Change language:

Jak inflacja zjada Twoje oszczędności? Sprawdź, jak zacząć inwestować i chronić swoje pieniądze

Zasubskrybuj Greg Albrecht Podcast
YouTube
Spotify
Apple Podcasts

Polacy ciężko pracują, ale rzadko inwestują. Kamil Szymański wyjaśnia, dlaczego trzymanie pieniędzy na koncie to dziś realna strata – i jak zacząć inwestować, nawet jeśli wydaje Ci się, że „nie masz z czego”

W tym odcinku Greg Albrecht Podcast rozmawiamy z Kamilem Szymańskim, country managerem Trade Republic, ekspertem finansowym z doświadczeniem w londyńskim City. Tematem jest praktyczne podejście do pieniędzy: jak zabezpieczać oszczędności, jak zacząć inwestować i dlaczego wiele osób odkłada decyzje finansowe, mimo że inflacja realnie obniża wartość ich kapitału.

Kamil wyjaśnia, jak działa inflacja i dlaczego trzymanie środków wyłącznie na koncie lub w gotówce prowadzi do strat, nawet jeśli wydaje się „bezpieczne”. Omawiamy podstawowe zasady inwestowania, które są dostępne dla każdego, niezależnie od kwoty wejścia czy poziomu wiedzy.

W rozmowie poruszamy też temat wyboru między mieszkaniem, kontem oszczędnościowym a rynkiem finansowym — oraz jak ocenić, które rozwiązanie ma sens w obecnych realiach gospodarczych. Analizujemy najczęstsze błędy początkujących, sposób myślenia o ryzyku i to, dlaczego regularne, proste kroki często przynoszą lepsze efekty niż próba przewidywania rynku.

To odcinek dla osób, które chcą uporządkować finanse, podejmować decyzje świadomie i lepiej rozumieć, jak działają mechanizmy rynkowe.

W tym odcinku dowiesz się:

▫️ jak inflacja obniża wartość Twoich oszczędności
▫️ jak zacząć inwestować przy niewielkim kapitale
▫️ dlaczego nie istnieje „idealny moment” na wejście w rynek
▫️ czy mieszkanie jest dziś dobrą inwestycją
▫️ jakie błędy najczęściej popełniają osoby zaczynające inwestować
▫️ jak działa regularne inwestowanie
▫️ czym różni się oszczędzanie od inwestowania

🎙️ Posłuchaj odcinka specjalnego Greg Albrecht Podcast: Jak inflacja zjada Twoje oszczędności? Sprawdź, jak zacząć inwestować i chronić swoje pieniądze.

Transkrypcja:

(Transkrypcja jest generowana automatycznie, może zawierać drobne błędy)

Kamil Szymański: Pracowałem w Londynie i mieszkałem tam prawie 12 lat. Te pieniądze, jeśli ich nie inwestujesz, zjada tak zwana inflacja.

Czy ceny rosną, czy nie rosną, nasze pieniądze na rachunku i tak tracą na wartości. Efekt jest dokładnie identyczny. Wielu twierdzi, że nie mają kapitału oraz że inwestowanie jest skomplikowane. 

W moim rozumieniu inwestycje są nieprawdopodobnie proste i dotyczą absolutnie każdego. Konto, które pozwala nam inwestować bez płacenia podatków, jest bardzo atrakcyjne.

Greg Albrecht: No dobra, to rozpakujmy to sformułowanie „inwestowanie”.

Dziś w Greg Albrecht Podcast Special gościmy Kamila Szymańskiego, Country Managera Trade Republic. Porozmawiamy o inwestowaniu dla każdego, ale też o inwestowaniu dla przedsiębiorców. Cześć, Kamil.

Cześć, witam. Byłeś w Światowym Centrum Finansów w Londynie. Pracowałeś tam, ale też wróciłeś do Polski. Opowiedz trochę o tym, jak wygląda życie w Londynie oraz praca w największych firmach inwestycyjnych i finansowych. Jak to wygląda dzisiaj?

Kamil Szymański: Tak, to prawda. Pracowałem i mieszkałem w Londynie prawie 12 lat. Wyjechałem tam zaraz po studiach, w poszukiwaniu przygody. Tę przygodę rzeczywiście znalazłem, ale bardzo szybko po przyjeździe do Londynu rozpocząłem pracę w finansach.

W Polsce, jeszcze na Uniwersytecie Gdańskim, ukończyłem ekonomię, specjalizując się w giełdzie. W związku z tym dość szybko w Londynie wróciłem do zawodu i zacząłem tam pracę. Rzeczywiście pracowałem w londyńskim City, na Canary Wharf, które jest centrum finansowym Londynu. Widziałem wszystkie budynki, a w kilku z nich miałem okazję pracować.

Był to niesamowicie ciekawy okres w moim życiu, ale z ogromną przyjemnością wróciłem do Polski już 10 lat temu.

Greg Albrecht: Jak wyglądała praktyka takiego życia w Londynie? Poza tym, że zdobywałeś wiedzę na temat inwestowania i rynków finansowych, ona wchodziła na pewno na kolejny etap. Jednak tak na co dzień to chyba nie jest taki high life.

Kamil Szymański: Na co dzień to pewnie nie jest aż taki high life. Ze względu na doświadczenie, jakie mam, w bardzo prosty sposób mógłbym pokazać obraz niesamowitych rzeczy, które robiłem, inwestorów, których spotykałem, instrumentów finansowych, jakimi się zajmowałem, lunchy przy szampanie i te wszystkie rzeczy. Bardzo łatwo jest to pokazać w takim mocno upiększonym wydaniu.

Prawda jest taka, że praca jest ciekawa, jest fascynująca. Natomiast codzienne realia pracy w finansach w Londynie to dojeżdżanie godzinę metrem na Canary Wharf, ściśniętym dosłownie jak sardynka, wśród tysiąca innych osób, też ubranych w białą koszulę, szarą marynarkę i krawat. Myślę więc, że praca jest ciekawa, ale nie ma nic wspólnego z takimi niesamowitymi obrazami, które czasami pokazują w telewizji czy w filmach.

Greg Albrecht: Więc z tą wiedzą wróciłeś do Polski, żeby edukować ludzi w zakresie inwestowania. To był jeden z tych elementów, którymi zajmujesz się już od wielu lat, odkąd jesteś w Polsce. 

I właśnie o tym inwestowaniu chciałbym porozmawiać, bo wokół tego tematu narosło wiele mitów. Dotyczy to nie tylko zwykłych Kowalskich, ale również przedsiębiorców. Jest kilka kwestii, które mnie bardzo ciekawią.

Pierwsze, może głupie pytanie: po co inwestować? Przecież mam gotówkę, mogę ją trzymać na koncie — to po co miałbym ją inwestować w jakieś instrumenty finansowe? Przecież to brzmi jak bardzo ryzykowne działanie.

