Bądź na bieżąco – nasz newsletter
Umów się na konsultację
zapisz
się
27 grudnia 2021

Alicja Ditrych – Design Town, akwizycje i budowa meblowego e-commerce przy wsparciu aniołów biznesu

Alicja Ditrych to współtwórczyni Design Town – e-commercu z dizajnerskimi meblami i elementami wyposażenia wnętrz. Zainteresowanie tą branżą zawdzięcza swoim rodzicom – właścicielom tradycyjnego sklepu meblarskiego – w którym jako młoda dziewczyna często pomagała. 

Posłuchaj podcastu: Alicja Ditrych – Design Town, akwizycje i budowa meblowego e-commerce przy wsparciu aniołów biznesu

Button
Marcin Prokop – szczery wywiad w Greg Albrecht podcast
00:00
00:00

Pomysł, żeby kontynuować rodzinną tradycję zaczął kiełkować w jej głowie, kiedy zaraz po studiach jako młody analityk finansowy dogłębnie analizowała spółkę z branży meblarskiej. To doświadczenie dało jej szeroki ogląd i zrozumienie rynku meblowego. Zrozumienie, że w dystrybucji mebli jest duża szansa.

W 2016 roku, kiedy została po raz pierwszy mamą i wyszła z pracy na etat, pojawiła się przestrzeń na myślenie o potencjalnych możliwościach rozwoju czegoś własnego. Wtedy pojawiła się też szansa zakupu zaniedbanego e-sklepu, który zajmował się dystrybucją designerskich mebli. Przejęcie tego e-commercu dało początek powstaniu Design Town. 

Z naszej rozmowy dowiesz się m.in.: 

– Jakie cechy pomagają w byciu dobrym przedsiębiorcą? 

– Od kogo początkujący e-commerce pozyskuje środki na przejęcia innych firm? Skąd pomysł na takie działanie?

– Jak wygląda proces analizy i przejęcia e-commercu?

– Jak wygląda kondycja branży meblarskiej w Polsce? 

– W jaki sposób dbać o customer experience, by wygrywać z marketplacami typu Amazon czy Allegro? 

– Jak przekonywać do współpracy talenty?

Książki, o których wspomina Alicja: 

– „Harda” – Elżbieta Cherezińska

– „Królowa” – Elżbieta Cherezińska

Alicja Ditrych – Design Town, akwizycje i budowa meblowego e-commerce przy wsparciu aniołów biznesu

Transkrypcja:

Dziś w Greg Albrecht Podcast, Alicja Ditrych – współzałożycielka Design Town. Cześć Alicja!

Cześć Greg!

Cieszę się bardzo, że możemy pogadać, bo mam do Ciebie dużo pytań związanych z tym biznesem, którym się zajmujesz. Jest to Design Town, czyli sklep z meblami.

Sklep z meblami designerskimi. Są to nie tylko meble, ale też oświetlenie i elementy wyposażenia wnętrz, które łączy jeden wspólny mianownik – są designerskie, wyszukane, wyjątkowe. 

Powiedz jak to się stało, że prowadzisz taki sklep? Jakie były początki Twojej przygody, która doprowadziła Cię do tego, że zostałaś przedsiębiorczynią właśnie w tej branży?

To jest bardzo dobre pytanie. Można powiedzieć, że częściowo jest to kontynuacja tradycji rodzinnej. Moi rodzice przez prawie trzydzieści lat prowadzili biznes meblowy, ale był to taki tradycyjny sklep lat dziewięćdziesiątych, do którego wchodziło się z ulicy i meble wybierało się na ekspozycji. Także zapach drewna i te meble zawsze gdzieś towarzyszyły mi jako dziecku – już w bardzo młodym wieku. Jak rodzice gdzieś wyjeżdżali, coś musieli załatwiać – zostawiali mnie i moje siostry w tym sklepie czasem. Także były to już takie wczesne doświadczenia przedsiębiorcze.

Przeznaczenie w zasadzie.

Przeznaczenie. Choć wówczas jeszcze nie sądziłam, że będę to kontynuować, bo biznes w tamtej formie nie był na tyle interesujący i sexy, jak są dzisiejsze biznesy internetowe. To są bardziej przedsięwzięcia technologiczne, gdzie rzeczywiście można eksperymentować. Można dowiadywać się nieco o modelach zakupowych klientów. Także to, co dzisiaj daje ten handel jest na pewno ciekawsze, niż tamto doświadczenie, ale ciągle w tej samej branży. 

I jak nastąpiła taka Twoja migracja zawodowa z tych czasów kiedy obserwowałaś rodziców i pomagałaś im w ich biznesie, do założenia czy rozpoczęcia działania z Design Town?

Ja mam taką naturę, że wszystko robię na sto pięćdziesiąt procent. W pierwszej mojej pracy po studiach, kiedy pracowałam jako analityk finansowy, zawsze wkładałam mnóstwo wysiłku w tę pracę. Bardzo dużo zaangażowania i miałam zawsze takie poczucie, że z takim podejściem do pracy, jestem w jakiś sposób dobrym materiałem na przedsiębiorcę, bo jestem silnie zmotywowana wewnętrznie. Nie potrzebuję dodatkowych bodźców z zewnątrz. Świetnie motywuję się sama. I, że będę miała mnóstwo tej siły wewnętrznej i zaangażowania, żeby rozwijać jakiś swój projekt. Przy czym były to takie założenia, że chciałabym tworzyć coś swojego, ale nie kręciły się jeszcze wokół tej branży meblowej. Pomysł, żeby kontynuować tę tradycję, że to jest już coś, co ja znam, coś co rozumiem i coś, w czym może mi jeszcze niejako pomóc moja rodzina – wykluł się na podstawie obserwacji rynku meblowego, który wnikliwie analizowaliśmy, gdy pracowałam nad spółką Paged Meble. To w ramach właśnie pracy u mojego pracodawcy, który był właścicielem tamtego przedsiębiorstwa. Tamta praca też dała mi taki szeroki ogląd i zrozumienie rynku meblowego. Zrozumienie, że w dystrybucji mebli jest duża szansa. 

I? Co się stało, że otworzyłaś się na zostanie przedsiębiorczynią? To też jest tak, że wiele osób, które znam – mają i doświadczenia przedsiębiorcze z domu, i predyspozycje do tego, ale jak już pójdą na etat, to potem jest im bardzo trudno z tego etatu odejść i podjąć to ryzyko, żeby działać samodzielnie. Jak to wyglądało u Ciebie?

