek persona, człowiek instytucja, tyle ile on przeżył, ile widział, jaki jest poziom erudycji, elokwencji, no to po prostu ja się rozpływam podczas takich rozmów i potem je szczególnie dobrze wspominam, w związku z czym to jest jeden z takich powiedzmy azymutów, który z moimi wspólnikami właśnie obraliśmy na realizację kolejnych nagrań, już będąc w Warszawie, żeby kierować się właśnie między innymi tym, jak duży jest poziom doświadczenia u gościa, bo dla jasności coś ciekawego ma do powiedzenia każdy.

Absolutnie tak i uważam, że z każdej osoby coś interesującego można wydobyć, no ale w momencie, jeżeli bierzesz tych, którzy naprawdę sporo przeżyli, sporo widzieli, to tam ta głębia dyskusji jest po prostu zupełnie inna.

Greg Albrecht: Ja jeszcze bym dodał do tego taki aspekt, nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, że jakość rozmowy jest odwrotnie proporcjonalna do tego, jak komuś bardzo zależy, żeby wystąpić w podcaście.

Adrian Gorzycki: Myślę, że jakbyśmy w ogóle tak weszli w takie niuanse wywiadowe, to tutaj zrobiłby się bardzo ciekawy wątek. Zgadzam się w pełni.

Greg Albrecht: No i jak wyglądało to, że zrealizowałeś ten pierwszy odcinek? Powiedziałeś: „No, widziałem, że przedsiębiorcy są bardziej niezależni finansowo, budują większy sukces”. Wpadłeś na pomysł, że „O, może bym z kimś pogadał? To wtedy bym dzięki temu poznał tych ludzi, wszedł pewnie w te kręgi, być może mógł się czegoś nauczyć i samemu zbudować swój własny biznes”. I teraz, jaka była droga od pomysłu do realizacji? No bo nie dla każdego to jest takie oczywiste.

Adrian Gorzycki: Mam coś takiego, jeżeli chodzi o zarówno początki kanału, jak i dowolny inny projekt biznesowy, w którym byłem, że ja nigdy, i z tego się powodu bardzo cieszę, ja nigdy nie miałem w głowie trybu „Zosia Samosia”. Ja absolutnie nie. Wręcz u mnie to było drugie ekstremum do tego stopnia, że moi rodzice bardzo często tak troszeczkę ironicznie, jak tam się czasami wiadomo, jak to rodzi się sprzecza z dzieckiem, albo raczej dziecko z rodzicem, wielokrotnie mówili mi coś takiego, że „ty zawsze coś musisz z kimś gdzieś, nie możesz nigdy sam”. Ja przez długi czas myślałem, że to jest wręcz jakaś taka, jakiś mój defekt mentalny, jakiś taki defekt osobowościowy, że ja wszędzie faktycznie musiałem gdzieś iść, jak na dwór, to z kimś, jak do kościoła, to z kimś, jak na zakupy, to z kimś, jakby samemu to ja mogę iść spać, nie?

Takie miałem trochę podejście. W początkach kanału, żeby to może bardzo mocno skrócić, jak tylko stwierdziłem: „Dobra, robię”, no to pomyślałem sobie: „Dobrze, czego nie potrafię? Nie mam sprzętu, nie potrafię nagrywać, nie potrafię montować. YouTube jest dla mnie platformą, w której dotychczas konsumowałem, niż publikowałem. Kto to potrafi?”. No, okej, znalazła się osoba.

Dobra, gdzie są najniżej wiszące owoce pod kątem tego, że nie będę musiał szczególnie kogoś przekonywać, żeby się zgodził, aby wystąpić w programie? No to w tym momencie już znałem paru kolegów przedsiębiorców, m.in. z M-1 MMA, gdzie razem trenowaliśmy, albo z tego klubu kalistenicznego, który współprowadziłem. No więc do tych osób się odezwałem w pierwszej kolejności. Zgodziły się, nagraliśmy, no i tak zbierałem powiedzmy te pierwsze szlify. Czasami z sentymentu wracam do tych nagrań, żeby zobaczyć, jak bardzo się stresowałem w momencie, jak ten wywiad prowadziłem.

Greg Albrecht: Bardzo mamy podobne te historie pod tym względem też, że na początku zaprosiłem do tego podcastu i pierwsze 10 odcinków, naprawdę tacy moi kumple. Pierwszy odcinek to jest mój przyjaciel, z którym teraz na co dzień cały czas biegamy i jak wracam do tego odcinka 8 lat temu nagranego, no to brzmi zupełnie inaczej.

Adrian Gorzycki: Dobrzy kumple, że pomogli w starcie projektu. Dokładnie tak. To jest to, co się chwali.

Greg Albrecht: Tak, tak. No nie bali się pokazać, a z niektórymi osobami nagrałem wtedy rozmowy, bo jeszcze nie wiedzieli, że ktoś naprawdę to obejrzy. I teraz to na przykład jest jedyna rozmowa z kimś, bo już potem nie udzielali żadnych wywiadów. To jest też fajny aspekt tego, że jak masz coś małego, to się mówi: dobra, no ryzyko jest niewielkie, bo tutaj teraz to, jak przyjdę, wszyscy to usłyszą, a tak może być zupełnie inaczej. Jaki był najważniejszy moment w twoim życiu biznesowym, kiedy od pomysłu nagrania pierwszych rozmów dotarłeś do dzisiaj? Tysiąc rozmów, bardzo dużo subskrybentów, społeczność.

Adrian Gorzycki: Myślę, że chyba kluczowe w tym wszystkim, bo to się wydarzyło kilka razy i myślę, że wydarzy się jeszcze nie raz, i to jest też część mojego takiego biznesowego DNA, które ja w sobie jednocześnie odkrywam i buduję, a mianowicie inni ludzie, ale przede wszystkim wspólnicy.

No bo, tak jak powiedziałem wcześniej, przez to, że nie jestem Zosią Samosią, to ja w każdym projekcie biznesowym, w którym jestem, jestem z kimś, kto mnie uzupełnia dość istotnie pod kątem kompetencji, pod kątem dźwigania pewnych rzeczy operacyjnie. Więc czy to był tak naprawdę pierwszy wspólnik, który wziął na siebie kwestie dotyczące operatorki i montażu, czy potem drugi wspólnik, który do spółki w ogóle wlał trochę kapitału, potem trzeci wspólnik, który wlał jeszcze więcej kapitału, po to, żebyśmy w ogóle mieli czas na zbudowanie jakiegoś modelu biznesowego.

No bo to jest w ogóle też osobna część historii, gdzie ten model biznesowy, to on się kształtował tak naprawdę na przestrzeni lat. Potem wspólnicy, którzy de facto teraz chyba, jak to już jest opublikowany, to oni chyba już formalnie nimi się stali, bo jesteśmy po notariuszu. To będzie opublikowane po 20 stycznia. To po 20 stycznia w przygodach przedsiębiorców witamy, tak na marginesie, jako ciekawostkę powiem, moją byłą żonę Kamilę oraz Macieja Bukowskiego, którzy właśnie do spółki dołączyli. Robią operacyjnie niesamowitą robotę, szczególnie przy loży przedsiębiorców, więc to, że loża dobrze wygląda z zewnątrz, a wiem to z rynku, to jest w dużym stopniu ich zasługa i cieszę się, że mogę o tym mówić.

Więc jakby skracając bardzo mocno, to najważniejsze jest to, że ja co jakiś czas trafiam na ludzi, z którymi mogę zrobić coś fajnego i te momenty szczególnie celebruję, jestem za nich wdzięczny i jak tylko mogę, to staram się o tych ludzi dbać, bo sam doskonale wiesz, będąc w różnych projektach biznesowych, że to jest coś pięknego, kiedy razem w jakiejś wąskiej grupie zdeterminowanych ludzi budujecie wielkie rzeczy.

Greg Albrecht: Coś złapało moje ucho, muszę to potwierdzić. Czy twoja była żona dołącza, wspólniczka do projektu? Myślę, że to jest jakieś mistrzostwo świata. W sensie, zupełnie szczerze, nie znam takiego przypadku, żeby rozłąka w jednym obszarze jednocześnie szła w parze z tym, żeby bardziej zaawansowane wspólne działania podejmować w innym, więc ciekawi mnie kontekst tego, jak to jest możliwe.