Kamil Szymański: Okej, to zacznę może od podstaw. Pierwszą pracę, jaką miałem w Londynie, wykonywałem jako doradca inwestycyjny w banku, który na początku nazywał się Halifax, a później zmienił nazwę na Lloyds Banking Group. Moja praca polegała na tym, że spotykałem się z klientami z segmentu affluent — czyli ludźmi, którzy posiadali pewne środki finansowe, ale ich nie inwestowali. Nie byli to jeszcze klienci high net worth, ale mieli już pewne zasoby. Moją rolą było wytłumaczyć od zera, dlaczego warto inwestować, w co warto inwestować, na co uważać i tak dalej.

Przez lata wszyscy w firmie mieli bardzo prosty schemat rozmowy, który polegał na przeprowadzeniu klientów przez podstawy inwestowania. Po pierwsze, każdy potrzebuje tak zwanej poduszki finansowej na nagłe wypadki. Czasami mówi się, że powinna ona wynosić od trzech do sześciu miesięcznych zarobków — na wypadek, na przykład, utraty pracy, tak aby móc płacić rachunki i pokrywać inne nieprzewidziane wydatki. U mnie, w Lloyds, często używaliśmy takiego przykładu: na wypadek, gdyby zepsuł się bojler.

W Wielkiej Brytanii większość ludzi ma domy, a w tych domach znajdują się bojlery, które czasem się psują. Dla Anglika zepsuty bojler to typowy przykład nagłego wydatku. Trzeba mieć wtedy od 1000 do 2000 funtów, żeby go naprawić. Zawsze mówiliśmy klientom, że takie pieniądze są potrzebne, bo jeśli ich nie masz, możesz mieć natychmiastowe kłopoty finansowe lub, co gorsza, będziesz musiał nagle wziąć drogą pożyczkę.

Z klientami zawsze ustalaliśmy jedną rzecz: musisz mieć emergency fund, czyli fundusz awaryjny. Gdy już masz tę poduszkę finansową, prawdopodobnie masz też jakieś dodatkowe środki lub jesteś w stanie odkładać pieniądze, których nie wydasz przez najbliższe kilka lat. Może ich nie potrzebujesz na bieżąco, ale mogą się przydać w średnim terminie — na przykład na depozyt pod nieruchomość, otwarcie biznesu lub inne plany na przyszłość.

Jeśli tych pieniędzy nie inwestujesz, zjada je inflacja. Inflacja w Polsce przez ostatnie lata wynosiła kilkadziesiąt procent, jeśli spojrzymy na podstawowy koszyk zakupów. Rzeczy stają się coraz droższe, a jeśli nasze pieniądze są warte dokładnie tyle samo, tracą na wartości. Dlatego środki, których nie planujesz wydać w najbliższych latach i które nie są częścią funduszu awaryjnego, powinny zostać zainwestowane, aby dać Ci szansę na wyższy zwrot.

Jest jeszcze trzeci element tej układanki — długi termin, czyli planowanie emerytury. Tutaj masz dużo komfortu, bo większość osób myśli o emeryturze z perspektywą 20–30 lat. W tym przypadku środki powinny być inwestowane mądrze, niskim kosztem i z jak najlepszą szansą na wzrost, ponieważ będą potrzebne w momencie, gdy prawdopodobnie nie będziemy już pracować i nie będziemy mieć żadnego źródła przychodu.

Tak więc zawsze prowadziłem klientów przez te trzy etapy: poduszka finansowa, średnioterminowe inwestycje oraz planowanie emerytury.

Greg Albrecht:Mam prośbę: zasubskrybuj teraz ten podcast, a dzięki temu będziemy mogli dalej rozwijać ten kanał.

Greg Albrecht: Dlaczego właśnie ta inflacja zjada tę gotówkę? Jaki jest powód tego, że ludzie trzymają gotówkę, a nie chcą jej inwestować?

Kamil Szymański: Ostatnio przeglądałem bardzo ciekawe statystyki na temat edukacji finansowej — nie tylko Polaków, ale Europejczyków. I zdziwiłem się, ponieważ aż 35% Europejczyków nie rozumie inflacji, czegoś tak podstawowego.

Żeby szybciutko przypomnieć każdemu, na czym polega inflacja: inflacja oznacza, że jeśli mam 1000 złotych dzisiaj, albo powiedzmy 100 złotych, a mleko jeszcze niedawno kosztowało 2,5 złotego, to za te 100 złotych mogę kupić, jeśli dobrze liczę, 40 litrowych butelek mleka. Jeżeli jednak mleko w tej chwili kosztuje średnio 4 złote, to za te same 100 złotych mogę kupić już nie 40, a 25 butelek mleka.

Chodzi o to, że jeśli ceny artykułów rosną, stają się coraz droższe, a my mamy dokładnie tyle samo pieniędzy, to za te pieniądze możemy kupić mniej. Teraz, jeśli mamy podobną ilość pieniędzy na rachunku, to daje nam to pewien komfort. Miałem 1000 złotych, mam 1000 złotych — okej, wszystko jest droższe, ale przynajmniej mam tyle samo pieniędzy.

Gdyby jednak stało się coś zupełnie innego — gdyby ceny artykułów w sklepach pozostały na tym samym poziomie, ale z naszych 1000 złotych zrobiło się 900 albo 850 — wszyscy by wpadli w panikę. A efekt jest dokładnie taki sam. Niezależnie od tego, czy ceny rosną, czy nie, ale nasze pieniądze na rachunku tracą na wartości, efekt jest identyczny: za posiadane pieniądze możemy kupić mniej.

Myślę więc, że z tą inflacją, nawet nie tylko jako Polacy, ale jako Europejczycy, jesteśmy mocno na bakier.

Greg Albrecht: Czyli dlatego gotówki nie warto trzymać w nadmiarze na rachunku, bo ona topnieje, traci na wartości. 

Tutaj klasyczny polski sposób zainwestowania to pierwsze: mam pełne konto gotówki albo pieniądze pod prześcieradłem, gdzieś tam pod materacem. Druga metoda to kupno mieszkania na wynajem, gdy już odłożyłem odpowiednią sumę pieniędzy. 

To jest druga, chyba ulubiona metoda inwestowania Polaków. Jaki jest twój pogląd na to? Jakie widzisz ryzyka związane z tą metodą?

Kamil Szymański: Pytanie o nieruchomość łączy się również z pytaniem, które przed chwilą, a propos inflacji, mi zadałeś: czemu Polacy nie inwestują? Jeżeli wpiszesz w Google „czemu Polacy nie inwestują”, pojawi się setki artykułów na ten temat. To jest temat, który od 20 lat jest cały czas gorący, ponieważ statystyki w Polsce są rzeczywiście dosyć alarmujące. Bardzo mało oszczędzamy i bardzo mało inwestujemy. Wiele mówi się o tym, dlaczego tak się dzieje.

Wypowiedzieli się już wszyscy: profesorowie, uniwersyteccy psychologowie i inni eksperci. Z badań, a szczególnie z bardzo ciekawego badania, które ostatnio czytałem, wykonanego na zlecenie Fundacji Giełdy Papierów Wartościowych, wynika, że na reprezentatywnej grupie inwestorów zadano pytanie, dlaczego nie inwestują. Okazało się, że Polacy nie inwestują, ponieważ nie widzą wartości w inwestowaniu. To jest dosłownie tak proste – nie widzą wartości, twierdzą też, że nie mają kapitału oraz że inwestowanie jest skomplikowane.

