Zmień język:

Rzucił pracę by zwiedzić cały świat. Odwiedził 197/197 krajów! | Kamil Kostrzewa #379 

Zasubskrybuj Greg Albrecht Podcast
YouTube
Spotify
Apple Podcasts

„Masz bardzo fajną pensję, masz samochód służbowy, masz jakiś status (…) tylko zdajesz sobie sprawę, że to życie nie ma sensu”. Co sprawia, że po ponad 20 latach kariery człowiek mówi „dość”? Jak wygląda życie, kiedy przez ponad dwa lata nie pracujesz, żyjesz z oszczędności i zamiast wracać do korporacji realizujesz cel, który budowałeś przez 18 lat?

Kamil Kostrzewa, jeden z około 600 osób na świecie, które odwiedziły wszystkie 197 krajów, opowiada o drodze od korporacyjnego życia do podróżowania na pełen etat. O momencie, w którym wideocall o trzeciej w nocy z Galapagos stał się jednym z sygnałów, że praca zaczęła zabierać mu zbyt wiele. O decyzji o odejściu, życiu z oszczędności i zmianie podejścia do pieniędzy, statusu i tego, co naprawdę daje mu poczucie, że żyje.

To również rozmowa o świecie dalekim od turystycznych folderów. O Korei Północnej, Afganistanie, Syrii, Iranie, Libii i Republice Środkowoafrykańskiej. O groźbie aresztu za brak pieczątki, krwawych demonstracjach w Boliwii, gazie łzawiącym i dynamicie, dwóch dniach bez kontaktu, po których jego dziewczyna chciała zgłosić zaginięcie, oraz o tym, dlaczego telefon skradziono mu na Sycylii, a nie w jednym z krajów uznawanych za najbardziej niebezpieczne.

Z tej rozmowy dowiesz się:

  • dlaczego nie chce wracać do dawnego życia i co planuje zrobić po osiągnięciu celu, na który pracował przez 18 lat.
  • dlaczego Kamil zrezygnował z dalszej kariery w korporacji,
  • jak wyglądały ponad dwa lata bez pracy i życia z własnych oszczędności,
  • jak w praktyce wygląda realizacja celu odwiedzenia wszystkich 197 krajów świata,
  • które miejsca najbardziej go zaskoczyły i dlaczego Korea Północna okazała się dla niego wyjątkowa,
  • jakie niebezpieczne sytuacje przeżył w Boliwii, Sierra Leone i Republice Środkowoafrykańskiej,
  • dlaczego jego doświadczenia w Afganistanie, Syrii, Iranie czy Libii różniły się od obrazu tych krajów w mediach,
  • jak podróże zmieniły jego podejście do pieniędzy, statusu i posiadania,
  • dlaczego nie chce wracać do dawnego życia i co planuje zrobić po osiągnięciu celu, na który pracował przez 18 lat.

🎙️ Posłuchaj #379 odcinka Greg Albrecht Podcast: Rzucił pracę by zwiedzić cały świat. Odwiedził 197/197 krajów! | Kamil Kostrzewa #379

Partnerzy Greg Albrecht Podcast:

👉 Albrecht&Partners – zespół z ponad 20-letnim praktycznym doświadczeniem w strategii, przywództwie i coachingu. Skorzystaj z bezpłatnej konsultacji.

Zostań partnerem podcastu!

Wspierając naszych partnerów, wspierasz rozwój podcastu!

Transkrypcja:

(Transkrypcja jest generowana automatycznie, może zawierać drobne błędy)

Kamil Kostrzewa: Masz bardzo fajną pensję, masz samochód służbowy, masz jakiś status, tylko zdajesz sobie sprawę, że to życie nie ma sensu. Stwierdziłem, że ja już tego nie wytrzymam.

Greg Albrecht: W Dzień dobry, TVN opowiadam, że już konto prawie dojechało do zera i przez dwa lata spaliłeś prawie całe oszczędności, a sobie siedzisz na relaksie i mówisz: nie będę już nigdzie nigdy aplikował.

Kamil Kostrzewa: W środku kraju pojawia się ktoś, no i mówi: no, stary, nie masz pieczątki, idziesz do więzienia, tak? Ustawianie barykad z kamieni, gaz łzawiący, dynamit. Ludzie zaczęli się po prostu rzucać, tak? Kamieniami. Odpłynęliśmy taką drewnianą łodzią tam, że moja dziewczyna chciała zgłosić moje zaginięcie, bo tam nie było kontaktu przez dwa dni.

Greg Albrecht: Jak wyglądały te dwa lata, kiedy nie pracujesz, nie zarabiasz i jesteś w podróży?

Dziś w Greg Albrecht Podcast. Człowiek, który rzucił świetną pracę w korporacji, aby zdobyć wszystkie kraje świata. I jak jedna z około 600 osób na świecie zwiedził wszystkie kraje na świecie. Dla porównania, na Mount Everest stanęło aż 10 tysięcy osób. Jest tu dziś z nami Kamil Kostrzewa. Porozmawiamy o tematach związanych z podróżami, z zostawieniem pracy i pytaniem, co dalej. Cześć, Kamil.

Kamil Kostrzewa: Cześć Greg. Wielkie dzięki za zaproszenie. Już rozmawialiśmy na ten temat kiedyś. Pamiętam, jak powiedziałeś, że mnie zaprosisz, jak odwiedzę te wszystkie kraje. No i ten moment nastąpił, więc jestem podekscytowany.

Greg Albrecht: No ja też. Wielkie gratulacje. Właśnie wróciłeś z Gwinei Równikowej. Miejsca, którego pewnie, jakby zapytać na ulicy, to ludzie nawet nie wiedzą, gdzie to jest. Powiem Ci, że to, co mnie bardzo intryguje, jak wiele rzeczy, a znamy się 25 lat, więc trochę wiem o Twoich podróżach, a nadal wiele rzeczy jest dla mnie nieodkrytych, to jest: pracowałeś sobie na etacie, zarabiałeś dobre pieniądze, miałeś status, splendor, sławę, przyzwyczajenie do niesamowitych emocji, któregoś dnia mówisz: „Nie, no, od tej pory to już zajmę się podróżowaniem.”

Kamil Kostrzewa: Powiedz tak, to jest prawda, pracowałem dużo, dzisiaj z perspektywy czasu wydaje mi się, że wręcz za dużo. Jeżeli w ogóle chodzi o moje życie zawodowe, to ja zacząłem bardzo wcześnie, bo ja poszedłem na studia zaoczne. Miałem 19 lat i poszedłem do pierwszej organizacji, więc łączyłem te studia z pracą. Początkowo to była mała firma, ale też szybko jakby się zacząłem piąć po szczeblach kariery, trafiłem do korporacji. W pewnym momencie pracowałem w ogóle w Poznaniu. I to nie jest tak jak teraz, że jest praca zdalna, tylko ja pracowałem w Poznaniu, mieszkałem w Warszawie, studia miałem w Warszawie, więc miałem czasami ciągiem pięć dni pracy, dwa dni studiów i później pięć dni pracy w innym mieście.

Śmieszne było to, że mieszkałem wtedy na Powiślu, a do pracy miałem 300 kilometrów i to nie było tak jak teraz, telekole, więc było to wyczerpujące. Więc ja uważam, że z punktu widzenia mojej kariery zawodowej, że ona była fajna, dużo mi to dało, te firmy mnie rozwijały, natomiast z perspektywy czasu jestem w stanie powiedzieć, że ja byłem pracoholikiem. Że to było wieczny pogoń za stanowiskami, za prestiżem. Zmieniałem te firmy, odzywały się do mnie kolejne. W międzyczasie ta pasja do podróżowania była, bo tak jak sobie mogę przypomnieć, to mniej więcej 18 lat temu powstał ten cel odwiedzenia wszystkich krajów.

W ogóle jak wrócę do tych dawnych czasów, to pierwszy taki wyjazd to była Tajlandia, backpacking, wolność, jedzie sobie młody człowiek jeszcze wtedy z przewodnikiem Lonely Planet, z mapą wydrukowaną, nie było Google Maps, nie było takich zawawek, jakie mamy teraz. No i to był taki wyjazd, że się tym zaraziłem. Później, bo też sobie robiłem taki rachunek sumienia, co się tak naprawdę wydarzyło. I myślę, że sytuacja w ogóle gospodarcza w Polsce sprawiła, że ludzie zaczęli wyjeżdżać, tak?

Rok 2004 weszliśmy do Unii, w tym samym roku pojawiły się tanie linie, więc ja te swoje pierwsze wyjazdy, owszem ja pracowałem tam w jakiejś firmie, no ale ta moja pensja, no ona należała do takich powiedzmy sobie entry level, więc to było takie maniakalne szukanie biletów w tych Ryanairach, Wizerach po 100 zł, po 50, no i dla taniej próba wykorzystania tego urlopu, który był początkowo 20 dni w korporacji, później 26. i wszystkie te święta narodowe, więc tak naprawdę ten rok, ja pamiętam, że zaczynałem od tego, że patrzyłem jaki jest kalendarz, jak się układa majówka, ile jest tych dni wolnych, co z tym można zrobić. Później się pojawiały te oferty i po kolei, po kolei te kraje.

No i to podróżowanie ze mną trwało, tylko z punktu widzenia mojej pracy też awansowałem, zmieniały się te stanowiska, piołem się po szczeblach kariery. Dalej wyjeżdżałem, tylko zacząłem zauważać, że coraz mniej ja jestem obecny na tych podróżach. To były zawsze podróże z komputerem. Ja pamiętam do tej pory chyba dwa kraje, gdzie ja nie wziąłem ze sobą laptopa. Jednym z nich był Iran. Ja byłem związany z branżą alkoholową, więc miałem na tym laptopie materiały związane z alkoholami, a w Iranie alkohol jest nielegalny. Więc się bałem, że jak ktoś to tworzy, to będą miały problemy na granicy.