U mnie jeszcze do tego wszystkiego wplata się wątek rodzinny. W 2016 roku po raz pierwszy zostałam mamą i w pewien sposób z tego etatu po prostu wyszłam. Zajmując się dzieckiem, też miałam więcej takiego czasu uwolnionego od spraw korporacyjnych, którymi zajmowałam się wcześniej – na właśnie myślenie o potencjalnych możliwościach rozwoju tego swojego projektu. W tamtym czasie zauważyliśmy też z moim mężem, i z jeszcze jedną osobą, która wspierała nas na początku w analizie tego projektu, że jest na sprzedaż taki niewielki, trochę zakurzony, trochę zaniedbany sklepik internetowy, który zajmował się dystrybucją mebli designerskich. Poczuliśmy wtedy, że to jest temat nam bliski. Właśnie ze względu na moje doświadczenia rodzinne, na tę myśl kiełkującą o własnym biznesie i na tym, że jest to po prostu bardzo wdzięczny temat, bo od pięciu lat, gdy bardzo intensywnie jestem obecna w tym rynku mebli designerskich – czuję, że jest to absolutnie moja fascynacja i, że sprawia mi to ogromną przyjemność. Tak zaczęło się Design Town, że kupiliśmy po prostu tamten biznes, z którego na dzisiaj już niewiele zostało. Kupiliśmy nową domenę, wymyśliliśmy nową nazwę, zaprojektowaliśmy nowe logo. Stworzyliśmy nową szatę graficzną. Natomiast kupiliśmy wówczas cenne relacje z dostawcami, które utrzymujemy do dzisiaj i takie zalążkowe know how, jak w ogóle poruszać się w e-commerce. 

Właśnie chciałem Cię zapytać, co Was skłoniło do tego, żeby zaryzykować i kupić coś, co działało, ale było malutkie? Czy nie łatwiej byłoby zacząć od początku i spróbować wszystko utworzyć po swojemu? Ale rozumiem, że te relacje z dostawcami były takim czymś, co Was przekonywało. Czy jeszcze były jakieś inne aspekty?

Relacje z dostawcami, w tym z dostawcami z Chin. Tutaj też oprócz samej relacji, dużą wartością było to, że ona była już sprawdzona, że nie musieliśmy się zastanawiać co faktycznie przyjedzie w tym pierwszym kontenerze mebli, które zamówiliśmy. To też taka podstawowa wiedza jak ten import się odbywa. Jakie są związane z tym regulacje. Jak to przeprocesować. Także relacje z dostawcami jak najbardziej. I podstawy, żeby sobie taki mały swój sklep uruchomić. I jakiś regulamin, jakieś pierwsze kroki, które trzeba podjąć rzeczywiście jako przedsiębiorca. Jest po prostu łatwiej zacząć jak część tej pracy jest już wykonana. Naturalnie, po sześciu latach my to wszystko już przerobiliśmy po swojemu, ale zaczynać jest łatwiej, gdy coś już jest stworzone.

I co na przestrzeni tego czasu było dla Was takim kamieniem milowym? Jakie działania doprowadziły do tego, że ten biznes działa, funkcjonuje, rozwija się? Prowadziłem też taki podcast we współpracy z Google i PFR-em – Firmy Jutra Dziś, w którym właśnie rozmawiam ze specjalistami o różnych detalach związanych z uruchomieniem biznesu w Internecie. Często kiedy tam są takie bardzo bazowe zagadnienia a propos zaczynania biznesu, tego że można to zrobić – buduje się taka percepcja, że każdy może otworzyć biznes w Internecie i każdy może to robić, ale nie każdy odnosi sukces.  Wiadomo, że jest mnóstwo właścicieli sklepów, którzy zrobili to, co Wy i te sklepy nie istnieją lub się nie rozwinęły, więc jestem ciekaw, co takiego Ty zrobiłaś, czy jakie działania – uważasz – doprowadziły do tego, że ten sklep rośnie, rozwija się, nabiera skali?

My sobie założyliśmy, że to jest nasz cel biznesowy na ten moment. Nie jesteśmy nastawieni na kapitalizowanie zysków z tego sklepu. Wierzymy, że jest świetny moment na rozwijanie biznesów internetowych. I warto te biznesy pielęgnować i w nie inwestować. Mamy założenie, że w zasadzie każdą złotówkę wygenerowaną przez ten sklep reinwestujemy, żeby uczynić go jeszcze lepszym. Żeby zyskać jeszcze większą skalę, żeby wytestować jeszcze kolejne działania, które mogą się okazać skuteczne. To pewnie jedno, że jesteśmy bardzo mocno nastawieni na rozwój. Różnymi kanałami. Testujemy co działa, co nie działa, ale cały czas w niego inwestujemy. Cały czas go pielęgnujemy. Nie czerpiemy bieżących korzyści z tego biznesu. Cały czas uważamy, że jesteśmy w tak zwanym, day zero. Czyli, że jeszcze wszystko przed nami. Zauważyłam, że świetnym też takim motorem napędowym jest wielkość tego sklepu i zakres oferty. Pięknem biznesów internetowych jest to, że one mają tę tak zwaną endless shelf, czyli niekończącą się półkę i mogę pokazać w nim nieskończoną ilość produktów. Powierzchnia fizyczna takiego sklepu stacjonarnego – zawsze się kiedyś kończy. I wytrzymałość nóg klienta też, który nie chce już iść na piąte piętro, żeby oglądać kolejne meble. Natomiast w sklepie internetowym można pokazać tych produktów ogromną ilość. To też świetnie działa na wyniki i generowanie zamówień, bo docieramy do coraz większej ilości klientów, w gusta, czy potrzeby. Także oferta asortymentowa jak najbardziej też przekłada się na wzrost. Staramy się też tym klientom ułatwić dotarcie do tego, czego naprawdę potrzebują i poszukują, bo wraz ze skalą sklepu i ilością oferowanych produktów – ten klient też może czuć się zagubiony i mieć trudność ze znalezieniem tego, czego poszukuje. My również inwestujemy w jakieś szczegółowe filtrowanie, w odpowiedni podział kategorii. Tworzymy nawet bardzo drobne kategorie produktowe, które będą zrzeszały określone grupy produktowe. Docelowo chcielibyśmy również – i to wkrótce się stanie, bo już jesteśmy na etapie prac nad tym – wdrożyć visual search. To jest wyszukiwanie obrazkowe. Czyli, że będę  mogła wrzucić zdjęcie, print screena, albo linka z Internetu – z meblem, który mi się spodobał i znaleźć ten sam lub bardzo podobny, zbliżony, Jest to rozwiązanie, które raczkuje w branży fashion. Gdzieś są już sklepy, które to oferują, ale jest ich niewiele. Natomiast w branży wnętrzarskiej w zasadzie prawie wcale. 

Dotknęłaś trochę takiego punktu koncepcji tego co będzie w przyszłości. Jaka jest koncepcja rozwoju tego biznesu? Myślę sobie – jest to tak naprawdę sklep internetowy. Tych sklepów internetowych jest wiele. Wydaje się, że bariera wejścia na taki rynek nie jest bardzo wysoka. Trzeba stworzyć sklep, mieć trochę kapitału, żeby kupić jakiś towar, a może niekoniecznie, bo można i drop shipmentem jakoś to obskoczyć. Jaka jest Twoja wizja tego sklepu, czy Design Town jako całości, jako przedsiębiorstwa? Dokąd zmierzasz?