Adrian Gorzycki: Kamila, żartujemy sobie czasami wśród wspólników, że Kamila jest z naszej piątki najbardziej skrytą i tajemniczą osobą, więc muszę teraz bardzo ostrożnie dobierać słowa, żeby potem przypadkiem mnie pałką po głowie nie biła, że powiedziałem za dużo, więc uważam, że w dużym stopniu zasługa tego, że tak to wszystko wygląda, to jest m.in. dojrzałość Kamili i jej wielka klasa, to, że ona była tą, która w momencie, jak zawieraliśmy małżeństwo, to ona doprowadziła do tego, żebyśmy mieli intercyzę, więc skoro jest intercyza i już eliminujemy oś konfliktu w postaci majątku, to to jest jeden bardzo istotny element.

Drugi i było dzieci, to jest drugi istotny element konfliktu, no bo niezależnie od tego, jakbyśmy rozmawiali o rozwodach, to te dwa obszary – finanse i dzieci – to tam się toczy najwięcej wojen, a że tych rozwodów trochę widziałem po drodze i też poznałem wielu różnych mecenasów, gdzie jak rozmawialiśmy o różnych sprawach majątkowych, to tematy rozwodu wychodziły po prostu naturalnie wręcz, więc te dwa elementy. I trzeci element: już wtedy nas łączył projekt w postaci loży, który Kamila tak doskonale prowadziła, że pomimo tego, że prywatnie nasze drogi się rozeszły, no to ona, jej podejście, jej postawa było i jest tak kolosalnym atutem dla tego projektu, że nie dogadanie się byłoby nierozsądne ekonomicznie.

Więc trzeba było usiąść raz, drugi, trzeci, piąty, wyłożyć wszystkie trupy z szafy na stół, porozmawiać o nich, posprzątać, pogadać, ułożyć, no i potem współpracować dalej, szanując się, ceniąc i też nawet wykorzystując to, że się znamy jak łyse konie. No, ona najszybciej ze wszystkich widzi, kiedy mi coś się nie podoba, coś nie gra, coś już mnie, coś mnie wzburza, coś mnie irytuje, jednocześnie też dzięki temu wie, w jaki sposób do mnie dotrzeć i jak ze mną rozmawiać. No, więc to tak chyba w skrócie. Powiedziałem jej właśnie, jak wczoraj rozmawialiśmy o tym nagraniu u ciebie, to powiedziałem właśnie, że słuchaj, bo ten wątek może w jakiś sposób wyjść. Ale jak może wyjść? Ja mówię: no może być z dyskusji, nie? No i co wtedy? Ja mówię: no co, powiem Gregowi, żeby cię może zaprosił kiedyś do programu, będziesz nigdy żadnego wywiadu nie udzielałaś, nie? Ale to tak pół żartem, pół serio mówię. Obiecałem, że to zrobię, zrobiłem to właśnie.

Greg Albrecht: Grabisz sobie chyba, ale fajnie, to jest niesamowita historia i kibicuję wyzwaniom ze wspólnikami. Przed rozmową też trochę o tym wspomniałeś i gadaliśmy, że jest to częsty wątek, dlatego że jak są dwie osoby, a nie daj Boże więcej, to każda ma inną osobowość, ta osobowość się zmienia w czasie, oczekiwania się zmieniają w czasie, są rzeczy, które są niewypowiedziane, wypowiedziane i wspomniałeś, że ty miałeś tych zmian różnych trochę. Jaka była najbardziej bolesna lekcja?

Adrian Gorzycki: Może powiem, co mi przyszło pierwsze do głowy? Pierwsze do głowy przyszło mi, że najbardziej bolesną lekcją z rozstań ze wspólnikami jest sytuacja, w której troszeczkę za bardzo zapatrzeni w tę relację, doprowadziliśmy do sytuacji, że mając na przykład różnorodne aktywności biznesowe, że we wszystkich jesteśmy razem. Nawet jeżeli ta druga osoba nie wnosi żadnej wartości operacyjnej, strategicznej, żadnej, po prostu ma tętno i reputację oraz staż znajomości z nami.

Greg Albrecht: Czyli taka solidarność za wszelką cenę, wszędzie za rączkę do toalety też i działamy.

Adrian Gorzycki: Tak, jakby uważam, że jak sobie tak obserwowałem zarówno konflikty ze wspólnikami, już nawet abstrahując od tego, co ja przeżyłem, ale też widząc to, co przeżywali moi goście, szczególnie historie spoza kamery, sam doskonale wiesz, że one są najlepsze po prostu, ale nie możemy o nich mówić, nie możemy ich nagrywać, to zauważyłem taką zależność, że ci przedsiębiorcy, którzy mają alternatywny grunt ekonomiczny pod nogami w postaci jakiejś innej spółki, jakichś aktywów, zabezpieczonego majątku i ta druga strona o tym wie, to w momencie, jak nie jesteś w 100% zależny, odwidzi mi się wspólnika, jest zupełnie inna dynamika rozmowy.

A w momencie, jeżeli dzielicie wszystko dosłownie razem, to potem najdrobniejszy konflikt, który może wynikać z tego, że robisz się coraz starszy, zmieniają się okoliczności, priorytety, pojawiła się żona albo mąż, pojawiły się dzieci i pojawiły się inne potrzeby, no jako ludzie ewoluujemy w czasie, więc takie przyjęcie założenia, że ktoś, kto był człowiekiem X, mając 20 lat, będzie tym samym, mając 30 albo 40, ja takiej historii nie znam. I jednocześnie, o czym też rozmawialiśmy chwilę przed nagraniem, jednocześnie widzę, że bardzo częstym wspólnym elementem konfliktów i porażek wspólników jest to, że zbyt szybko zakładają spółkę. S24, pyk cyk myk, żadnych jakichś sensownych klauzul, które mają nas zabezpieczać, udziały oczywiście 50-50, bo musimy być zawsze zgodni, żeby podjąć strategiczne decyzje, takim idiotyzmem, że to aż styki po prostu przegrzewa.

Ja wiem, szanowni widzowie, że mówię o niektórych z was, ale mówię nie po to, żeby obrazić, tylko mówię po to, żeby udać się do prawnika, kiedy jest wszystko dobrze, pokazać, co tam macie w waszej spółce, żeby prawnik was przygotował na sytuację, w której nastąpi po prostu konflikt albo wojna. Bo pytanie nie brzmi, czy to nastąpi, tylko kiedy to nastąpi. Nie twierdzę, że tak będzie na 100%, ale prawdopodobieństwo jest niestety dość duże, biorąc pod uwagę, ile różnych historii już każdy z nas słyszał. Więc strasznie obszerny temat. Jeżeli miałbym to sprowadzić do jakiejś takiej jednej prostej rady, jeżeli jest między wami zgoda, jeżeli się kasa zgadza na koncie, idźcie dokładnie w tym momencie do prawnika, który specjalizuje się w tematach spółkowych, tematach gospodarczych i powiedzcie mu jedną rzecz: proszę naszą spółkę przeanalizować pod kątem tego, że jeżeli się nie dogadamy, rozpocznie się konflikt, to żeby spółka mimo wszystko była bezpieczna, aby te wiele lat wspólnego budowania majątku biznesowego nagle nie zawisło na włosku, tylko dlatego, że mamy kiepską umowę spółki i nagle się rozpoczyna wieloletnie przeciąganie liny, które potrafi być wykańczające i psychicznie, i kapitałowo dla samej firmy.

Greg Albrecht: Mam do Ciebie prośbę. Jeżeli podobają Ci się rozmowy w tym kanale, to koniecznie zasubskrybuj ten podcast, bo pozwoli nam to lepiej rozwijać kanał i zapraszać więcej ciekawych gości. Wspomniałeś o tym aspekcie z boku i przyszła mi do głowy taka refleksja, że ogólnie ciężko jest w życiu stać tylko na jednej nodze. I to tak samo dotyczy nadmiernego zaangażowania emocjonalnego i mentalnego, na przykład tylko w pracę, czyli że żeby móc podejmować odważne i ryzykowne decyzje, trzeba mieć jakiś alternatywny świat, do którego można uciec, ale raczej na który można się oprzeć, jeżeli jedna z naszych nóg w danym momencie się powinie albo jest coś gorzej. Czyli krótko mówiąc, jeżeli mój biznes jest całym moim światem i nie mam innego projektu biznesowego, rodziny, hobby, przyjaciół, kogoś wokół siebie, społeczności, no to zostaję sam z tym problemem i ten dramat w tym jednym obszarze naszego życia staje się po prostu przytłaczający, dlatego, że nie ma tych innych obszarów, które ci to balansują i wtedy prawdopodobieństwo tego, taka trochę dywersyfikacja portfela, że prawdopodobieństwo tego, że się posypie na wszystkich frontach jest jednak super niskie, a wsadzanie wszystkich jajek do jednego koszyka, jak się mówi po angielsku, to jest zazwyczaj ryzykowne. I jak mówisz o tych relacjach ze wspólnikami, oczywiście, że zupełnie inaczej się patrzy na grę w biznes, kiedy od tego nie zależy twoje życie, twoja reputacja, wizerunek, ego, bo wszystko jest osadzone w tym jednym projekcie, bo tak naprawdę potem przychodzisz do pustego domu, nikt nie odbiera od ciebie telefonu, jesteś jakby sam i jedyną twoją emanacją w rzeczywistości jest ten twój biznes i ten opis na Linkedinie i te zera na koncie.