A drugi to była Korea Północna, więc też stwierdziłem, im mniej mam przy sobie, to tym lepiej, ale były takie punkty zwrotne i był taki moment, że stwierdziłem, że to jest chore i to był video call o trzeciej w nocy z Galapagos, gdzie ja siedziałem na laptopie, mój szef z jednej z filmów, w którym pracowałem powiedział, że to jest absolutny must. no i ja sobie zdałem sprawę, co to w ogóle jest i zacząłem obserwować to się zdarzało często a im więcej się jest w tej korporacji, im wyższe jest stanowisko pojawia się ogromna presja, ma się coraz więcej do czynienia z toksycznymi ludźmi, którzy tak naprawdę no różne mają intencje i to się przynosi się tą pracę do domu, no i jesteś trochę w złotej kratce, masz bardzo fajną pensję, masz samochód służbowy Masz jakiś status, dzwonią do ciebie ludzie, kojarzą cię zdaną firmą, tylko zdajesz sobie sprawę, że to życie nie ma sensu.

I w moim życiu to po prostu już zaszło za daleko, że stwierdziłem, że ja już tego nie wytrzymam, to już było za dużo. No i w tym momencie zastanawiałem się, co dalej zrobić i stwierdziłem, że to jest dla mnie droga i ta pasja jakby do podróżowania. Pomyślałem, muszę sobie zrobić przerwę, odpocząć od tego wszystkiego, zobaczyć jak to będzie. Na początku nie było łatwo. Jesteś łączony z jakimiś tam stanowiskami. Natomiast z punktu widzenia czasu, po tej dość długiej podróży, braku pracy, myślę, że ta przerwa mi zrobiła niesamowicie pozytywnie wpłynęła w ogóle na mnie jako na osobę.

Greg Albrecht: Bo ty już nie pracujesz ponad dwa lata. Ponad

Kamil Kostrzewa: dwa lata, dokładnie.

Greg Albrecht: Niesamowite. Ponad dwa lata nie pracujesz, konsumujesz swoje oszczędności. Tak, jak

Kamil Kostrzewa: znam ludzi, którzy zarabiają dużo i

Greg Albrecht: nadal się martwią o to, czy im starczy i kiedy oni mogliby pojechać na urlop. Jaka jest magia tego, że ty siedzisz tutaj ze spokojem, a widziałem, jak w Dzień Dobry TVN opowiadałeś, że już konto prawie dojechało do zera i przez dwa lata spaliłeś prawie całe oszczędności, a sobie siedzisz na relaksie i mówisz

Kamil Kostrzewa: Nie będę już nigdzie, nigdy aplikował.

Greg Albrecht: Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners, mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu i executive coaching.

Kamil Kostrzewa: Wiesz co, jak to jest, że siedzę ze spokojem? Po prostu zmieniły mi się w życiu priorytety. Pamiętam do tej pory, poznałem kiedyś, to chyba było w Salwadorze, takiego gościa, który powiedział mi: wiesz co, Kamil, bo on podróżował już chyba pięć lat, ja miałem firmę, miałem dom, ja to wszystko sprzedałem, bo tak naprawdę zdałem sobie sprawę z tego, że wszystko, co mamy, nasze mieszkania, nasze domy, samochody, ubrania, to my jesteśmy niewolnikami tych rzeczy, tak? Masz dom, no to musisz spłacać ten kredyt, trzeba go ubezpieczyć, martwisz się, czy ktoś cię nie włamie. Z samochodem to samo, tak? Trzeba to samo robić. Ja to wszystko sprzedałem i jestem teraz szczęśliwy.

Powiem szczerze, to było dla mnie jakoś super odkrywcze, ale jak się nad tym zastanowisz, to naprawdę tak to działa, tak?

Myślę, że też fakt, że no akurat nie mam dzieci, też pozwolił, pozwolił, że jednak wiem, że odpowiadam sam za siebie i to nie jest tak, że mam do wyżywienia rodzinę, to pomogło, ale dało mi to takiego kopa i już dość szybko, jak zacząłem podróżować, zobaczyłem, co jest tak naprawdę dla mnie ważne, że nie ten status, nie ta służbowa fura za kilkaset tysięcy i stanowisko, jakieś tam podróże służbowe, spanie w drogich hotelach, tylko że się świetnie czuję, siedząc w hostelu i pijąc sobie herbatkę i rozmawiając z podróżnikami albo chodząc do jakiejś wioski, siedząc jak w ten sposób w samochodzie, w którym na przednim siedzeniu oprócz mnie siedzi jeszcze jedna osoba, bo tak się podróżuje w Afryce i że ja wtedy czuję, że żyję i że ja więcej nie potrzebuję, tak?

Więc zupełnie sobie to zmieniłem w głowie. Też to powiedziałem w TVN-ie, że mam na sobie t-shirt za 20 zł. Kupiłem wtedy dwa. Jeden do TVN-u, drugi do ciebie, więc to jest drugi z nich. I to jest kwestia wyboru, na co wydajesz te pieniądze. Ja nie chodzę w tym momencie do restauracji. Pójdę sobie na kebapa, bo zjem w przysłowiowej żabce hot-doga. I nie muszę tego mieć. Ale jednak żyłem tym, kurde,

Greg Albrecht: Wyjadę gdzieś za chwilę, po prostu będzie fajnie, nie? Niesamowite. A abstrahując od tych aparycji wszystkich, tego luksusu, tych finansów, tego statusu w korporacji – też pracowałeś kilkanaście lat, więcej, ponad 20 lat, na zbudowanie jakiegoś warsztatu intelektualnego, kompetencji, i teraz odkładasz to na półkę. I myślę sobie: rety, ktoś zainwestował dwadzieścia parę lat życia w zbudowanie niesamowitych kompetencji. A też wiem poza konkursem, że jesteś wybitny w tym, co robisz, w tym obszarze, ze względu na połączenie twojego IQ, modelu działania i takiej uważności na detale, więc masz świetne umiejętności i teraz one sobie leżą, są przykryte kurzem. Nie masz takiego poczucia straty, że już – pal sześć – ten kontekst środowiska, które ci nie odpowiadało, ale coś warto by było zrobić z tym wszystkim, w co zainwestowałeś dwadzieście parę lat życia? To nie wszystko do śmietnika.

Kamil Kostrzewa: Znaczy powiem tak, z jednej strony ja już wykorzystywałem te umiejętności w tych podróżach, bo jak ktoś chce odwiedzić wszystkie kraje, to nie jest to takie proste. Więc tu już wchodzi zarządzanie projektami, kwestia logistyki, odpowiedniego planowania. Są obszary na świecie, zwłaszcza na oceanie, na przykład taka jest, że trzeba mieć to zaplanowane na długo wcześniej. W Excelu, loty, w jaki sposób, w jaki kalendarz, gdzie wziąć wizę, tak? Ja też z dronami podróżowałem, więc kwestia organizacji tego, gdzie to jest w ogóle możliwe. Umiejętności negocjacji, no kto nie negocjował w Afryce, ten nie wie, co to negocjacje, więc to jest za każdym razem.

Ale też te umiejętności personalne, no wiadomo, skorumpowana policja, też trzeba z tymi ludźmi rozmawiać w taki sposób, żeby zminimalizować karę, która czeka, że czasami niestety coś trzeba zapłacić za nic, że nie wiem, nie ma się jakiegoś pieczątki, dokumentu. A karą może być to, że oni mogą cię zamknąć, więc to też umiejętność na odpowiednim poziomie rozmowy z takim człowiekiem.

Greg Albrecht: A jaką miałeś taką właśnie sytuację, gdzie wykorzystałeś te umiejętności negocjacyjne i obróciłeś bardzo trudną sytuację w coś zabawnego czy łagodnego?

Kamil Kostrzewa: Znakomicie… Znaczy to często, to też często na granicach w Afryce oni oczekują jakichś pieniędzy, więc też sposób, w jaki się z nimi rozmawia. I to jest, myślę, takie wywieranie wpływu, ale też podnoszenie ego. Świetnym sposobem na Afrykę, jeżeli słuchajcie, będziecie jechali przez trudną granicę, to jest mówienie o piłce nożnej. To jest dla nich w Afryce super ważny temat. Oni wszyscy by chcieli grać, więc mówienie o tym, że się z Polski, że Robert Lewand… Ja nie jestem w ogóle fanem piłki nożnej, ale zawsze: polska, Lewandowski, Szczęsny pali fajki – to tych ludzi zmiękcza, tak? I już od razu jest zupełnie inne podejście do niego.

Drugi temat: mówienie, że w kraju są piękne kobiety, to też każdego łechce, to ich jakby imidż i jest to też super fajne. Ale pamiętam taką sytuację z Sierra Leone, gdzie zostałem zatrzymany przez policję w środku kraju, tak zwane immigration. No i tam jest znany taki trik, tak? Wjeżdżasz do kraju i nagle się okazuje, że pieczątki nie masz, tak? Że nie przypilnowałeś, nie wstawili ci tego. No, później nie stotni zowąd w środku kraju pojawia się ktoś inny, no i mówi: „No stary, nie masz pieczątki, idziesz do więzienia”, tak? No i wtedy rozmawiasz, jak ten temat załatwimy. No więc udało mi się w takiej sytuacji z opcji pod tytułem, że grożono mi aresztem, wynegocjować.

To się nie da bez pieniędzy, ale że to była jakaś drobna opłata. Też śmiesznie: gościu przyjechał z miasta, pieczątkę wjazdową do kraju wbił mi w środku kraju i byłem wolny, tak? To jest takich jakby na co dzień. Myślę, że jeszcze z tych umiejętności: języki obce, słuchajcie, tak? W firmie mi to zawsze, w życiu korporacyjnym mi to pomagało, ale też ja się od dawna uczyłem tych języków. Też jesteś po klasie, w której uczyłeś się języków obcych, więc w szkole angielski to ja się uczyłem samodzielnie, no ale był ten niemiecki, co prawda do podróży mało przydatny, rosyjski, później język hiszpański. To razem się chwilę uczyliśmy. Tak, razem chwilę, tak, razem chodziliśmy na lekcje.