I coś w tym jest. Trzeba przyznać, że coś w tym jest, ponieważ z punktu widzenia większości Polaków nieruchomość jest czymś bardzo namacalnym. Ludzie rozumieją nieruchomości i widzą ich wartość. Wszyscy widzimy, że na przestrzeni czasu wartość nieruchomości rośnie i może urosnąć bardzo znacząco. Pieniądze z wynajmu nieruchomości to bardzo namacalny przychód, który jest łatwy do zrozumienia. Mam nieruchomość, ktoś u mnie mieszka i płaci mi za to pieniądze.

W mojej opinii inwestujemy w nieruchomości bardzo dużo, ponieważ je rozumiemy i widzimy wartość inwestycji w nieruchomości. Natomiast z inwestycjami jest zupełnie inaczej – nie widzimy ich wartości, nie rozumiemy ich. Tutaj nawet nie winiłbym większości Polaków, ponieważ patrząc na ofertę inwestycyjną na rynku, jaka była przez lata, oraz na sposób, w jaki branża inwestycyjna komunikuje się na temat inwestycji, zagrożeń i korzyści, używając skomplikowanego języka, nie dziwię się, że przeciętna osoba stwierdza, iż jeśli ma wybrać, to kupi nieruchomość.

Mimo że kupno nieruchomości zazwyczaj wiąże się z dużo większym wysiłkiem niż dokonanie inwestycji finansowej. Inwestycje można dziś zrobić w kilka sekund – można kupić dowolny, zdywersyfikowany, tani i przejrzysty koszyk inwestycyjny w bardzo krótkim czasie.

Greg Albrecht: Ciekawe, ja też się zastanawiam z perspektywy czasu i tego, co się dzieje w demografii. Jak to będzie wpływało zarówno na wartość tych nieruchomości, do których przyzwyczailiśmy się, że one rosną, jak i na bezpieczeństwo finansowe ludzi, którzy nie inwestują, a są na przykład uzależnieni od emerytury wypłacanej w tradycyjnym modelu, kiedy znowu demografia będzie grała na naszą niekorzyść.

Krótko mówiąc, proste dane pokazują, że społeczeństwo polskie się kurczy i być może za 30 lat będzie nas połowę mniej. Albo w tej skali może to być zmniejszenie populacji. Wtedy pytanie jest takie, jak się przygotować na taką sytuację.

Kamil Szymański: Kilka może ciekawych faktów, które ostatnio czytałem, odnośnie tego, co właśnie powiedziałeś. Przez ostatnie 11 lat jest nas mniej o milion – zniknęło milion Polaków ze względu na demografię. Następny milion zniknie w przeciągu siedmiu lat. Do końca XXI wieku, przy zachowaniu obecnego trendu demograficznego, Polaków będzie 19 milionów. Zniknie połowa.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że oprócz tego, iż jest nas coraz mniej, zmienia się też struktura społeczeństwa. Jesteśmy coraz starsi. Nie ma drugiego kraju w Unii Europejskiej, gdzie w przeciągu ostatnich dziesięciu lat przybył tak duży odsetek ludzi po 65. roku życia.

W tej sytuacji, w momencie gdy system emerytalny polega na tym, że ja dosłownie w tej chwili z moich zarobków utrzymywane jest pokolenie moich rodziców, a z kolei moje dzieci z zarobków moich dzieci będą utrzymywały mnie, to jest przepis na katastrofę. Coraz częściej się o tym mówi, ponieważ jest coraz mniej osób w wieku produkcyjnym, które utrzymują coraz większą liczbę osób w wieku emerytalnym, a te osoby statystycznie będą żyły coraz dłużej.

To jest ogromny problem. O tym zaczyna się bardzo powszechnie mówić, jednak niewiele się robi na ten temat. Natomiast inwestycje są jednym z głównych sposobów na poradzenie sobie z tym problemem. Osoba w moim wieku, która ma przed sobą jeszcze potencjalnie 20–25 lat pracy zawodowej przed emeryturą, może wziąć sprawy w swoje ręce, zacząć inwestować, budować kapitał i za 25–30 lat nie martwić się o system emerytalny, lecz mieć ogromną poduszkę finansową, którą zbudowała przez 20–30 lat inwestowania.

Greg Albrecht: No dobra, to rozpakujmy to sformułowanie „inwestowanie”. Bo tak fajnie to brzmi, ale każdy widział różne rzeczy. Widzieliśmy, nie wiem, pana, który próbował nam sprzedać jakiś produkt finansowy, inny powie, że trzeba kupić jakieś kryptowaluty, jeszcze inny pokaże, że tu jest złoto i trzeba trzymać je pod poduchą — teraz zamiast papierowych pieniędzy to złote monety.

Jak ty rozumiesz inwestowanie i jakie formuły inwestowania osobiście sam wybierasz? Co uważasz, że jest w miarę zrozumiałe, przystępne i sensowne dla człowieka?

Kamil Szymański: Większość rzeczywiście, jeżeli spojrzymy na te, nawet jeżeli wygooglujemy sobie, spojrzymy na różne filmy czy doniesienia prasowe, świat inwestycji może się wydawać skomplikowany. Złoto, tu jakiś krach, tam jakaś hossa, bessa, jakiś przekręt, niesamowity inwestor, który dorobił się milionów – to wszystko jest dosyć dynamiczne, złożone i skomplikowane.

Inwestycje w moim zrozumieniu są nieprawdopodobnie proste i dotyczą absolutnie każdego. Jeżeli myślę o inwestycjach, o tym, czym one są i dla kogo są przeznaczone, wyobrażam sobie osobę, która jedzie ze mną tramwajem, gdy jadę do pracy albo do centrum. Jestem w autobusie, w tramwaju, patrzę na ludzi. Inwestycja to coś odpowiedniego dla każdej osoby, którą widzę, ale także dla każdego przedsiębiorcy, dla każdej bogatszej osoby czy bardziej doświadczonej osoby.

Inwestycje to przede wszystkim prostota. Dla większości osób, z tego ogromnego i skomplikowanego świata inwestycji, istnieje tak naprawdę bardzo wąska grupa instrumentów finansowych, które są odpowiednie, bardzo proste i przejrzyste. Zwyczajna osoba, która inwestuje, po pierwsze, wracając do nieruchomości, chce rozumieć, co kupuje. Nie chce mieć żadnych dziwnych, skomplikowanych produktów opakowanych w coś, chce zrozumieć, w co inwestuje. Prostota jest więc bardzo ważna, podobnie jak przejrzystość – w co włożyłem swoje pieniądze.

Drugą rzeczą jest komfort, czyli musimy wiedzieć, jak produkt czy inwestycję można kupić i sprzedać w każdej chwili – to jest tak zwana płynność. Kolejnym bardzo ważnym elementem są koszty związane z inwestycją, które muszą być bardzo przejrzyste i niskie. Inwestycja dla większości ludzi musi być bezpieczna, w tym sensie, że powinna być zdywersyfikowana. Oznacza to, że nie kupuję jakiegoś nieprawdopodobnego pomysłu inwestycyjnego, który zaraz odpali, ale równie dobrze mogę stracić wszystkie pieniądze. Kupuję natomiast zdywersyfikowany, najlepiej gotowy koszyk składający się z wielu instrumentów finansowych.