Adrian Gorzycki: Opis na LinkedInie, tak, pełna zgoda. Takie zdanie słyszałem całkiem niedawno, że jeden dochód to jeden krok od zera dochodu. Doskonale po prostu ujęte, pokazujące, że stanie na tej jednej nodze jest bardzo niebezpieczne, przy czym trzeba też zaznaczyć, że… Może albo podyskutujmy o tym chwilę, bo ty też sporo przeżyłeś, sporo widziałeś. No bo tak, z jednej strony mówi się, że jak chcesz zbudować działający biznes, to powinieneś, powinnaś mieć laserowe skupienie.

No ale z drugiej strony teraz rozmawiamy o dywersyfikacji. To kiedy ta dywersyfikacja powinna nastąpić? Bo jak nastąpi zbyt wcześnie, to się rozproszysz i nie zbudujesz nic sensownego. Jeżeli nastąpi zbyt późno, jeżeli będziesz próbował ją zrobić już w trakcie rozpoczynającego się konfliktu ze wspólnikiem, nie zrobisz tego. Nie pozwoli ci na to ani kreatywność. Będziesz cały czas myślał, że potrzebujesz ten kapitał mieć w razie zabezpieczony na jakiejś tam różnej maści ruchy prawne, nieprawne i tak dalej. Więc szczerze, ja nie wiem, kiedy dobrym momentem jest dywersyfikacja.

Greg Albrecht: Ciekawe pytanie, ale też jak mówisz o tym, to słyszę, że masz taki… no, jakąś tam mocno w to w tobie siedzi, że to przekonanie, że ten konflikt ze wspólnikiem nastąpi, jest pewne, a myślę, że statystycznie niekoniecznie jest to tak bardzo prawdopodobne. Więc to jest jedna rzecz, którą słyszę, że w tobie te emocje związane z tym są tak rozbudzone, że myślę, że trochę przesadzasz w znaczeniu prawdopodobieństwa, że to się wydarzy.

Adrian Gorzycki: Mamy wreszcie jakąś dyskusję. Dobra, lecimy.

Greg Albrecht: No więc to jest jedna perspektywa. No druga, że ta dywersyfikacja nie musi dotyczyć samego biznesu. Czyli tak jak powiedziałem wcześniej, jeżeli jestem all in i mam laser focus w biznesie, ale na przykład jednocześnie ja biegam te moje maratony i to jest jakieś moje inne pole, w którym ja mam trochę inny świat i ten świat jest niezależny od tego, czy ja dowiozę wynik w biznesie, czy nie, no to też się czuję pewniej, bo moja osobowość, moje życie jest bardziej zdywersyfikowane per se. Czyli nie chodzi tylko o aspekt ekonomiczny i biznesowy, ale jako życie w całości. Z perspektywy tej biznesowej myślę, że często dywersyfikacja jest wyzwaniem, bo ludzie zaczynają się dywersyfikować trochę zamiast, bo im się nudzi i próbują robić nowe rzeczy, a w zasadzie nie jest to potrzebne. Więc w mojej ocenie też dywersyfikacją ryzyka jest wyciągnięcie kapitału obrotowego ze spółki lub sprzedanie części udziałów. Często przedsiębiorcy, wiesz, mają zaalokowane wszystko w jednym biznesie, cały kapitał i problemem ich jest to, że tak naprawdę nie są bogaci per se. Są bogaci na papierze, bo mają udziały w spółce, ale na przykład ta spółka nie generuje jeszcze takiej dużej ebidy. Jednocześnie oni cały czas inwestują we wzrost i wiesz, mają bardzo duże obroty, a ich prywatny majątek jest ograniczony, bo płynność tej spółki jest mała i wtedy na przykład dywersyfikacją jest wprowadzenie jakiegoś mniejszościowego udziałowca, sprzedaż w secondaries częściowo to, co na przykład robimy właśnie w Momentum Capital Partners. Czyli wchodzisz, część swojego kapitału przelewasz, im kupujesz sobie nieruchomość, złoto, whatsoever i w ten sposób dywersyfikujesz się psychicznie, bo ten jeden asset nie jest tak ważny. Czyli widzę inne aspekty też tej dywersyfikacji, ale oczywiście to nie adresuje wyzwań ze wspólnikami, chociaż pewnie żadna umowa też cię przed takimi wyzwaniami nie ochroni.

Adrian Gorzycki: Nie, wiesz co, zgadza się, tylko też moje nastawienie takie, że lepiej się, że lepiej sobie w głowie wykształcić nawet drobną paranoję, że może być ten konflikt. Wynika z tego, że przez ostatnich kilka miesięcy ja z bliska zobaczyłem tyle historii, gdzie ktoś został pokrzywdzony przez człowieka, którego nawet nazywał przyjacielem, albo nawet przez swojego brata, i jak potem właśnie wnikałem w szczegóły tej rozmowy.

Greg Albrecht: Powiem Ci, dlaczego tak było.

Adrian Gorzycki: Okej. Jak wnikałem w szczegóły całej tej sytuacji, oczywiście znając perspektywę tylko jednej osoby, to jest też bardzo ważne, to łapałem się na tym, że tych ludzi najbardziej gubiła przesadna wiara w drugiego człowieka i że to, że mają jakieś ze sobą starsze relacje albo że łączą ich więzy krwi, że to jest wystarczający gwarant tego, że będzie wszystko dobrze. I z drugiej strony sobie myślę, że części tych rzeczy pewnie można by było uniknąć, gdyby poświęciło się chociaż odrobinkę kapitału i trochę czasu na to, żeby to mądrze poukładać prawnie. I oczywiście wiadomo, że żadna umowa nie spowoduje, że będziemy mieli totalnie żelazną kopułę nad sobą i że się nic złego nie może wydarzyć, ale zmniejsza się liczba opcji, które mogą się wydarzyć.

Greg Albrecht: Mam dwie refleksje. Proszę. A propos tego, co mówiłeś, może będą też dla Ciebie pomocne. Zacznę od tej umowy. Myślę, że umowa sama w sobie nie jest tak bardzo ważna, jak to, że dochodzi do otwartej rozmowy o takich aspektach, czyli, że w ogóle wpuszczasz światło w temat pod tytułem, że może być konflikt, że mamy różnicę. Czyli umowa jest tylko emanacją w rzeczywistości tego, że zaczęliśmy w ogóle otwarcie rozmawiać o tym, że nasza relacja może się zakończyć i w związku z tym mogą być tego jakieś konsekwencje. I uważam, że istotą dojścia do tego punktu jest raczej poszukiwanie większej liczby takich sytuacji. Mam taką fajną listę 25 pytań, które wspólnicy powinni często sobie zadawać nawzajem i o nich rozmawiać. Chętnie się podzielę. One spodziewa ta lista? Chętnie ją dam każdemu, kto teraz skomentuje listę pod tym odcinkiem, to udostępnię ten materiał.

Adrian Gorzycki: później.