Uczyłem się też francuskiego właśnie do Afryki i też są umiejętności. W firmie to ułatwia, jak jest międzynarodowe środowisko, nawet zwykłe kolokacje służbowe – jak się zna kilka języków, to się dużo łatwiej z tymi ludźmi kontakt nawiązuje, a w podróżach, no to jest nieuniknione, więc to na pewno wykorzystałem. Ale rozmawiamy też o tym, co dalej, tak? Bo owszem, podróżowałem, odwiedziłem te wszystkie kraje, natomiast ja nie zamierzam swojej umiejętności schować na półkę i chcę się dalej rozwijać, tylko że w innej branży.

Więc postanowiłem, że chcę otworzyć firmę i robić samodzielnie wyjazdy, po prostu zarażać ludzi swoją pasją, robić takie eskapady w rejony świata, które nie są skomercjalizowane, które są mniej dostępne, ale jednocześnie piękne, z ciekawymi rzeczami do zobaczenia, tam gdzie są fajne kultury, gdzie wierzę, że tym ludziom się spodoba, a tym samym, że zarażą się moją pasją. Bo postanowiłem, że chcę robić coś, w czym jestem dobry, czyli podróżować. Wiem, że te umiejętności z korporacji wszechstronne, bo ja się jej zajmowałem i sprzedażą, finansami, marketingiem, więc to były umiejętności wszechstronne, pomogą mi w prowadzeniu biznesu.

Ale łączyć to ze swoją pasją, którą są podróże, czyli mam takie poczucie, że będę robił teraz w życiu to, co tak naprawdę kocham, tak? A tak jak się mówi, jeżeli będziesz robił to, co kochasz, to pieniądze przyjdą, więc

Greg Albrecht: Nie przepracujesz ani jednego dnia, mówi się. Wydaje

Kamil Kostrzewa: mi się, że to nie jest aż takie proste, ale na pewno jest to fajniejsze niż chodzenie na spotkanie zarządu i słuchanie strzałów z każdej strony, że nie ma sprzedaży i wiesz, wyciskanie wody z kamienia, co ty z tym zrobisz, nie? A czasami tych pomysłów nie ma, no i jest szycie po prostu głupie, tak? No, teraz my możemy szczerze o tym rozmawiać.

Greg Albrecht: Wiesz, to my byliśmy raz za granicą, tylko raz, i to było 25 lat temu w Białorusi. Pamiętam ten wyjazd. No więc dokąd byś mnie zabrał? Dokąd? Podaj pięć krajów nieoczywistych, które uważasz, że byłyby na takiej pierwszej liście, jak będziesz sobie robił plan biznesowy, gadał z ludźmi, napiszesz do mnie: ja chcę z tobą gdzieś pojechać, to jest pewne. No to jakie jest top pięć krajów, które są nieoczywiste, a które myślę, żebyś zorganizował tam te eskapady.

Kamil Kostrzewa: Nie zabrałbym Cię do tej serii Leona i Gwinelli. Uważam, że tym najcięższym regionem świata do podróżowania jest tak naprawdę Afryka Zachodnia. Ale takie kraje, które są zdecydowanie w moim topie, nawet z tych, co niedawno odwiedziłem, to jest Wenezuela. Byłem tam niedawno 3,5 tygodnia. Poznałem cudownych ludzi. Nie ma w ogóle turystów, 15 osób chyba spotkałem, którzy byli obcokrajowcami, więc to, co się widzi, słyszy w mediach na ten temat, to te informacje albo są przeterminowane, albo one są nie do końca zgodne z prawdą.

Życzliwi ludzie, super fajne miejsca, wodospad Salto Angel, najwyższy na świecie, Los Roques, to są plaże po prostu jak na Malediwach, tylko w Malediwach jest klimat muzułmański, tam oni są, ci ludzie, o innym nastawieniu, a to jest w Wenezueli, tam są imprezy, tam są ludzie otwarci, klimat taki karaibski. Nawet ta wyspa Margarita, do której kiedyś organizowane były loty czarterowe, teraz jest pusta. Góry, Merida, najwyżej położona kolejka górska na świecie. Też są plemiona. Myślę, że to jest super ciekawa destynacja, totalnie poza takim utartym szlakiem. Idąc w inną część świata, moim takim jednym z faworytów jest Namibia. Tutaj można na takie trochę self-drive safari pojechać.

Powiem, że to jest kraj, w którym ja sobie trochę odczarowałem kemping. Ja nie zawsze lubiłem, już wolałem spać na jakiejś macie, ale w postelu pod dachem, ale nigdy w namiocie. Tutaj Namibia daje możliwość właśnie takiego kampowania na dachu samochodu, podziwiania parków narodowych, wydmy i one z najpiękniejszych na świecie. Przy tym, jak na Afrykę, to w Namibii jest całkiem niezła kuchnia. Też, jeżeli się jedzie na takie safari, dostaje się lodówkę do samochodu i można sobie kupować i gotować. Co miło, tego, że ja nie jestem jakimś mistrzem gotowania, to wspominam, poznaliśmy ludzi, którzy umieli i jakoś połączyliśmy siły.

Więc ta Namibia wysoko jest na mojej liście, jest to też kraj bardzo bezpieczny, jeden z najbezpieczniejszych w Afryce i jeden z najmniej zaludnionych, więc jest dużo takiego fajnego road tripa przez pustynię. Więc szczerze, jeżeli ktoś się zastanawia, to polecam.

Greg Albrecht: Czy mamy Wenezuelę i Namibię? To może trzeci jeszcze.

Kamil Kostrzewa: Tak, trzeci z takich ciekawych i nieodkrytych to dla mnie Pakistan. Tutaj mówimy o innym kawałku świata w Azji. Kraj, który też nie jest, jest poza radarem, natomiast słynie z gór – tam jest Karakorum, Karakorum Highway, są lodowce. Można zobaczyć Nanga Parbat z samolotu, można się przejechać Karakorum Highway na granicę z Chinami, można pójść na fajny trekking. I przy tym spotkałem się tam z niesamowitą gościnością, z przyjaznymi ludźmi, z kuchnią – może tam jest trochę gorzej, tu akurat nie będę rekomendował, ale nigdy nie zapomnę, jak jechaliśmy w Lahore z moją dziewczyną. Zamówiliśmy taksówkę, taką na aplikację.

Przyjechał gościu, zabrał nas do hotelu, jeszcze po drodze nam kupił Lassi – to jest taki napój – i w ogóle nie chciał pieniędzy za tę podwózkę. Czasami myślisz: tak, on nie chce, ale niby chce. Dałem mu na fotel, mu rzuciłem, on odrzucił te pieniądze: nie, nie, nie, jesteście gośćmi. I też to jest kraj, gdzie masz szansę poczuć się wyjątkowo – aż czasami może już tutaj czułem, że była lekka przesada, bo byliśmy w meczecie w Lahore, tam jest takie znane miejsce. Jeszcze to była niedziela, ci ludzie przychodzą, robią sobie zdjęcia. No i byłem ja i moja dziewczyna i o selfie ktoś poprosił, tak? No to mówię: no okej, selfie, nie, z tymi lokalnymi ludźmi.

Nagle, słuchaj, 70 osób za nami szło, nie, że zaczęliśmy uciekać, że to było za dużo tego. Więc to jest taka historia pokazująca, jak bardzo, no, wywołujesz zdziwienie w ogóle, będąc tam, tak? Więc otwiera to umysł na pewno.

Greg Albrecht: No to mamy, czyli mamy Wenezuelę, Namibię, Pakistan. Mówimy o Pakistanie. To, co często komunikujesz, tak jak my rozmawiamy sobie prywatnie, ale też na swoim profilu na Instagramie, to mówisz: ryzyko podróżowania jest zdecydowanie przesadzone i te kraje, które są oznaczane jako bardzo niebezpieczne, postrzegasz zupełnie inaczej. Myślę, że lęk jest jednym z takich elementów, które hamują ludzi przed podróżowaniem poza utarte ścieżki, poza, wiesz, all inclusive, poza wyjazd, no bo co, a jak, a jak do szpitala, a jak ktoś mnie okradnie, jak ktoś mi zrobi krzywdę. Jak sobie z tym radzić, jak ty na to patrzysz? W

Kamil Kostrzewa: ogóle z punktu widzenia lęku, bo ja powiem szczerze, że ja też przeszedłem drogę i kiedyś ulegałem też tym informacjom medialnym, natomiast to jest zawsze jakiś tam współczynnik prawdopodobieństwa, bo z takich ciekawostek, wiesz, na te wszystkie moje podróże, to ja wspominam trzy sytuacje niebezpieczne, też możemy o nich porozmawiać, ale raz mi coś ukradziono i to skradziono mi telefon na Sycylii we Włoszech, a nie w Afganistanie, Syrii czy Iranie i paradoksalnie w tych krajach uznawanych za niebezpieczne nigdy mi się nic nie stało. Natomiast jak już jesteś podróżnikiem, to po jakimś czasie ten lęk przed niebezpieczeństwem, to jego nie ma.

Ty się bardziej boisz, że coś się z logistyką wywali, że gdzieś nie wjedziesz po prostu, tak? Zatrzymają cię na granicy. Też na przykład, no wiesz, ja się teraz przedstawiam z imienia i nazwiska, ale ja ukrywałem swoją tożsamość z racji tego, że są przypadki, że osoby, które no są, ja tam nigdy nie byłem jakoś bardzo medialny, ale powiedzmy ten mój profil gdzieś tam się rozprzestrzenił. Nie zawsze mówiłem pozytywnie na temat różnych rządów, reżimów. No i też miałem taką obawę, a co będzie, jak mnie nie wpuszczą, tak? Gdzieś nie dostaniesz wizy, jest to elementem dłuższego wyjazdu. I ta cała podróż ulega zwojnowaniu, tak? Więc to jest coś, czego się boi podróżnik.

Natomiast z punktu widzenia krajów, jeżeli ktoś się boi, ja mam zawsze zasadę, że pytam się podróżników o zdanie i ludzi, i lokalnych. Bo oni też, lokalni ludzie wiedzą, że żyją w nie najbezpieczniejszym kraju, więc oni ci zawsze powiedzą prawdę na temat bezpieczeństwa. Czy jakiegoś kraju, w którym są strefy niebezpieczne, no to się pytaj tych lokalnych, on ci sam powie.