Jeżeli osiągniemy te cztery elementy – przejrzystość, prostotę, niskie koszty oraz dywersyfikację – wtedy mamy inwestycję, uniwersalny produkt, który każdy może w każdej chwili w bardzo łatwy sposób kupić, nie martwiąc się o to, nie zastanawiając, ale patrząc, jak te pieniądze z czasem rosną na wartości i mając zachętę, by dokładać do inwestycji.

Greg Albrecht: No to podaj parę przykładów takich rozwiązań, które ty wybierasz właśnie jako relatywnie proste, zrozumiałe i zdywersyfikowane.

Kamil Szymański: Dla mnie takim podstawowym instrumentem jest ETF. Jestem osobą, którą niejedna osoba mogłaby uznać za eksperta. Siedziałem w Londynie, mam wszystkie certyfikaty, pracowałem w bankach. Ktoś mógłby pomyśleć, że nie wiadomo, co trzymam w swoim portfelu inwestycyjnym.

Mój portfel inwestycyjny jest nieprawdopodobnie prosty — trzymam w nim około 10 ETF-ów. ETF-y to właśnie takie gotowe koszyki inwestycyjne, gdzie w jednym instrumencie kupuję koszyk składający się z dziesiątek, czasami setek akcji, bardzo dobrze zdefiniowany. Jest to instrument, który mogę łatwo kupić i sprzedać, a do tego charakteryzuje się bardzo niskimi kosztami.

W swoim portfelu inwestycyjnym mam przede wszystkim ETF-y i jest ich nie więcej niż dziesięć. Od czasu do czasu coś mnie tknie, żeby kupić jakąś konkretną akcję, bo mam przeczucie, że chciałbym ją mieć w swoim koszyku. Wtedy w niewielkim stopniu dokupuję jedną, dwie lub trzy akcje, zdając sobie sprawę z tego, że to nie jest koszyk akcji. Ta akcja może pójść 50% w górę w bardzo krótkim czasie, ale może też spaść o 50%. Podstawą są jednak gotowe, tanie i przejrzyste koszyki inwestycyjne, czyli fundusze inwestycyjne.

Greg Albrecht: No tak, tak jak ja rozumiem ETF, to wiele z nich na przykład reprezentuje jakiś indeks giełdowy, czyli krótko mówiąc wszystkie spółki, proporcjonalnie wszystkie spółki, które są na danej giełdzie. Mówiąc tak już zupełnie łopatologicznie, czym to jest, typu S&P 500 — taki duży indeks, czy WIG20, na przykład 20 największych spółek na warszawskiej giełdzie.

I teraz, to jest zawsze dla mnie ciekawe, jak dywersyfikować albo jak podejść do tego, które te ETF-y wybrać. Ja jestem ciekaw, jak ty patrzysz na dywersyfikację, kiedy już się poruszamy nawet na poziomie zdywersyfikowanych produktów, czyli takich w cudzysłowie nazwijmy je „bezpieczniejszych” produktów. No bo tego nie można zagwarantować, ale statystycznie na pewno one dają mniejszy zwrot, ale mniejsze ryzyko spadku.

To jakie jest twoje podejście do takiego układania portfela?

Kamil Szymański: Ale teraz ja bym tobie zadał pytanie, bo bardzo ciekawą rzecz powiedziałeś z mojego punktu widzenia: S&P 500 i to, że to jest taki twój główny konik. Czemu to jest fundusz, czy czemu to jest indeks, w który do tego stopnia, tak jak mówisz, zainwestowałeś więcej?

Greg Albrecht: Moja prywatna opinia jest następująca. To ogromny rynek, przez wiele lat dominujący na świecie, bez dwóch zdań. Historyczny zwrot, nawet w przypadku kryzysów i wahnięć, jest przewidywalny na porządnym poziomie. 

Charakteryzuje się ogromną płynnością, na przykład w porównaniu z warszawską giełdą. W związku z tym w portfelu znajduje się więcej składników niż na przykład w indeksie WIG20, gdzie jest tylko 20 spółek, co oznacza, że poziom ryzyka jest większy.

Ostatnio zaczęły się pojawiać moje jedyne wahania, ale są one sytuacyjne i związane z obecną sytuacją geopolityczną. Zastanawiam się, czy dolar naprawdę będzie nadal walutą przyszłości, tak jak było to od lat 40. XX wieku, kiedy Stany Zjednoczone postanowiły zostać supermocarstwem. Do około 10 lat temu można było powiedzieć, że dolar jest walutą, która płynie w krwiobiegu całego świata, dlatego nie ma pewniejszej waluty niż dolar.

Taka jest logika mojego myślenia o tym indeksie, ale oczywiście, jak z każdą logiką, wiążą się z tym pewne ryzyka i wątpliwości. Ty jesteś dużo bliżej tego rynku, dlatego jestem ciekaw Twojej perspektywy.

Kamil Szymański: To, co powiedziałeś, właściwie bardzo dobrze wyjaśniłeś, czemu S&P 500 jest, najprawdopodobniej, najbardziej popularnym indeksem giełdowym na świecie. Jeżeli chcemy zacząć od sytuacji, w której przede wszystkim nie musimy dokonywać tych wyborów, to te instrumenty ETF są na tyle tanie i na tyle łatwo je kupić, że nawet ktoś, kto chce inwestować 200 złotych miesięcznie — a to też jest kolejny temat — nie musi być bogatą osobą, żeby inwestować. Jeśli ktoś ma 200 złotych miesięcznie do zainwestowania, albo nawet 100, i ma te dylematy, o których Ty w tej chwili mówisz, naprawdę niewiele stoi na przeszkodzie, żeby inwestować sobie 50 złotych miesięcznie w S&P 500 i 50 złotych miesięcznie w WIG20. Mamy w tej chwili narzędzia, które pozwalają robić tego typu rzeczy.

Wracając do S&P 500 — jeżeli ktoś chce zacząć naprawdę od kompletnych podstaw i chce dokonać pierwszej inwestycji, S&P 500 to jest amerykańska gospodarka, która jest największą gospodarką na świecie. Giełda amerykańska jest największą giełdą na świecie. Kapitalizacja, czyli wartość wszystkich spółek giełdowych na giełdzie amerykańskiej, jest większa niż kapitalizacja, wartość spółek giełdowych z całej reszty świata. Spółki z S&P 500 to jedne z najbardziej innowacyjnych, największych firm, a także takich, które są nam znajome.

Tam jest Netflix, tam jest Disney, tam jest Harley Davidson, tam są marki, które znamy: Apple, Microsoft i tak dalej. To jest najpopularniejszy indeks giełdowy na świecie. W żaden inny indeks giełdowy, w żadną inną przestrzeń gospodarki na świecie globalnie nie jest zainwestowane więcej pieniędzy. Jeżeli wychodzę z takiego kompletnego początku i chcę postawić pierwszy krok, S&P 500 jest najbardziej naturalnym kierunkiem — ogromny, zdywersyfikowany, średnio rosnący o 7% rocznie od zarania dziejów.