Greg Albrecht: I tobie podeślę też, bo ja to wziąłem z tego, że jestem mentorem w Google for Startups, tam był taki program, który jest People Lab, który pokazuje, że 65%, 55% firm upada przez wyzwania związane z ludźmi, a nie z modelem biznesowym. Czyli to jest większość. I teraz oni wytworzyli taką listę pytań, która jest super pomocna i to są pytania, które trudno sobie zadać na przykład dokładnie. A co będzie, jak ty nie będziesz chciał pracować, a ja będę chciał pracować? Jaki scenariusz? I samo rozmawianie o tym, budowanie kultury otwartej rozmowy o relacji, a nie tylko o problemach biznesowych, jest krokiem. I jednym z tych sposobów rozmawiania jest napisanie umowy, ale prawda jest taka, że bardziej istotna jest zmiana perspektywy i sprowadzenie rytuału tej rozmowy o relacji. My nie jesteśmy tego nauczeni. Kompletnie. Takich rozmów. Myślę, że wbudowanie takiego formatu rozmowy o tym, co by było i obieranie tej cebuli na bieżąco jest lepsze niż pójście jej na twardo. Dobra, tutaj podpisuje się trzy siódemki i tak dalej. Rozumiesz, formalna umowa. To jedna myśl. A druga z tym związana, kiedy wspominasz, że widzisz wiele takich ludzi, to jest taki znany psychologiczny, taka psychologiczna pułapka, że kupujesz sobie jakiś samochód, jedziesz i nagle wszyscy dookoła mają te samochody. Wcześniej w ogóle nie zauważyłeś, że ktokolwiek ma samochód marki X. Teraz jedziesz samochodem i wszędzie wokół są te samochody. I to jest też udowodnione psychologicznie, że nasza percepcja trochę podąża za tym, jaki program mamy wgrany w głowie. Czyli, że może to być samospełniająca się przepowiednia. Ja dlatego jestem bardzo ostrożny, jeżeli chodzi o takie deklaracje na przykład fatalistyczne, typu, że każda relacja wspólników dojdzie do końca, bo to może być, jakby to mistycznie nie brzmiało, samospełniająca przepowiednia, ale nie przez to, że jest jakaś magiczna siła, która nami steruje, bo w to specjalnie nie wierzę, ale bardziej z perspektywy psychologii tego, że jakby zaczynamy dostrzegać, tę muzykę, która nam się podoba, ten samochód, który chcemy i nagle wszędzie widzimy argumenty na potwierdzenie naszej teorii i wydaje się, że bardziej opłacalne jest nam, czy opłaca się w to wierzyć, krótko mówiąc i myślę, że bardziej opłacalne jest czasem spojrzenie z tej innej perspektywy.

Adrian Gorzycki: Czy biorę do siebie to, co powiedziałeś? Jednocześnie się z tym chyba do końca nie zgadzam, bo to, co ja czuję z tego sposobu myślenia, który wynika z doświadczeń, które zebrałem, to efekt jest tego taki, że ja nie szukam konfliktu. Ja wręcz, jak teraz jeden czy drugi projekt rozpoczynamy, to jak siedzę ze wspólnikami do stołu, to mówię im o swoich doświadczeniach, od razu im mówię, co powinniśmy zrobić, żebym zarówno ich zabezpieczył przede mną, gdyby mi odwaliła palma, ale też w drugą stronę.

Więc wręcz to, że poczułem na sobie, jakie może dać konsekwencje tego typu sytuacji, której absolutnie się nie spodziewasz – no, przeważnie się ich nie spodziewamy – to raczej właśnie powoduje na mnie takie poczucie odpowiedzialności, że skoro ja już to przerobiłem, to teraz, skoro ktoś jest dla mnie biznesowo ważny, to ja chcę zadbać o komfort i bezpieczeństwo tej osoby od samego początku. Ja jestem tym gościem przy stole, który nie ma różowych okularów. Wszyscy mają, wszyscy, wiesz, już liczą miliony na stole, które będą, a ja nagle wrzucam pytanie typu granat: „A co z tym? A co z tamtym? A co, jeśli się wydarzy to? A przegadajmy to. A ułóżmy scenariusz pod to”, tylko po to, żeby ochronić te najbliższe miesiące, lata, które wspólnie włożymy w to, żeby ten projekt odpalić na bardzo wysoki poziom.

Greg Albrecht: I 100% się zgadzam z tym,

Adrian Gorzycki: Że to też jest prawdziwe. I powiem tylko taki, trochę tutaj, taki może mój drobny apel. Szanowni widzowie, słuchacze, po drugiej stronie, jeżeli jesteście w momencie, w którym nie jest tak przyjemnie i przyjaźnie, że można jeszcze otwarcie porozmawiać, jak rekomenduje Grek, z czym się bardzo zgadzam, kiedy już się rozpoczyna walka na noże, napiszcie do mnie na priv, pogadajmy, chętnie wam podpowiem parę rzeczy, z kim porozmawiać, jak porozmawiać, z jakim mecenasem i tak dalej, bo jak już dochodzi do otwartego konfliktu, to wtedy już nie ma zasad. Zapraszam do kontaktu w razie co, jeżeli będę mógł oczywiście pomóc.

Greg Albrecht: Super. To pewnie nadal wierzę, że jest jakiś taki moment, w którym próba zrozumienia perspektywy drugiej osoby może pomóc, ale być może czasem już rzeczywiście te rany są tak głębokie, że ciężko jest odwrócić.

Adrian Gorzycki: Nie, albo jeżeli komuś pewne dolegliwości zdrowotne powodują, że zmieniła się znacząco optyka i sposób myślenia, no to twoja logika jest inna niż jego lub jej, nie? To prawda.

Greg Albrecht: To prawda, że naturalnie mierzymy innych swoją miarą, ale nie rozumiemy, że ich świat może wyglądać zupełnie inaczej widziany ich oczami i po prostu może nie być punktów przecięcia między tymi światami, bo chociaż jest jakiś obiektywnie stół, nie wiem, czy fizycy by się ze mną zgodzili, że ten stół tu jest.

Adrian Gorzycki: podejrzenie,

Greg Albrecht: Pewnie zależy od poziomu, na którym działają, ale jest tu stół. To jednak przekonanie odnośnie tego, na przykład, czy ten stół jest ładny, czy brzydki, już może się różnić po dwóch stronach stołu, a co dopiero, kiedy wchodzą jeszcze głębokie emocje, bo nie mówimy o stole, tylko o dziele życia, jakim jest na przykład kanał „Przygody Przedsiębiorców”. Prawda? Więc tak. Okej.

Produkujesz taką przestrzeń, w której przedsiębiorcy wymieniają się doświadczeniami, inspirują się. Robimy pod tym względem podobne rzeczy. Całe szczęście. Tak. Ja bardzo wierzę, że to jest… Im nas więcej, tym lepiej. Dokładnie. I nadal widzę, że są ludzie pochowani w swoich firmach, w różnych miejscach, nieważne, czy to Warszawa, Bytom, czy Kołobrzeg, czy cokolwiek. Oni tam sobie siedzą w tej firmie i tam się czują mega osamotnieni, bo jest ta samotność lidera. Czują się mega osamotnieni, ale mają jakąś nieufność w sobie, mają jakąś obawę przed tym, czy warto wyjść. Nie mają nawyku gadania z innymi, bo ty od razu czułeś: „Ja chcę gadać z innymi przedsiębiorcami, ja chcę się uczyć, inspirować”.

Nie miałeś tego lęku, ale wiele osób mówi: „Mają różne programy, boję się gadać z innymi, a co jak mnie coś tam zabierze, a co, jeżeli ja powiem o czymś i będę skompromitowany, a w ogóle, to jak ja mam zagadać?” I tak dalej. Więc z twojego ogromnego doświadczenia, gdzie pewnie pisałeś czasem cold maila do jakichś super niesamowitych ludzi i oni przyszli do ciebie na rozmowę, później się spotkałeś, czy co byś powiedział przedsiębiorcy, który jest osamotniony, ale może jest w cudzysłowie introwertyczny, może nie ma nawyku wychodzenia, boi się tej interakcji? Co byś powiedział, żeby, dlaczego warto i jak zrobić ten pierwszy krok, żeby wejść w interakcję z innym przedsiębiorcą, żeby złapać wartość?

Adrian Gorzycki: Myślę, że gdyby ten przedsiębiorca usiadł sobie z kubkiem swojej ulubionej kawy albo herbaty i zrobił sobie taki biznesowy rachunek sumienia, zarówno pod kątem tego, gdzie jest biznesowo, jak i kogo po drodze poznał, i gdyby odłożył na bok te wszystkie nieprzyjemne doświadczenia wynikające z kontaktu z drugim człowiekiem, które, umówmy się, każdemu z nas się zdarzały, czasami my byliśmy źródłem tego nieprzyjemnego kontaktu, no, taka jest specyfika interakcji międzyludzkich, więc jeżeli odłożymy na bok te wszystkie nieprzyjemne rzeczy, że ktoś nas rozczarował, oszukał, nie dowiózł, nie dotrzymał obietnicy, złamał serce i te wszystkie inne elementy, to nagle naszym oczom ukaże się obraz, w którym kilka osób, które poznaliśmy po drodze, miało ogromny wpływ na to, gdzie obecnie jesteśmy intelektualnie, pod kątem doświadczenia czy pod kątem posiadanego majątku.