Dobre pytanie. Nie chciałabym zabrzmieć jakoś buńczucznie, natomiast chciałabym, żeby Design Town stało się marką rozpoznawalną, która będzie posiadała jakiś brand recognition wśród klientów i wśród dostawców. Że będzie to marka znana, budząca zaufanie. I też takie przekonanie, że znajdę tam produkty, których potrzebuję meblując swój dom. Chciałabym zbudować gracza, który będzie rozpoznawalny na rynku, bo na dzisiaj w zasadzie jeszcze takiego nie ma. O ile wśród sklepów stacjonarnych, pewnie większość z nas jest w stanie wymienić brandy, które zna – o tyle wśród sklepów internetowych rzadko zdarza się, żeby osoba niepowiązana z branżą meblową, była w stanie wymienić jakieś internetowe sklepy meblowe. Także tam ciągle jest przestrzeń, żeby zaistnieć. Chciałabym, żeby marka Design Town była kiedyś właśnie taką, która w ankiecie ulicznej się pojawi, gdy będziemy pytać o internetowe sklepy meblowe. 

A jak chcesz dojść do tego punktu? Z tego punktu, w którym firma jest dzisiaj. Jaka jest dzisiaj skala? Jak to wygląda teraz? I jakie są kolejne kroki jak widzisz drogę rozwoju do tego, żeby stać się tą marką rozpoznawalną, bo rzeczywiście trochę czym innym jest prowadzenie takiego domowego biznesu, czy prywatnego biznesu, a czym innym jest realizowanie ambicji na zasadzie – bycie rozpoznawalnym graczem, liderem, czy byciem w top of mind w kategorii. Jaka jest koncepcja ewolucji z tego, gdzie biznes jest dzisiaj – jak mówisz, jeszcze nie jest tak bardzo rozpoznawalny, do tego miejsca gdzie będzie takimi Adidasami branży meblowej?

Chciałabym pewnie realizować to zarówno organicznie, czyli przez dalszą rozbudowę oferty asortymentowej. Nawiązywanie relacji z kolejnymi dostawcami. Zarówno polskimi jak i zagranicznymi. Przez pracę nad samą platformą. Czyli, żeby ona była super przyjazna użytkownikom. Żeby była łatwa w obsłudze, żeby dało się na niej szybko znajdować to czego potrzebujemy. Żeby budziła zaufanie, żeby proces zakupowy był szybki i przyjemny. To są działania w zakresie organicznym. Dodatkowo, jako wisienka na torcie – fantastyczna obsługa klienta. Czyli osoby, które są przeszkolone, które znają się na meblach, które znają się na materiałach. Potrafią doradzić. Są dostępne, są szybkie, są pomocne. Natomiast mam też świadomość, że same działania organiczne mogą nie wystarczyć, żeby rozwijać się szybko. Jako taką drugą nogę rozwoju, chcielibyśmy traktować kupowanie takich średniej i małej wielkości biznesów internetowych, meblowych. I być może docelowa konsolidacja lub konsolidacja backoffice – że mamy jedno biuro, mamy jednego specjalistę, czy jeden zespół specjalistów od marketingu internetowego, social mediów, ale obsługujemy kilka różnych wyspecjalizowanych podmiotów. Tę strategię częściowo już realizujemy, ponieważ Design Town zrodził się właśnie z tego przejętego sklepu meblowego z meblami designerskimi, a w ostatnim tygodniu zamknęliśmy kolejną transakcję w historii firmy. I kupiliśmy sklepik sprzedający, oferujący meble dziecięce do wyposażenia pokoików dziecięcych. Tym samym dokładając do naszego biznesu drugie tyle przychodów lub nawet nieco więcej, więc jest to istotne rozbudowanie skali. Będziemy chcieli teraz rozwijać oba te biznesy. Dokładać wartości, projektować, testować i w przyszłości być może szukać kolejnych targetów do przejęcia. 

A jak nazywa się sklep, który przejęliście w wyniku tej pierwszej akwizycji po rundzie inwestycyjnej? I co widzisz jako synergię? Jakie widzisz przestrzenie synergii między Design Town, a tym biznesem, który włączyliście do grupy?

Nasze nowe dziecko nazywa się magicznypokoik.pl. Jest to sklep skupiony na asortymencie skierowanym dla dzieci. Także są to mebelki, komody, szafy, łóżeczka, ale również materace dziecięce. Jest to pewnego rodzaju produkt komplementarny do tego, co sprzedajemy dzisiaj. Tutaj klientami w Magicznym Pokoiku są młodzi rodzice, którzy są na etapie urządzania pokoju swojego dziecka. Bardzo często jest to też etap, w którym urządzają oni swoje własne mieszkanie. Albo doposażają, albo je zmieniają w jakiś sposób, więc jak najbardziej już na dzisiaj dostrzegamy tutaj potencjał do cross-sellingu. Do doceniania klientów jednego sklepu na przykład rabatem w drugim sklepie. Zapraszania czy uświadamiania, że mogą też poszukiwać dodatkowych produktów wyposażenia wnętrz na innej platformie. 

Bardzo ciekawe. Jak wygląda taki proces przejęcia takiego biznesu? To jest niekonwencjonalne działanie, jeżeli chodzi o małych przedsiębiorców. Zazwyczaj taka umiejętność akwizycji jest czymś, co się wykształca w procesie wzrostu organizacji późno. Kiedy już ten wzrost organiczny jest rzeczywiście zbyt wolny, a też jest taka masa kapitału, czyli kompetencji do tego, żeby rzeczywiście te akwizycje prowadzić. Wy podchodzicie do tego inaczej, bo ten biznes jest jeszcze relatywnie niewielki i podejmujecie się przejęcia podmiotu, który jest większy od tego podmiotu wyjściowego. Opowiedz coś o tych kompetencjach, o tym pomyśle. Czy jest jakaś inspiracja do tego, żeby to w ten sposób przeprowadzić?