Poruszyłeś temat waluty, który jest bardzo ciekawy. Często mówi się o tym, że jeżeli inwestuję za granicą, to inwestuję w inną walutę — w Europie jest to euro, w Stanach Zjednoczonych dolar. Rozważania na temat dolara często pojawiają się w bardziej akademickich rozmowach. Ja, mając do czynienia z setkami klientów — prawdziwych inwestorów, czy większych, czy mniejszych, czy mniej lub bardziej dynamicznych — nigdy nie zauważyłem, żeby waluta była problemem. Waluta fluktuuje, czasami jest trochę wyżej, czasami trochę niżej, ale ma bardzo mały wpływ na zwrot z inwestycji, zwłaszcza w dłuższym okresie, w stosunku do nierzeczywistej wartości indeksu.

Większość inwestorów z mojego doświadczenia w ogóle nie bierze pod uwagę ani nie martwi się o ten element walutowy. Wręcz widzi to jako dodatkowy element dywersyfikacji: „Mam taki zdywersyfikowany portfel szczelnościowy i jeszcze w innej walucie”. Z punktu widzenia inwestora nigdy nie zauważyłem, żeby to było jakimś większym problemem. Na pewno nie jest to problemem dla mnie.

Greg Albrecht: No dobrze, a taka całkowita ciekawostka: jaki jest najbardziej intrygujący albo nieoczywisty ETF, który ty wybierasz?

Kamil Szymański: Ja od zawsze wierzyłem w tak zwaną branżę cyberbezpieczeństwa. Mam ETF-a dającego mi ekspozycję na spółki z tej branży.

Nie jestem dużym fanem kryptowalut w tym sensie, że w bitcoina trochę inwestuję, ale świat kryptowalut jest dla mnie troszeczkę za bardzo skomplikowany. Wierzę jednak w technologię blockchain.

Moim najlepiej performującym ETF-em, jakiego posiadam, jest koszyk spółek zajmujących się technologią blockchain. U mnie więc dominują trzy obszary: blockchain, cyberbezpieczeństwo oraz odnawialne źródła energii.

Greg Albrecht: Przejdźmy do świata przedsiębiorców, ponieważ moja obserwacja jest taka, że często są to osoby, które mają bardzo wysoki poziom odpowiedzialności i działają na wysokim poziomie ryzyka. Wydaje im się, że posiadają ogromny majątek, jednak na przykład 99% tego majątku mają ulokowane w spółce, która dodatkowo nie jest notowana. W związku z tym płynność takiego aktywa wynosi zero, a ich dywersyfikacja ryzyka w tym zakresie jest żadna.

Ponadto płynność pod kątem konieczności realokowania tego kapitału w inne miejsce jest bardzo mała. Jakie są twoje doświadczenia w pracy właśnie z klientami, przedsiębiorcami? Jak pokazać przedsiębiorcom i pomóc im zmienić nastawienie, aby nie mieli wszystkich jajek w jednym koszyku, jak to się mówi?

Kamil Szymański: W moim doświadczeniu zawodowym pracowałem jednocześnie z tak zwanym klientem masowym, ale mam też bardzo dużo doświadczenia w pracy z osobami, które w branży są znane jako tzw. higher net worth, net worth, a może nawet private banking i tak dalej. Są to osoby, które właśnie przedsiębiorcy, o których przed chwilą wspomniałeś, mogą mieć dosyć wysoki net worth — na przykład kilka milionów złotych, albo kilkanaście, jeśli mają w miarę przyzwoicie działającą firmę lub kilka nieruchomości. Taką osobą możesz być.

Rzeczywiście znam osobiście bardzo dużo osób, które mają bardzo dużo majątku w nieruchomościach, bardzo dużo majątku w firmie, a część majątku w rzeczach fizycznych, które znajdują się w firmie. Natomiast jest bardzo mało płynności, czyli to nie są rzeczy płynne. Jeżeli nagle taka osoba potrzebowałaby dostępu do gotówki albo musiałaby iść do banku po kredyt, to właściwie tej płynności nie ma. Bardzo rzadko można szybko i łatwo sprzedać nieruchomość, to samo jest z firmą. 

Tutaj wracamy znowu do problemu, że większość osób nie widzi w inwestowaniu wartości, albo wcześniej jej nie dostrzegała. Jeżeli mają dodatkową płynność, to bardzo często jest ona wkładana właśnie na przykład w kolejną nieruchomość, gdzie ta płynność znika. Bardzo wiele osób znam, z którymi osobiście rozmawiałem i którym pokazałem możliwość inwestowania — nawet osoby takie, które opisałeś, zakładamy, że mają wszystko pod kontrolą.

Są osoby, które jeżdżą fajnym samochodem, mają fajną firmę, odniosły prawdopodobnie sukces. Z zewnątrz wydaje się, że wszystko mają pod kontrolą. I pewnie wiele osób by się zdziwiło, gdyby zobaczyło, jak na przykład ja się dziwię za każdym razem, gdy rozmawiam z takimi osobami o płynności i okazuje się, że tej płynności nie ma. Zazwyczaj jej nie ma, bo chociażby przedsiębiorcy nie zdają sobie sprawy z tego, ile opcji inwestycyjnych istnieje, jak one są łatwe i przejrzyste, oraz że inwestowanie nie wiąże się z nadmiernym ryzykiem, nie wymaga współpracy z jakimś dziwnym doradcą, nie wiąże się z martwieniem się, co się stanie z inwestycją, ani z niemiłymi niespodziankami.

Być może tutaj dochodzimy trochę do tematu tego, jak wiele osób na przestrzeni lat miało dosyć średnie doświadczenia z inwestycjami — miały rosnąć, ale nie urosły, miały rosnąć, ale spadły. Cały czas wracamy do tego samego tematu. To jest część mojej osobistej misji — pokazywania wszystkim ludziom, że przez ostatnie lata bardzo dużo się zmieniło, jeśli chodzi o ofertę i to, co jest dla nas dostępne. W tej chwili mamy dostęp do bardzo ciekawych, wartych uwagi instrumentów inwestycyjnych, ale nie do końca o tym wiemy.

Greg Albrecht: Opowiedz trochę o tym, co to znaczy „tanie”, bo przed rozmową zaskoczyłeś mnie. Mówisz, że jesteś przedsiębiorcą — jednego dnia chcesz zainwestować milion, a drugiego dnia orientujesz się, że musisz ten milion wycofać, ponieważ pojawia się jakaś szansa inwestycyjna, na przykład w twoim biznesie.

Jakie są więc obecnie koszty takich transakcji na platformach?

Kamil Szymański: W platformach inwestycyjnych koszty, mogę powiedzieć na przykładzie Trade Republic, wynoszą 4 złote. Oznacza to, że przedsiębiorca albo ktokolwiek, kto ma powiedzmy milion złotych — dla ładnej, dużej, okrągłej liczby — i chce kupić ETF-a za milion złotych dzisiaj, zapłaci właśnie 4 złote. Jeżeli ta osoba za tydzień będzie chciała sprzedać tego ETF-a za ten milion, to zapłaci kolejne 4 złote.