I teraz w momencie, jak pozwalamy, żeby te negatywne doświadczenia przysłoniły te wszystkie dobre, no to jesteśmy przecież, my tracimy najwięcej, no bo jeżeli już nie wychodzimy na spotkania z ludźmi, stwierdzamy, że z tego Kołobrzegu, bez sensu jechać do tej Warszawy, bo to kawał drogi i pewnie powiedzą już wszystko, co wiem, a w ogóle ta wiedza jest na YouTubie, a na korytarzu to w ogóle z nikim nie pogadam, bo wszyscy będą w swoich grupkach i robimy sobie taką całą projekcję i racjonalizację, czemu to jest głupi pomysł i ile ważniejszych rzeczy ja mam do załatwienia, no to oczywiście, że tej decyzji nie podejmiemy. Historia z mojego życia, jednym z moich najważniejszych wspólników, Kamil Michalik, serdecznie Cię pozdrawiam. Poznałem gościa na konferencji nieruchomościowej, kiedy z nieruchomościami miałem zero wspólnego, absolutnie zero.

To był początek istnienia przygód przedsiębiorców i gdyby nie pojawienie się na tej konferencji, poznanie Kamila, on nie wszedłby do spółki, a to, co po drodze się wydarzyło dzięki jego wiedzy, dzięki jego obecności, dzięki jego networkowi, to łatwiej by to było mi zważyć, niż policzyć. Świetna historia. No i teraz, wracając do tego przedsiębiorcy, ten przedsiębiorca, który jest zablokowany przed kontaktem z innymi przedsiębiorcami, niech też sobie zada pytanie, jak on de facto zbudował ten biznes. Przecież zbudował ten biznes, akceptując to, że częściej słyszał nie, niż tak. Więc to są te same sytuacje. Więcej będziemy mieli prawdopodobnie sytuacji, że ktoś nas rozczaruje, niż że ktoś da nam coś spektakularnego, rozumianego w dowolny sposób, to absolutnie nie muszą być pieniądze, bo pieniądze są często bardzo, raczej skutkiem ubocznym i pochodną tego, że dzieje się po prostu coś dobrego.

Zwykłe punkty w grze, nic szczególnie, co trzeba jakoś tak tutaj sakralizować, że tak się wyrażę. Więc, wracając i zamykając klamrą, usiadłbym jako ten przedsiębiorca i zrobiłbym sobie taki autentyczny rachunek sumienia, czy więcej dobrego biznesowo spotkało mnie z dawania regularnie szansy przypadkowi poprzez poznawanie nowych ludzi, czy raczej jest totalny dramat. No, raczej ten dramat nie jest, skoro oglądasz w ogóle ten materiał, no bo to znaczy, że wciąż jesteś głodny, głodna wiedzy, szukasz nowych rozwiązań i tak dalej i po prostu może warto jest przepracować pewne przekonania, które w sobie zgromadziliśmy i zadać takie fundamentalne pytanie, czy te przekonania nam autentycznie służą. No, bo jeżeli nie, no to po co je pielęgnować?

Greg Albrecht: Nic tu nie mam do dodania. W pełni się z tobą zgadzam i pojawia mi się w głowie kolejny krok, czyli powiedzmy, że zrobiłem rachunek sumienia, wypiłem kawę, chcę z kimś pogadać, ale na początku pojawia się problem taki, że nie wiem z kim, bo w sumie tak za bardzo się nie rozglądam dookoła i nie wiem, kto mnie inspiruje, a więc pierwszy krok to zaczynam się zastanawiać, z kim pogadać i skąd te osoby wziąć, bo to nie jest dla nas takie oczywiste. My konsumujemy interakcje i ty od razu w twojej głowie zapala się lampka: to Tomek, to Krzysiek, to Bartek.

Adrian Gorzycki: A to… Teraz już tak jest.

Greg Albrecht: Ale siedzisz sobie tam i znasz tylko 20 pracowników u siebie na hali, szefa administracji, kogoś, prawda, mamę, dwóch kumpli i jednego przedsiębiorcę ze swojego miasta, czyli masz bardzo wąski krąg. Nawet nie masz pomysłu, z kim pogadać. No i wtedy przychodzisz i być może możesz odpalić sobie jakiś kanał, na przykład „Przygody Przedsiębiorców” albo „Grego”.

Adrian Gorzycki: Podcast

Greg Albrecht: Dokładnie i mówisz: „O, ten temat mnie chyba zainteresował, bo gość w sumie w podobnej branży albo coś, albo ma podobną historię” i tak zaczynasz. No i jak się potem skontaktować z taką osobą? Jakie były twoje najbardziej spektakularne przygody? Bo jak już kogoś, jak już masz ten rozpędzony pociąg, tak jak my mamy, no to wiadomo jest, że ja do nikogo cold colla nie robię, no bo ja zawsze trafię do każdej osoby, z którą chciałbym się spotkać, przez kogoś, kogo już znam. No ale jest jakiś początek i chodzi o to, żeby złapać ten pierwszy krok. Miałeś taką historię, że się, wiesz, odezwałeś do kogoś, nie wiedziałeś, co się wydarzy?

Adrian Gorzycki: i byłeś mną zaskoczony. Tak, zacznę od tego, co powiedziałeś, że ani ty, ani ja nie jesteśmy dobrym punktem odniesienia, bo czy tego chcemy, czy nie, to, co robimy zawodowo, to, co robimy medialnie, powoduje, że wiele drzwi jest dużo łatwiej otworzyć. Ja nawet nie wiem, że one już są otwarte. Nawet przykład niedawno z jednym partnerem rozmawialiśmy o potencjalnej współpracy.

Na razie celowo, enigmatycznie będę mówił. I jak tylko skończyliśmy to spotkanie, to dowiedziałem się od osoby, która reprezentowała tych przedsiębiorców, że właściciele tej firmy są moimi widzami i już dopytują, jak poszło spotkanie. Więc to już bardzo wiele nam ułatwiło w późniejszym ustalaniu szczegółów i bardzo trzymam kciuki, żeby nam wyszło. Jeżeli to oglądacie, serdecznie was pozdrawiam. Więc ty i ja nie jesteśmy w ogóle dobrym benchmarkiem. Uważam, że bardzo kiepskim pomysłem jest to, że oglądamy kogoś na przykład na YouTubie czy w mediach społecznościowych, piszemy do niego tak od razu z bomby, w ogóle jeszcze próbując mu coś sprzedać. Albo, wiesz, tak na zasadzie: słuchaj, będę w Warszawie, spotkajmy się na kawę. Przepraszam, ale my się jeszcze nie znamy. Ja rozumiem to, że w głowach ludzi, widzów i słuchaczy, tworzy się tak zwana paralelizacja społeczna, czyli oni są oswojeni z twoją mimiką, twoim głosem, twoimi gestami, tym, jak mówisz, być może nawet masz poglądy. No ale ty po drugiej stronie nie masz pojęcia, kim oni są.

Więc uważam, że śmiałość jest ważna, ale przesadna śmiałość, ona powoduje pewnego rodzaju barierę. Więc gdybym miał wejść w buty tego przedsiębiorcy z Koła Brzegu, skoro już jesteśmy przy tej miejscowości, to raczej zacząłbym troszeczkę spokojniej, poprzez najpierw bywanie na różnego rodzaju eventach. I oczywiście, wiadomo, że dla introwertyka wizja tego, że jedzie w ogóle sam na event, to już jest: o matko, co tam się prawdopodobnie wydarzy. Natomiast obserwuję taką tendencję, że na coraz większej liczbie eventów pojawia się przemyślany i moderowany networking, który jest szczególnie dedykowany osobom, które mają raczej osobowość introwertyczną. I taki moderowany networking powoduje, że pojechanie samemu nagle staje się wręcz błogosławieństwem, bo ty jesteś trochę skazany, skazana na to, żeby tych ludzi właśnie poznać za pomocą aktywności i narzędzi, które przygotował organizator konferencji.

Tak na marginesie dodam, że my w tym roku prawdopodobnie będziemy robili dwie: mniejszą i większą. Pierwsza będzie dotyczyła wspólników, ochrony majątku, exitu i tego typu rzeczy, ale o tym to będziemy komunikowali pewnie za jakiś czas. Więc zacząłbym na pewno od konferencji. Bardzo zwróciłbym uwagę na to, kto jest organizatorem konferencji, żebyś przypadkiem nie wszedł do jakiegoś dziwnego środowiska, no bo o to też jakoś nie jest trudno, bo są konferencje i konferencje. Rzecz druga, wydaje mi się, że najszybszą windą do budowania networku, jakościowego networku, to jest bycie w jakiejś biznesowej społeczności.