W tym obszarze wielkim wsparciem i inspiracją jest dla mnie mój mąż, który wywodzi się z rynku kapitałowego. Jest aktywnym inwestorem, aktywnym aniołem biznesu. Sam specjalizuje się w wyszukiwaniu ciekawych projektów inwestycyjnych i poszukiwaniu ciekawych przedsiębiorstw czy biznesów potencjalnie na sprzedaż. To w zasadzie Robert po raz pierwszy pokazał mi sklep, którego właśnie jesteśmy świeżo upieczonymi właścicielami. Przeprowadziliśmy wspólnie dogłębny due diligence. Obejrzeliśmy regularność przychodów, poziom obsługi, w jaki sposób jest on zarządzany, w jaki sposób układane są relacje z klientami. I doszliśmy do przekonania, że jest to ciekawy, zdrowy, dobrze zaopiekowany biznes, a właściciele mają motywację do sprzedaży, bo sami są niespokojnymi duchami przedsiębiorczymi, którzy mają ciągle nowe pomysły i chcą realizować się już w kolejnych projektach. Także chyba nastąpił taki perfect match. Chęci zbycia i skapitalizowania tego, co się zbudowało do tej pory, a po naszej stronie gotowości do tego, żeby to dalej rozwijać i budować z tego jakąś większą całość. Inspiracją do rozwijania też takiego biznesu meblowego przez akwizycję – był też amerykański Wayfair, który przeszedł taką ścieżkę wiele lat temu. Skupując domeny, nieduże biznesy internetowe. Skupione, na przykład sklep skoncentrowany na sofach. Sklep skoncentrowany na stołach. Sklep skoncentrowany na materacach. I zarządzając jednym wspólnym backofficem, wieloma różnymi podmiotami, które na pewnym etapie zostały skonsolidowane, gdy Wayfair był już na tyle dużą i silną marką, że najbardziej korzystne było objęcie tego wszystkiego wspólnym brandem. Jest to model, który też jest dla nas taką dużą inspiracją. Dowodem na to, że można też w ten sposób.

Zadam trochę podchwytliwe pytanie, żeby być tu uczciwym wobec słuchaczy – mogę powiedzieć, że trochę wiem na ten temat. Zaraz powiem dlaczego. Natomiast to jest ciekawe myślę dla każdego, więc stąd to pytanie. Jak finansujesz tego typu projekt? Jaki masz pomysł też na finansowanie tego rozwoju? Dla takiego typowego przedsiębiorcy, inwestycja to znaczy powiedzmy zbudowałem jakiś kawałek kapitału, może bank mi trochę dorzucił, ale żeby mi coś dał, to muszę mieć jakieś piękne parametry finansowe. Wiadomo jak trudno jest pozyskać duże finansowanie w banku. Wydaje się, że te możliwości, zdolności inwestycyjne małego przedsiębiorcy są relatywnie niewielkie, jeżeli chce się posiłkować kapitałem własnym plus finansowaniem bankowym, które jest niezwykle trudno dostępne. Szczególnie jeżeli biznes nie wiadomo jak marżowy nie jest. Jaki jest koncept tutaj na finansowanie tego biznesu i tego wzrostu, bo to brzmi też tak, że okej, znowu możemy powiedzieć bariera wejścia. To jeżeli ktoś inny ma taki pomysł, to może jutro ktoś skonsoliduje dwadzieścia takich sklepów na raz. Jaki masz pomysł na to?

Słuszna uwaga w całej naszej dyskusji. Rzeczywiście zbudowaliśmy ją na zasadzie – gdzie jest haczyk? Jak to jest możliwe, że mniejszy biznes kupuje większy? Posiłkujemy się tutaj finansowaniem zewnętrznym. Przy czym właśnie nie bankowym. Udało nam się w tym roku, kilka miesięcy temu, pozyskać rundę finansowania wśród osób z naszego bliższego i dalszego networku. Jest to grupa takich aniołów biznesu, którzy właśnie zdecydowali się wejść z nami w ten projekt. Z opcją, że właśnie kiedyś staną się tutaj współwłaścicielami. Środki pozyskane w tej rundzie – mieliśmy na nie dwa pomysły. Jeden właśnie na mocne doinwestowanie Design Town i rozwój organiczny, gdybyśmy nie zdecydowali się na robienie transakcji na zakupu innego podmiotu. Natomiast druga strategia była taka, że kupimy jakiś podmiot i będziemy go konsolidować. W ten sposób wpływamy na skalę biznesu. Rozwijamy dwa biznesy. Myślimy o ewentualnych dalszych rundach na dalszy rozwój tego, co jest. Poszukiwanie kolejnych targetów i eksploracji rynku meblowego. 

Powiedz czym zatem uważasz – przekonaliście tych aniołów biznesu do tego – między innymi też mnie, dlatego mówię o tym, że jest tutaj pewnego rodzaju też informacja ukryta, o której chcę powiedzieć. Czyli, że też jestem jednym z inwestorów. Czym uważasz przekonaliście inwestorów do tego konceptu? Znowu będąc tutaj takim adwokatem diabła, nie wiem czy prawidłowo wykorzystuję to sformułowanie, zaraz się okaże. Myślę sobie, że w końcu jest to typowy e-commerce. Typowy biznes internetowy. O ile można pozyskiwać relatywnie łatwo finansowanie od angeli, powiedzmy na takie sexy flexy startupy, które nie mają nic, poza tym są SaaS-em, są w chmurze i pozyskanie każdego kolejnego klienta kosztuje grosze, a można „n” na nim zarobić w perspektywie czasu. Inna jest trochę mechanika takiego biznesu. O tyle finansowanie e-commerców za pośrednictwem powiedzmy finansowania VC/angeli, czyli tego typu formy finansowań – nie jest takim konwencjonalnym działaniem. To się oczywiście zmienia. I to mnie też ciekawi. Jak przekonać zatem ludzi, którzy mają ten profil do tego, żeby właśnie w taki format projektu zainwestowali?

Wydaje mi się, że takim obiektywnym argumentem jest to, że jest to ciekawy rynek. Jest bardzo fragmentaryczny. Jest rozdrobniony rynek meblowy. Nie ma gracza top of mind. Cały czas jest miejsce, żeby do tych klientów dotrzeć w miarę szybko i gdzieś tam zbudować świadomość swojego biznesu. Być może – to jest pytanie też poniekąd do Ciebie – czym Cię przekonaliśmy? Ale być może jakby mix…

Mnie przekonał na przykład zespół founderski. I Ciebie i Roberta mam okazję znać jakiś czas i wiem, że jesteście ludźmi, na których można polegać, więc to jest taki element poza samym konceptem biznesowym, który w mojej ocenie, na wczesnym etapie budowy biznesu, ma po prostu bardzo duże znaczenie.

Bardzo miło mi to słyszeć. Właśnie wydaje mi się, że posiadamy jako zespół, taki miks kompetencyjny, który jest dobrą mieszanką dla tego przedsięwzięcia. Robert posiada wiedzę i umiejętności finansowe do oceny projektów inwestycyjnych. Do analityki biznesu, do oceny określonych wskaźników i tego, czy biznes dobrze się rozwija, w dobrą stronę i czy działania, które podejmujemy są słuszne. Jacek, który jest late co-founderem, dołączył do nas na nieco późniejszym etapie, ale ma bardzo szerokie kompetencje związane z marketingiem internetowym. Odpowiada u nas za wszystkie kampanie promocyjne, które prowadzimy. Również ma bardzo analityczne podejście. Mierzy skuteczność swoich działań, poszukuje nowych kanałów ruchu i nowych sposobów dotarcia klientów do nas. I moje kompetencje przedsiębiorcze. Zarządzania operacyjnego biznesem, ale też ja zajmuję się budowaniem oferty tego sklepu. Także wyszukiwaniem nowych dostawców. Nawiązywaniem relacji z nimi, ale też oceny tego asortymentu, żeby on zawsze był ciekawy, interesujący, wyszukany i po prostu piękny. 