To jest przykład opłat, które mamy w Trade Republic. Są one wyjątkowo niskie i przejrzyste. Jednak nawet inne platformy, których opłaty może nie są aż tak atrakcyjne, mogą zaskoczyć większość osób tym, jak niedrogie potrafią być te koszty. Oczywiście trzeba uważać, aby nie naciąć się na dodatkowe koszty przewalutowania, ale 4 złote to jest kwota bez żadnych kosztów przewalutowania.

U nas jest to benchmark zakupu jakiegokolwiek instrumentu finansowego, niezależnie od jego wielkości. Sam ETF, jeśli już kupimy na przykład ten nasz S&P 500, to firma inwestycyjna, od której kupimy tego ETF-a — czy to Vanguard, iShares, czy Invesco — pobiera wewnątrz tego ETF-a opłaty za zarządzanie koszykiem. Opłaty za to, że w tym koszyku jest zawsze tych 500 akcji, potrafią być tak niskie jak 0,05% rocznie albo 0,1% rocznie.

Więc ta kombinacja kosztów istnieje i musi istnieć, ale są one obecnie nieprawdopodobnie niskie, jeśli upewnimy się, że kupujemy odpowiedni instrument w odpowiednim miejscu.

Greg Albrecht: No to powiedzmy, że ktoś słucha tej rozmowy i jeszcze do tej pory nigdy nie inwestował w takie instrumenty, bo wolał rzeczy namacalne, typu nieruchomość albo gotówkę. Chce dokonać takiego pierwszego kroku — to jak byś do tego podszedł ty, będąc w tej sytuacji dzisiaj?

Czy byś zaalokował od razu jakąś większą kwotę, czy po prostu uruchomił system stałego inwestowania? Pojawia się też pytanie o zmienność na rynku — czy jest jakakolwiek różnica, jeśli na przykład dzisiaj kupię za 100 tysięcy, czy lepiej kupować przez 12 miesięcy, mniej więcej po 8 tysięcy miesięcznie? Jakie jest twoje podejście do tego?

Kamil Szymański: Moje podejście jest takie, że większość osób w ogóle nigdy nie będzie w sytuacji, w której mogłaby od razu zainwestować bardzo duże sumy pieniędzy.

Wiele osób wręcz pada ofiarą syndromu pierwszego miliona. Myślą: „Jak kiedyś będę bogaty, jak kiedyś będę miał te duże pieniądze, to wtedy zainwestuję”. Tylko że, jeśli ktoś tak czeka na coś takiego, to nigdy nie dochodzi do momentu, w którym ten milion jest inwestowany. Dla większości osób jedyną opcją budowania inwestycji na przestrzeni lat jest odkładanie regularnych pieniędzy ze swoich miesięcznych, stałych zarobków.

Czy to jest 100 zł, 200 zł, 500 zł, czy 1000 zł — różne są poziomy, na których możemy inwestować, ale można nawet inwestować 50 zł miesięcznie. Genialną sprawą, jeśli chodzi o inwestowanie regularnych sum, jest to, że uniezależniamy się od całego zastanawiania się, czy to jest dobry moment, żeby inwestować. Większość inwestorów, zwłaszcza osób nowych na rynku inwestycji, zniechęca właśnie pytanie i próba ustalenia, czy to jest dobry moment.

Bo czy to jest dobry moment? Nikt nie wie. Analitycy — tak jak mówię, ja siedziałem w Londynie na samym czubku tego wszystkiego, widziałem to wszystko — ci wszyscy mądrzy ludzie, analitycy, eksperci, którzy zarabiają miliony, oni nie wiedzą, czy to jest dobry moment. Tego nikt nie wie. Więc jeśli przed osobą, która zaczyna swoją przygodę z inwestowaniem, stawiamy pytanie: czy WIG teraz spadł, czy amerykańska gospodarka, czy może jeszcze zaczekać, to jest koniec. Osoba nowa na rynku inwestycji, która zaczyna od rozkminiania, czy to jest dobry moment, prawdopodobnie się zniechęci, załamie i będzie na kilka lat w ogóle „spalona”.

Odkładanie pieniędzy regularnie usuwa zupełnie ten problem, bo jeśli robię sobie stałe polecenie przelewu albo nawet mogę to manualnie robić w jakichś interwałach, albo mogę ustawić stałe polecenie przelewu, to jeśli oszczędzam 500 zł i inwestuję w ETF-a co miesiąc, konkretnego dnia, a te pieniądze potrzebuję za 3, 5 czy 10 lat, to moje 500 zł zostanie włożone w giełdę, w ten fundusz, za dwa tygodnie. Jeśli wtedy spadło, to nie jest wcale zły moment, żeby kupić — ja jestem tutaj długoterminowo i w ogóle się nie martwię o to, co się gdzieś tam dzieje.

To jest absolutny klucz dla większości osób — właśnie inwestowanie regularne.

Greg Albrecht: Zapomniałbym zapytać o jeszcze jeden element, który łączy kilka wątków z naszej rozmowy, czyli kwestie emerytury, inwestycji i dostępności dla każdego. Są one tak skomplikowanie nazwane, że przyznam szczerze, iż sam nie pamiętam, co te akronimy znaczą, chociaż z nich korzystam, na przykład IKZE.

Na czym to polega? Jaka jest różnica między zwykłym kupieniem sobie jednostek indeksu S&P a kupieniem ich za pośrednictwem wpłaty na ten właśnie konkretny, jeden lub drugi instrument, i posiadaniem ich „w środku”?

Kamil Szymański: IK i IKZE są bardzo atrakcyjnymi rachunkami, w ramach których możemy oszczędzać długoterminowo. Zostały one stworzone z myślą wręcz o inwestowaniu na emeryturę.

IK i IKZE same w sobie nie są żadnym instrumentem finansowym. Są czymś, co po angielsku nazywa się „wrapper” lub „tax wrapper”, a po polsku można powiedzieć, że to jest taki wehikuł — rodzaj konta, na które wkładamy pieniądze. Pieniądze włożone w IKE lub IKZE pozwalają nam inwestować bez płacenia podatku od zysków kapitałowych. Płacimy podatek tak, jak płacimy podatki od odsetek, chociaż mało kto w tym kraju ostatnimi czasy widzi odsetki na swoim rachunku, więc może ludzie nie są tego świadomi. Płacimy podatek od odsetek, a także podatek od zysków kapitałowych.

Na przykład, jeżeli zainwestowałem 100 zł, a ta kwota urosła do 200 zł, osiągnąłem 100 zł zysku. W momencie sprzedaży tej akcji, na koniec roku, w moim PIT muszę zapłacić podatek. Z dłuższego punktu widzenia im dłużej inwestujemy, tym bardziej niskie koszty i niepłacenie podatku się kumulują. Konto, które pozwala nam inwestować bez płacenia podatków, jest więc bardzo atrakcyjne.