Ich w Polsce takich godnych uwagi, myślę, że jest co najmniej kilka. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie zaprosił do naszej, czyli do Loży Przedsiębiorców, no bo w momencie, jeżeli nagle jesteś częścią społeczności, gdzie masz z góry zaplanowane eventy stacjonarne, eventy online’owe, macie wspólnego Slaka, no to tych możliwości interakcji jest tak dużo, że jest tylko jeden sposób, żebyś nie zyskał: nie będziesz z tego korzystał, korzystał. No to jest aż tak banalne, ale szokuje mnie to, ile jest takich przypadków przedsiębiorców, którzy wchodzą do takiej społeczności i zamiast usiąść sobie naprawdę jednego popołudnia, spojrzeć w kalendarz aktywności i wpisać w swój kalendarz co drugą, albo nawet co trzecią aktywność, którą taka społeczność oferuje, to starają się to robić na bieżąco i są notorycznie zdziwieni, że pokonuje ich bieżączka.

A jak ma być inaczej, nie? To jest naturalna kolej rzeczy. Więc bywanie na konferencjach, bywanie w takiej społeczności, zmiana pewnych przekonań i pewnego nastawienia i też ważna rzecz: nie próbować sprzedać czegokolwiek, komukolwiek, kogo się poznaje. Uważam, że to jest tak szkodliwe podejście do budowania relacji biznesowych i też uważam, że to jest pewnego rodzaju relikt przeszłości, który jest wciąż bardzo mocno obecny i rozpowszechniony, bo wiele osób przede wszystkim zna właśnie taką formę networkingu. Na zasadzie: cześć, jestem Adrian, cześć Greg, dobra, coś mogę sprzedać, nie? No, na przykład, właśnie, nie? I uważam, że tak jak to kiedyś członek Loży podsumował, Grzegorz Kalinowski, serdecznie się pozdrawiam, że dobrze robiony networking to jest bywanie, regularne bywanie na różnych eventach, w różnych miejscach i próba bycia pomocnym jednemu czy drugiemu człowiekowi. Bo nawet jeżeli ta konkretna osoba nam się nie zrewanżuje, to być może ona powie komuś innemu dalej i nagle w ogóle budujemy w ten sposób swoją reputację i ona zaczyna nas wyprzedzać i potem to do nas wraca w totalnie nieoczekiwany sposób.

Więc, no, przede wszystkim dawać z nastawieniem, że nie chcemy nic z powrotem, co jest też chyba jednym z elementów stoicyzmu, tak na marginesie, a potem z czasem to do nas wróci. I tyle. To nie są jakieś, jakby, podsumowując, to nie są wielkie czary. Po prostu wyjdźmy z tej biznesowej jaskini, pogadajmy z ludźmi, z jednym, drugim, trzecim człowiekiem i będą się działy cuda. Zawsze się dzieją.

Greg Albrecht: Tak, ale wiesz, jak o tym mówiłeś, to też przyszło mi do głowy kilka rozwiązań, które trochę uzupełnią to, co powiedziałeś, a które mogą się połączyć. Bo też każdy z nas ma jakąś tam w głowie etykietę dobrego zachowania, złego zachowania, przekonanie, jakie zachowanie jest dobre, jakie nie. I bez tego otoczenia się ludźmi, zobaczenia, jak inni się zachowują, to rzeczywiście trudno jest w to wejść.

Ale jest parę takich rozwiązań, które przyszły mi do głowy, jak o tym mówiłeś, które też mogą zadziałać. Ja myślę, że można do kogoś napisać. Jak myślę, jakie wiadomości mnie najbardziej zaskakują i budują relatywnie szybko informację zwrotną, czyli ja znowu zaczynam mieć wrażenie, że znam tę osobę, to są osoby, które pierwsze widziałem, że zainwestowały trochę czasu w to, żeby wiedzieć, że jak piszą do mnie, to jest totalnie nieprzypadkowe. Być może odnoszą się do czegoś, o czym ja gdzieś powiedziałem, że jest mi potrzebne.

Czyli jest zupełnie nieproporcjonalny wkład energii i uwagi włożony w komunikat do mnie, bo statystycznie dostaniesz 99% maili, gdzie: „Cześć, czy mogę wystąpić w swoim podcaście?”, „Cześć, bla, bla, bla”. A potem jest jakiś mail, gdzie ktoś w ogóle nie próbuje ci nic sprzedać typu siebie do podcastu, tylko po prostu widać, że jest zainteresowany, że wysłuchał jakiegoś fragmentu, że dzieli się na przykład jakimś doświadczeniem. Ja biegam, no to, że przeczytał o czymś takim ciekawym i to buduje to, że widzisz, że ktoś chce ci po prostu pomóc, czyli można tak też pomóc na odległość, być może nie spotykając się z nikim, to też daje czasem niezły efekt.

Adrian Gorzycki: Tu się wtrącę. Miałem taki przypadek w końcówce grudnia. Napisała do mnie pewna kobieta, która napisała: „Słuchaj, mamy takie narzędzie, które mogłoby ci pomóc w tym, pomóc w tym i pomóc w tamtym”. I ja widziałem, że jej research i głębokość zrozumienia tego, co ja robię, to nie jest przeczytanie tylko i wyłącznie jednego czy dwóch postów na Instagramie, tylko ona odnosiła się do takich konkretnych elementów w sytuacji, kontekstów czy procesów, że pomyślałem sobie: „Kurczę, to nie jest jakiś taki, nazwijmy to, typowy akwizytor”.

Więc momentalnie złapała moją uwagę. Tydzień później już byliśmy umówieni na wideokolo. Więc faktycznie zgadzam się z tym, że jak ktoś włoży bardzo dużo wysiłku w to, żeby niezwykle zrozumieć twoją sytuację i zaproponować ci, w czym może ci pomóc, co ci może ułatwić, jaki może zredukować twój ból czy problem, to jest super. Natomiast mam wrażenie, że większość osób nie odrabia tej pracy domowej i piszą od razu. Piszą jakby dwie najgorsze rzeczy: po pierwsze, esej na swój temat, zakładając, że drugą stronę to interesuje, i drugą rzecz – co oni od ciebie chcą, bez uwzględniania twoich potrzeb. Dwa powody, żeby nie odpisać. No przepraszam, ale to jest aż tak brutalne.

Greg Albrecht: No tak, tak, to tak rzeczywiście bywa i trzeba też pracować nad tą asertywnością, bo może nie każdemu można pomóc, chociaż czasem by się chciało.

Adrian Gorzycki: Tak, ja staram się za każdym razem, jeżeli już odmawiam, to w sposób możliwie uprzejmy, z jakimś takim delikatnym feedbackiem, dlaczego nie, żeby druga osoba miała jakąkolwiek informację. Większość przyjmuje to dobrze, niektórzy się odpalają po takiej wiadomości i też jakby w porządku, no ale to też jakby powoduje, że nie widzę jakiegoś większego powodu, żebyśmy dalej kontynuowali tę rozmowę.

Greg Albrecht: Też okej. Jakie masz sposoby na aktualizowanie swojego własnego oprogramowania? Bo kiedyś prowadziłeś biznes i zajmowałeś się sportem, rozumiem, potem wszedłeś w nagrywanie, potem z nagrywania zostałeś przedsiębiorcą, no i naturalnie nauczyłeś się na pewno bardzo dużo od swoich gości, więc to Ci już… oszczędzę Ci tego mówienia. Natomiast jakie masz inne sposoby do zdobywania wiedzy, kompetencji poza spotykaniem się z ludźmi, czy jakieś rytuały, książki, materiały, które dotknęły Twojego życia?