Więc najważniejszym takim dla mnie spostrzeżeniem jest to z tego podróżowania, że świat jest jednak pełny ludzi dobrych i jest ich o wiele więcej niż tych, którzy Tobie zrobią krzywdę, a też im bardziej niepopularna jest ta destynacja, tym ci ludzie Ci bardziej pomogą, bo oni są bardzo zadowoleni, że Ty przyjechałeś i dbają o to, żeby sobie nic się nie stało. A jeżeli już coś się dzieje, też mogę za chwilę podać przykład, to ta pomoc przyjdzie bardzo szybko, tak? I tu podam przykład, jak robiłem taką trochę szaloną podróż dosyć niedawno do Republiki Środkowoafrykańskiej i płynęliśmy taką drewnianą łodzią tam, że moja dziewczyna chciała zgłosić moje zaginięcie, bo tam nie było dwa dni kontaktu. No ja

Greg Albrecht: pamiętam, bo myśmy do niej pisali. Myśmy do niej pisali: czy ty żyjesz, no bo zacząłeś w kontakcie i nagle zniknąłeś z radaru na chyba dwa dni.

Kamil Kostrzewa: Zniknąłem i tam pamiętam dwa razy. Jedzie się motocyklem, była taka pora, że padało dość sporo, czasami ta woda jest po kolana, więc jedziesz na motocyklu jako pasażer i masz wody po kolana, no i jedziesz przez dżunglę, tam jest park narodowy Zanga-Sanga, pełen słoni i goryli, i są dzikie zwierzęta, to nawet się nie boisz, że ktoś cię napadnie, tylko że wyjdzie goryl z tego lasu i coś ci zrobi albo słoń, i jest realne ryzyko. I zepsuł nam się motocykl, a jechaliśmy rano, gdzie rano, no, to się zdarza częściej. Zepsuł się, tak, w ogóle, gdzieś tam na tym moim profilu są w ogóle, jest jakiś film nagrany. No i się zatrzymujemy, gościu mi pokazuje: patrz, tu są ślady słonia, tu słoń pił wodę z tej kałuży.

No i czekamy, ja tak myślę, co tutaj będzie, nasłuchuję. No nie wiem, tam pół godziny, czy godzinę później, pierwszy motocykl przyjeżdża i od razu ludzie: co się stało? Wiesz, ten gościu, z którym jechałem, zorientował się, że on tego nie naprawi. Odstawił ten motocykl po prostu i siedliśmy, w czwórkę jechaliśmy. On, że był takim gościem, wiesz, większym, to stwierdził, że prowadzi, bo tam było młodszych dwóch chłopaków i w czwórkę jechaliśmy po

Greg Albrecht: pomocnym

Kamil Kostrzewa: motocyklem. Tak. No tam jest film nagrany, także tak to było. I ludzie pomagają, tak, czy jest drzewo zwalone, nie można przejechać. Wszyscy się zatrzymują, biorą te maczety i rąbią, tak, czy nie wiem, w wiosce jakiejś jesteś, no to ja też się nie bałem, nie wiem, pójść wieczorem nawet do baru z tymi lokalnymi ludźmi. Zawsze miałem zasadę, biorę jakiegoś lokalnego, najlepiej co pracuję w jakimś miejscu, gdzie śpię, no i zabieram go ze sobą, tak? Kupię mu piwo czy dwa, ale on jest ze mną. Myślę sobie tak, będzie gnój, no to jestem bezpieczny, tak? I nigdy, słuchaj, i to się zawsze sprawdza i ci ludzie też są wdzięczni, bo oni czują, że ktoś z nimi wyszedł, że ty z nimi rozmawiasz, czy jak znasz ten język, ten mój francuski jest łamany, ale no widziałem, że to bardzo przełamuje te bariery. I też, no to był experience dla mnie, ale też dla nich, że jest ktoś, kto w ogóle przyszedł na imprezę gdzieś tam w środku niczego i się bawi z nimi.

Greg Albrecht: A sytuacje niebezpieczne. Wspomniałeś o tym, że rozglądałeś się, czy słoń ci zaraz nie wyjdzie z dżungli i nie urwie głowy. O tym, że ci ukradli, nauczyli telefon. Co się wydarzyło?

Kamil Kostrzewa: Miałem niebezpieczną sytuację, trochę na własne życzenie, bo to było w Boliwii. 2019, kiedy prezydent, który się nazywał Morales, sfałszował wybory prezydenckie. Były wybory prezydenckie, nagle jakaś była awaria prądu i się okazało, że te wyniki w ogóle są od czapy. Ludzie wyszli na ulicę i były no demonstracje. I to takie krwawe demonstracje. Ja miałem wtedy bilet do tej Boliwii z Peru, do La Paz. Powiem szczerze, nie wiem, zignorowałem to. Polecieliśmy do tego, do tego La Paz. W ciągu dnia wszystko niby było okej. Natomiast w nocy tam się zaczęła demonstracja i to ja jeszcze nieszczęśliwie spałem w hotelu przed Pałacem Prezydenckim i nagle tam się zaczęła rozruba.

Po prostu ustawienie barykad z kamieni, gaz łzawiący, dynamit. Ludzie się zaczęli po prostu rzucać tak kamieniami. Obsługa spanikowana w tym hotelu. Pamiętam, że chodzili, rozdawali takie szmatki nasączone mlekiem, bo to neutralizuje ten gaz łzawiący, ale jak już widzę, że obsługa jest spanikowana, to znaczy, że jest naprawdę źle. No i wszędzie wiadomo, w newsach, informacje, a w jakimś tam mieście zginęli ludzie. Co to się szczęśliwie stało? Pamiętam jeszcze Tomek Surdel, którego poznałem w Haiti, on tam kiedyś był korespondentem z Ameryki Południowej, napisał mi wiadomość, żeby uciekać stamtąd jak najszybciej, bo utkniemy.

Rano, nad ranem nie dało się spać w takich warunkach, no ale przyszła wielka burza i rozpędziła tych demonstrantów, że oni gdzieś tam, nie wiem, poszli, przestali protestować. Pojawiła się jakaś taksówka, no i pierwszą tą taksówką na lotnisko. Od razu pamiętam jakieś barykady jeszcze na tej drodze, jakieś podpalane opony, no i na lotnisko. Od razu wiedzieli, na czym polega problem, za darmo przebukowali bilety i to był moment, kiedy się naprawdę bałem, ale zrobiłem to na własne, niestety, życzenie, bo powinienem wtedy zrezygnować. I teraz jeżeli wiedziałbym, że jest tego typu problem, to nie podjąłbym się takiej podróży.

Więc to ryzyko, moim zdaniem, jeżeli ktoś ma dobry research, to podróżowania wcale nie jest duże. I te kraje, to jeszcze możemy o tym porozmawiać, kraje uznawane za niebezpieczne. Wymieńmy sobie, nie wiem, Libia, Syria, Afganistan, Iran. Powiem szczerze, ja mam same dobre wspomnienia z tych krajów, oczywiście trzeba to mądrze zrobić, nie jechać na przysłowiowy przypał. No dobrze jest mieć kogoś na miejscu, jak ktoś nie chce samemu. Ale ponieważ tam nie ma tej turystyki, oni mają swoje problemy, ci ludzie bardzo walczą z imidżem właśnie tego kraju, w którym jest źle. Więc jak ty jesteś, to oni bardzo dbają o to, żeby to zmienić. Czyli starają się sprawić, żebyś ty czuł, że jest kompletnie inaczej.

I może tam jest bieda, że to nie są łatwe kraje, Syria jest zniszczona wojną, to poziom jakby no serca, które widzisz u tych ludzi, uśmiechu na ich twarzach, że nawet są jacyś żołnierze, że normalnie w Afryce Zachodniej to uciekać od tych checkpointów, bo tam problem, tak? Im więcej checkpointów, to więcej trzeba dealować z takim, wiesz, no.

Greg Albrecht: koniecznością.

Kamil Kostrzewa: Tak, z chorobą. To tam to jest uścisk w dłoni i oni są szczęśliwi, że przyjechałeś. W Libii byłem w tym roku, tak. No to samo. No można się naczytać na głowę w gazetach. Świetne jedzenie, tanio na miejscu, niesamowicie przyjaźni, ciekawi ludzie, świetna kuchnia. To było jedno z lepszych miejsc, w których byłem.

Greg Albrecht: Niesamowite. Jak opowiedziałeś wcześniej o tej swojej podróży takiej wewnętrznej, czyli ambitny gość, wjazd na maksa, pięcie się po szczeblach kariery, zarządzanie biznesem na kilku rynkach, splendor i sława i jakoś zaczęło Cię to wypalać. Wiesz, i któregoś dnia był ten punkt zwrotny, który spowodował, że mu powiedziałeś: dobra, no nie wracam, nie wracam. Co w tej ścieżce i w tych ostatnich dwóch latach, kiedy już nie pracowałeś, to miałeś momenty: hmm, może jednak wrócę? Jak wyglądały te dwa lata, kiedy nie pracujesz, nie zarabiasz i jesteś w podróży?

Kamil Kostrzewa: Więc ja nie ukrywam, że ja myślałem, że ja wrócę na początku, tak? Pomyślałem: a kurczę, na pół roku gdzieś wyjadę i jakoś to będzie, tak? Później się tak wciągnąłem, to jeszcze pół roku, tak? Z tego zrobi się rok, ale ja próbowałem wrócić na rynek pracy i powiem ci, że rozmowy, które ja miałem, utwierdziły mnie w przekonaniu, jak bardzo ja tam nie pasuję, że to nie jestem w ogóle ja. Idziesz na te rozmowy, no i zaczynają ci wracać wszystkie te myśli o tych spotkaniach, które trwały godzinami, nie miały sensu, spotkania, które mogły być mailem, tak? Ta presja też czasami nieuzasadniona, poziom jakby też biurokracji, że to miał świadomie, o co to nie jest moje miejsce. Więc miałem taki punkt przyumowy, nie, to już jest jakby koniec, ale też pamiętam, że my mieliśmy jedno spotkanie.