IKE i IKZE to w skrócie wehikuły, do których mogę włożyć wybraną inwestycję i nie płacę podatku — są traktowane preferencyjnie pod względem sytuacji podatkowej. IKZE jest do tego stopnia atrakcyjne, że pieniądze, które włożę w IKZE, są odejmowane w tym roku od mojej podstawy opodatkowania. W efekcie otrzymuję zwrot podatkowy. Osoba, która płaci wyższe podatki, na przykład według wyższej stawki podatku, od pieniędzy, które wkłada w IKZE, dostaje natychmiast 32% zwrotu podatkowego.

Greg Albrecht: Czyli nawet jeżeli nic na tym rachunku nie zarobi, to i tak wygrała 32%.

Kamil Szymański: Tak, bo w IKZE nie ma przymusu, nie ma… Inwestowanie jest najbardziej logiczną rzeczą, którą mogę zrobić w ramach długoterminowego rachunku. Jednak mogę wpłacić pieniądze na IKZE i nic z nimi nie zrobić, trzymając je w ramach tego IKZE, nie inwestując. I tak dostaję 32% zwrotu.

Natomiast myśląc o IKZE, trzeba pamiętać, że to jest tylko taki podatkowy płaszczyk. Nadal najważniejsze jest to, co wkładam do tego IKZE. Jeżeli włożę do IKZE instrument, na którym nigdy nic nie zarobię, to tam nigdy nie będzie żadnego podatku, który mógłbym zaoszczędzić. Jeżeli natomiast włożę w IKZE płynny, tani, przejrzysty instrument, który daje szansę moim pieniądzom rosnąć na przestrzeni lat, to wtedy rzeczywiście IKZE pomoże mi zapłacić mniej podatku. Im lepszy instrument wkładam do IKZE, im lepiej inwestuję, tym większe korzyści mam z korzystania z tych kont.

Greg Albrecht: Czyli w pierwszej kolejności można zaryzykować stwierdzenie, że jeśli zaczynam inwestować, warto najpierw zaalokować środki w ramach tych kont, ponieważ mają one preferencje podatkowe, a dopiero potem inwestować na dodatkowym rachunku. Czy tak byś na to spojrzał?

Takie jest moje myślenie jako amatora, nie eksperta takiego jak ty: na początku zawsze na pewno inwestuję w IKZE do maksimum, a dopiero potem inwestuję ponadto. Takie jest moje spojrzenie. Nie wiem, czy to jest mądre, jakie są plusy i minusy takiego podejścia.

Kamil Szymański: Tutaj może wrócilibyśmy do tego, o czym powiedziałem na samym początku, czyli o tych trzech koszykach: poduszce finansowej, inwestycjach na pięć, dziesięć lat (może będę potrzebował pieniędzy za pięć lub dziesięć lat) oraz emeryturze.

IKZE są idealnym wehikułem do oszczędzania na emeryturę, ponieważ w ramach IKZE — zaraz powiem o IKZE więcej — cały czas masz dostęp do swoich pieniędzy. To jest bardzo ciekawa korzyść z tego rachunku, że mimo iż jest to rachunek długoterminowy, wręcz z myślą o emeryturze, masz dostęp do tych środków.

Jednak jeśli wyjmiesz pieniądze z IKZE, odwraca się efekt podatkowy. Wszystkie pieniądze, które wyjmiesz, łącznie z potencjalnym zwrotem, są dodawane do twojej podstawy opodatkowania i musisz z powrotem zapłacić podatek.

Greg Albrecht: Do jakiegoś okresu, tak. Do pewnego momentu.

Kamil Szymański: Tak, do pewnego momentu — momentu, w którym rzeczywiście przechodzisz na emeryturę. W IKZE to jest, zdaje się, 65. rok życia, jeżeli się nie mylę. To wtedy już są czyste korzyści, bez żadnych dodatkowych obciążeń. 

Natomiast wcześniej musisz z powrotem dopłacić. W tym momencie w W IKZE jest troszeczkę inaczej, ponieważ tam nie ma tego benefitu zwrotu podatkowego. Natomiast nie płacimy podatku tak długo, jak tych pieniędzy nie wyjmujemy z tego rachunku. 

Więc W IKZE jest prawdopodobnie bardziej korzystne z punktu widzenia osoby, która inwestuje długoterminowo, ale na wszelki wypadek chciałaby mieć korzyści również wcześniej.

Greg Albrecht: Super. Naprawdę wychodzi nam z tego niezłe ABC inwestowania, bardzo ciekawa rozmowa. Uważam, że jest to rozmowa fundamentalnie otwierająca oczy zarówno przedsiębiorcom, jak i każdemu innemu słuchaczowi.

Możesz powiedzieć mi dwa słowa o Trade Republic? Zakładam, że jest jakaś grupa osób, które nie znają tej spółki. Ja, przygotowując się do naszego spotkania, z mojej perspektywy stricte przedsiębiorczo-biznesowej, spojrzałem na przykład na listę inwestorów. Znajdują się tam takie fundusze jak Sequoia czy Axel, czyli topowe fundusze VC na świecie. To na pewno buduje pewne uwiarygodnienie, ale nie wiedziałem o spółce więcej.

Opowiedz coś o spółce i co jest jej kluczowym produktem.

Kamil Szymański: Jak to działa? Trade Republic jest bardzo ciekawą firmą, ponieważ jest to jeden z najszybciej rozwijających się banków w Europie, a być może nawet najszybciej rozwijający się bank. W ogóle Trade Republic jest jedną z najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie, za którą, tak jak wspomniałeś, stoją absolutnie topowi inwestorzy kojarzeni z Doliną Krzemową oraz z takimi wybitnymi firmami technologicznymi jak Spotify czy na przykład Uber.

Firma ma 10 lat, a Trade Republic jest bardzo młodą firmą, która od zaledwie 6 lat oferuje produkty inwestycyjne klientom. Tego typu instytucje finansowe zawsze zaczynają od jakiejś idei i dopiero w którymś momencie się rozrastają. W Trade Republic punktem wyjścia na samym początku był problem oszczędzania i inwestycji. Osoby, które założyły firmę — mamy head office w Berlinie — to były osoby, które wtedy miały po dwadzieścia kilka lat i zauważyły na rynku brak możliwości łatwego i przejrzystego inwestowania oraz oszczędzania dla tak zwanego „każdego człowieka”. Nie specjalisty, ale osoby, która ma może mniejszą wiedzę, mniejsze zasoby finansowe i szuka czegoś prostego, przejrzystego i przyjaznego.

Zobaczyli ofertę na rynku i dostrzegli to, do czego większość z nas by doszła — większość usług finansowych jest skomplikowana, droga, używa skomplikowanego języka, jest mało korzystna i w ogóle nieprzeznaczona dla ludzi, zwłaszcza młodych albo takich, którzy dysponują mniejszym kapitałem.

Stwierdzili więc, że stworzą taką platformę. Platforma powstała i otrzymała licencję do świadczenia usług brokerskich w roku 2019. W roku 2020 nastąpiło coś, co do dzisiaj odbiło się na całej branży inwestycyjnej — mieliśmy COVID na początku roku 2020, a ludzie, jak nigdy wcześniej w historii, zwłaszcza młodzi, masowo rzucili się na inwestowanie. To był ogromny sukces firmy.