Adrian Gorzycki: Zgadzam się z tym, że na pewno regularny kontakt z przedsiębiorcami, zarówno w programie, jak i w naszej społeczności, to jest bycie pod nieustanną dawką promieniowania biznesowego. No, ciężko jest być na to odpornym, po prostu przyjmujesz te pewne rzeczy. No bo to jest tak, na marginesie też, jedna z najprostszych mechanizmów i najbardziej efektywnych pod kątem zmian jakiegokolwiek aspektu naszego życia. Jeżeli na czymś Ci zależy, żeby być bardziej wysportowanym, bardziej oczytanym, mówić wieloma językami albo być bardziej skutecznym w biznesie, no to jeżeli wchodzisz w środowisko, dla którego standardem działania są rzeczy, do których Ty aspirujesz pod kątem, że ja też chciałbym tak myśleć, tak postępować, no to jeżeli nagle, na prostym przykładzie, jeżeli aktualnie czytasz jedną, dwie książki rocznie, a masz regularny kontakt z człowiekiem, który czyta dwie miesięcznie, siłą rzeczy Twoja średnia prawdopodobnie wzrośnie, bo jak będziesz widział, widziała, jaką ilością informacji ta osoba Cię zasypuje, ile ma ciekawych anegdot, obserwacji, no to prawdopodobnie też Twoja średnia czytelnictwa wzrośnie.

Tak jest praktycznie absolutnie we wszystkim, więc ja też się temu bardzo ochoczo poddaję. A jeżeli chodzi o aktualizowanie rzeczy, które są w głowie, no to przede wszystkim tutaj może przywołam, to był chyba Bartek Majewski, kiedyś jak z nim rozmawiałem o jego podcaście, który bardzo lubię, podcast „Interesy”, to właśnie mówił mi, że kiedyś był na jakimś, jeżeli dobrze pamiętam, jeżeli Bartek źle, to popraw mnie w komentarzu, proszę, powiedział coś takiego, że był na jakimś spotkaniu inwestycyjnym, gdzie podpisywali papiery i chyba zapytał się pewnego dużego inwestora, który akurat pośpiesznie z tego spotkania wychodził, co można robić inaczej, lepiej, bardziej, żeby po prostu właśnie ta wiedza biznesowa rosła w takim tempie, żeby być bardziej skutecznym biznesowo. No i on mu odpowiedział dwoma słowami.

Najpierw użył czasownika „czytaj”, a potem dodał słowo „na kanie” i wyszedł. I tak naprawdę na koniec dnia to się właśnie do tego sprowadza. No, jakby nie twierdzę, że samo czytanie spowoduje, że będzie kolosalna zmiana w naszym życiu, no bo jednak sama potem implementacja tej wiedzy i egzekucja tych pomysłów, które mamy w naszych szkatułach, wyobraźni, jest super ważna, ale to, po jakie lektury sięgamy, no to ma ogromne znaczenie i wiem po sobie, jak dużo pod kątem jakichś takich perspektyw dało mi czy przeczytanie „Człowieka w poszukiwaniu sensu”, czy „Archipelag Gułag”, albo przeczytanie książki „Alchemia” o pomysłach, które z pozoru nie mają sensu, albo jeszcze wielu innych. I to znowu, jak masz ten network, który aktualnie już jest wypracowany i wiem, że znam osoby, które czytają bardzo dużo, no to regularnie ich się po prostu pytam o polecajki i zakładam, że skoro ta osoba dużo czyta, to ma pewnego rodzaju punkt odniesienia i potem na podstawie tego punktu trochę jest takim, powiedzmy, można powiedzieć, od razu kuratorem treści, mówiąc: „Słuchaj, ta książka to koniecznie tak, ta nie bardzo jest przereklamowana, ją można skrócić do dziesięciu stron”. I potem po prostu czytać, czytać, czytać i jeszcze raz czytać.

A jak jeszcze ktoś do tego dołoży, że tą treść z książki stara się ją w pewien sposób utrwalić, zrobić sobie z niej notatki albo na przykład zrobić coś takiego, że książkę, którą przeczytał, potem referuje członkom swojej rodziny albo swojemu wspólnikowi albo komukolwiek w myśl zasady, że najszybciej się uczymy, ucząc innych ludzi, to wtedy ta wiedza się jeszcze bardziej osadza w naszej głowie.

Greg Albrecht: Super. Podróż w czasie. Jeżeli byśmy mieli wrócić do takiego momentu, na przykład w twoim dzieciństwie, który myślisz, dał ci impuls do tego, żeby mieć odwagę, determinację do tego, żeby budować życie zawodowe po swojemu, a nie na przykład pójść na etat i sprzedawać ziemniaki, tylko robić co innego, to jaka osoba by ci się wyświetliła?

Adrian Gorzycki: Mój dziadek, świętej pamięci. No. To była jedyna osoba, patrząc z perspektywy czasu, która tak dużo ze mną rozmawiała, oczywiście językiem adekwatnym, który rozumie dziecko. Jako dorosły facet powiedziałbym, że dziadek mi wpajał pewne wartości dotyczące tego, jak istotne jest bezpieczeństwo finansowe w życiu pod kątem tego, że w ten sposób zatroszczysz się o rodzinę, na płaszczyźnie edukacyjnej, zdrowotnej oraz wielu innych. Jednocześnie to był człowiek, który pomimo gigantycznej różnicy wieku między nami, potrafił mi poświęcać uwagę w sposób nieprzerwany przez nawet dwie, trzy godziny.

Dla mnie, ja to dopiero rozumiem jako dorosły facet, jak to było istotne, że siedzisz z człowiekiem, który przeżył drugą wojnę, komunizm, wejście do NATO, wejście do Unii Europejskiej, wierzył w komunizm hardkorowo, był dyrektorem PGR-u, bronił wręcz komunizmu, no i kiedy komunizm upadł, to uświadomił sobie, że postawiono niewłaściwego konia. To zostawia pewien ślad w człowieku, nie? I jednocześnie był na tyle mądrym i światłym facetem, że ten ślad, który w nim został po tych, jakby nie patrzeć, no zawiedzionych oczekiwaniach, mówiąc bardzo delikatnie, że potrafił to przekuć pewne wnioski, które potem starał się przekazać mi czy mojemu bratu. Więc uważam, że to, że dziadek był w moim życiu przez bardzo długi czas i był bardzo aktywny, bardzo obecny, bardzo skłonny do rozmowy, do zadawania mi pytań, do dopytywania i pogłębiania. Bo jak wyglądają rozmowy dorosłych z dziećmi w większości przypadków?

Widzisz dziesięcioletniego chłopca czy dziewczynkę i zadajesz takie pytanie: „Jak tam w szkole?”. Dobrze, no to dobrze, tylko jest dialogu. No jak ja miałem 8-10 lat, no to dziadek, tak jak powiedziałem, potrafił ze mną usiąść na godzinę, dwie, czasami nawet trzy i z jednej strony mnie dopytywał, z drugiej strony sam mi opowiadał, też ja go dopytywałem i on był nieustannie w ogóle głodny świata. Jak dostałem swoją pierwszą komórkę, to zanim ja w ogóle ją skumałem tak do końca, to ja musiałem ją też wytłumaczyć dziadkowi. Siedzieliśmy razem i tam klikaliśmy po tej Nokii 3310, co, jak, gdzie. Ja do dzisiaj w salonie u siebie mam w takim specjalnym miejscu w ramce zawieszone takie zrobione jeszcze w Word Arcie w Microsoft Office taki dyplom ukończenia kursu „Przyjazna obsługa komputera” czy coś takiego dla Janusza Wieczorka i dziadek ten kurs skończył, jak miał 78 lat. Kumasz, nie? To jest jakie to jest nastawienie na pozyskiwanie wiedzy do samego końca.

Zmarł, jak miał 88 i on do samego końca cały czas czytał, cały czas się uczył, cały czas dopytywał. Niezależnie jaką mieliśmy nową elektronikę, dziadek chciał zrozumieć, jak coś działa, co z czego wynika, jak to się łączy, z czym to się łączy. Dla mnie obserwowanie tego i nasiąkanie też tym myślę, że jest pewnie jednym z elementów, dla których jestem tak ciekawy drugiego człowieka, no bo każdy z nas gromadzi w sobie dziesiątki tysięcy godzin doświadczeń, refleksji, zdobywanej wiedzy i jak potem z kimś rozmawiasz, to de facto dostajesz esencję tego, co jest potężnym błogosławieństwem. Dlatego też tak zachęcam, żeby ze sobą rozmawiać, poprzez m.in. właśnie, albo szczególnie, zadawanie pytań. Myślę, że dziadek miał ogromny wpływ i mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane przekazać tę pochodnię, jeżeli chodzi o nastawienie wobec edukacji, wobec świata, własnym dzieciom i wnukom, które prędzej czy później się pojawią.

Greg Albrecht: A twoja podróż do przyszłości, teraz, jakbyśmy wsiedli i zobaczyli ciebie właśnie za 20 lat, 15 lat, to co jest takie samo, a co jest inne?