Greg Albrecht: A tak, byłeś gościem na spotkaniu Sedno tego mojego klubu dla przedsiębiorców.

Kamil Kostrzewa: Tak, to prawda. I pamiętam, że się do mnie odezwałeś i powiedziałeś: kurczę, Kamil, słuchaj, bo ja mam tutaj takich gości, a może ty mi opowiesz o tym podróżowaniu. I powiem ci, jednak, kto w ogóle tego chce słuchać, nie? Że ja sobie trochę nawet nie zdawałem sprawy i poszedłem na to spotkanie i dla mnie to było też takie odkrywcze. Kurczę, to jest jednak ciekawe. Ludzie, że to, co robię, ma jakąś wartość i… Że

Greg Albrecht: robisz to nie tylko dla

Kamil Kostrzewa: siębie. Że nie robię to też nie tylko dla siebie, tak? Po jakimś czasie też, nie wiem, tego, nie chcę do tego korpo, no to mogę robić na social mediach, co chcę, tak, bo też ja miałem social media zawsze, natomiast miałem jakieś tam problemy przez to, bo nigdy nie zapomnę, tam byłem dyrektorem w jednej z korporacji i jest taka ładna strona GoWork, to wszyscy, co pracują w korporacjach i oglądają to na pewno znają. No i tam się pojawiło: „A ten nasz dyrektor gwiazda Instagrama”. Mówię: o nie, tak to nie będzie. No i od razu prywatne profile, uważanie na to, co się wrzuca. Więc myśląc, że jak się chce pracować, też nie można być sobą w tych social mediach, a w momencie, kiedy ja zacząłem publikować i nagle ludzie zaczęli to oglądać, tak myślę, że kurde, jakie to jest fajne, że dziejesz się swoją pasją. Ja nie robiłem nic inaczej, tylko zacząłem opowiadać o tym i to też było takie odkrycie i też daje to wiary trochę, że można robić coś innego. No dało mi to dużo energii, na pewno.

Greg Albrecht: Że po prostu możesz robić swoje i ludziom to daje wartość, że ich to cieszy. Tak,

Kamil Kostrzewa: że to daje to wartość, że płynie z tego też jakaś edukacja. Też dużo ludzi do mnie pisze, my sobie pomagamy nawzajem, tak? Także jak ktoś, nie wiem, chyba nie było do tej pory nikogo takiego, co się mnie o coś zapytał, związanego z podróżami. Jeżeli gdzieś przytoczyłem taką informację, to przepraszam, ale ja odpisywałem zawsze i też jest grupa ludzi, którzy na pewno to potwierdzą, że się wymieniamy informacjami na temat danych miejsc. Nie wiem, jak teraz, bo słuchajcie, jakby po tych publikacjach ja nie jestem w stanie na komentarze odpisywać. I też jestem trochę zdziwiony jakby tą popularnością, która się wytworzyła. Natomiast no super jest to, że mam wiarę, że jestem w stanie zrobić coś ze swoją pasją, no i żyć teraz też korzystając z tego, otwierając jakby firmę i robiąc te tripy do tych ciekawych miejsc.

Greg Albrecht: Super, czyli momentami rozważałeś, żeby wrócić, rozumiałeś, że nie?

Kamil Kostrzewa: Zrozumiałem, że nie, i jestem pewien, że nie.

Greg Albrecht: I nie masz tego lęku ekonomicznego?

Kamil Kostrzewa: Nie. Nie mam lęku ekonomicznego. Nie mam. Dlatego to, co mnie trochę ratuje — mam mieszkanie, tak? No i też z tyłu głowy zacząłem mieć pomysł: a po co mi mieszkanie, tak? Po co mi w ogóle ono było, jak ja przez ostatnie dwa lata to mnie 80% tu nie było? I po co mi jeszcze duże mieszkanie? Do czego mi to jest potrzebne? No więc też się noszę z myślami: sprzedam mieszkanie, kupię może coś mniejszego, może wynajmę na Airbnb, będę chciał być — no, to sobie posiedzę — a część pieniędzy włożę w firmę, tak? Że trochę przywartościowały mi się te dobra, że wolę zdecydowanie być niż mieć, tak? Że to jest dla mnie ważne. Że ten pieniądz przestał być dla mnie sensem samym w sobie. Wizja warszawskiego lansu, chodzenia po drogich restauracjach, zupełnie mnie nie bawi, tak?

Greg Albrecht: wolę wrócić do tych hosteli

Kamil Kostrzewa: i do Afryki i jechać tak, wiesz, w przepełnionym samochodzie.

Greg Albrecht: Mam do ciebie prośbę. Jeżeli podobają ci się rozmowy w tym kanale, to koniecznie zasubskrybuj ten podcast, bo pozwoli nam to lepiej rozwijać kanał i zapraszać.

Kamil Kostrzewa: więcej ciekawych

Greg Albrecht: gości. Myślę o takim aspekcie podróżowania. Trochę sobie opowiem, powiedz mi, czy to jest ten kierunek, że

Kamil Kostrzewa: można być samotnym czasem w trakcie takiej

Greg Albrecht: podróży. No bo oczywiście niektóre te podróże odbywałeś z kimś, ze względu na konkretne regiony i bezpieczeństwo, i towarzystwo, ale sporo czasu spędziłeś dosłownie sam i to w niezbyt przyjaznych miejscach, gdzie w zasadzie nie było do kogo gęby otworzyć za bardzo. I rozumiem, że te media społecznościowe, czyli ten kontakt wirtualny z ludźmi, mogły być dla ciebie takim wsparciem, że jednak nie czułeś się zupełnie sam, ale miałeś momenty, gdzie czułeś się sam. Jak to jest być, wiesz, samemu w środku dziwnego miejsca, bez otoczenia kogokolwiek?

Kamil Kostrzewa: Powiem w ten sposób. Ja zawsze wolałem jechać w jakimś tam teamie, czy z partnerką swoją, czy ze znajomymi, więc moim preferowanym typem podróży jest jednak podróż z drugą osobą, z grupą. Natomiast jeżeli się już było w tylu miejscach, nie jest to łatwe, żeby kogoś znaleźć do tego podróżowania. Przykładowo, na jedną z ostatnich podróży, nawet na dwie, ogłosiłem się na grupach dla podróżników, które mają po 100 tysięcy nawet członków, i to były na tyle odjechane kierunki dla ludzi, że nikt sensowny się nie zgłosił. A wizja dla mnie, że nie pojadę w ogóle, albo ja pojadę sam, no to jednak wolę pojechać sam. I nie było to proste na początku. Czułem się samotny. Natomiast są różne opcje, żeby sobie z tym radzić.

Jest couchsurfing na przykład, gdzie można spać u kogoś, też się z kimś spotkać na jakąś kolację. Poznaje się ludzi w podróżach. Ale też ten moment sam ze sobą zobaczyłem, że też mi jest potrzebny do czegoś, żeby sobie przemyśleć tematy. Więc moim preferowanym składem jest więcej osób. Natomiast zdarzały mi się te samotne podróże. Ostatnio zrobiłem inną rzecz, że na Instagramie zacząłem się ogłaszać i do dwóch wyjazdów przez Instagrama znalazłem wtedy kogoś, tak, i pojechaliśmy razem. Jeszcze jedną tylko rzecz dodam, że niestety, bo pojechać solo na przykład do Azji Południowo-Wschodniej, gdzie jest mnóstwo backpackersów, czy nie wiem, do Ameryki Południowej typu Brazylia, łatwo jest poznać ludzi.

Jeżeli ktoś jedzie na podróż solo, przykładowo po Afryce, do Central African Republic, albo odwiedza kraje na Pacyfiku, jakiejś tam, nie wiem, Wyspy Salomona, Marszala, Kiribati, jest ogromne prawdopodobieństwo, że nie spotka nikogo, tak? Bo tu mówimy o miejscach, do których jeździ rocznie czasami kilkaset do, nie wiem, tysiąca, dwóch tysięcy osób. Więc będą takie miejsca, że nie ma szansy nikogo poznać, tak? Więc to są te miejsca, gdzie tej samotności jest najwięcej. No i też są często lokalni ludzie. No ja mam też taką osobowość, że te kontakty dość łatwo nawiązuję.

Greg Albrecht: No tak. Zwiedziłeś 197 krajów, jak około 600 osób. Ciekawi mnie, dla wszystkich sceptyków, hejterów i innych osób, które na to patrzą: kto weryfikuje to, że te 600 osób tam było i jak? Co to znaczy zwiedziłeś? Czyli jak mam pieczątkę, ja na przykład kiedyś byłem w Addis Abebie na lotnisku, to czy to się liczy? Rozumiesz? Jakie są kryteria, które definiują to, że to twoje osiągnięcie jest rzeczywiste?

Kamil Kostrzewa: To jest tak, są dwie takie organizacje zrzeszające już tych bardzo zaawansowanych podróżników. Jedna się nazywa Nomadmania, a druga to jest Most Travel People. I obydwie te organizacje mają proces weryfikacji, w którym najczęściej jest jakaś próba do przedstawienia. Liczą się stemple, wizy z danego kraju. Czasami niektóre kraje nie wstawiają pieczątek. Więc tu mówimy już o tym, że trzeba przedstawić inne dowody. Mogą to być zdjęcia, mogą to być rezerwacje hotelowe, mogą to być czasami wyciągi z karty, że płaciłem za to.

Więc obydwie z tych organizacji mają coś takiego jak minimalna wizyta, która wymaga minimum najczęściej przekroczenia granicy, ale też jakiś experience, nie wiem, żeby poznać kogoś, zapłacić za coś, wypić kawę nawet, tak? Czyli odpowiadając na twoje pytanie, pobyt na lotnisku to jest tranzyt i on się do tego nie liczy, i też przyjechanie do danego kraju, tak zwane postawienie stopy i wrócenie, to też nie jest, bo niektórzy też w ten sposób robili. Jeżeli chodzi o moje podróże, to ja nie mam żadnego takiego przypadku, który byłby kontrowersyjny, bo te pobyty były na tyle.