To w kolejnych krokach teraz, w związku z tym, że finansujecie się tym kapitałem z zewnątrz, chcecie budować ten biznes poprzez także między innymi przejmowanie nowych biznesów – to ten zespół będzie trzeba też dynamicznie rozwijać na pewno. Jakie są takie elementy, na które stawiasz, jeżeli chodzi o rozwój zespołu, interakcje z ludźmi w zespole? Rzeczy, które uważasz, że są ważne.

Ja generalnie bardzo wierzę w ludzi. Mam gotowość i chęć do tego, żeby ten biznes rozwijać poprzez ludzi. Chciałabym pozyskiwać talenty do naszej organizacji i podchodzę do tego z pełną pokorą. Nie mam problemu z rekrutowaniem ludzi, którzy są lepsi ode mnie. Lubię się od nich uczyć, dowiadywać i razem pracować na wspólny sukces. Także mieliśmy też ostatnio taką ciekawą rekrutację zakończoną sukcesem. Dołączyła do nas osoba zajmująca się zarządzaniem płatnymi kampaniami w social mediach. I jak właśnie już później w rozmowach, po nawiązaniu współpracy, zapytaliśmy co ją przekonało, że zechciała dołączyć do naszego zespołu, to powiedziała, że w naszym ogłoszeniu napisane było, że poszukujemy ludzi, którzy będą mówić nam co mamy robić, a nie my im. Dla niej było to właśnie ciekawe. Taka zapowiedź samodzielności. Zapowiedź tego, że będzie mogła się rozwijać i sprawdzić w roli. Także jak najbardziej jesteśmy otwarci na to, żeby dołączały do nas osoby z większym doświadczeniem. Żeby wspólnie wypracowywać tę strategię sukcesu.

A jak Ty zarządzasz swoimi priorytetami i swoim czasem, jeżeli masz tyle ról, które łączysz? Jesteś i mamą, i przedsiębiorczynią. Masz swoje inne obszary. Co sprawia, że te role godzisz i co byś poleciła także osobom, które mają do połączenia takie role – np. są właśnie rodzicami i nie chcą tracić tych możliwości, a chcą to jeszcze bardziej wykorzystać do tego, żeby być bardziej skutecznym także w roli przedsiębiorców?

Ja jestem osobą bardzo zdyscyplinowaną. Rzeczywiście ten element dyscypliny w sytuacji łączenia wielu ról jest nieodzowny. Dla mnie najważniejsze w życiu są relacje z moją rodziną, zarządzanie moim biznesem, aktywność fizyczna oraz chwila czasu na refleksję. Na dowiadywanie się czegoś o świecie z jakąś wrażliwością na to, co się dzieje dookoła mnie, ale też jest to czas, który dzielę z samorozwojem i z jakąś taką edukacją. Żeby być w stanie realizować się w tych wszystkich obszarach, trzeba rzeczywiście zachować bardzo dużo dyscypliny. Ja mam takie przekonanie, że nie mam w ciągu dnia minuty do stracenia i w takim trybie działam. Szanuję bardzo swój czas. Nie rozpraszam się na aktywności, które nie wnoszą do mojego życia wiele dobrego. Nie oglądam seriali. Nie mam kont w social mediach. Po prostu jestem bardzo skupiona na celu. 

A co Cię motywuje? Co sprawia, że znajdujesz w sobie tę siłę do tego, żeby być liderką biznesu? I jakie może inspiracje do tej roli znajdujesz wokół? Lub gdziekolwiek.

Ja jestem bardzo wrażliwa na inicjatywy kobiece. Wspieram kobiety w ich rozwoju. Lubię biznesy zarządzane przez kobiety. Wierzę w kobiecą wizję świata i w to, że głos i optyka kobiet jest bardzo wartościowa i potrzebna do tego, żeby ten świat był zrównoważony i dobry. Także chciałabym być być może kiedyś dla kogoś inspiracją, że można być bizneswoman, że można być przy tym żoną i mamą. Mam dwie córki. Również chciałabym im zaprezentować model, w którym kobieta może się realizować, może odnosić sukcesy, może odczuwać satysfakcję ze wszystkich ról, które pełni. Jeśli pytasz mnie o moje inspiracje do tego, to przeczytałam ostatnio świetną książkę. W zasadzie dwie takie rozbudowane powieści. Pierwsza to „Harda”, a druga kontynuacja „Królowa”, Elżbiety Cherezińskiej, która opowiada o córce Mieszka I, Sygryda Storråda, matka królów i sama królowa Norwegii, Danii i Szwecji. Także niesamowite jest to, że większość ludzi nie ma świadomości tego naszego lokalnego pierwiastka w tej historii Północy. Wspaniała książka o niesamowitej kobiecie, która budzi emocje i elektryzuje jeszcze w XXI wieku, ale była ona na tyle charyzmatyczna, na tyle ciekawa, wyjątkowa, że potrafiła porywać tłumy. Potrafiła być niesamowitą liderką i tą królową u boku króla, która właśnie wzbudzała szacunek. Była świetnym strategiem i świetną liderką. 

To naprawdę ciekawa inspiracja też z perspektywy ponadczasowości tych wzorców, z których możemy korzystać. Ty też budujesz w sobie taką właśnie energię liderki. Rozwijasz ten biznes. Jak jest dla Ciebie taki kolejny krok? Bo powiedziałaś historię od momentu kiedy kupiliście mały biznes, zmieniliście jego nazwę, rozdzieliliście go organicznie. Teraz przejęliście dodatkowy biznes on top. Tak, żeby to zwiększyć. Finansowaliście to z aniołami biznesu. Jaki jest kolejny krok? Co powinno być następnym punktem na ścieżce rozwoju Design Town do tego, żeby zostało tym house hold name, jeżeli chodzi o sklepy z meblami i wyposażeniem wnętrz?