Drugim przełomowym momentem było coś dosyć rewolucyjnego, co Trade Republic zrobił kilka lat temu — firma podjęła decyzję o rezygnacji z marży odsetkowej. Jesteśmy chyba jedynym bankiem w Europie, który nie zarabia na marży odsetkowej. Przekazujemy w Unii Europejskiej od lat pełną stopę ECB na euro klientom.

W Polsce robimy dokładnie to samo — przekazujemy pełną stopę depozytową NBP naszym klientom. Nasi klienci zarabiają w tej chwili, ponieważ stopa depozytowa NBP wynosi 4%. Wszyscy nasi klienci dostają 4% odsetek, bez żadnych limitów, pieniędzy czy innych ograniczeń. Firma nie boi się robić rzeczy, których nikt wcześniej nie zrobił.

Zrewolucjonizowaliśmy także sposób naliczania opłat za zakup inwestycji. Jesteśmy jedną z niewielu firm, gdzie opłata wynosi 4 złote i nic więcej. Nie ma żadnego procentu, ponieważ im większe zlecenie składasz, tym koszt realizacji zlecenia jest dokładnie taki sam. Jeżeli idziesz do brokera i składasz zlecenie na ETF-a za 1000 złotych, a potem do tego samego brokera i robisz zlecenie za 10 milionów złotych, koszt brokera jest taki sam. Jednak większość brokerów pobiera na przykład opłatę 0,19% za złożone zlecenie, co oznacza, że niezależnie od wartości zlecenia, płacisz proporcjonalnie więcej.

Dla brokera koszt jest ten sam, więc u nas jest flat fee 4 złote, niezależnie od tego, za ile kupujesz. Przekazujemy całą stopę ECB i to są te elementy, które powodują, że firma jest inna niż wszystkie inne. Dzięki temu mamy obecnie 10 milionów klientów, którzy powierzyli nam ekwiwalent 150 miliardów euro aktywów. To jest jedyny nowy bank w Europie, który w takim tempie pozyskuje aktywa klientów. Jesteśmy jedynym nowym bankiem w Europie, któremu ludzie nie boją się przekazywać aktywów.

Firma jest bardzo ciekawa i, jak wcześniej powiedziałem, jest jednym z najszybciej rozwijających się i najbardziej wartościowych fintechów w Europie. Z drugiej strony w Polsce działamy od zaledwie miesiąca i kilku dni, i większość osób nigdy nie słyszała, co to jest Trade Republic, nigdy nie spotkała się z tą nazwą. Częścią mojej pracy jest właśnie opowiadanie tej historii i upewnianie się, że Polacy również są zaznajomieni z marką.

Jako ciekawostkę dodam, że Polska jest pierwszym krajem spoza strefy euro, do którego weszliśmy. Do momentu wejścia do Polski Trade Republic było dostępne na siedemnastu rynkach strefy euro, co było bardzo dużym kamieniem milowym z punktu widzenia firmy. Wejście do kraju, który nie jest w strefie euro, a od razu do największego kraju w Europie działającego poza strefą euro, czyli do Polski, było dla nas bardzo ważnym krokiem.

Greg Albrecht: Korci mnie, żeby zapytać, dlaczego zdecydowałeś się wejść właśnie do tej organizacji, ale myślę sobie, że przedstawię swoje wyobrażenie tej sytuacji i ciekaw jestem, jak je sprostujesz.

Pracowałeś w tych największych bankach, potem również w bankach tutaj, w Polsce, i pojawia się taka opcja, która jest naprawdę unikalna. Jest bardzo blisko tego, czym ty od lat ewangelizujesz rynek tutaj, czyli ETF-y. Mówiłeś mi przed nagraniem, że zajmowałeś się tym, zanim to jeszcze było modne, 10 lat temu. Teraz pojawia się taka szansa, żeby wejść tutaj, no i ty wchodzisz do najbardziej dynamicznej organizacji, w jakiej pracowałeś do tej pory.

Jak się czujesz z tym? Czy to właśnie cię przyciągnęło — ta dynamika, elastyczność, transparentność, czy może jeszcze inne elementy? Co tym bierzesz dla siebie, krótko mówiąc, w swojej karierze, robiąc taki zwrot w tym kierunku?

Kamil Szymański: Mnie do Trade Republic przyciągnęła misja. Praktycznie całą swoją karierę zawodową, a także początek jeszcze w Londynie, spędziłem na edukowaniu ludzi na temat oszczędzania i inwestowania oraz pomaganiu moim klientom w tym, żeby inwestowanie rozpocząć i kontynuować w sposób odpowiedzialny i sensowny.

Po powrocie do Polski, 10 lat temu, bardzo uderzyło mnie to, o czym do dzisiaj się mówi — nieprawdopodobnie niski poziom oszczędności i inwestycji Polaków, który stoi w całkowitej sprzeczności z sukcesem ekonomicznym, jaki odnieśliśmy jako kraj.

Mamy za sobą 30 lat wzrostu PKB, z wyjątkiem roku covidowego. Ludzie z zagranicy przyjeżdżają do Polski. Kiedyś przyjeżdżali i myśleli, że będzie dobrze, widzieli, że jest fajnie, trochę się dziwili, że jest lepiej niż myśleli. Teraz ludzie przyjeżdżają do Polski z Niemiec, z Francji. Słyszeli już, że jest nieźle, spodziewają się zobaczyć coś naprawdę dobrego i nadal nie mogą się nadziwić, jak ten kraj wygląda i jak bardzo poszedł do przodu.

Jako społeczeństwo niesamowicie posunęliśmy się do przodu, jeśli chodzi o kwestie materialne. Natomiast to, co mnie już 10 lat temu bardzo zdziwiło, to jak niski jest stopień inwestowania i oszczędzania Polaków. Mam osobistą misję, żeby ten stan rzeczy zmienić. Chciałbym, żeby w Polsce nie było tak, że pół miliona osób inwestuje na giełdzie, lecz żeby inwestowało tam 10 milionów osób.

Mnie napędza to, że kiedy jadę autobusem czy tramwajem i patrzę na ludzi, myślę sobie, że pewnie ze dwie osoby w tym tramwaju inwestują. Chciałbym, żeby w tym tramwaju inwestowali wszyscy. Trade Republic przyciągnęło mnie tym, że jest firmą, która swoją misją, a także produktem, jest zgodna z tym, co sam chciałbym osiągnąć na polskim rynku. Dlatego znalazłem w Trade Republic swoje miejsce.

Greg Albrecht: Super. I to jest bardzo mocna puenta naszego ABC inwestowania dla każdego. Bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę i życzę powodzenia w realizowaniu tej misji. 

Niech te 500 tysięcy inwestujących zmieni się w 10 milionów.

Kamil Szymański: Bardzo dziękuję i bardzo bym sobie tego życzył. Wierzę w to. Super, dziękuję. Ogromne dzięki.

Udostępnij:
Podcast

Poznaj wiodący podcast dla przedsiębiorców i zarządzających biznesem. Posłuchaj przedsiębiorców, którzy zbudowali biznes od zera. Znajdź odpowiedzi na wyzwania, które trapią liderów – niezależnie od branży.

Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej.

Dołącz bezpłatnie do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited.

Zobacz także