Nie mówię, były kraje, gdzie byłem mniej czy dłużej, ale nigdy nie liczyłem żadnych transferów lotniskowych, czy wyjście, wejście jako to, że byłem w kraju. Też sporo mi to pytanie zadaje, to nie jest tak, że ja w każdym kraju byłem raz. Nie wiem, przykładowo we Włoszech byłem pewnie 20 razy, w Hiszpanii, w Stanach Zjednoczonych myślę, że 8, 3 razy byłem w Tajlandii, 2 razy w Australii, na Fidżi byłem 2 razy. Tak, no w europejskich krajach no to często wracałem do jakiejś Norwegii, Włoch, Grecji. Tak, Maroko byłem 3 razy. Więc to, to ja jeżdżę tak, żeby przeżyć i zdarza mi się, i też ostatnio podróżowałem na niskim budżecie, bo żyję z oszczędności, ale nigdy nie oszczędzam na atrakcjach, tak?

Jeżeli jest coś ciekawego do zobaczenia, do przeżycia, to ja będę spał w najtańszym noclegu, będę jadł sardynki i banany i też mi się zdarzało, ale nie odmówię sobie tego, żeby zobaczyć coś, nawet jeżeli to dużo kosztuje. Także ja nie jestem takim typem kogoś, kto zalicza, a wręcz sam moment, kiedy nie pracuję, dał mi też swobodę czasową, bo nie masz tego, że masz urlop i szef dzwoni i firma ci nie da więcej niż dwa tygodnie. Jeśli ci się podoba, zostajesz dłużej, nie? Więc ja ostatnio podróżowałem wolniej, tak? Zdecydowanie niż wcześniej. I też, jak nie masz kasy, no to mniej latasz, tylko więcej jedziesz lądem. Więc no też to wymaga dłuższego pobytu w danym kraju. Jak

Greg Albrecht: osiągnąłeś swój cel, to co poczułeś?

Kamil Kostrzewa: Powiem szczerze, jestem zadowolony, czuję satysfakcję, mówię, kurde, udało się wreszcie, no bo to było 18 lat, ale miałem takie, gadałem z kolegami, z którymi byłem na wyjeździe, dosłownie bardziej wcześniej, mówię, jak ty się czujesz, to już za chwilę, mówię, wiesz co, jeszcze bym kurde z 10 zobaczył, więc jest takie coś, taka wizja, że fajnie jest je zwiedzać, ale ja wiem, że to się nie skończy, że ja będę dalej jeździł, to już nie można przestać, bo jesteś do tego stopnia zarażony tą pasją, że nie da się tego przerwać, więc już za chwilę lecę do Maroka akurat z moją dziewczyną, żeby był ciepły, ale też tani bilet – 400 zł, ja dawno takiego taniego biletu nie kupiłem, no bo to podróże do Afryki są wyczerpujące finansowo i mam poczucie, że chcę jeździć tam, gdzie było fajnie, że jak już wiem, gdzie było niefajnie, a są takie miejsca, i wiem, gdzie było dobrze, no to będę jeździł do tych ciekawych miejsc i myślę, że ta Ameryka Południowa to jest takie trochę moje miejsce na ziemi i to

są kraje, gdzie chcę, no gdzie będę na pewno bardziej eksplorował.

Greg Albrecht: Ja pytam też o to z perspektywy mojego doświadczenia, jak zrealizowałem mój cel World Marathon Majors – przebiegnięcia tam tych sześciu maratonów w konkretnych miastach. To wiele osób mnie pytało, co teraz i jak się czuję, czy już mogę przestać biegać, czy to już jest koniec i jakby czy nie ma tego żalu, że nie ma kolejnego kroku w tej drodze. Nie, dla biegania można ich znaleźć więcej, ale tutaj już nie wynajdziesz nowego kraju.

Kamil Kostrzewa: Nie, nie, ale wiesz co, są ludzie. Uważam, że niektórzy podróżnicy już idą po ekstremum, że ludzie chcą wszystkie UNESCO na świecie zobaczyć, albo też są wręcz te kraje na regiony podzielone i to też można eksplorować jeszcze bardziej. No i powiem szczerze, że ja też mam. Dużo jest jeszcze miejsc na świecie, które ja chcę odwiedzić.

Greg Albrecht: Nie, podaj kilka, w których nie byłeś.

Kamil Kostrzewa: Kilka, w których nie byłem. No, na przykład w Ameryce Południowej. Są części Ekwadoru, gdzie nie byłem. Gdzie nie byłem w dżungli. Nie byłem na przykład na Antylach Holenderskich, bo to jest terytorium zamorskie Holandii. Nie wiem, Nowa Kaledonia. Na przykład tak, żebym chciał zobaczyć. Że to są też jakieś terytoria zamorskie. Ale na przykład Sahara Zachodnia. Ona nie jest oficjalnie na liście ONZ-u, ale też jest ciekawym miejscem. To jest takie terytorium sporne, tak? Na przykład Somaliland. On jest oficjalnie częścią Somalii, tak się znowu na mapie. De facto on działa trochę jak niezależny organizm. Nie wiem, myślę, że w Indiach jest dużo fajnych miejsc do zobaczenia. Nawet Stany Zjednoczone, tak? Wszystkie stany, to też jest kraj ogromny, który można zwiedzać miesiącami. Moja kochana Australia. No, tam też na pewno wrócę, tak?

Greg Albrecht: Co takiego jest w Australii, że chciałbyś się tam urodzić?

Kamil Kostrzewa: No właśnie, bo jak ktoś się mnie pyta, jaki jest najlepszy kraj, to mówię, że nie wiem, jaki jest najlepszy, ale mówię, że gdybym mógł wybrać, gdzie chciałbym się urodzić, to byłaby to Australia. Wydaje mi się, że to jest kraj, który ma wszystko, bo i to jest bezpieczeństwo, i to jest pogoda, bo pogoda jest dla mnie tym czynnikiem. Dla mnie Polska ma wszystko, tylko nie ma pogody – to jest ta jedyna rzecz, której brakuje. W Australii jest mnóstwo rzeczy do zobaczenia, piękne plaże, są tam wyluzowani ludzie, kuchnia też jest dobra, no bo to jest trochę europejska, zaadaptowana. Demokracja – tak, jest to kraj o jednym z najlepszych standardów na świecie. Ciężko stwierdzić, co tam jest nie tak.

Jedyną rzeczą, która przeszkadza podróżnikom, jest to, że się stamtąd ciężko podróżuje, bo jednak to są odległości, gdzie nie chcesz polecieć z Australii, jeżeli nie jest to ocean. No, to jest przemierzanie ogromnych odległości i czasów w samolocie. Ja w Australii byłem dwa razy, na pewno wrócę. No i to jest taki kraj, który, moim zdaniem, ci ludzie powinni być szczęśliwi, bo mają wszystko.

Greg Albrecht: A najdziwniejszy kraj, jakbyś miał powiedzieć, miejsce, które na tle, wiesz, jak jak się zwiedza nowe rzeczy, jak człowiek poznaje nowe rzeczy, to potem już masz taki, musisz mieć efekt takiego zblazowania na zasadzie: to samo, co za rogiem, tylko mają trochę inną walutę. Mam na myśli to, że ja na przykład tak miałem, jakoś super dużo, nie, zwiedziłem krajów, powiedzmy, z 70, tak? No ale mam wrażenie, że już trochę widziałem rzeczy i tak sobie wyobrażam, że te inne miejsca, w których nie byłem, to będzie trochę to samo, tylko tam będzie inna flaga, inna waluta. Gdzie przeżyłeś taki taki efekt na zasadzie: o, to miejsce jest inne niż inne.

Kamil Kostrzewa: Jest tylko jedno na podium. Jest to Korea Północna. To jest naprawdę po prostu odjechane totalnie. I nie ma niczego aż tak odjechanego. Zaczyna się to od tej podróży, od wjechania pociągiem, bo z Chin akurat wjeżdżałem. Smutni ludzie w mundurach nagle się pojawiają. Przegrzebują wszystkie rzeczy. Widzisz, że to wszystko jest takie na poważnie. Też się trochę boisz, jak to w ogóle będzie. Wjeżdżamy tym pociągiem, orkiestra dęta tam gra, widzisz tych ludzi z tymi przypinkami. Nie ma swobody podróżowania, widzisz te wszystkie posągi, nie wiesz, co można, co nie można. Idziesz na śniadanie w tym hotelu, a tam grają te pieśni takie patriotyczne i chińskie.

W telewizorze przy śniadaniu leci film propagandowy, jakich wojska niszczą armię USA. Oglądasz te muzea, widzisz tę strefę zdemilitaryzowaną, z vanu. No nie ma nic dziwniejszego, także to, to mi się zapisało w pamięci i nigdy tego nie zapomnę. Ja z ojcem w ogóle pojechałem. Pozdrawiam, tato pewnie ogląda. Mi się też baliśmy, że będzie miał problemy. To też jest ciekawa historia. Tak jak dzisiaj mam t-shirt za 20 zł, ale czarny — to się zmieniło, to ja kiedyś kupowałem kolorowe — i do jednej z takich znanych mainstreamowych sieci poszedłem. No i wziąłem t-shirty tam za 19,99. Poproszę tam sześć, tak? No i jeden założyłem, wychodzę w tej Korei Północnej.

A wszystkie te wyjazdy w tym kraju są związane z jakimiś takimi defiladami, jest to najczęściej coś, co jest fajne do fotografowania, do zobaczenia. Więc to był Dzień Zwycięstwa. No i pyta mnie ten przewodnik z Korei Północnej, bo tam dostajesz zawsze jednego gościa, co tam trochę cię pilnuje, ogląda: „Czy ty jesteś Japończykiem?” Ja mówię: „Nie, a dlaczego?” „No bo ty masz tu japońską flagę, nie?” Potem mi się okazało, że to jest Dzień Zwycięstwa nad Japonią. Ja myślę: kurwa.

Greg Albrecht: Koszalka mogła cię pakować do więzienia.