Chcielibyśmy się rozwijać dwutorowo. Z jednej strony chcielibyśmy na pewno rozwijać ten biznes organicznie poprzez dalszy rozwój oferty asortymentowej. Poprzez rozwój samego designu w stronę – tak, żeby był on jak najbardziej przyjazny dla użytkownika, żeby ten użytkownik z łatwością mógł się po nim poruszać. Znaleźć to, czego poszukuje. Żeby wzbudzał zaufanie, żeby dostarczał wszystkich niezbędnych informacji, żeby proces zakupowy, przejścia przejścia przez koszyk i finalizacji zamówienia był prosty i bezpieczny. Do tego chcielibyśmy zaproponować rzecz zdaje się oczywistą, choć jeszcze nie taką powszechną w internetowym biznesie meblowym – czyli fantastyczną obsługę klienta. Konsultantów, czy pracowników pracujących w obszarze customer success, którzy są kompetentni, przeszkoleni, znają materiały, znają fasony, znają trendy. Potrafią tym klientom coś doradzić, są dostępni przez telefon, przez e-mail i przez czat. Także taka doskonała obsługa klienta też uważam jest ciągle kartą przetargową w tym biznesie, ale oprócz tego, cały czas chcielibyśmy również rozwijać się przez poszukiwanie kolejnych potencjalnych targetów. Kolejnych sklepów, które asortymentem wzbogacą to, co już proponujemy. Które chcielibyśmy zarządzać początkowo poprzez wspólny backoffice – czyli grupę osób, czy zespół marketingowy. Zespół customer success. Wspólna logistyka, która to obsłuży i już w pewien sposób będzie jakąś oszczędnością zasobów. Nie każdy musi mieć swojego oddzielnego marketing managera, lub agencję. Można mieć do tego jeden zespół, który będzie z sukcesem to realizował. Takie budowanie się poprzez akwizycję też daje możliwość przeskakiwania na kolejne poziomy. Nie dochodzenia do tego niewielkimi krokami, tylko właśnie zagarniania tego rynku trochę bardziej dla siebie i docelowo być może konsolidację tych wszystkich podmiotów. To jest jeszcze do decyzji w przyszłości.

A jakiś krok w najbliższej przyszłości, w którym należy Ci kibicować? Czy na razie spokojnie, integracja i krok po kroku rozwój tego, co się będzie działo w tych biznesach, które już macie w portfolio?

Na dzisiaj jesteśmy bardzo świeżo po przejęciu drugiego biznesu, także przed nami praca organiczna, nauka, wdrożenie, dobre zasetup’owanie. Wypracowanie strategii marketingowej, krótko, średnio i długoterminowej. Co chcemy tutaj osiągnąć, co chcemy zmienić, co chcemy poprawić? Zerwanie wszystkich owoców, które wiszą nisko. Także na razie to właśnie dobre zasetup’owanie nowego biznesu i to, żeby sobie oba performowały zdrowo. I pewnie w jakimś średnim terminie będziemy się rozglądać za potencjalnymi kolejnymi targetami. 

Budujesz biznes z Robertem. Czyli jesteście zarazem rodziną jak i wspólnikami. Jak to wpływa na dynamikę tych relacji? Wiem, że ile par, ilu ludzi, tyle doświadczeń. Ciekawi mnie jakie widzisz korzyści z tego? Co byś powiedziała na przykład osobom, które są małżeństwem, chcą budować razem biznes. Na co warto zwrócić uwagę z perspektywy Twoich doświadczeń?

My jesteśmy dosyć nietypowi. Jak ankietuję grono naszych znajomych, przyjaciół i rodziny, to model pracowania wspólnie ze swoim mężem raczej budzi kontrowersje i lęk, że bardzo często bywa tak, że ludzie potrzebują sobie to zbalansować. Pobyć trochę razem, pobyć trochę osobno. My też nie jesteśmy ze sobą cały czas, także to nie jest tak, że siedzimy i pracujemy razem, a potem spędzamy czas razem w domu. Także jest też ta przestrzeń do takiego osobistego rozwoju i indywidualnego występowania. Natomiast my bardzo lubimy pracować ze sobą. Wymieniamy się informacjami, inspiracjami, wskazówkami. Proponujemy sobie nawzajem, co koniecznie musisz przeczytać, lub czego koniecznie musisz posłuchać. Wspieramy się w sytuacjach trudniejszych czasów. Nam to fantastycznie wychodzi. Natomiast być może dlatego, że zanim byliśmy małżeństwem, bo ze sobą właśnie pracowaliśmy. Także jest to dla nas naturalne środowisko występowania.

Czyli męża lub żony należy szukać w pracy. 

Można. Jest to jeden z modeli. 

Chociaż chyba dzisiaj ludzie raczej się poznają głównie elektronicznie.

To prawda.

Nie wiem czy są inne modele poznawania się jeszcze aktualne.

Właśnie ja też nie wiem jak to dzisiaj działa. Trochę współczuję dzisiejszym studentom i pracownikom stawiającym pierwsze kroki w pracy. Jest to w pewien sposób na pewno zubożenie tego doświadczenia. Że te interakcje bezpośrednie – jednak nie da się ich w pełni zastąpić w taki sposób cyfrowy, ale wiele da się zrobić. Także trzymam kciuki. Musimy wypracować sobie nowe modele. 

Ciekawe, bo to co powiedziałaś ma rzeczywiście zarówno zastosowanie w kontekście pracy, jak i w kontekście budowania relacji. Że wszystko się tak zcyfryzowało i trudno jest chyba zbudować taki cyfrowy interfejs między ludźmi, żeby to naprawdę działało.

Na pewno jest to inny rodzaj wyzwań, ale widzę, że są już metody, pojawiają się – na zarządzanie tym. Na przykład przygotowuję się do naszej kolacji firmowej, która ma się odbyć za kilka dni. Wszyscy zjeżdżają się na żywo, także będziemy mieć taką okazję, żeby trochę popracować teambuilding’owo i trochę czasu ze sobą spędzić. Przygotowując się do tego wydarzenia, na którym chciałabym, żebyśmy sobie zrobili kilka ćwiczeń, trochę się o sobie dowiedzieli, ale znalazłam też w Internecie taką ciekawą sekcję. Jak budować zespoły, które pracują tylko zdalnie. I właśnie były takie różne propozycje ćwiczeń do wykonania zdalnie, które mają budować zespoły i między innymi było bingo zdalne, czyli praca nad tym, jakie najczęściej problemy pojawiają się na telekonferencjach. I wypisuje się różne: „Przepraszam, czy mnie słychać?”, „Mam problemy z Internetem”. Szereg problemów, który się pojawia. Cała drużyna siedzi i przez cały dzień wykreśla na swoim bingo co dzisiaj padło. Także są pewne przeszkody, które występują w tej komunikacji cyfrowej, ale jednocześnie są też sposoby, żeby tym managować. Trzeba się po prostu inaczej rozwijać, inaczej to adresować. 

Słyszę, że dużo tej energii wkładasz w to też, żeby ten zespół się fajnie znał, żeby wszyscy razem pracowali i to jest rozumiem też taki kapitał, na którym chcesz budować dalej ten biznes. 