Adrian Gorzycki: Na pewno, o ile mnie do tego nie zmuszą okoliczności, na pewno nie chciałbym nigdy przestać robić tego, co robię w obszarze styku edukacji i przedsiębiorczości, bo uważam, że to, co robisz ty, to, co robimy wielu naszych kolegów po fachu, biorąc pod uwagę, jak bardzo w kontekście promowania podstaw przedsiębiorczych, jak bardzo nie domaga szkolnictwo, to to, co my robimy, to patrząc z takiego poziomu bardzo wysokiego, wręcz już trochę wchodząc na ton patriotyczne, uważam, że to, co robimy, oprócz tego, że mamy na to zajawkę i po prostu lubimy przedsiębiorczość, to my dosłownie contentem walczymy o polską rację stanu, no bo to, co my robimy wszyscy, jest nas niewielu, nie jesteśmy w stanie zmierzyć, ile iskier rozpaliliśmy, albo ile iskier włożyliśmy do umysłów wielu ludzi, którzy potem stworzyli firmę, stworzyli jakiś patent, stworzyli technologię, rozwinęli technologię, rozwinęli się na inne rynki, dali pracę okolicznym mieszkańcom i tak dalej, my nieustannie siejemy dobro i to jest dla mnie rzecz tak ważna i tak istotna pod kątem jakiegoś takiego też poczucia tożsamości zawodowej, że niezależnie od tego, czy będę handlował tym, czy tamtym, to chcę cały czas wykorzystywać jakieś predyspozycje i doświadczenia, które mam po to, żeby hołdować takiemu hasłu, który mi się ostatnio ukuło w głowie, który ma też być takim troszeczkę pewnego rodzaju nowym rozdaniem w przygodach, czyli

„Make smart people famous”, bo uważam, że ludzie, że internet spowodował między innymi to, że rozpoznawalność zyskali ludzie, którzy kiedyś byli po prostu lokalnym błaznem na jakimś tam dworze, a teraz są błaznem ogólnopolskim, a tym samym z racji tego, że reprezentują pod kątem zachowania i komunikacji skrajną postawę, a nasze umysły zawsze wychwytują szczególnie rzeczy skrajne, no to rzecz skrajna będzie wygrywała z treścią merytoryczną, więc ja bym chciał bardzo mocno być jak najdalej od tego świata i tworzyć pewnego rodzaju przeciwwagę, pokazując ludzi, których naprawdę warto pokazać z uwagi na ich dokonania, postawę, etykę pracy, aspiracje, ambicje, a niekoniecznie, że pokazali taką, a nie inną część ciała lub powiedzieli to czy tamto, więc na pewno zostanę przy promowaniu przedsiębiorczości

i edukacji, bo też jak się nawet spojrzy z perspektywy geopolitycznej, no to z jakiegoś powodu topowe uniwersytety na świecie są w Stanach Zjednoczonych, część jest w Wielkiej Brytanii, część jest w niektórych krajach Azji, no i jednak to promowanie edukacji potem powoduje, że jeżeli masz w swoim kraju ludzi, którzy budują gigantyczne firmy, masz noblistów, którzy dokonują przełomowych rzeczy, to to jest wręcz napęd całej cywilizacji, więc no ja teraz wiem, że trochę może jakby poleciałem bardzo szeroko, no ale na koniec dnia do tego to się sprowadza, no przecież tej rozmowy być może słucha ktoś, kto stwierdzi: „Dobra, spróbuję”, i to ja go spróbuję po dwudziestu latach, będzie warte nie wiadomo ile, odda to częściowo w podatkach, w pracy dla innych ludzi, w rozpoczęciu szeregu innych karier i robieniu wielu innych dobrych rzeczy. Nie jest przypadkiem to, że kraj jest silny wtedy, kiedy jest silny sektor prywatny. Nigdy nie jest odwrotnie.

Greg Albrecht: Jestem głęboko poruszony tym, co powiedziałeś. Wypijmy za to kawę. Adrian, o co Cię nie zapytałem i uważasz, że to jest brakujący element tej rozmowy, taki puzzle, który trzeba wstawić, żeby ona była kompletna.

Adrian Gorzycki: Opadła mnie, nie zapytałeś. To jest tak, może tutaj wtrącę tak troszeczkę, bo faktycznie agituję ten sport dość mocno w ostatnim czasie. Pozdrawiam z tego miejsca Mateusza Andrysiaka, bo wyciągnął mnie na pierwszą grę, nie pamiętam, czy to był sierpień, albo wrzesień i od tego czasu absolutnie przepadłem pod kątem czasu aktywności na korcie, ludzi, których w to wciągnąłem, meczów, które rozegrałem, sprzętu, który kupiłem, do tego stopnia, że jakoś mam tak dziwnie, że jak coś mi się podoba, to muszę z tego zrobić jakiś taki projekt biznesowy, więc faktycznie coś w przypadku robimy i nie, nie jest to kolejny obiekt z kortami, bo tego powstaje wystarczająco dużo, więc na tym rynku bić się nie chcemy, to zostawiamy innym, my pójdziemy w zupełnie innym kierunku, więc tak, jeżeli ktoś nie próbował padla, zachęcam, sport prosty w nauczeniu, jeżeli masz background tenisowy, squashowy, tym bardziej sport towarzyski, bo gracie dwóch na dwóch, fantastyczna sprawa, najszybciej rosnący obecnie sport na świecie.

Greg Albrecht: Nie, bardzo dziękuję za tę rekomendację.

Adrian Gorzycki: Mam nadzieję, że zagramy kiedyś w Warszawie.

Greg Albrecht: No, był to pierwszy raz, gdyby ktoś mnie do tego przekonał, więc jeżeli miałbym z kimś zagrać, to z tobą. Temat padla padł już, że tak powiem. Mam wrażenie, że wszyscy grają w padla. To oczywiście jest moje zakrzywienie rzeczywistości. Trochę się obawiam kontuzji ze względu na to, że ja chronię swoje nogi przed kontuzjami za wszelką cenę, bo mam na pierwszym miejscu bieganie i dlatego nie jeżdżę na przykład na nartach i nie robię innych rzeczy.

Adrian Gorzycki: Ja mam podobny powód, dlaczego właśnie rezygnuję ze snowboardu, szczególnie, no bo wolę być sprawny w padla cały rok i w okresie wiosna-lato na wakeboardzie, więc absolutnie Cię rozumiem.

Greg Albrecht: Ale jak mnie zaprosisz na padla i nie wiem, czy wytrzymam fizycznie, ale chętnie podejdę do tematu.

Adrian Gorzycki: O to jestem spokojny przy Twojej kondycji.

Greg Albrecht: Lubię próbować nowych rzeczy, więc poganiamy po korcie, trochę kalorii się spali, a nie ma takiej kalorii, której nie warto by było spalić. Amen. Super. Adrian, mega się cieszę z tego, że przyjąłeś zaproszenie, że wpadłeś tutaj dzisiaj, że się znowu spotkaliśmy. Witam Cię chlebem i solą w Warszawie jako nowego warszawiaka, jako że to moje naturalne środowisko i życzę Ci fajnego tego nowego rozdziału życia. Niech to Ci służy i do zobaczenia.

Adrian Gorzycki: Bardzo, bardzo dziękuję. Też nie ukrywam, że to jest dla mnie symboliczny moment, ponieważ siostra mojego wspomnianego dziadka mieszkała w Warszawie od 1951 roku na Sadybie, gdzie tam też mamy właśnie rodzinne mieszkanie i to mieszkanie zresztą zostało w naszej rodzinie jako takiego pewnego rodzaju element, że może kiedyś w tej Warszawie wylądujemy. W tym mieszkaniu teraz mieszka mój brat i niech tak pozostanie. Ja będę mieszkał w zupełnie innym miejscu, ale no ta Warszawa w jakichś takich wizjach mojej rodziny, że Michał, ja się tutaj znajdziemy faktycznie była od dawna, no i teraz to się wydarzyło, bo Michał już tutaj mieszka, ja tutaj będę mieszkał za chwilę. Dziękuję Ci, że mogłem być gościem Twojego wspaniałego programu. Dzięki. Kłaniam się.

Greg Albrecht: Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners. Mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu i executive coaching. Pozdrawiam. 

Udostępnij:
Podcast

Poznaj wiodący podcast dla przedsiębiorców i zarządzających biznesem. Posłuchaj przedsiębiorców, którzy zbudowali biznes od zera. Znajdź odpowiedzi na wyzwania, które trapią liderów – niezależnie od branży.

Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej.

Dołącz bezpłatnie do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited.

Zobacz także