Kamil Kostrzewa: I też, i naprawdę, najwyższe przestraszyłem się, nie? Ale zacząłem, wiadomo, że tam się jedzie z jakąś firmą i zacząłem rozmawiać z tymi gajdami z tej firmy, która, z tej agencji, która nas tam wysłała. To nie, nie, spokojnie, nie martw się, pomyślałem, że głupi turysta, ale był taki dreszczyk emocji. Na moim profilu Facebookowym jest cały album tych zdjęć, więc jak chcecie zobaczyć gościa w koszulce z flagą Japonii w Korei Północnej podczas ich dnia zwycięstwa nad Japonią, czyli Korei.

Greg Albrecht: Północna, a gdzie spotkałeś, miałeś kontakt z ludźmi, którzy są najbardziej pierwotni w swoim sposobie życia? Jak jechaliśmy, to opowiadałeś, że nawet w jakiejś wiosce Beduinów mają solary i jeden szałas do ładowania telefonów, a takie miejsca, w którym byś spotkał naprawdę najbardziej dziewicze jakieś plemię, są takie miejsca, do których dotarłeś, które są takie naprawdę odcięte?

Kamil Kostrzewa: Powiem tak, niestety ten świat się komercjalizuje i większość w ogóle plemion, które nawet osoba taka jak ja, która dużo podróżuje, zobaczy, jest w pewien sposób skomercjalizowanych, bo tam musi być ktoś, kto cię wprowadzi. To nie jest tak, że pojedziesz sobie zwyczajnie, tylko to przez jakiegoś gajdę zawsze załatwiasz. Ale moim zdaniem najbardziej takie odległe plemiona, najciekawsze, to jest Papua-Nowa Gwinea. Jeżeli robię takie rozeznanie, to tam masz do czynienia z naprawdę największym takim poczuciem, że ci ludzie żyją w sposób dla nas odjechany. Pamiętam, jest ciekawe plemię Mundariów w Sudanie Południowym, którzy żyją z krowami, kąpią się w moczu tych krów i odbierają porody.

I to jest takie, tych krów jest niesamowite doznanie. Ale rozmawialiśmy właśnie dzisiaj o tym, że ten świat się komercjalizuje. Przykładowo ostatnio w Czadzie byliśmy. Dosłownie to było tam, nie wiem, dwa tygodnie czy trzy temu. Jedziemy przez wioskę, taką pośrodku niczego. Tam jest taka skała Elephant Rock, to się nazywa, jakaś wioska, w której nie ma nic. Zatrzymuje się ten nasz samochód 4×4, wychodzimy, a tam jest sklepik, solary na dachu takiego szałasu i centrum ładowania telefonów komórkowych, że leży ileś tam tych przedłużaczy i wszyscy to mają wetknięte i jest Wi-Fi ze Starlinka, więc to jest taki ząb czasów. Z drugiej strony ja myślę, że dla tych ludzi to jest trochę… Oni mają lepszą jakość życia.

Przecież tam kiedyś nie było prądu, nie było komunikacji. Z punktu widzenia jakby tego, czy oni mają dostęp do edukacji, no to jest ogromna zmiana. Więc ten świat idzie mocno do przodu, tak? Nawet, no nie wiem, przy tym wodospadzie Salto Angel też jakoś łodzią się

Greg Albrecht: płynie

Kamil Kostrzewa: W Wenezueli. 70 chyba, czy 80 kilometrów łodzią się płynie do dżungli, w której nie ma nic, ale Starlink jest, tak?

Greg Albrecht: Jak mówisz o jakości życia, to przypominam sobie jeden obrazek, którym się podzieliłeś, o którym rozmawialiśmy – to był ten sierociniec w Demokratycznej Republice Kongo, gdzie próbowaliśmy nawet tu jedną w Polsce fundację zaangażować w to, która jest aktywna w tym kraju, żeby pomóc. Zastanawiam się, jak takie doświadczenia, pewnego rodzaju niemoc, no bo chcieliśmy pomóc – to jest naprawdę bardzo trudne. Krótko mówiąc, doświadcza się rzeczy, że komuś jest ciężko. Dzieci umierają tak naprawdę w takim sierocińcu w tragicznych warunkach, przyjeżdżasz tam, chcesz pomóc i nie możesz. Jak ty się z tym czujesz, jak ten element się wpisuje w twoje myślenie w ogóle o podróżowaniu, generowaniu

Kamil Kostrzewa: wpływ? Powiem tak, że to jest sprawa na pewno smutna, bo tu rozmawiamy o takim przypadku – byłem w Demokratycznej Republice Konga, ale w terenie, w okolicach Gomy, która jest kontrolowana przez takich partyzantów z grupy M23, tak? To jest dziwne trochę terytorium. Niby nie wiadomo, o co chodzi, ale tam są po prostu wojska wspierane przez Rwandę. I przez to, że jest to strefa uważana za strefę wojenną, to nie ma tam za bardzo organizacji charytatywnych, bądź też one są mało skuteczne, niestety, i też nie docierają tam inni ludzie za bardzo, bo się po prostu boją.

No i odwiedziłem ten sierociniec – faktycznie dzieci, które są z ciężkich rodzin, często też zakażone wirusem HIV, mające różne problemy, których rodzice zginęli też często w tej wojnie. No, obraz taki bardzo trudny, bo się widzi, że oni nie mają nawet zabawek, niczego, i nie ma pomocy i nie ma jakim pomóc. I smutne to jest, że nie da się wszystkim pomóc, ale też trochę trzeba uważać, tak? Jeżeli ktoś w ogóle rozpatruje pomoc w takich sytuacjach, to najlepiej robić to przez fundację. Niestety, w tych biednych krajach też się spotykać może z jakimiś próbami wyłudzenia pieniędzy, że niby to jest na dzieci, a te pieniądze nie trafią, więc musimy wrócić do tego tematu. Wiem,

Greg Albrecht: że… Jakby ktoś się chciał jakoś zaangażować, wiedział, jak można zorganizować, znał fundację, która mogłaby pomóc sierocińcom w Demokratycznej Republice Konga. Mamy taki pomysł, żeby to wspierać. Już podjęliśmy pewne działania, ale to jest trudniejsze, niż się wydaje. Chcielibyśmy po prostu w sposób zorganizowany móc pomóc finansowo,

Kamil Kostrzewa: wesprzeć to miejsce. Tak, tu mówimy o tym Kongo, ale w tym terenie Gomy, bo rząd Kinszasy on tam nie ma kontroli na tym obszarem. Więc jeżeli ktoś ma tam kontakty, bo ci z Kongo oni tam po prostu nie wjadą.

Greg Albrecht: Pieniądze, jeszcze do tego bym wrócił, bo zawsze mnie intryguje. No, jedzie se taki gringo, czy tam w Afryce — nie wiem, jak się mówi na gringo — ale

Kamil Kostrzewa: mzungu,

Greg Albrecht: Dokładnie. Jedzie sobie, no to chodzący bankomat, przemieszczasz się po tym kraju i rozumiem, że parę tysięcy czy tysiąc dolarów musisz mieć w gotówce ze sobą cały czas, na wypadek jakiegoś nagłego przypadku transportu medycznego, czegokolwiek, bo tam w dżungli bankomatu nie ma. To powiedz coś jeszcze o tym bezpieczeństwie i pieniądzach w tym miejscu i takim, wiesz, bezpiecznym podróżowaniu. Paszport, który może zginąć, pieniądze, czy jakiś wypadek zdrowotny, no bo jesteś w tej dżungli, no i co, ugryzł cię ten tygrys i co wtedy? Takie myśli.

Kamil Kostrzewa: Tygrys nie, ale najniebezpieczniejszym zwierzęciem na świecie jest komar.

Greg Albrecht: No

Kamil Kostrzewa: i malaria to mi przychodzi do głowy albo denga, że to jest potencjalne zagrożenie. Słuchajcie, jeżeli chodzi o pieniądze, w wielu krajach niestety trzeba mieć gotówkę, bo ta karta kredytowa… to są kraje, że też jak podróżujecie po bardzo ciężkich regionach, to są sankcje często nałożone, że w ogóle się nie da używać tych kart, więc niestety gotówkę trzeba mieć przy sobie.

Greg Albrecht: Ile trzeba mieć gotówki na jakieś wyprawy, tak realnie?

Kamil Kostrzewa: Wiesz co, żeby móc zareagować na tak zwaną F ciężką sytuację, wydaje mi się, że najlepiej mieć tysiąc dolarów, żeby, nie wiem, jesteś gdzieś daleko i motorówkę.

Greg Albrecht: Musisz wziąć w jakichś małych banknotach.

Kamil Kostrzewa: No właśnie też, małe banknoty często nie chcą wymieniać – to jest też paradoks. Ja mam tak, że mam zawsze część gotówki, no ale mam też karty ze sobą. W dużych miastach działają bankomaty, też tej gotówki za dużo lepiej nie mieć, ale musisz jej trochę mieć. Nie ma złotego sposobu, niektórzy jakieś takie paski sobie montują. Z tymi paskami jest ten problem, że później gniesz te banknoty i jak je pogniesz, to czasami ich ci nie chcą wymieniać. Więc też się kiedyś spotkałem z tym, że byłem przerażony, że mnie okradną, wsadziłem w ten pasek i potem daję to do kantor i mówię: „Co to jest? To ja takiego banknotu nie przyjmę.” Więc ja osobiście tego nie używam. Po prostu mam gdzieś schowane w plecaku.

Ale złotego środka nie ma. Musicie mieć po prostu gotówkę ze sobą. Są też kraje z paradoksami. Niedawno byliśmy w Nigerii. No i w Nigerii jest problem z kartami. No to myślimy, bierzemy dolary. Dolary wymieniamy na nairy, na lokalną walutę. Słuchajcie, tam jest miejsce, że oni gotówki nie przyjmują. Czyli masz kartę.

Greg Albrecht: Boją się, że będzie przekręt nigeryjski.