Jak najbardziej tak. Ja mocno stawiam na ludzi. Wierzę w ludzi, wierzę w silną etykę pracy i taką wewnętrzną motywację, że ludzie potrzebują pracy i udowadniania czy osiągania kolejnych celów, żeby też realizować się wewnętrznie. Także jak najbardziej chciałabym się rozwijać przez ludzi. Z moimi pracownikami, z moim zespołem buduję takie bardzo bliskie, czasem wręcz przyjacielskie relacje. Nawet w tym roku, po raz pierwszy zorganizowaliśmy taki event jak workation – że na dwa tygodnie wynajęliśmy dom w Hiszpanii. Zabraliśmy cały nasz zespół i tam na miejscu pracowaliśmy, ale też po prostu spędzaliśmy czas razem. Także uważam, że tutaj wartość relacji międzyludzkich, zarządzanie nimi jest bardzo ważne dla rozwoju biznesu i dla jego sukcesu. 

A jak sobie radzisz ze stresem? Jak radzisz sobie na przykład z myślą, że może przyjść jakaś firma i ona skonsoliduje ten rynek szybciej od Ciebie, albo coś takiego? Jakie masz metody? Czy myślisz w ogóle o takich rzeczach? Czy uważasz, że: „A, my robimy swoje. Robimy to dobrze i po prostu jak będziemy to dobrze robić, to na pewno będą tego dobre efekty”. Czy masz takie obawy? Jeżeli tak, to jak sobie radzisz z takimi sytuacjami? Bo są takie niepokoje każdego przedsiębiorcy, który gdzieś ma je w różnych sferach. Jestem ciekaw jak Ty sobie tym zarządzasz?

Na co dzień nie myślę w taki sposób. Nie jestem podszyta obawą, że ktoś zajmie moje miejsce, ponieważ nawet jeśli pojawi się jakiś istotny gracz na tym rynku, to nie jest dla mnie game over, bo rynek jest tak duży, że uważam, że może się na nim wykształcić nawet kilka dużych podmiotów, które właśnie zdobędą już tę rozpoznawalność rynkową. I ciągle będą miały uzasadnienie biznesowe. Ciągle będą zdrowymi, fajnymi biznesami o dużej skali przychodów. Rentownymi przedsięwzięciami, także robię swoje. Staram się robić to najlepiej jak potrafię. Robić to szybko, ale nie jestem podszyta strachem, że ktoś mnie wyprzedzi. 

Podawałaś Wayfair jako taki amerykański wzór firmy, która na tym rynku poprzez akwizycję zbudowała taką parasolową markę i teraz wszystkie te sklepy są zintegrowane pod tą jedną marką i to jest takie success story. Jeżeli myślisz o Design Town, to jak widzisz tę firmę, jeżeli wszystkie scenariusze zrealizujesz wedle planu – to jak ta firma będzie wyglądała?

To jest najtrudniejsze pytanie do tej pory. Pewnie będzie to biznes istotnej skali. W przeciągu najbliższych kilku lat. Wartość rynku dystrybucji mebli i artykułów do wyposażenia wnętrz w Polsce, będzie wart około dziesięć miliardów. Wszystko co się sprzedaje. Online i offline. Materace, łóżeczka, meblościanki, sofy. I zważywszy na to, że coraz więcej mebli i artykułów do wyposażenia wnętrz kupuje się online – jest to zmiana modelu zachowania wywołana nie tylko pandemią. Taki po prostu jest naturalny trend. Jesteśmy kilka lat za rynkiem amerykańskim czy brytyjskim. Tam poziom penetracji tego rynku przez sklepy online’owe, kilka lat temu był istotnie wyższy niż w Polsce. Także my cały czas podążamy za tym trendem światowym, a dodatkowo dopalani jesteśmy jeszcze właśnie tym, że dzisiaj po prostu ludzie są czasem zmuszeni nawet, żeby kupować online versus tradycyjnie. Także biorąc pod uwagę, że taki duży gracz, który wykształci się na tym rynku, może zagarnąć kilka procent tego całego tortu. To może być biznes o przychodach rzędu kilkuset milionów, nawet do miliarda. Także jest tutaj duży potencjał samego rynku. Wdzięczna branża. Także tutaj perspektywy są ogromne. 

Brzmi to naprawdę ekscytująco. Jako inwestor w tym biznesie naprawdę zacząłem sobie to wyobrażać.

Rozmarzyłeś się.

Rozmarzyłem się. Zastanawiam się też nad takimi obiekcjami jeżeli chodzi o myślenie o biznesie internetowym dzisiaj. Przychodzi mi do głowy taki rosnący udział tych dużych platform dystrybucyjnych typu Allegro, typu Amazon, typu Market Place’y, które dają możliwość sprzedaży bezpośrednio brandom, albo także sklepom internetowym jako taki dodatkowy kanał zasięgowy. Jak postrzegasz relacje między tym modelem zakupów, gdzie ja mam na przykład Allegro Smart i jestem po prostu takim shopperem – że otwieram tę jedną aplikację – rzeczywiście mebli tam nie kupiłem nigdy, ale kupuję różne rzeczy tam i nawet się nie zastanawiam kto mi to wysyła. Jak Ty widzisz przestrzeń na to, żeby Design Town funkcjonowało z jednej strony między platformami i być może korzystając z nich, a z drugiej strony między potencjalnymi brand storami. Na przykład, że producent mebli „X”, który nigdy nie interesował się detalistą, bo zawsze działał B2B i nie wiem – sprzedawał do Niemiec. Nigdy nie sprzedawał na rynku lokalnym w detalu, ale jednak sobie pomyśli: „Nie no. To ja też sobie zbuduję swoją własną markę i będę sprzedawał swoje własne meble. One się będą nazywały Ikea 2, albo cokolwiek”. Jak widzisz tę dynamikę rynku w tym kontekście, jeżeli chodzi o pozycję niezależnego sklepu internetowego?

Ja myślę, że z jednej strony to jest też jakiś kanał dystrybucji i budowania się. Także można korzystać z platform typu Allegro i Amazon w budowaniu dotarcia do klientów, bo rzeczywiście ich pozycja w polskim Internecie jest dosyć duża, więc warto też z tego korzystać, ale myślę, że to, co daje taki niezależnie zarządzany sklep internetowy ze swoją filozofią, ze swoim designem, ze swoim duchem tutaj oddanym na stronie tego sklepu – to jest trochę inny experience zakupowy. Allegro jest pełne wszystkiego. Nie kojarzy się z takim doświadczeniem zakupów premium. My tam idziemy po to, żeby kupić szybko i w miarę tanio. I rzeczywiście, żeby znaleźć produkty, które czasem ciężko nam znaleźć w sklepach stacjonarnych, ale nie idziemy tam po experience. Ja też kupuję czasem na Allegro, ale ja jeszcze nigdy w życiu nie miałam żadnego bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcą. Nawet nie wiem czy tam jest jakiś numer telefonu, pod który można zadzwonić. Także te platformy nie oferują żadnego takiego bezpośredniego wsparcia tego zakupu procesowego, który akurat w meblach tego wsparcia często wymaga. To nie jest łatwy produkt. To jest dosyć rzadki zakup, więc mało kto z nas ma takie bieżące doświadczenie w tym, czego poszukuje. Jak kupuje łóżko, to nie wiem w ogóle w jaki sposób zdefiniować twardość tego materaca? Czy ja potrzebuję sprężyny, czy ja potrzebuję jakiejś dodatkowej pianki? To jest masa niuansów, które mają znaczenie później dla użytkownika tego produktu. I poziomu jego zadowolenia z tego zakupu, które on musi pozyskać w procesie zakupowym. I dlatego właśnie tutaj jak ma możliwość zadzwonienia, ma możliwość napisania, ma możliwość kontynuowania tego wątku i być w jakiś sposób wsparty w tym procesie, to uważam, że to jest wartość, którą oferuje sklep ponad konto na Allegro.

Super. Przekonuje mnie to rzeczywiście. W przypadku takich produktów bardziej wymagających, to rzeczywiście trudno mi sobie wyobrazić, żebym coś takiego bez wcześniejszego zobaczenia tego gdzie indziej kupił. Jeszcze jest ten element, że ludzie oglądają i chcą kupować, ale to jest oddzielny wymiar. O co Cię nie zapytałem, a co uważasz, że jest bardzo ważne i o czym chciałabyś opowiedzieć? O sobie, o firmie? O branży? O biznesie? O kolejnych krokach? O inwestycjach, o zakupach? Cokolwiek. 

Ścieżka przedsiębiorcza nie jest łatwa, ale polecam ją wielu osobom do wytestowania, bo daje niesamowitą satysfakcję. Uwiarygodnienie się modelu biznesowego. Udowodnienie na rynku daje ogromną radość, że te nasze predykcje, ta nasza intuicja, wyczucia oraz to, co udało nam się wykreować i zaproponować tym klientom – działa. Także polecam kobietom, ale też mężczyznom do testowania, do poszukiwania, do sięgania po więcej. Na różnych etapach życiowych osoby się znajdują, ale jest pewien taki moment, że można jeszcze dużo ryzykować. Można jeszcze dużo testować. Polecam nie zmarnować tego. Daje to ogromną radość i szansę.

Kiedy jest ten moment, że uważasz, że można ryzykować? To jest bardzo ciekawe co powiedziałaś, bo mam poczucie, że ludzie… Każdy oczywiście ma gdzie indziej ten moment, w którym mówi: „A jeszcze można ryzykować”, ale można nawet do tego podejść tak z perspektywy prawdopodobieństwa finansowego, albo innego, analityki i powiedzieć: „No nie. Ten moment to jest wtedy i wtedy”. Kiedy Ty uważasz, że jest ten moment, że jeszcze można eksperymentować? Niektórzy uważają, że jak już złapałem pierwszą pracę, to już nie mogę ryzykować, bo nie będę miał pierwszego następnego miesiąca przelewu, więc to już jest koniec ryzyka. Inni myślą: „Jak mam ten kredyt na mieszkanie, to nie mogę ryzykować”. Gdzie jest ten punkt Twoim zdaniem?

Pewnie dla każdego on leży troszeczkę w innym miejscu. Tak jak powiedziałeś. Ja natomiast czuję się cały czas jeszcze taka poszukująca, młoda duchem, że nie jestem jeszcze nastawiona na jakiś bieżący cashflow. Jestem w stanie sobie odroczyć pewne rzeczy i plany w życiu, żeby spróbować i zaryzykować. To, co mówiłam na początku rozmowy, że nie jesteśmy nastawieni na kapitalizację tego biznesu. To też jest element tej filozofii, że jesteśmy jeszcze na takim momencie życia, że jak mamy zaspokojone te podstawowe potrzeby, które oczywiście mamy taki jak każdy kredyt i jakieś inne zobowiązania. To pracujemy bardziej na premię i na upside w przyszłości niż na bieżące korzyści. 

To ciekawe. Rzeczywiście. I do kiedy uważasz, że jest miejsce na to, żeby odraczać tę premię? Kiedy uważasz, że powinna nastąpić kapitalizacja?

Jejku. Nie wyznaczyłam sobie takiego deadline’u w głowie. Być może powinnam, ale czuję, że jesteśmy cały czas na początku tego projektu, że jeszcze nie uwolniliśmy jego pełnego potencjału. Także daję sobie najbliższe kilka lat, żeby patrzeć jak rośnie. Jeżeli będzie rósł z odpowiednią dynamiką i dalej będziemy widzieli, że ma potencjał, żeby się jeszcze rozpędzać – to będziemy to kontynuować. 

Super. Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Cieszę się też, że mogę być jednym z inwestorów w tym projekcie, bo bardzo w niego wierzę. I dzięki Ci za tę rozmowę, za inspirację. Życzę powodzenia w dalszej drodze. 

Dziękuję bardzo i nawzajem. Wszystkiego dobrego. 

Dziś gościem Greg Albrecht Podcast, była Alicja Ditrych. Co-founderka,  Design Town. Jeżeli spodobał Ci się ten odcinek, to koniecznie zasubskrybuj mój podcast  już teraz. Jeżeli chcesz dołączyć do klubu, to bezpłatnie dołącz na gregalbrecht.io/klub. To tyle na dzisiaj. Do usłyszenia w kolejnym odcinku!


Szukasz indywidualnych konsultacji biznesowych? Napisz do mnie!

Dołącz do Klubu Greg Albrecht Podcast, aby mieć dostęp do ekskluzywnych materiałów, spotkań i wpływ na kształt tego podcastu.

Masz pomysł na temat odcinka? Znasz kogoś, kto powinien być moim gościem? A może chcesz zostać sponsorem podcastu? Napisz: gregalbrechtpodcast[at]gmail.com

Może Cię zainteresować

Jak pracować z influencerami i stawiać pierwsze kroki z NFT? – Bartek Sibiga, Fanadise (Fancy Bears Metaverse)

Czytaj

Toksyczny wspólnik blokuje firmę? Rozwiąż ten problem

Czytaj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Business Unlimited Newsletter

Zainwestuj 5 minut w tygodniu, by osiągać więcej. Dołącz do tysięcy przedsiębiorców i zarządzających biznesem w społeczności Business Unlimited. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniami. Otrzymuj co tydzień bezpłatne inspiracje i niespodzianki od gości Greg Albrecht Podcast. Dzięki Business Unlimited staniesz się bardziej skutecznym liderem.

A jeśli zmienisz zdanie? Możesz wypisać się jednym kliknięciem!

×