Kamil Kostrzewa: Nie, to jest jeszcze o coś innego chodzi. Boją się, czyli tak, karty nie weźmie, no bo międzynarodowa, że przekręt nigeryjski, ale gotówki nie wezmą, bo były problemy z tym, że staw kradł, przykładowo masz, nie wiem, KFC i to mówimy o tego typu miejscach, że ktoś ze stawu kradł tę gotówkę. Nie było wiadomo kto, że ta gotówka ciągle ginęła, więc żeby się zabezpieczyć przed kradzieżami własnej obsługi, to wyeliminowali. Więc jesteś w takim kraju, masz kartę, która nie działa, masz gotówkę, którą nie możesz zapłacić. To ostatnio takie były szachy 3D. I prosiliśmy lokalnych, nie wiem, jedziesz, wyobraź sobie, że bierzesz taksówkarza, płacisz mu za kurs, a mówisz: ty stary, chodź z nami tutaj, zapłaci za KFC. I dajesz mu gotówkę, żeby on swoją kartę przyciągnął. Więc to czasami takie paradoksy nawet się zdarzają.

Greg Albrecht: Powiedzieliśmy o twojej przeszłości biznesowo-zawodowej, sporo o podróżach i o tym twoim celu zrealizowanym. Zaznaczyłeś delikatnie, że chcesz organizować wyprawy. Wiem, że to jeszcze nie jest jakoś super sformalizowane, jesteś na początku. Czego uważasz, że byś potrzebował? Albo jakie są twoje w ogóle refleksje dotyczące tego kolejnego kroku, odpalenia tego biznesu? Jak ty sobie to wyobrażasz? Jak byś miał puścić wodzę w fantazji, wyobrazić sobie ten najlepszy scenariusz, pomyśleć, jak to mogłoby wyglądać i czego ewentualnie ci brakuje, żeby to osiągnąć?

Kamil Kostrzewa: Wiesz co, pomysł jest i ja już podejmowałem próby spisania tego, także to nie jest tylko w głowie, ale zalążki już tego powstały. Też jestem w kontakcie z różnymi osobami, które być może zdecydują się, żeby ze mną to współtworzyć. Ale mówię: no, chciałbym robić wyprawy, tak jak już powiedziałem, do tych destynacji takich mniej oczywistych, ale jednocześnie atrakcyjnych. No i ale też chcę brać w tym udział, tak? Wiadomo, jeżeli się ten biznes rozrośnie, też będę chciał współpracować z innymi ludźmi, ale mi zależy jednak na tym, żeby też być. Bo dla mnie to jest dalej, no nie wiem, podróż. To jest bycie w innym kraju. Ta możliwość przemieszczania się dalej, doznawania, ona jest bardzo istotna.

Akurat jeżeli chodzi o turystykę, to jest branża regulowana, więc wymaga to pewnych formalności. To jest kwestia jakichś gwarancji bankowych, odpowiedniego wpisu do rejestru. No więc kwestia załatwienia formalności w tym zakresie. Myślę, że kwestie marketingowe, ale powiem szczerze, jestem dość spokojny, bo też jakby sytuacja, że widzę, na ile te moje social media stały się popularne. Myślę, że to będzie bardzo dobrą dźwignią do tego biznesu i fajnie, że ludzie, którzy mnie obserwują, by chcieli ze mną pojechać, bo ja już dostaję. Dostaję takie informacje. Powiedziałem, że taki jest mój plan. I już.

Greg Albrecht: Zapisujesz sobie kontakty.

Kamil Kostrzewa: Nawet nie zapisuję, ale widzę, ile jest takich osób, które by chciały. I to jest budujące, fajne. Więc no, czuję takie delikatne. Czuję ekscytację w tym fakcie.

Greg Albrecht: Super. Masz przed sobą fajną przygodę i bez charakterystycznej dla przedsiębiorczości presji, że czujesz, że musisz. Bo widzę, że jakoś zupełnie się wyleczyłeś z tej presji, jakby możesz to robić na swoich zasadach. Jeżeli miałaby być taka wycieczka z tobą, powiedzmy: chcę z tobą pojechać do Wenezueli, to jak będzie to mniej więcej wyglądało? Jak sobie to wizualizujesz? Jaka wielkość grupy i ile mniej więcej kosztuje taka wycieczka, żeby można było sobie w ogóle wyobrazić? To jest…

Kamil Kostrzewa: przedział najczęściej jeżeli chodzi o grupy, to go się nie robi w dużych grupach najczęściej do 12 osób po to, żeby każdy też mógł doświadczać. Myślę, że te podróże w grupie są też o tyle fajne, że ludzie… Trochę się zmienił model. Dużo ludzi zdecydowało się na życie solo i podróże w grupie sprawiają, że ci ludzie też mają możliwość interakcji między sobą. Z jednej strony fajnie, jak ktoś prowadzi, opowie ciekawie, zarazi pasją, ale też te interakcje między ludźmi są fajne i znajomości, które zostają na później. Są takie kraje, że się nie da samodzielnie wjechać, więc mi się zdarzało uczestniczyć. Na przykład byłem na tego typu wyjeździe

Greg Albrecht: w Jemenie na

Kamil Kostrzewa: Sokotrze

Greg Albrecht: i

Kamil Kostrzewa: Byłem na przykład w Syrii. Mamy te grupy WhatsAppowe. Z jedną znajomą z tej Sokotry pojechałem później do Afganistanu. I to naprawdę to później działa, więc to też są fajne relacje. To są wyjazdy często na kilkanaście dni, w zależności od kierunku, czy jest to, nie wiem, 10, czy 14, skupiające się głównie na tych punktach, które są najciekawsze z punktu widzenia zobaczenia. No ale ja nie planuję robić wyjazdów hardkorowych dla ludzi, tak że jak ktoś na Instagramie zobaczy moje zdjęcia,

Greg Albrecht: wpłynę… Że jedziesz w cztery osoby na skuterze, albo w łódce, gdzie gość palcem zatyka dziurę, bo wpływa woda.

Kamil Kostrzewa: Tak, że płynę 8 godzin łodzią, nie wiadomo dokąd, i ludzie się płukają w ogóle, że nie wiedzą, czemu ja to robię? Tylko stawia się też na komfort w tej podróży, żeby te warunki… Najczęściej ci ludzie pracują, więc to jest ich urlop. Oni nie pojadą tam spać na macie. Owszem, można zrobić jedną czy dwie noce, wtedy to jest okej, ale nie cały wyjazd. Więc ten komfort też jest ważny. Jeżeli chodzi o przedział cenowy, zależy to od kierunku. Bilety są najczęściej osobno, ale mówimy o przedziale od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, w zależności od tego, jaki jest program, kierunek i tak dalej.

Greg Albrecht: Brzmi to całkiem przystępnie w porównaniu z niektórymi wyjazdami, które dla rodziny dzisiaj hotel w jakimś zwykłym miejscu niestety może kosztować 20 tysięcy. Bez odwiedzania ciekawych miejsc. Oczywiście dla grupy rodzinnej, nie dla jednej osoby, ale dla mnie bardzo ekscytujące. Więc życzę Ci tego, żeby to się fajnie rozwijało i cieszę się, że mogę też Ci towarzyszyć jako, wiesz, ten zza ekranów, jako partycypujący w tej Twojej przygodzie i życzę Ci ogromnych, ogromnego powodzenia w tej drodze. Powiedz, czy jest coś, o co Cię nie zapytałem, a uważasz, że jest ważne. Ważne, żebyśmy to jeszcze, wiesz, dopełnili, bo jest jakiś temat, który nie wybrzmiał, który przegapiłem, który chciałbyś przekazać, uzupełnić, coś się rysuje, to jest dobry moment.

Kamil Kostrzewa: Nie przychodzi mi do głowy w tym momencie, powiem szczerze. Rozmawiałeś o wielu kwestiach, więc wydaje mi się,

Greg Albrecht: że tyle, tak? No to świetnie. To w takim razie jeszcze raz dziękuję Ci bardzo za Twój czas, gratuluję tego wspaniałego osiągnięcia. Cieszę się, że możemy je razem celebrować, bo pamiętam, jak nasza relacja się odnowiła. To jeszcze taką anegdotę na koniec dorzucę. Pamiętam, jak kupiłem mieszkanie w Wilanowie i dostałem na Linkedinie wiadomość od Ciebie — Ty, czy to ja Ciebie widziałem na balkonie — bo okazało się, że kupiłem mieszkanie naprzeciwko Ciebie, i to był rok 2008, i w ten sposób nasza znajomość z liceum się odnowiła i cieszę się, że możemy dalej w tym pozostawać. No i fajnie, że zarazasz ludzi tą super energią, więc życzę Ci, żeby to, wiesz, pracowało dla Ciebie, dla innych, i cieszę się, że mogę w tym być. Także bardzo dziękuję.

Kamil Kostrzewa: Ja również dziękuję. Dziękuję za rozmowę, za zaproszenie mnie. Rozmawialiśmy już kiedyś i fajnie, że ten moment nastąpił. Także super. Fajna tutaj jest atmosfera. Też jeżeli ktoś chce moje przygody oglądać, to ja mam na Instagramie kanał „197 krajów”, to zapraszam, żeby zobaczyć więcej tych przygód i relacji i tego, co się dzieje u mnie w życiu.

Greg Albrecht: A jeżeli macie jakieś pytania, to możecie też je wrzucać pod filmem. Ja tutaj z Kamilem synchronizuję, żeby może, jak już się odkopię ze swojej sławy, na te pytania poodpowiadał. Bo każdy komentarz, każdy lajk, każde polecenie tego filmu działa na rzecz i produkcji kolejnych filmów, ale też na rzecz projektu Kamila, czyli dalszego zdobywania świata, tylko w większym towarzystwie. Także wielkie dzięki jeszcze raz za rozmowę. Dziękuję bardzo.

Kamil Kostrzewa: Dzięki. Dzięki.

Greg Albrecht: Partnerem podcastu jest Albrecht & Partners. Mentoring strategiczny, wsparcie w zarządzaniu i executive coaching.

Udostępnij:
Podcast

Poznaj wiodący podcast dla przedsiębiorców i zarządzających biznesem. Posłuchaj przedsiębiorców, którzy zbudowali biznes od zera. Znajdź odpowiedzi na wyzwania, które trapią liderów – niezależnie od branży.

Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej.

Dołącz bezpłatnie do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited.

Zobacz także